Dodaj do ulubionych

Na dobre...

13.02.09, 21:02
Fajny dziś odcinek był.
Możecie mi wyjaśnić tą sytuację z Agatą?

Wątek Latoszka, Leny i Edwardsa wydaje mi się jakiś naciągany.
No bo kto znajduje sobie nowego partnera niedługo po ślubie, gdy okazuje się
że ślub nieważny? I nawet nie próbują pogodzić, wyjaśnić sobie nic.

Heh, kobita ćwicząca jogę, która dostała skurczów rozśmieszyła mnie.

A Hubert?
Wydaje mi się dziwny, zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak.

P.s. A do tego ginekologa, który pracował 1 dzień sama bym się wybrała. Faaajny ;)
Obserwuj wątek
    • Gość: zeta Re: Na dobre... IP: *.chello.pl 14.02.09, 00:12
      ja jestem zła na ten watek Leny i Latoszka. Po przedostatnim odcinku
      mialam nadzieje, ze sie miedzy nimi wyjasni. To byla moja ulubiona
      para, ehh:/ Nie rozumiem, ja ta dziewczyna mogla byc tak slepa i
      glupia, zeby nie zauwazyc, ze Edwards na nia leci i ze robi
      wszystko, zeby ja od Witka odciagnac :(
      Szkoda mi strasznie ich obojga
      ciekawe, czy Lena bedzie miala kaca moralnego po tym:/ (normalnego,
      alkoholowego, to bedzie miala na pewno :P). Pewnie, jak to w
      serialach, wymysla im tu jakas ciaze czy cos i tyle z tego bedzie ;P
      • baba67 Re: Na dobre... 14.02.09, 10:05
        Lemna od samego poczatku nie pasowala do Latoszka-nie zebym miala cos przeciwko
        ambitnym kobietom. On sam nigdy nie byl ambitny w sensie osiagniec aleduze ego
        mial zawsze i dopoki gorowal nad nia jako stazystka wszystko bylo OK, a kiedy
        dziewczyna zaczela go przerastac jego ego tego nie wytrzymuje. Bezkonfliktowa
        dekoratorka wnetrz to strzal w 10 tke-zadnej rywalizacji ona za3sze pelna
        podziwu dla faceta...
        Lena jest dla profesora wrecz stworzona.Ambitna bedzie miala u niego wszystko
        .I nie bedzie musiala kopac sie z polskim koniem-brakiem mieszkania kasy,
        przepracowaniem. mam nadzieje ze scenarzystom nie przyjdzie do glowy ich godzic.
        • Gość: jowita771 Re: Na dobre... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.09, 14:07
          a ja mam nadzieję, że się Lena z Witkiem pogodzi.
          Gdzie taki stary pierdziel, jak Edwards, do młodej ładnej dziewczyny. Może siwy
          pan aktor musi już wracać do Australii?
        • liza_s Re: Na dobre... 14.02.09, 14:53
          Zgadzam się z babą67, ambitna Lena to nie kobieta dla Latoszka. Ona i tak dużo
          dla niego poświęciła, zrezygnowała z kariery w Anglii, ale jemu było mało. Jest
          wiecznie zazdrosny i nieufny, ciągle marudzi. To może się nawet podobać widzom,
          ale w realnym życiu nie wytrzymałabym z takim facetem.
          • Gość: Bebe Re: Na dobre... IP: *.INTELINK.pl 14.02.09, 15:05
            Dokładnie Latoszek nie pasuje do Leny, on chyba nie pasuje do żadnej
            kobiety. Wiecznie skwaszony, z fochem, typ mało ciekawy i do tego
            bez ambicji. Doktor Edwards jest świetny, przynajmniej według mnie.
            Ja bym się nie zastanawiała:)
            • Gość: kluchaleniwa Re: Na dobre... IP: *.adsl.inetia.pl 14.02.09, 18:23
              Latoszek i Lena wg mnie nie pasują do siebie,on był fajny póki się
              nie skumali.Walczył o nią z mamusią i w ogóle jej nadskakiwał,a ona
              taka mimoza pasująca do profesora.mam nadzieje,że do siebie nie
              wrócą.Mam też nadzieje,że oślątko młody Burki pójdzie siedzieć,a
              stary z rozpaczy wyjedzie na misje,a Stankiewicz-Burska zmieni w
              końcu mine i nie będzie wiecznie zdziwiona i przestanie marszczyć
              brwi.
              • Gość: Anka Re: Na dobre... IP: *.ilabs.pl 14.02.09, 21:25
                Ja tez uwazalam, ze Latoszek ma muchy w nosie i powinien byc sam, bo kazde
                kobiete wczesniej czy pozniej doprowadzi do szalu. Brzydki nie jest i jest
                dobrym kompetentnym internista, ale jako partner w zwiazku jest beznadziejny.
                • Gość: zeta Re: Na dobre... IP: *.chello.pl 14.02.09, 22:17
                  czy ja wiem? imho to jest zrozumiałe, ze jest zazdrosny. Przeciez
                  Edwards sie Lenie nawet oswiadczał, a ona mimo to nie zauwazyla
                  (?!), ze on sie w niej podkochuje i pojechala do Anglii. Sorry, ale
                  gdybym miala w dniu slubu podjac decyzje, czy jechac do Anglii na
                  staz, czy zostac z mezem, zdecydowanie zostalabym z mezem. chyba, ze
                  bym przekladala kariere ponad milosc...ale czy to wtedy jest
                  prawdziwa milosc? Nie chodzi o to, zeby ona sie dla niego poświęcała
                  i rezygnowała z tego, co dla niej wazne - ale aby umiała wybrac, co
                  jest wazniejsze. Wybrała kariere - szkoda.

                  Latoszek ma taka wade, ze jest zbyt dumny, aby odłożyć urazy na bok
                  i zgodzic sie porozmawiac. Za bardzo sie skupił na swojej urazonej
                  dumie, na tym, jak mu źle z tym, co sie dzieje. Niemniej jednak
                  uwazam, ze jego reakcje nie sa bezpodstawne. Widzowie znaja dwie
                  strony medalu, on zna tylko swoja - zaloze sie, ze wiekszosc osob
                  bedac na jego miejscu, pomyslalaby, ze Lena go zdradza lub ze ma
                  taki zamiar.

                  Imho to jest facet, ktory z wierzchu wydaje sie byc oschły, ale tak
                  na prawde w głebi potrzebuje milosci, czulosci. Byc moze ze wzgledu
                  na trudna sytuacje rodzinna w przeszlosci lub/i długa samotnosc. On
                  potrzebuje kogos, kto da mu ciepło, a nie kogo bedzie ciagle tracił.
                  Sam długo walczyl o Lene, pewnie teraz by chcial, zeby ona
                  powalczyla o niego - ale w sumie sam na siebie zastawil pulapke:(

                  Szkoda mi jego, a jej wspolczuje... :/ ale chyba jestem w
                  mniejszosci
                  • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 08:37
                    Sorry, ale
                    > gdybym miala w dniu slubu podjac decyzje, czy jechac do Anglii na
                    > staz, czy zostac z mezem, zdecydowanie zostalabym z mezem.

                    ja nie wiem, jaką bym podjęła decyzję.
                    ale jeśli staż załatwiłby mi facet, który wyraźnie smali do mnie cholewki,
                    musiałabym być kretynką, by jechać. ale lena najwyraźniej ślepa i głucha. a
                    teraz oczywiście skrzywdzona niewinność... głupia baba i tyle.
                    dla mnie latoszek wcale nie jest facetem bez ambicji - on po prostu chce dobrze
                    wykonywać swoją robotę, to mało?? ktoś, kto lata spędził jako wiejski lekarz,
                    walcząc z oporem materii, lecząc podopiecznych przytułku dla bezdomnych, będąc
                    na każde zawołanie o dowolnej porze doby, zasługuje na większy szacunek niż
                    milutka i ładniutka (choć oczywiście niegłupia, lena przecież nie jest złą
                    lekarką) dziewuszka, która nagle czuje tak wielki pęd do kariery, ze nie widzi
                    oczywistych raf...
                    • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 11:34
                      Przeciez ja bardzo






                      Ja pisalam o ambicjach w znaczeniu swiatowym, nic o szacunku nie pisalam- komu
                      sie szacunek nalezy a komu nie. Jednym bardziej imponuje Lena innym Latoszek.I
                      dlatego oni nie pasuja do siebie.
                      Tak pani dekorator bedzie zapatrzona w faceta po grob-on bedzie kwitl,ona
                      bedzie dumna z prawdziwego bohatera w domu.Z Lena to sie po prostu nie
                      uda-kobita ma drajw na ambitne badania i ogolnie rzecz biorac do gory. Niechcze
                      wyjdzie sobie za profesora i znika, bo mnie juz wkurza.
                  • liza_s Re: Na dobre... 15.02.09, 12:11
                    Ale dlaczego to od kobiety wymagacie "dowodów miłości"? Równie dobrze można
                    powiedzieć, że gdyby Latoszek naprawdę kochał, to pojechałby za Leną do Anglii,
                    a przynajmniej ufałby jej.
                    • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 13:52
                      liza_s napisała:

                      > Ale dlaczego to od kobiety wymagacie "dowodów miłości"?

                      ja nie wymagam dowodów miłości, tylko myślenia. to, że nie chciała zauważyć
                      przyczyn, dla których ma załatwione to stypendium, świadczy o głupocie leny i o
                      myśleniu "o czym nie myślę, nie istnieje" lub "a co ja będę myśleć o tym, że
                      mogą być duże problemy, jeszcze wywołam wilka z lasu". a to głupota.

                      > a przynajmniej ufałby jej.
                      nie bardzo mógł ufać, skoro widział to, czego ona nie chciała zauważyć.
                      • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 14:26
                        Pojechala bo to dla niej wielka szansa byla. Sposob bycia profesora byl z lekka
                        kokieteryjny, no ale przeciez nie bylo to molestowanie. Ja jej sie nie dziwie ze
                        pojechala-ile atrakcyjnych kobiet nie zmienia dobrej a nawet i takiej sobie
                        roboty choc widza jak szef muskuly prezy na ich widok ?
                        Gdybym miala wielka zyciowa szanse a moj partner podcinal mi skrzydla bo moj
                        szef jest przystojny i mu sie podobam, tobym siepowaznie zastanowila nad sensem
                        zwiazku bez wspierania sie i elementarnego zaufania.
                        • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 14:37
                          wiesz, lenie scenarzyści dowalili wszystko, co mogli: najpierw orlicka, tępiąca
                          latoszka, podbijała lenie jej bębenek i w znacznej części obudziła w niej
                          ambicje, których wcześniej nie było - a potem ją wykorzystała; stypendium
                          okazało się wykorzystywalne tylko w taki sposób, że lena na ślub ma kilkanaście
                          godzin i musi wracać (i co, nawet wtedy idiotka nie zauważyła, że profesorowi
                          nie o pracę chodzi?)
                          ty byś się nie czuła urażona, gdyby twój mąż odleciał gdzieś i tylko na
                          kilkanaście godzin na ślub przyleciał, a "miodowy miesiąc" okazał się twoim
                          samotnym siedzeniem w domu/muzeum/innych_atrakcjach_obcego_miasta, gdyż mąż
                          przecież musi pracować, mimo iż mu urlop obiecali? ja bym się czuła. ale
                          rozumiem, że moje pretensje oceniłabyś jako podcinanie skrzydeł mężowi?
                          • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 14:55
                            Ja bym to przyjela jako cholerny pech.Po prostu-tak sie zlozylo, okazalo sie ze
                            nasze wspolne wyobrazenia sa o kant ....potluc, ale przeciez to nie wina
                            wspolmalzonka. Lena bioraca udzial w powaznym projekcie miala powiedziec
                            -nigdzie nie jade bo maz przyjechal ?
                            Po co ? Zeby wyjsc na nieodpowiedzialna sikse?
                            Mialalbym sie obrazac na meza ktory ma szanse cos zrobic w zyciu dla siebie a
                            tym samym i dla nas bo inaczej sobie wyobrazalam ten projekt? Absurd.
                            Latoszek zareagowal z powodu swoch kompleksow, niepewnosci, przerosnietego ego
                            moze tez. Gdyby pasowal do Leny bylby pragmatyczny tak jak ona-ok kochanie
                            profesor sie slini (ja go rozumiem), ale zrob co masz zrobic, ciesze sie Twoimi
                            sukcesami, ufam Ci bo zasluguje na Ciebie.Pol roku nie wiecznosc.
                            • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 15:11
                              > Gdyby pasowal do Leny bylby pragmatyczny tak jak ona-ok kochanie
                              > profesor sie slini (ja go rozumiem), ale zrob co masz zrobic,

                              i pewnie w tym sęk. on sobie raczej zapewne wyobrażał ich stadło jak stadło
                              pozytywistyczne, razem niosące kaganek, tfu, szczepionkę i przynoszące ulgę
                              cierpiącym ramię w ramię. niekoniecznie musi to świadczyć o przerośniętym ego.
                              raczej o pewnej niezdolności do wyrachowania, które mu delikatnie sugerujesz
                              dobrą radą:)

                              mam tylko nadzieję, że lena nie zniknie z leśniej góry. myślę, że ciekawiej
                              będzie obserwować, jak muszą teraz ze sobą pracować.
                              • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 15:20
                                Pragmatyzm to nie to samo co wyrachowanie.Choc w swym ekstremum do wyrachowania
                                prowadzi Wyrachowanie to by bylo przymykanie oczu na to ze zona udziela sie
                                lozkowo za dobry kontrakt za ktory kupie sobie nowe Volvo albo co tam.
                                Co do kaganka to masz racje-Latoszek mial taka wizje malzenstwa .Jednak nie
                                zgadzm sie ze to Orlicka wmowila w Lene ambicje ktorych nie miala. Orlicka
                                znalazla wspolny jezyk z matka Leny i to nie byl zaden przypadek, Niechec matki
                                Leny do Latoszka to tez nie byl przypadek. Dziewczyna wychowywana byla w kulcie
                                osiagniec.
                                Lena miala prawo do wlasnej wizji swojego zycia i zwiazku tak jak Latoszek do
                                swojego-nie ma tak ze jedno jest be a drugie cacy. Nie dobrali sie-tak naprawde
                                byli razem bo Bartosz byl narkomanem i megalomanem i Latoszkowi sie trafilo.
                                • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 15:36
                                  ja to inaczej zapamiętałam - choć rzeczywiście o rodzinie leny nic mi się w
                                  pamięci nie kołacze, pamiętam tylko mamusię, snobkę strojącą fochy i fumy.
                                  łączyło ją z orlicką pewne poczucie wyższości wobec świata, więc się dogadały.
                                  niechęć do latoszka wynikała właśnie ze snobizmu - na zięcia lepszy jest znany
                                  dziennikarz niż nieznany konował.
                                  czy tylko dlatego byli razem, że latoszek się trafił w odpowiednim miejscu i
                                  porze, by wesprzeć lenę wobec problemu bartosza? nie wiem. ale nie podoba mi się
                                  określenie "trafiło mu się". bo to oznacza, że lena go przerastała - a z tym się
                                  nie zgadzam :) to nie był związek łabędzicy z kaczorem, na litość!
                                  • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 15:49
                                    Nie chcialam powiedziec ze Lena go przerastala, zreszta coz to znaczy?
                                    Moze sie zle wyrazilam-lepiej by bylo -tak sie zlozylo-trafil na
                                    odpowiedni czas.
                                    Tej matki zniesc nie moglam, babsko z pretensjami bardzo dobrze zagrane przez
                                    lubiana przeze mnie aktorke zreszta.Niemniej babsko Lene wychowywalo i cos tam w
                                    niej zaszczepilo co teraz kielkuje. Ambicje naukowe nie oznaczaja egoizmu i
                                    pogardy dla swiata i zwyklych lekarzy-to jest taki a nie inny sposob na zycie.
                                    Poprzednio Lena wybrala faceta wrecz z przerostem ambicji i ten wybor tez nie
                                    byl przypadkowy-nie wybrala cimpusiowatego ksiegowego tylko doskonale
                                    zapowiadajacego sie dziennkarza.Gdyby nie przegial zyliby razem dlugo i
                                    szczesliwie. Ja calkiem rozumiem Twoje zauroczenie Latoszkiem-ma on liczne grono
                                    fanek tutaj, ale to nie oznacza ze marzeniem kazdej kobiety jest szlachetny
                                    mroczny rycerz z kagankiem .
                                    • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 16:05
                                      > Ambicje naukowe nie oznaczaja egoizmu i
                                      > pogardy dla swiata i zwyklych lekarzy
                                      oczywiście, że nie, i lena nic podobnego nie wykazywała

                                      > Gdyby nie przegial zyliby razem dlugo i
                                      > szczesliwie.

                                      albo i nie, bo by się życiem z nią znudził - to raczej typ, co goni za nowościami

                                      > Ja calkiem rozumiem Twoje zauroczenie Latoszkiem

                                      a tam, młodym opanią, nie bójmy się tego powiedzieć :) latoszek grany przez
                                      kogoś innego nie byłby tak pociągający :)


                                      to nie oznacza ze marzeniem kazdej kobiety jest szlachetny
                                      > mroczny rycerz z kagankiem .

                                      ależ oczywiście, że tak. ale większość wypowiedzi w tym wątku sugeruje, że
                                      małostkowy latoszek chciał zgnębić wspaniałą lenę - a z tym się nie zgadzam.
                                      rozpad ich związku to nie jest wyłącznie wina latoszka, bo lena też swoje
                                      dołożyła. i niech już się rozejdą, to chyba najlepsze wyjście - tylko naprawdę
                                      niech lena nie znika z leśnej góry, bo szkoda.
                                      a w sumie najmniej szkoda by mi było, gdyby znikli państwo burscy - jakoś
                                      odcinki bez ich udziału oglądają mi się zawsze najlepiej :) choć przyznam, ze
                                      wątek wypadku mnie wciągnął.
                                      • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 16:17
                                        Alez Boze bron -moze podpielas moje wypowiedzi pod inne w tym duchu ...
                                        Staram sie bardzo nigdy nie dzielic ludzi na tych cacy i tych be.
                                        Latoszek postapil w sposob malostkowy i to jest dla mnie rzecza
                                        oczywista-postapil tak bo poczul sie bardzo zagrozony. Poczul sie zagrozony bo
                                        mial kompleksy.Co do ego to mozna podyskutowac nie twierdze ze mam racje.
                                        Nie znaczy to jednak, ze jego postawy nie jako lekarza nieglodnego zaszczytow
                                        nie szanuje i ze Lenie nie dorasta on do piet .
                                        Nic nie moge na to poradzic ze winy Leny do momentu spojenia i uwiedzenia nijak
                                        dopatrzec sie nie moge. Nie nalezalo sie jej zaufanie? Nie nalezalo sie jej
                                        wsparcie psychiczne ze strony meza (?) nawet jesli ten caly projekt w praniu
                                        okazal sie trudny do zniesienia?
                                        Jedynem nietaktem ktory popelnila bylo zaproszenie profesora do ich nowego
                                        mieszkania-ale czy to nie oznacza : jestesmy para MAMY goscia ?
                                        Latoszek po prostu przegial-zadnej szczerej rozmowy, zadnej proby
                                        komunikacji-jemu nic nie trzeba tlumaczyc bo on i tak wszystko wie.
                                        Oni zwyczajnie nie pasuja do siebie i gdyby sie teraz nie poklocili toby sie
                                        poklocili potem o cos innego. jak sie komus nie ufa to sie nie ufa.
                                        • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 16:27
                                          > Latoszek po prostu przegial-zadnej szczerej rozmowy, zadnej proby
                                          > komunikacji-

                                          tu się zgadzam w 100 proc. i posądzanie leny, gdy powiedziala, że zostaje, że
                                          chciała w nim wzbudzić poczucie winy, a już wiedziała, że projekt zostaje
                                          przeniesiony do leśnej góry i wyjeżdżać nie musi, było świństwem.
                                          ale wcześniej nie uważam go za małostkowego. wyobraź sobie, że przy każdym
                                          kontakcie z leną na emigracji śmiertelnie zakochany facet, który walczył o nią
                                          przecież długo, bo historia z bartoszem się ciągnęła, widzi i czuje, jak
                                          ukochana kobieta się oddala od niego, żyje czymś zupełnie innym, do czego on nie
                                          ma wstępu. tam wiele razy, w wielu odcinkach padały słowa, że on się nie może do
                                          niej dodzwonić albo że ona znów nie mogła z nim rozmawiać, bo była zajęta. po
                                          prostu nagle zaczęli funkcjonować w różnych światach. rozumiem jego
                                          rozgoryczenie. nawet gdyby nie było problemu pod tytułem edwards, to i tak
                                          powoli przestawali się rozumieć - mimo zapewnień o miłości.
                                          • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 16:58
                                            I to jest kolejny dowod na to ze do siebie nie pasuja-ta latwosc znalezienia sie
                                            w innych swiatach...
                                • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 16:06
                                  > Wyrachowanie to by bylo przymykanie oczu na to ze zona udziela sie
                                  > lozkowo za dobry kontrakt za ktory kupie sobie nowe Volvo albo co tam.

                                  e, to już było sutenerstwo :)
                                  • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 16:23
                                    Pragmatyzm to jest znoszenie z godnoscia pewnych nieuniknionych a niemilych
                                    rzeczy w imie przyszlych efektow. Czyli akceptacja mniejszego zla. Wyrachowanie
                                    to szukanie zysku bez wzgledu na moralny aspekt swojego dzialania. Roznica moze
                                    subtelna ale jest.
                                    Jesli znosze teskne spojrzenia mojego szefa, bo musze dzieciom dac jesc a rynek
                                    pracy jest trudny-to pragmatyzm. Jesli wlaze szefowi do lozka za awans-to
                                    wyrachowanie alebo koorestwo-jak wolisz.
                                    • kkokos Re: Na dobre... 15.02.09, 16:29
                                      dzielisz to na dwa stopnie, dla mnie tych stopni jest więcej. między
                                      wyrachowaniem a sutenerstwem czy koorestwem jest różnica.
                                      w przytoczonym przykładzie np. wyrachowaniem byłoby dawanie sygnałów, że na to
                                      łóżko jest szansa, choćby nie było :)
                                      • baba67 Re: Na dobre... 15.02.09, 16:56
                                        Z tym dawaniem sygnalow to zgoda-podalam drastyczny przyklad.
                                        • Gość: j. Re: Na dobre... IP: 80.48.25.* 15.02.09, 20:25
                                          omg!!!!ale macie problem, normalnie książkę o tym
                                          napiszcie...//...żenuuuaaaaaa!!!!!!!!!!!!!.
                                          • baba67 spadaj trollu nt.. 16.02.09, 14:37

                    • Gość: zeta Re: Na dobre... IP: *.chello.pl 16.02.09, 13:30
                      nie chodzi o to, ze niewyjechanie do Anglii na staz = dowod miłosci,
                      tylko o to, ze Latoszek widział, ze Edwards leci na Lene i DLATEGO
                      nie chciał, zeby ona tam jechała. Z kolei ona miala przeslanki do
                      tego, aby zorientowac sie, ze Edwardsowi chodzi nie tylko o badania,
                      ale i o nia (a nawet - o nia przede wszystkim), a mimo to pojechała.
                      Gdyby na prawde kochała Latoszka, to by została, bo by nie
                      wystawiała swojego zwiazku na probe. Gdyby on jej nie kochał, to nie
                      byłby zazdrosny o faceta, ktory na nia leci. To chyba logiczne.
                      • baba67 Re: Na dobre... 16.02.09, 14:36
                        Miala przelanki ale sie nie zorientowala.Pozatym pokusa bla zbyt silna a
                        przeslanki ...no coz wielu panoe w srednim ehe wieku daje popisy gentelmanerii
                        wobec mlodych pieknych kobiet.Za kolano jej nie lapal ani za tylek nie
                        podszczypywal.Zreszta Lena kompleksow niema-mlodzi ambitni lekarze mieli brac
                        udzial w projekcie a ona uwazala sie za mloda ambitna lekarke...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka