elladan14
03.11.06, 19:20
tak jakos mnie naszło,bo od paru dni tylko ryczec mi sie chce jak siedze w
domu..dobrze ze chociaz prace mam to sie musze skupiać na czymś innym.....
oczywiscie- facet....
bo ja chce do taty...!!!!!
nic mi nie pomaga w domu.mam wrazenie ze wszystko ja robie
zakupy,sprzatanie,pranie,gotowanie jak maszyna.a przeciez tez pracuje i nie
jestem robotem..a jak jego cos poprosze,albo mu sie nie chce,albo i tak tego
nie zrobi.....
a w koszu na smieci syf,wiec wysypywalam na ziemie,bo sie tak wkurwialam!
ciezko mi jest bardzo,bo zacharowuję się a on tylko siedzi przed kompem i jak
go prosze o pozmywanie naczyn,to pyta czy moze jutro..a w efekcie myje
wszystko ja po kilka razy na dzien.
niby powiedzial ze sie zmieni....ale on juz wiele razy cos mowił
i powoli mam dosyc..
niby tak bardzo chcialabym zeby byl już moim mezem,a z drugiej strony jak
sobie pomysle ze tak mają wygladac lata moje nastepne,to mi sie szczerze
odechciewa....
nie wiem czy cos sie we mnie wypaliło,czy jak.....
zawsze cos obiecuje,mowi,ale co z tego??a potem dziwi sie ze ja mu nie ufam.a
kiedys dawno temu obiecal mi,ze kupi mi wielki bukiet kwiatów jak sie juz
wprowadzimy do naszego mieszkanka. a tu co???
nawet pół złamanej łodygi...a on mi nie kupuje,bo podobno sie o to
upominam....
ja wszystko robie,a jemu sie nawet po mnie wyjsc nie chce jak wracam jak jest
ciemno,ostatnio tak dobitnie wyraził swoją niechęc,ze naprawde,juz wole isć
sama niz ma mi robic łaske i ma to byc przykry obowiazek
brak mi miłości w naszym zwiazku
dla niego jest ok i jak zwykle zdziwiony i ze ja mam pretensje.
moze po prostu u mnie cos zanika???
pozdrawiam was wszystkie-kamila