Dodaj do ulubionych

chustowe złe dni...

20.06.07, 21:05
macie tak?
momnety kiedy wydaje Wam sie, ze nie umiecie wiazac a dziecko nienawidzi
wkladania do chusty?
opiszmy troche ku pokrzepieniu tych, ktorzy zaczynaja.
:-)
Obserwuj wątek
    • ithilhin Re: chustowe złe dni... 20.06.07, 21:09
      zaczne.
      ostanio mlody nie lubi jak go wkladam w 2X i placze. nie za kazdym razem, ale
      oczywiscie kiedy placze wydaje mi sie, ze on to robi za kazdym razem (a Tomkoiw
      nigdy nie placze, co tez nie jest dio konca prawda). zestresowana staram sie
      znalezc co robie zle... i jeszcze bardziej sie stresuje... co jak wiecie jest
      blednym kolem.

      a inny przyklad: na poczatku nie umaialm dociagac wezla w iksie. kiedys na
      spacerze chcialam cos poprawic (mlody mial chyba niecaly miesiac) i chusta mi
      sie ogolnie rozcapirzyla i poplatala :-)
      przemotalam w kieszonce, ktora jestem pewna byla najgorzej zawinieta kieszonka
      na ziemi i wrocilam do domu.
      mlody cala impreze przespal a ja sie zadreczalam :-)
    • vega_k_w Re: chustowe złe dni... 20.06.07, 21:13
      No chyba w myślach mi czytasz :)
      W którymś wątku przeczytałam o tym, że komuś nóżki dziecka zwisają nierówno w
      koali i cieszyłam się, że ja takich problemów nie mam a tu dzisiaj... ani raz
      nie udało mi się zawiązać żeby było symetrycznie :( nóżka podtrzymywana tym
      bardziej zewnętrzym pasem zawsze smętnie zwisała niżej - efekt - kręgosłup
      nieznacznie przekrzywiony :(
      Myślałam, że to wina chusty - ale nie, w drugiej to samo, a nawet gorzej :(
      Teraz się pocieszam, że to wina złego dnia, he he.
      Dobrze chociaż, że dziecię nie protestowało i było jednako zadowolone po
      zaplątaniu - tak na marginesie mam wyjątkowo ciamkaty egzeplarz - zawsze
      obślinia obie poły chusty :)
    • solidna Re: chustowe złe dni... 20.06.07, 21:16
      Gosiu, jak dobrze ze na to wpadlas....
      bede pierwsza
      Zuza (4m-ce) chustowana od urodzenia, od ok 2 tyg przechodzi kryzys chustowy <chlip, chlip>, w upaly nosze ja w pouchu i prawie kazde wlozenie konczy sie placzem, nie wiem, co mam jeszcze pisac, bo plakac mi sie chce, ze mam takie wyrodne dziecko, ktore moze (chwilowo) nie akceptowac chusty :-)))
      • solidna Re: chustowe złe dni... 20.06.07, 21:17
        jednak nie udalo mi sie byc numer jeden, jest mi tym bardziej smutno:-(
        hihihi
      • guruburu Re: chustowe złe dni... 20.06.07, 22:47
        Moje dziecko też przechodziło kryzys ok. 3,5 miesiąca. Płakała przy wiązaniu i
        nie była zbyt pomocna, a jak się już wyszło to podobało jej sie przez max 30
        minut a potem była syrena, chyba ze zasnęła. Jakoże była to zima to niemiałam
        strasznego parcia na super długie wyjścia, więc motałam ją na krócej albo
        wychodziłam na dłużej w porze drzemnki (wtedy 2-3 godzin, ech - gdzie te
        czas ;)) i było dobrze. Ale nękało mnie to i min pisałam o tym na TBW - któraś
        dziewczyna napisała, że może dziekco jest przed skokiem rozwojowym.
        Rezcywiście - emma zaczęła pełzać niedługo potem (od 4,5 miesiąca) i powoli się
        poprawiało - do 6 miesiąca problem się znacznie zmniejszył.
        Acha - w tym czasie też próbowałam wkłądać ją do pożyczonego wózka, żeby
        zobaczyć czy będzie lepiej. Nie było ;).
        Co do chęci motania - jak Emma jeszcze nie chodziła, bo teraz jak mi się już
        bardzo nie chce to czasem idzieeeeeeemy do parku na piechotę (i dla mnie to już
        jest powód, zeby się chciało :D), to i tak wystarczyło, ze sobie pomyślałam co
        ja będę z nią w domu robić... i od razu mi się chciało.
        • ithilhin Re: chustowe złe dni... 20.06.07, 22:58
          niedlugo bedzie funkcjonowac pojecie "kryzys chustowy" czy jakos tak :-)
          chyba mi lepiej.
          nieco.

          tylko dlaczego jak o placze to "te ludzie" sie tak gapia?
          czy na dziecko placzece w wozku tez sie patrza ze zgroza? ja sie patrze ze
          zgroza jak wozek jest bujany tak mocno, ze dziecko prawie wylatuje.


          (a mialam isc spac).
    • kajkasz1 Re: chustowe złe dni... 20.06.07, 21:43
      Kuba ogólnie dobrze reaguje na chustę, chyba że ... ma inne plany tzn.
      samodzielne tuptanie. I to, co wtedy wyrabia (wkładany na siłę) przypomina
      walki wschodnie. Dodam, że często mam posiniaczony podbródek, czoło lub
      poraniony od okularów nos. I jak mi tak przyłoży (wścieklizna z niego
      niemożliwa) to potem go boli, ryczy i wtedy łatwiej go zamotać.
      A macie tak, że Wy nie chcecie nosić?
      Ja czasami jestem tak zmęczona albo tak mnie kręgosłup boli, że na samą myśl o
      tym, że miałabym Kubę nosić, jest mi słabo. I w czasie największych upałów. Bo
      wtedy najlepiej żeby nikt i nic mnie nie dotykało. I przepraszamy się z wózkiem
      albo truchtamy pieszo (nie zawsze we właściwą stronę).
      • anormalia Re: chustowe złe dni... 21.06.07, 07:27
        iw na szczęście też dobrze reaguje na chustę
        i odpukać kryzys chustowy jeszcze mu się nie przytrafił
        za to mi zły dzień na motanie
        i owszem
        i im bardziej chce poprawić tym bardziej jest do duszy:)
    • agamamaani Re: chustowe złe dni... 21.06.07, 09:16
      unas dla odmiany ostatnio chusta służy .. na krótko.. być może dlatego żę Franek
      wypróbywuje nową umiejetnośc stania i próbuje chodzić..
      Owszem cieszy się jak widzi, że mama ubiera sie w chustę.. jak jest głodny czy
      smutny to aż piszczy z uciechy gdy widzi materiały króre mu sie pozytywnie
      kojarzą.. ale po jakichś 15-20 minutach ( jeżeli nie zaśnie) zaraz sie buntuje -
      jak jest z przodu to wyciąga ręce, kręci i odchyla się na boki.. jak jest z tyłu
      to jeszcze bardziej cuduje, aż ostatnio boję sie go nosic na plecach jak nie
      jest śpiący i jak nie mam pewności, że zaśnie..

      ale pewnie mu to minie..
      Ania dla odmiany zbbuntowała się ostatnio przed lalkową i lalę-natalę w wózku
      pcha przed sobą :)
    • mysia125 bad sling day 21.06.07, 10:48
      ..zdarzyl mi sie dwa razy.

      Na szczescie to nie dziecie protestuje, tylko matce sie rece zle placza;)
      raz mi nie wyszedl plecaczek wiazany w terenie, bo sie Felix nie przytulil, a ja
      nie zauwazylam. Musialam sie rozmotywac, dobrze, ze to w parku bylo i ze
      Osobisty byl na miejscu, wiec optycznie skorgowal.

      A drugi raz - robilam zdjecia na strone. Ktorestam z rzedu. Pousmiechalam sie,
      pousmiechalam, a pozniej okazalo sie, ze takiego kiksa zrobilam, ze hoho:)
      najsmieszniejsze, ze to byl jeden ze srodkowych etapow instrukcji wiazania, wiec
      rzecz nie do odrobienia.

      --
      Kasia & Felix (23/01/2005)
      www.kasiamarcin.com
      • ithilhin dzis nie bylo kryzysu :-) 21.06.07, 22:34
        fotoforum.gazeta.pl/3,0,708962,2,1.html
    • aniuki Re: chustowe złe dni... 22.06.07, 19:00
      jeśli ktoś widział dzisiaj na placu zawiszy zrozpaczoną wsćiekłą matkę z krzywo
      zawiązanym dzieckiem w koali, walczącą z różową parasolką zamykającą im się na
      głowie (i z trzonkiem od parasolki, który się rozdzielił na dwie części).....

      .... to byłyśmy my.

      na szczęscie to było tylko 2 minuty przejścia od stacji ww ochota do mojej firmy.
      uff. wychodząc z firmy zamotałam się już wzorcowo i dojechalyśmy bez awarii na
      samo bemowo...a następnie z powrotem do naszego wołomina.

      wnioski:
      1.jak się jest początkującym, to trzeba wiazać przed lustrem, nawet jak się
      wydaje że sobie poradzimy
      2. nie wsadzać dziecka do chusty w pociągu na szybko, w ostatniej chwili przed
      stacją docelową
      2.nie kupować przeklętych chińskich parasolek!!!!!!

      :)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka