diabollo
31.10.09, 16:10
...czyli, przewrotny felieton pana Piątka
**************************
To, co jest teraz
Tomasz Piątek
Jeżeli powiesz głośno, że panujący nam kapitalizm nie jest najlepszym z
możliwych światów, otrzymasz takie odpowiedzi:
1. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm, bo w komunizmie nie było
szynki, a teraz jest.
2. To, co jest teraz, jest lepsze nawet niż dawny kapitalizm. W dawnym
kapitalizmie bezrobotny chodził boso, nie było go stać na buty - a teraz
wszystkie podstawowe rzeczy można kupić za grosze.
3. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm i dawny kapitalizm, bo
gospodarka komunistyczna i starokapitalistyczna była zorientowana na produkcję
- a teraz jest zorientowana na konsumpcję. Konsumenci są największym skarbem,
konsumpcję się pobudza i robi się jak najwięcej, aby każdemu ją umożliwić.
4. To, co jest teraz, jest lepsze niż komunizm, socjaldemokracja skandynawska,
kapitalizm opiekuńczo-prospołeczny typu reńskiego, feudalizm etc. - bo to, co
jest teraz, jest słuszniejsze. Wprawdzie teraz wielu ludziom jest o wiele
gorzej, ale za to wielu innym jest o wiele lepiej. A lepiej jest tym, którym
powinno być lepiej. Lepiej jest tym, którzy są bardziej zaradni, samodzielni i
twórczy. A skąd wiadomo, że ci, którym jest lepiej, są właśnie tacy? Ano stąd,
że jest im lepiej. Oczywiście, wielu drobnym prywatnym przedsiębiorcom wciąż
jest ciężko, ale to wina państwa, to złe państwo ich gniecie. Jak się zrobi
jeszcze mniej państwa, to powstanie zupełnie wolny rynek, dzięki któremu
wszyscy ludzie zaradni, samodzielni i twórczy będą mieli lepiej, a nie tylko
niektórzy.
Przyjrzyjmy się po kolei wszystkim tym stwierdzeniom. Sprawdźmy, czy
rzeczywiście jest lepiej, a jeśli tak - to na czym to lepiej polega i skąd się
bierze. Skoro jako punkt odniesienia przywoływany jest najczęściej PRL-owski
komunizm, to zobaczmy, jakie błędy on popełnił - i co sprawiło, że za
komunizmu nie było aż tak lepiej, jak jest teraz.
1. Kwestia szynki. Rzeczywiście, komunizm upadł w dużej mierze z powodu szynki
- przynajmniej w Polsce. Protesty robotnicze były odpowiedzią na podwyżki cen
mięsa, które z kolei były wprowadzane dlatego, że mięsa było za mało. Jednak
bardzo śmieszną rzeczą (a może w ogóle nieśmieszną) jest to, że dzisiaj
przeciętny Polak je o wiele mniej mięsa (a już na pewno szynki) niż za komuny.
Pracując w spożywczym marketingu terenowym naoglądałem się i nasłuchałem
takich rzeczy:
- Jaką ma wydajność ten twój wypełniacz?
- 130 procent.
- Spierdalaj. Masz coś lepszego?
- 180 procent.
- Może być. A masz coś lepszego?
W ten sposob rozmawiają masarze z producentem wypełniacza do wędlin. Mięso
nastrzykiwane jest nie tylko wodą, ale specjalnym glutem, który ma tę wodę
trzymać w środku. Żeby jeszcze bardziej zwiększyć objętość, dodaje się do
szynki masy selerowej. Przyjrzyjcie się polędwicy w sklepie: kiedyś była jak
przedramię dziecka, dzisiaj jak udo Gołoty. I smakuje podobnie. Zamiast mięsa
jemy chemo-gluto-seler. Zawartość mięsa w mięsie waha się między jedną trzecią
a jedną czwartą.
Jeżeli uważamy, że komunizm upadł z powodu szynki - to musimy też uznać, że
gdyby reżim nauczył się od kapitalistów tak totalnie fałszować żywność, mógłby
panować do dziś.
2. Kwestia tanich rzeczy. Tanie rzeczy nie są żadną wspaniałą nowością.
Pojawiły się już w XIX wieku, w Wielkiej Brytanii. Były tanie, bo tanie były
surowce (rabowane w kolonizowanych krajach Trzeciego Świata) i tania była
robocizna (brytyjski robotnik harował za grosze). Myśliciele, pisarze,
ekonomiści wskazywali wtedy, że tanie rzeczy są drogie - okupione ludzkim
cierpieniem, zdrowiem i życiem.
A jak jest teraz? Po pierwsze, wyzysk uprawia nie tylko Wielka Brytania, ale
wszystkie bogatsze kraje półkuli północnej. Po drugie, z Trzeciego Świata
cycka się nie tylko surowce, ale także robociznę. Tanie rzeczy są tanie, bo
zrobili je Chińczycy, harujący za miskę ryżu w nowej kapitalistycznej fabryce,
albo w starym komunistycznym obozie koncentracyjnym. Znowu mamy kolonializm,
tylko na większą skalę i przy większym ogłupieniu kolonizowanych. Kiedy sto
lat temu kryptokolonizatorzy europejscy wyciągali od rządu chińskiego kolejne
„koncesje”, Chińczycy się buntowali. Teraz międzynarodowy kompleks
finansowo-przemysłowy zrobił z nich niewolników, głodnych dostawców tanich
dóbr dla całej kuli ziemskiej. Ale odbywa się to pod hasłem „chińskiej
mocarstwowości gospodarczej”. Eksperci zastanawiają się głośno nad tym, czy
Chiny za pomocą samej ekspansji swoich towarów mogą zdominować kulę ziemską.
Chińczycy w imię tej wizji pokornie kiwają głowami i pozwalają się robić w
globalne bambuko. A chińskie elity postkomunistyczne spokojnie sprzedają
swoich niewolników międzynarodowej maszynce do robienia pieniędzy. Chińska
„mocarstwowość” to szwindel stulecia.
Tak więc mamy tanią obfitość tylko dzięki temu, że ktoś inny ma bardzo mało i
pracuje więcej. Powiedzmy więc, że komunizm mógłby nadal trwać i odnosić
sukcesy, gdyby na przykład Stalin bardziej zdominował Mao, gdyby szybciej
przerobił Chiny na jeden wielki obóz pracy. Wtedy mógłby rozwiązać swoje
własne obozy - i zapewnić swojej części Europy „tanią obfitość”.
3. Kwestia gospodarki prokonsumpcyjnej. Oczywiście, jest tak, że
międzynarodowy kompleks finansowo-przemysłowy potrzebuje konsumentów. Ale nie
dlatego, że pała chęcią bezinteresownego karmienia ludzi. Gdyby tak było, nie
byłoby głodu na świecie. Już w latach 20. zasoby samych Stanów Zjednoczonych
mogły spokojnie wyżywić wszystkich ludzi na świecie. Co dopiero teraz, kiedy
nauczyliśmy się karmić ludzi gluto-gołotą. Nie karmi się jednak ludzi, którzy
nie mają czym zapłacić: pieniędzmi, pracą - albo też pewnym specyficznym
rodzajem bezczynności. Władcy świata tolerują szerszą redystrybucję pieniędzy
raczej tylko w państwach „cywilizowanych”, bogatych. Robią to dla świętego
spokoju. Lepiej, żeby ci biedni, którzy akurat mają prawo głosu i łatwiejszy
dostęp do mediów, nie kwestionowali obecnego porządku świata, nie buntowali
się albo nie tworzyli alternatywnych struktur gospodarczych (to jest ta cenna
bezczynność).
Jak widać, wnioski z punktu trzeciego są podobne do wniosków z punktu
drugiego. Komuniści też rzucali ochłapy grupom, które mogły być dla nich
niebezpieczne. Tyle że tych ochłapów nieraz brakowało. Kapitalizm nie ma tego
problemu, bo skuteczniej zawładnął Chinami, wielką globalną fabryką ochłapów.
Tak więc, gdyby Stalin bardziej zawładnął Mao etc., etc., komuniści mogliby
tak samo jak kapitaliści pacyfikować ludność półkuli północnej glutoidalnym
pseudodobrobytem. I równie skutecznie kontrolować nastroje społeczne,
konsumpcję oraz obieg pieniądza.
CDN...