tadeusz_ski.51
24.03.10, 10:52
Chodzi o tzw. telewizję publiczną. Dlaczego piszę tak zwaną? Ponieważ uważam,
że my, czyli oglądacze, mamy w sprawie TV tyle do gadania co np. publiczność w
teatrze? Znaczy się mamy oglądać, klaskanie i wygwizdywanie raczej nie
wskazane, ponieważ większość ma sąsiadów, którzy mogą dojść do wniosku, że coś
nam "odbiło"? Chyba nie jest tajemnicą, że tzw. TV publiczna jest instrumentem
indoktrynacji społeczeństwa przez wąską grupkę cwaniaków, których potocznie
nazywamy politykami.
Dotychczas tak było, że na to narzędzie dla nich (polityków), my, czyli
odbiorcy, płaciliśmy haracz zwany abonamentem. De facto był to para podatek,
który relatywnie największy uszczerbek w budżetach domowych, czynił w grupie
najbiedniejszych.