destiny74
28.06.10, 22:30
Witam.
Chciałabym się podzielić z Wami, pewnymi zdarzeniami i obawami, które
spowodowały ze stałam się posiadaczem moto.
Dwa lata temu rozwiodłam się. Będąc jeszcze w związku skupiona byłam na mężu,
domu i brakowało mi czasu, aby zrobić wyłącznie coś dla siebie. Nie miałam też
wsparcia w nikim, kto wsparłby mnie w moich marzeniach i pozwolił poczuć
wiatr we włosach. Każdy się pukał w głowę, kiedy tylko o tym wspominałam.
Rodzice też byli przeciwni temu pomysłowi, gdyż kilka lat wcześniej w wypadku
zginął mój straszy brat.
Po rozwodzie, powiedziałam sobie dość. W tajemnicy przed rodzicami zaczęłam
robić prawo jazdy kat A i kupiłam swój pierwszy motocykl. Do dzisiaj zresztą
nie wiedzą, że jeżdżę na dwóch kołkach. Czułam potworną chęć zrobienia
wreszcie czegoś, tylko dla siebie...Cała swoją miłość przelałam na
moto...Wreszcie poczułam, co znaczy mieć wiatr we włosach i nauczyłam się
czerpać przyjemność z jazdy motocyklem. Zaznaczę, że jeżdżę sama i nie jestem
zrzeszona w żadnym klubie. Tylko ja i moje dwa koła...
Nikt z moich bliskich znajomych nie jeździ motocyklem, dlatego też nie mam
zbyt wielkiego wsparcia z ich strony. Wręcz odwrotnie, ciągle słyszę żebym
porzuciła swoje hobby, bo to się kiedyś źle skończy...
Zawsze staram się słuchać ludzi. Od pewnego czasu, wychodząc z domu i
wsiadając na motocykl, zamykam wszystkie okna, wyłączam kompa, TV...tak,
jakbym miała już nie wrócić. Zawsze jednak wracałam. Myśl o tym, że może mi
się coś stać i blokuje mnie potwornie na motocyklu. Wiem, że jestem zdana sama
na siebie. Głupie połamanie, byłoby dla mnie koszmarem. Nawet nie chcę o tym
myśleć!
Z jednej strony jest ten lęk a z drugiej, nie potrafię się oprzeć myśli, że
nie wsiądę na motocykl. Kiedy tylko przekręcam kluczyć, chciałabym wiedzieć,
że jest obok mnie mój anioł stróż...
Czy moje zachowanie jest naturalne, czy powinnam dać sobie spokój z
motocyklem? Będę wdzięczna za wszelkie opinie.
Pozdrawiam
Destiny