Dodaj do ulubionych

Czy są tu jacyś fani (fanowie?) Lema?

14.05.04, 10:49
Bo ja jestem fanem Lema, "Władcy pierścieni", "Znaczy Kapitana", Puszkina,
Tuwima, Ireny Tuwim (z powodu polskiego przekładu "Puchatka"), Galicza,
Wysockiego... Listę jeszcze mógłbym pociągnąc, ale potych kilku pierwszych
pozycjach każdy chyba może z dużym prawdopodobieństwem odgadnąc, jakie
następne pozycje się moga na liscie pojawić...

Chciałem poprsostu się zorientować, czy znajdę tutaj wspólników w moich
upodobaniach.

Dzięki Lemowi udało mi się poderwać moją żonę 32 lata temu. Ona na tym wyszła
fatalnie (ma od 29 lat męża niezgułę) ale ja sobie chwalę.

Wtedy 32 lata temu na jednej imprezce imieninowej wpadła mi w oko nieznajoma
dziewczyna i w pewnym momencie zebrałem sie na odwage i poprosiłem ją do
tanga. Rozmowa jakoś sie nie kleiła i ja już prawie wpadłem w panikę, że tango
zaraz się skończy i ona odżegluje do grupki swoich znajomych. Szyukając
gorączkowo tematu, wymieniłem jakies "hasło" z Lema, w rodzaju "to my,
trociny" i ona wtedy nagle "zarezonowała". Do końca imprezki juz tanczyliśmy
tylko ze sobą. Kiedy po pewnych perypetiach zaczeliśmy ze sobą "chodzić" , to
ja ją nazwałem "Kobyszczę" i tak zostało do dziś.

Ciekawe, że ona nigdy nie zachwyciła się jednak "Władcą Pierścieni". Dopiero
filmem, ale głownie z powodu... muzyki.

Serdeczności, Cees
Obserwuj wątek
    • cs137 Przepraszam, w poprzednim poście zostawiłem... 14.05.04, 10:52
      ..."listę nieprzyjaciół", co znów chyba jest sprzeczne z duchem OSDS. Będe sie
      starał pamiętać, żeby ją kasować.
    • cs137 A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 11:37
      ..."staja na zdrowaśkę kwadrat"?

      Prędkośc swiatła: 1 zdrowaśka świetlna/zdrowaśkę.

      A prędkość ciemności? Nie wiem.

      Ale prędkość rozchodzenia się ciemnoty jest chyba większa od prędkości światła.
      • czarnajagoda Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 11:41
        ciemnota się nie rozchodzi, ona jest wszechobecna... to światło zaczyna uciekać
        (albo gasnąć)
      • oldpiernik Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 11:49
        Nie bój nic... Gębon już dawno pokonan...;))

        Zjadłem Lema w kaszce i trawię do dziś.
        Żoneczka tego nie lubi, za to w Tolkienie lubujemy się zespołowo :)) (z dziatwą
        włącznie), "Silmarillion" wyniósł syna do poziomu tolkienowskiego eksperta
        wśród jego rówieśników , hehehe...

        OLDMIŁOŚNIKLEKTURY
        • brezly Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 21:31
          1. Fan Lema - w kazdym wypadku. Najblizsze i dalsze otoczenie, w dwoch jezykach
          w porywach.
          2. Tolkien - jak najbardziej ale jak widze Blooma jako Legolasa na sloiku z
          Nutella to cos we mnie zbiera za ktos mnie z czegos okrada.

          3. Co do jednostek fizycznych - to jest sprawa sama dla siebie. Z przyczyn
          niejasnych dażę szczególną sympatią jedno z praw Murpyhego, które mówi:
          wielkości będa zawsze podawane w najmniej wygodnzch jednstkach. I tak prędkośc
          może bc podawana w furlongach na dwa tygodnie.
          • miltonia Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 23:07
            Tolkien mnie znudzil po kilku pierwszych stronach. Czy to znaczy, ze cos ze mna
            nie ten tego?
            • brezly Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 23:12
              Nie. Po prostu są tacy których to bierze i tacy, którzy nie sa w stanie przejśc
              przez pierwszch 10 stron. I nie ma klucza. Gorzej że są inne lektury, które
              róznicują ludzi poza tym zupełnie podobnych. Tygodnik Urbana do tego nalezy.
              • miltonia Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 23:16
                Albo Nasz Dziennik.
                • brezly Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 23:18
                  Spotkałaś ludzi, poza tym normalnych, ktorzy czytaja Nasz Dziennik?!
                  • miltonia Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 23:43
                    Wisz, ze tak naprawde to z blizszego otoczenia nie znam nikogo, kto by to
                    czytal. Natomiast Nie tak. Kiedys znajomy, gdy sie dowiedzial, ze ide do
                    kiosku, poprosil o kupienie Nie. Powiedzialam mu, ze nie moge, bo sie wstydze;)
                    • brezly Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 23:49
                      No właśnie. Jak kto czyta ND albo slucha Radyja (wuj Siegfried np., ale to
                      osobna historia) to to sie jakos wpisjue w jakąs całość. A z NIE nie. Niby
                      normalny czlowiek, inteligentna kobieta, w świecie bywali, wszystko OK. A tu
                      nagle NIE na tylnym siedzeniu samochodu.
                      • miltonia Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 14.05.04, 23:53
                        O ile rozumiem tych, co czytaja z ciekawosci, to powolywanie sie na tego
                        brukowca jak na wyrocznie i glosiciela prawdy jest, dla mnie w kazdym razie,
                        swiadectwem tej samej przypadlosci co czytanie i wiara w belkot ND.
                        • brezly Re: A słyszałeś o jednostce przyśpieszenia... 15.05.04, 00:00
                          Hmm, bo to jest tak: na pierwszy rzut to jest jakas która je łączy. Na drugi
                          rzut, wcale a wcale. Na trzeci rzut, jednak jakas jest ale zupełnie nie taka jak
                          się wydawało. Trudno mi to jasniej wyrazic, ale tu chyba idzie o to że te gazety
                          maja na wejsciu jakiś obraz świata. I zbierają wszystko co tenże obraz może
                          zilustrować, tak jakos to widzę.
                          • oldpiernik Opóźnienie to przyspieszenie... 15.05.04, 08:46
                            ...ze zmienionym znakiem.
                            Są tytuły, które uczulają.
                            Nie wiem skąd się biorą alergie.
                            Niektórzy twierdzą, że z nadpobbudliwości systemu odpornościowego.
                            To ja juz wolę mieć chorobliwą nadpobudliwość tego systemu niż czytać to, o
                            czym pisaliście powyżej :)

                            Że niby dialog, czy inne postrzeganie? NIE ;)
                            • brezly Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 16.05.04, 20:07
                              No, a zeby rzecz skomplikowac, to np. szwagier mój (Alojz) to tak jak Miltonia:
                              ani Tolkiena, ani Naszego Dziennika, ani "NIE". A poza tym to z Miltonia ma tyle
                              wspólnego że na budowach bywał kiedys służbowo. I co o tym mysleć?:-))

                              • oldpiernik Prosta komplikacja... 17.05.04, 10:52
                                Ja z kolei "Głos" czytam, choć ani słowu nie wierzę... no może poza ostatnią
                                stroną.. tą z dowcipami w gwarze lokalnej... poza tym z partią jedną taką nic
                                mnie nie łączy... ani z jej pociotkami...
                                • brezly Re: Prosta komplikacja... 17.05.04, 11:02
                                  A co to jest ten "Głos" ?

                                  BreslY_ignorant

                                  PS. U nas wybory do EU parlamentu. Na slupie wisi Willibald Piecyk. Nawet jak
                                  nie podzielam pogldow jego partii, jak moge na tak eurpoejska kombinacje nie
                                  glosowac?
                                  • oldpiernik Re: Prosta komplikacja... 18.05.04, 13:04
                                    ... brukowic lokalny, chyba coś jak ND ;)

                                    OLDPROWINCJONALNY
                              • miltonia Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 17.05.04, 20:48
                                brezly napisał:

                                > No, a zeby rzecz skomplikowac, to np. szwagier mój (Alojz) to tak jak
                                Miltonia: ani Tolkiena, ani Naszego Dziennika, ani "NIE". A poza tym to z
                                Miltonia ma tyle
                                > wspólnego że na budowach bywał kiedys służbowo. I co o tym mysleć?:-))

                                Wiecej mam. Np. zamilowanie do drinkow i tesknote za zawodem barmana.
                                • brezly Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 17.05.04, 20:59
                                  Aha, ale o wuju Siegfriedzie to jeszcze to jeszcze nie pisalem, nie? O tym jak
                                  uciekal Syrenka na Zachod?

                                  O, kurcze...
                                  Miltonia, ty cos sugerujesz? ;-)) Ja z gory zapowiadam ze reki do tego nie
                                  przyloze. Ja znam jego upodobania w tej materii i ty sie w ten obraz nie
                                  wpisujesz. Ewentualnie moglby byc to koniec szwagra jakiego go znam. Z trzeciej
                                  strony, hmmm...taka szwagierka.. Na miejsce tego to co jest teraz.. Bylby jakis
                                  dowod na to ze jest postep we Wszechswiecie. No dobra. Nie bylo rozmowy.
                                  • miltonia Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 17.05.04, 21:15
                                    O wujku nam nie opowiadales, wiec nadrob :)

                                    No coz, szwagier Alojz calkiem mi sie podoba. Wyglada na to, ze trudno sie z
                                    nim nudzic, wiec bo ja wiem...;)
                                    • brezly Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 20.05.04, 11:20
                                      Miltonia, temat szwagra Alojza w twoim kontekscie musze przetrawic. Problem w
                                      tym ze biorac bez watpienia bylabyś zmiana na lepsze. Ale biorac pod uwage jego
                                      obecna Samanthe czy jak jej tam, to kazda zmiana bylaby na lepsze.

                                      Co do wuja S. Wuj Siegfried w pl. zyjac nazywal sie Zygmunt (umownie). Ale
                                      poniewaz dla utwierdzenia swej pragermanskości po emigracji zmienił nazwisko,
                                      więc też zmienił imię. Nazwisko też zmienił ciekawie. Nie wypdaa mi rzucac
                                      autentykiem, wiec powiem ci tylko tak: zmienil to nazwisko na niemieckie tak o,
                                      jakby facet co sie w pl. nazywal Kaczorek (np.) zmienil nazwisko na niemieckie,
                                      które by się na polskie tłumaczyło jako Kaczor, tym samym sobie godności i
                                      dostojeństwa dodając.

                                      Wuj ten, zasadniczo bedac szwagrem mojego wuja, laczył twórczo w czasach
                                      gierkowskich bigoteryjna bogobojność z przynaleznoscia do PZPR, która
                                      umozliwiała mu awans i wyższe zarobki w aparacie urzedniczym przemysłu bardzo
                                      ciezkiego. Ale nacisk ekonomiczny, jak również liczne swiadectwa powodzenia
                                      materialnego rodziny Kaczorków (umownie) w Matce Germanii (bez zmiany nazwiska,
                                      za to cięzko pracującej) doprowadziły go, wraz z narastającym skonfliktowaniem z
                                      resztą rodziny, do decyzji o zwianiu na Zachód. Ucieczke wuj Zygmunt-Siegfried
                                      przygotował dobrze pod wzgledem ekonomicznym, stawiając, jako czlowiek
                                      metodyczny, na hodowle zwierzat futerkowych. W tym celu zalozyl na swej posesji
                                      hodowlę lisów, albowiem jak twierdził, miał pewne informacje, ze kurtka z lisów
                                      warta jest na Zachodzie "dwa samochody". Lisy te, z pomocą kusnierza-amatora, z
                                      zawodu zbrojarza-betoniarza, przerabiali na kurtki i czapki, w których rodzina
                                      miała przekroczyć granice, niosąc na sobie podstawę dobrobytu materialanego w
                                      nowej ojczyźnie. Krój tych strojów, nasuwał wg mojego seniora określenie że
                                      zostały one z tych lisów "ukute" i nie pozostawiał wątpliw ości co do
                                      zbrojarsko-betoniarskiej tozsamości zawodowej kuśnierza w/w. Mnie z kolei
                                      wyglądało to na dzieło kogoś kto zawodowo pracował jako operator prasy
                                      dziurującej kęsy.
                                      Nadzsedł dzień godziny "zero" i rodzina model 2+3+1 w drodze, zapakowała sie
                                      (koniec kwietnia) do Syrenki, odziana w kurtki z lisów i takież czapki (i nie
                                      tylko). Zaopatrzona w odpowiednie papiery przkeroczyła wszystkie granice (budząc
                                      chyba lekką sensacje) i dotarła do obozu przejściowego, gdzie udzieliła wywiadu
                                      miejscowej prasie, wraz ze zdjęciem. Panuje ogólne przekonanie że tę popularnośc
                                      medialną zawdzieczali przezorności wuja Siegfrieda, który na miesiąc przed D-Day
                                      stwierdził, ze "kurtek i czapek więcej miec nie mozemy, bo nas zatrzymają, ale
                                      ja mam pomysł".
                                      I własnie tej koncepcji odziania się równiez w spodnie z lisów (sic! 2+3+1 w
                                      drodze, szósty miesiąc) hadnmade by Zronarz-Betoniarz, w których futrzasta
                                      rodzina przesiedlenców została sfotografowana, przypisuje się ich pieruńską
                                      nośność medialna.

                                      Obecnie wuj S. , nieco zniechęcony do technokratycznego liberalizmu zgniłego
                                      Zachodu, jeździ wraz z wnukami do pl. na obozy letnie Radia Maryja i ostrzega(ł)
                                      przed wstąpieniem do Unii ("wy sobie tam nie poradzicie"). Ma za sobą równiez
                                      epizod w postaci tournee po Bialorusi i Ukranine z odczytami na temat
                                      naturalnych metod antykoncepcji (śluz i te rzeczy). Dośc mało skutecznego jednak
                                      i bolesnego dla firmy ubezpieczeniowej, któej był klientem).
                                      No!
                                      • miltonia Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 20.05.04, 16:55
                                        Poplakalam sie.
                                        Brezly, to co Ty piszesz to lepsze niz te wszystkie kawalki razem wziete, ktore
                                        czasami nam przysylasz :))))
                                        • oldpiernik Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 21.05.04, 09:33
                                          Zazdrosczę mu tej lekkości "pióra"...
                                          Ubawiłem się setnie... będzie dalszy ciąg sagi?

                                          OLDTAKISAMALEJAKBYNIE
                                          • miltonia Re: Opóźnienie to przyspieszenie... 21.05.04, 11:53
                                            Tez na to licze. Z tego co wiem ma Brezly jescze szwagierki...
    • oldpiernik Re: Czy są tu jacyś fani (fanowie?) Lema? 26.05.04, 08:29
      Jeszcze a`propos fanów Lema

      ... a Brezly zamilkł, czyżby sie zawstydził?
      Pochwały niespodziewane speszyły człowieka :))

      ...ale kogo to obchodzi...
      • brezly Re: Czy są tu jacyś fani (fanowie?) Lema? 26.05.04, 08:33
        Piernik, ja od kilku dni chodze i przygaldam sie formularzowi zeznania
        podatkoweg, tfu, przeprazsam Zeznania Podatkowego. Z grubsza wyglada jak
        kwestionariusz na Gestapo, tyle ze bez wrony. Nie polubilismy sie, oj nie. Jak
        to przetrawie, to...
        Co do Lema, hmm, my wszyscy z niego.
        • miltonia Re: Czy są tu jacyś fani (fanowie?) Lema? 26.05.04, 12:09
          Gdybys Brezly mial kiedykolwiek wypelniac formularze ZUS-u, to po nich kazdy
          podatkowy stalby sie przyjemnoscia.
          • brezly Re: Czy są tu jacyś fani (fanowie?) Lema? 26.05.04, 12:19
            Aha, ale odkrylem ze za dojedzanie do pracy na rowerze tez sobie moge odliczyc
            podatek. Tylko hulajnogi nie ma w formularzu. Musialem tylko policzyc w sztukach
            dni robocze w zeszlym roku, podac odleglosc w kilometrach i juz mam. Bardzo mi
            sie to podoba. Aha, jakbym zadeklarowal ze te 9 km pokonuje pieszo to tez moge.
            Tylko hulajnogi nie i tych butow z rolkami. Niedopatrzenie?
            Miltonia, ja mam ciezka formularzofobie, w dodatku tu musze jeszcze tlumaczyc na
            nasze z podwojnie obcego.
            • miltonia Re: Czy są tu jacyś fani (fanowie?) Lema? 26.05.04, 12:34
              Tez tego nie cierpie, ciagle sie myle a czsami wole sobie czegos tam nie
              odliczyc by miec mniej roboty. Zreszta w Polsce coraz mniej ulg, za to coraz
              wiecej podtkow roznej masci.
              • oldpiernik Wypełnić formularz? 26.05.04, 12:47
                Kiedy zobaczyłem ten zwrot po włosku dotarło do mnie, dlaczego to prawie nigdy
                nie udaje się za pierwszym razem, hehehe....

                compilare il modulo

                kompletna niestrawność

                a w tle

                "próżnia doskonała" i "wielkość urojona" ....
                • brezly Re: Wypełnić formularz? 26.05.04, 13:24
                  Mnie nie opuszcza wrazenie ze cywilizacja podatkwowa jest wyrazem teskonty za magia.
                  No bo jak inaczej samochod moglby stawc sie tanszy w wyniku wstawienia mu
                  jakiejs 'kratki'? Albo czemu jak sa dwie beczki spirytusu to jedna moze byc
                  nascie razy drozsza od drugiej, dlatego ze ta jedna do celow technologicznych
                  bez akcyzy jest.
                  No, Harry Potter i Zakon Fiskusa.
                  • miltonia Re: Wypełnić formularz? 26.05.04, 22:27
                    Cywilizacja podtkowa ma tyle z magia wspolnego, ze jedna i druga za wszelka
                    cene chce nas orżnąc.
              • brezly Re: Czy są tu jacyś fani (fanowie?) Lema? 26.05.04, 13:22
                Co ci podlotki przeszkadzaja, Miltoniu? :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka