rafik30053
26.10.11, 22:02
Witam wszystkich. Jestem tu po raz pierwszy i chciałbym zasięgnąć waszych porad i rad, co dalej mam zrobić i jak postąpić, choć wiem, że decyzja i tak będzie należała do mnie.
To, co mnie spotkało jest bardzo ciężkie i nie mogę sobie w żaden sposób tego wytłumaczyć.
A mianowicie mam 28 lat od 2006 roku jestem w związku małżeńskim aż do dziś, ale to moje małżeństwo to istny cyrk na kółkach, który trwał do stycznia tego roku, kiedy powiedziałem dość i koniec z tym wszystkim. W trakcie tego związku były wystosowane 2 pozwy rozwodowe, które ja następnie wycofywałem z racji tego, że znajdowaliśmy jeszcze nić porozumienia i myśleliśmy o dobru naszej córki, która ma 4 latka. Decyzję, którą podiołem z definitywnym końcem naszego małżeństwa nie zmieni nikt, bo ja już nie chce w tym trwać i brnąc dalej w kłótnie wyzwiska i nieporozumienia. Sytuacja, która mnie spotkała pozwoliła mi na uświadomienie mnie, że moja jeszcze żona i jej cała rodzina chciała tylko żebym ja w tym czasie gdzie już wszystko się waliło na łeb na szyje zniszczyć mnie i upokorzyć. A tak po krótce w czasie kłótni mojej z żoną przyszedł były szwagier, który ma 22 lata i zaczął mnie ustawiać do pionu, ja nie jestem z takich ludzi gdzie sobie pozwolą żeby ktoś, kto nie zna sprawy wtrancał się i krzyczał na mnie. Skończyło się to tak, że dostał w twarz tak, że wylądował w szpitalu gdzie spędził prawie tydzień. I tu się już zaczęło sprawa w sadzie i usilne wsadzenie mnie za kraty gdzie nadmieniam, że moja żona bardzo intensywnie do tego dążyła. Nie udało im się, ale zostałem surowo ukarany i mało, co brakowało abym tam wylądował. Koszmar się skończył w styczniu gdzie spakowałem jej walizki i kazałem się zabierać do mamusi córka mogła zostać, ale dla dobra dziecka nie robiłem żadnych problemów gdyż córka jest bardzo związana emocjonalnie z matka. Jeden koszmar się skończył zaczął się drugi, a mianowicie uniemożliwianie mi kontaktów z córką przez żonę i teściową, istny cyrk. Sprawa wyglądała kiepsko z racji o to pobicie, że ja jestem taki i owaki nieobliczalny. Nie mogłem się z tym pogodzić i nie raz gorzko płakałem, bo doskonale wiedziała, że ja taki nie jestem, ale szło już o wszystko i o dziecko i o dom, który mieliśmy postawiony w stanie surowym. Było ciężko sama determinacja i silna wola doprowadziła mnie do tego, że na chwilę obecna czekam tylko na sam rozwód, bo kontakty mam ustalone z córka wygrałem sprawę o widzenia w taki sposób, że jaj ja zabieram do swojego rodzinnego domu 2 razy w tygodniu i ma podzielony dom w sposób taki, że ma mi oddać połowę wartości domu wraz z odsetkami w razie zwłoki. Mam zasądzone alimenty płacę na bieżąco i dbam o moje słoneczko jak tylko potrafię. Poukładałem sobie prawie wszystko, co uważałem za istotne. Jestem wolny od stycznia, ale bez rozwodu, bo moja małżonka się dopiero wściekła i założyła sprawę o rozwód w czerwcu gdzie termin został wyznaczony na koniec roku pierwsza rozprawa. Ale ja mam już to w nosie, bo ja postanowiłem w styczniu, że to już koniec kwestia tylko papierkowa i wolność, w której już trwam od stycznia w moim mniemaniu. Następnie, co mnie spotkało pewnego pięknego wieczoru siedząc w pokoju postanowiłem wejść na czata i znowu się zaczęło tak traf chciał, że poznałem kobietę z jednym dzieckiem w wieku 11 lat a ona ma 29. Zaczęliśmy się spotykać i zakochaliśmy się tak, że nie wiadomo, co to jest, bo ja tego nie potrafię opisać i ona z resztą też. Znajomość trwa do dziś, choć jest cholernie ciężko. A to, dlatego że w trakcie naszego spotykania była w ciąży z drugim dzieckiem z partnerem z pierwszego małżeństwa. Sprawę znam krok po kroku ona nie wiedziała, dlatego ze miała komplikacje poporodowe i leczyła się. Dowiedziała się niedawno, dlatego że miała jechać na serię zaszczyków umożliwiających przywrócenie stabilności okresu. Dowiadując się o tym totalnie się załamałem a mimo to nadal rozmawiamy i spotykamy się. Ona jest po rozwodzie a mimo to się stało zaczym zaczęliśmy się spotykać. Nie wiem, co robić ona zresztą też, cała sytuacja nieraz mnie zaczyna przerastać i nie wiem czy to udźwignę zresztą ona tez ma ciężko nie tylko ze mną, bo tez jest zakochana i nadal doskonale się dogadujemy, tylko jeszcze jej otoczenie i cała rodzina robi swoje. Ciągłe dogadywania ze strony jej rodziców doprowadziły do nie jednych przykrych sytuacji miedzy nami. Np. to nie ma sensu, pomyśl o sobie, nie marnuj sobie życia będę miała dwoje dzieci i jak ty sobie to dalej wyobrażasz. Wiem, że mnie kocha i ona wie, że ja ją też i każde z nas sobie to jakoś widzi tylko trzeba to wszystko rozsądnie poukładać. Jest ciężko a mimo to dalej się w tym zagłębiamy razem pomimo ciężkich chwil. Jedno drugiego wspiera jedno o drugim wszystko wie krok po kroku dzień po dniu, rano w południe i nawieczór. Cały czas wiemy, co się dzieję u każdego z nas. Nic nie pomaga i nic nie skutkuje, żadne myślenie negatywne o niej, nie pomaga mi o niej zapomnieć ani myślec,choćbym nawet chciał. U niej jest tak samo żadne tłumaczenia rodziców nie pozwalają jej żeby zapomniała. No jest cholernie ciężko, ale idziemy do przodu pomalutku i rozsądnie, bo chcemy tego oboje albo tak nam coś podpowiada. Już nie wiem, co mam myśleć o tym i jak to tłumaczyć. Kocham Ją i ona mnie też, bardzo byśmy chcieli być razem, choć bardziej się jeszcze chyba boimy tego. Ja jestem po przejściach i ona też i ja ani ona nie wyobrażamy sobie już, jakich kolwiek późniejszych rozstań. Rozmawiamy o dzieciach, rozmawiamy prawie o wszystkim, co mogłoby nas czekać a czego możemy uniknąć. Mamy takie same poglądy na temat tego wszystkiego i jednakowe zdania.
Wiem, że decyzja należy do mnie, ale jeżeli byście mogli coś podrzucić i wyrazić swoje poglądy i opinie na ten temat byłbym wdzięczny.
Starałem się to opisać jak tylko mogłem, choć i tak to nie wszystko
Dziękuje i pozdrawiam