Dodaj do ulubionych

Expatriaci a PZPR

08.08.04, 21:22
Na różnych innych forach padają wypowiedzi, że "wiadomo, jacy ludzie jeździli
za granicę w czasach PRLu". Ponieważ z takich właśnie jednozancznych
wypowiedzi wynika, że nie bardzo wiadomo, zwłaszcza tym, co podobne bzdury
piszą, to pozwolę sobie wyjaśnić.

Otóż, pomijając obsługę rynku ZSRR i Bułgarskiego, gdzie z reguły zatrudniano
zdeklarowanych komunistów i rusofili (sam wymóg biegłego posługiwania się
językiem rosyjskim powodował, że tacy sie tam zgłaszali), na innych rynkach
upartyjnienie było mizerne i z reguły ograniczało się do stanowisk, na
których było to kategorycznie wymagane. A że było "wymagane" to ludzie
zapisywali się z musu, nie z przekonań i nie słyszałem, by ktoś
z "Energoexportu" kna kogoś donosił, albo nawet udzielał się na egzekutywach.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w CHZ-tach, gdzie inżynierów praktycznie
nie było, za to zatrudniano tłumy urzędników i urzzędniczek do prowadzenia
buchalterii. Ci ludzie "podgryzali" się nawzajem na każdym kroku i donos był
najpowszechniejszym sposobem na usunięcie konkurenta.
Na wielkich budowach komunizmu (KW Jächwalde, KKW Nord, Rl. Prunerov)
występowało stanowsko "asysyenta dyrektora budowy", które było w praktyce
zarezerwowane dla agenta wiadomych służb. Podobnie było ze stanowiskami
KOwców na campach. Partia musiała widzieć, o czym ludzie mówią... Natomiast
wśród rzeczywistych fachowców członków PZPR (i jak sądzę agentów służb
tajnych) było mniej, niż w Polsce. Po prostu wymóg dobrej
znajomości "imperialistycznego" języka połączony z koniecznością wykazania
się dobrą znajomością zawodu i samodzielnością myślenia (im mniejsza budowa,
tym większą) był dla ludzi robiących kariery po linii partyjnej "nie do
przeskoczenia".
Czasami trafiali się partyjni kierownicy budów, robót itp. ale to byli
ludzie, któzy po prostu tak awansowali w Polsce i w końcu "dosłużyli się"
wyjazdu "na eksport". Pomijając korzyści finansowe byli to ludzie głęboko
nieszczęśliwi z powodu oderwania od rodzimych komórek p.o.p. W kraju p.o.p.
za nich myślała, dawała jasne wytyczne, a tam, no obcej ziemi trzeba było
myśleć samemu.
Trafiali się także partyjni robotnicy. Na budowę Khartoum North Power Station
przysłano elektryka, który był wcześniej delegatem na któryś-tam zjazd PZPR.
Gość był po pierwsze trochę za stary na pracę w upiornym klimacie, poza tym
nie potrafił ułożyć sobie stosunków z podległymi mu Murzynami, którzy
przerastali go w IQ o rząd wielkości. Na koniec, w ramach jakieś awaryjnej
naprawy na campie źle połączył kable i "rzucił" na sieć 220V "siłę", czyli
380 V. Efekt był upiorny: wszystkie świetlówki zaświeciły jak reflektory
przeciwlotnicze, zrobiło się jasno, jak w dzień, potem równie gwałtownie
wszystko zgasło. Rano Project Managera odwiedzli wszyscy zamieszkali na
campie expatriaci, Brytyjczycy, Irlandczycy, Austriacy, Słoweńcy, Chorwaci,
no i Polacy - okazało się że "padły" wszystkie komputery i radioodbiorniki.
Dobrze, że klimatyzatory i lodówki jakoś ten kataklizm przetwały. Żądania
były dwa. natychmiastowe sporwadzenie zamiennego sprzętu (najbliższy punkt
zakupu - strefa wolnocłowa w Amsterdamie) oraz wywalenie z pracy ze skutkiem
natychmiastowym sprawcy. Rok był 1989, więc nasz Project Manager, choć
przerażony, wywalił gościa. O ile się jednak nie mylę, to nie obciążył go
kilkoma tysiącami dolarów strat, jakie spowodował. A Polacy nie dostali
żadnych odszkodowań.

Polaków zatrudnionych na indywidualnych kontraktach wogóle PZPR i służby
tajne nie miały jak inwigilować. Bardzo były z tego powodu nieszczęśliwe. W
Asjut piliśmy piwo wszyscy expaci w jednej knajpie (Hotel Badr), jako że
innej nie było. Tzn. był jeszcze drugi hotel, ale tam urzędowali Japończycy
Toshiby i toarzystwo nam nie odpowiadało. Ponieważ było nas sporo Polaków,
tak na zbiorowych kontraktach Polimexu, jak i indywidualnie zatrudnionych
przez Polservice, a kilku wogóle już się "urwało" i było emigrantami z
paszportami USA - to z ambasady przyjeżdżał Peugeotem jakiś smutny pan i
popijał sok z mango przy sąsiednim stoliku. Nie trzeba było dużo czasu,
żebyśmy się zorientowali, że nas podsłuchuje. My nic zrobić nie mogliśmy, ale
jeden z Polish-Americans po drugiej czy trzeciej wizycie wyszedł, wsiadł do
swojej półciężarówki (3,5 tony) i dość gwałtownie cofnął się wprost na tego
Peugeota na numerach Ambasady PRL. Po dokonaniu tego wrócił i dlaej pił z
nami piwo. Agent wypadł z hotelu, zobaczył, co się stało i zaczął się
wściekać - podchodzi do naszego stolika i mówi, że za to, cośmy \zrobili, to
nam zabiorą paszporty. Na to nasz Polish-American powiada, że jak się
cokolwiek stanie, to gość jest już martwy, bo on zna wszystkich Braciszków
Muzułmańskich w Asjucie i starczy, że doniesie do nich, że jest w mieście
agent komunistyczny. A paszport to on ma amerykański i niech mu go spróbuje
odebrać. Gość zrobił się blady jak papier, bo a Asjucie istotnie za bycie
agentem komunistów można było marnie zginąć. A nasz kolega woła do kelnera o
telefon i istotnie dzwoni do swoich kupli, zaczyna z nimi konwersować w
łamanej arabszczyźnie... Gość wypadł z kanjpy, chciał odjechać, ale
półcieżarówka przyciskała mu samochód do ściany, więc uciekł, złapał taksówkę
i podobno taksówką kazał się zawieźć aż do Kairu. A samochód zabrał po dwóch
dnaich jakiś Egipcjanin. Od tego czasu nie mieliśmy w Asjut wizyt agentów.
Obserwuj wątek
    • jolek Re: Expatriaci a PZPR 09.08.04, 16:54
      n i e s a m o w i t e !
      _______________________________________

      community.webshots.com/user/jolamalcher
      jolamalcher.fotopages.com
      • chaladia Re: Expatriaci a PZPR 09.08.04, 17:11
        Nie wiem, ile masz lat i czy pamiętasz PRL, ale tak to mniej-więcej wyglądało w
        biurach eksportu. Oczywiście kwalifikacja do pracy na kontraktach była przez
        p.o.p, ale ostatecznie kandydatury przedstawiali kierownicy kontraktów, a przy
        wyjazdach na kontrakty imienne decydentem i tak był zachodni klient (patrz mój
        watek "jak zostałem expatriatem").

        Znacznie gorzej działo się w firmach wykonawczych, z których rekrutowano
        robotników i kadrę majstrowską oraz kierowników robót. Tam Partia mogła dużo,
        ale jakoś nie chciało mi się o tym myśleć. Mój przykład dowodzi, że jeśli ktoś
        znał języki obce i robotę, to wcale się nie musiał kłaniać Przewodniej Sile.

        Co do tzw. demokratycznych opozycjonistów, to na budowy eksportowe tacy się nie
        pachali (nawet gdyby mogli) gdyż polityka overseas była z założenia zakazna.
        Wyjeżdżając do krajów arabskich, zwłaszcza tych bardziej ortodoksyjnych, w
        formularz wizowy zawsze wpisywaliśmy RC (Roman Catholic), nawet partyjni i
        Żydzi tak robili, byle nie wzbudzać podejrzeń. Wyjątkiem był Stefan Bekir
        Assanowicz, Tatr i Muzułmanin, który dumnie wpisywał "Muslim".
        • jolek Re: Expatriaci a PZPR 09.08.04, 18:45
          pamietam PRL.
          a Twoje opowiesci tchna takim niesamowitym klimatem. uwielbiam czytac Twoje
          forum.
          zawsze mnie fascynowala taka forma wyrwania sie z PRL - jako expat, na
          przyklad. bo typowi "handlarze" raczej na mnie wrazenia nie robili.

          moze i sama bym sie probowala tak "wyrwac" z PRL-u, ale jak skonczyla sie
          "epoka" to mialam 15 lat. i juz nie bylo sie z czego wyrywac.

          ale prosze, pisz dalej i jak najwiecej :O)
          Twoje forum to taka magiczna przygoda dla mnie :O)
          pozdrawiam :O)
          _______________________________________

          community.webshots.com/user/jolamalcher
          jolamalcher.fotopages.com
        • iwa_ja Re: Expatriaci a PZPR 10.08.04, 18:59
          Nigdy w zyciu nie należałam do PZPR ani innego PESELU. A w Iraku spędziłam
          ładnych parę lat. Oczywiście ze dwa lata po studiach musiałam robić rzeczy
          beznadziejne w moim CHZ-cie, tj. pisac na maszynie, kserowac itd. Na kontrakty
          i delegacje wyjeżdzały głównie panie z kadr. A trzeba wiedzieć, że miesięczna
          delegacja równała się rocznym zarobkom. Więc wygryźnictwo było na porządku
          dziennym.
          Jeszcze inny był sposób, dość popularny w moim CHZ-cie, żeby wyjechać. Dostępny
          jednak tylko dla dziewczyn do trzydziestki i nieco ładniejszych od kwitu na
          węgiel. Upatrywało się sponsora na dyrektorskim stanowisku na kontrakcie (mógł
          mieć wszystko sztuczne, nieważne, byle tylko miał szmal) i załatwiało się pracę
          sekretarki lub pomocy domowej w księgowości. Wiele było takich panienek. I
          nadal, mimo upływu czasu, są panienkami.

          Ja nie pojechałam ściągnięta przez sponsora. Po prostu potrzebowano arabisty i
          ekonomisty. Najpierw na dwa tygodnie. Potem z tych dwóch tygodni zrobiły się
          dwa miesiące. Potem...

          Wkurza mnie, jak czytam, że wtedy jeżdzili za granicę ludzie o wiadomej
          proweniencji. Nie tylko.
          • chaladia Re: Expatriaci a PZPR 10.08.04, 23:02
            A najciekawsze, że podobne twierdzenia głoszą ludzie, którzy do niedawna nie
            wychylali nosa poza rodzinny powiat, a obecnie jeżdżą, a jakże - do Hurhgady.
            I potem twierdzą, że "bylo siem we wielkim świecie".
            • survey06 Re: Expatriaci a PZPR 05.09.04, 20:23
              Ex-pat'em zostalem za komuny. Budowalem w Zjednoczonych Emiratach
              Arabskich,Iraku w Nigerii. Poznalem praktycznie caly Bliski Wschod
              i Pln. Afryke. Dzisiaj tez jestem Ex-pat'em. Bo to jest jak opium.
              Tylko dzisiaj nie wspolpracuje z zadnymi polskimi firmami. Polskie
              firmy, te z tradycjami exportowymi i te nowe co sie za to ponoc biora
              (Wroclawska Jedynka??)to radzilbym: nie dotykac. Nieszczescie gotowe.
              Stale (z niewielka przerwa) pracuje za granica od blisko czterech lat.
              Dlaczego pracuje za granica? Bo pensja jest znacznie wieksza od oficjalnego
              wynagrodzenia Prezydenta RP. I do tego bez podatku. Teraz rodzine widuje
              regularnie co 2-4 miesiace. A tego za komuny nie bylo. Mysle, ze ex-patem
              pozostane juz do samej emerytury.

              Jedna uwaga do gloszonego pogladu o kierowaniu na stanowiska kierownicze na
              polskich budowach wylacznie ludzi z klucza partyjnego i za zaslugi dla PZPR.
              To oczywiscie opinia mocno przesadzona. (Nigdy nie bylem czlonkiem badz
              kandydatem PZPR chociaz mialem wielokrotne propozycje wstapienia) Prosze
              pamietac, ze na budowie istnial harmonogram zadan kontraktowych, ktory trzeba
              bylo zrealizowac i to w terminie. Kazdy kontrakt byl oblozony surowymi karami
              za opoznienia w realizacji. I klienta irackiego, libijskiego (klientow
              libijskich szczegolnie) czy nigeryjskiego nie obchodzily jakies domniemane
              przypadki force majeure czy ine przyczyny opoznien. Walil rowno kary finansowe
              a to mialo przelozenie na premie zarowno dla kierownictwa kontyrakt(ow) -
              zabierano t.zw. czesci ruchome kierownictwu, brygadzistom czy tez i dla zwyklym
              budowlancom i montarzystom.

              Jesli cos jeszcze mozna doradzic mlodym polskim inzynierom. To na pewno to, ze
              dyplom Politechniki Warszawskiej jednak w swiecie wiele znaczy. Jak rowniez -
              patrzac po moich kolegach aktualnych ex-patach - dyplomy innych czolowych
              polskich uczelni technicznych. I jesli tylko polski mlody inzynier posiada
              srednia znajomosc jezyka angielskiego i/lub niemieckiego, to warto podjac
              wezwanie prac poza Polska. Ba, poza Unia Europejska.

              Serdecznie pozdrawiam.



              Sliema (Malta) 5/09/204
              • chaladia Witaj! 05.09.04, 21:07
                Nareszcie odezwał się jakiś expatriat czynny zawodowo na Bliskim Wschodzie.
                Witam serdecznie i zapraszam do pisania.

                Co do polskiego eksportu budownictwa na Bliski Wschód, to zgadzam się z Tobą
                całkowicie, nie będzie już z tego nic. Budimex, Polimex nie mają już kadry,
                która by pamiętałała, jak się organizuje kontrakt overseas. Nowe firmy,
                jak "Jedynka Wrocławska" są za słabe, co gorsza rzucono je na "głęboką wodę",
                jaką jest irak w stanie wojny. Za to wyjazd overseas, np. do Emiratów z dużą
                firmą zachodnioeuropejską lub amerykańską uważam wciąż za doskonałą szieżkę
                kariery.

                Praca w systemie 3 miesiące pracy 2 tygodnie urlopu daje więcej kontaktu z
                rodziną niż praca w Polsce w systemie 5 dni w tygodniu po 10-12 godzin i w
                sobotę też, powiedzmy 8 godzin, do tego dojazd w każdą stronę po godzinie lub
                więcej - bo w takiej sytuacji dziecko ogląda się przeważnie śpiące...
                • stanrick Re: Witaj! 25.04.05, 14:48
                  chaladia napisał:

                  > Nareszcie odezwał się jakiś expatriat czynny zawodowo na Bliskim Wschodzie.
                  > Witam serdecznie i zapraszam do pisania.
                  >
                  > Dopisuje sie do grona i pozdrawiam z Abu Dhabi.
                  • chaladia Re: Witaj! 03.05.05, 19:29
                    Witaj tedy i, proszę Cię bardzo, napisz coś o życiu nowych expatriate'ów w
                    Emiratach. Ja byłem ostatnio dni parę na delegacji tamże i stwierdzam, że w
                    branży budowlanej płace spadły na łeb, na szyję, Europejczycy wyjeżdżają,
                    Biali, jak są, to tacy, co nie bardzo mają gdzie wracać (RPA, Zimbabwe) i
                    pracodawcy, wiedząc o tym, odpowiednio ich traktują, gdzie można i nie można
                    Białych zastępują Pakisi i Hindusi i wogóle bryndza jest.

                    Tymczasem w obsłudze turystycznej jakby coraz więcej Białych.
                    • skawel Re: Witaj! 13.08.08, 21:19
                      > Białych zastępują Pakisi i Hindusi i wogóle bryndza jest.
                      >
                      > Tymczasem w obsłudze turystycznej jakby coraz więcej Białych.

                      Hindusi i Chińczycy zaczynają zatrudniać białych ekonomistów - od menedżerki
                      przez HR-y i PR-y po specjalistów SAP-a (informatyków też zatrudniają)
                      bo biały wprowadza zachodni styl pracy a Azjaci chcą być lepsi (no i sprzedają
                      na Zachodzie). Okazuje się też, że Indie i Chiny są niezłą trampoliną do kariery
                      na Zachodzie - można przeskoczyć kilka szczebli w korporacyjnej drabince.

                      suma sumarum: nie tylko w turystce można znależć pracę abroad :))
                  • chaladia Re: Witaj! 05.05.05, 12:59
                    Witaj!

                    Mamy tu więc przedstawiciela Nowej Generacji Expatriate'ów.

                    Najpierw (lata '70-'80) byli budowlańcy, energetycy i lekarze,

                    Potem pojawili się expatriaci zbrojni (Legia Cudzoziemska i Polskie Misje
                    Wojskowe) - nb. one tam były "od zawsze na Golanie i gdzie indziej, tyle że nie
                    rzucały się w oczy...

                    Na koniec pojawia się obsługa turystyczna i usługi z turystyką związane.
                    Witam tedy i zapraszam do pisania o tym nowym expatriackim życiu. Szkoda, że
                    już campów na środku pustyni to raczej nie będzie, podobnie jak niecierpliwe
                    oczekiwanie na list z domu przechodzi do przeszłości w dobie internetu i e-
                    maili.


                    Powodzenia!
              • pam_pa_ram_pam Obserwacja... 25.04.08, 21:21
                Od ładnych paru lat sam włóczę się po świecie, a wcześniej włóczyłem
                się z rodzicami po "ich" kontraktach i obserwuję, jakie poglądy mają
                polscy expatriaci, których spotykam.

                Bardzo trudno spotkać jest obecnie, gdy nie ma dużych kontraktów
                prowadzonych przez "narodowych" kontraktorów, jak kiedyś "Budimex"
                czy "Polimex-Cekop" lub "Dromex" kogoś o zdecydowanie narodowo-
                prawicowych poglądach. Wynika to chyba właśnie z konieczności
                biegłego władania językiem obcym i akceptacji obcej kultury
                ograniczeń religijnych itp. W Libii było sporo młodych ludzi o
                poglądach wręcz faszystowskich - żaden nie zniżył się do opanowania
                angielskiego, a co dopiero arabskiego...

                Większość ludzi, jakich spotykam dziś ma poglądy lewicowe.
                Zwolenników PiSu i generalnie rewanżu na "komuchach" nie ma prawie
                wcale.

                A wszystko to w niecałe 20 lat po upadku "systemu".
                • survey06 Re: Obserwacja... 26.04.08, 08:37
                  Mam troche inne odczucie. Byly firmy, byla kadra, bylo doswiadczenie
                  i – co najwazniejsze – byly z eksportu ZAWSZE okreslone profity. Nie
                  raz taki Budimex, Instalexport, Dromex, Polimex, Elektrim czy
                  Elektromontaz-Export dostali po kosciach, ale owocowalo to nabytym
                  doswiadczeniem, poznaniem czy wrecz rozpracowaniem rynku(ow), ludzi,
                  zwyczajow, konkurencji. Generalnie polskich wykonawcow (w rozumieniu
                  jako firmy czy tez osoby indywidualne) szanowano i ceniono. Zmiany
                  ustrojowe i ekonomiczne przelomu lat 80/90-ych wszystko odmienily.
                  Nie oznaczalo to jednak, ze firmy nie chcialy dalej dzialac w
                  eksporcie. Owszem, tylko zabrano sie w wielu przypadkach do tego w
                  po amatorsku i z podlewka propagandy gorszej niz tej z okresu PRL.

                  Sluze przykladem. W latach 1982-84 Instalexport wybudowal w UAE
                  znaczna czesc sieci napowietrznych przesylu energii we wschodniej
                  czesci Emiratu Abu Dhabi, z polaczeniami na Liva i z odejsciami w
                  kierunku na Al Ain. Piekna robota, swietnie i terminowo wykonana. W
                  polowie lat 90tych ub.wieku zwrocil sie inwestor cypryjski (firma
                  cypryjska byla w grupie Consulting Engineers nadzoru tamtej roboty)z
                  propozycja wspopracy przy kompleksowej wymianie slupow i okablowania
                  narodowej sieci cypryjskiej i budowie nowego odcinka. Co sie dzieje?
                  Telefon do Energomontazu (pominmy ktory) do osoby majacej referencje
                  za Emiraty z propozycja wspolpracy i odpowiedz: “Tak, tylko to nie
                  ja juz o czymkolwiek decyduje.” No to telefon do “nowego decydenta”
                  a w trakcie rozmowy powolanie sie na ich referencje w UAE. Odpowiedz
                  nowego szefa eksportu. “O tamtej robocie niech pan zapomni.To stare
                  komunistyczne dzieje. My idziemy do przodu na przeszlosc sie nie
                  ogladamy. Mamy nowe technologie, nowe rozwiazania, potrafimy
                  nowoczesnie zarzadzac i budowac.”

                  No to tak nowoczesnie zarzadzali, ze nie zdolali przygotowac oferty
                  na przetarg, ktorego termin i tak zostal przesuniety zgodnie z ich
                  prosba. Glowna bariera nie do pokonania okazala sie bardzo slaba
                  znajomosc angielskiego powolanego przez kierownika eksportu zespolu
                  do opracowania oferty.

                  Bez zadnych podtekstow uzupelniam. Wtedy tenze gosc byl z
                  nadania “S”. Dzisiaj jest regionalnym prominentnym dzialaczem PIS.
                  • chaladia Re: Obserwacja... 26.04.08, 17:15
                    Pracując w ABB (krótko to było, rok starczył, żeby dowiedzieć sie,
                    że ABB odczytuje się jako Avoid Bloody Bastards) dowiedziałem się,
                    że ABB Świat kategorycznie zakazała Zamechowi Elbląg uczestnictwa w
                    jakichkolwiek przetargach poza Polską, jeśli uczestniczyły w nich
                    jakieś inne spółki ABB z Europy Zachodniej.
                    Starczyło parę lat takiej polityki, żeby Zamech (lub to, co z niego
                    zostało) został skutecznie i na zawsze wyeliminowany z rynku.
                    • survey06 Re: Obserwacja... 27.04.08, 06:18
                      Dokladnie tak samo sie stalo z polska gliceryna przemyslowa po
                      przejeciu przez "zagranicznych inwestorow strategicznych". Sprzedaz
                      produktu jakosciowo najlepszego w swiecie, stopniowo ograniczono do
                      dystrybucji na rynku krajowym zmniejszajac produkcje do niezbednego
                      minimum. Z czasem tez zaczeto "upychac" w RP gliceryne-smiec
                      wyrabiana w Belgii i w zakladach w Walii nie majacych odpowiednich
                      dopuszczen i certyfikatow jakosciowych.
    • chaladia Lista Wildsztajna 03.02.05, 17:50
      Posprawdzałem Listę na obecność expatriete'ów. Dziwne, że są na liście ci,
      którzy negocjowali duże kontrakty w okresie zaraz po wprowadzeniu stanu
      wojennego, których zmuszano do podpisywania różnych "lojalek" przed wydaniem
      paszportów służbowych czy wogóle wyrażeniem zgody na pracę przy takich
      transakcjach, a nie ma Grzegorza T, dyrektora "Budimexu"...
    • chaladia Re: Expatriaci a PZPR 16.12.05, 15:28
      A czy są tu jacyś ex-expatriaci z rynku byłego ZSRR (tzn. WNP)?
      • chaladia Re: Expatriaci a PZPR 18.12.06, 21:04
        Obecnie światową karierę robią expatriaci z ChRL.
        Zarabiają mniej-więcej tyle, co Polacy w latach '70, więc nie da się z nimi
        konkurować ceną. Pracowitością też nie bardzo, bo pracują po 12 godzin na dobę,
        a śpią po 6 na potrakabinę bez klimatyzacji na 3-piętrowych łóżkach, zmieniając
        się ze zmiany na zmianę, tak że cały czas na każdym łóżku ktoś śpi.

        Oczywiście o polityce mowy nie ma, chyba że KPCh każe im zrobić rewolucję i
        uwolnić jakiś kraj Czarnej Afryki od kapitalistycznego wyzysku - wtedy zrobią,
        nie ma co do tego wątpliwości...
    • chaladia w 20 lat później... 18.02.07, 11:10
      Właśnie niedawno dowiedziałem się, że w/g Młodzieży Wszechpolskiej "za komuny
      to uczyć się języków zachodnich mogli tylko szpiedzy wysyłani przez komuchów na
      zachód - i teraz mają dzięki tamu przewagę nad Bojownikami o Wolność Ojczyzny".

      To nie żart - takie opowieści przynoszą nastoletnie dzieci moich kolegów ze
      szkoły. Ja rozumiem, że tatuś, czy mamusia nie mówiąca żadnym cywilizowanym
      językiem MUSI jakoś wyjaśnić potomstwu przyczynę tego faktu... ale nie wiadomo,
      czy się śmiać, czy płakać.
      • stanrick Re: w 20 lat później... 20.02.07, 13:13
        ...chaladia napisał:

        > ale nie wiadomo,
        >
        > czy się śmiać, czy płakać.
        >

        W zasadzie to jedno i drugie.Uczyc zas mozna sie (i bylo) w zaleznosci od checi
        dowolnie.
        • chaladia Re: w 20 lat później... 20.02.07, 17:23
          No, dziś to już nie tak bardzo.
          Za brzydkiej komuny nauka niemieckiego w Instytucie Kultury Austriackiej albo
          w Instytucie Kultury NRD kosztowała grosze, bo była sponsorowana przez kraje
          prowadzące te ośrodki. Angielskiego moża było się uczyć, też prawie za darmo, w
          British Institute, albo za niewiele większą opłatą u Metodystów. Państwo, niby
          takie wrogie pragnącym wolności obywatelom, też miało w ofercie naukę języków w
          Towarzystwie Wiedzy Powszechnej i gdzie tam jeszcze...

          Dziś obserwuję z przerażeniem pozimo angielskiego w szkole podstawowej, w
          której uczy się moja Córcia. Nie rokuje to dobrych efektów. A dodatkowe zajęcia
          to 60 zł/godz (na troje dzieci po 20 zł/godz) dwa razy w tygodniu. I wtedy
          efekty są. Ale nie każdego na to stać... Już od 6 roku życia zaczynają się
          dziś "rozjeżdżać" nożyce wykształcenia, głównie z powodu "rozjeżdżania się"
          dochodów. Dotyczy to zwłaszcza rodzin wielodzietnych, na których tworzenie tak
          nalegają Partia i Rząd z KRK na czele.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka