Dodaj do ulubionych

nie zdradzilam?

12.04.05, 14:40
Ogladalam w weekend taki film "niewierna" Ona go zdradzila z mlodszym
chociaz nic jej nie brakowalo, a on go zabil i jak dalej zyc razem? Czarny
film stanal mi przed oczami co by bylo gdyby? Jakies 2 lata temu poznalam
kogos na czacie no i poniewaz nie bylam zadowolona z malzenstwa spotkalismy
sie kilka razy a mi sie zaczelo wydawac, ze sie zakochalam i takie tam ale
konsumpcji fizycznej nie bylo. Pewnego dnia wkroczyl moj maz i to przerwal
Dobrze i zle? Pewnie tak bo scenariusz filmu okropny, tylko czasem mi zal,ze
nic mnie nie czeka, ze czegos mi brakuje, w koncu nie bez powodu pojawil sie
on. Moze to jednak ja mam jakis problem i jestem winna czy ktos zna odpowiedz
na pytanie dlaczego tak sie dzieje? Maz mi wybaczyl, ja sie dlugo zbieralam
po tym wydzarzeniu (zakochaniu) jest w miare dobrze TO O CO W TYM WSZYSTKIM
CHODZI?
Obserwuj wątek
    • fak.ow Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 14:51
      zdaradza sie z kilku powodów:
      - albo w związku Ci czegoś brakuje (sexu, czułości itp)
      - albo dlatego że nadarzyła sie okazja a ty oległaś pokusie
      Wiesz długie związki mają to do siebie że często po dłużym czasie już nie zaskakują- wszystko powszednieje, a nam zarówno dziewczyną jak i facetą potrzebne jest od czasu do czasu urozmaicenie w różnych postaciach. Sa oczywiście ludzie którzy mają skłonności do zdrady i takich jest wiecej niż tych co to NIGDY przenigdy nie zdradza- fizycznie może nie, ale będą sie meczyć psychicznie z chęcią zdrady, bo prędzej czy później taka chęć sie pojawia.
      Chyba najgorsza zdrada to kochać inną osobę- tą namiętnośc (sex) można wybaczyć, ale ja bym nie potrafiła wybaczyć gdyby mój facet zakochał sie w innej i do niej odszedł (i nie wybacze mu nigdy, mimo że sie pomylił i zrozumiał kogo tak naprawdę kochał to nie wybacze)
      • kostka13 Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 14:57
        wiem, ze to bylo zle co sie stalo Twoja wypowiedz rodzi nowe pytanie co robic
        aby meczenie sie z psychiczna checia zdrady nie pojawila sie w zwiazku ?

        Kobiety raczej chocaiz moze sie myle czesto sie zakochuja wiem ze taka zdrada
        jest gorsza byc moze od fizycznej ale nie chcialam fizycznie zdradzac a to ze
        sie zakochalam samo sie stalo ale czy jestem mniej winna?
        • fak.ow Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 15:00
          ja mysle ze nie kochałaś, zauryczyłaś sie. Potrzebne Ci to było i sie pojawiło. Hmm nie wiem co można zrobić by ta chęć sie nie pojawiała, może bardziej skupić sie na związku i robić wszystko żeby być przekonaną że tylko TEN Twój facet da Ci to czego potrzebujesz, że inni wymiękają, że on jest najlepszy, wtedy ta chęć minie, bo przecież nie ma lepszego od męża- dlatego własnie za niego wyszłaś:)
        • emilka222 Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 15:12
          Myślę, że nie jest to sprawa winy...nie w tym rzecz.Godząc się na spotkania z
          innym facetem mogłaś przypuszczać, co grozi Twojemu stałemu związkowi.
          Przeżyłaś przygodę, zauroczyłaś się. To super być z kimś, kto bywa od
          święta....wtedy jest czuły, miły, nie robi wymówek, nie ma o nic pretensji,
          przynosi kwiaty, komplementuje na każdym kroku....taka odskocznia od
          codzienności.Odwróć teraz sytuację...mąż kogoś poznał. Jak byś się czuła?
          Twój mąż bardzo Cię kocha i wybaczył. A Ty? Kochasz męża? Jeżeli tak, to czas
          pokaże, że tamta znajomość nie była ważna. Pozdrawiam
          • kaya_ja Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 15:16
            miło się czyta co piszecie
            i widać że nie ma jasnych odpowiedzi na takie pytania "dlaczego skoro go kocham
            zauroczyłam sie w innym"
            Tak wiele składa się na to czynników i w każdym związku są one inne ale jedno
            jest pewne- trzeba mocno pracować żeby do takich sytuacji nie dopuszczać :)
            bo ani my ani faceci idealni nie są
            • emilka222 Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 15:26
              Bo tak naprawdę, to na życie nie ma recepty. Życie, to teatr, ale próby są
              niedopuszczalne. Coś się wydarzyło i nie ma odwrotu:)
            • moshimoshi Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 16:34
              A dlaczego od czasu do czasu nie pozwolić sobie na odrobine luksusu? Przecież
              nie zdradziłaś męża fizycznie ( facetom/mężom w zasadzie tylko na tym zależy, bo
              niektore samce traktuja swoja samice jak wlasność). Nie powinnaś mieć żadnych
              wyrzutów sumienia, zwłaszcza, że w twoim związku jak piszesz nie wszystko jest
              tak jak byś chciała.
              • maja_21 Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 17:36
                Właściwie to nie wiem czy wszyscy tutaj mają rację...Bo czy to że ma się męża
                oznacza, że on jest tym najważniejszym i trzeba spędzić z nim resztę życia?
                Ludzie którzy nie są po ślubie rozstają się i idą do innych kiedy poczują coś
                silniejszego do drugiej osoby.
                Ślub to tylko formalność, a tak naprawdę liczy się to co człowiek ma w sercu.
                Faktem jest, że z czasem związki stają się nudne i monotonne, ale żyjemy po to
                żeby znaleźć taką drugą połowę, która zawsze będzie nas przyciągać, którą
                zawsze będziemy kochać i nigdy nas nie znudzi( przykładem są moi rodzice).
                Możliwe, że twój mąż nie jest tym jedynym, który jest ci pisany...A ślub o
                niczym nie świadczy(to formalność),bo ludzie są ze sobą z miłości, a nie dla
                formalności.
                Z resztą wydaje mi się, że jak się kogoś kocha naprawdę zdrada nie jest
                potrzebna, bo miłość wypełnia nas całych od środka i daje nam wszystko co
                potrzebne by żyć w szczęściu.
                Ja od pół roku nie jestem z moim ex, a kocham go wciąż i mimo, że nie jesteśmy
                już razem nie umiem iść z innym do łóżka, pokochać innego, zauroczyć się, bo w
                moim sercu jest tylko jedno miejsce i do czasu kiedy się nie zwolni nie będzie
                tam miejsca dla nikogo innego.

                Ale każdy człowiek jest inny.
                Zdrada fizyczna nie musi oznaczać, że się kogoś nie kocha( to może być tylko
                zwykły popęd fizyczny, hormony), ale zdrada psychiczna to coś co moim zdaniem
                jest oznaką braku czegoś w związku być może braku miłości.
                To tylko moje prywatne zdanie:)
                Sama najlepiej wiesz co czujesz i czego naprawdę chcesz:)
                Powodzenia.
    • nickita13 Re: nie zdradzilam? 12.04.05, 19:30
      brrr...troche jakbym o sobie czytała...
      z mojego punktu widzenia i doświadczenia wychodzi tak:
      -jesli jesteś z kimś długo w związku i go kochasz to generalnie ci zależy i
      starasz się żeby nie było nudno no bo go kochasz i chcesz żeby wszystko grało
      -jeśli go kochasz ale już ci jakoś nie zależy i nie chce ci się starać to tylko
      ci się wydaje że go kochasz a to po prostu przyzwyczajenie i przywiązanie, jak
      do starego dobrego sąsiada
      -jeśli wydaje ci się że go jeszcze kochasz a nie masz już siły starac się to
      normalne jest że po jakimś czasie zacznie ci czegos brakować i nie jest to
      twoja czy jego wina, raczej powiedziałabym wasza wspólna.
      Ale jak to już ktoś zauważył nie o winę tu chodzi. To że spotkałaś kogoś kto
      zaoferował ci to za czym tęsknisz...odrobinę niezwykłości w życiu codziennym,
      zainteresowanie, odrobinę romantyzmu może... nic w tym złego że cię zauroczył a
      może nawet troszke zakochałaś. Wiem dobrze jakie to straszne tkwić w związku z
      kimś i tęsknić za miłością, za stanem zakochania... to okropniasta męczarnia.
      I wiesz co??? Myślę, że to bardzo dobrze że tak się skończyła Twoja przygoda.
      Że mąż ci wybaczył i dalej jesteście razem, to chyba znaczy że mu zależy i że
      cię kocha.... ale dlaczego tak się stało??? Kochasz go ??? Chce ci się
      starać??? Chesz coś zrobić żeby już za niczym nie tęsknić??? Jeśli tak to zrób
      to natychmiast...a jeśli nie to dajcie sobie spokój....prędzej czy później
      znajdzie się ktoś komu się nie oprzesz...zdradzisz bo będziesz szukać tego
      czegoś czego nie masz w domu. Jedni umieją z tym żyć, inni nie... Zastanów się
      na czym naprawde polega Twój problem. A przede wszystkim nie szukaj winy w
      sobie bo jej tam prawdopodobnie nie ma :-))))).
    • silikoplast Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 08:49
      a nie zastanowiłaś się dlaczego scenariusz był okropny - dlatego że ona nie
      potrafiła ukryć tego przed swoim mężem, to zamyślenie, te pomyłki, te drobne
      kłamstwa - czego oczy nie widzą to serce nie boli - u mnie było podobnie, moja
      poszła sobie na boczek, może w domu też jej czegoś brakowało może nie, ale tak
      to wszystko zorganizowała, że prawie odbyło się to na moich oczach, może gdybym
      nie widział, nie wiedział, byłoby lepiej, a tak pamiętam, straciłem zaufanie,
      jesteśmy razem ale już nigdy nie będzie tak samo i nigdy nie będę pewny, że to
      się nie powtórzy. do dupy takie życie.
      • nickita13 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 15:47
        pytanie: dlaczego z nią jesteś??? bo nie z miłości...bez zaufania nie ma
        miłości.
    • snowy11 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 11:21
      tez ogladalam ten film - naprawde niezly, z tym ze do tragedii doszlo niestety
      z powodu glupoty glownej bohaterki i jej kochanka. Gdy masz romans musisz byc
      niesamowicie wprost ostrozna, zadne publiczne pokazywanie sie z kochankiem,
      trzeba miec czas dla meza i pilnowac tych wszystkich szczegolow zycia
      codziennego ktore moga zdradzic ze cos sie "kreci". Tez bylam w podobnej
      sytuacji, przezylam niesamowita historie i nic sie nie wydalo. A jak z tym
      dalej zyc... nie wiem, takie rzeczy faktycznie bez przyczyny sie nie dzieja...
      Ale nie czuj sie winna, w koncu serce nie sluga.
    • kostka13 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 12:53
      czytam Wasze odpowiedzi i nasuwaja sie kolejne refleksje i pytania. Caly czas
      zadaje sobie pytanie czy kocham jeszcze meza czy to przyzwyczajenie Tak
      tesknota za zakochaniem i ta eforią, ktora towarzyszy tym pierwszym milosciom,
      pamietacie? Z pewnoscia tego mi brakuje, a moze to my kobiety jestesmy takie
      baznadziejne, wiem ze bywaja dni, ze czuje ze kocham, a za chwile przychodzi
      zwatpienie. Zdrada emocjonalna jaka sie zdrzyla byla okropna, ja nie umialam
      przestac, a maz sie domyslal (chyba nie mozna tego ukryc), oszustwa, strach ze
      sie wyda to bylo pieklo i nie chce tego wiecej przezywac. Zazdroszcze mojemu
      mezowi, ze on po tylu latach tak pewnie i jasno moze powiedziec kocham Cie. ...
      a rostanie sama nie wiem o co mi chodzi, a poza tym jest dziecko, a co ono
      winne mojej glupocie i co ja winna jestem, ze mam rozsterki...
      • chris62 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 14:29
        Sądzę, że nie kochasz męża przynajmniej nie tak jak sobie wyobrażamy miłość.
        Żyjesz z nim bo macie dziecko wspólne mieszkanie stanowicie rodzinę a rozbicie
        tego nie jest takie proste jak się może wydawać zwłaszcza jak człowiek ma
        skrupuły. Kiedy jednak zaangażujesz się w jakiś związek narobisz sobie problemów
        a w zamian możesz przeżyć coś wyjątkowego - tylko jak się to skończy?
        W większości takie sytuacje smutno się kończą.
        To kwestia pewnego ryzyka jadę sobie spokojnie 60km/h i raczej dojadę nudząc się
        albo zaszaleję ponad 200 i może nie dojadę za to coś przeżyję przed śmiercią.
        Jest jeszcze 1 aspekt przy takiej "jeździe" możesz skrzywdzić kogoś innego i to
        jest w tym najgorsze.
        Pozdrawiam.
        • kostka13 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 14:46
          rozpaczliwie pragne zeby bylo inaczej
          taka swiadomosc mi nie pomoze ...
        • kaya_ja Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 14:57
          zadaj sobie pytanie
          tamten spotkany facet jest miły, troskliwy ale czy masz pewnośc jak zachowa sie
          w trudnych chwilach.....
          nowa sytuacja wydaje się taka kolorowa ale to mąż daje Ci oparcie kiedy jest
          źle na duszy i tak normalnie w życiu
          • kostka13 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 15:21
            to jaki ten facet jest wiem juz dzis i wiem ze nie byloby pewnie rozwowo w
            zyciu codziennym Chodzi o to ze rodzina jest wazna dla mnie ale jesli nie
            kocham to nie moge tak zyc i tesknic za czyms. Nazywam to kompleksem
            Bogumila "Noce i dnie" ona tesknila do jakiegos tam fircyka w bialym garniturze
            i dopiero jak meza zabraklo wiedziala co bylo tak naprawde wazne? Wiem, ze to
            ksiazka i fikcja. Pytam sie czy sa szczesliwe malzenstwa po x latach bez
            watpliwosci, czy to jest mozliwe? Szukam odpowiedzi na pytania co jest wazne i
            jak mnie do tego w takim razie przekanac Mam oczy otwarte ale co zrobic z z
            moimi rozterkami i watpliowsciami czy to jest normalne i kazdy z nas sie z tym
            boryka? Doceniam mojego meza ale....? co ztym zrobic? Chce sie pozbyc tego ale..
            • nickita13 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 16:01
              no własnie: co jest dla ciebie ważne? powiedziałaś: rodzina.OK, jak dla wielu
              ludzi. Ale może dla tej rodiny z czegoś zrezygnowałaś??? Może to nie jest
              związane z twoim mężem... tylko tak ogolnie z jakimś urozmaiceniem, zapisz się
              na areobik albo jeś. chiński, albo na kurs tańca, nie wiem.... czego ci brak???
              tęsknisz za romantyczną miłością??? za innym seksem???
              1. zdefiniuj czego ci brak
              2. zdefiniuj co daje ci naprawdę szczęście: rodzina, samorealizowanie się itp.
              3. zastanów się jak zdobyć to czego ci brak nie rezygnując z tego co dla ciebie
              najważniejsze..... i pamiętaj nie ma rzeczy niemożliwych.
              Ale potrzeba odrobinę zdecydowania i przede wszystkim musisz wiedzieć czego
              chcesz i co dla ciebie ważne :-)))
            • maja_21 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 17:44
              Każdy ma w życiu wiele problemów i jeśli nie wiadomo jak je rozwiązać to jedyną
              rzeczą jaka faktycznie pomaga rozwiązać dany problem jest "czas", zawsze
              wszystko wyjaśnia się z biegiem czasu.
              Więc moze powinnaś poczekać zanim podejmiesz jakąś decyzję.
              Teraz jeśli już to jak ktoś wcześniej napisał może powinniście zrobić sobie
              jakąś przerwę w związku, wyjechać gdzieś z dala od siebie, ale nie natydzien
              czy dwa, bo to nic nie da, tylko na troszkę dłużej. Kiedy ludzie są daleko od
              siebie często odkrywają gdzieś w śródku w sobie uczucia jakich nigdy wcześniej
              tam nie widzieli. Może tak znajdzie się twoja zgubiona miłość. A może nie.
              Tego nie wiadomo, to może się z czasem dopiero okazać.
      • nickita13 Re: nie zdradzilam? 13.04.05, 15:53
        słuchaj ...też jestem kobietą, też miewam rozterki, tak jak moja przyjaciółka i
        jeszce kilka kobiet które znam... może po prostu my tak mamy :-))). Może możesz
        coś zmienić w swoim związku, wzbogacić go o coś (i nie mam na myśli
        kochnka) ... może ty osobiście czegoś potrzebujesz... jakiejś odskoczni, może
        musicie gdzieś razem wyjechać a może osobno, żeby sobie wszystko w głowie
        poukładać, zatęsknić...sama musisz do tego dojść,czego potrzeba tobie i twojemu
        związkowi. Ale skoro mówisz że chyba jednak kochasz - to może warto jszcze
        powalczyć...może zakochać się jeszcze raz w swoim własnym chłopie??? Może
        pogadaj z nim o tym... może jemu też czegoś brakuje, może tego samego co
        tobie...rozmowa może pomóc.
        • chris62 Re: nie zdradzilam? 14.04.05, 16:48
          nickita13 napisała:
          > związkowi. Ale skoro mówisz że chyba jednak kochasz - to może warto jszcze
          > powalczyć...może zakochać się jeszcze raz w swoim własnym chłopie??? Może
          > pogadaj z nim o tym... może jemu też czegoś brakuje, może tego samego co
          > tobie...rozmowa może pomó
          Jeżeli on nie ma tego czegoś co ona by chciała, żeby miał to juz tak będzie.
          Po prostu kobieta teraz bardziej wie, że czego innego pragnie niż to co ma.
          Może żyć ze świadomością "lepszy wróbel w garści" albo szukać gołąbka.
          Jeżeli znajdzie to ten związek nie ma szans.
          • nickita13 Re: nie zdradzilam? 14.04.05, 18:02
            święte słowa :-))) Ale kostka napisała, że rodzina jest dla niej bardzo ważna,
            dziecko, że nie jest pewna. Stąd moja rada - trzeba dokonać wewnętrznego
            rachunku sumienia: co zrobiłam, dlaczego tak się stalo, czego mi brak, jak to
            moge osiągnąć, czy moge przy tym wszystkim zachować rodzinę. To jest bardzo
            indywidualna decyzja - jedni potrafią żyć bez tego czegoś, zastepując to sobie
            różnymi substytutami, inni nie potrafią - rzucają wszystko i przez lata szukają
            niejednokrotnie błądząc..... ale czasem znajdują :-)))).
    • wredny.prowokator Re: nie zdradzilam? 14.04.05, 17:05
      troche to jak w kamiennym kregu, ale trzeba umiec zyc przelamujac fale, no a
      najprzyjemniejszy jest przeciez powrot do edenu...
      uwazaj na listonoszy co pookaja 2x
    • mazowiak1 Re: nie zdradzilam? 14.04.05, 18:14
      Nie marudż! Takie tam głupie gadanie. Wyżyj sie w domu, a nie szukaj przyczyny
      dla ktorej chcesz z głupoty rozwalić swoje małżeństwo. Masz wyjatkowego męża to
      go ceń. Wszystko ubierasz w nude. To najgorszy scenariusz.A czy ty jesteś już
      dorosła czy potrzebujesz silnego wstrząsu abyś doceniła spokój w rodzinie? Oj,
      dziewucho, dziewucho...
      • kostka13 Re: nie zdradzilam? 15.04.05, 10:09
        :)

        bardza fajna wypowiedz przy okazji sie usmiechnelam

        doceniam spokoj w rodzinie a wstrzas juz byl, tak jak napiasalam oszukiwanie
        meza bylo pieklem dla nas obojga

        Pytam sie, czy niespokojna dusza jaka jestem ja moze zagluszyc swoje
        pragnienia? Milo jest zyc w rodzinie gdzie panuje spokoj i stabilizacja tylko
        co z pragnieniami Ktos napisal, ze dojrzalam i wiem czego chce ja na razie
        pyatma siebie czego chce i co dla mnie jest najwazniejsze i tu odpowiedz nie
        ejst latwa Byc moze maz nie jest tym kim czego szukam. a moze jest a ja nie
        umiem tego dostrzec, a jesli znajde kogos kto wyda mi sie tym kims kogo szukam,
        to zderzenie z rzeczywistoscia moze okazac sie brutalne i jest jescze jedna
        rzecz. Nie mam prawa odbierac dziecku jej ojca nawet kosztem swojego szczescia
        (a jeszcze nie wiem co nim jest) Wybory nie sa latwe Czy tylko ja jestem taka
        pokrecona Czy Wy wszyscy macie ok malzelstwa i Wam jest dobrze nie macie nigdy
        watpilowsci jak z tym sobie radzicie ?????
        • chris62 Re: nie zdradzilam? 15.04.05, 15:17
          Ja rzucam się w wir pracy a jak ma mwolny czas to gram na komputerze, pozwala
          znieczulić tęsknątę za Nią.
          Ty możesz też się czymś zająć bo jak człowiek nie ma nic do roboty to mu głupie
          myśli do głowy przychodzą :)
          Rozumiem co czujesz bo miałem podobnie tyle że ja zabrnąłem znacznie dalej.
          • omega999 Re: nie zdradzilam? 15.04.05, 15:48
            Ja tez zabrnelam dalej, strasznie ciezko wrocic do rzeczywistosci. Konsekwencje
            ponosze i jeszcze dlugo bede. Ale nie moglam tego powstrzymac...nie chcialam.
            Chyba zawsze bede go kochac, wszystko skonczylo sie tragicznie, najgorzej.
            Wszystko sie wydalo ze szczegolami. Ale predzej umre, niz powiem -zaluje.
            • chris62 Re: nie zdradzilam? 18.04.05, 15:04
              Ja też, nie wyobrażam sobie ze można przezyć życie nie zaznając tego.
              To tak jakby nie istnieć.
        • bydzia100 Re: nie zdradzilam? 15.04.05, 22:25
          Kostka,

          wiem dokladnie jak sie czujesz bo od prawie dwoch lat przezywam to samo. tez
          kogos poznalam w sieci, wspaniale nam sie rozmawialo/flirtowalo przez kilka
          miesiecy wirtualnie ale ja po pewnym czasie nie moglam zniesc poczucia winy
          wobec mego meza i zerwalam kontakt z moja 'bratnia dusza'. Myslalam, tak jak to
          sugerowalo bardzo madrze wiele osob wyzej, ze jezeli skoncentruje sie na moim
          malzenstwie, zamiast sie rozpraszac na boki, to te watpliwosci
          odnosnie 'rozwiesc sie, nie rozwiesc sie' sie rozwieja. Niestety to nie jest
          tak proste. Przezylam rozstanie z moim sieciowym znajomym gorzej niz gdyby to
          byl realny zwiazek. Bylam b. przygnebiona, wydawalo mi sie ze ktos odcial mi
          reke albo noge, nie moglam spac, nie moglam jesc i, co najgorsze, za to
          wszystko obwinialam swojego meza. No bo gdybym byla wolna to moglabym sie
          swobodnie spotkac z moja internetowym zauroczeniem i wszystko skonczyloby sie
          happy endem.

          Wiesz, nie chce sie wdawac w szczegoly, w skrocie - moj przyjaciel internetowy
          odezwal sie po pewnym czasie i spotkalismy sie na drinka. Ja czulam sie na
          tyle ugruntowana w swojej decyzji aby zostac z mezem, ze nie obawialam sie ze
          to spotkanie wplynie na moje malzenstwo i, chyba mialam nadzieje, ze facet
          okaze sie swinskim blondynem-kurduplem z brodawka na nosie (nie byl). Niestety,
          przed naszym spotkaniem troche za duzo wypilam (ach, te nerwy) i te kilka
          lampek wina ktore wychylilam na spotkaniu z nim nie pomoglo i zachowalam sie
          raczej niepoprawnie. Cale szczescie ze on byl tak przytomny jak przystojny i
          delikatnie, ale zdecydowanie odkleil mnie od siebie. Po tym spotkaniu kontakt
          sie urwal, dalej jestem z moim mezem i na hustawce emocjonalnej od dluzszego
          czasu. Nie chodzi o mojego znajomego - to sobie juz racjonalnie wytlumaczylam
          jako zauroczenie. Chodzi dokladnie o to co ty opisalas - to poczucie
          neipewnosci czy powinnam byc z moim mezem czy nie bo caly czas mi czegos
          brakuje, mam pragnienia zycia z kims innym, czuje ze ktos tam jest kto jest ta
          moja prawdziwa polowka i caly czas mysle czy mozna zycie przezyc z takimi
          watpliwosciami czy w koncu to sie skonczy? A jezeli to sie ma skonczyc to
          chyba lepiej wczesnie niz pozniej. Maz jest kompletnie nieswiadomy moich wahan
          bo nie chce go zranic. Hustawka rusza sie mniej wiecej tak: przez dwa-trzy dni
          nie moge scierpiec swojego meza, wydaje mi sie niesamowitym prostakiem
          ('niestety', niewiele mu moge zarzucic) i wydaje mi sie ze sie z nim marnuje,
          ze nie osiagam swojego potencjalu, mam mu za zle ze poprosil mnie o reke jak
          bylam b. mloda (on jest o 10 lat starszy) bo przeciez co ja wtedy wiedzialam a
          on powinien byl sie wiecej zastanowic. Nienawidze siebie bo wiem ze jezeli od
          niego odejde to trzeba sie bedzie majatkiem podzielic, i choc mam dobrze platna
          prace, to jak bysmy sie rozwiedli bede miala tylko 1 dom zamiast dwoch.
          Rowniez, postanawiam ze jezeli dalej tak bede sie czula na jego temat, to
          koniecznie z nim porozmawiam i co by nie bylo, poprosze o rozwod.
          Ten humor przechodzi mi i wstepuje w faze powatpiewan: maz tak ciezko pracuje,
          moze wyksztalcenie nie ma ale jest dobrym czlowiekiem, opiekunczym i
          troskliwye a ze mnie taka wredna, niewdzieczna wydra. A poza tym, to kto mnie
          zechce jak odejde? I czy chce mi sie bawic w randki? I co rodzina powie -
          przeciez my mamy takie wspaniale malzenstwo.
          Faza ostatnia: boze, jaka ja jestem glupia, przeciez ja go kocham!
          i tak w kolo macieju...
          • kostka13 Re: nie zdradzilam? 18.04.05, 08:34
            wreszcze znalazlam kogos kto mowi moimi slowami. Tak bardzo rozumiem jak sie
            czujesz Jest mi teraz o wiele latwiej bo to jak sie czuje wiedzialam, jakie mam
            rozterki tez wiedzialam mialam nadzieje, ze nie sa to dziwne i i bezsensowne
            rozterki Jesli moge powiedziec co mi pomaga a ty moglabys to sprobowac
            weekendowe wypady z dzieckiem (jesli macie) pomagaja w zblizaniu sie i ta
            euforia zabawy zbliza do siebie i laczy, jesli nie macie wychodzcie jak
            najczesniej stan uniesienia wtedy trwa dluzej w kazdym razie mi to pomaga
            Najgorsze jest tkwic miedzy komputerem a telewizorem nic nie mowiac. Jedno tez
            jest pewne jesli masz wybor i bedziesz juz pewna sama podejmiesz decyzje Ktos
            mi kiedy powiedzial, ze zawsze mozna spotkac po malzenswte kogos ciekawszego
            wazne jest zeby kochac druga polowe za slabosci chcialbym miec jego sile Bylam
            ciekawa czy taka milosc w malzenstwie istnieje i jak ludzie radza sobie z
            rozsterkami czy bywa ze nie maja w ogole watpliwosci, a moze mam za duzo czasu
            na myslenie ;)
        • atrix1 Ależ tak 16.04.05, 19:33

          Poddajcie sie dziewczyny waszej tęsknocie, pozwólcie oczarować magią słów, lećcie na waszą ciemną stronę księżyca, idźcie na całość i przekonajcie co kryje bramka nr 2. Kto wie, może to jeździec na białym rumaku? Patrzcie tylko uważnie bo rumak z czasem zmieni się w osła a zbroję jeźdźca pokrywać zaczną ślady rdzy. (A kto wie czy nie serce)
          • atrix1 Re: Ależ tak 16.04.05, 19:47

            Ech, biorę piwo i idę grać z synem w szachy.
            • ik-30 Re: Ależ tak 17.04.05, 14:28
              Kostka masz problem. Ale ja też mam. 6 miesiecy temu mąz zakochał się w 18
              latce a sam ma 31. Między nami nieukładało się dobrze, były kłótnie o byle co.
              Ona przyjechała z siostrą do mojej znajomiej i przychodziły do nas. Włąśnie
              zainstalowaliśmy sobie internet a ona nas podszkoliła. Ja chodziłam do pracy
              mąż pracuje na zmiany. Bywała cały dzień u nas. Wakacje się skończyły a między
              nami nic się nie zmieniło żyliśmy jak pies z kotem. Ona wyjechała. Mąz nawiał z
              nią kontakt przez gg pisali do siebie siedził godziami przed komputerem a do
              mnie miał pretensje że nie ma obiadu albo nieposprzątane. Zakochał się w
              tamtej. Pojechał do niej raz. Podobno się niekochali - ale czy wierzyć
              facetowi. Trwało do może z 3 tygodnie. Stwierdział że chce się wyprowadzić
              odpocząc od nas i dzieci. Ja walczyłam jak lwica o niego. Rozstał się z nią.
              Od tamtej poru już mu nie ufam Wtedy poznałam na czacie świetnego faceta.
              Nadal piszemy na gg i nawet dzwonimy do siedzie. Ja nie mam wyrzutów sumienia.
              Moje małżeństwo przeszło wielki kryzys. Mąz w sylwestra miał nockę swoim
              dziewczyną poprzesyłał życzenia noworoczne a żonie ani słówka. Więc cpostawiłam
              wszystko na 1 kartę CHCE ROZWODU - a on się zgobił. Troszkę mi ulżyło.
              Pomyślałam nareszcie się wszystko skończy, ale 2 dni później powiedział że nie
              chce rozwodu że mnie kocha i chce być ze mną. Jesteśmy razem, ale ja już go tak
              nie kocham jak kiedyś. Czasai jak jesteśmy razem ja myśle i wyobrażam sibie czy
              on za tamta tęskni. Co i jak spędzali czas. Boli mnie to jak diabli.

              Od tamtego czasu zrzuciłam 10 kg zaczęłam dbać o siebie jeszcze więcej. Mam
              przyjaciela - bratnią duszę z którą mogę pogadać no i jest mój mąz który mówi
              że mnie kocha jak 13 lat temu ale ja mu niewierzę , nieufam z bardzo mnie
              zranił. Kiedyś wiedział o mnie wszystko teraz wie tyle na ile ja mu pozwolę. On
              nie wiem czy mysli o tamtej, ja natomiast myslę czasami wiele godzin o niej i
              jak ona mogła to zrobić wiedząc ze on ma rodzinę dzieci. Wiem on też jest
              winny. Tylko nierozumiem co ona chciała osiągną chcąc być z nim a on z nią. 13
              lat róznicy to sporo. Na dzień dzisiejszy ok ale co za 20 lat by było ona 38 on
              61 kto by go obiegał no i czy byli by nadal razem. KObieta z dziadkiem.

              • maja_21 Re: Ależ tak 17.04.05, 15:04
                ik-30 napisała:
                Tylko nierozumiem co ona chciała osiągną chcąc być z nim a on z nią. 13
                > lat róznicy to sporo. Na dzień dzisiejszy ok ale co za 20 lat by było ona 38
                on
                > 61 kto by go obiegał no i czy byli by nadal razem. KObieta z dziadkiem.
                > --------
                Ok ale coś chyba 10 lat się pomyliłaś, a prawie 40 i chwilka po 50 to nie
                wielka róznica.
                Ja zaczełam być z moim obecnym ex mając kilkanaście lat, ale byłam już
                pełnoletnia, on był ode mnie 10 lat starszy, spędziliśmy razem najpierw 1,5
                roku, potem zerwaliśmy i znowu wróciłam do niego. Bardzo go kochałam i chyba to
                się liczy, a nie wiek. Rozstaliśmy się też z innych przyczyn, wiek nie miał nic
                do rzeczy. Ost widziałam go kilka miesięcy temu i życze mu powodzenia w dalszym
                życiu.
                Ich błędem nie była różnica wieku, ale brak odpowiedzialności u twojego męża i
                sumienia u tej dziewczyny... Nie wiem jak kobieta może rujnować rodzinę i życie
                dzieciom...Nie jestem w stanie tego zrozumieć...
              • kostka13 Re: Ależ tak 18.04.05, 08:43
                ik zauwazylam ze na czacie jest najwiecej 30 stolatkow facetow szukajacych
                kochanek Moze to jest spowodawane jakims kryzysem w tym wieku Moze i u kobiet
                ja tez jestem w koncu jakims tam przykladem ;) Wiem jak bardzo jestesm zraniona
                wiem jak moj maz byl i jestem pelna podziwu ze kochal mnie tak bardzo ze
                wybaczyl zdrade w koncu wedlug niego to zdrada emocjonalna Mysle ze sila jest
                wlasnie w uczuciu jest jeszcze tki jeszcze w Was jestescie w stanie pokonac ten
                trudny czas i zapomniec Wiem ze taki kryzys wiele uczy przede wszytskim uczy
                tego ze oprocz przyjemnosci jest bol ktory przezywa maz i zona a to sprawia ze
                zdrada przestaje smakowac i zaczyna sie doceniac zycie rodzinne Powodzenia
            • kostka13 Re: Ależ tak 18.04.05, 08:52
              Jestem na tyle swiadoma atrix,ze znam scenariusz taki potencjalny ;) Ja sie
              rozwodze on tez zyjemy razem i sie okzauje ze ja nie lubie jak mlaska przy
              jedzeniu a chrapanie jego wrecz mnie denerwuje Zaczyna brokowac pieniedzy on
              teskini za dziecmi wini mnie a ja zaluje ze to zrobilam a moj byly maz okazuje
              sie byc jedynym facetem i co ja zrobilam ? Mam taka swiadomosc wiec pozostaje
              pytanie skad watpliwosci Moze dlatego ze tego jeszcze nie znam Nazywam to
              kompleksem Bogumila juz pislam o tym wczesniej Jakie te zycie pokrecone :)
              przynajmniej w moim przypadku :)
        • greenbird Re: nie zdradzilam? 18.04.05, 00:03
          Doskonale cię rozumiem, Kostka, twoje rozterki. To jest tak, że mając już
          rodzinę za często spoglądamy wstecz. I jak strasznie żal nam minionych lat. Ja
          tak mam. Kiedy uświadamiam sobie, że to, co wiąże się z nastoletnim życiem:
          randki, pierwsze podrywy, pocałunki, pierwszy chłopak, już nigdy mi się nie
          przydarzy. Myślę, że twoja przygoda była właśnie tym spowodowana. Ale w takim
          czymś tego nie odnajdziesz. Nie będzie beztroski, bo jest ktoś, kogo krzywdzisz
          a kogo kochasz najbardziej na świecie - Twoje dziecko.
          • kostka13 Re: nie zdradzilam? 18.04.05, 08:47
            wiem jestem swiadoma stram sie walczyc z swoimi slabosciami Pisalam juz nigdy
            nie skrzywdzialabym swojego dziecka nawet za cene swojego szczescia Dlatego
            robie wszystko zeby znalezc w mezu to co znalazlam xlat temu bo przeciez
            wyszlam za maz z milosci Moze mozna zrobic cos zeby wlasnie w mezu znalezc to
            czego mi brakuje czyli dreszczu emocji pierwszych milosci? |Jest?
    • ostara Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 14:22
      Kostka, jesteś jeszcze? Kurczę, nie wiedziałam, że taka przewiywalna jestem,
      właśnie przeżywam to, co Ty i też mi się wydaje, że już nic mnie więcej nie
      spotka, bo postanowiłam nie ciągnąć tej znajomości. Nie wiem na ile mi starczy
      sił aby się przy tym postanowieniu utrzymać... bo mąż nie wkroczył - nie wie,
      albo dyskretnie się przygląda ( w końcu i tak zrobię to, co będę chciała, takie
      jest jego założenie - duuuża odpowiedzialnoćś, nie?)
      • kostka13 Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 14:37
        jestem jestem

        jest taki wyrozumialy nie sadze Czasami faceci lubia udawac, ze nie ma sprawy
        ale jak dostana dowody...
        Wlasciwie jesli czujesz te pustke to czemu zakonczylas
        Czytalas te wypowiedzi ze nie zaluja ???
        Nie wiem czy bym nie zalowala, ze nie poszlam na calosc \
        Jeszcze nie znam odpowiedzi na to, czy dobrze zrobilam
        Dlaczego zakonczylas ? Psychicznie zle znosilas ukrywanie sie czy zadals sprawe
        sobie ze sie pograzasz a moze zrobilas to dla niego dla rodziny ???
        • ostara Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 14:58
          Nie mam prostej odpowiedzi. Wydaje mi się, że się przestraszyłam, ze tak mnie to
          angażuje. Zresztą nie skończyłam definitywnie, bo się spotykamy zawodowo. Ale
          próbowałam i to skończyć, się nie dało.
          Wiesz co jest dziwne? On też mi opowiadał o tym filmie, od którego Ty
          zaczęłaś...Ale wtedy mnie to nie zainteresowała zanadto. Chyba sobie wypożyczę...
          Problem ze mną jest taki, że ja przestałam "normalnie" funkcjonować i teraz też
          nie jest lepiej. Więc wciąż się miotam - co robić??? Bo to zakończenie jakoś mi
          ulgi nie przynosi. Może iść na całość i wtedy mi przejdzie???
          • kostka13 Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 15:08
            nie ma szans jak go widujesz Bedziesz sie borykac

            Pamietaj o knsekwencjach ranisz rodzine i siebie
            Jesli bedziesz to chciala zerwac a sie zakochasz lub zmusza cie do zerwania,
            wiem jak ja pozniej sie czulam to byla tragedia
            Przeczytaj uwaznie watek nie ma jednoznacznych odpowiedzi wiesz ze sama jej nie
            znalazlam Rozni ludzie roznie pisali
            Czy jest cos co Ci brakuje w zwiazku i czy mozna to naprawic
            Ktos tez napsial ze jako kobieta ja wiem czego oczekuje i ten facet tzn maz nie
            jest tym kims? Najgorsze jest to ze nie ma dobrych rozwiazan jak nie sprobujesz
            nadal bedziesz moze czula pustke jesli to zrobisz konsekwencje moga byc
            tragiczne Jesli on ogladal ten film tez zdaje sobie z tego sprawe
            Moge powiedziec ze po ty czasie staram sie znajdowac szczescie z moim mezem
            Tylko czasem jak on zadaje pytanie zczygo juz nie kocham wkurzam sie nie wiem
            czemu i dochodzi do klotni
            • ostara Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 15:13
              Borykam się... Bez dwóch zdań... Ale nie mam wyjścia. Ciebie mąż zmusił, jak
              rozumiem, do zerwania. Maiłaś taką motywację zewnętrzną, to pewnie pomaga, mimio
              wszystko, ale - sama przyznasz - gdybyś Ty (właśnie - Ty!) nie chciała, nie
              postawiła na męża/rodzinę to nikt by tutaj nic nie zdziałał, prawda?
              Mnie ten thrill bardzo kręci, ale wiem jednocześnie, że to jest nieuczciwe i dla
              mnie samej niszczące...
            • bydzia100 Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 22:37
              Kostka napisala 'staram sie szukac szczescia ze swoim mezem' i ja wiem co masz
              na mysli. Ja tez, bardzo aktywnie mysle co mozemy razem zrobic aby przekonac
              sama siebie ze moj zwiazek ma jakikolwiek sens poza tym finansowym i trwoga
              przed zranieniem mojego meza, ktory jest bardzo dobrym aczkolwiek nudnym
              czlowiekiem (zero hobby, zero zainteresowan, wiele zer w banku). No i jest tez
              kwestia 'czy to jest milosc, czy to jest przyzwyczajenie?', ktore zadaje sobie
              prawie codziennie. Bo jezeli to tylko przyzwyczajeni, to moze rzeczywiscie
              lepiej go zranic i odejsc niz sie szarpac przez nastepne 30 lat? Dzieci nie
              mamy (obydwoje chcemy, ale do tej pory ja sie koncentrowalam na karierze), czas
              by zaczac nad tym pracowac:}} ale czy ja rzeczywiscie chce dzieci z nim? On
              jest tak NUDNY!! Wczoraj czytalam artykul ze wiele alfa-kobiet jest single bo
              mezczyzni boja sie ze mocne, samodzielne kobiety beda ich zdradzac. W zwiazku
              z czym zenia sie z ich nudniejszymi, brzydszymi ale gwarancja lojalnymi
              siostrami. Bez fajerwerkow ale wiedza ze zupa bedzie na stole na czas i
              latwiej im bedzie kontrolowac kogos, kto nie ma b. wysokigo mniemania o sobie.
              Zdalam sobie prawde ze w moim malzenstwie ta opisana sytuacja jest odwrocona -
              ja sie boje alfa-facetow ale moj omega-maz mi nie wystarcza. Nie podoba mi sie
              kompromis na ktory sie do tej pory godzilam(poczucie bezpieczenstwa ale i
              zarazem niedosytu) ale nie jestem pewna czy to drugie wyjscie (alfa
              fajerwerki :D) jest gra warta swieczki?
              • ostara Re: nie zdradzilam? 20.04.05, 09:24
                Alfa kobieta? Ładnie, to poprawia samopoczucie... Ale czy o to na pewno chodzi?
                Przecież nudzą się nie tylko alfa, ale też i beta, gamma, itd.
                Sęk w tym co z tym można zrobić, jak tę nudę , ten pat przejść?? Chyba o to
                bardziej chodzi, nie?
        • ostara Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 15:02
          Kostka, nie ma Cię na GG? To forum jest publiczne, więc cieklawsze, ale bardzo
          opóźnia...
          • kostka13 Re: nie zdradzilam? 19.04.05, 15:26
            nie mam gg niestety w parcy nie wolno miec pisz na maila
            Tutaj nie chce sie odkrywac az tak bardzo moze moje doswiadczenia ci pomoga
            kostka13@gazeta.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka