grzespelc
28.04.05, 16:27
Dostałem milem od Biedronki oświadczenie, które poniżej wklejam:
"OŚWIADCZENIE ZARZĄDU JERONIMO MARTINS DYSTRYBUCJA S.A. W SPRAWIE ARTYKUŁU
OPUBLIKOWANEGO W GAZECIE WYBORCZEJ
W artykule "Lekarze mówią, że Biedronka ją zabiła", który ukazał się na
łamach "Gazety Wyborczej" 21 kwietnia 2005 r., zawarte są nieprawdziwe i
krzywdzące dla firmy Jeronimo Martins Dystrybucja S.A. (właściciela sieci
sklepów Biedronka) informacje. Artykuł został przygotowany bez zachowania
zasad rzetelności i obiektywizmu dziennikarskiego. Przed publikacją artykułu
dziennikarz nie skontaktował się z nami. Nie mieliśmy więc szansy
sprawdzenia i wyjaśnienia sytuacji ani odniesienia do stawianych nam
zarzutów. Natomiast już dużo wcześniej przedstawiciele naszej firmy byli
szantażowani przez p. Edwarda Gollenta, byłego dostawcę towarów do sieci
Biedronka, który groził, że w przypadku, gdy firma nie spełni jego oczekiwań
finansowych, sprawa ta zostanie wykorzystana w mediach jako element
przetargowy.
Jest nam niezmiernie przykro i po raz kolejny wyrażamy nasz głęboki żal z
powodu śmierci naszej pracownicy p. Anety Glińskiej.
To tragiczne zdarzenie miało miejsce blisko 2 lata temu. Z informacji nam
dostępnych wynika, że p. Aneta Glińska już kilka lat przed rozpoczęciem
pracy w naszej sieci skarżyła się na silne bóle głowy. Z naszą firmą była
związana w latach 1999-2002 jako uczeń. W lutym 2003 podjęła pracę już jako
etatowy pracownik. Została poinformowana o pełnym zakresie jej pracowniczych
obowiązków. Rozpoczynając pracę w JMD p. Aneta Glińska dostarczyła nam ważne
zaświadczenie lekarskie, wydane przez Poradnię Medycyny Pracy w Ustce, o
pełnej zdolności do pracy, które było ważne do stycznia 2004. Żadne
dodatkowe informacje o poważnym stanie zdrowia p. Glińskiej nie były nam
przekazywane.
Podczas pracy w sklepie często zwalniała się na wizyty u lekarza, ale nie
przedstawiała zwolnień lekarskich lub innych informacji o zmianie swojego
stanu zdrowia. W dniu, w którym gwałtownie pogorszył się stan jej zdrowia,
nie przebywała na żadnym zwolnieniu lekarskim. Nasza pracownica zemdlała
przed rozpoczęciem pracy. Natychmiast zostało wezwane pogotowie, które
udzieliło jej niezbędnej pomocy i zabrało. W tym i w kolejnych dniach już
nie pracowała. Jej zgon nastąpił 5 dni później. Do tego momentu nie
wiedzieliśmy o jej chorobie. To było dla nas szokiem. Skontaktowaliśmy się z
rodziną Zmarłej, zaoferowaliśmy naszą pomoc i przekazaliśmy zapomogę od
firmy.
Późniejsze dochodzenie w tej sprawie przeprowadzone przez nasze służby BHP
nie znalazło również podstaw do określenia tego zdarzenia jako wypadku przy
pracy.
Wykorzystywanie tej tragedii po blisko 2 latach jako tematu dla mediów
uważamy za kolejną próbę manipulacji stowarzyszenia p. Gollenta i mecenasa
Obary, która ma na celu podtrzymanie "medialnej egzystencji" kilku osób, a
nie ochronę praw pracowników. Zastanawia nas również fakt, iż opinia w tej
sprawie została wydana przez Zakład Ekspertyz Sądowych w Olsztynie, gdzie
wyżej wymienione stowarzyszenie ma swoją siedzibę, a nie przez jeden z
ośrodków w Ustce lub Gdańsku, gdzie chora była leczona.
Oskarżanie naszej firmy o spowodowanie tej tragedii to kolejna próba
przedstawienia nas w jak najbardziej negatywnym świetle. Jest nam przykro,
że tym razem bez żadnych skrupułów została wykorzystana ludzka tragedia."
I co Wy na to? Czyżby rzeczywiście to było 2 lata temu?