Dodaj do ulubionych

de fjuczer bilongs tu as

30.04.05, 16:49
czyli plany na łikend długi (to dla krajowej części forów) i krótki (to dla
hamerykańckiego odłamu)
braineater planuje:
Skończyc wreszcie Wymazywanie Bernhardta
Zobaczyć Mechnika
Zobaczyć 5x2 (jesli się ściagnie)
pojeździc rowerem po okolicy
pójśc na koncert polskiego hip-hopu coby zobaczyć jak to jest
A WY?:)
Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • dr.krisk A u nas... 30.04.05, 16:56
      - Troche w pracy. Trzeba dac zryc komputerom.
      - Potem wyprawa do sklepu rowerowego. Negocjacje w sprawie zakupu szosowki. To
      juz trzecie podejscie, na razie obie strony trzymaja sie dobrze;
      - Tenis;
      - Darmowa lektura nowosci w ksiegarni Barnes & Nobel, gdzie jest dobra kawa,
      ladne panie przychodza, no i mozna grzebac i czytac do woli.
      - Whisky & cygara
      • broch Re: A u nas... 30.04.05, 18:08
        Bylem w pracy od szostej rano bo od dziesiatej miala byc siatkowka ale dzisiaj
        pada wiec zmiana planow. Dzien podzielony na:
        Douglas Adams "Przewodnik autostopowicza.." - przygotowanie do filmu
        Ciag dalszy dwu miesiecznicy Bernharda: "Old Masters"
        Do tego dobre canoli z prawdziwa Kona oraz dobry tokaj a w tle "Kind of blue"
        Milesa.
        Wieczorem moze Borders, jakies ksiazkowe nowosci.
        • braineater beata & broch 30.04.05, 18:53
          1 sorki za pominięcie szwedzkiego odłamu... jakieś takie mi się myslenie
          włączyło, że co niePolska to Hameryka:)
          2 Zdecydowanie film Mechanik nie naczelny Michnik:)
          3 brochu - wyjaw mi co kryje sie pod dwoma niewiadomymi w
          równaniu 'wieczór' "Do tego dobre canoli z prawdziwa Kona" bo co to tokaj i
          kind of blue to wiem:)
          4 zapomnałem podac alkohol na dziś: Chevrotin Jean Baptiste Buisson czyli pod
          paradną nazwą ukryte francuskie vin de table wytrawne a dobre:)
          Pozdrowienia:)
          • broch Re: beata & broch 30.04.05, 19:06
            canoli to takie ciasteczka: niby wloskie ale amerykanskie. Jedyny slodycz ktory
            lubie (za wyjatkiem grzesznie slodkiej kawy). Ktos mi wyjasnil ze wloskie canoli
            to po prostu nadziewane kluski(?), nadzienie rozne. Dobre canoli sa tylko w
            jednej piekarni.
            Kona to gatunek kawy (naprawde rewelecyjna)

            Moze te alkohole warte odzielnego watku?
            • dr.krisk Canoli.. 30.04.05, 19:56
              Zajadalem sie we Wloszech (mama mojej dyplomantki robila gwoli przekupienia
              barbarzyncy z Polski... skutecznie). Przypominalo mi to rurki z ciasta
              francuskiego z delikatnym nadzieniem. Krem jakis. A wiec raczej nie kluski -
              kluski z nadzieniem to cannelloni! Zwykly makaron ino wyrobiony w ksztalcie
              rury polcalowej. Pcha sie do srodka rowne ruznosci i zapieka pod beszamelem.
              Co do kawy.... niestety w kawe zaopatruje sie w Big Lot: wyprzedaz resztek
              sklepowych.
              W Polsce z kaw: Illy!
              Oczywiscie whisky oraz te cygara beda z najtanszych! Sie rozumie...
              KrisK
              • staua Re: Canoli.. 30.04.05, 22:16
                Dottore, gdzie jestes w Ameryce obecnie?
                Broch- u nas tez pada. Plan byl: wyjsc na dlugi spacer z psem, pojsc do pracy na troche, piec i robic
                jedzenie na jutrzejsza prawoslawna Wielkanoc. Rzeczywistosc: pies cala noc chorowal (teraz odsypia,
                maz tez, a ja nie umiem spac w dzien), ranek spedzilismy u weterynarza, potem zrobilismy zakupy
                zywnosciowe, przywiezlismy je do domu, a ze pada, to zbieram sie do pracy i pewnie pojde o szostej
                po poludniu (mam roboty tak na poltorej godziny, wiec mi wszystko jedno, ale zakladalam, ze zrobie to
                przed poludniem). Czytam... "Zycie Pi". Spodobalo mi sie, bo akcja na poczatku toczy sie w Pondicherry,
                a bylam tam!
                Przygotowywanie przysmakow wielkanoscnych zacznie sie wiec w nocy i rano bede musiala
                kontynuowac, a od poludnia bedziemy je spozywac :-)
                Aha, wypozyczylismy pare filmow, np. "Mlody Adam" (czy ktos to widzial?)
                • braineater Young Adam 30.04.05, 22:43
                  stauko - ostrożnie, bo film z tych bardzo dołerskich, zdecydowanie nie
                  wielkanocnych. Ponura depresyjna szkockośc wyłażąca z każdego kadru, Mac Gregor
                  wyglądający jak człowiek na skraju zamordowania całego świata i generalnie
                  wciąz deszcz, smutek woda. Film jesli chodzi o intensywnośc nastroju, bardzo
                  bliski Wstrętu Polańskiego Ogólna ocena - jest genialny, ksiązka Trocchciego
                  również ale trzeba akurat mieć ochotę na takie klimaty. Po ksiązke koniecznie
                  sięgnij, po inne teksty Antonia zresztą tez, bo to chyba ten jedyny z beat
                  generation, który broni się do dzisiaj - na tyle inny od Keruaców i Ginsbergów,
                  na tyle mroczny i gotycki, że cały czas się zastanawiam jak sie dogadywał z
                  pozostałymi. Teksty koniecznie po angielsku, po plowsków wyszły zresztą tylko
                  jakieś fragmenty a po za tym takiej masakry na języku nie da się chyba
                  przełożyć.
                  Pozdrowienia:)
                  • staua Re: Young Adam 30.04.05, 23:22
                    Nie znalam przedtem tego pisarza (nie wiedzialam nawet, ze jakis Szkot byl beatnikiem). Kerouaca
                    nadal lubie, jak czytam jego ksiazki, to mam zamiar stac sie taka, jak jego bohaterowie :-) Ginsberga
                    znam tylko The Howl, bo byl obowiazkowy na anglistyce, inaczej nie wiem, czy bym na to trafila, a nie
                    zaluje, bardzo przejmujace.
                    To juz widze, ze "Mlodego Adama" obejrze w samotnosci...
                    • staua obejrzalam 02.05.05, 21:27
                      rzeczywiscie, ciezkie...
                      Zauwazylam, ze ogladajac kilka filmow pod rzad mam poczucie jakiegos wspolnego motywu, nawet
                      jesli obiektywnie moze byloby to "na sile". "Mlody Adam" skojarzyl mi sie ze "Zlym Wychowaniem" - na
                      plaszczyznie moralnej, wspolne maja to dolujace przekonanie, ze czlowiek bez zasad daje sobie rade w
                      kazdych warunkach.
                      Moj maz ogladal ze mna. Komentarz: "So much promiscuity among the Brits" :-))
                      Muzyka bardzo dobrze dopasowana.
                      A teraz pytanie, byc moze dla Was odpowiedz jest oczywista, byc moze wyjasnia to ksiazka, byc
                      moze...ogolna erudycja: dlaczego "Mlody Adam"? Prosze o objasnienie znaczenia tytulu.
                      • braineater Re: obejrzalam 03.05.05, 14:13
                        staua napisała:

                        > A teraz pytanie, byc moze dla Was odpowiedz jest oczywista, byc moze wyjasnia
                        t
                        > o ksiazka, byc
                        > moze...ogolna erudycja: dlaczego "Mlody Adam"? Prosze o objasnienie znaczenia
                        t
                        > ytulu.

                        W całym filmie jest dośc silny pierwiastek religijny, więc prostym tropem idąc
                        wywnioskowałem sobie, że to może młody Adam, człowiek jeszce niewinny i bez
                        grzechu - znalezienie niespodzianki w rzece miałoby wtedy wymiar niezawinionego
                        grzechu pierworodnego i spirala zaczyna się nakręcać. Tak sobie to
                        zbanalizowałem:)
                        Pozdrowienia:)
                        • staua Re: obejrzalam 03.05.05, 16:19
                          Niezle wytlumaczenie...
                          Strasznie go mialam dosc juz jak spotkal siostre Elli. Ale McGregor bardzo dobrze gral, bo mial taki
                          niewinny i jednoczesnie cyniczny wyraz twarzy!
              • broch cannelloni! 30.04.05, 22:32
                Dzięki za wyjaśnienie, już ja im tam "naprstuję"!

                A z tym deszczem to skończyło się w pseudowłoskiej restauracji. Dołożyłem do
                tego Pinot Gris (polecany przez szefa) ale bez polotu.

                Staua, co z ta Wielkanocą? Ja mam to już za sobą. Tzn tak mi się wydaje(?)

                Aha w Borders dorwałem się do czwartej krucjaty. Bardzo lubię historię między
                800 - 1300. Już sobie zamowiłem przez amazon, dołożyłem jeszcze "The Saragossa
                Manuscript". Dawno nie oglądałem (tak naprawde bardzo bardzo dawno). Film
                przypomniał mi się gdy sluchałem Cage'a "In the Landscape". Córka twierdzi że
                też tak potrafi grać (znaczy się plumkanie na fortepianie).
                • staua Re: cannelloni! 30.04.05, 22:36
                  Prawoslawna w tym roku jest 1 maja...
                  Nasza zignorowalismy w tym roku (wyjechalismy w dzicz), wiec choc teraz mozeny troche swietowac.
    • beatanu Re: de fjuczer bilongs tu as 30.04.05, 18:27
      Ja tu może ciągle na krzywego ryja, ale pozwalam sobie zaznaczyć że odłam
      szwedzki (fakt, niewielki) też ma krótki weekend aczkolwiek "nienormalny" o
      tyle, że dzisiaj Noc Walpurgii - czyli mniej więcej taki szwedzki odpowiednik
      topienia marzanny. Pogańskie święto wiosny a co za tym idzie hulanki, swawole,
      alkoholem zakrapiane (niestety nie zawsze w rozsądnej ilości), płonące
      monstrualnej wielkości ogniska, śpiewy i przytupywanie. W uniweryteckiej
      Uppsali, w której mieszkam, studenci zaczynają dzień od śniadania z szapmanem,
      później spławiają się czym się da po rwącym potoku, a później... kto jeszcze
      stoi na nogach, idzie na imprezy okołoogniskowe. Jakie w związku z tym plany?
      - Pomoc starszej córce w przygotowaniu pikniku (bez szapmana:) - ale to już
      było.
      - Ewentualne usługi transportowe świadczone obu nastolatkom (gdy zawiodą nocne
      autobusy) - odpada więc zaproponowana przez męża wieczorna whisky...
      - Wybór kolejnej lektury, właśnie skończyłam "Zwał" pana Shuty i teraz
      chciałabym coś po szwedzku...
      - Trochę dłubania nad tłumaczeniem.
      - Jutro siłownia + ew. basen

      Braineater - piszą: Zobaczyć Mechnika masz na myśli film "Mechanik" a nie
      naczelnego GW?

      Walpurgiczne pozdro:)))
      • daria13 Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 00:17
        Ja z kolei o świętowaniu czy to pracowym (święto pracy) czy prawosławnym (już
        Wielkanoc mam za sobą, na szczęście) nie mam co marzyć. Dopiero teraz udało mi
        się dorwać do kompa, kiedy wykąpałam latorośle i uśpiłam dwoma Dębowymi Mocnymi
        małża. Dzień spędziliśmy bowiem nader pracowicie na działce teściów, którzy
        bawią obecnie u córki w Lodynowie, a na reszte potomstwa spadł uroczy obowiązek
        uporządkowania działki, odgórny, terminowy, z urzędu, a co, wszędzie musi być
        porządek (vide - donos sąsiadów;). Więc cały dzień karczowanie i palenie,
        palenie i karczowanie, sama radość;)Podobnie rzecz się ma mieć w poniedziałek,
        który wzięłam sobie wolny, żeby trochę czasu poświęcić potomstwu, przy ognisku
        rzecz jasna, no i kolejnemu karczowaniu;)
        W planach miałam trzy książki; wszystkie w jakimś sensie z obowiązku:
        a) Syn Noego, autora nie pomnę, ale to ten od Pani Róży i Oskara, czyli dziecko
        umierające na raka, najnowsza seria dla myslącej młodzieży, oswajająca lęki
        egzystencjalne, czytana przeze mnie gwoli umożliwienia zawiązania nici
        porozumienia z dorastającoą latoroślą.Pozycje na szczęście krótkie,
        skondensowane.
        b) dokończenie Domu z papieru - niezłej książeczki o zafiksowaniu w stronę
        książek, czyli coś dla mnie:)
        c)Książka, której tytułu i autora wymienić nie mogę,co bym się przed Wami
        totalnie zblamowała, a którą obiecałam przeczytać z polecenia i pożyczenia od
        osoby, z którą chciałabym zawiązać dobre stosunki (jestem czasami okropnie
        interesowna;(.
        Jednym słowem niemal wyłącznie obowiązki, miejmy nadzieję, że nie tak bardzo
        przykre. A do tego dłłłługie spacery z psem, dłuuuuuugie rozmowy z dorastającą
        latoroślą płci żeńskiej, która też odkrywa uroki czytactwa. A to obowiązek
        nader miły, wbrew pozorom. W sferze marzeń jakiś dobry koncert,o ile
        karczowanie pójdzie sprawnie:)
        Pozdrowienia:)
    • kwiecienka1 Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 17:49
      :-)))
      Długi łikend zaczęłam dopiero dziś :-(
      w planach mam:
      1. przede wszystkim, nareszcie się wyspać (mam porażający niedobór snu)
      2. odszukać telewizor (dawno go nie widziałam, ale był tu gdzieś...) i coś
      sobie pooglądać, ale raczej niezobowiązującego intelektualnie :-)))
      3. jeśli chodzi o wątek literacki to w kolejce czeka Dubravki Ugresić "Baba
      Jaga zniosła jajo" i "Wymazywanie" Thomasa Bernhardta (którego trochę się
      boję...).
      4. mam też trochę zaległej prasówki :-)
      5. zaległego prania, prasowania :-( wypadałoby też umyć okna i oddać się innym,
      równie prozaicznym pracom domowym
      6. no i nie zapomnieć o TWA! powoli się od niego uzależniam co mi wogóle nie
      przeszkadza...
      pozdrawiam majowo,
      Kwiecieńka Wypoczywająca
      • kwiecienka1 Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 18:02
        upsss,
        literówka mała :-)))
        miało być: Bernharda
        to dlatego, że (niestety) nie znam niemieckiego (usprawiedliwiam się)
        :-)
        • braineater Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 18:09
          Pisownia nieistotna:)
          Utknłąem 3 tygodnie temu na 300 stronie, przeczytałem kilka innych ksiązek i
          nie mam motywacji żeby do niej wrócić.
          chyba mi wstyd:)
          Pozdrowienia:)
        • staua Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 18:29
          A ja w ogole Bernharda nie znam, a nazwisko kojarze tylko dlatego, ze Lupa wystawil jakas jego sztuke,
          w ktorej gra moj kolega z klasy licealnej... (sama tego przedstawienia tez nie widzialam, bylo w W-wie
          w Teatrze Dramatycznym). Nie mam pojecia, czy to cos ciekawego.
          • braineater Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 19:03
            hmm - ja znałem wcześniej tylko dramat 'szafa' i tak średnio mi podszedł, ale
            ja w ogóle z teatrem jestem średnio zaprzyjaźniony. A prozę polecał Broch, więc
            sięgłem i ...
            ale może po prostu musi mi sie ten tekst w główce uleżeć, bo na pewno nie jest
            zły, tylko chwilowo nie w moich klimatach
            Pozdrowienia:)
            • staua Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 19:40
              A ja bardzo lubie teatr, ale w tej chwili z polskim teatrem jestem srednio
              zaprzyjazniona, bo nawet jak jestem w Polsce, to chodze do Filharmonii albo
              opery tylko, ze wzgledu na M.
            • broch Re: de fjuczer bilongs tu as 02.05.05, 04:16
              "A prozę polecał Broch, więc sięgłem i ..."

              Cholera mam wyrzuty
              Lubie Bernharda, uwazam ze jest zgryzliwie zabawny. Nie ma jednak co faceta
              dreczyc. Jesli nie chcesz sie "poddac" to moze sproboj "Starych Mistrzow"?
              "Wymazanie" to jego ostatnia ksiazka i chyba najbardziej zaangażowana. Jest to
              swego rodzaju kompleks austriacki. We wczesniejszych powiesciach nie dokucza tak
              bardzo.
    • kwiecienka1 Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 20:24
      :-)
      Z teatrów to najbardziej lubię Teatr Telewizji... Niestety, jeżeli było w nim
      coś z Bernharda to najwidoczniej przegapiłam :-(
      Nigdy jeszcze nie miałam przyjemności z tym panem (i czytając posty na forum &
      recenzje przeróżne to mam wrażenie, że z przyjemnoscią to może być
      kiepściutko), na razie przymierzam się do niego i cały czas zastanawiam się czy
      jest coś, co może powinnam najpierw przeczytać. Może uda mi się wyłudzić jakąś
      poradę od zaprzyjaźnionych forumowiczów?
      • beatanu Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 20:38
        Ponieważ jestem w podobnej sytuacji, jak Ty Kwiecieńko zajrzałam sobie do
        Merlina, "mojego opiniotwórcy"... Proszę bardzo:
        www.merlin.com.pl/frontend/towar/394191
        Rozliczanie się z przeszłością bywa czasami cholernie bolesne... Już
        wrzuciłam "Wymazywanie" do przechowalni:)
        • braineater Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 20:53
          tyle co mogę powiedzieć po przeczytanych 3/4 - to nie jest ksiązka na szybką
          lekturę, to nie jest sztuka przyjemna, to jest ostro obrazoburcze i
          przesiąknięte nienawiścią, najbardziej zblizone chyba do początkowych partii 'Z
          zamku do Zamku' Ferdinanda Celine'a - jeden totalny bluzg antywszystko i
          wszyscy. Tylko, jak u Celine'a ten skowyt brzmiał dla mnie naturalnie i
          prawdziwe, tak u Bernhardta oscyluje na granicy nieświadomej parodii. Nie
          przekonuje mnie po prostu 50 kilkulatek skomlący jak 15 latek pod wpływem
          egzystencjalnych lektur, że świat jest zły, ludzie brzydcy a moje zycie to
          katastrofa i ciągłe uwikłanie w związki z przeszłością. Przy czym dodać musze,
          że mimo mojego sceptycyzmu bywa ten skowyt czasmi nader trafny, bardzo czasem
          ironiczny, tyle, że brakuje mi tu jakiegoś nawiasu, autodystansu czy chociażby
          cienia próby przyznania, że część tych żali i lamentów wynika z takiej a nie
          innej konstrukcji psychicznej lamentującego. Czasmi bywa to po prostu żenujące.
          Ale może te ostatnie 200 stron jest inne...
          Pozdrowienia:)
    • kwiecienka1 Re: de fjuczer bilongs tu as 01.05.05, 22:15
      :-)))
      Dzięki, Beatanu!
      przeczytałam już chyba wszystko o B. w internecie, właśnie dlatego boję się
      zabrać do czytania...
      Swoją drogą, zastanawia mnie ten (a raczej ta) "czytelnik-samica" (z recenzji w
      Merlinie) - zabiorę się do "Wymazywania" to sprawdzę czy nim/nią jestem :-)))
      pozdr
      • beatanu Re: de fjuczer bilongs tu as 02.05.05, 10:30
        kwiecienka1 napisała:

        Swoją drogą, zastanawia mnie ten (a raczej ta) "czytelnik-samica" (z recenzji w
        >
        > Merlinie)

        Też na ten passus zwóciłam uwagę... Mam feministyczne "skrzywienie" i
        niesamowicie irytują mnie tego typu komentarze, nie cierpię sztucznych
        podziałów na literaturę (czy sztukę w ogóle) dla "samców" i "samic". Ale nie
        jestem też człowiekiem, który porywa się z motyką na słońce. Robię swoje,
        staram się zwalczać stereotypy tam gdzie czuję, że to ma sens.

        P.S. W tej samej recenzji nie podoba mi się też deprecjonująca wypowiedź o
        poezji Szymborskiej ale każdy ma prawo do własnego zdania...
        Pozdrawiam:)))
    • braineater Sprawozdanie:) 03.05.05, 18:57

      1) Wymazywanie nieskończone, przegrało z 'To ja, Ediczka' Limonowa i 'Pustynią
      Tatarów' Buzzatiego
      2) Mechanik zobaczony, polecany, straszny
      3) 5x2 się nie ściągnęło więc zobaczono wzamiast 'Dziewczyny z kalendarza' -
      przemiły wesolutki film o mocno starszych paniach, które walczą z nudą i rakiem
      robiąc striptiz do kalendarza Womans Institute
      4) Leżenie na tarasie okazało się być przyjemniejsze niż rower - ale do
      supermarketu - 200 metrów od domu, pojechałem by bike:)
      5) Koncert zobaczony, bez wrażeń - jednak hip hop dużo lepiej sprawdza się na
      płytach
      6) zajęcia nie przewidywane a przyjemne - zobaczenie 'Angola' Sodenbergha,
      filmu który mnie zdziwił otumanił i zaskoczył - polecam, po zachodniemu nazywa
      się bodaj 'The Limey'
      Pozdrowienia:)
      • broch Re: Sprawozdanie:) 03.05.05, 20:02
        ad1.
        Limonowa nie znam, "Pustynie" czytalem ze dwadziescia lat temu moze warto wrocic.
        ad2. Nie wiem co to "Mechanik"
        ad3. 5x2? "Dziewczyny.." zabawne ale byl juz podobny film pt "Ozywiajac Neda
        Kelly" czy jakos tam: cala wioska konspirowala w celu uzyska nia nagrody ktora
        wygral swiezy nieboszczyk.
        ad5. hiphop to niaciaganie naiwnych bialych (w U.S.A.). Polski/bialy hiphop to
        dla mnie dosc zalosne (brak oryginalnosci) za wyjatkiem Eminem (ale tez bez porywow)
        ad6. Sodenberga poszukam, tytulu nie kojarze.
        • braineater Re: Sprawozdanie:) 03.05.05, 20:47
          broch napisał:

          > ad1.
          > Limonowa nie znam,

          Taki rosyjski naziol avangardzista, który w sumie jeden wart uwagi txt
          popełnił - własnie 'To ja Ediczka' a wstyd się przyznać, że ksiązke kupiłem ze
          względu na tłumacza - Józefa Czecha, któren jak nikt inny przerabia rosyjski
          mat' na polski bluzg, i buduje takie kilkunastopietrowe konstrukcje z bluzgów,
          że aż mnie zawiśc zawsze bierze. A co do samej ksiązki, ot historyjka
          radzieckiego emigranta w NY w latach końcowych 70', kojarząca się z Bukowskim
          (język, mizoginia), Gutierezem (programowy prymitywizm, mimo intelektu) i
          Genetem (miłośc do starszych, zadbanych panów z dużżżżżżżżżżżżą kasą). Potem
          koleś wrócił do Mateczki Rassiji założył totalnie naziolską partię i poszedł
          siedzieć za kolekcję broni nielegalnej, strzelanie do dziennikarzy i kolegów
          posłów oraz spalenie polskiej flagi (to ostatnie to juz jako bonus:)

          "Pustynie" czytalem ze dwadziescia lat temu moze warto wroci
          > c.

          Warto:) Co prawda jak gupi dałem się nabrac na slogan 'Buzzati to słoneczny
          Kafka':P ale jest to niewątpliwie dośc oryginalna lekturka. Autora wogóle nie
          znam, prócz jednego komiksu, który lata temu "LnŚ' druknęła.
          > ad2. Nie wiem co to "Mechanik" - straszny film o strasznym ludziu:) Taki
          misio cierpiący na bezsennośc i lekką anoreksję (odkryłem, że jest ktoś chudszy
          ode mnie - facet na oko 180 cm wzrostu i +/- 40 kilo wagi. Troszke podobne do
          Requiem dla snu, Memento i tego typu psychologizująco-halucynujących dokonań.
          Warto.

          > ad3. 5x2?

          Nowy film Francoise Ozona, ostatnio naj mojego europejskiego reżysera, tego od
          Basenu i 8 kobiet.

          "Dziewczyny.." zabawne ale byl juz podobny film pt "Ozywiajac Neda
          > Kelly" czy jakos tam: cala wioska konspirowala w celu uzyska nia nagrody ktora
          > wygral swiezy nieboszczyk.

          Neda Kellye'go nie znam, ale do Dziewczyn to akurat sporo filmów podobnych
          było - Billy Elliot, Orkiestra, Full Monty, czyli społecznicy brytolscy w
          wersji soft & izi. Przyjemne pierdołki w sumie o niczym ważnym ale z fajnym
          klimatem.

          > ad5. hiphop to niaciaganie naiwnych bialych (w U.S.A.). Polski/bialy hiphop to
          > dla mnie dosc zalosne (brak oryginalnosci) za wyjatkiem Eminem (ale tez bez
          por
          > ywow)

          Hmmm - pare polskich składów lubie - fisz, Kaliber 44, Abradaab, Stasio, Kanał
          Audytywny (ale własnie z płyt nie lajwów), Eminema cenię za teksty natomiast
          drażni mnie miałkością muzyczną, z amerykanów w sumie lubię tylko Beastie
          Boysów, The Roots i wczesne płyty Outcastów, a i tak najlepsze jak dla mnie hh
          robią brytole (Roots Manouva, Blockhead, CloudDead, Jedi Mind Tricks, Dj Vadim
          [to akurat naturalizowany rosjanin]), żapończycy (Dj Krush, ekipa z Samurai
          Champloo Music) i fhranzuzi (MC Solaar, Meneliq, MC Jean Gabin) - dobra muza,
          nieźli MC i w dwóch ostatnich przypadkach nie musze się obawiać, że odstraszą
          mnie głupimi tekstami:)

          > ad6. Sodenberga poszukam, tytulu nie kojarze.

          www.imdb.com/title/tt0165854/
          Pozdrowienia:)
          • daria13 Re: Sprawozdanie:) 03.05.05, 22:06
            Nie trawię hiphopu, w żadnej odmianie czy amerykańskiej, czy tym bardziej
            polskiej. Niektóre teledyski Eminema są, przyznam nienajgorsze , ale muzycznie
            totalnie nie łapię, sorry. Może ktoś mi wytłumaczy, o co w tym chodzi i jak to
            łykać, żeby nie być w tyle. Na szęście Młoda tylko przez chwilę była
            zafascynowana i to własnie głownie Emim, a teraz to chętnie słucha z mamusią
            radia jazz, ale dzieci są jak papużki i najchętniej naśladują rodziców, i
            bardzo dobrze:) Dla mnie polski hiphop niewiele różni się od starego discopolo,
            ale może jestem w błędzie.
            Jeszcze raz, sorry;)
            Pozdro ziomale:)))))
            Ps.
            Może nie całkiem na temat, ale niektóre kawałki Sistars nawet mnie cieszą, aż
            nogi same chodzą, w moim odczuciu są niezwykle rytmiczne i takie czasami fajnie
            bujakowe, choć poza tym to czysta komercha:)
            • dr.krisk Hiphopiac.... 04.05.05, 02:26
              Osobiscie sklonny bylbym uiszczac oplaty aby owego gatunku paramuzycznego nie
              sluchac.... Ze wzgledu na starcze upodobania muzyczne konczace sie Tomie
              Waits'cie oraz rozmaitych Celtach i Skandynawach, nie trawie calosci tego co
              sie slucha obecnie. No i bardzo dobrze.
              Dla mnie to wszystko to faktycznie - komercja az zeby bola!
              Yo!
              KrisK
              • braineater Hip-hop dla początkujących - lekcja 1 - Muzyka 04.05.05, 12:31
                Jako, że głosów anty pojawiło się kilka, poczułem zew misji, i kaganiec oświaty
                postanowiłem po raz kolejny założyć:)
                A więc - hip-hop. Wbrew podejrzeniom i niechętnym opiniom, ten styl wnosi
                całkiem dużo nowości do cokolwiek zaskorupiałych trendów muzycznych ostatnich
                lat 40. Wiekszości kojarzy się głównie z prostym rytmami na 4 i smętnie
                zawodzącymi chórkami o imponujących biustach, a to nie do końca prawda jest.
                Lekcję polecam rozpocząc od albumu Dj Shadow'a "Entroducing". Było to na
                poczatku lat 90'i wydawnictwo okazało się totalnym szokiem - okazało się
                bowiem, że można nagrać album hip-hopowy, bez elementu oralnego, czyli warstwy
                wokalnej. Mały Anglik, udowodnił swiatu, że z domowej kolekcji płyt, prostego
                oprogramowania i odrobiny muzycznego geniuszu, można stworzyć jedno z
                najważniejszych dokonań końca XX wieku. Doskonale dobrane sample z starych
                funkowych odjazdów, potężna sekcja rytmiczna - najczęsciej w zestawieniu zywy
                kontrabas vs automat perkusyjny, oraz mnóstwo drobnych smaczków, typu cytaty z
                klasyki kina - dialogi z Sokoła Maltańskiego, Casablanki, 3 sekundowy cytacik
                ściezki Przeminęło z Wiatrem, zbudowały jedną z naprawdę niezapomnianych płyt.
                Tak oto narodził się abstract hip-hop, któregom gorliwym wyznawcą. Inne
                dokonania tego gatunku po które warto sięgnąć:
                Dj Krush & Toshinori Kondo - jak dla mnie jedna z najlepszych płyt na świecie,
                bez podziału na gatunki i style. Mroczne podkłady, zbudowane na elektronicznych
                klikach, szumach i trzaskach (od czasu do czasu punktowane świstem samurajskiej
                katany, wyjmowanej z pochwy), wyrazisty bas, który jednakowoż nie ma roli
                wiodącej i przede wszystkim, człowiek, który gdyby nie był japończykiem, juz
                miałby zapewne etykietkę 'nowego Milesa Daviesa' czyli Toshinori Kondo i jego
                przesterowana trąbka. I jest tam wszystko - smutek 'Kind of Blue',
                dzikość 'Bitches Brew' i niesamowite przestrzenie jak z 'Tribute to Jack
                Johnson'. Jeden z najlepszych Dj i, moim zdaniem najlepszy wspólczesny trębacz,
                stworzyli dzieło z którego nie da się łatwo otrząsnoć i którego nie da się
                sprowadzić do hasła: 'eee tam, hip-hop'...
                Płyta kolejna, tym razem z Hameryki - Beastie Boys 'In the way the Sound out' -
                kolejne arcydzieło h-h, czysto instrumentalne i o dziwo bez udziału
                elektroniki - chyba, że za elektronikę uznamy stare klawisze Hammonda i
                syntezator Moog. Pólgodzinna wycieczka dźwiękowa w klimaty afro-funku lat 70'
                na skrzypce, perkusję klawisze i fortepian w której jeden z najważniejszych
                składów amerykańskich udowodnił, że h-h to muzyka najwyższej próby. Naprawdę
                polecam.
                Inni godni zauwazenia Amerykanie - The Roots, szczególnie z płytami 'Rare
                Instrumentals' i 'Iladelph Half-Life' - otóż i hip-hop w wersji wybitnej, z
                całkowicie żywym instrumentarium, na scenie występuje rasowy jazzowy sextecik,
                pod którego podkłady uwija się do 6 MC. Pełna free improwizacja, kojarząca się
                złotymi latami bopu i zaćpanym Coltranem grającym w małych zadymionych salkach.
                Można także sprobować posłuchac ściezki dźwiękowej z filmu 'Ghost Dog'
                Jarmusha, gdzie jeden z najwazniejszych przedstawicieli całej amerykańskiej
                sceny h-h, RZA, członek legendarnego Wu-Tang Clan, pokazuje możliwości hip-hopu
                jako muzyki ilustracyjnej i robi to moim zdniem perfekcyjnie. Minimalizm,
                oszczędnośc w doboże sampli, ogólnie dołujący klimat i powstaje płyta-cud.
                Na zakończenie prezentacja polska, mam nadzieję, że rozpoznawalna choćby z
                nazwy, czyli wrocławski Skalpel - instrumentalny abstrakcyjny hip-hop,
                zbudowany głownie na samplach z starych polskich jazzowych arcydziełek - od
                Karolaka przez Miliana do Novi Singers, utrzymana w klimatach muzyki lat 70',
                totalnie rozbujana i zabawowa, nie rezygnująca przy tym z ambitniejszych
                komplikacji w strukturze utworu. Jako próbę przekonania się do h-h polecam
                najbardziej nieśmiałym.
                Jutro lekcja 2 - Tekst:)
                Pozdrowienia:)
                • daria13 Re: Hip-hop dla początkujących - lekcja 1 - Muzyk 04.05.05, 15:34
                  Bardzo dziękuję za lekcję, ale ja jakoś dziwne wrażenie odnoszę, że my o
                  zupełnie innych gatunkach muzycznych rozmawiamy;) albo ja może z innej planety
                  pochodzę. NIe wiedziałam, że ja aż tak bardzo do tyłu jestem;( Czy masz
                  świadomośc jak przeciętnemu słuchaczowi kojarzy się hip-hop? Wierz mi, że
                  zupełnie, ale to zupełnie inaczej. Wielkie ukłon dla pana fachofca:)))
                  Pozdro, joł:)
                  Ps.
                  Przypomniało mi się, że jest jeszcze coś takiego jak trip-hop i Massive Atack,
                  to już znacznie lepiej trawię, a czy oprócz podobieństw nazewniczych są jszcze
                  jakieś inne, bo ja nie znajduję?
                • broch Po raz pierwszy 05.05.05, 15:56
                  opinia braineatera jest dla mnie KONTROWERSYJNA.
                  braineaterze jestes KONTROWERSYJNYM autorem

                  Miles Davis (wymienione przec Ciebie plyty przesluchalem sobie z ciekawosci w
                  domu aby znalezc podobienstwa o ktorych piszesz) czy Coltrane (nie przepadam za
                  wyjatkiem "Ascension" ktorej moge sluchac non-stop ale kobiety mi sie buntuja)
                  sa lata swietlne od muzyczki hip hop (sluchalem niektorych w borders wczoraj
                  dlatego odpowiadam dzisiaj)
                  Toshinori Kondo to nie hiphop a jesli wplywy to chyba nie Trane. Chyba ze
                  chciales sprawdzic czy nie spimy :) mieszanka fusion/world fusion. Nie bardzo
                  rozumiem skad Kondo przy hiphopie?
                  Beastie Boys sa dla mnie rozczarowaniem ich dobra muzyka to czasy punku, teraz
                  budza wylacznie niesmak (ZDRADA!).
                  Nie hip-pop jest nudny i zdecydowanie dla bialych od czarnych (to nie rasizm).
                  Polski hiphop to po prostu brak pomyslow, dosc slodki i malo "wojowniczy" we
                  mnie budzi wylacznie usmiech politowania gdy widze polskich hiphop nieudalonie
                  probojacych byc "cool" w amerykanskim stylu. Jesli chca byc oryginalnie to w
                  pierwszej kolejnosci radze podarowac sobie gesty i mimike potem moze cos od siebie.
                  • staua Triphop 05.05.05, 17:22
                    Zdecydowanie to cos innego niz hiphop, Trip hopu jestem fanka, oraz tego, co z niego wyplywa
                    (Massive Attack to sztandarowy przyklad, ale tez Morcheeba, Moloko... dla mnie od tego wyszly tez
                    Faithless, nawet Dido (tak!), Moby... super rzeczy)
                    • broch Re: Triphop 05.05.05, 17:53
                      trip hop: dla mnie numer jeden to Potrishead "Dummy" oraz Tricky "Maxinquaye"

                      Aha, DJ Krush pewnie czylby sie "offended" za naklejke hip hop ostatecznie to
                      jest acid jazz choc ostatnio coraz trudniej odroznic acid jazz od muzyki innej
                      • staua Re: Triphop 05.05.05, 18:53
                        Tricky bardzo lbie. Portishead ostatnio ucichlo... nie wiem, co sie stalo.
                        Ja lubie jeszcze (nie bylo wymieniane tutaj) wszelkiej masci chillout, albo klimaty typy muzyki z filmu
                        "Himalaya".
                        • daria13 Re: Triphop 05.05.05, 19:13
                          Z pytaniem o trip-hop to znowu trochę podpucha była, żeby ożywiwć rozmowę,
                          sorki;). Portishead też bardzo lubię,Moloko czasem, choć miałam okres, że
                          słuchałam na okrągło i trochę zamęczyłam.
                          Jestem ciekawa, czy znacie zespół Archive, który pod ten gatunek też
                          podciągają. Moja znajoma określiła ich muzykę jako Pink Floyd po liftingu i
                          bardzo mi to do nich pasuje, z tym że ona była pełna entuzjazmu, dla mnie to
                          koszmarne popłuczyny.
                          Jeśli znacie to podzielcie się swoimi wrażeniami, jeśli nie, to nie macie czego
                          żałować:)
                          Chillout też lubię:)
                          Pozdrawiam:)
                  • braineater Re: Po raz pierwszy 05.05.05, 18:55
                    broch napisał:

                    > opinia braineatera jest dla mnie KONTROWERSYJNA.
                    > braineaterze jestes KONTROWERSYJNYM autorem
                    >
                    No kurde, żem sie poczuł jak Bukowski albo Houlebeceque co najmniej - JESTEM
                    KONTROWERSYJNY! łał:)

                    > Miles Davis (wymienione przec Ciebie plyty przesluchalem sobie z ciekawosci w
                    > domu aby znalezc podobienstwa o ktorych piszesz) czy Coltrane (nie przepadam
                    za
                    > wyjatkiem "Ascension" ktorej moge sluchac non-stop ale kobiety mi sie buntuja)
                    > sa lata swietlne od muzyczki hip hop (sluchalem niektorych w borders wczoraj
                    > dlatego odpowiadam dzisiaj)
                    > Toshinori Kondo to nie hiphop a jesli wplywy to chyba nie Trane. Chyba ze
                    > chciales sprawdzic czy nie spimy :) mieszanka fusion/world fusion. Nie bardzo
                    > rozumiem skad Kondo przy hiphopie?

                    Własnie ze względu na Krusha - wbrew twojej opini uznawanego za jednego z
                    najważniejszych hh didżejów na świecie - patrz chociażby film "Scratch" i
                    zestawienia New Musical Express (wiem, wiem) za lata 90te. I właśnie na "Ki-
                    oku" hip-hopowych breaków, sratchy i innych elementów jest na tyle duzo, że
                    spokojnie etykietka hh do tego albumu pasuje. Bardziej wyraziste hh jazdy
                    Krusha znajdziesz na "Zen" i całkiem nowej czyli "Jaku". Natomiast dla Kondo to
                    jazda chyba była jednorazowa, bo potem to już słyszałem tylko jego albumy z
                    Laswellem.

                    > Beastie Boys sa dla mnie rozczarowaniem ich dobra muzyka to czasy punku, teraz
                    > budza wylacznie niesmak (ZDRADA!).

                    Oj ja rozumiem sentyment do "Paul's Butique" ale nie powiesz chyba, że "License
                    to Ill" do Ciebie zupełnie nie trafiło? A płytki polecanej "In the Way of the
                    Sound out" poszukaj koniecznie. Gwarantuje duzy szok poznawczy:)

                    > Nie hip-pop jest nudny i zdecydowanie dla bialych od czarnych (to nie rasizm).
                    > Polski hiphop to po prostu brak pomyslow, dosc slodki i malo "wojowniczy" we
                    > mnie budzi wylacznie usmiech politowania gdy widze polskich hiphop nieudalonie
                    > probojacych byc "cool" w amerykanskim stylu. Jesli chca byc oryginalnie to w
                    > pierwszej kolejnosci radze podarowac sobie gesty i mimike potem moze cos od
                    sie
                    > bie.

                    99% racji, 0.5% uprzedzenia i stereotypów, 0.5% nie racji. Oczywiście -
                    podróbka. Oczywiście - tępe kserowanie. Oczywiście - w większości porażające
                    głupotą teksty. Ale. Są ludzie, którzy do polskiego hh wnoszą sporo talentu i
                    chęci pokazania że można inaczej - Fisz, Dj Felix (z Kalibra 44, swoją droga
                    bardzo udanej kapeli) M.bunio.S, którzy próbuja myśleć o hh inaczej, łacząc go
                    w przedziwne konfiguracje. Polecam, jak znajdziesz po sieci bootleg, albo jeśli
                    zdecydują się to opublikowac poszukac wspólnego projektu Fisza i
                    Bunia "Lutosfera" - na razie widziałem/słyszałem to live i powiem, że jest to
                    masakra - Witold Lutosławski w skreczach, breakach szumach i trzaskach, plus
                    spokojna nawijka Fisza w rzadkich momentach i daje to niesamowity wręcz efekt.
                    A co do trip-hopu, to moje serce się skłania raczej ku solowej Beth Gibbons -
                    Out of season, cudna płyta i Trickiemu z dóch mniej znanych płyt, pjednej jako
                    Nearly God - Poems (duety z Biorkową, Neneh Cherry itp) i Tricky - Angels with
                    dirty faces - największy muzyczny dół od czasu Joy Division (mówimy oczywiście
                    o tych dołach które zaistniały w mediach:)
                    Pozdrowienia:)
                    • broch Re: Po raz pierwszy 05.05.05, 19:19
                      Z tym KONTROWERYSJNYM to dla darii dla Ciebie to tylko posrednio jako naturalna
                      konsekwencja. :) (jak sie robi eye blik?)
                      Bukowski to slaba wersja Celine'a oraz Sartre w smaku cienkiej herbaty? Francuz
                      jest na rynku bo nic innego nie ma? Absolutnie nie doceniasz swojej
                      kontrowersyjnosci :)

                      DJ Krush sam siebie kwalifikuje do acid jazz (moj post wyzej)
                      Polski hiphop jest mi znany z trzech tygodni wakacyjnych. Kompletnie nie zrobilo
                      to dobrego wrazenia.
                      Byc moze iz sa to utalentowane chlopaki, ale nasladownictwo daleko nie pociagnie.
                      Nie idzie mi o to ze "tepe", chodzi mi o brak czegos ekstra. Czegos co mozna
                      okreslic jako "polish new vawe". Jest to mozliwe (polski jazz jesto dobrym
                      przykladem). Aha, bardziej sie smieje sluchajac hip hop po francusku i czesku.
      • dr.krisk Dino Buzzatti... 04.05.05, 02:19
        No prosze - historia kolem sie toczy! Zapomniany (prawie) znakomity autor
        opowiadan, swego czasu (jakies cwierc wieku temu znaczy) obficie drukowany w
        Przekroju - powraca.
        Milo.
        KrisK
        P.S. Za Limonowa podziwiam :). Jednak polecalbym rower. Szkoda czasu na lektury
        niewazne i niepotrzebne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka