braineater 16.06.05, 10:38 aktywności forum 1200 postów wychodzi po 200 postów na dzień (popraw Toperzu, jeślim cos pomylił) Może powinniśmy założyć regularną gazetę - materiału jak widać nam nie brakuje:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
daria13 Re: 60 dni 16.06.05, 10:47 Jam co prawda nie Toperz, ale mi wyszło 20 dziennie. Oj kolega chyba za bardzo entuzjasta:) A myślałam, że to tylko ja tak mam:) Aleć 20 dziennie to chyba też nie mało, zważywszy, że bywały dni bezpostowe, zanim się na dobre rozkręciliśmy. Serdecznie pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: 60 dni 16.06.05, 10:52 wiedziałem, że trzeba było wziąść karkurator:) ale 20 to też całkiem nieźle:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: 60 dni 16.06.05, 10:58 Popieram Darie, a na przyszlosc radzilbym sie mnie o rachunki zadne nie pytac. Jak wiadomo, sa trzy rodzaje matematykow: ci, ktorzy liczyc potrafia, i ci, ktorzy nie. Pozdrowienia, nntpz Odpowiedz Link Zgłoś
kwiecienka1 Re: 60 dni 16.06.05, 12:25 :-) 20 postów dziennie to i tak sporo nie wiem ile nas tu jest - aktywnych chyba nie więcej niż 20... a co do gazety... czy ktoś z was kiedyś chciał być dziennikarzem? do jakiej rubryki chcieliście/chcielibyście pisać? rozumiem, że Ojciec Założyciel objąłby recenje :-) ale i tak bylibyśmy mu się wtrącali... moje doświadczenie dziennikarskie: baaardzo specyficzna gazetka wydziałowa (2 wywiady i 1 recenzja + garść oryginalnych przepisów) pozdr K. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: 60 dni 16.06.05, 12:43 heheh - ja własnie od dwoch dni probuję uzyskac wywiad dla "Ultramaryny" (kwiecieńka zna, reszcie tłomacze, że to bezpłatny podłogowiec kulturalny katowicki) z naczelnikiem wydziału ruchu w Katowicach na temat ściezek rowerowych a dokładniej ich braku. I juz znam wszystkie sekretarki, wszystkie 5 numerów telefonów i w ogóle, a pana naczelnika jak nie było tak nie ma:) Natomiast dziennikarka jako taka jest zabawna jako zajęcie dorywcze typu hobby natomiast nie widze się, jak łaże i gadam z ludźmi, dopytujać się ich np o poglądy na politykę czy inne tam takie. A recenzję wole pisac, ot tak, dla siebie głownie, bo po pierwsze lepiej wtedy zapamietuję co czytałem, po drugie, jak piszę to mi się przeczytane w głowie układa, i po trzecie - pisanie dla kogoś lub za pieniądze, zawsze się wiąze z pewnymi dyskretnymi probami nacisku zaburzającymi subiektywizm oceny - a to nieładnie:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: 60 dni 16.06.05, 13:06 Hehe, a moje doświadczenie dziennikarskie obejmuje pisanie psychozabaw, ale nie powiem, do jakiej gazety :-) Czyli mamy już dział kulinarny, recenzje i psychozabawy. Kto da więcej? Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: 60 dni 16.06.05, 13:37 Ja bym dodała dział o dzieciach, ale po pierwsze boję się trochę Brocha, a po drugie na TWA chyba jednak przeważają osobniki bezdzietne. Ok, spoko, żartowałam:) Ale skoro tak wiele było o fryzurach, to może dział porad fryzjerskich:))) :) Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Noida 17.06.05, 08:28 a możesz zdradzić sekret, na czym polega pisanie tych psychozabaw i co to tak właściwie jest?:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: 60 dni 17.06.05, 10:19 Wydaje mi się, że nie tylko dynamika naszego forum jest zadawalająca, to znaczy ilość postów, ale przede wszystkim ich jakość! Zdarza mi się z ciekawości zaglądać na inne fora, które też są w jakimś sensie towarzyskie, ale tam nikt nie pisze tak "przydługich" a przede wszystkich tak interesujących postów. Może to tylko moje wrażenie i sprawdza się tu porzekadło, że każda sroczka swój ogonek chwali, ale myślę, że my naprawde jesteśmy nieźli:))) I tak trzymać!!!! Pozdrowienia w piękne piątkowe przedpołudnie:) Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: 60 dni 17.06.05, 13:50 Nasze forum ma jeszcze jedną wyższość nad innymi forami, nawet nad najlepszym FK. Oprócz ilości i jakości postów wszyscy się tutaj szanujemy, dzięki czemu żadne pytanie praktycznie nie zostaje bez odpowiedzi (no prawie żadne;), dyskusja na jakiś temat umiera śmiercią naturalną z powodu wyczerpania tematów i nikt nikogo nie zostawia w połowie rozmowy, jak tego już dwukrotnie doświadczyłam na FK i to od osoby, z którą rozmawiałam długo i namiętnie. W pewnym, niczym nie poprzedzonym, najmniej oczekiwanym momencie po prostu koniec rozmowy, całkowite wyciszenie, zero odzewu. Wiem, że taka może być specyfika forum, ale nie jest to komfortowa sytuacja, czuję się niemal jak porzucona, hmmm ...nie wiem kto. Za pierwszym razem myślałam, że może stałam się już zbyt nudna, ale po co w takim razie ten ktoś zaczął ze mną kolejną, żywą i długą rozmowę, żeby ją potem bez zdania racji nagle zrywać? Może bawi się moim kosztem? Ja to w każdym razie odbieram trochę jako brak szacunku do rozmówcy. A może za bardzo się przejmuję? Jak myślicie? Btw. zastanawiam się dlaczego tad9 przestał się odzywać w wątku Jak wyjść z szafy. MOże do tego stopnia poruszył go wiersz Nastolaty, że go zatkało. Chyba wątpię, ale w jego przypadku, kiedy tak lubi mieć ostatnie słowo, to trochę dziwne, nie sądzicie? :) Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: 60 dni 17.06.05, 13:54 Za bardzo się przejmujesz:) A aluzję odebrałem, i na pytania z wczoraj odpowiedziałem wczoraj - patrz wątek Śmieciowisko:) A urwane dyskusje...hmmm - zawsze można do nich wrócić. Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: 60 dni 17.06.05, 14:17 Przepraszam. Wielkie dzięki za odpowiedzi, nie wiem dlaczego przeoczyłam, ale jakaś taka okropnie przemęczona ostatnio jestem:( Błagam o jakieś namiary na płytę Viana. Ja to po prostu muszę mieć, bo Vian jest jedną z moich największych miłości:) A co do urwanych dyskusji, to raczej trudno jest je podjąć samodzielnie, bo w dyskusji to trzeba jednak przynajmniej dwojga:) Jeszcze raz dziękuję. Murakamiego wczoraj skończyłam i przynajmniej zakończenie mnie nie rozczarowało, bo lubię otwarte, nie do końca dopowiedziane zakończenia, choć muszę przyznać, że bardzo chciałam się dowiedzieć czegoś o losach Shimamoto, ale tak też jest fajnie, można się pobawić w domniemywania:) Kronikę i Owcę przeczytam też z pewnością. Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: 60 dni 17.06.05, 16:43 Moze Tad stwierdzil, ze juz zwyciezyl w tej wymianie zdan...Tez mnie zdziwila jego nieobecnosc, bo on sie chyba nigdy nie poddaje, a tutaj... niespodzianka. Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: 60 dni 18.06.05, 00:24 Ja też myślałam, że może go znudziła wymiana zdań z osobami, które rozumują inaczej, a niektórzy rozmówcy mieli niezłe, moim zdaniem argumenty, ale zauważyłam,że on zawsze lubi mieć ostanien słowo, nawet jeśli ma się za wygranego, a w sumie przecież tak jest zawsze. Troche to dziwne i szczerze mówiąc niepokojące, a co najgorsze brakuje mi tej niedokończonej rozmowy:( Czy coś ze mną nie tak? Pozdro:) Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu Re: 60 dni 19.06.05, 19:26 Moje "doświadczenia" dziennikarskie ograniczają się do iluś tam (nie więcej niż dziesięciu) listów do redakcji czasopism różnych, nawet parę - uwaga! chwalę się okrutnie! - zostało wydrukowanych jako list tygodnia, miesięca czy jakoś tak. Temat - feminizm of course, czy może bardziej jego (pojęcia) odczarowywanie. Chociaż sto lat temu pisałam o ekologii...Ale w NASZYM periodyku mogłabym mękolić o uprawianiu roślinek różnych i przy okazji propagować kuchnię wegetariańską (spokojnie, nie jestem fanatyczką ;) A tak w ogóle, to na samę myśl o tym, że jakby zebrać nasze doświadczenia i wiedzę i umiejętności... to ho ho! No kurczę, nie wiem jak to zdanie zakończyć... W każdym razie cieplutko i miło mi się robi :) Wasza B, chwilowo w domu (dziecię jedno z rockowania ostrego trzeby było odebrać, drugie - na drugi koniec kraju wyprawić. Ale to tylko preteksty - przecia tak naprawdę, to musiałam nadrobić zaległości forumowe ;)) I - odebrać prawo jazdy, bo stare na nowe wymienić trzeby było... Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: 60 dni 20.06.05, 13:37 Dziennikarsko mialem sie okazje wykazac wylacznie majac lat 15 minifelietonem napisanym po powrocie z wymiany miedzyszkolnej i opublikowanym w Dzienniku Lodzkim. Zostal on zreszta w sposob jak najbardziej zasluzony ciezko skrytykowany przez moja owczesna pania do polskiego. Jesli chodzi o rubryke w TWA-miesieczniku, podjalbym sie ewentualnie pisania o sporcie. Ponizej kilka argumentow: - nikt inny nie chcialby zajac sie tak prymitywnym tematem - w wieku lat 7, kiedy pani wychowawczyni kazala nam wybrac wymarzone zawody, zdecydowalem sie na dziennikarza sportowego (nic innego nie wydawalo sie byc lepszym) - uprawialem dosc niepowaznie jedna powazna dyscypline sportowa - uprawialem dosc powaznie jedna nie do konca powazna dyscypline sportowa (to znaczy ja zawsze uwazalem, ze jest powazna, ale np. pielegniarka przy badaniach przed pojsciem na studia nie chciala mi jej wpisac do karty zdrowia) - wiadomosci sportowe sa zawsze na ostatniej stronie, i latwo do nich dotrzec w zwiazku z tym. A jak sportowe doswiadczenia TWA ogolem? Pasujemy do stereotypu okularkowych mizerot? Czy tez wrecz przeciwnie? Wasz nienietoperz Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Sporty 20.06.05, 14:43 Sporty wyznawane przeze mnie: bilard szachy (nader amatorsko) te dwa jako głowne, bowiem jako jedyne nie wymagają odłożenia papierosa rower - głownie wściekła jazda po mieście z adrenalinową muzyką na uszach - podstawowy środek transportu po prostu. skałki - o tym już pisałem i pływanie - ale tylko w akwenach sztucznych, zadaszonych i zamkniętych bo wody nieokiełznanej cywilizacją jakoś się obawiam. No i oczywiście liga Counter Strike'a:) natomiast w dziecięctwie miałem pomysł zostania gimnastykiem sportowym i kolegom dwa lata zajeło przekonanie mnie, że to sport dla 'lasek i pedałów' i zainteresownie mnie (krótrkotrwałe na szczęście) odmianą karate - z czego po dwóch tygodniach z dziką ulgą zrezygnowałem. Natomiast jedyny sport któremu wiernie kibicuje, to tylko i wyłacznie boks. Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Rower w miescie 20.06.05, 15:20 Z dedykacja dla cyklistow miejskich link do felietonu z roznymi poradami. Osobiscie jeszcze nie zaczalem jezdzic w kabaretkach (nienietoperzowa twierdzi, ze tak to = fishnets sie po polsku nazywa) www.guardian.co.uk/weekend/story/0,3605,1487422,00.html Wasz nntpz Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: 60 dni 20.06.05, 15:01 Okularkowa mizerota, ładne. Czy się załapuję? Hmmm, nie do końca. Od maleńkości nie przejawiałam nigdy zainteresowania sportem, ani czynnym ani biernym, zero, null. Tylko książeczka, cichy kącik i tyle zawsze mi do szczęścia było potrzeba. Teraz to zamiast cichego kącika, cholera, musi mi często wystarczyc zatłoczony autobus podmiejski, bo w domu dzieci i inne obowiązki nie pozwalają się zaszyć. Jestem kaleką, w pewnym sensie, nawet pływac się nie nauczyłam. Mizerotą nie jestem, bo 174 cm wzrostu jak na kobietę to nawet sporo, i z tego powodu zawsze byłam dyskryminowana przez nauczycieli wf-u. Bo jak to, takie masz dziewczyno warunki i nie chcesz uprawiać koszykówki/ siatkówwki i co tam jeszcze. Brrr. Największą traumą mojego dzieciństwa i wczesnej młodości były gry zespołowe na wf-ie. Zawsze, zawsze byłam wybierana jako ostatnia do drużyny. Kto tego nie zaznał, nie ma pojęcia jakie to przykre uczucie. Byłam po prostu najgorsza i tak zostało do dziś. Może to stąd ta kompensacja książkami:). Choć chyba jednak przez to, że książki były zawsze na pierwszym miejscu, zabrakło czasu dla sportu. Dobrze chociaż, że mimo zaawansowanego wieku, nie imają się mnie choroby bedące wynikiem siedzącego trybu życia. Zero problemów z kręgosłupem i takie tam. A ogólnie wyznaję zasadę, że im większa odporność na stres, tym mniej chorób. Jestem tego żywym przykładem, w przeciwieństwie do mojego małża, który w młodośći sport uprawiał czynnie, a do dziś cierpi z powodu jakichś urazów kręgosłupa,jakich się natenczas nabawił, a w życiu dorosłym jeszcze stresująca praca, co w sumie sprawiło, że boli go coś nieustająco. Więc sama już nie wiem, czy jestem taką kaleką, przez to że nie uprawiałam, nie uprawiam i pewnikiem uprawiać nie będę. Tylko czasem przed dziećmi trochę wstyd, bo one na szczęście nie odziedziczyły po mamusi niechęci do sportu. Fenks god! A czytać, czytają na szczęście też. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was zaznał tej traumy dzieciństwa, związanej z wybieraniem do drużyny i czy też wspominacie tu z takim bólem:( Pozdrawiam serdecznie:) Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: 60 dni 20.06.05, 15:14 Jesli chodzi o zdrowie, to oczywiste jest, ze wszelakie uprawianie sportu i ruszanie sie moze tylko zaszkodzic. I tak w piatek najpierw wieczorem gralem w siatkowke (bolesnie skrecona kostka prawa), a potem wracalem rowerem do domu (zderzenie czolowe, na szczescie z rowerzysta i przy malej predkosci, potluczone dokladnie kolano lewe). W efekcie weekend spedzilem glownie na kanapie, pojekujac od czasu do czasu oraz meczac na zmiane asymetryczne formy Dirichleta i Wscieklosc i wrzask (wbrew wypowiedziom Brocha na FK, latwiej mi chyba przychodzilo wykreowanie czegos nowego w pierwszym temacie, niz percepcja Faulknera). Bycia wybieranym na koncu specjalnie nie pamietam, pamietam za to dotkliwie bycie najgrubszym i najpowolniejszym chlopcem w klasie i znienawidzone `biegi dlugie'... Pozdrowienia, nntpz Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: 60 dni 20.06.05, 15:34 O tak! Piepszone 'zajęcia w podgrupach', czyli koszmar który rozpoczął się już w przedszkolu, od pani Jadzi co wypędzała nas, bahorki okutane niemożebnie w lutowy przymrozek na boisko i zachęcała rykiem i wrzaskie do zabawy w 'stary niedźwiedź mocno spi' albo stosowała okrutne metody wprost z sowieckich lagrów pod tytułem 'a teraz ustawiamy się w kółeczko i spiewamy, spiewamy'. Żesz w mordę... (dygresyjka-dykteryjka z podstawówkowych wspomnień: Jako, że szkoła moja do szlachetnych tysiąclatek nalezała, zapewniała także nauczycielom lokum, w tzw Domu Nauczyciela, położonym nieopodal. I tak jakos pewnej pieknej zimy, pani z ZTP-te, zgarnęła dzieciaczki wszystkie w jakąs sobotę, typu 'odrabiamy lekcje' i zapowiedziawszy, że idziemy szukac skarbów, zawlokła nas na Domu Nauczyciela podwórzec. Podwórzec przysypany jakąs okrutna warstwą śniegu i wiecznej zmarzliny, a pańcia radośnie komenderuje - no to teraz przekopcie się przez ten śnieg, tam NA PEWNO sa skarby! No to dzieciaczki dawaj, nurzac jednopalcowe rękawice w zaspach okrutnych, tarzać się jak bałwany na wolności, aż tu nagle!: spopod sniegu wychyla się jakaś płaszczyzna i jest jej coraz więcej i więcej. Zaangażowanie pełne, możesmy odkryli jakies tajemne malowidło albo co i pokarza nas w "Piatku z Pankracym"!. Nie minęła kolejna godzinka radosnych wykopków przy wtórze entuzjastycznych porzykiwań pańci i już odkopaliśmy oba dywany przemyślnie sniegiem w celu oczyszczenia przez sprytna uczycielkę przysypane. Jeszcze tylko trzeba je było zrolować, wnieśc na pierwsze piętro i już mogliśmy sie cieszyć zasłużoną sławą odkrywców i eksploratorów ziem nieznanych...) Koszmru ciąg dalszy - podstawówka i tam chłopięta, co za piłą mogły się cały bozy dzień uganiać, a ja do dziś nie wiem co to 'spalony', tudziez 'dwutakt' vel 'smecz przy siatce' i dlatego, tak jak Daria, zawszeć byłem ten loser, co to na samym końcu go pan od wu-efu wpycha mocniejszej drużynie, żeby wyrównać szanse...No i stałem tak osiem lat na bramce, albo pod swoim koszem i czekałem czy ktoś mnie zauważy a zauwazali tylko wtedy, gdy trzeba było powiedzieć 'no co ty, k..wa, tej piłki nie widzisz?!!!" a ja w sumie średnio byłem torem tej piłki zainteresowany i wcele nie wiedziałem czemu się bulwersują, że wpadła do siatki. Przecież jakbym ją łapał to bym sie pobrudził... Na szcęście w edukacji średniej już wiedziałem jak dogadac się z lekarzem i przez całe licea udziałem w wu-efie sie nie skalałem:) Pozdrowienia:) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Okularkowe mizeroty.... 20.06.05, 15:57 Jak najbardziej! I to jeszcze troche grubawe: chorowitosc + intensywny tucz domowy. Ta wiec wpisuje sie w ogolny obraz aktywisty TWA jako osobnika przesladowanego przez wf w szkole. Szkolny WF to byla moja dziecieca trauma - nie umialem grac w zadne gry zespolowe, totej podobnie jak szanowni przedmowcy bylem jako ostatni wybierany do gry w druzynie. Przez co upokorzenia straszliwe..... Ale potam jakos zaczalem sie ruszac - najpierw turystyka piesza, a z czasem inne dyscypliny. Do dzis jednak nie uprawiam zadnych gier zespolowych, albowiem jestem zbyt dobrze wychowany aby sie przepychac w tlumie. Raczej sporty wymagajace wytrzymalosci: plywanie w akwenach wszelkich i to raczej na dlugich dystansach, biegi, jazda na rowerze (mam dwa: trekkingowy i gorski, zaczynam skladac triathlonowy), w zime narty biegowe (tez dlugie dystanse), tenis (kiepsko ale jakos gram). Mam wielka satysfakcje jak widze moich kolegow z liceum, ktorzy kiedys pogardzali mna jako partnerem do gry, a teraz ledwo potrafia brzuchy do samochodu upchnac.... Lubie takze kupowac i grzebac przy sprzecie sportowym. Jestem dosyc zaawansowanym mechanikiem rowerowym - sam sobie naprawiam i skladam sprzet. Ale to inna historia! Pozdrawiam wszystkie byle lamagi szkolne! KrisK P.S. Natomiast zaden ze mnie kibic sportowy. Ogladanie mnie nudzi smiertelnie... Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu Re: 60 dni 20.06.05, 16:03 nienietoperz napisał: > A jak sportowe doswiadczenia TWA ogolem? Pasujemy do stereotypu okularkowych > mizerot? Czy tez wrecz przeciwnie? A mnie się okularkowe (mizeroty) skojarzyły z pływackimi (okularkami):) Takie już zboczenie mam. Odkąd się jako mała szkrabica nauczyłam pływać czuję się równie świetnie w wodzie jak na lądzie, no może nie w zimie, ale w zimie siedzę w domu albo pływam na krytym basenie. Trenowałam pływanie w dziecięctwie przez lat pięć albo jakoś tak. Otylią J. nigdy nie zostałam, wręcz przeciwnie, na zawodach międzyklubowych różnej maści najczęściej zajmowałam ostatnie, albo przedostatnie miejsce, ale jakoś mnie to do codziennych (!) treningów nie zrażało, miałam fajne koleżanki i kolegów, jeździliśmy na zgrupowania i obozy itp itd i szalenie miło wspominam te lata... Ale kiedyś mi się odechciało, doszły upierdliwe zapalenia uszu i... przerzuciłam się na piłkę ręczną (na siatkówkę, moją ulubioną grę zespołową, no co ja zrobię, że lubie? - byłam za niska) ale to już nie było to... Na studiach wróciłam do pływania, ale tylko po amatorsku, i ciągle pływam i szalenie to lubie:) i trzymajcie, please, kciuki 10 lipca, bo wtedy startuję w 3-kilometrowym maratonie (woda w rzece ma już 14,9 stopni i ciągle się nagrzewa!!!) A o rowerze to już chyba też pisałam... Mój codzienny środek lokomocji przez okrągły rok. Niech żyją Szwedzi za ich dbałość o cyklistów i odśnieżanie dróżek rowerowych w pierwszej kolejności! Raczej wysportowana B :) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk No i znowu zazdroszcze.... 20.06.05, 16:16 beatanu napisała: > A o rowerze to już chyba też pisałam... Mój codzienny środek lokomocji przez > okrągły rok. Niech żyją Szwedzi za ich dbałość o cyklistów i odśnieżanie dróżek > > rowerowych w pierwszej kolejności! > > Raczej wysportowana B :) Tez jezdze rowerem okragly rok: tak jak beatanu mam nawet opony zimowe, windstopperowa kurtke & utensylia. Ino ze z tym odsniezaniem to juz jest roznie, o sciezkach rowerowych nie wspomne. Ale jazde na rowerze uwielbiam (zreszta pisuje czasem na forum Rowery tez). Choc dostarcza innych wzruszen niz np. motocykl, ale tylko rowerem mozna dojechac nad lesne jeziorko poplywac. A jak fajnie jest np. w pazdzierniku szybko przejechac 20 km przez las, wskoczyc w wetsuit, przeplynac jezioro, przebrac sie cieply polar, zezrec kanapki, wypic herbate i z powrotem na rower! Przez trzy dni czlowiek czuje sie jak nowo narodzony. Oprocz szybkiej jazdy na moim goralu, lubie tez powolne turystyczne pedalowanie po wioskach i miasteczkach.... Rower jest na tyle szybki ze umozliwia pokonanie bez wiekszych problemow kilkudziesieciu kilometrow, natomiast na tyle wolny, ze mozna ogladac sobie dookolna rzeczywistosc. Zreszta motocyklem tez lubie sie wolno toczyc - po co sie spieszyc? No wlasnie - po co? KrisK Odpowiedz Link Zgłoś