16.06.05, 11:12
Pozwalam sobie zalozyc nowa czesc starego watku, jako, ze niewiele rzeczy mnie
trafia tak, jak koniecznosc myszkowania w dol, dojezdzania do pokaz 101-134, wrr..

A post wlasciwy w odpowiedzi na Dariowe zapytanie z threada pt. Mr Darcy.
Widzielismy wczoraj Sin City, i choc komiksow nie lubie :-(,
to film byl rewelacyjny. Mickey Rourke wielki (doslownie i niedoslownie),
Clive Owen w czerwonych tenisowkach, Elijah Wood skutecznie zaprzecza moim
obawom, ze juz do konca zycia bedzie chlopcem o lzawiacych oczach i rozzalonej
fizjonomii. Moze Bruce W. troszke mnie zawiodl, ale to pewnie spowodowane
wysokim poziomem reszty i duzymi oczekiwaniami w stosunku do rzeczonego.

Klimaty z rejonow Tarantino czy Rodrigueza niewatpliwie wymagaja odpornych
zoladkow, ale jednego chlopakom nie mozna odmowic - podczas ogladania caly
czas mam wrazenie, ze ich (tj. rezyserow) to (tj. rezyserowanie) kreci, ich
to bawi, ich to rusza, ze moze nawet gdyby nikt nie przyszedl do kina, to i
tak nadal te filmy by powstawaly, i tak kazdy szczegol (vide czerwone
tenisowki) bylby dopracowany. I to mnie (jako wydza) w te zabawe wciaga.

Czy macie juz Sin City w PL?
Pozdrowienia,
nntpz
Obserwuj wątek
    • daria13 Re: Vidi (II) 16.06.05, 12:22
      Sin City w PL mamy od piątku i się wybieramy. U mnie co prawda niestety zaczął
      się sezon grilowy, a jako, że jesteśmy jedynymi szczęśliwymi posiadaczami domu
      za miastem spośród wszystkich naszych miastowych znajomych, to już się
      zapowiadają na weekend, więc nie wiem czy uda mi się w najbliższym czasie
      obejrzeć, ale pójdę bez wątpienia za tydzień:)
      :)
    • staua lzej 17.06.05, 05:40
      OK - Madagaskar :-) Moj maz uwielbia kreskowki, niektorych nie znosze, ale dzis sie posmialam, choc
      na koncu pojawil sie niedosyt...
      • nienietoperz Ad lzej i ad rysunkowo 28.06.05, 13:22
        Widzieliscie Panstwo `Belleville-rendez-vous' (chyba znane tez jako 'Trio z
        Belleville')?
        Jesli nie, to goraco polecam; osobiscie opieralem sie co prawda dlugo, ale
        presja madrzejszej plci (przynajmniej u mnie w domu madrzejszej) zwyciezyla, i w
        koncu obejrzelismy.
        Prawdziwa zabawa, francuska jak sie patrzy, no i sliczna, wcale nie komputerowa
        animacja. Szczegolnie wskazane dla osob mieszkajacych przy torach kolejowych
        (moga byc tez tramwajowe).

        Wasz
        nntpz

        • braineater Re: Ad lzej i ad rysunkowo 28.06.05, 14:13
          Otak!
          Arcydzieło, zresztą nie pierwsze tego pana, bo pieczołowicie ściągnięte przeze
          mnie krótkie metraże też oszałamiające wrażenie robią. Genialny groteskowy
          rysunek (szczególnie jesli przychodzi do rysowania Amerykanów:), rewelacyjny
          scenariusz, no i perfekcja montażu obrazu z muzyką. A sama muzyka to już w
          ogóle odrębna, równie zachwycająca jazda. Zdecydowanie polecam wraz z Toperzem!

          Pozdrowienia:)
        • daria13 Re: Ad lzej i ad rysunkowo 28.06.05, 14:13
          Widzieliśmy i też jesteśmy pełni zachwytu! Surrealizm po fransusku w najlepszym
          wydaniu. Perełka! I to zdecydowanie dla nas, starszej młodzieży, bo Młoda
          obejrzała z zadowoleniem ale i z umiarkowanym entuzjazmem, a mały w ogóle nie
          chciał oglądać. Ot, znak czasów, cudowna, naturalna animacja, bez komputera, a
          dzieciakowi się nie podoba. Szkoda. ALe kiedyś zrozumie, mam nadzieję, co
          dobre. Już moja w tym głowa!
          :)
          • nienietoperz Re: Ad lzej i ad rysunkowo 28.06.05, 14:27
            Jesli ogladaliscie, to rozumiecie, ze w chwilach, kiedy przypomina sie trudne
            dziecinstwo, bezcelowosc egzystencji, bolesne przezycia i wszelkie zawody
            zyciowe, a bezposrednio za oknem przejezdza pociag (co zdarza sie srednio co pol
            godziny), nienietoperze rzucaja sie do tegoz okna i szczekaja, szczekaja,
            szczekaja, ile sil w plucach.

            Pomaga.
            • braineater Re: Ad lzej i ad rysunkowo 28.06.05, 15:23
              a jak nienietoperzy stosunki dobrosąsiedzkie z żabami? Czy aby jakiś granacik
              na podorędziu?:)
              Pozdrowienia:)
              • nienietoperz Re: Ad lzej i ad rysunkowo 28.06.05, 15:47
                Zab brak.
                Ale jakby byly,
                to i granacik
                by sie
                znalazl.

                Albo
                dwa.
    • braineater Maria Full of Grace 27.06.05, 22:36
      czyli po naszemu Maria Miłosierdzia pełna.
      Polecam filmik z pewna taką niesmiałościa, wspominając dialog z panaem brochem,
      gdzie obaj równo pojechaliśmy po egzotycznym kinie społecznym od czci i wiary
      je odwołując. A tu bęc, zaskoczenie nader pozytywne. film społeczny, mocno
      zaangażowany, ale bardzo przekonujący. Otóż dostajemy opowieś o zyciu
      kolumbijskiego 'muła' osoby zajmującej się przemytem narkotyków do USARAJU,
      narkotyków skrupulatnie zwiniętych w gumowe woreczki po czym połkniętych.
      Filmik opowiada historię 17 latki, która nie widząc innego wyjścia z cięzkiej
      sytuacji zycioej/społecznej podejmuje sie tego procederu.
      Poważne plusy: zero moralizatorstwa, bardzo dobra gra głownej aktorki, niezła
      muzyka.
      Polecam.
      Pozdrowienia:)
      • nienietoperz Re: Maria Full of Grace 28.06.05, 10:54
        Braineatrze,
        Maria laski pelna, nieprawdaz?
        Film skadinad naprawde dobry, przyklad kina angazujacego (nie mylic z
        zaangazowanym).
        Powzdrowwiennia
        • braineater Re: Maria Full of Grace 28.06.05, 12:00
          oczywiście - skąd mi sie miłosierdzie wzięło?
          Wina to argentyńskiego wina:)
          A zaangażowanie budzi wielkie, bo łatwo się z dziewczynką zidentyfikować, a
          scena w hotelu rozwala, ot i tyle

          Pozdrowienia:)
          • daria13 Re:weekend filmowy 25.07.05, 15:04
            Zrobiliśmy sobie z małżem taki własnie weekend z braku zajęć bardziej twórczych
            (potomstwo na wyjeździe:). I tak obejrzeliśmy: Bezdroża, Poznaj moich rodziców,
            czyli sequel Poznaj mojego tatę (dla obcokrajowców Meet the Fockers, czyli ciąg
            dlaszy Meet my parents) oraz Dom z piasku i mgły. O Bezdrożach nie będę pisać,
            bo większość z Was widziała i doceniła, a Ci którzy tego jeszcze nie zrobili
            pewnie maja w planach, bo to lektura obowiazkowa dla osób, które cenią dobre
            kino. Dobre pod każdym względem zresztą! Komedyjki z Robertem de Niro nie
            polecam, bo o ile część pierwsza była momentami nieodparcie śmieszna (nauka
            spuszczania wody przez kota, nieudana z powodu braku przeciwstawnego kciuka:)
            to kontynuacja raczej zenująca, nawet mimo gwiazdorskiej obsady (dawno nie
            widziana Barbara Streisand - jedyna zabawna rola). No i Dom z piasku i mgły.
            Ten film bardzo mi sie podobał, mimo pewnych niedociągnięć scenariusza obraz
            niezwykle poruszający, głównie za sprawą kreacji aktorskich i świetnie
            pokazanej niejednoznaczności głównych bohaterów. Niczego i nikogo w tym filmie
            nie da sie ocenić jednoznacznie i to jest właśnie siła tego filmy, w moim
            odbiorze rzecz jasna, bo może dla kogoś innego problem i bohaterów można ocenić
            jednoznacznie. Jeśli widzieliście byłabym wdzięczna za Wasze komentarze.
            Pozdrawiam wszystkich serdecznie po przerwie weekendowej:)
            • broch Re:weekend filmowy 25.07.05, 16:51
              1) Amerykanski dowcip gest bardzo cieniutki, rzadko zdarzaja sie smieszne
              komedie w ktorych glowni bohaterowie nie slizgaliby sie na gownie.
              de Niro powinien przejsc na emeryture (Streisand nie znosze, Zyrtec biore na
              samo wspomnienie nazwiska, wiec prosze wiecej tego nie robic:)))
              2) ksiazke Dubusa zaczalem czytac, znudzila mnie i rzucilem w kat, filmu wiec
              nie obejrze
              3) co to sa "Bezdroza" nie mam pojecia
              4)Belleville-rendez-vous. hmm, oczekiwalem znacznie wiecej, film o.k., bez
              porywow choc Oskar do przewidzenia. Muzyka dobra
              5) "Sin City" nie widzialem poniewaz jest to produkt kina amerykanskiego (nie
              mylic z filmem amerykanskim), wlaczajac w to reklame "Film b.dobry", obawiam sie
              ze moze to byc beznadzieja w stylu "Kill Bill" (O malo seppuku nie popelnilem z
              nudow), wiec chyba sobie i "Sin City" daruje
              6) "Maryske" moze (na pewno) obejrze, lubie niespodzianki (a propos kina
              Trzeciego Swiata i wspomnianej rozmowy z panem b.)
              7) w kinie totalna posucha, jakies popluczyny, powtorki, przerobki, dosc
              tragicznie :)))
              • staua Re:weekend filmowy 25.07.05, 17:09
                Bezdroza to Sideways.
                Ja mam akurat mieszane uczucia co do tego filmu, bo wydal mi sie naciagany na komedie w stylu
                EUROPEJSKIM. No, ale ogladalo sie przyjemnie, choc niektore dialogi (albo monologi, np. dlaczego Maja
                lubi wino) straszne.
                "House of Sand and Fog" tez zrobil na mnie wrazenie. Ten aktor, ktory gral tez Gandhiego, jest bardzo
                dobry (ostatnio w thrillerze "Suspect Zero").
                "Meet The Fockers" - moj maz lubi wlasnie takie komedie. W weekend ogladal "White Chicks", film
                uznany za najgorszy wyprodukowany w 2004. Tragedia. Za to z De Niro obejszelismy dosc fajny horror
                "Hide and Seek".
                Teraz jednak trwa festiwal filmowy w moim miejscu pracy :-)
                www.stonybrookfilmfestival.com/
                i chodzimy na wszystko. Fantastyczny film otwierajacy, oraz wczoraj holenderski "Ellis in Glamourland",
                nie mowiac o malych formach, nieodmiennie swietnych.
                • broch Re:weekend filmowy 25.07.05, 17:31
                  z Benem Kingsley'em polecam "Sexy Beast"
                  "Sideways" podobaly mi sie, polecam "A Love Song for Bobby Long" (tym razem New
                  Orleans zamiast bezdrozy Kalifornii)
                  Moja corka powiedziala ze Madagaskaru ogladac nie bedzie. Chyba zadne z nas nie
                  przepada za "czarnym humorem", bardzo wprost, bardzo na wszelki wypadek gdyby
                  widz byl zbyt prymitywny i nie rozumial niuansow.

                  "Hide and "sick"" :)) nie widzialem choc lubie mala Dakote,
                  Zulawski (dawno temu zaczynal jako pomocnik Wajdy, co wskazuje na to ze nie do
                  konca Wajda moze zniszczyc talent) we Francji nakrecil film pt "Opetanie"
                  ("Possession"), glowna bohaterka w amoku morduje cala swoja rodzine. Widac wplyw
                  "Rosemary baby" czy "Omenu", tematycznie bliski "Hide and seek" no i Adjani
                  jest piekna.
                • broch Re:weekend filmowy 25.07.05, 17:44
                  "Sideways", zaczalem "Georgiki", jak skoncze zabieram sie za "Sidewys",
                  film/ksiazka o wannabies co nie koniecznie oznacza znawcow (a propos Maji i Jej
                  uzasadnien no i fajne wyznanie milosne z winem w roli glownej:)). Nie jestem
                  pewien czy dialogi kiperow bylyby tak zabawne :)

                  Osobiscie nie mam nic przeciw dobremu Merlot, ale uwazam ze Chardonnay za b.
                  slabe :)
                  • staua Re:weekend filmowy 25.07.05, 18:06
                    Lubie wino, aczkolwiek daleko mi do znawcy, choc w piatek udalo mi sie po raz pierwszy odgadnac,
                    jakie wino pije :-) (ale byla to bardzo latwa zagadka, bardzo dobrze mi znane wino, ktore lubie, tzn.
                    Gewurztraminer). Sideways na pewno zachecilo mnie do zwiedzenia tamtych rejonow, niestety nie
                    wiem, kiedy. Glowny bohater byl dosc fajny, ale jego kolega straszny :-)) (oczywiscie celowo, niemniej
                    jednak strasznie mi trudno uwierzyc, zeby ten pan kogokolwiek uwiodl)
                    • daria13 Re:weekend filmowy 25.07.05, 19:13
                      Co do dialogów winnych, to interpretacja może być bardzo różna, bo mój małż
                      mieni się (i trochę jest) znawcą i wielbicielem win (przechodził różne
                      szkolenia w tym zakresie pracując swojego czasu w hotelarstwie) i właśnie te
                      dialogi i monologi najbardziej ujęły go w tym filmie. Był nimi oczarowany i one
                      stanowiły głównie o jego zachwycie filmem. Mi film odpowiadał z innych
                      względów, głównie dlatego, że lubię takie przegadane, a niegłupie kino, taki
                      niespieszny rytm, ale bez nudziarstwa, do tego piękne zdjęcia i dobra, świetnie
                      dopasowane muzyka i aktorstwo na wysokim poziomie, więc wszystkie atuty. Może
                      nie arcydzieła, ale film naprawdę dobry.
                      O czym jest Hide and seek, bo nie pamiętam, a dobre horrory lubię nad wyraz?
                      Wiem, że swojego czasu był też horror o klonowaniu z de Niro, ale to była
                      podobno straszna kicha i mam wrażenie, że nie o tym piszecie:)
                      Pozdr.
                      • staua Re:weekend filmowy 25.07.05, 21:38
                        Nie, ten o klonowaniu to "Godsend", rzeczywiscie beznadziejny ("beznadziejny" - to nowe slowo,
                        jakiego nauczyl sie moj maz i ciagle je powtarza). "Hide and Seek" jest lepszy, troche strachu i choc
                        konczy sie w nieco rozczarowujacy sposob, to nie jest zly. Jak lubisz horrory...
                        • aaneta Przystanek Alaska i inne nietypowe tasiemce 26.07.05, 17:26
                          Nie ma przeproś, muszę o tym powiedzieć. Zwłaszcza że w tym momencie niewiele
                          mam do powiedzenia o filmach, przynajmniej ostatnio obejrzanych, bo o starszych
                          jak najbardziej, ale to może innym razem, natomiast teraz muszę Was zapytać o
                          Northern Exposure. I jeszcze przy okazji o ER, w polskiej telewizji zwany Ostrym
                          dyżurem. Tak jak nie cierpię klasycznych, z reguły głupawych albo wręcz głupich
                          seriali, tak te uwielbiam. Każdy z nich jest inny, ale każdy na najwyższym
                          poziomie. Świetne tempo, świetne postacie, zero klasycznego serialowego
                          przynudzania, komplikowania fabuły na siłę, wymyślania nie wiadomo czego. Z
                          Przystankiem Alaska jestem na bieżąco, bo właśnie jest powtarzany w telewizorze,
                          ale z wcześniejszych emisji miałam nagrane kilkadziesiąt odcinków, które sobie
                          od czasu do czasu w domu oglądaliśmy, za każdym razem z tym samym zachwytem.
                          Mistrzostwo świata.
                          • daria13 Re: Przystanek Alaska i inne nietypowe tasiemce 26.07.05, 23:12
                            Tutaj raczej z Tobą nie pogadam, bo Przystanku Alaska nigdy nie oglądałam,
                            ponieważ zbyt późno zorientowałam się, że może warto by było, a nie lubię
                            wchodzić w serial, gdy nie widziałam początku i zbyt długo muszę dochodzić, co
                            kogo z kim wiąże. ER oglądałam sporadycznie, niektóre odcinki rzeczywiście
                            frapujące, a nawet powiedziałabym pouczające:)
                            Z nowszych seriali bardzo lubimy Detektywa Monka, ale o tym już rozmawialiśmy.
                            Co prawda intrygi są tam z reguły monstrualnie idiotyczne, ale sam Monk
                            sprawia, że serial ogląda się bajecznie;) Nie mam niestety od dłuższego czasu
                            możliwości oglądania Sześciu stóp pod ziemią, ale tamtejszy czarny humor
                            odpowiadał mi niezmiernie. No i przyznam się do oglądania namiętnego Ally Mc
                            Beal, nic na to nie poradzę, że ten serial mnie cieszył. Trochę mi go nawet
                            teraz brakuje. O starych serialach teraz już trochę za późno, żeby pisać. MOże
                            jutro.
                            Pozdrawiam i życzę dobrej nocy tym, którzy mają teraz noc:)
    • staua Balzac i 29.07.05, 16:01
      mala chinska szwaczka (Balzac and a little Chinese seamstress). Wczoraj, przedpremierowy pokaz na
      festiwalu. Dzis premiera w nowojorskich kinach. Jeszcze bardziej mam ochote przeczytac teraz ksiazke
      Sijie Dai. Moglaby ona byc argumentem w dyskusji z Tadem, bo tam element demoralizacji przez
      literature jest wlasnie punktem wyjscia. I jest sie nad czym zastanawiac.
      Bardzo dobry film, moze dlatego, ze rezyserowal autor ksiazki. Muzyka i zdjecia takze wspaniale.
      Goraco polecam.
      • daria13 Re: Balzac i 29.07.05, 19:35
        Trochę jestem zdziwiona, że u Was pokazują na festiwalach i robią premiery w
        kinach starych filmów, bo o ile się nie mylę, to Balzak i mała Chinka jest
        filmem nienowym, u nas był już jakiś czas temu, nawet bodajże na canal+ był, bo
        widzialam go w telewizji chyba z pół roku temu. Rzeczywiście dobry i
        interesujący kulturowo i moralnie, jeśli tak można powiedzieć;)
        Więc jak to jest z tymi premierami w NY?
        • staua Re: Balzac i 29.07.05, 19:56
          Wiem, ze jest stary, bo kolega-Chinczyk widzial go w Chinach, a byl tam juz ze dwa lata temu ostatni
          raz... Na Canal+ jako chinsko-francuski, tez na pewno pojawil sie szybko.
          Premiery amerykanskie filmow nie-amerykanskich czesto sa pozniej, o ile w ogole sa... Na przyklad
          ostatni Almodovar tez byl pozniej, a to przeciez produkcja na swiatowa skale. Niektorych filmow nie ma
          wcale. Taki festiwal jest tu czesto jedyna szansa dla ludzi, ktorzy chca ogladac nie tylko hollywoodzkie
          produkcje :-)
    • staua Neil Gaiman 30.08.05, 05:41
      "Neverwhere" - serial telewizyjny (UK) na podstawie tejze ksiazki, ktorej, mimo, ze jest na mojej liscie
      niemal od poczatku znajomosci z FK, nie przeczytalam. Wy na pewno ja znacie. Serial jest fantastyczny,
      troche jak skrzyzowanie "Angel in America" mojego kultowego serialu HBO, z gra "Myst".
      Czy ktos to widzial? Moze Nienietoperz? Nawet nie zauwazylam czy to jest stare, chyba tak, bo telefony
      komorkowe jakies dziwne, ale nie sprawdzilam, a ide juz spac - bo padam na nos. Dopisze cos o tym
      jutro, bo warto.
      • nienietoperz Re: Neil Gaiman 30.08.05, 11:08
        Nienietoperz nie widział.
        Ogólnie Neila Gaimana nie zna, choć ostatnio spedził na lotnisku kilkanascie
        minut łamiąc sie nad zakupem jego ksiazki. Brutalna świadomość dlugosci kolejki
        rzeczy do przeczytania w domu zwycieżyła.

        A skoro już filmowo i brytyjsko, to dołączam sie do wcześniejszych rekomendacji
        Brocha i polecam Sexy Beast z fantastyczną rolą Bena Kingsleya. I oczywiście z
        tych samych okolic Snatch, z równie rewwlacyjnym Bradem P.

        Pozdrawia
        wielkopolski aktualnie
        nienietoperz
        • daria13 Re: Neil Gaiman 30.08.05, 12:21
          Gaimana znam jedynie z lektury, ale trudno mi jest polecać, bo była to lektura
          książek dla dzieci i młodzieży. Były to: rewelacyjny horror dla starszych
          dzieciaków Koralina i dla młodszych dzieci ksiażeczka z doskonałymi
          ilustracjami, wspaniale oswajająca dzieciece lęki Wilki w ścianach, dość
          reklamowana i nagradzana u nas pozycja.
          Czytałam też jego opowiadania grozy dla dorosłych, ale były one bardzo, w moim
          odczuciu, słabe. Nie polecam.
          Czy serial, o którym mówisz też jest w konwencji horroru, bo facet chyba w tym
          się głównie specjalizuje?
          Podrawiam:)
          • braineater Re: Neil Gaiman 30.08.05, 13:16
            Neverwhere nie obejrzane, głownie z powodu niechęci do powieściowo
            opowiadaniowego wcielenia Gaiman'a. Natomiast usilnie polecam, szcególnie
            stauce, bo ma najłatwiejszy dostęp rozejżenie się za Gaimanem komiksiarzem, bo
            tu jest mistrzem świata i jest to medium w którym wypada najlepiej.
            Klasyczne 'must have' z jego dokonań, to "Signal to noise' - opowieśc o
            umierającym na raka pisarzu, z genialnymi grafikami ...aaaaa uciekł mi
            rysownik :)(Dave McKean!!! - niech zyje Google:), później sięgnąc możesz tez po
            bodaj osiem paberbacków serii Sandman - jednej z najgenialniejszych opowieści
            komiksowych świata, która łaczy mity, literaturę, sny i fantazję w perfekcyjny
            koktail wysokoprocentowej opowieści. Szcególnie polecem tom drugi, gdzie jest
            gaimanowska wersja Snu nocy letniej, będąca jednym z najładniejszych hołdów
            wobec Szekspira, jakie znam.
            A jeśli nie chcesz od razu tak na ostro - Sandman, całośc koło 1000 stron,
            Signal ok 200:) to możesz spróbować shortów - Arlekin i Walentynki albo
            Morderstwa i Tajemnice, gdzie tez widac genialnie plastyczną wyobraźnię Gaimana
            Cześc jest tez po polsku - Sandman, Morderstwa i Arlekin, gdybyś miała problemy
            z oryginałami, ale nie podejrzewam:)

            Pozdrowienia:)
            • staua Re: Neil Gaiman 30.08.05, 17:05
              Daria: "Neverwhere" to raczej krzyzowka fantasy z science fiction, rzecz dzieje sie w Londynie. Tutaj
              znalazlam opis i fragment:
              www.neilgaiman.com/books/neverwhere_pb.asp
              Jesli sa tam elementy horroru, to raczej groteskowe. Film rzeczywiscie nieco komiksowy w odbiorze.
              Braineater: zainteresowal mnie szczegolnie Sandman (opisy na powyzszej stronie). Zdecydowanie po
              tym filmie nabralam ochoty na wiecej Gaimana. Takze na inna powiesc "American Gods". Generalnie od
              paru lat lubie czytac oryginaly, jesli moge, wiec jak najbardziej ich poszukam (pewnie beda w Borders
              nawet).
              Pozdrawiam!
    • aaneta Re: Vidi (II) 30.08.05, 12:35
      A ja tam wolę stare kino. Wczoraj np. obejrzałam film, który powalił mnie na
      kolana: "Trzeci człowiek" z 1949r., tutaj możecie sobie o nim poczytać:
      www.radio.com.pl/kultura/kultura.asp?id=363
      Tarantino, Rodriguez i tym podobni geniusze, o których nikt nie będzie pamiętał
      za parę lat, mogą się schować.
      Nie mówię, że nie lubię współczesnego kina w ogóle, nawet w/w panom, Tarantino i
      Rodriguezowi, udało się zrobić parę fajnych filmów, innym też, ale starocie
      zachwycają mnie głównie z tego powodu, że zrealizowane niezwykle prostymi
      środkami robią wręcz niesamowite wrażenie. Wszystkie, nie tylko thrillery.
      Czy ktoś jeszcze tak myśli? Czy ktoś z Was też kocha stare kino?
      • griszah Re: Vidi (II) 30.08.05, 14:06
        Ja bardzo lubię – czarno białe, kryminały w stylu „Sokół maltański” albo „M jak
        Morderca”. Teraz będę miał większą możliwość oglądania bo przeprowadziłem się
        do brata, on ma kablówkę i kanał „Ale kino”, na którym puszczają często takie
        perełki. Dawno temu udało mi się nagrać na VHS serię filmów Eda Wooda. Dla
        niewtajemniczonych gość cieszy się sławą najgorszego reżysera w historii kina.
        Tytuły jego filmów świadczą trochę o ich poziomie artystycznym „Narzeczona
        potwora” , „Twarz mordercy” i absolutne mistrzostwo świata „Plan 9 z kosmosu” –
        latające spodki, umarli wstają z grobów i włóczą się wszędzie, blada dziewoja o
        ksywie Vampira – można siedzieć i kwiczeć ze śmiechu bo te filmy to wcale nie
        pastisze s-f tylko tak całkiem na serio. Teraz kombinuję jak te filmy przenieść
        do komputera.
        • braineater Re: Vidi (II) 30.08.05, 14:28
          Grisah - bez problemu znajdziesz całego Wooda na sieci - ja zdołałem ściągnąć
          wszystko w porządnych DVD ripach - więc może to jest sposób.
          A jeśli Wood kręci , to teraz czas na filmy z wytwórni Hammer Films, oraz na
          kontakt z wytwórnią Troma - przy nich Wood naprawdę był mistrzem skłądnego
          opowiadania filmowych historii:)
          Pozdrowienia:)
          • griszah Re: Vidi (II) 30.08.05, 15:07
            Tak wiem, Ed jest w sieci ale takiego z napisami polskimi lub polskim lektorem
            nie znalazłem - a mój angielski...hmm kuleje. A jeśli chodzi o te wytwórnie to
            rzuć jakiś konkretny tytuł żeby wiedzieć czego szukać - no i żeby było w
            polskiej wersji.
            Pozdrawiam
        • aaneta Re: Vidi (II) 30.08.05, 14:37
          O, to jak już wykombinujesz coś z tym przenoszeniem do komputera, to się
          podziel, proszę, bo ja mam duże potrzeby w tym względzie (350 kaset wideo, albo
          coś koło tego, z bezcenną zawartością), a jakoś nie mogę wymusić na moich
          dzieciątkach, żeby się naumiały takich rzeczy, a sama nie mam czasu.
          Eda Wooda nie znam, chociaż słyszałam o nim, ale jakoś nigdy nie udało mi się
          trafić. U mnie na pierwszym miejscu jest Hitchcock (prawie w całości), dalej
          wiele nazwisk zarówno reżyserów, jak aktorów, ale raczej poszczególne tytuły,
          nie cała twórczość. Wiele z nich znam dzięki "Ale kino!" właśnie, oprócz tego
          dużo staroci jest na TCM i Europa Europa.
          • griszah Re: Vidi (II) 30.08.05, 15:29
            Są dwie opcje: można oddać kasetę firmie, która się tym profesjonalnie zajmuje
            ale przy twoich 350 kasetach po 60 pln (chyba mniej więcej tyle to kosztuje )
            to da 21000 pln :) więc pozostaje plan B: zrobić to samemu. Samo przegranie nie
            jest skomplikowane. Wymagane jest tylko oprogramowanie do przechwytywania
            obrazu np. jakaś karta telewizyjna z taką możliwością lub programiki IUlab no i
            magnetowid + komputer z odpowiednią ilością miejsca. U mnie na razie brak
            magnetowidu i miejsca na dysku. A jak się już ma to na dysku to potrzebny jest
            jakiś programik do kompresji na MPEG-2 lub DivX. Trochę się tym bawiłem ale
            ostatnio mało czasu bo dziecię kwili i chce się bawić.
            Pozdrawiam
            • braineater Re: Vidi (II) 30.08.05, 16:30
              Griszah - tu linkownia do miłego omówienia wszystkich ważniejszych
              kontynuatorów wielkiego Eda:
              www.film.org.pl/prace/gore.html
              problem w tym, że są te filmy strasznie cięzkie do zdobycia i praktycznie nie
              ma szans na polskie wersje tekstu, chyba, że tłumaczone przez fanów tych
              produkcji i dostępne via usenet
              Ale mimo tych trudności zdecydowanie polecam, bo zycie, w którym nie było
              okazji obejrzeć Narzeczonej dla Draculi (Hammer Films) z genialnym Peterem
              Cushingiem, Killer Condom (aka Die Blutlustige Condom) i Nazi-Surfers from Mars
              (Troma) lub tez serii Holocaustów - (włoskie gore), to zycie niepotrzebnie
              zubożone:)

              Pozdrowienia:)
      • braineater Re: Vidi (II) 30.08.05, 14:22
        Też w sumie jestem wyznawcą kina starego i jego przewag, szcególnie pod
        wzgledem opowiadanych historii, nad kinem najnowszym. Nie potrzebne mi efekty,
        by film zachwycał wizualnie - Portier z Hotelu Atlantic, Nosferatu - Symfonia
        Grozy, Uczeń z Pragi czy cała reszta germańskiego ekspresjonizmu; nie potrzebny
        mi Jim Carrey, by mnie bawiło - wystarczy mi Buster Keaton, czy
        brytolskie 'Cary On-y' z lat 60dziesiątych, niepotrzebne piękne kobiety by się
        zakochać - Fellini La Strada (i wiadomo o kim mówię:)
        Ale największa przewagą tego kina, było, że traktowało widza jak równożednego
        partnera, a nie jak wypchanego popcornem głupka, który musi zając oczy czymś w
        trakcie jedzenia.
        A z takich absolutnych staroci, to nieodmiennie rozkochany jestem w filmach Da
        Sica, Rosseliniego oraz w dwuch dziełach, które uwielbiam, mimo, że nienawidzę,
        czyli Hiroshima, moja miłość i Zeszłego lata w Marienbadzie. To są filmy, ktore
        będę oglądał do końca życia i będę starał się je zrozumieć - może kiedyś się
        uda.
        Filmu polskiego tez to w sumie dotyczy, bo nie ma już dzieł na miarę filmów
        Hasa, czy Pociągu Kawalerowicza - nic tylko Lubaszenko na zmianę z Zanudzim...:(
        Pozdrowienia:)
        • dr.krisk Stare polskie filmy... 30.08.05, 15:58
          braineater napisał:

          > Filmu polskiego tez to w sumie dotyczy, bo nie ma już dzieł na miarę filmów
          > Hasa, czy Pociągu Kawalerowicza - nic tylko Lubaszenko na zmianę z
          > Zanudzim...:
          Zanudzi... dobre! Swego czasu ganialem w tlumie na jego filmy, martwiac sie ze
          nic a nic mi sie nie podobaja. A to moj zdrowy organizm takie przeciwciala
          wytwarzal!
          Natomiast "Pociag" Kawalerowicza widzialem niezliczona ilosc razy. I ta
          muzyka.... Ta Winnicka Lucyna & Niemczyk posepny.... Genialny film.
          "Ostatni dzien lata" tez dla mnie kultowy. Podobno jak krecili to zimno juz
          bylo strasznie i aktorzy mieli gesia skorke. Ale jakos nie widac.
          "Salto" z Cybulskim.
          Moje ukochane filmy - nic sie nie dzieje, ale.......
          • braineater Re: Stare polskie filmy... 30.08.05, 16:21
            Zanudzi musi być dobre bo to copyright jednego z nielicznych poważanych przeze
            mnie autorytetów, czyli ś.p. Zygmunta Kałuzyńskiego.
            Pozdrowienia:)
            • griszah Re: Stare polskie filmy... 31.08.05, 10:11
              braineater napisał:

              > Zanudzi musi być dobre bo to copyright jednego z nielicznych poważanych
              przeze
              > mnie autorytetów, czyli ś.p. Zygmunta Kałuzyńskiego.

              To pewnie znasz tę pyszną anegdotkę z udziałem Kałużyńskiego i Rudzkiego na
              temat powszechnie znanej abnegacji Kałużyńskiego:

              (...)Kazimierz Rudzki powiada mi: "Zygmusiu, mówią o tobie, że jesteś brudny".
              Na to ja: "Niesłusznie, Kaziu, może jestem zaniedbany w ubraniu, ale się myję i
              kąpię". A on: "Może powinieneś zmieniać wodę". :)

              Pozdrawiam
        • aaneta Re: Vidi (II) 30.08.05, 15:59
          Mnie jakoś francuskie i włoskie kino z lat 50- i 60-tych nie podchodzi, chociaż
          są wyjątki, "Zeszłego roku w Marienbadzie" nie dałam rady obejrzeć do końca,
          podobnie "Balu", chociaż niektórzy twierdzą, że to arcydzieła. O Fellinim już
          pisałam, próbowałam się w nim czegoś ciekawego doszukać, ale mi się nie udało.
          Za to, jak nie przepadam za kinem amerykańskim z ostatnich lat, tak to z lat 40-
          i 50-tych uwielbiam. Taki Frank Capra na przykład i jego "Arszenik i stare
          koronki" z Cary Grantem czy "Wyższe sfery" z Bingiem Crosbym i Frankiem Sinatrą.
          Palce lizać!
          • daria13 Re: Francuzi górą! 03.09.05, 22:27
            • daria13 Re: Francuzi górą! 03.09.05, 22:34
              Sorry, znów ten pośpiech. Obejrzałam wczoraj świetny film francuski Popatrz na
              mnie niejakiej Agnes Jaoui. To naprawdę kawał świetnej filmowej roboty.
              Przypomniałam sobie też bodajże zeszłorczną Inwazję barbażyńców i stwierdzam,
              że kino francuskie ma nieodparty urok. Kocham takie przegadane, mądre filmy o
              samym życiu, o stosunkach międzyludzkich, o najważniejszych pytaniach bez
              odpowiedzi. Sin city było piękne, ale zapomniałam o nim na drugi dzień, o
              Popatrz na mnie myślę cały czas i pewnie nieprędko przestanę.
              Pozdrawiam i życzę dobrej nocy, lub miłego wieczoru:)
              • staua Re: Francuzi górą! 04.09.05, 00:24
                Bedzie u nas na uniwerku. Opis juz byl zachecajacy, teraz jeszcze Ty... Po 7 pazdziernika opisze moje
                wrazenia.
              • aaneta Re: Francuzi górą! 05.09.05, 14:30
                Coś mi się wydaje, że "Inwazja barbarzyńców" była kanadyjska, nie francuska, ale
                nie zmienia to faktu, że rzeczywiście była świetna.
                Agnes Jaoui znam tylko "Gusta i guściki", bardzo mi się podobały, pełno w nich
                subtelności i smaczków, które sprawiają, że opowiadana historia, na pierwszy
                rzut oka banalna, porusza i zapada w pamięć.
                Ale dla mnie mistrzem w takim opowiadaniu o życiu i zadawaniu pytań bez
                odpowiedzi jest Eric Rohmer. Znacie? Na pozór jego filmy są nudne, nie wiadomo o
                czym, niewiele w nich się dzieje. Nawet nie poruszają za bardzo, ale i tak
                powodują, że zaczynasz się zastanawiać nad tym i owym, podobnie jak bohaterowie.
                Albo dziwić. Albo dostrzegać to, czego do tej pory nie widziałeś. To wszystko
                przy użyciu bardzo skromnych środków (często z udziałem aktorów
                nieprofesjonalnych), bez wielkich wzruszeń i uniesień, ale mądrze, delikatnie i
                pięknie. Nikt tego nie potrafi tak jak on. Po prostu cuda!
                • nienietoperz Re: Francuzi górą! 06.09.05, 12:10
                  Invazja w istocie kanadyjska, bardzo mnie swojego czasu zdenerwowala i
                  przeprowadzalem dlugie dyskusje ze znajomymi na ten temat. Moge wyluszczac swoje
                  obiekcje dlugo, ale w skrocie: falszywa wizja rzeczywistosci, proba przekonania,
                  ze jesli chce sie byc oczytanym intelektualista, to nic tylko nalezy obowiazkowo
                  zdradzac zone, olewac dzieci, lekcewazyc kochanki, i tak w sumie bedzie dobrze,
                  wszystkim lezka z oka poplynie, i harmonia powroci, kiedy sie mocno zachoruje.
                  Jedyna inna opcja zyciowa to podporzadkowanie sie rzeczywistosci pieniadza,
                  wyrachowania (ktore czasami sklania do zachowan etycznych, stabilnosci
                  rodzinnej, etc.), i nieodrozniania Plotyna od Platona.
                  Wrrrrrrrrrr.
                  Swiadomie przesadzam, ale wyszedlem z kina mocno zirytowany.

                  'Comme une image' za to bardzo w porzadku, widziane rok temu w kinie.
                  Szczegolnie bliskie jest mi (osobiscie) uczucie bezkrytycznego podziwu dla
                  intelektu, blyskotliwosci czy pomyslowosci. A czy o to wylacznie chodzi?
                  Swoja droga nauczycielka muzyki, grana przez sama Jaoui, bardzo mi sie jakos tak
                  kojarzy Dariowo:-)
                  Pozdrowienia,
                  nntpz
                  • aaneta fałszywa wizja rzeczywistości 06.09.05, 14:20
                    A kto powiedział, że kino jest od tego, żeby pokazywać prawdziwą wizję
                    rzeczywistości? Może, ale nie musi. Ważne, żeby poruszało i żeby było dobrze
                    opowiedziane, a najwyraźniej tak jest z "Inwazją barbarzyńców", skoro tak Cię
                    zirytowała i tyle się nadyskutowałeś w związku z nią. Zresztą, czy nie znasz
                    nikogo, kto byłby takim uroczym draniem jak bohater "Inwazji", o wiele bardziej
                    lubianym czy nawet kochanym niż niejeden cnotliwy nudziarz?
                    • nienietoperz Nntpz vs Inwazja BBrzncow cz.II 08.09.05, 16:53
                      Po kolei:
                      kino rzecz jasna nie jest po to, zeby przedstawiac rzeczywistosc rzeczywista,
                      absolutnie tego od filmow nie oczekuje (vide Sin City, vide Tim Burton). Od
                      czasu do czasu jednak mam ogladajac/czytajac nieodparte wrazenie, ze ktos
                      usiluje przedstawic mi Teze. 'Inwazje' odebralem jako rasowe kino propagandowe,
                      jako probe wcisniecia w potencjalnie wzruszajacym opakowaniu dychotomii
                      dostepnych modeli zachowan, opisanej pobieznie w poprzednim poscie. Jasne, ze
                      mozna uroczych drani kochac znacznie mocniej niz nudnych porzadnisiow.
                      Nawiazujac do bardzo ciekawego watku obok, maz wspomnianej pani Maryli na pewno
                      do nudnych porzadnisiow nie nalezal - czy gdyby oprocz wybrykow alkoholowych
                      mial jeszcze zdolnosc przenikliwej analizy krytycznej filozofii sredniowiecznej,
                      to juz mozna by uznac, ze w zasadzie jest wszystko w porzadku? Jasne, ze jesli
                      chodzi o odbior ksiazek/filmow/wierszy/obrazow przygody zyciowe autora nie maja
                      zadnego znaczenia. Domyslam sie jednak, ze maja znaczenie dla jego bliskich,
                      ludzi, ktorych oszukuje, zawodzi czy lekcewazy.
                      Przede wszystkim zirytowalo mnie bezwzgledne odrzucanie mozliwosci istnienia
                      jednostki inteligentnej, otwartej i kreatywnej starajacej sie zyc w miare
                      porzadnie w stosunku do ludzi dookola (porzadnie nie znaczy w ladnym ubraniu, z
                      obiadkiem minimum godzinnym, etc. - wszyscy wiemy, co to znaczy porzadnie).
                      Z niskimi uklonami,
                      nntpz
                      • aaneta Re: Nntpz vs Inwazja BBrzncow cz.II 09.09.05, 13:48
                        Za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć z "Inwazji barbarzyńców" nic, co
                        choćby w minimalnym stopniu mogło sugerować to, o czym piszesz. Gdzie tam
                        propaganda, gdzie dychotomia, gdzie bezwzględność? Ot, bardzo sprawnie
                        opowiedziana historia o tym, jak to się w życiu dziwnie plecie, ale żeby jakiś
                        dydaktyzm? Żadna z postaw nie jest tam specjalnie propagowana, ale też nikt nie
                        jest potępiony, więc może stąd Twoja interpretacja? Chociaż to właśnie powinno
                        prowadzić do stwierdzenia, że nie ma w tym filmie gotowych wzorców i odpowiedzi,
                        tylko pytania i wątpliwości, między innymi odnośnie tzw. porządnego życia.
                        Przecież tam nikt nie jest do końca "porządny": jeden wygląda na takiego, ale
                        nie jest, a drugi odwrotnie, i jednocześnie każdy czyn może być interpretowany
                        dwojako. Więc wszystko tam jest relatywne, a nie bezwzględne, jak piszesz.
                        Pozdrawiam :)
                        • nienietoperz Nntpz vs Inwazja BBrzncow cz.III ostatnia 13.09.05, 11:15
                          Odpowiadam z opoznieniem, nie mialem szans wczesniej. Nadal twierdze, ze
                          stwierdzenie: `postawy zyciowe bohaterow Inwazji sa prezentowane neutralnie`
                          jest dosc naiwne. Jesli chodzi o propagande, to moze ona dotyczyc tradycyjnego
                          modelu rodziny, rewolucji obyczajowej, czystosci rasowej, brania narkotykow,
                          lekcewazenia autorytetow, lezenia na trawie i ogolnie czego tylko zapragniesz.
                          Naturalnie jestesmy lepiej nastawieni (i slabiej wyczuleni) na dzialalnosc
                          propagandowa bliska naszym pogladom - na pewno zdarzylo mi sie parokrotnie, ze
                          wyszedlem z kina/ksiazki myslac: to takie autentyczne, kiedy tak naprawde
                          powinienem myslec: to takie zgodne z moja koncepcja rzeczywistosci.
                          Twierdzenie: wszystko jest relatywne, jest jednym z najbardziej bezwzglednych i
                          z definicji wyklucza wszelka dyskusje.
                          A juz przy calym szacunku, uwaga, ze bylo mi z Inwazja zle, bo nikt nie zostal
                          potepiony, po prostu mnie rozbawila.
                          Z uklonami
                          nienietoperz
                          • aaneta Re: Nntpz vs Inwazja BBrzncow cz.III ostatnia 13.09.05, 12:53
                            Niewykluczone, że jestem naiwna, dlatego właśnie oczekiwałam, że powiesz mi,
                            skąd wziąłeś swoją interpretację, jakie szczegóły filmu świadczą na jej korzyść,
                            jakieś sceny, dialogi, wypowiedzi bohaterów, może całe wątki? Bo ja nic takiego
                            nie zauważyłam, dlatego liczyłam na to, że dzięki Tobie poszerzę swoje
                            horyzonty, ale skoro nie chcesz więcej na ten temat rozmawiać, to trudno. W
                            każdym razie cieszę się, że udało mi się Cię rozbawić. Zawsze do usług, polecam się.
                            Pozdrawiam
                            A.
    • kawa_malinowa "Pani Dalloway" 05.09.05, 21:55


      Po reklamie w telewizji zobaczonej znajomi dalsi i bliżsi przypomnieli sobie o
      mnie i mówili, że oto w prasie na płycie "Pani Dalloway" na podstawie tej
      cudnej powieści.
      Kupiłam, obejrzałam i rozczarowałam się kompletnie. Proza Woolf okazała się
      być - a to zaskoczenie!- totalnie niefilmowa, chociaż myślę sobie, że gdyby
      może ludzie, co "Godziny" na ekran przenieśli wzięli się za "Panią Dalloway",
      to mogłoby być ciekawie. Ale ciekawie nie jest - chaotycznie, spłycone, z
      sensów obdarte. Smutno mi się zrobiło, kiedy to zobaczyłam. Po lekturach tej
      książki miałam w głowie jej obraz jako powieści szalenie intensywnej, a tu?
      Phi!
      Jedyny plus tego filmu to piękna Vanessa Redgrave jako młoda Klarysa. Nie
      mogłam się napatrzeć!
    • nienietoperz Tim Burton gora! 06.09.05, 12:15
      Zwolennikom czystej zabawy wizualno-filmowej
      Nieuleczalnym optymistom
      Jesiennym depresjonatom
      Osobom w wieku 3-93
      polecany jest goraco
      'Charlie and the Chocolate Factory'.

      Nienietoperze wczoraj rechotaly glosno w kinie niemal bezustannie. Czesc zenska
      jest milosniczka TB od dawna, czesc meska jest zaledwie sympatykiem, ale Tim
      jest naprawde w wielkiej formie. I nawet moralizatorski final sprawia wrazenie
      przycietego czasowo do absolutnego minimum :-)

      Wasz
      nntpz

      • blue.berry Re: Tim Burton gora! 06.09.05, 12:36
        oj tak oj tak!!!!!
        filmu wprawdzie jeszcze nie widzialam ale Burtona kupuje w ciemno:)) a juz team
        Burton-Deep w "podwójne ciemno":)))
        jak na razie raduje sie ogladajac juz od jakiegosc czasu zajawki filmu
        sciagniete z netu i rechocze mi sie gebe kiedy slucham cudnej czekoladowej
        piosneczki:))

        a swoja droga to szykuje sie juz na Corpse Bridge (ponoc pod koniec
        pazdziernika ale nie wiem czy do kin czy na dvd) - to bedzie dopiero jesienna
        uczta:))
        www.film.gildia.pl/filmy/corpse_bride/galeria/image001/*sen/
        • daria13 Re: Tim Burton gora! 06.09.05, 14:43
          Po kolei. Inwazja barbarzyńców rzeczywiście kanadyjska (głupio mi), troche mi
          namieszał drogi kolega Nienietoperz z interpretacją, musiałabym jeszcze raz
          obejrzeć, ale czuję, że coś jest w tym co piszesz.
          Porównanie do nauczycielki muzyki z Popatrz na mnie muszę przemyśleć. Jeśli
          jest ono też zwiazane z urodą, to jest mi miło:)
          Dziękuję za komentarz na temat Charliego, bo Kuba zmuszony przeze mnie
          przeczytał książkę, ocenił pozytywnie, ale nie wyraził jakiejś wielkiej chęci
          obejrzenia, więc już miałam odpuścić, a teraz wiem, że pójdziemy cała rodziną.
          Dziękuję też Kawie za opinię na temat Pani Dalloway, bo dzięki temu zaoszczędzę
          trochę, zamierzałam bowiem kupić na DVD, a teraz wiem, że nie warto.
          Zapowiedzi Corpse Bridge też widziałam i tez mam wielka ochotę.
          Dzięki za polecanki i uprzedzenia:)
          Pozdrawiam:)
          • nienietoperz Skojarzenia potencjalnie urodozwiazane 08.09.05, 17:02
            I tu dochodzimy do splotow swiata Torbowego, rzeczywistosci klawiaturowej,
            poniekad bezwizualnej, z dlugotrwala tradycja klasycznych kontaktow
            miedzyludzkich. Bo jak inaczej przeanalizowac mile uczucie Darii zwiazane z
            niezaprzeczalna atrakcyjnoscia Agnes Jaoui w kontekscie nienietoperzowych
            skojarzen laczacych Darie z postacia nauczycielki w 'Popatrz na mnie'?
            Podazajac tym tropem, mozna sie zastanawiac - jak nalezy pisac posty Twacze,
            aby sprawiac wrazenie urodziwej dziewoi/ hadkiego mlodziana? Powszechny, acz
            falszywy stereotyp nakazywalby plesc duzo a bez sensu. Podejrzewam jednak, ze
            mogloby nie pomoc.
            Uklony niskie,
            nienietoperz
        • braineater Re: Tim Burton gora! 06.09.05, 19:47
          O tak, nie dośc że Burton, to i jeszce Dahl cudowny z tekstem.
          A Burtona należy wielbić i tyle!
          P:)
          • daria13 Re: Ruchomy zamek Hauru 16.09.05, 15:22
            serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,2918544.html
            Czy ktoś z Was widział już ten film? I czy widzieliście Spirited away, a jeśli
            tak, czy Wam się podobało, bo mi bardzo.
            Pozdrawiam:)
            • daria13 Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 11:08
              Być może nie odkryję teraz przed Wami Ameryki, bo film nienajnowszy (2003r.) i
              nagrodzony Złotą Palmą w Cannes, ale mi dane było go oglądać dopiero wczoraj.
              To Powrót Andreja Zwiagincewa, debiutanta z Rosji. Film, w moim odczuciu,
              doskonały pod każdym względem, zarówno formalnym jak i fabularnym. Atmosfera w
              nim była tak zagęszczona, a fabuła tak nieuchronnie zmierzająca do tragicznego,
              gwałtownego zakończenia, że oglądałam z zapartym tchem i z wypiekami na twarzy.
              Mroczne klimaty, dzikie krajobrazy, ponura rzeczywistość, surowy obraz a w tym
              wszystkim skondensowane wielkie namiętnośći; miłość i nienawiść, ambicje i
              charaktery, wszystko niejednoznaczne i tajemnicze. Reżyser niczego nie wyjaśnia
              i nie próbuje dopowiedzieć i dzięki temu widz mimowolnie zostaje wciągnięty w
              tę zagadkową historię.
              Genialne zdjęcia, fantastyczna gra aktorska, oszczędna, subtelna muzyka. Po
              prostu wszystko to co najlepsze, w doskonałych proporcjach. To filmowa poezja
              najwyższych lotów.
              Mogłabym tak jeszcze bardzo długo pisać o tym filmie, który cały czas siedzi we
              mnie i jestem przekonana, że długo jeszcze będzie siedział, bo jego
              interpretacja jest niezwykle trudna i musi dojrzewać powoli.
              Jeśli nie widzieliście tego filmu musicie to zrobić koniecznie!!! Nie czytajcie
              jedynie zbyt wiele recenzji, bo często niektórzy ich autorzy zdradzają
              zakończenie, a to odbiera połowę przyjemności oglądania tego arcydzieła.
              Jeśli film widzieliście, bardzo Was proszę o podzielenie sie ze mną wrażeniami,
              bo jestem ich ogromnie spragniona.
              Dla Torbiarzy w kraju dodam tylko, ze Powrót miał wczoraj premierę na Canal+.
              Pozdrawiam i gorąco zachęcam. Ja zapisuje ten film co najmniej w pierwszej
              dziesiątce obejrzanych przez siebie filmów:)
              • nienietoperz Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 11:40
                'Powrot' widzielismy w zeszlym roku, jest naprawde rewelacyjny. Nienietoperzowa
                miala w pewnym momencie lekki zarzut zwiazany z Jej zdaniem nadmierna iloscia
                oczywistych odniesien do Ewangelii, mnie to nie przeszkadzalo, wrecz przeciwnie,
                wszechobecnosc symboliki biblijnej jeszcze bardziej pozwalala zaglebic sie w
                opowiadana historie (nie mowiac juz o wzbogaceniu mozliwosci interpretacyjnych).
                Poza tym przeciez to jest kino religijne, w najlepszym tego slowa znaczeniu -
                zgodzilabys sie Dario?
                'Powrot' skutecznie pokazuje, ze mozna nakrecic film, ktory odwoluje sie i
                wchodzi w dialog z wielkimi poprzednikami (tu np. Tarkowski), unikajac prob ich
                nasladowania.

                Pozdrawiajac,
                nienietoperz
                • daria13 Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 13:52
                  nienietoperz napisał:
                  > Poza tym przeciez to jest kino religijne, w najlepszym tego slowa znaczeniu -
                  > zgodzilabys sie Dario?
                  Nie do końca, nie do końca. Najcudowniejsze w tym filmie jest właśnie to, że
                  można go interpretować na tak wiele sposobów i rzeczywiście jednym z nich jest
                  interpretacja biblijna, od czego nie odżegnywał się całkiem sam reżyser. Nie
                  widziałam pierwszych pieciu minut filmu, więc ten akcent nie zwrócił w ogóle
                  mojej uwagi (czytałam jedynie w recenzjach o zdjęciu w Biblii). Myślę, że
                  symbolika religijna nie determinuje interpretacji, jedynie ją wzbogaca, jak to
                  słusznie zauważyłeś.
                  Napisałabym więcej, ale właśnie powstał w moje głowie pewnien szczwany plan; a
                  może tak umówilibyśmy się (niekoniecznie wszyscy), że postaramy się obejrzeć
                  ten film, a potem sobie podyskutować o nim, bo jest to pozycja pozwalająca na
                  wiele interpretacji i może zainicjować bardzo ciekawą dyskusję. Myślę, że nikt
                  z Was nie uważałby czasu poświęconego na obejrzenie tego filmu za stracony.
                  Jest to pomysł bardzo luźny, niezobowiązujący i jeśli Wam się nie spodoba, to
                  nie ma sprawy.
                  Pozdrawiam z niecierpliwością czekając na odzew:)
                  • aaneta Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 14:09
                    Proszę bardzo, oto moja interpretacja: tak to jest, jak faceci biorą się za
                    wychowywanie dzieci, zwłaszcza że nie od poczęcia, tylko dopiero wtedy, kiedy
                    dzieci są już zbuntowanymi nastolatkami.
                    Pozdrawiam :)
                    • daria13 Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 18:41
                      Ależ droga Aneto, toż to najprostsza interpretacja, ale najprostsza w tym
                      przypadku znaczy upraszczająca. Nie jestem pewna, czy nie napisałaś tego z
                      ironią, więc się chwilowo nie ustosunkuję szerzej, tym bardziej, że jeszcze nie
                      wszyscy opowiedzieli się za opcją przedyskutowania w większym gronie, po
                      obejrzeniu przez innych Torbiarzy. Jeśli nikt więcej się nie zgłosi, z chęcią
                      popolemizuję:))))
                      Pozdrawiam gorąco:)
                      • aaneta Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 22.09.05, 13:17
                        Ironia niekoniecznie, raczej lekka kpina, ale co do uproszczenia, to oczywiście
                        masz rację. Zaraz się z niego wytłumaczę.
                        Co do tego, że film jest wielki, nie mam wątpliwości, i to nie dlatego, że tak
                        napisało iluś tam krytyków. Najważniejsze jest to, że można go odczytywać na
                        różnych poziomach, i każdy może go interpretować zupełnie inaczej. Jednak
                        wszystkie dotychczasowe interpretacje, z którymi się zetknęłam, na czele z
                        wypowiedziami reżysera, dotyczą religijnych odniesień Powrotu. I tu zaczynają
                        się schody, przynajmniej dla mnie, ponieważ ja nie jestem ani trochę religijna.
                        Oczywiście urodziłam się i żyję w takim świecie, że mam niejakie pojęcie o
                        Biblii, od dzieciństwa do liceum chodziłam do kościoła i na lekcje religii, ale
                        Biblię znam tylko wyrywkowo, a jeżeli już, to raczej Nowy Testament niż Stary.
                        Tu drobna uwaga do Nienietoperza: chyba przejęzyczyłeś się lekko, pisząc o
                        zastrzeżeniach Nienietoperzowej co do Powrotu, bo nie podejrzewam Cię o to, że
                        nie odróżniasz Starego Testamentu od Ewangelii, a przejęzyczenie mogło się wziąć
                        stąd, że prawdopodobnie, tak jak większość osób wychowanych w kulturze
                        katolickiej, znasz lepiej Ewangelię. Jeśli się mylę, wybacz. W każdym razie ja
                        Stary Testament znam słabo, a to, co znam, bardzo mi się nie podoba. Nie czas i
                        miejsce, żeby o tym dyskutować, ale wiąże się to z moim ateizmem i
                        areligijnością, dlatego nie jestem w stanie odbierać Powrotu jako dzieła
                        religijnego. Pojęcie Boga jest mi obce, pojęcie Boga osobowego tym bardziej, a
                        już pojęcie Boga-Ojca jest mi wstrętne, m.in. dlatego, że świat wyszedł fatalnie
                        na kulturze patriarchalnej zbudowanej na tym pojęciu. To też uproszczenie, wiem.
                        Z powyższych względów odbieram Powrót całkowicie niezgodnie z intencjami
                        reżysera, tzn. realistycznie, a to oznacza, że z psychologicznego punktu
                        widzenia. I dlatego jest dla mnie tak wstrząsający. Bo oglądałam go wiosną
                        ubiegłego roku w kinie, a do dzisiaj pamiętam, że nie mogłam się ruszyć z fotela
                        po zakończeniu projekcji. I cały czas pałętała mi się po głowie myśl, którą
                        wyraziłam w poprzednim poście, a która oczywiście nie była jedyną, ale wszystkie
                        pozostałe miały swoje źródło w psychologii, a nie w religii. Zaryzykowałabym
                        nawet stwierdzenie o opozycji między psychologią a religią. Bo wszystko to, co
                        jest uzasadnione z religijnego punktu widzenia, nie ma pokrycia w psychologii, a
                        wręcz jest z nią sprzeczne. Takie odczucie miałam już w dzieciństwie, kiedy
                        uczono mnie historii o jednym gościu, bodajże Abrahamie, któremu Bóg kazał
                        złożyć swojego syna w ofierze. Żeby było śmieszniej, niedawno odkryłam, że moje
                        wątpliwości nie są odosobnione, bo pisze o tym śp. ksiądz Tischner w swojej
                        "Biblii po góralsku". W każdym razie cała ta historia, opowiedziana w Powrocie,
                        jest z psychologicznego punktu widzenia nie do przyjęcia. Ojciec, który przez
                        wiele lat nie brał udziału w życiu rodzinnym ani wychowywaniu synów, nie jest w
                        stanie nauczyć ich czegokolwiek mądrego w trakcie podróży bez celu i sensu,
                        zwłaszcza jeśli przyjmuje postawę wszystkowiedzącego, a nie przyjaznego mistrza
                        i nauczyciela, na dodatek stosuje przemoc. Syn, który przyczynia się do śmierci
                        ojca, nie osiąga w ten sposób dojrzałości, tylko dorabia się traumatycznego
                        przeżycia, od wspomnienia którego nigdy się nie uwolni, dlatego nie ma szans na
                        szczęśliwe i pełnowartościowe życie, będzie cierpiał, a wraz z nim jego bliscy.
                        A już wątek tajemniczego, na dodatek utraconego skarbu jest dla mnie zupełnie
                        bez sensu, ale liczę na to, że mnie rychło ktoś z szanownych Torbiarzy łaskawie
                        oświeci. Polecam się w związku z tym, jak również serdecznie pozdrawiam -
                        Aneta
                        • nienietoperz Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 22.09.05, 14:44
                          Postaram sie zebrac mysli, i po kolei odpowiedziec na pare uwag.
                          Mam nadzieje, ze Daria mi wybaczy podejmowanie dyskusji przed ew. obejrzeniem
                          filmu przez reszte Twaczy, mam nadzieje, ze rzeczona reszta wroci do tego posta
                          po zobaczeniu 'Powrotu' (uwaga, bede sie odwolywac do tresci, lacznie z finalem!!)




                          Piszac na przemian o odwolaniach biblijnych i ewangelicznych nie popelnilem
                          bledu, przeciez 'Powrot' mozna odbierac jako historie zamykajaca w sobie watki
                          staro- i nowotestamentowe. Okrutny ojciec, niezrozumiale zasady, kontakt
                          opierajacy sie na podporzadkowaniu bez prob porozumienia - i nagle ten sam
                          ojciec w dosc niezwyklych, malo szlachetnych okolicznosciach oddajacy swoje
                          zycie przy ratowaniu dzieci. Nie mowiac juz o ewidentnie obecnej symbolice
                          ewangelicznej w obrazowaniu - lodz, jezioro, lowienie ryb, samotne slupy
                          telegraficzne wzdluz drogi, zlozenie ciala ojca do lodzi, tejze lodzi 'odejscie
                          z tego swiata', etc.. Chlopcy zostaja z ta historia sami, nie moga byc pewni czy
                          to, co zobaczyli, zdarzylo sie naprawde, czy ojciec istnial? Jesli istnial, to
                          przeciez jego postepowanie jest kompletnie niezrozumiale, zakonczenie zwiazane z
                          'odkupieniem' nie wyjasnia, co bylo celem podrozy, nie wskazuje na zadna
                          konkretna droge postepowania. W konkretnym, codziennym aspekcie ich zycia
                          wszystko bedzie tak samo jak przed przyjazdem ojca - czy to znaczy, ze podroz
                          byla kompletnie nieistotna? I znow - czy w ogole miala miejsce?
                          Wydaje mi sie, ze zeby dostrzegac takie odwolania nie trzeba we wlasnym zyciu z
                          religijnoscia miec nic wspolnego ( o ile jej konsekwentne odrzucanie we
                          wszelkich aspektach nie jest juz forma zaangazowania:-)

                          Mozna tez oczywiscie odbierac Powrot na plaszczyznie czysto
                          realistycznie-psychologicznej; niemniej poniekad interesujacej.
                          Wydaje mi sie, ze jednak postaci ojca brakuje wtedy wiarygodnosci, mozna sie
                          przygladac wylacznie synom. I tu znowu pytanie - czy podroz czegos ich nauczyla?
                          Twoim zdaniem byla wylacznie szkodliwa, jesli dobrze zrozumialem. A ja nie
                          jestem tego pewien.

                          Pozdrawiam,
                          wiecej wkrotce,
                          nntpz

                          Przy okazji przepraszam Aaneto za dosc szorstkie (jak widze po powtornej
                          lekturze) zakonczenie dyskusji o 'Inwazji', nie bylo do konca moja intencja.
                          Postaram sie do niej wrocic pozniej, na razie tylko jedna uwaga - osobiscie
                          odebralem postac syna (przyznasz, nie ukazanego z sympatia - vide chocby tytul)
                          jako portret mojego pokolenia.
                          • aaneta Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 22.09.05, 19:15
                            Bardzo dziękuję za zapowiedź powrotu do rozmowy o Inwazji barbarzyńców, bo Twoja
                            interpretacja intryguje mnie nieustająco.
                            Wcale się nie dziwię, że tak odebrałeś postać syna, przypuszczam, że taka była
                            intencja twórców, ale broni się on tym, co robi dla ojca, choć jest to moralnie
                            niejednoznaczne, stąd moje stwierdzenie o relatywizmie. Twoja dzisiejsza uwaga
                            ma się jednak nijak do tego, co pisałeś wcześniej, więc proszę o więcej.

                            Co do Powrotu, to częściowo dałam się przekonać do odniesień ewangelicznych, nie
                            tylko starotestamentowych, ale jednak w dalszym ciągu twierdzę, że są one mniej
                            istotne - sam piszesz, że widać je w symbolice, natomiast postać ojca,
                            zasadnicza w filmie, jest wyraźnie starotestamentowa. A już na pewno nie zgodzę
                            się z tym, że ojciec oddaje życie ratując dzieci. Nie chcę jednak wnikać głębiej
                            w religijne aspekty Powrotu, bo nie czuję się na siłach. Nie jest tak, że ich
                            zupełnie nie dostrzegam, bo w takim przypadku w ogóle bym o nich nie wspominała,
                            ale nie przemawiają do mnie, nie poruszają mnie, nic w związku z nimi nie czuję,
                            nie będąc homo religiosus. A to, że nie jestem religijna, to nie jest kwestia
                            odrzucenia, świadomej decyzji, zaangangażowania, tylko mojej natury, więc nie
                            podlega dyskusji.
                            Pozdrawiam nieustająco :)
                  • nienietoperz Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 14:15
                    Dolaczam sie do apelu z radoscia, chociaz na razie slabo mi idzie odpowiadanie
                    na analogiczny projekt dotyczacy 'Kysia' (ach, te bukwy...)
                    Przy okazji gratuluje przypomnienia cennego, a dawno przez mnie nie slyszanego
                    slowa 'szczwany'.
                    • daria13 Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 18:45
                      "Szczwany plan" ma zawsze Boldrick (nie wiem jak to się pisze)służący Czarnej
                      Żmji, jedna z moich ulubionych postaci:). Jego plany są zawsze nie tyle
                      szczwane, co totalnie idiotyczne, a nawet gorzej:)
                      Ty też masz takie skojarzenia z tym słowem, czy lubisz je z innych powodów?
                      Pozdr:)
              • daria13 Re: Taki szczególik;) 21.09.05, 11:42
                Powrót otrzymał Złotego Lwa w Wenecji, a nie Złotą Palmę w Cannes. Coś mi się
                przestawiło, przepraszam.
                Pozdr:)
              • beatanu Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 15:26
                Już od paru tygodni namawia mnie na ten film starsza córka, która od ubiegłego
                roku uczy się rosyjskiego i wyłapuje okazje do osłuchania się jęzkiem, ale ja
                się wzbraniam, bo ten film wydaje mi się tak cholernie smutny i tragiczny, że
                trochę się boję... Ale chyba mnie przekonaliście!

                Na razie wstrzymam się jednak z obietnicą wstąpienia do Torbiastego DKF-u,
                właśnie dzisiaj zaczęłam czytać "Kysia" ... zobaczymy co zdążę a czego nie :)

                Beata w klimatach rosyjsko-radzieckich-polskich
              • itek1 Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 21.09.05, 22:21
                Daria, tutaj jest link z b.ciekawa rozmowa z rezyserem filmu
                tygodnik.onet.pl/1548,1154703,1,325865,dzial.html
                Co do filmu, to rzeczywiscie arcydzielo, IMO obok Powrotu idioty naciekawsze
                nowe kino (te 2 filmy dodatkowo jakos wspolgraja ze soba).

                Pozdrawiam:)
                • daria13 Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 22.09.05, 11:24
                  Dzięki. Dotarłam do tego wywiadu już wczoraj rano, bo od razu rzuciłam się na
                  wszystkie informacje na temat Powrotu. Rzeczywiście ciekawy wywiad.
                  Powrotu idioty niestety nie oglądałam, ale czytałam trochę na jego temat i
                  nijak nie jestem w stanie połaczyć tych dwóch obrazów. Chyba jednak Powrót
                  idioty mieści się w poetyce filmu czeskiego, Powrót rosyjski jest dla mnie
                  absolutnie uniwersalny, ale pewnie sie myle, bo nie oglądałam filmu czeskiego.
                  Być może chodzi Ci o wage tematyki, ale formalnie to chyba jednak zupełnie inna
                  bajka.
                  Im bardziej wczoraj wieczorem analizowałam i dyskutowałam o filmie tym więcej
                  znajduję w nim sybmoli religijnych, co zresztą tak jak Nienietoperzowi,
                  zupełnie mi nie przeszkadza. W Powrocie idioty wątek religijny jest też bodajże
                  obecny; główny bohater jest kreowany na anioła zstępującego na ziemię, czyż tak?
                  Chyba jednak muszę ten film najpierw obejrzeć, a potem się wymądrzać:) Teraz
                  jestem na etapie takiego zachwytu Powrotem, że nie wyobrażam sobie lepszego
                  filmu:)
                  Pozdrawiam:)
                  • itek1 Re: Widziałam wczoraj arcydzieło!!!!!! 22.09.05, 12:36
                    Powrot idioty jest tez rewelacyjny, po obejrzeniu tych 2 filmow (Powrot, Powrót
                    idioty) mialem ochote przez jakis tydzien, moze dluzej, wciaz rozmowiac na ich
                    temat, zachwycac sie nimi, przypominac sceny, propagowac wsrod znajomych
                    (tzn.rozumiem Twoj stan obecny:)). (BTW.Po seansie kinowym Powrotu idioty
                    zostalem doslownie znokautowany, co nigdy mi sie nie zdrzylo, uswiadomilem sobie
                    bowiem, jak gleboko ten film mnie poruszyl, bylem wdzieczny Sasy Gedenowi i
                    innym jego tworcom, ze COS TAKIEGO zrobili, cala sala wstala juz z miejsc, ja
                    tylko jeszcze nie ruszylem sie (wraz z moja Pania), jakos po chwili udalo sie
                    jednak nam wstac i opuscic sale kinowa w przeswiadczeniu przezycia czegos
                    zupelnie niezwyklego i dajacego dobra energie.)
                    Laczy je sporo- wielka subtelnosc, doskonalosc formalna, gra aktorska bliska
                    teatrowi (b.liczne sceny kameralne) (przy tym idealna) umozliwiajaca gleboko
                    wejsc w ten swiat, b.zajmujaca (w warstwie glebszej) mimo, ze powierzchownie
                    troche banalna historia, zupelny brak upiekszen (jak w jakims telewizyjnym
                    reportazu z gminy X), obecnna symbolika religijna,glebokie przeslanie,etc.
                    Zachecam do obejrzenia Powrotu idioty (oczywiscie jak juz ochloniesz po
                    Powrocie). Obecnie wydaje sie to Tobie niemożliwe, ale uwierz, obydwa filmy sa
                    bardzo (rownie) zajmujace.
                    Jesli chodzi o Powrot idioty- to swobodna, ale REWELACYJNA adaptacja Idioty
                    Dostojewskiego (IMO nie splycajaca ksiazki), dziejaca sie wspolczesnie w malym,
                    zapyzialym czeskim miasteczku (zreszta kraj nie ma znaczenia), bliska czeskim
                    filmom Formana.
                    P:)
              • braineater nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 13:43
                widziałem przyzwoicie nakręcony film, z denerwującą czasami kiczowato ponurą
                manierą zdjęć, z histeryczna grą Iwana, z którą musiałem się długo oswajać i w
                końcu nie do konca sie oswoiłem, z kilkoma luźno puszczonymi wątkami
                prowadzacymi donikąd (czemu babcia nie mówi?, po co cały wątek ze skrzynią?)
                ale zrobiony tak, że potrafi wciagnąc i przykuc uwagę, natomiast jakos nie
                potrafiłem sie w nim dopatrzyc arcydzieła Nie to, że sie nastawiałem, bo Wasza
                dyskusję czytałem 'na bieżąco' i juz zdązyłem zapomniec o tych peanach (o
                spoilerach na szczęscie też:), ale jakoś nie widzę wielkości w tym filmie.
                Dobra opowieść o skomasowanej dawce ojcowstwa, która w kilka dni ma uzupełnic
                braki całego życia, niestety propagująca mało przyjemna odmianę słowiańskiego
                machismo, zakończona kompletnie nieprzekonującym finałem - Iwan biegnacy w
                rozpaczy po plazy, jest totalnie nietrafiony, i w zaden sposób nie da się
                uwierzyć, że po prezentowanym przez cały film nastawieniu do postaci 'tzw'
                ojca, nagle smierć może diametralnie coś odmienić - bardzo mi sie to naciągane
                zdało i pod tezę, że twardy, surowy maczo rosyjski, w końcu przekona nawet
                najbardziej opornych, chocby miał w tym celu umrzeć.
                P:)
                • obly Re: nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 14:13
                  Dla mnie film bardzo dobry, wręcz rewelacyjny, to ze nie ma w nim szczegółów o
                  których napisałeś może są a moze nie są istotne?
                  opowiem inaczej
                  ja sobie skojarzyłem tak: dzieci mówią że ich tato był pilotem, potem ze nie
                  mówi gdzie był i się wkurza jak pytają. potem jedzie na statek który utknał na
                  mieliźnie aby cos zabrac. wydaje sie ze tam ojciec przekimał niejedną nockę.
                  skojarzyłem że jest tam ukryta historia. przykładowo: pilot prowadzi statki po
                  rzece której dno jest bardzo zdradliwe, z pewnych względów związanych z
                  zawiniątkiem wprowadza statek na mieliznę - ukrywa się na wyspie, łapia go i
                  osadzajaw wiezieniu, zawiniątko ukrył. kasa lewa? nie wiadomo zreszta to nei
                  wazne tak naprawde, wazna jest relacja ojciec-syn1, ojciec-syn2, syn1-syn2
                  zobaczcie co sie stało przez ten cały film, takich watków jest kilka i rózne
                  rzeczy mozna wymysleć. ze uciekł aż sie przedawni i wrócił. najwyrazniej
                  ukrywal sie w okolicach i z jakis powodów musiał coś tam ukryć. stary to mocny
                  zdecydowany charakter i dzieci w jego planach to w sumie dość przypadkowa
                  historiia, zresztą podciąga na chama wszystko pod swoje plany, dla dzieciaków
                  to są wakacje z tatą i dwie postawy dzieci - bunt i uległosć.

                  i tutaj jest miazga w tym filmie ze człeka rozrywa.
                  dla dzieciaków jego losy są niewazne, nie interesują sie nimi wiec po co widz
                  ma wiedziec tez? podobało mi sie własnie to ze dla ojca ten powrót miał byc
                  przelotnym tylko pokazaniem sie. nie sadze aby mial plan pozostac z rodziną.
                  ale na wyspie doszlo do najpierw spiec które zmieniły postawe ojca. zmieniły
                  tez dzieciaka w dorosłego. nie wiem czy jest arcydziełem ale jest to dla mnie
                  film mega wazny i doskonale prowadzony.

                • aaneta Re: nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 14:26
                  Dzięki wielkie, Brain, kamień spadł mi z serca :)
                  • daria13 Re: nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 15:14
                    Jak to, kamień z serca? Brain skrytykował, zrzucił z piedestału, a wszak
                    pisałaś (dawno temu), że film jest wielki i że nie ma co do tego wątpliwości.
                    Nie mówiąc już o tym, że napisałaś na jego (znaczy filmu) temat jeden z
                    najdłuższych swoich postów;) Czyżbyś zmieniła zdanie na temat Powrotu?
                    Brain, jak Julka przeczyta Twój bluźnierczy post, to przestanie Cię lubić:)))))
                    P:)
                    • mamarcela Re: nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 15:22
                      daria13 napisała:

                      > Jak to, kamień z serca? Brain skrytykował, zrzucił z piedestału, a wszak
                      > pisałaś (dawno temu), że film jest wielki i że nie ma co do tego wątpliwości.
                      > Nie mówiąc już o tym, że napisałaś na jego (znaczy filmu) temat jeden z
                      > najdłuższych swoich postów;) Czyżbyś zmieniła zdanie na temat Powrotu?
                      > Brain, jak Julka przeczyta Twój bluźnierczy post, to przestanie Cię
                      lubić:)))))

                      się porobiło - Aneta do klasztoru! Brajan idź się zabić!
                      > P:)
                      • aaneta Re: nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 15:31
                        Dobry pomysł z tym klasztorem, nawet się ostatnio zastanawiałam. Bo klasztory
                        mają to do siebie, że tam cicho i spokojnie, czy coś się zmieniło?
                    • aaneta Re: nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 15:29
                      Chwila, chwila. Że wielki nie znaczy że arcydzieło. Dla mnie wielki znaczy
                      mocny, poruszający, to chyba napisałam wyraźnie i tu zdania nie zmieniłam. A
                      długość moich postów nie zależy od wagi tematu tylko od tego, czy mi się chce pisać.
                      • daria13 Re: nie widziałem wczoraj arcydzieła... 25.04.06, 16:38
                        Wiem, wiem, to taki żarcik był. Chciałam potrzymać konwersację, bo bardzo się
                        cieszę, mogąc znów Ciebie czytać na TWA, Aneto:)
                        P:)
        • nienietoperz Tim Burton gora (czy tez dolem?) po raz kolejny 15.11.05, 15:23
          Jak Jagodka raczyla zapowiedziec,
          jesienna 'Corpse Bride' pojawila sie w kinie obok i nie omieszkala nntpzy
          oczarowac. Poltorej godziny wypatrywania oczu, wysuwania uszu i oblizywania sie
          radosnie, urocze piosenki, rewelacyjna animacja (nntpzowa uwaza, ze nawet
          szkielety byly 'autentycznie miesiste', jak na prawdziwe lalki, a nie
          komputerowe fantazmaty, przystalo). Tylko brak happy-endu...

          A z ostatnio nadrobionych zaleglosci sprzed paru lat polecanka pt.: 'Confessions
          of a Dangerous Mind'.
          Uklony
          nntpz
    • staua Re: Vidi (II) 22.09.05, 19:33
      Wczoraj widzialam kolejny dolujacy film Dragojevica "The Wounds". Myslalam, ze po "Pretty Village,
      pretty flame" juz mnie nie zaskoczy, ale zaskoczyl. Straszne.
    • nienietoperz Re: Vidi (II) 28.09.05, 11:50
      Znow film, ktory do Polski pewnie dotrze za troche, ale warto uwazac, zeby go
      nie przegapic. Dokument Martina Scorsese, robiony razem z BBC: 'Bob Dylan - No
      Direction Home'. Bardzo prosty, wrecz konserwatywny w konstrukcji, niemniej
      dostarczajacy milego wrazenia; pozwala znow poczuc sie jak na przelomie lat
      50/60tych, posluchac Dylanowej muzyki ze zlotego okresu, pozazdroscic innym
      talentu (to moje ulubione zajecie ostatnimi czasy).
      Jedyny mankament to obecnosc zaledwie krotkiego fragmentu mojego faworyta,
      'Desolation Row'.
      A Wy Dylana pamietacie? Lubicie?

      Z pozdrowieniami,
      nntpz
      • braineater Re: Vidi (II) 28.09.05, 13:58
        Jak zawsze mnie raczej radośc, z kpiną granicząca ogarniała na widok bardów lat
        60 i ich ewentualnych późniejszych kontynuatorów w gatunku pieśni
        zaangażowanej, tak Dylan, prócz Velvet Undergorund (acz to ciut później) jest
        jedynym, którego nadal sobie cenię. Za przekaz, za prostotę, za niegwiazdorstwo.

        Pozdrowienia:)
        • braineater Pinero 28.09.05, 14:07
          sobie wczoraj zobaczyłem ponownie i ponownie odkryłem, że da się zrobić film o
          poezji, poezji tejże nie gubiąc a za to doskonale oddając ją obrazami i słowem.
          Da się zrobic film o niepokornym, totalnie pokręconym facecie, nie popadając w
          tania moralizatorkę rodem z Wojaczka. Da się oddac pewien klimat swiata dla nas
          całkiem egzotycznego (bo co ja w sumie wiem o Portorykańczykach w Nowym Jorku),
          tak by widz potrafił zrozumieć środowiskowe motywacje kierujące większością
          życia i twórczości Miguela Pinero. Da się wsadzić w taki film, kilka scen,
          ktore po prostu rzucają na kolana - numer jeden, to scena próby tekstu 'Mam
          zdjęcie Jane Fondy' - mistrzostowo świat przerysowanego, nadekspresywnego
          aktorstwa, które bynajmniej nie drażni. No i da sie, chyba po raz pierwszy,
          wprowadzić jakiegos poetę w język polski przy pomocy właśnie filmu - bo nigdy
          żadnych polskich przekładów poezji Pinero nie widziałem - jesli cos wiecie na
          ten temat to poprosiłbym o info.
          Podsumowując - polecam - połaczenie Trainspotting, Carravagia i Całkowitego
          Zaćmienia w pełna mocnych akcentów latynoska opowieśc, o tym, o czym zawsze
          mówią latynosi - miłości, śmierci, śpiewie i autodestrukcji.

          A jakby mi kto napisał, jaka naprawdę była recepcja Pinero w Stanach, to juz w
          ogóle byłbym zachwycony:)

          Pozdrowienia:)
      • dr.krisk Lubie i pamietam. 28.09.05, 15:20
        nienietoperz napisał:

        > A Wy Dylana pamietacie? Lubicie?
        Ba! Zawsze jakos odstawal od razacego sztucznoscia nurtu "piesni
        zaangazowanej". I dlatego go pamietamy. I lubimy tez.
        Za brak zadecia, za naturalnosc.
        • stella25b Re: Lubie i pamietam. 28.09.05, 15:43
          I bierzemy gitare i spiewamy blowin'in the wind....
          Ktoz by go nie pamietal.
          • dr.krisk Zwlaszcza ze akordy proste... 28.09.05, 16:06
            Obowiazkowy punkt ogniskowych spiewan. Tez gralem i spiewalem - a co!
            • stella25b Rodriquez i jego Shark Boy und Lava Girl 23.10.05, 17:25
              Kino familijne 3D dla mnie niestety malo przekonujace ale Duzemu sie podobalo.
              Wersja 3D akurat nie wywolala szokujacego wrazenia w porownaniu z "Piratami"
              byla nieco marna. Fabula tego filmu jak dla dzieci jest dosc skomplikowana.
              Zbyt duzo informacji, ktore jak dla mnie, nie byly wcale wazne aby akcje filmu
              dalej prowadzic. Moze wlasnie dlatego dorosly widz powie: "nie taki znow
              banalny ten film".
    • staua Re: Vidi (II) 23.10.05, 22:40
      "Modigliani" w roli glownej Andy Garcia (pierwszy raz go widze, jak nie jest
      czlonkiem mafii), a polowa rol drugoplanowych obsadzona przez Rumunow :-)
      Swietna muzyka.
      "The Kingdom of Heaven" o krucjatach i Jerozolimie, w roli glownej Orlando
      Bloom, ale jest tez Jeremy Irons (niezla rola) i Liam Neeson. Typowy film
      kontynuujacy tradycje Troi, Aleksandra itd, choc duzo mniej spektakularny.
      Musze przyznac, ze nic nie wiedzialam o Krolestwie Jerozolimy, wiec po filmie
      obejrzalam wszystkie komentarze i poszperalam w Internecie. Dzieki temu
      obejrzenie filmu mialo sens. Inaczej niespecjalnie (walory artystyczne
      niewarte uwagi).
      • stella25b Re: Vidi (II) 23.10.05, 23:10
        Gdzies tam czytalam, ze Scott przygotowuje nowa adaptacje filmowa
        powiesci "Blood Meridian" Cormaca McCarthy. Ma byc to nastepny spektakularny
        obraz wojen z indianami. Oczywiscie krwawy i patetyczny jak jego poprzednie
        filmy. Ciekawi mnie tylko czy tez tak zmodifikowany historycznie jak Gladiator
        i "The Kingdom of Heaven.
        • 3promile Re: Vidi (II) 28.10.05, 10:47
          Wczoraj. Telewizja publiczna. W ramach misji. "Wrona". Produkcja fińska. Zgrabne.
          • aaneta Re: Vidi (II) 28.10.05, 10:56
            A nie przyśniło Ci się to? Bo w programie nic takiego nie widziałam.
            Powiedz coś więcej, prooooszę :)
            • 3promile Re: Vidi (II) 28.10.05, 11:19
              Etiuda (przedłużona, więc zgodna z TWA-zasadą PPP), którą można by przyrównać do
              "Koyaanisqatsi" w wersji zimnolubnej. Przepiękne, kominami zadymione fińskie
              plenery z wroną siwą w roli głównej. Niemal dałem się nabrać, że operator cały
              czas pokazuje widzowi tę samą wronę, czy to na fastfoodowym zapleczu, czy to na
              miejskim wysypisku. Mimo oczywistego wydźwięku w stylu "art eco" (kopyrajty
              moje!), całość w miarę optymistyczna.
              Jeszcze jedno - widz (przynajmniej jeden) cały czas miał wrażenie, że gdyby
              użyto taśmy czarno-białej, to różnica byłaby niezauważalna...
          • braineater The Asassination of Richard Nickson 28.10.05, 11:02
            znaczy po polsku 'Zabić Prezydenta', taki film sobie wczoraj zobaczyłem,
            mysląc, że na czasie:)
            I jest dziwnie, bo film to o idealiście, a podoba mi się, bo film to o
            wartościach, a nie powoduje potępieńczego zgrzytania zębami, bo wreszcie film
            to poniekąd o polityce, a nie usypia.
            Otóż, Sean Penn, tak totalnie nie seanpennowy, jak tylko mozna, gra klasycznego
            amerykańskiego loosera, który jakoś kompletnie nie potrafi się pochytać w
            otaczającej rzeczywistości. Pracę ma, ale jej nie znosi, bo każą mu kłamac i
            oszukiwać (jest sprzedawcą mebli), żonę ma, ale odseparowaną, ma tez parę
            pomysłów na zycie, ale kompletny brak siły przebicia - genialna scena starania
            się o bankowy kredyt - kto to choć raz przerabiał, ten na pewno doceni.
            Wreszcie dochodzi do wniosku, że jego życie pozbawione jest jakichkolwiek celów
            i ideałów i zaczyna ich poszukiwać - począwszy od próby wstapienia do Czarnych
            Panter, którym proponuje przemianowanie sie na Zebry i zajęcie się również
            problemami white trash'ów. Oczywiście niezbyt mu sie to udaje i tak powoli,
            krok po kroczku zaczyna się osuwac w obłę. I tu wychodzi cąła wielkośc Seana
            Penna (który Marysię przez 90% filmu doprowadzał do rozpaczy, grając na granicy
            histerii i anemii, wyglądając tak, jakby za chwilę miał wybuchnąć rzewnym
            płaczem), bo po prostu widać, w którym momencie przeskakuje mu w głowie klapka
            i zamienia się w morderczego świra wprost z Taksówkarza. Zresztą całe 'Zabic
            Prezydenta' wygląda jak dużo lepsza, dużo ciekawiej pomyslana wersja koszmaru z
            De Niro.
            Może nie arcydzieło, ale na pewno warto zobaczyć.
            • mamarcela komunikat 28.10.05, 11:42
              dla wszystkich posiadaczy Canal+ - dzisiaj 28.10 bedzie tam pokazywany o
              godz.20.00 film "Whale rider". Dziwny i mocno wciągający
              przynajmniej mamarcelę, która ani canalu, ani żadnej inszej kablówki nie
              posiada i filmów w telewizji nie ogląda, bo nie umie
              • daria13 Re: komunikat 28.10.05, 13:45
                To będzie trudny wybór, bo na Canal+ zasadniczym jest melodramat angielsko-
                hiszpański z Gael Garcią Bernalem, na TVP Kultura Wstręt, dawno nieoglądany no
                i ten Jeździec wielorybów. Sama nie wiem. A możesz napisać coś więcej na temat
                tego Ridera, pliiiiz.
                Pozdr.
                • mamarcela Re: komunikat 28.10.05, 13:57
                  No i dlatego ja filmów w tv nie oglądam z założenia, coby nie musieć, nie
                  stresować się wyborem, nie napalać się a potem zasypiać w trakcie, wybór
                  dostosowywać do aktualnego stanu umysłu i ducha oraz nie stresować się
                  nadmiernie różnymi zakłóceniami w emisji (telefon, pies, kot, dziecko nr2).
                  Zamiast opisu link podsyłam. Film niedługo wchodzi do kin.
                  jezdziec.wielorybow.filmweb.pl/
                  A ten melodramat to Kropka nad I?
                  Pzdrawiam.
                  • daria13 Re: komunikat 28.10.05, 15:09
                    Ja o tym filmie już czytałam informacje w Gazecie na przykład, ale chciałam
                    poznać Twoja rekomendację:). Choć jeśli to NOwa Zelandia to i tak obejrzę z
                    Julką, bo ona zakochana w tej wyspie, głównie po filmowym Władcy pierścieni.
                    > A ten melodramat to Kropka nad I?
                    W rzeczy samej. Znasz?
                    Pozdrawiam:)
                    • mamarcela Re: komunikat 28.10.05, 17:07
                      A od siebie to nie bardzo smiem, bo oglądałam jakiś czas temu i z wielu powodów
                      niespecjalnie uważnie. Chętnie sobie niebawem odświeżę. EZ pewnością
                      klimatyczne jest bardzo, a ja to lubię w filmach. I zdecydowanie ine od
                      hollywoodzkiej komerchy. :)
                      • mamarcela Re: komunikat 28.10.05, 17:10
                        a Kropke nad i mam w swojej famous silver suitcase, ale jeszcze nie widziałam.
                        Może dzisiaj?
              • 3promile Re: komunikat 28.10.05, 17:15
                Do ogólnego boomu telewizornego dorzucam dzisiejszą "Nieznośną lekkość bytu" i
                to na Polsacie! Niebywałe!
                • stella25b Luther 31.10.05, 23:18
                  Dzisiaj z okazji Reformationstag obejrzalam slynna amerykansko-niemiecka i
                  jeszcze tam jakas kooprodukcje pod tytulem "Luther". Jesli ktos jest fanem
                  Joseph'a Finnes'a i historyczne filmy go nie nudza to nie bedzie narzekal, ze
                  zmarnowal wieczor.
    • mamarcela Re: Vidi (II) 17.11.05, 10:50
      Zanim założę nowy wątek filmowy, bo ten staje się za długi kilka pytań na
      gorąco do twaczek i twaczków:
      1. a propos Burtona czy nikomu nie podobał się mój ukochany Big fish ?
      2. gdzie Brain widział Modiglianiego?
      3.czy ktoś może podzielić się ze mną swoimi wrażeniami z "Home at the end of
      the world". Ja to dzisiaj oglądałam trochę przypadkowo o czwartej nad ranem i
      nie bardzo umiem sobie poukładać. Książki Cuninghama niestety nie czytałam. O
      wrażenia z książki też się łaskawie dopraszam.

      mamarcela niedospana i niepoukładana

      "od dzieciństwa lubiłem syreny"
      • braineater Re: Vidi (II) 17.11.05, 10:59
        hmm z Big Fishem mam problem, bo jak wizualnie jest doskonały (inaczej byc nie
        mogło zresztą), aktorsko przecudny - Finney i McGregor sa niesamowici, tak ten
        film, jest, czego się zreszta spodziewałem, znając wczesniej książkę, po prostu
        głupi. Taka sobie po prostu pierdołowata przypowiastka o niczym i dla nikogo,
        bajeczka do jednorazowego przeczytania, a film do zobaczenia moze dwukrotnie,
        maximum trzy.
        Cosik ja nie lubie tych hamerykańckich epigonów magicznego realizmu, oj nie:)
        2 ??? (odpowiedź oczywista, że dwoch posiadanych albumach, raz w muzeum i w
        książce o Modiglianim, ale to chyba nie o to?)
        3) Zasnąłem na Godzinach 3krotnie, ksiązke męczyłem prawie tydzień. Nie ma siły
        bym bez kija tknął raz jeszcze cokolwiek co ma cos wspólnego z tym panem.

        P:)
        • mamarcela Re: Vidi (II) 17.11.05, 11:19
          1. Książki Big fishowej nie czytałam i powiem więcej pojęcia nie miałam, że
          mogłabym (compromitation or not?), a film mnie powalił właśnie swoją wizualną
          stroną. Po prostu esencja filmu i musiałabym długo mysleć; jest on głupi, czy
          nie, bo i tak jest przecudny. No i oprócz wspomnianych przez Cię aktorów
          jeszcze jeden mało znany, ale którego lubię bardzo - Billy Crudup.
          2. kurcze wybacz, ale to do stauy pytanie, a odpowiedż prosta w hameryce. O
          film mi chodziło. Z Andym Garcią.
          3. Jeśli chodzi o Godziny przyznam się, że mnie książka też średnio. Chyba za
          mądra dla mnie była. Film znacznie bardziej.
          Pozdro.

          "od dzieciństwa lubiłem syreny"
          • nienietoperz Re: Vidi (II) 17.11.05, 12:42
            Niepytany sie wtracam:
            1. Big Fisha nie widzialem, ale nntpzowa, ktora Tima Burtona ogolnie za sam fakt
            istnienia zazwyczaj calowac po stopach jest gotowa, akurat na Wielkoryba krecila
            nosem. Ze o niczym, tak jak pisal B.
            2. Modigliani niefilmowy widziany na oczy wlasne w duzej ilosci, skadinad
            podczas podrozy zaoceanicznej. Gotow jestem sie zakochac w kazdej z tak
            namalowanych kobiet. Filmowy - niewidziany.
            3. Popieram Mamarcele goraco w sprawie Godzin - film bardzo dobry, z Julianne
            Moore kradnaca show obu pozostalym paniom. Ksiazka zdobyta pozniej, uze
            rozczarowanie - w sumie dosc stereotypowa opowiesc o tym, jak to na AIDS sie
            umiera i jest to bardzo wzruszajace. Zeby bylo bardziej artystycznie, na pomoc
            wzywamy Mrs Dalloway. Ta ostatnia zreszta jest swietna ksiazka, ale to juz
            zupelnie inna ... Wirginia.
            • mamarcela Re: Vidi (II) 17.11.05, 14:25
              Wielka ryba to Burton cukierkowy, radosny i prosty, a nie mroczny i pokrętny
              jak inne Burtony - może dlatego nntpzowej nie pasuje. Zresztą może to i film o
              niczym, ale mamarcela kocha takie filmy, które ją wciągaja w swój świat i nic
              oprócz opowiedzianej historii i obrazu jej nie interesuje. Pewnie dlatego, że
              lubi baśnie. Np. z polskich bardzo lubi filmy Kondratiuka o tym jak czas płynie.
              Modigliani to mamarceli wielka młodzieńcza fascynacja - najpierw jako historia
              wielkiej miłości, potem jako element klimatów paryskich belle i folle epoque,
              a tak w ogóle to artystycznie jak najbardziej.
              Dlatego też filmowy mnie zainteresował.
              Nie jestem co prawda do końca przekonana, czy Andy Garcia to mój wymarzony
              Amadeo, ale pożywiom uwidim. A reżyser ten sam, co Doriana Graya kręci, czy też
              może już nakręcił, bo premiera tuż tuż. Tylko dlaczego film jest reklamowany
              jako thriller?
              Ten Cummingham, co to go dzisiaj w nocy widziałam też ma AIDS w tle. Ciekawa
              jestem, czy ktoś to widział, lub czytał? Bo podobno książka lepsza od filmu,
              ale troche się boję.
              P.:)
              mamarcela z rozdwojeniem jaźni (raz w I, raz w III osobie)

              "od dzieciństwa lubiłem syreny"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka