26.07.05, 20:11
43.8 Celsjusza (111 Fahrenheit).
Kto da wiecej? :)
Obserwuj wątek
    • dr.krisk a ile wilgotnosci? 26.07.05, 20:25
      Bo u mnie tylko 108 Fahrenheita, ale z kolei 98% wilgotnosci.
      • staua Re: a ile wilgotnosci? 26.07.05, 20:42
        Boze...
        U mnie "tylko" 94, wilgotnosc 70%, a i tak wytrzymac nie mozna. Broch, gdzie Ty jestes w CA, pewnie
        wiedzialam, ale juz nie wiem... samo poludnie?
        • broch Re: a ile wilgotnosci? 26.07.05, 21:48
          wilgotnosc niska dzieki Bogu 44%, Gdzie jestem? Ciagle Georgia (czekalem az Aska
          skonczy szkole, po wakacjach leci z Polski prosto do L.A.), wlasnie zwijam
          reszte manatkow i wysylam do L.A.
          • staua Re: a ile wilgotnosci? 26.07.05, 22:03
            Aha... W L.A. mam kilkoro znajomych (sa na forum dla naukowcow, choc Ty przestales tam zagladac).
            Moj maz zastanawial sie nad Georgia, bo tam jest Complex Carbohydrate Research Center i w lecie
            bedzie nowy nabor na tenure track, ale na razie zdecydowal sie na Boston. Tam nie jest az tak goraco
            :-) ale za to w zimie jest naprawde zimno... (oczywiscie nie dlatego sie zdecydowal, ale dlatego, ze bylo
            to stosunkowo latwe, moj maz wysilac sie nie lubi i zawsze dzieki wrodzonej inteligencji wykonuje
            calkiem dobrze program minimum, ale nic ponadto, chyba, ze w sporcie :-))
            Wracajac do tematu, to ja juz w tej siedemdziesiecioprocentowej wilgotnosci nie moge oddychac i
            budze sie rano (bo na noc wylaczamy klimatyzacje, ktorej nie lubie do spania) o czwartej, bo musze
            zmienic pozycje na pionowa. Koszmar. Florydy najwidoczniej bym nie zniosla...
            • broch Re: a ile wilgotnosci? 26.07.05, 22:42
              Pod wzgledem klimatycznym Kalifornia to rewelacja: w zimie zawsze o.k. 19C, w
              lecie srednio 25C, drugi w kolejnosci jest Oregon (dla mnie), bardzo polska
              pogoda, (ludzie myla Washington z Oregonem pod wzgledem ilosci deszczu, Oregon
              wyglada lepiej niz Polska).

              Staua, z mojego niewielkiego doswiadczenia odradzalbym "male" stany (S.
              Carolina, Georgia, Alabama, Mississippi, Louisiana, i na polnocy Dakoty, itp)
              wylacznie stany wschodnie lub zachodnie. Wyrwac sie (z dziury) jest duzo
              trudniej. Zycie tanie ale dynamika zarobkow kiepska. W Twoich okolicach do
              mieszkania (i pracy) wolalbym New Jersey (te wszystkie Bedminstery itp: bardzo
              male, bardzo ekslkuzywne z bardzo dobrymi pesjami(jesli sie umie zakrecic)).

              Na Florydzie tylko Key West, obowiazkowo. Ewentualnie (ale tylko ewentualnie :))
              St. Petersburg. Stany poludniowe maja tylko jeden atut: niesamowicie cieple
              Atlantyk/Zat Meksykanska. Bylbym zapomnial: Panama City czyli MTV Summer na zywo
              :)))
              • broch temperatura sie ustalila 26.07.05, 23:52
                114F = 45.5C
                • noida Re: temperatura sie ustalila 27.07.05, 10:48
                  A ja jade do Norwegii w sobotę i będę spać w namiocie a tam temperatura w nocy
                  około 12-13 stopni. Hurra!
                  • broch Re: temperatura sie ustalila 27.07.05, 14:07
                    he, he a dzisiaj ma byc jeszcze cieplej.

              • staua Re: a ile wilgotnosci? 27.07.05, 17:44
                Pozostane chyba przy wybrzezach (Boston na zawsze to fajna perspektywa), chyba, ze maly stan bylby
                stanem, gdzie zostane (albo moj maz) Department Chair (mglista i niepewna przyszlosc) :-) Chociaz
                Stony Brook sam w sobie tez jest dziura...
                Bardzo lubie czytac o stanach poludniowych, jednak po obejrzeniu filmu (kolejna komedia) "Sweet
                Home Alabama", nie jestem pewna, czy nadaje sie do zycia tam (M. twierdzi, ze on jak najbardziej).
                Teraz znajoma dostala tenure tracka wlasnie w Alabamie, jest to Hinduska, ktora ostatnie piec lat co
                najmniej spedzila z dzieckiem tutaj, podczas gdy jej maz byl w Kalifornii, teraz beda razem, to na
                pewno tez atrakcyjny powod do przeprowadzki.
                To widze, ze jestes zadowolony, ze zamieniasz Georgie na LA?
                • broch Re: a ile wilgotnosci? 27.07.05, 18:08
                  Tak, ciesze sie ze zmiany. Lubie Kalifornie, i lubie L.A.
                  Stany poludniowe to troche inna dziura niz male miasteczko w stanie New York :)

                  Jesli lubisz czytac/ogladac filmy o stanach poludniowych to zobacz "A Love Song
                  for Bobby Long". Rzecz sie toczy w New Orleans (i okolicach), to jest takie
                  Poludnie, ktore lubie (niestety tylko na filmach). J. Fonda (urodzona w Georgii)
                  kiedys powiedziala ze Poludnie to jest Trzeci Swiat (straszna chryja sie
                  zrobila). Moim zdaniem w jakims sensie ma racje.
                  Odradzam.
                  • daria13 Re: centralna Polska 27.07.05, 20:10
                    Właśnie obejrzałam prognozę pogody i jak na Polskę to od jutra też nieźle; w
                    piątek 35 st.C, ale u nas nie ma zwyczaju podawać informacji o wilgotności,
                    więc chyba nie jest tak źle jak u Was. A nawet na pewno nie jest tak źle.
                    Bądźcie dzielni i wytrwajcie, nie ma innego wyjścia, albo przyjeżdżajcie na ten
                    czas do kraju rodzinnego, tu wszystko umiarkowane, no może poza nastrojami;)
                    Pozdrawiam współczująco:)
                    • staua Re: centralna Polska 27.07.05, 20:19
                      W Polsce zdecydowanie nie jest tak wilgotno...tutaj wlasnie ta wilgotnosc jest problemem, sama
                      generalnie lubie cieplo, w Rumunii temperatury w sierpniu oscylujace w okolicy 40 st. C mi nie
                      przeszkadzaja, ale tam jest "normalnie", tzn. raczej sucho, tutaj natomiast czasem para wodna z
                      powietrza sama sie skrapla, taka "mzawka" znikad. Mowie Ci, trudno to opisac, dla mnie to byla jedna z
                      wiekszych roznic po przyjezdzie tutaj. Ale jest to duzy plus dla cery (mam b. sucha skore i mialam w
                      Europie noturycznie spierzchniete usta, tutaj ten problem zniknal). Drugim plusem jest zanik alergii na
                      pylki, chyba kiedys o tym wspominalam, trwa juz trzecie lato i bardzo sobie to chwale.
                  • staua Re: a ile wilgotnosci? 27.07.05, 20:15
                    Chetnie obejrze ten film, bo go nie znam, nawet nie slyszalam o nim...
                    Wielki urok rzucilo na mnie Savannah z "Polnocy w ogrodzie dobra i zla" i tak sobie wyobrazam te
                    "dobra" strone poludnia.
                    Moj szef (Amerykanin) kiedys w rozmowie na temat, gdzie ktos taki jak ja moglby mieszkac w USA,
                    powiedzial " Nie macie problemu, zeby mieszkac na poludniu, bo jestescie BIALI". To dla mnie
                    wyznaczylo problem :-) Choc, oczywiscie, nie mam pojecia, ile w tym racji, z innymi opiniami tego
                    rodzaju sie nie spotkalam.
                    • broch Re: a ile wilgotnosci? 27.07.05, 20:39
                      Savannah i Charleston to chyba jedne z najpiekniejszych miast Stanow. ze
                      zwisajacym spanish moss z drzew. Sam urok i czar. Kazdemu kto jest nawet na
                      krotko w U.S.A. polecam oba miasta do zwiedzania.
                      Wiesz w kwestiach rasowych, wypowiadac sie nie lubie, ale moje poglady zmienily
                      sie od kiedy okazalo sie ze equal opportunity 0znacza 50% kolorowych na
                      uniwersytetach (nawet jesli nie maja wyksztalcenia), faworyzowanie dzieci
                      kolorowych w szkolach itd itp.

                      Daria, troche zazdroszcze, upalne lato w Polsce zawsze podobalo mi sie (tzn w
                      miescie wspolczuje, ale nad jeziorami, w lasach sama poezja). Moze w przyszlym
                      roku, kto wie?
                      • staua Re: a ile wilgotnosci? 27.07.05, 21:08
                        A ja mam wlasnie bardzo zdolna czarna studentke :-) bardzo ja poza tym lubie i odnioslam chyba
                        sukces nauczycielski, bo ona miala stypendium na lato, byla bardzo niesmiala i cichutka, ale udalo jej
                        sie zrobic niezly wynik (malutki projekt, ale go skonczyla) i zostanie najprawdopodobniej takze na
                        nastepny rok akademicki ze mna.
                        Ale zgadzam sie z Toba, ze tutaj te przywileje mniejszosciowe prowadza czasem do absurdu.
                        Zwiedze na pewno i Charleston, i Savannah, jak tylko nastepny urlop nadejdzie...
                        • dr.krisk Minorities.... 27.07.05, 21:26
                          To chyba nie jest taka prosta sprawa z tymi preferencjami dla czarnych
                          Amerykanow (troche sie na to lapia rowniez Hispanic, ale to glownie o czarnych
                          chodzi). Bo z jednej strony: glupio i niesprawiedliwie, ze za wzgledu na kolor
                          skory masz przywileje, ale z drugiej strony widzialem jak mieszkaja i z jakich
                          srodowisk wywodza sie np. moi studenci. Nie zeby jakies kryminalne, bron boze,
                          ale bieda.
                          Amerykanie robia co moga, aby utworzyc cos w rodzaju czarnej klasy sredniej, i
                          moze im sie to uda.... czego im zycze oczywiscie.
                          • broch Re: Minorities.... 27.07.05, 23:51
                            1) nie odmawiam Czarnym inteligencji, nie odmawiam pracowitosci.
                            2) Ale system powoduje ze nie trzeba sie uczyc wystarczy nie byc bialym. W sumie
                            uwazam to za demoralizujace. Podobnie jak z punktami za pochodznie w Polsce. Nie
                            ma osoby ktora cenilaby rzecz otrzymana za darmo. Wiem, wiem tracimy
                            potencjalnie tylu Mozartow... Ale czy naprawde? Przy masowym dostepie do
                            wiedzy/szkol nie widze jakos niezwyklego przyrostu ilosci osob wybitnych w Polsce.
                            Moja kolezanka dostala punkty za pochodzenie. Dostala tyle, ze wlasciwie sam
                            egzamin byl tylko formalnoscia. Nie mniej dziewczyna zdala egzamin tak dobrze ze
                            i bez punktow preferencyjnych dostalaby sie na studia. Innymi slowy jak chcesz
                            do dostaniesz sie na studia.
                            Osoby (w Polsce) z malych miasteczek chodza do szkol o nizszym poziomie. dostaja
                            sie na studia dzieki ekstra punktom, ich pozim przez cale studia jest nizszy,
                            potem mamy kiepskich inzynierow, lekarzy itp. Bardzo niewielki procent z tych co
                            dostali ekstra punkty wykorzystalo szanse.

                            Wiekszosc z tych co ta sznse wykorzystala, dostalaby sie na studia i bez punktow.

                            To samo jest tutaj w Stanach. Osobiscie nie wierze ze taka "pomoc" daje cos dobrego.

                            Nie twierdze ze metoda bezpunktow preferencyjnych jest sprawiedliwa, uwazam
                            jednak ze ma wiecej wad niz zalet.

                            Podobalo mi sie wystapienie B. Cosby.
                            Uwazam ze trzeba na wszystko zapracowac.

                            Boje sie rownosci, stad krok do stwierdzenia, ze T. Cruse, czy panny Hilton to
                            osoby malo rozgarniete. Dlaczego oni maja a ja nie? Czy nie byloby
                            sprawiedliwiej i zabrac im, rozdac ciezej pracujacym, madrzejszym? Nie, ja
                            jestem przeciwny rownosci.
                            • staua Re: Minorities.... 28.07.05, 16:01
                              Mnie tez sie podobalo jego wystapienie.
                              Nie wiedzialam, ze w Polsce caly czas sa punkty za pochodzenie. To by tlumaczylo ilosc koszmarnych
                              osob na pierwszym roku moich studiow (ktore jednak wykruszyly sie jakos - w wiekszosci).
                              • broch Re: Minorities.... 28.07.05, 16:15
                                nie wiem czy jeszcze sa punkty za pochodzenie. Chodzilo mi o ich szkodliwosc.
                                • staua Re: Minorities.... 28.07.05, 16:21
                                  Moze nie ma, ale teraz pomyslalam, ze tym samym w zasadzie jest przyjmowanie na studia na
                                  podstawie swiadectwa maturalnego, stare przeciez zalezaly od poziomu szkoly, a na warszawska
                                  chemie przez lata nabor odbywal sie w ten sposob.
                                  Tylko, ze ta szkodliwosc objawia sie chyba tylko na samym poczatku, bo przeciez juz na egzaminach w
                                  trakcie studiow nie ma takiego podzialu i wszyscy sa oceniani tak samo, wiec jesli ktos, kto dostal sie
                                  za punkty, nie wykorzysta tej szansy i nie zacznie sie uczyc tak samo, jak reszta, to i tak odpadnie, czy
                                  nie?
                                  • broch Re: Minorities.... 28.07.05, 16:54
                                    Ta szkodliwosc to chyba nie tylko poczatek szkoly. Jesli na wydzial przyjeto 98%
                                    ludzi o slabym wyksztalceniu to sa dwie opcje wyrzucic te 98% poniewaz egzamin
                                    byl za trudny, lub obnizyc poziom (co np regularnie robi sie w Stanach, poniewaz
                                    szkoly maja obowiazek utrzymywac parytet rasowy i jesli rownowaga zostanie
                                    zachwiana, to wladze uniwersytetu maja powazne problemy) egzaminu. W zwiazku z
                                    tym nie odpadnie. :)
                                    • dr.krisk Mam jednak watpliwosci... 28.07.05, 17:06
                                      Podzielam oczywiscie wasze zastrzezenia co do zasady parytetu
                                      rasowego/spolecznego itp. (to chyba nigdy nie daje spodziewanych rezultatow).
                                      Zastanawiam sie jednak co nalezaloby robic aby pomoc w awansie spolecznym
                                      mlodym ludziom? Moze zamiast fundowac im miejsca na studiach, zapewnic dobre
                                      szkoly podstawowe i srednie? Zapewnic stypendia? Dofinansowac szkolnictwo -
                                      zwlaszcza to podstawowe, kiedy w zasadzie decyduje sie kto kim zostanie w
                                      przyszlosci?

                                      • broch Re: Mam jednak watpliwosci... 28.07.05, 17:19
                                        oczywiscie, ze tak... tyle ze parytet latwiejszy i (teoretycznie) mniej kosztuje.
                                        Pomaganie nie jest rzecza prosta, ile osob chcialoby zakasac rekawy, zgodziz sie
                                        na nizsze pensje oddajac czesc na rozwoj szkolnictwa itp? Uwazam tez ze
                                        filozofia szklanych domow (i Baryki) rowniez jest bledna, poniewaz malo wydajna,
                                        idealistyczna.
                                        Faktycznie skuteczne wyrownanie poziomu zycia i wyksztalcenia wymagaloby z
                                        jednej stony duzych wyrzeczen (od bogatszych i lepiej wyksztalconych) oraz duzo
                                        wysilku, samozaparcia (od chcacych osiagnac lepsze cos tam). W praktyce obie
                                        strony ida po najmniejszej linii oporu, nie ma wiec szans na prawdziwy sukces.
                                        • dr.krisk Ano tak.... 28.07.05, 17:32
                                          broch napisał:

                                          > W praktyce obie
                                          > strony ida po najmniejszej linii oporu, nie ma wiec szans na prawdziwy sukces.
                                          No tak - politycy wola podlizywac sie wyborcom, wykazujac sie "niebywalymi
                                          osiagnieciami" w realizacji polityki spolecznej...
                    • dr.krisk A ja tam lubie Poludnie.... 27.07.05, 20:42
                      To znaczy - nie mam wielkiego porownania z innymi czesciami Stanow, ale jakos
                      podoba mi sie na Florydzie. Lubie leniwy styl zycia, domy z gankami
                      (slynny "porch"), agresywna przyrode.... jakos mi pasuje. Fakt - jest wilgotnie
                      jak diabli, ale przy pomocy whisky mozna to zniesc. Oczywiscie nalezy
                      zaakceptowac fakt lazenia caly czas w koszuli z mokra plama na plecach, jak tez
                      koniecznosc wypijania do galona wody dziennie. Moglbym tu chyba mieszkac sobie.
                      Kupilbym zaraz lodke, kajak, motocykl, trucka.... cos dla mnie!
                      A Luizjana bardzo mi sie podoba - niezle cajunskie jedzenie (na przyklad).
                      Ja w ogole lubie rozne zadupia.
                      KrisK
                      • staua Re: A ja tam lubie Poludnie.... 27.07.05, 21:09
                        Porches sa takze na moim zadupiu :-) Domy w stylu New England je maja jak najbardziej...
                        Doktorze, a nie rozwazasz zamieszkania na dluzej? Ile czasu tam spedzisz?
                        • dr.krisk Re: A ja tam lubie Poludnie.... 27.07.05, 21:20
                          staua napisała:

                          > Porches sa takze na moim zadupiu :-) Domy w stylu New England je maja jak
                          najba
                          > rdziej...
                          > Doktorze, a nie rozwazasz zamieszkania na dluzej? Ile czasu tam spedzisz?
                          Oj - za kilka miesiecy juz wracam do kraju ojczystego.....
                          Wiesz, juz za pozno na definitywne przenosiny. Po prostu - za stary jestem. Nie
                          chodzi tu wcale o fizyczna strone starosci, ale o takie psychiczne zniechecenie
                          do aktywnosci intelektualnej. Musialbym sie nauczyc dobrze mowic po angielsku..
                          a mi sie nie chce.
                          Ale bardzo chetnie powroce znowu. Lubie Stany.
                          KrisK
                          • stella25b Re: A ja tam lubie Poludnie.... 27.07.05, 22:59
                            A ja z Mainz donosze, ze nad Renem temperatura wzrasta i jutro ma byc znow
                            ponad 30°C. Mieszkam akurat w najcieplejszym miejscu Niemiec i najbardziej
                            winnym;) Juz Rzymianie docenili ten lagodny klimat i jak zasadzili winogrona
                            tak do dzisiaj sie je tutaj uprawia, produkujac z nich wspaniely Dornfelder.

                            W czasie mojej podrozy po Stanach zawitalam takze do Savannah. W porownaniu z
                            innymi mastami Stanow jest piekne. Zwiedzilam takze fort Pulaskiego to tez
                            gdzies w okolicach Savannach a z pd Karoliny przywiozlam sobie przepiekne
                            muszle zlepience, eh ale mnie na wspomnienia wzielo. Teraz uciekam dalej
                            pakowac walizy.
    • kwiecienka1 Re: scorcher 28.07.05, 13:02
      ale nam wykrakaliście...
      dziś już w całej Polsce jest ponad 30 stopni Celsjusza (w Katowicach 35)
      wiem, wiem, u was w Ameryce o wiele więcej, ale my nie jestesmy do tego
      biologicznie przystosowani - Polak to raczej do deszczu pasuje, no i narzekać
      ma na co...
      to teraz się wygupię ze swoim pytaniem, ale już od wczoraj mnie męczy
      tu wyznam (uprzedzając), iż fizyka jest mi całkowicie obca, więc pytanie będzie
      z zakresu szkoły podstawowej: jak wilgotność jest Polsce? jak to się ma do tej
      w Stanach? u nas nie ma w zwyczaju podawania takich informacji, w prognozie
      pogody raczej supiają się na ciśnieniu, żeby meteopaci mieli dokładne
      informacje kiedy narzekać
      z góry dziekuję za odpowiedź i pozdrawiam wszystkich tęskniących do temperaur
      skandynawskich
      Kwiecienka Szwecję & Norwegię z Rozrzewnieniem Wspominająca
      • broch Re: scorcher 28.07.05, 14:48
        "dziś już w całej Polsce jest ponad 30 stopni Celsjusza (w Katowicach 35) wiem,
        wiem, u was w Ameryce o wiele więcej"
        Nie idzie o to ze wiecej, jedynie o to ze strasznie. :)

        Wiesz na Twoje pytanie o wilgotnosc trudno dac jednoznaczna odpowiedz:
        Stany to nieco mniej niz polowa kontynentu i w dalszym ciagu sa wieksze od
        Europy. To znaczy ze sa tu miejsca najsuchsze na swiecie (Dolina Smierci) oraz
        bardzo wilgotne (Floryda, czesc Louisiana, Georgia oraz niezwykly wybryk natury,
        najbardziej na polnoc wysuniety Rain Forest (Olympic Park w stanie Washington,
        gdzie woda non stop leci z drzew. Naprawde fantastyczne). Czyli wilgotnosc od 0%
        do 100%. Wilgotnosc faktycznie dokucza w wypadku niskich temperatur (pamietam
        zimy we Wroclawiu gdy 0C czulo sie jak -10C ze wzgledu na wilgotnosc) oraz w
        wypadku wysokich temperatur gdy czesto wychodzac na dwor czujesz sie tak jakbys
        weszla to lazni. 100% wilgotnosci wystepuje b czesto na Florydzie, rowniez w
        Georgii ale zdarza sie i na polnocy np w Nowym Jorku.

        Wiesz mnie sie wydawalo ze o wilgotnosci w czasie prognozy pogody po Dzienniku
        telewizyjnym byla mowa? Moze teraz sie zmienilo, a moze po prostu nikt na takie
        informacje nie zwraca uwagi?
        • noida Re: scorcher 28.07.05, 18:12
          Taka informacja na pewno jest podawana czasami w pogodzie w radiu, zdaje się
          Pin, ale też chyba i w Trójce. Nie chcę strzelać, ale wydaje mi się, że
          wilgotność powietrza np. w Warszawie rzadko przekracza 60%. Obecnie w
          Katowicach wilgotność powietrza wynosi ok. 46%. W ogóle to jak chcesz wiedzieć
          co i jak to wejdź na tę stronę, tutaj wszystko jest:

          www.stronameteo.go-longhorn.net/index.php?page=phpw/view.php
    • kwiecienka1 Re: scorcher 28.07.05, 18:38
      dzięki za odpowiedź
      teraz mam przynajmniej punkt odniesienia kiedy czytam np. "wilgotność 90%"
      tak wogóle, podoba mi się ten wątek - dzięki niemu przyswoiłam sobie też nowe
      angielskie słówko "scorcher" (upał, skwar?), które postaram się zapamietać
      (zapamiętam na pewno, bo z wami sobie skojarzę...)
      pozdrawiam
      Kwiecienka
      • dr.krisk Zrob sobie Floryde w domu! 28.07.05, 21:38
        Droga kwiecienko - zrob sobie Floryde w mieszkaniu (tym latwiej, ze jak
        piszesz, male to mieszkanko..)!!! W tym celu nalezy:
        - nastawic na kuchni garnki z woda, zeby dobrze naparowac i ogrzac mieszkanie.
        - zamknac szczelnie okna, zaslonic wetylacje, uszczelnic szpary w drzwiach.
        - wlaczyc ogrzewanie: tzw. sloneczko.
        - ubrac sie w klapki, szorty i T-shirt;
        - zaczac odzywiac sie hamburgerami;
        - w mieszkaniu zapuscic jakies kasliwe mrowki oraz grzechotnika....
        I wtedy czujemy sie jak na Florydzie!!!
        KrisK
        • kwiecienka1 Floryda w weekend 28.07.05, 23:30
          Obiecuję spróbować :-)))
          A co z:
          - Disney World
          - aligatorami
          - Jebem Bushem?
          Floryda bez nich?! Jakoś nie mogę sobie wyobrazić...
          pozdrawiam
          Kwiecienka z Bojowym Zadaniem na Weekend

          ps huragan w mieszkanku chyba potrafię sobie zrobić, a przynajmniej jego
          efekt :-)))
          K.
          • broch Re: Floryda w weekend 29.07.05, 00:44
            odp:
            - aligatora możesz wypożyczyć z ZOO
            - w celu zorganizowania DW polecam zaprosić wszystkie dzieci z okolocy,
            koniecznie poniżej 10-tego roku życia
            - z Bushem nie wiem, ale może Kaczyńscy by wystarczyli? :))
    • beatanu Re: scorcher 29.07.05, 18:59
      broch napisał:

      > 43.8 Celsjusza (111 Fahrenheit).
      > Kto da wiecej? :)

      Nie dam więcej ale dam mniej :)
      W Szwecji środkowej jeszcze jako tako - ok. 20-24 stopni, ale na północnym
      zachodzie, w górach po raz pierwszy od jakiegoś czasu (zimy?) ostrzeżono przed
      spadkiem temperatury do 0 stopni C... ( nocy) Pan meteorolog w radiu ubolewał,
      bo - jak słusznie zauważył - ciągle jeszcze mamy lipiec...
      A pamiętam jak parę ładnych lat temu wędrwowaliśmy po górach w krótkich
      spodenkach w 25-stopniowym upale i zjeżdżaliśmy na pupach po zlodowaciałym
      śniegu...

      Ale za to jak pada - a pada teraz duuuużo - to jest już nie tyle wilgotno, co
      mokro :)
      Pozdrawiam serdecznie !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka