stephen_s
11.08.05, 15:00
Ten gość mnie rozbroił:
"Oszczep jest nie dla mnie. Nie używałem czegoś takiego od ostatniego
polowania na ryby - mówi "Gazecie" Shaka Salo z Samoa, który na
lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Helsinkach rzucił oszczepem 41
metrów - dwa razy bliżej niż pozostali uczestnicy - i stał się ulubieńcem
publiczności
Finowie znają chyba wszystkich oszczepników, bo to ich sport narodowy. Ale
tego nie znali. Shace Salo trochę się poplątały nogi w rozbiegu, ale
zamachnął się i oszczep poszybował na odległość 38 metrów. Po nim rzucał
Rosjanin Siergiej Makarow - 85 metrów. Przy drugim rzucie Samoańczyka
publiczność wiwatowała, a Shaka (imię dostał na cześć króla Zulusów) rozdawał
uśmiechy. Machnął, poprawiając rekord życiowy, o trzy metry.
Radosław Leniarski: Przepraszam, ale czy Pan miał kiedyś wcześniej oszczep w
ręku?
Shaka Salo: No, raz dla zabawy rzuciłem sobie w zeszłym roku. Ale bez
rozbiegu.
- To dlaczego Pan startował w Helsinkach w rzucie oszczepem?
- Miałem startować w pchnięciu kulą, ale startowałem na igrzyskach południowo-
wschodniego Pacyfiku w Palau i spóźniłem się na samolot do Manili. Następny
miałem za trzy dni. Mogłem jeszcze próbować rzucać dyskiem i młotem, ale gdy
przyleciałem, właśnie skończyły się kwalifikacje. Został mi tylko oszczep.
Poszedłem do międzynarodowej federacji i powiedziałem, że skoro już
doleciałem, szkoda by chyba było, gdybym nie wystartował.
- To znaczy, że gdyby Pan zdążył, toby Pan rzucał dyskiem?
- No, ja jestem dyskobolem. Znaczy byłem, bo uznałem, że jestem za mały, i
rok temu przestawiłem się na pchnięcie kulą. Adam Nelson [mistrz świata w
pchnięciu kulą - red.] ma piekielne szczęście, że się spóźniłem. Piekielne.
- W młocie też by Pan startował? Przecież to bardzo trudna konkurencja,
bardzo techniczna. Nie bałby się Pan, że zrobi sobie krzywdę tym młotem?
- Gdzie tam trudna. Oszczep jest trudny. Trudny, bo lekki. Jak się macha
ręką, można sobie krzywdę zrobić. Ale mnie akurat zabolała noga [Shaka
pokazuje, gdzie go boli - red.].
- Na zaliczeniu oszczepu na AWF-ie w Warszawie też rzuciłem 38 metrów.
Starczyło na czwórkę...
- No, nie wiem. Słyszałem, jak spiker zapytał widzów na stadionie, czy jest
ktoś, kto rzuciłby więcej, i niewiele osób podniosło rękę. Trochę mi było
głupio po tym pierwszym rzucie, ale wszyscy tak mnie dopingowali, że
pomyślałem, że zrobię to jeszcze raz. Podejrzałem, jak inni rzucają, i za
drugim razem poszło mi lepiej.
- Będzie Pan startował na igrzyskach w Pekinie?
- Oczywiście. W pchnięciu kulą. Do Pekinu ode mnie jest bliżej."
sport.gazeta.pl/sport/1,35488,2864425.html
:)))))))))))))