Dodaj do ulubionych

Frakcja pesymistów!

30.08.05, 19:21
Bynajmniej nie depresjonatów. Ja staram się nie być depresjonatem, choć
różnie mi to wychodzi. Anyway (jaki jest polski odpowiednik tego słowa??),
jak ktoś już bardzo potrzebuje sobie pomarudzić, to proszę tutaj :)
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Frakcja pesymistów! 30.08.05, 19:23
      Anyway - tak czy owak. tak czy inaczej będę wpadął jak mnie potrzeba marudzenia
      napadnie:)
      P:)
    • beatanu Re: Frakcja pesymistów! 31.08.05, 08:46
      Dziękuję bardzo za propozycję kącika do pomarudzenia.
      Gdy tylko dopadną mnie zmrożone zimowe ciemności - wtedy na pewno tu zajrzę.
      Albo w słoneczny dzień, kiedy wszystko i tak będzie wydawało się do d...

      Beata Wddzięczna
      • beatanu Marudzenie jesienne, prawie zimowe 19.10.05, 08:45
        Zgodnie z obietnicą...

        -2 stopnie, szron na dachach, bladziuchne słońce próbuje przebić się przez
        gęste powłoki chmur, szaro-stalowo-szaro i może nawet pięknie ale wartości
        estetyczne dmuchającej w kark zimy jakoś mnie nie zachwycają...
        I liście rosnącego za oknem jesionu (zwarzone porządnym mrozem już kilka nocy z
        rzędu) spadają w takim tempie, że już jutro będzie łyso i jeszcze bardziej
        smutno...

        Zimno mi i smutno :(
        B
        • eva.68 Re: Marudzenie jesienne, prawie zimowe 19.10.05, 15:31
          A do mnie dzisiaj powróciła Piękna Polska Złota Jesień! Pewnie na krótko,
          niestety. :-(
          Miejsce to przeznaczenie ma zgoła inne, ale co tam. :-)
          Pozdrawiam słonecznie i ciepło.
          :-)
    • blue.berry i ja! i ja! 31.08.05, 08:51
      ja rowniez bardzo chetnie wpisuje sie do tego kacika.
      zdecydowanie jestem spod znaku "szklanka w polowie pusta"
      z tym ze mniej chyba marudze a bardziej roztaczam czarne wizje. i oczywiscie
      sama sie niemi martwie.
      jak ktos kiedys powiedzial "jestem swoim najwiekszym wrogiem"
      a w ogole to lato juz sie konczy:(
      • noida Re: i ja! i ja! 31.08.05, 10:44
        Blue Berry! Wyczuwam w Tobie pokrewną, pesymistyczną duszę ;-) Czy Ty też masz
        syndrom staruszków? Syndrom staruszków polega na tym:

        Raz staruszek spacerując w lesie,
        Ujrzał listek przywiędły i blady,
        I pomyślał – znowu idzie jesień,
        Jesień idzie – nie ma na to rady.

        I podreptał do chaty po dróżce,
        I oznajmił stanąwszy przed chatą
        Swojej żonie, tak samo staruszce:
        Jesień idzie – nie ma rady na to.

        Zaś staruszka zmartwiła się szczerze,
        Zamachnęła rękami obiema,
        Musisz zacząć chodzić w pulowerze,
        Jesień idzie – rady na to nie ma.

        Może zrobić się chłodno już jutro,
        Lub pojutrze, lub może za tydzień
        Trzeba będzie wyjąc z kufra futro
        Nie ma rady – jesień, jesień idzie.

        A był sierpień, pogoda prześliczna
        Wszystko w złocie stało i w zieleni
        Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
        O mającej nastąpić jesieni.

        Ale cóż, oni żyli najdłużej
        Mieli swoje staruszkowe zasady
        I wiedzieli, ze wcześniej, czy później
        Jesień przyjdzie – nie ma na to rady.

        Ja mam go co roku w okolicy sierpnia, a prawdę mówiąc to co roku wcześniej.

        No i słuchasz Moby'ego- to też moim zdaniem smutna muzyka, chociaż taka ładna :-
        )
        • griszah Re: i ja! i ja! 31.08.05, 10:55
          O! A a to nawet umiem zagrać na gitarze :) . A po popisach wokalnych - kocyk,
          herbatka i "Dolina Muminków w listopadzie" - ot co!
        • blue.berry oj noida oj 31.08.05, 11:03
          no dziekuje ci bardzo za przypomnienie tego wiersza (piosenki?)
          zdecydowanie to wlasnie o mnie. zdecydowanie.
          z tym ze to chyba wcale nie jest dobrze. sama niekiedy nie wiem. tz mam
          wrazenie ze z takim syndromem staruszkow zyje sie troche ciezej. niekeidy
          zupelnie niepotrzebnie.

          a Mobiego slucham, kocham, od lat. najpiekniejsza plyta Play. wysluchana jakies
          milion razy. a na koncercie w trakcie Why Does My Heart Feel So Bad?
          najnormalniej w swiecie strumien lez (ku lekkiemu zazenowaniu otoczenia:)
          a na pólce "ulubione/moje/nie ruszac!" obok Mobiego Tori Amos. mistrzyni
          pieknych slow i nastroju.
          • blue.berry i jeszcze 31.08.05, 11:06
            Dolina Muminkow w listopadzie jak najbardziej
            i zdecydowanie
            bo oprocz syndromu staruszkow moge sobie dolozyc tez kompleks Filifionki. i
            tylko licze sobie z cicha ze zmiecie mnie z dachu wreszcie jakis huragan. i cos
            trzasnie i sie zmieni. zeby moc znowu myc wlosy w deszczowce i spac zwinieta w
            klebek na lozku w pokoju Mamy Muminka. i tanczyc w za duzych kaloszach na lace.
          • nienietoperz Re: oj noida oj 31.08.05, 11:39
            Oj, Tori dla pesymistow?!
            Że aż zacytuję:

            And if I die today, I'll be a happy phantom,
            (...)
          • noida Re: oj noida oj 31.08.05, 13:56
            Ja płaczę przy "In my heart" i na zabój kocham tę panią, która to śpiewa!
            • braineater Re: oj noida oj 31.08.05, 15:57
              jjjaaaaaaiiiiiiiiiiii!!!!!
              Żeby z pani, która śpiewa jeden z najweselszych wałków świata, "Hello Mr.
              Zebra" oraz pean na cześć Penautsów, zrobic demona depresji, to trzeba być
              naprawdę mistrzem autosugestii:)
              Braineater kawałek depresyjny ma jeden, o własciwościach terapeutycznych, znany
              pod tytułem "Jesienna Deprecha":
              Mam znowu doła
              Znów pragnę smierci
              Wracaja stare lęki
              I nie mogę w nocy spać

              Ból przemijania
              Choroby, wojny, rozpacz
              Wszystkie ciemne strony życia
              Dręcza mnie ach kurwa mać

              Brazylijski serial już nie cieszy jak kiedys
              Nawet seks jest banalny i nie kręci mnie
              Może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku
              Może w lecie jakis komar adidasa sprzedał mi...

              Mam znowu doła
              Znów pragnę smierci
              Wszystkie formy samobója
              Przed oczyma staja mi

              Sam już nie wiem co robić mam
              Nie chcę dłużej smażyć tłuczonego szkła
              Mam już dosć leżenia pod kałuża
              Ratuj mnie jesienny mały boże

              Tekst autorstwa jednego z lepszych polskich surrealistów muzyczno medialnych
              Tymona Tymańskiego, całośc wykonuje zespół Kury na płycie Polovirus, a
              utrzymany jest wokalnie i muzycznie w tonacji rzewnej discopolowej ballady
              (Kury info dla średniozorientowanych zespołem są jazzowym)Każda depresja mija
              po wysłuchaniu wyżej przytoczonego utworu:)

              Pozdrowienia:)
              • blue.berry oj braineater oj 31.08.05, 16:14
                b.b napisala
                "Tori Amos. mistrzyni pieknych slow i nastroju."
                nikt z nikogo nie zrobil demona depresji. jedno zostalo powiedziane (przez
                noide) ze Moby smutny jest. a ja jedynie dodalam opowiastke ze plakalam na
                koncercie. ale przeciez z depresji nie plakalam. ino ze wzruszenia:)))

                dla wszytskich mniej zorientowanych przytaczam tresc "jednego z najweselszych
                wałków świata":
                Hello Mr. Zebra
                Can I have you sweater
                Cause it's cold cold cold
                In my hole hole hole
                Ratatouille Strychnine
                Sometimes she's a friend of mine
                With a gigantic whirlpool
                That will blow your mind

                Hello Mr. Zebra
                Ran into some confusion with a Mrs. Crocodile
                Furry mussels marching on
                She thinks she's Kaiser Wilhelm
                Or a civiliaes syllabub
                To blow your mind
                Figure it out
                She's a goodtime fella
                She got a little fund to fight for Moneypenny's rights
                Figure it out
                She's a goodtime fella
                Too bad the burial was premature she said
                And smilied
                • noida Re: oj braineater oj 31.08.05, 16:30
                  Właśnie, akurat ten kawałek mnie nie smuci, tylko taki jest jakiś piękny...

                  Inne kawałki Moby'ego są smutne i przy niektórych też płakałam, a co. Ja w
                  ogóle dużo płaczę, ale lekarz mi powiedział, że to z powodu niedoborów
                  serotoniny czy czego tam ;-) I że niektórzy tak mają całe życie, ale większości
                  robi się to dopiero na starość- czyli, że w wieku 25 lat jestem zdziecinniałą
                  staruszką... No i pewnie stąd ten smutek jesienny już w sierpniu i tak dalej.
                  Zresztą robiłam sobie kiedyś test "ile masz psychicznie lat" i wyszło, że mam
                  już dobrze po 60-tce... Więc jestem z Was najstarsza!
                  I tym optymistycznym akcentem.
                  Staruszka Noida.
              • daria13 Re: I jak tu nie kochać TWA! 31.08.05, 16:28
                Uznałam ten wątek jako idealny dla mnie, bo nie spodziewałam się, że bedziemy
                się tutaj przyznawali do swojej natury, ale że będziemy tutaj wylewali swoje
                żale, a ja to lubie robić i kiedy to robie przed Wami, to zawsze znajduje
                ukojenie. A tu taka niespodzianka! Takie cudownie terapeutuczne wierszyki!
                Jesteście lekiem na całe zło!
                Krótko więc powiem o swoim ostatnim żalu. Skąd wziąć pieniądze we wrześniu?
                Podręczniki, przybory szkolne, tornistry, nowe buty, basen, ubezpieczenia i
                długo by można jeszcze wymieniać.Życie jest ciężkie.
                Dobrze, że jesteście!
                Pozdrawiam już nie taka zmartwiona, jak dziś rano:)
        • beatanu Do Noidy z wdzięcznością po raz wtóry! 01.09.05, 12:18
          No proszę Noido, pomogłaś mi postawić diagnozę jeżeli chodzi o przedjesienne
          doły mojego męża... teraz już wiem na co cierpi: syndrom staruszków!

          Od lat to samo: wzdychanie ciężkie i wzrok nieobecny i smutek w całym ciele, bo
          już nie tylko w oczach... I tylko (?) dlatego, że to końcówka sierpnia, że
          pierwsze chłodne wiatry, że liście pierwsze z pożółkłych brzóz spadają, że pora
          nowych studentów poznać (pracuje na tutejszym uniwersytecie)...

          Ja mam trochę inaczej - w doły spowodowane porami roku wpadam dopiero jak już
          jest naprawdę zimno i ciemno i do wiosny milion lat świetlnych. No ale ludziska
          różne som.

          A powody do marudzenia mam, bo czasami śniegiem sypnie tu już w połowie
          października i tak do wiosny zostaje. Bo wszystko tutaj przychodzi później
          (wiosna, młode ziemniaki i pierwsze borówki) oprócz zimy, która przychodzi
          wcześniej :)

          Pozdrawiam!
    • kawa_malinowa mogę zostać prezeską? 31.08.05, 16:34
      Wy to przynajmniej internet macie w domkach (?) a mnie się skończył i muszę
      korzystać z kawiarenek (nie, nie uzależnienie, ale trzeba podanie o stypendium
      wydrukować ;)). Poza tym jest ciepło... Ideałem byłoby Punta Arenas.
      A jeszcze - pozazdrościwszy Wam grzybobrań, wybrałam się dzisiaj do lasu, a
      jako ze zainspirowałam się Poematem, to chciałam nie tylko zbierać, ale i się
      prezentować, więc pojechałam w spódnicy. A teraz pieką mnie całe nogi i pewnie
      jutro nie założę spódnicy do szkoły i na wyjście... pieką mnie też ręce
      porysowane ale to już mniejsza.
      I jeszcze - w czerwcu zapisałam się do biura pośrednictwa pracy czasowej.
      Dawno, prawda? Zadzwonili do mnie dzisiaj z propozycją stażu... Czemu nie
      zadzwonili miesiąc, dwa temu?

      A to tylko część dzisiejszych frustracji.
      Lepiej mnie ;)
      • stella25b a mnie przesladuja szpitale 01.09.05, 13:04
        Fobia jakas czy co????
        W Pl moj syn przebywal 6 dni w szpitalu. Kiedy wrocilam do pracy to
        dowiedzialam sie, ze kol. z biura jest w klinice. Wczoraj bylam ja odwiedzic (w
        pon. miala operacje). W przyszlym tygodniu moj tesc wybiera sie do szpitala tez
        na operacje. Jakas moda nastala czy co?
    • noida pasikoniki- samobójcy 04.09.05, 22:57
      Właśnie przeczytałam, że istnieje rodzaj pasożytów, które żerują w
      pasikonikach. Faszerują je jakimiś substancjami chemicznymi, po których
      pasikoniki popełniają samobójstwo rzucając się do wody. Pasożyty opuszczają
      ciała pasikoników- samobójców i rozwijają się dalej. Czy nie sądzicie, że to
      niesamowite i straszne? To tak niesamowite, że aż musiałam się z wami
      podzielić, a wątek pesymistyczny wydał mi się bardziej odpowiednim miejscem niż
      inne, ze względu na samobójstwa pasikoników. Ciekawe, czy coś takiego może
      mieszkać w ludziach.
      • eva.68 Re: pasikoniki- samobójcy 05.09.05, 10:18
        noida napisała:
        Ciekawe, czy coś takiego może
        > mieszkać w ludziach.

        Obcy 8 pasażer Nostromo, np.? ;-)
        Różnym zwierzętom przydarzają się podobne rzeczy (niekoniecznie z samobójstwem
        w programie, niektóre są np. pożerane żywcem przez pasożytujące w nich larwy)
        ale żeby ludziom tak...? Widziałam tylko w filmach sf.
        :-)
      • brunosch pasikoniki 05.09.05, 10:33
        Tażeż to najoptymistyczniejsza wiadomość!
        Pasikonik, symbol lekkomyślności, radości życia i beztroski, miałby sobie
        świadomie odbierać życie? I to na zasadzie "wszystko skończone, mam deprechę,
        idę się utopić"? No nie. O wiele milsza świadomość, że wskakuje do wody, bo coś
        go swędzi.
    • blue.berry a ja mam... 09.09.05, 10:20
      ... dzisiaj urodziny
      wczoraj dostałam na nie od życia pierwszą widoczną (a co za tym idzie) wielką
      zmarszczkę. na czole. a dokladnie na prawej stronie czoła. (znaczy że starzeję
      się bardziej na jednej połowie? czy moze bardziej sie tam marszczę? cholera
      wie...) naprawdę! przyszłam do domu po całym dniu pracy (w ktorym tylko
      brakowalo wybuchu bomby atomowej i trzęsienia ziemi), byla godzina 19.00.
      stanelam przed lustrem i ją zobaczylam. i od razu pomyślałam sobie, że to taki
      zabawny prezent. wieczorem zaatakowałam ją super extra specjalistycznym (i
      oczywiście drogim) kremem do atakowania zmarszczek. i postanowilam dziś pójsc
      na wagary.
      i tak tez zrobiłam.
      a dzis jest piekna pogoda. niesamowicie swieci słonce, niebo jest zamglone a
      lekki wiatr kręci wiatraczkami na balkonie. a ja sobie siedzę i myslę ze chyba
      poraz pierwszy w zyciu nie jest mi szkoda lata. i ze dobrze mi z tym początkiem
      jesieni. ze straganami pelnymi śliw, kabaczków i sloneczników. ze chetnie
      zamienie krotkie podkoszulki na cos z dluzszym rekawem. i kupię kosz grzybow by
      je jak co roku nasuszyc na zime.
      i piję kawę. i staram się odpierać ataki z pracy i informacje że jest milion
      rzeczy do zrobienia. i staram się odpierać wyrzuty sumienia pracocholika. i nie
      myśleć o tym. o tym wszytskim. że czasem nie mam czasu na nic innego. i nie
      potrafię się zatrzymać. i że życie mija mi na rzeczach które wcale nie są ani
      ważne ani tego warte.
      bo przecież urodziny to taki fajny dzień...

      pozdrawiam serdecznie całe wspaniałe TWA:))
      • eva.68 Re: a ja mam... 09.09.05, 10:37
        Zdrowia, szczęścia, pomyślności!!!
        I DUŻO DOBREGO.
        Pozdrawiam :-)
        • braineater Re: a ja mam... 09.09.05, 11:02
          Jagodo przecudna

          pomyśl - czas jakis temu pisałaś, że wszyscy faceci tak źle cie traktują, że
          kobiety w tobie nie widzę tylko dziewcze hoże, tak więc zmarszczka urodzinowa
          jest pierwszym promykiem nadzieji, że wszystko wraca na tory właściwe, bo i
          panowie respekt czuć zaczną - któż nie odczuwa szacunku na widok dostojnie
          zmarszczkami przyozdobionej Kobiety?
          Wkraczasz więc na sciezkę dostojeństwa i elegancji, stajesz się postacia
          ogólnie szanowaną: Kobietą Dojrzałą
          I tak trzymać:)
          Wszystkiego wesołego
          wszystkiego miłego
          po prostu wszystkiego


          Pozdrowienia:)
          • nienietoperz Postjagodowourodzinowo 09.09.05, 11:45
            Dolaczajac sie do wszystkich zyczen wszystkiego,
            chcialbym dodac, iz Kobiety Dojrzale oprocz respektu budza glebokie
            zainteresowanie, przyciagajac wizualnie, fonetycznie i intelektualnie.
            Wszystko to podszyte rzecz jasna odrobina irracjonalnego leku, ktory tylko
            dodaje calej sytuacji uroku i tajemniczosci. Przeciez, przy calym szacunku dla
            Twaczek najmlodszych, nie mozna szukac tajemnicy w nieletnim podlotku, ktory to
            dopiero z gniazdka wyskakuje, nie ma Przeszlosci, i jesli nawet bol
            egzystencjalny odczuwa, to tylko w wersji nastoletniej!

            Na dowod, ze to nie wylacznie slowa puste i czynem nie poparte, nienietoperz
            podkresla, ze w swojej, nazwijmy to, historii romantycznej, kobiet mlodszych od
            siebie nie uswiadczyl.

            A na dodatek dodatkowy jestes Jagodo wspoljubilatka z Nienietoperzowa, ktorej
            tez wczoraj licznik przeskoczyl, powodujac natychmiast wzrost odmezowskiego
            szacunku, przywiazania, zainteresowania, leku, etc..

            Z uklonami
            nntpz

            • daria13 Re:najlepsze życzenia!!!!!! 09.09.05, 13:33
              Dołączam się do wszelkich serdeczności. Bardzo sie cieszę, że do nas
              doszlusowałaś:)
              Twoje wynurzenia urodzinowe jako żywo przypomniały mi urodzinowy odcinek Ally
              McBeal, kiedy to pierwszym doznaniem w dniu 30 urodzin było spostrzeżenie
              WIELKIEJ zmarchy:)) NIe wiem ile masz lat, ale coś mi mówi, że tyle, iż ta
              zmarszczka to raczej tak bardziej w sferze imaginacji:))))
              Życzenia urodzinowe męskiego odłamu TWA dla Ciebie sprawiły przy okazji wielką
              frajdę piszącej te słowa. Zmarszczki i dojrzały wiek kobiecy jako pociągające
              atrybuty, hmmm... jak miło i pocieszająco to czytać:))))
              Jeszcze raz wszystkiego najlepszego i miłego odpoczywania i świętowania:)))
      • beatanu Re: a ja mam... 09.09.05, 13:50
        blue.berry napisała:

        > ... dzisiaj urodziny

        Borówko moja jesienna! (btw - już się kilka razy zastanawiałam nad taką
        maciupką różnicą w terminologii - po polsku jagody są czarne, podczas gdy w j.
        germańskich przeważa kolor nieba? Nie mam pojęcia jak w. romańskich - staua,
        help!)

        Wszystkiego co dobre, wspaniałe, mądre, i z sercem czynione.... Tego Ci życzę.
        I jak najwięcej takich dni, w których masz czas na późną kawę na balkonie, w
        których cieszysz się kolorami i zapachami natury (o furkotaniu wiatraczków nie
        wspomnę!), w których nigdzie nie musisz się śpieszyć...

        Niezapomnianego dnia !
        B :)
        • olahabe Re: a ja mam... 09.09.05, 15:12
          Dołączając się do urodzinowych serdeczności dla Blue, przypominam Państwu, że
          nie bez przyczyny bezustanny uśmieszek kojarzony jest z przygłupem, a marsowa
          mina z intelektualistą. Nawet przez dzieci! Zwłaszcza dzieci- są najlepsze w
          testowaniu badań o stereotypach. Tak więc- martwmy się szczerze, bo do czego
          innego może doprowadzić pogłębiona refleksja w dzisiejszych czasach? Do radości?
          Pozdrawiam urodzinowo - O.H.B.
          • blue.berry Re: a ja mam... 09.09.05, 16:09
            o rany, dziękuje bardzo: )
            evie za miłe życzenia, brain’emu za odkrycie nowej jakże atrakcyjnej roli
            zmarszczek w moim (i nie tylko moim zapewne) życiu, nienietoperzowi za stały
            element irracjonalnego lęku (dla równie jesiennej pani nienietoperzowej
            serdeczne życzenia i uściski), darii za ciepłe słowa (taka sobie informacja że
            jednak jestem starsza od Ally a zmarcha nijak nie chce być wyimaginowana),
            cudnej beatanu za borówkę jesienną (niezależnie od terminów i tak zawsze kończy
            się na pięknym czarnofioletowym aksamitnym kolorze: ) i olahabe za marsową minę.
            a dzień sobie płynie, wszyscy pogonieni, udało mi się przez parę chwil nie
            myśleć o niczym.
            dobrze choć raz na rok zrobić sobie wagary.
            czego wszystkim życzę (znaczy udanych wagarów i to częściej niż raz na rok)

            borówka o rok starsza
        • staua Re: a ja mam... 09.09.05, 16:23
          Najlepsze zyczenia, jagodko!!!
          Co do nazewnictwa - po francusku myrtille, po wlosku mirtillo, po rumunsku afin. Innych romanskich
          nie znam...
          Dodam jeszcze, ze blueberry to nie nasza borowka czy czarna jagoda (Vaccinium myrtillus), bo to
          nazywa sie bilberry, blueberry to borowka amerykanska (Vaccinium corymbosum).
          • stella25b Impreza urodzinowa 09.09.05, 17:37
            To ja sie wpraszam ze spiewem na ustach (Sto lat!)z czekoladowym, wielka
            flacha szampana i kanistrem (10 litrowym) Federweise na Jagodowe urodziny. Zyj
            nam Jagodko dluuuugo i szczesliwie.
            • stella25b Re: Impreza urodzinowa 09.09.05, 19:36
              mialoby byc:
              czekoladowym tortem.
              • blue.berry Re: Impreza urodzinowa 09.09.05, 22:38
                dziekuje staua i stello
                za kolekcje nazw i tort
                i w ogole to tymi wszystkim zyczeniami zrobiliscie mi wieeeeelka przyjemnosc.
                dziekuje:)
      • agni_me Re: a ja mam... 09.09.05, 20:26
        Potrzebnego i pragnionego. I tego, żeby kolejne urodziny były za rok, nie za
        chwilę.
    • olahabe Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 20:03
      Ostatnią godzinę grzebałam w swoim koncie- przez internet oczywiście. Smuci
      mnie to- życie przestaje być namacalne. Operuję wirtualnymi pieniędzmi, żadnej
      swojej pensji nie widziałam na oczy. Dokonuję operacji finansowych i trudno mi
      uwierzyć, że to prawdziwe pieniądze. Podobnie jest z zakupami: do księgarni nie
      chodzę, bo dostaję szału, kiedy mam dokonać namacalnego wyboru (dylematy z
      gatunku tych, które opisywała beatanu niedawno, wykańczają mnie), więc książki
      przywozi mi kurier. Obiady przywozi mi kurier. Zakupy robię przez telefon. Mam
      tylko paru przyjaciół z którymi kontaktuję się face to face, reszta-
      korespondencyjne. Maile zastępują wszystko, plus telefony. Listu odręcznie nie
      napisałam od czasów znajomości pokolonijnej (w połowie podstawówki). Ja
      rozumiem, to ma wiele plusów: kontakty są szybkie i proste (ale zarazem coraz
      bardziej powierzchowne), nie trzeba się nałazić, żeby coś załatwić, ale mimo
      wszystko- mam totalny przesyt tą cywilizacją, tym rykiem wielkiego miasta, tymi
      towarami wylewającymi się ze sklepów i wodzącymi na pokuszenie. Wielka
      nostalgia do czasów, kiedy sprawienie sobie nowej kiecki było dla kobiety
      wyzwaniem. Zdobycie materiału, kontakt do dobrej krawcowej...Albo te książki,
      pożyczane z rąk do rąk, obłożone w gazetę, bo tylu znajomych czytało, a
      posiadacz białego kruka pękał z dumy.Fama szła na całe miasto, że na Grochów
      rzucili Stachurę (tego, co to miał być w dżinsie, ale Dom Słowa Polskiego
      spłonął).Ech, postałabym sobie w kolejkach i poczytała, albo poszła przez całą
      wieś do sołtysa, żeby zadzwonić z jedynego w okolicy telefonu i przy okazji
      posiedzieć na ganku i pogadać.
      • stella25b Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 20:11
        Dla mnie przystanek autobusowy byl miejscem gdzie poznawalo sie tysiace ludzi i
        mozna bylo pogadac o wszystkim, zwlaszcza, ze sie czasami dlugo na tramwaj
        czekalo.
      • braineater Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 20:37
        Oleńko - to jest własnie najpiekniejsze!
        Nie widzisz ludzi, których widziec nie chcesz - wystarczy mail lub semes
        Nie musisz godzinami słuchac jakiejś mumii w garsonce, która się cerberzy i
        dostepu do konta własnego ci broni.
        Nie musisz łazuć z siatami przez miasto, bo wszystko masz na kliknięcie mychą
        Nie musisz sie przepychac w tłumie spoconych dzierlatek ktore abordazuja
        kolejna wyprzedaż w mallu
        nie musisz wychodzic z domu
        a polowanie na ksiązki przez net tez jest doskonała zabawą - patrz niedawny
        watek na FK o dziwnych tyułach na Allegro
        a kontakty via net wcale powieszchownymi byc nie musza - patrz TWA:)

        gdyby sie jeszcze tylko kase dąło drukowac w domu, byłbym w pełni kontent...

        Pozdrowienia:)

        Braineater wielki fan ery technologii ograniczających kontakty międzyludzkie
        tylko do tych wybranych i tylko tych, na które się sam decyduje...
        • staua Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:09
          Tez mi to odpowiada - mozna WYBRAC osobisty kontakt, gdy sie go chce...
          Przez dluzszy czas pisalam odreczne listy, narzucilysmy to sobie z przyjaciolka celowo, zamiast e-
          maili. Ostatnio robimy to rzadko, bo juz tak dlugo nie ma mnie w kraju, ze nasze kontakty generalnie
          sie rozluznily (mamy swoje adresy e-mail, nie wplywa to jednak na czestotliwosc kontaktow).
          Ale jak zatesknie za pisaniem, to pisze.
        • stella25b Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:22
          Braineater czy znasz ksiazke (prawdopodobnie nie ma jej w pol. przekladzie)
          Elizabeth Dunkel "Every Woman Loves a Russian Poet", po niemiecku ma ona
          przedziwny tytul "Der Fisch ohne Fahrad"? Wystepuje tam miedzy innymi pani
          psychoterapeutka, ktora przez rok nie wychodzila z domu, gdyz wszystko miala
          pod reka, telefon, kompa itp.

          Pytalam kiedys juz Staua czy te ksiazke zna bo to akurat tlumaczenie z
          amerykanskiego i wielki hit pare lat temu w Niemczec, ale niestety nic jej ten
          tytul nie mowil, a ksiazka jest doskonala.
          • braineater Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:24
            niestety nie znam ale pogrzebię za nią:)

            dzięki za tipa

            Pozdrowienia:)
          • staua Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:49
            A ja juz widzialam te ksiazke tutaj, wiec tez przeczytam!
            • stella25b Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:51
              nie pozalujecie:)
              • monikate Stello... 10.09.05, 18:30
                ...ta książka jest w polskim przekładzie pt."Wszystkie kobiety kochają
                rosyjskiego poetę". Tłumaczenia dokonała Dorota Gostyńska. Pamiętam, że b. mi
                się ta książka podobała, ale szczegóły dawno uciekły z pamięci, muszę sobie
                odświeżyć lekturę. Mam pytanie: powieść została napisan w 1989 roku (jest w
                stopce); czyżby aż tak była wtedy rozwinięta cywilizacja? Nawet w Hameryce?
                • stella25b Re: Stello... 10.09.05, 22:16
                  Bylam przekonana, ze nie ma polskiego przekladu gdyz kiedys polecilam ja
                  kolezance z Polski i ona nie mogla jej zdobyc, twierdzac, ze prawdopodobnie nie
                  ma pol. tlumaczenia. A tu prosze, jest! I tytul porzadnie przetlumaczony, nie
                  tak jak w niemieckim (ryba bez roweru.

                  Wiesz Moniko, tego kompa to dodalam. Tak sie przyzwyczailam do tego, ze
                  komputer zawsze jest....racja, bohaterowie tej ksiazki tylko telefonuja do
                  siebie. Dzieki, ze prostujesz:)
                  • beatanu Re: Stello... 10.09.05, 22:32
                    stella25b napisała:
                    >A tu prosze, jest! I tytul porzadnie przetlumaczony, nie
                    > tak jak w niemieckim (ryba bez roweru.

                    Nie jestem pewna, bo książki nie znam w żadnym języku - ale najprawdopodobniej
                    ten niemiecki tytuł nawiązuje do znanego zdania przypisywanego amerykańskiej
                    feministce Glorii Steinem : A woman needs a man like a fish needs a bicycle.

                    Pozdrawiam :)
                    • stella25b Re: Stello... 11.09.05, 09:42
                      beatanu napisała:

                      > stella25b napisała:
                      > >A tu prosze, jest! I tytul porzadnie przetlumaczony, nie
                      > > tak jak w niemieckim (ryba bez roweru.
                      >
                      > Nie jestem pewna, bo książki nie znam w żadnym języku - ale
                      najprawdopodobniej
                      >
                      > ten niemiecki tytuł nawiązuje do znanego zdania przypisywanego amerykańskiej
                      > feministce Glorii Steinem : A woman needs a man like a fish needs a bicycle.
                      >
                      > Pozdrawiam :)

                      Bingo Beata:) Zgadza sie. Kobieta bez mezczyzny to tylko polczlowieka. Tylko,
                      ze tytul tej ksiazki wcale nie musial byc az tak zmieniony- moim zdaniem.
                  • monikate Re: Stello... 11.09.05, 16:15
                    :))
                    Dodam jeszcze, że powieść została wydana przez "Książkę i Wiedzę" w 1995 roku.
                    Może koleżance się przyda ta informacja.
        • noida Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:28
          Braineater- za mumię w garsonce wielkie dzięki! Uśmiałam się zdrowo.
          Jak powszechnie wiadomo, braineater jest fanem siedzenia w owych koszmarnych
          mallach i gapienia się na spocone dzierlatki oraz innych osobników, których w
          zasadzie nie chce oglądać :-)

          Ale ja Ciebie rozumiem i popieram, drogi Braineaterze. Choć sama cierpię na
          paraliż decyzyjny w supermarketach (ale tylko w spożywczakach, w sklepach z
          ciuchami nic mi się nie podoba a jak mi się podoba to i tak za drogie, a do
          księgarni nie chodzę na wszelki wypadek) to doceniam możliwość niewchodzenia w
          kontakty z osobami, których nie mam ochoty widzieć. Dotyczy to zarówno
          niektórych dalszych znajomych jak i mumii w garsonce (po prostu chronicznie
          NIENAWIDZĘ stać w kolejkach). No i jakoś nie uważam, żebym miała za mało
          kontaktów z ludźmi. Wszystko jest kwestią czasu i chęci. Wszystko ma swoje wady
          i zalety. Zamawianie telefonu u sołtysa jest fajne, jak jest lato i akurat Ci
          się nie spieszy, ale łatwo moze się zamienić w koszmar, jeśli masz chore
          dziecko. A ten sołtysowy spokój można odnaleźć zawsze, w każdej cywilizacji,
          tylko trzeba chcieć. Tak mnie się przynajmniej optymistycznie wydaje, a w
          zasadzie to jestem tego pewna.
      • beatanu Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 20:44
        olahabe napisała:

        >Operuję wirtualnymi pieniędzmi, żadnej
        > swojej pensji nie widziałam na oczy. Dokonuję operacji finansowych i trudno
        >mi uwierzyć, że to prawdziwe pieniądze. Podobnie jest z zakupami: do księgarni
        >nie

        Parę dni temu spotkałam się u dwoma szwedzkimi kupmelkami, z którymi już za
        kilka tygodni jadę do Polski (hurra!) Ponieważ tak jakoś wyszło, że to ja
        organizuję całą wycieczkę, zamawiając bilety i hotel wyłożyłam pieniądze
        (wirtualnie of course)za koleżanki. Jedna zwróciła mi dług wpłacając
        odpowiednią sumę na moje konto, druga - wyjątkowo "niedzisiejsza" przydźwigała
        na spotkanie gotówkę i... dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że istnieją
        banknoty tysiąckoronowe... To znaczy, niby gdzieś tam o nich wiedziałam, ale
        tak dawno ich nie miałam w ręku, że zapomniałam.

        Owszem, też mogę z nostalgią pomyśleć o tym jak w dziale administracyjnym UJ
        odbierałam swoją pensję... Ze względu na postępującą inflację banknotów było
        dużo, co czyniło te banknoty jeszcze bardziej namacalnymi, a w dodatku były
        jeszcze albo tak szalenie nowiutkie, że pachniały farbą drukarską, albo lepkie
        od brudu...

        Pamiętam, że za jedną z pensji (to było jeszcze przed nastąpieniem
        hiperinflacji) coś około 19 tysięcy zł kupiłam sobie "u prywaciarza" dżinsową
        sukienkę. A później przez resztę miesiąca żyłam miłością, powietrzem i z pensji
        mojego mniej szalonego męża.

        Koniec nostalgicznycjh wspomnień, bo jeszcze mnie kto posądzi, że tęsknie do
        starych dobrych czasów...

        Wtedy odpowiem jak Andrzej Stasiuk - no kurde co ja pocznę, że moja młodość-
        czyli te najwspanialsze czasy, przypadły akurat na czasy komuny? Albo jakoś
        tak, cytuję z pamięci. Wulgaryumy wykluczyłam :)

        Ale tak ogólnie za siermiężnymi czasami swojego dzieciństwa i młodości nie
        tęsknię. Od wsickającej się wszędzie nahalnie komercji nauczyłam się chyba
        całkiem dobrze odcinać i... w ciekawych czasach żyjemy!

        Beata :)
        • eva.68 Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:40
          No właśnie. To, że mamy wszystko na kliknięcie myszy i komercja wylewa się
          zewsząd wcale nie znaczy, że MUSIMY z tego wszystkiego korzystać. Bo przecież
          możemy sobie iść do banku i postać w kolejce. Na mojej prowincji takie rzeczy
          zdarzają się wcale często, dlatego dziękuję temu, kto wymyślił e-konto. Bo ja w
          kolejkach stać nie lubię.
          A Braineaterowi również dziękuję za mumię w garsonce. Bardzo ładne!:-)
          • olahabe Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:53
            Ja to wszystko rozumiem- że czas zaoszczędzony i wygoda wielka, i pewnie piszę
            tak między innymi dlatego, że nawet nie wiem, jak to jest płacić swoje rachunki
            na poczcie. Oczywiście, że gadki o sołtysie, czytaniu w kolejkach i krawcowej
            są tylko tanim sentymentalizmem, bo w kolejkach postałam tyle, co mnie babcia
            ustawiła, żeby zamiast 2 paczek kawy były 4, a kolejka się burzyła, po co
            dzieciakowi kawa. Mnie PRL osobiście nie skrzywdził, to tak sobie marudzę, bo
            odnoszę ostatnio wrażenie, że przez tą łatwość dostępu do wszystkiego coś
            jednak tracimy, wpadamy w fałsz. Tak sobie to wszystko pędzi z dnia na dzień,a
            człowiek płynie po powierzchni. Tylko nam się wydaje, że wyborów dokonujemy
            sami, a one są tylko efektem lepszego marketingu.
            • eva.68 Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 22:16
              Kiedy przyglądam się temu wszystkiemu z mojego prowincjonalnego oddalenia mam
              wrażenie, że przez to właśnie żem z prowincji łatwiej mi nie poddawać się temu
              pędowi. Bo tu jakoś tak trochę wolniej wszystko płynie. I dostępność
              wszystkiego nie jest tak powszechna jak w "wielkim świecie". :-) I to mi nawet
              czaem trochę przeszkadza. I tak oto po raz kolejny okazuje się, że punkt
              widzenia zależy od... miejsca przebywania.
              Pozdrawiam prowincjonalnie :-)
        • daria13 Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:41
          Wybaczcie dziewczyny, ale myślę, że popełniamy ciężki grzech wspominając z
          nostalgią TAMTE czasy. Nie można zapomnieć, że to były jednak ZŁE czasy i że
          bardzo wielu ludzi może i ma prawo mieć za złe osobom wspominającym je z
          sentymentem. Pozytywne jest tylko to, że umiemy szybko zapominać o rzeczach
          naprawdę strasznych i kuriozalnych, a zostawiamy sobie dobre wspomnienia.
          Do niedawna skomputeryzowanie i skomórkowanie naszego życia mnie przerażało,
          ale odkąd odkryłam FK i Torbę, odkąd uświadomiłam sobie jak bardzo pewne
          kontakty osobiste są wymuszone, a przez to nudne, odkąd tak boleśnie zawiodłam
          się na najbliższej przyjaciółce, zrozumiałam, że internet, to nie takie
          straszne ustrojstwo:)
          P:)
          • stella25b Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 21:47
            Ja sie usmialam z dariowego "odkrycia Torby".Naprawde fajnie brzmi:))
          • aaneta Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 22:03
            daria13 napisała:

            > zrozumiałam, że internet, to nie takie straszne ustrojstwo:)

            Ale mimo to i mimo natłoku obowiązków zawodowych, rodzinnych i innych, fajnie
            jest czasami spotkać się z przyjaciółmi w realu, na co się nam zanosi za
            tydzień, w związku z czym, w imieniu Darii (bezczelnie, bo bez uzgodnienia z
            nią) i swoim informuję, że jesteśmy wstępnie umówione w Browarmii, kto chętny
            również? Warszawiacy - obecność obowiązkowa. Noida? Olahabe? Kto jeszcze?
            • aaneta Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 22:06
              Brunosch? Griszah?
              • noida Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 22:09
                Aaaa co bedzie jak nie przyjde?
                Troche sie boje, ze im szybciej i lepiej sie poznamy, tym szybciej nastapia
                wewnetrze podzialy i szlag to TWA trafi. Ja lubie, jak sie rozwija a nie jak
                sie rozpada... Jeden rozpad super towarzystwa netowego juz przeszlam i nie mam
                ochoty na wiecej...
                • aaneta Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 22:16
                  Nic się nie rozpadnie, nie ze mną te numery.
                • aaneta Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 22:30
                  noida napisała:

                  > Aaaa co bedzie jak nie przyjde?

                  Nic nie będzie, tylko będziesz żałować ;)
                  • noida Re: Frakcja pesymistów! 09.09.05, 22:36
                    To na pewno... w sumie zepsuje się czy przyjdę czy nie przyjdę... To ja się
                    jeszcze zastanowie :-)
    • noida Pesymista w potrzebie. 13.09.05, 17:34
      Słuchajcie, potrzebuję Waszej pomocy. Powiedzcie mi, co normalny człowiek robi,
      jeśli nie może sobie poradzić z czymś? Jeśli ma problem, który go przerasta i
      nie jest w stanie sam zdecydować, co dalej robić? Kiedy potrzebuje nie tylko
      wypłakać się na czyimś ramieniu, ale też konkretnej porady? Dodam, że problem
      jest natury emocjonalnej, a ja mam potworne problemy z rozmawianiem o emocjach,
      zwłaszcza swoich. Rzućcie jakimiś pomysłami, może powiecie mi o czymś, na co
      nie wpadłam i czego nie odrzucę...
      • dr.krisk Nieudolna proba pomocy wg. KrisKa 13.09.05, 17:47
        noida napisała:

        > Słuchajcie, potrzebuję Waszej pomocy. Powiedzcie mi, co normalny człowiek
        robi,
        >
        > jeśli nie może sobie poradzić z czymś?
        Nie radzi sobie - i juz.
        Wiem, ze to moze zabrzmiec glupio, ale wydaje mi sie ze zyjemy pod wielka
        presja "radzenia sobie". Musimy byc szczesliwi, zrealizowani, wysportowani,
        inteligentni, asertywni, spolegliwi.. (dalej moglbym dlugo, ale starczy).
        Powinnismy radzic sobie z emocjami, kontaktami miedyludzki, itp, itd...
        Ale im bardziej sie staramy, tym bardziej widzimy ze to "radzenie sobie"
        wychodzi marnie czasem, zeby powiedziec ze nie wychodzi zupelnie.
        Ja od wielu lat mam nierozwiazane problemy, ktore mnie mecza i uprzykrzaja
        zycie - w pracy, w zyciu osobistym, rodzinnym... moglbym tak dlugo. Ale od
        pewnego czasu po prostu mam je gdzies. I zauwazylem, ze nic sie nie zmienilo...
        To taka moja nieudolna proba.
        Pozdrawiam Ciebie i Twoje problemy.
        KrisK
        • aaneta Re: Nieudolna proba pomocy wg. KrisKa 13.09.05, 19:32
          No tak, wpasowałeś się, KrisKu, w temat wątku idealnie. To się nazywa pesymizm
          stosowany. Ale ja się z Tobą nie zgadzam, bo, chociaż się nie zadeklarowałam w
          przeciwstawnym wątku, to jestem niepoprawną optymistką. Poza tym kobiety tym
          między innymi różnią się od mężczyzn, że trudniej im się żyje z nierozwiązanymi
          problemami natury emocjonalnej. Tzn. facetom też się trudniej żyje, tylko o tym
          nie wiedzą. Albo nie chcą wiedzieć. Albo wiedzą, tylko się do tego nie przyznają.
          Niestety, nie rozwinę swojej wypowiedzi, bo właśnie muszę sobie poradzić z
          problemem dzieciątek czekających niecierpliwie na dostęp do kompa, a nie umiem
          pisać, kiedy mi ktoś stoi nad głową, ale gdybyś, Noido, uznała, że jednak
          potrafisz sformułować swoje problemy, ale niekoniecznie na forum, to możesz
          napisać do mnie na priva. 3manko
      • staua Re: Pesymista w potrzebie. 13.09.05, 17:58
        Mozesz poprosic o porade na forum - chyba jest to tak anonimowe, jak tylko byc moze, a wiec bedzie
        to porada wolna od ew. zawisci i plotek. Zachecam. Poza tym, pisanie o emocjach czesto pomaga je
        poukladac, ubranie ich w widzialne na papierze slowa potrafi jakos pozwolic na racjonalizacje,
        oddzielenie sie od emocji i spojrzenie z boku...
        • blue.berry Re: Pesymista w potrzebie. 14.09.05, 09:26
          czasem dobrze jest wlasnie pisac. kiedy sami siebie zmuszamy do okreslenia
          naszych problemow, do ujecia ich w karby slów, wtedy rabia sie one bardziej
          realne, bardziej w zasiegu reki. poza tym nagle powstaje pewnie dystans z
          ktorego mozemy sie im przyjzec. a to czasem duzo daje. przeczytac wlasne,
          ujarzmione na kartce lub monitorze mysli.
          a poza tym jak slusznie powiedzial dr.K - nie zawsze i nie ze wszystkim musimy
          sobie radzic. niektore wichry po prosty musza sie wywiac. zostawiajac wieksze
          lub mniejsze szkody. oczywiscie dobrze jest sie moc wyplakac. wlasnie tak po
          prostu, nie szukajac porady. jedynie po to by ktos poklepal po ramieniu i
          powiedzial ze bedzie dobrze, ze minie, lub po prostu obok pomilczal.
          i czasem dobrze jest wiedziec ze ktos po prostu o nas cieplo mysli. a tutaj
          chyba tak jest. ze teraz pare osob cieplo o Tobie mysli: )
    • kawa_malinowa Butów brak... 13.09.05, 20:12
      Nie mogę kupić butów. Schodziłam pół Wrocławia (ok, całe centrum w tym sporo
      domów handlowych) i nijak nie mogę znaleźć pantofelków. Z wyposażonych w obcasy
      pasowały na mnie (to znaczy, że wbiłam w nie stopę) trzy pary! Jedne w stylu
      profesor Szyszkowskiej (ekhm, ekhm), oraz dwie pary okropnych butów ze szpicami
      długości jak pół stopy. Wtedy najpierw wchodziłyby moje buty, potem dalej moje
      buty, a potem ja... I do tego z wielkimi tandetnymi klamerkami. I zaznaczę, że
      było to czterdzieści dwa, a nie jeden... Czarna rozpacz.
      Wchodziłam do sklepów i już nie patrząc na cenę (1200 złotych uważam za sporą
      przesadę. SPORĄ!), ale nawet w takich dziwnych miejscach nie było butów...
      butów na mnie

      A na dokładkę jedna ze sprzedawczyń zapytała mnie po co mi wysokie buty (a tam
      wysokie, nie było żadnych ładnych, ale o wysokie pytałam najpierw): czy mam
      bardzo wysokiego chłopaka. I to jest dopiero dobijające...
      • kawa_malinowa A poza tym... 13.09.05, 20:15
        Uważam, że życie to tak lekko pozbawione jest sensu. Bo po co robić cokolwiek,
        skoro i tak się umrze? Zadaje pytania godne pięciolatka, ale nie dają mi one
        spokoju. Odczuwam obawę, że coś jest ze światem nie w porządku, skoro
        najpewniej NIE ZDĄŻĘ. Co nie zdażę? Zobaczyć, poznać, przeżyć, zrozumieć,
        zrobić.... Czy świadomość, że kiedyś wszystko się skończy nie jest przykra?
        Jest.

        A najdziwniejsze jest to, że takie myśli zalewają mnie często w chwilach
        głebszego zachwytu swiatem...

        • staua Re: A poza tym... 13.09.05, 20:42
          Pomysl sobie, ze musisz jakos wypelnic ten czas przed smiercia i w sumie lepiej jest sie nie zanudzic,
          dlatego fajnie robic cos, co Ci sie podoba w danej chwili.
          • kawa_malinowa Re: A poza tym... 13.09.05, 20:51
            Dziekuje. Wiem o tym - często rozmawiamy ze znajomymi, dzieląc się właśnie na
            dwa obozy. Ale chyba nie sposób jest się zanudzić, mając tylko jedno życie...

            Idzie o coś innego - o to, że niektórych niemożnośc odpowiedzi na pytanie "po
            co" powala na kolana. Czasami zazdroszczę ludziom wierzącym, bo mają
            sprecyzowaną wizję tego, co na nich czeka.
            • braineater Re: A poza tym... 13.09.05, 21:31
              Kawucha, dziewcze dekadenckie - a kto Ci słonko wmówił, że sens czegokolwiek, w
              tym życia do czegokolwiek jest potrzebny?
              Pytanie 'po co' jest w ogóle jednym z najnudniejszych pytań świata - i da się
              na nie zawsze odpowiedzieć: 'bo tak'. dużo ciekawszą kwestią zawsze jest 'jak'
              a nie 'po co'. To szukając odpowiedzi na 'jak' znajduje się rzeczy
              najciekawsze. Szukając odpowiedzi na 'po co' dostaje sie tylko zylakow na
              mózgu, wrzodów na watrobie, i odciskow na kolanach od nieustannego klęczenia w
              rozpaczy.
              Wezwanie jest proste:
              Pieprz sens - we wszystkim - baw się tym, że nic sensu posiadac nie musi, a
              tylko ludzie bez wyobraźni potrzebuja jakiegos usensowienia rzeczywistości,
              żeby móc się czuć zorientowanymi:P

              Pozdrowienia:)
              • kawa_malinowa Re: A poza tym... 13.09.05, 21:59
                Niniejszym serdecznie dziękuję wypowiadającym się osobom (Towarzystwu Walki o
                Asensowność z wielce szacownym Ojcem na czele i niezastąpioną Stauą) i kłaniam
                się w pas.
                Może to ta pogoda, może "Apokalipso", sama nie wiem już co. Po przeczytaniu
                tych postów mgła się przerzedza i jakoś lżej się robi.

                pozdrawiam


                • braineater Re: A poza tym... 13.09.05, 22:05
                  kawa_malinowa napisała:


                  > Może to ta pogoda, może "Apokalipso", sama nie wiem już co. Po przeczytaniu
                  > tych postów mgła się przerzedza i jakoś lżej się robi.

                  Miałem się już nie przechwalc bo to az wstyd tak się tak bezwstydnie wdzięczyć
                  ale mnie sprowokowałaś, żebym sie przechwalnął wywiadem z Cegielskim, między
                  innymi o Apocalipso właśnie, com go niedawno zrobił:
                  www.ultramaryna.pl/tekst.php3?id=435
                  taki sobie wyszedł, jak to wywiady via mail, ale co mi tam - zdolny jezdem,
                  nie?:)

                  P:)
                  • kawa_malinowa Re: A poza tym... 13.09.05, 22:09

                    Łiiiiiiii!
                    Przechwalanie mile widziane :)

                    A czy ja ten wywiad mogę zacytować, kiedy będę swoją opinię o "Apokalipso"
                    wyrażać? Ofkors po powołaniu się na źródło i tak dalej?
                    K.
                    • braineater Re: A poza tym... 13.09.05, 22:12
                      a cytuj do woli, możesz nawet plagiacić - ja już kase za to zebrałem:)
                  • staua Re: A poza tym... 13.09.05, 22:43
                    I lubisz Cegielskiego? Chodzilam z nim do szkoly (nawet do dwoch), byl rok nizej, oczywiscie bylo to
                    zanim stal sie slawny (zreszta z kim ja nie chodzilam do szkoly, to temat na odreby watek
                    przygnebiajacy, o tym, ze niektorzy slawni i bogaci a ja co)... Ciekawa jestem, jaki jest teraz.
                    • braineater Re: A poza tym... 13.09.05, 22:46
                      Lubiłem go w Tv, lubiłem go w radio, lubię go jako część Masala Sound System,
                      natomiast pisarsko to tak średnio mi te buntownicze romance podchodzą. Ale
                      generalnie sympatyczny facet, bez zadęcia
                      A jak już się przechwalam to za tydzien mam wywiada ze Staszewskim Kazimierzem
                      i sie zaczynam lekko stresowac:)

                      P:)
                      • staua Re: A poza tym... 13.09.05, 22:50
                        O. Z nim juz do szkoly nie chodzilam :-) To moze byc ciekawe, zawsze uwazalam Kazika za
                        nieslychanie inteligentnego. Napisz, jak Ci poszlo.
                      • kawa_malinowa Re: A poza tym... 14.09.05, 13:47
                        Mnie sie "Apokalipso" podobało umiarkowanie. Ma tam kilka niezłych fragmentów i
                        ciekawych myśli. Gdyby jeszcze fabuła się nie rozłaziła...
            • staua Re: A poza tym... 13.09.05, 21:36
              Karolina, musze ci powiedziec (nie chce, zebys pomyslala, ze jakos "z gory" to mowie),z e bardzo mi
              przypominasz mnie sama w Twoim wieku. Tak samo wtedy myslalam i czasem nadal budze sie rano i
              trudno mi wykrzesac z siebie nawet odrobine entuzjazmu, zeby wstac i pojsc do pracy. Najlepiej w
              ogole zapomniec o pytaniu "po co". Ja doszlam w pewnym momencie do tego, ze stwierdzilam, ze
              jedynym sensownym celem jest prokreacja, a jesli o to chodzi, to kiepsko mi idzie, wiec nie mysle juz o
              tym i wole byc we frakcji optymistow (czasem sie porzadnie do tego zmuszam).
              Moja wiara jest bardzo indywidualna i wybiorcza, dlatego tez nie wiem i nie wyobrazam sobie, co mnie
              po smierci czeka.
              • noida Re: A poza tym... 13.09.05, 21:46
                Ojej, Staua, naprawdę tak jest? Cholera, co prawda Ty ode mnie nie jesteś o
                wiele starsza, ale ja naprawdę miałam nadzieję, że to z wiekiem przechodzi...
                Chyba muszę zacząć na siłę wtłaczać się we frakcję optymistów ;-)

                A na pytanie "po co" to ja już dawno przestałam próbować sobie odpowiadać. To
                mnie jakoś nie męczy. Wychodzę z optymistycznego założenia, że po coś tam na
                pewno, a po co to może się dowiem a jak nie to jakoś przeżyję. Bardziej mnie
                martwi problem "dlaczego aż tyle?", bo ja już teraz momentami czuję się, jakbym
                miała z 70 lat (nie dlatego, żem taka mądra tylko taka jakaś... zmęczona) a to
                dopiero zapewne początek...
                • staua Re: A poza tym... 13.09.05, 21:55
                  To ze mna tak jest - z Toba nie musi. Moj maz na przyklad nie ma zupelnie problemow
                  egzystencjalnych (i nie wiem, czy kiedys je mial, ale mozliwe, bo poznalam go, jak mial juz 30 lat).
                  Jak to "dlaczego az tyle"? Nie wiem, czy dobrze zrozumialam, bo ja mam problem odwrotny, tzn. jak
                  zapelnic sobie czas jakos pozytywnie...
                  Ty pewnie jestes ode mnie z piec lat mlodsza... A ja, jak mialam 22 lata, to przezylam pierwszy szok
                  emocjonalny i zauwazylam, ze nie wszystko (zwlaszcza, jesli zwiazane jest z udzialem innych osob)
                  musi byc tak, jak chce... Pozno, co?
                  A co z Twoim emocjonalnym problemem? Napisz cos...
                  • braineater Re: A poza tym... 13.09.05, 22:01
                    A co to takiego ten 'problem egzystencyjalny'?:)
                    Komu sie to do czego przydaje?
                    Po co onego mieć?

                    To to, że jest jakoś tak smutno i w ogóle niefajowo?
                    To przechodzi w mig:)
                    Nawet jesienią:)

                    A w ogóle se rzucę tezą cokolwiek ryzykowną z wieloletnich:P obserwacji
                    wysnutą, że wy dziewczęta, to kochacie mieć takie problemy, że smutno, że nie
                    lubi (bynajmniej noideczko, żadna to szpila), że sie źle dzieje w państwie
                    duńskim i że w ogóle, horror, horror jak pan Conrad powiedział:)Wam to
                    normalnie potrzebne jak mazidło na buzię czy fatałaszek na ciało - żebyście
                    mogły byc KOBIECE:)

                    A teraz mnie możecie zabanowac/wyciąć:P

                    Pozdrowienia

                    Jak Jagódka może mieszć szyki optymistom, to ja tez:)
                    • kawa_malinowa Medal(piwo?) dla B. za dbanie o nastrój pogodny! 13.09.05, 22:06

                      Kapitalny udał się ten wpis, drogi B.

                      > A co to takiego ten 'problem egzystencyjalny'?:)

                      To jest wtedy, kiedy od myślenia i rozpaczy zbiera ci się nie tyle na płacz, co
                      na mdłości. I czujesz się bardziej podle niż w przypadku kaca przeżywanego w
                      czasie ostrej grypy.

                      > Po co onego mieć?
                      "Po co" to jest takie nudne pytanie! :)
                      • braineater Re: Medal(piwo?) dla B. za dbanie o nastrój pogod 13.09.05, 22:10
                        ja mnie mgli to womituję.:)
                        jak mam kaca, pije dalej, ewentualnie biorę proszki:)
                        Jak za długo myslę przychodzi Marysia i wali mnie w głowę:)
                        A jak się czuję podle to oglądam Sens Życia wg Monthy Pythona

                        A 'po co' to pytanie straszne, jak problem egzystencjalny

                        P:)
                        • noida smutasy nie sa atrakcyjne 13.09.05, 22:17
                          Wcale mi się nie wydaje, żebym z takim dołem egzystencjalnym była bardziej
                          atrakcyjna. Powszechnie wiadomo, że ludzie, którzy zanudzają innych swoimi
                          dołami są niepożądanym towarzystwem, bo po co z takim człowiekiem przebywać, co
                          to tylko narzeka. Wolałabym pałać nieustającym optymizmem, ale cóż ja poradzę.
                          Próbuję wciąż się jakoś wyciągnąc ze stanu melacholii, nie taplam się w nim z
                          upodobaniem, ale nie zawsze mi wychodzi. Chwilowo mi akurat nie wychodzi.
                          Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że osobników płci męskiej w
                          podobnym stanie ducha znam co namniej kilku.
                          Widać nie ma nas kto walnąć w głowę, jak za długo myślimy...
                          • staua Re: smutasy nie sa atrakcyjne 13.09.05, 22:45
                            Daj spokoj. Atrakcyjnym sie jest, albo nie. Moj maz najpierw sie zainteresowal (nie on jeden) a potem
                            zaczal "why are you not a happy smiling girl". To nie moja wina, ze Video Gag i ukryta kamera mnie nie
                            smiesza...
                            • broch Re: smutasy nie sa atrakcyjne 14.09.05, 14:34
                              mysle staua, ze nie o taka wesolosc chodzi. Egzystencjalne smutki sa o.k. od
                              czasu do czasu, ale na dluzsza mete sa po prostu trudne do zniesienia. Ciezko
                              jest zyc w zawiesistej atmosferze, kiedy nie bardzo wiadomo o co chodzi. Jest to
                              tak samo uciazliwe jak nadmierna wesolosc bez powodu.
                              Dobry przyjaciel moze bez watpienia pomoc, ale nalezy go szanowac. To znaczy
                              darzyc szacunkiem i zdobyc sie na odrobine wysilku w zwalczaniu smutkow.

                              To nie kwestia "atrakcyjnosci" smutasow. Najczesciej smutasy sa skrajnymi
                              egoistami bez szcunku dla partnera, Rzucaja taka "bombe", po czym na chwile jest
                              im lzej, podczas gdy druga strona nie moze sie pozbierac.

                              Mysle ze w momencie kiedy obie strony zaczna traktowac sie jak rownorzednych
                              partnerow znajomosc bedzie sukcesem (to jest jedna z konsekwencji emancypacji).

                              Innymi slowy najatrakcyjniejsza (fizycznie) dziewczyna, najprzystojniejszy
                              facet, nawet bardzo bardzo madra/y i dobra/y beda mieli problemy z utrzymaniem
                              znajomosci, jesli w powietrzu bedzie unosic sie non-stop trupia atmosfera.

                              Bardzo czesto jednak, wszystko smutne samo znika bez sladu gdy trafi sie na tego
                              kogos, caly problem jak reka odjal.
                              • staua Re: smutasy nie sa atrakcyjne 14.09.05, 16:16
                                Masz racje - mam takiego kolege, caly czas jest sam, non stop zastanawia sie dlaczego... ale jego
                                glownym tematem rozmow jest, jacy ludzie sa okropni, on by chcial zabic wszystkich dookola i siebie
                                na koncu, wszystko jest okropne a on ma najgorzej. Znam go juz ponad dwa lata i nigdy nie
                                zainteresowala sie nim zadna dziewczyna.
                                Z drugiej strony - atrakcyjnosc jako taka jest ciekawym tematem, czasami trudno zrozumiec, dlaczego
                                przecietna niby osoba ma tlum adoratorow...
                                • broch atrakcyjnosc 14.09.05, 16:55
                                  "czasami trudno zrozumiec, dlaczego przecietna niby osoba ma tlum adoratorow..."
                                  Z jednej strony nie tak trudno: ktos przecietny dla Ciebie to osoba ktorej
                                  walorow nie dostrzegasz (poniewaz nie przyznajesz im szczegolnej wartosci),
                                  podczas gdy inni sa wrazliwi wlasnie na te cechy. Z drugiej strony jest to "cos"
                                  czasem w bardzo skrajnej formie: najdziwniejszym przypadkiem jest F. Francuski
                                  seryjny morderca z poczatku wieku. Kobiety zakochiwaly sie w Nim nawet na sali
                                  sadowej (F. dostal setki listow z wyznaniami milosnymi i propozycjami malzenstwa
                                  nawet po ogloszeniu wyroku smierci). Na zdjeciu wygladal mniej niz skromnie, ale
                                  widocznie mial to "cos". Na pewno jednak nie byl smutasem. :)
                                  Nie zaliczam do tej kategorii ludzi pokroju Casanovy, poniewaz ten byl
                                  "technikiem" (znal slabosci kobiet), podczas gdy F. roztaczal "aure" :))
                                  • staua Re: atrakcyjnosc 14.09.05, 17:35
                                    Mialam kiedys chlopaka, ktory obiektywnie byl okropny, naprawde nie byl przystojny, nie byl tez madry,
                                    interesujacy, nic w nim, racjonalnie rzecz biorac, nie bylo, ale nie mogl sie opedzic od dziewczyn
                                    (wlacznie ze mna, niestety).
                                    A propos seryjnych mordercow, wczoraj obejrzalam dokument o doktorze Holmesie (zainspirowana
                                    Alienista, gdzie Holmes jest wymieniony). Ten tez byl koszmarny (te wasy :-) no, to jbyla akurat moda)
                                    a mial trzy zony i liczne kochanki...
                  • noida Re: A poza tym... 13.09.05, 22:08
                    No mój facet też w zasadzie nie ma, ale nigdy nie miał, a ja mam cały czas.
                    "Dlaczego aż tyle" w sensie, że jeszcze mam tyle życia przed sobą i wypadałoby
                    go nie zmarnować z premedytacją a ja nie wiem, co mam zrobić żeby jednak nie.
                    Wypadałoby mieć dzieci, wychować je na ludzi, wybrać sobie na męża człowieka, z
                    którym szczęśliwie przeżyję całe życie, oraz pracę, której nie będę miała
                    dogłębnie dość po pół roku i tak dalej. A przy tym mam wrażenie, że w zasadzie
                    niewielki mam wpływ na to, czy wszystkie te rzeczy uda mi się zrobić, więc
                    czuję jednoczeście wielką odpowiedzialność za swoje życie i wielki lęk, że nic
                    się nie uda.
                    Obawiam się, że jestem tylko dwa lata młodsza od Ciebie, bo mam 25. Ja dopiero
                    w wieku 18 lat połapałam się, że ludzie potrafią być fałszywi... Też późnawo.
                    Myślałam o tym, żeby swój problem opisać na forum, ale chyba bez znajomości
                    osób dramatu to nie ma sensu... Sama nie wiem. Myślę wciąż o tym. Jak coś
                    wymyślę to napiszę. W każdym razie dzięki za ofertę :)
                    • staua Re: A poza tym... 13.09.05, 22:49
                      Ha! Ja mam 31!!!! Skonczylam w sierpniu. Co do meza, to mnie (juz po fakcie) zaczelo doskwierac
                      przekonanie, ze to nie ma znaczenia, kto nim jest. Tzn. wazne, zeby byl minimalnie tolerowalny,a
                      reszta - wszystko jedno. Niezle nastawienie, co?
                      opisz opisz, skoro nie znamy, tym lepiej. Ja mialam problem moralny dot. falszywosci, kiedy moj bliski
                      kolega (bliski w sensie dlugiej znajomosci) zakochal sie w mezatce, ktora potem sie dla niego
                      rozwiodla, ale ja nie chcialam im kibicowac i utrzymywac tajemnicy, ktora mnie on obarczyl, wtedy tez
                      przestalismy sie przyjaznic. Teraz widze, ze wszyscy ludzia tak robia, normalna rzecz, ale to mnie
                      wtedy strasznie zniesmaczylo i zasmucilo.
                • kawa_malinowa Re: A poza tym... 13.09.05, 22:02
                  Bardziej mnie
                  > martwi problem "dlaczego aż tyle?",


                  To ja, podobnie jak S. mam na odwrót.
                  Kiedy myślę, co chciałabym zrobić, no i z kim chciałabym to robić, gdzie
                  pojechać, co przeczytać, wydaje mi się, że czasu jest za mało. Że w tym krótkim
                  okresie czasu nie można tego wszyskiego zmieścić (życie to sztuka wyboru,
                  prawda?). A jeszcze chciałoby się tak zorganizować swoje działania, żeby oprócz
                  przyjemności nadać im jakiś cel - zrobić coś mądrego dla innych, coś im
                  zostawić.
                  Tako rzekła wiekowa (wciąż ledwie co pełnoletnia) K.
                  Pozdrawiam
                  • stella25b Re: A poza tym... 13.09.05, 22:42
                    Dobrze powiedziane, ze "Zycie to sztuka wyboru". Masz racje Karo, niestesty
                    trzeba wybierac. Ja juz przestalam byc ambitna kobieta. Przeszlo mi z wiekiem i
                    paroma zyciowymi doswiadczeniami. Zaczelam doceniac to co mam. A mam wspaniala
                    rodzine. Dwoch synow z ktorych mlodszy po porodzie (28 tydzien ciazy) walczyl o
                    zycie. I dopiero wtedy do mnie dotarlo, ze nic sie tak bardzo nie liczy jak
                    zycie drugiego czlowieka. Moje wszystkie "wielkie plany" porzucilam i zajelam
                    sie moimi dziecmi. A wydawalo mi sie kiedys, ze przeciez wszystko mozna robic
                    rownolegle, zwlaszcza nie kosztem hobby czy pracy zawodowej.
                    Pod koniec miesiaca moj Mlodszy skonczy 3 lata a w moich uszach ciagle jeszcze
                    brzmia slowa pani doktor z polskiego szpitala z prowincjonalnego miasta B." ale
                    go pani wyprowadzila". Nie musialam go "wyprowadzac", natura mi tego
                    oszczedzila ale satasfakcja, ze jest tak wspanialym dzieckiem jest ogromna.
                    • blue.berry Re: A poza tym... 14.09.05, 10:36
                      mysle ze niektorym nie jest dane pogodne zycie, a przynjamniej bardzo dlugo do
                      niego dorastaja. na tyle dlugo ze finalnie lapia sie na nie w ostatnich latach
                      swojego bytowania.
                      to cecha mocno zakotwiczona w glowie, duszy, charakterze i nie ma orzed nia
                      ucieczki. dlatego tez czyni z czlowieka swojego najwiekszego wroga. szukanie,
                      pytanie, a przede wszystkim swiadomosc "braku sensu" absolutnie w niczym nie
                      pomagaja. w niczym i nigdy. no ale niektorzy maja tak i juz. i to nie tylko
                      kobiety. a nawet stwierdzilabym ze w wiekszosci faceci.
                      a w ogole to strasznie rozwlekly temat na dlugie zimowe rozmowy o niczym:))

                      a Brainy za te "fatalaszki i juz po sprawie" to masz u mnie bęcki:)))))) a co!!
                      • olahabe Re: A poza tym... 14.09.05, 10:48
                        Nie ma co się męczyć z szukaniem sensu. Jak twierdzi mój ukochany czarnowidz
                        Baudrillard, jedyną właściwością sensu jest to, że nic go nie posiada.
                        Wychodząc z takiego założenia,trochę (przynajmniej trochę) łatwiej jest to
                        wszystko ciągnąć. Tak samo z poczuciem braku czasu. Lepiej pogodzić się z
                        faktem, że absolutnie, nigdy w życiu, nie zdążymy. Po co na myślenie o braku
                        czasu trwonić go?
                        • daria13 Re: A poza tym... 14.09.05, 15:19
                          olahabe napisała:

                          > Nie ma co się męczyć z szukaniem sensu. Jak twierdzi mój ukochany czarnowidz
                          > Baudrillard, jedyną właściwością sensu jest to, że nic go nie posiada.
                          > Wychodząc z takiego założenia,trochę (przynajmniej trochę) łatwiej jest to
                          > wszystko ciągnąć. Tak samo z poczuciem braku czasu. Lepiej pogodzić się z
                          > faktem, że absolutnie, nigdy w życiu, nie zdążymy. Po co na myślenie o braku
                          > czasu trwonić go?

                          Bardzo mądrze powiedziane! Muszę Wam powiedzieć, że będąc w wieku naszej
                          kochanej Kawy miewałam niezwykle silne bóle egzystencjalne, karmione lekturą
                          Sartre'a, Becketta i Ionesco. Bóle były na tyle silne, że uważam te lata w
                          pewnym sensie za stracone, bo zamiast balować, chodziłam na długie, samotne
                          spacery i zaszywałam sie w domu z książką przy nosie zamist podrywać chłopaków.
                          Tego typu odczucia są cechą charakterystyczną wieku młodzieńczego u osób
                          myslących. Z reguły wyrasta się z nich tak jak z tradziku młodzieńczego, a
                          całkowicie mijają, kiedy dopada nas proza życia, walka o przetrwanie, praca,
                          obowiazki, pogoń za sukcesem, lub przymus dogadzania potomstwu.
                          Był czas, ze żałowałam młodości strawionej na bezproduktywne smutki, ale teraz
                          wiem, że dzięki temu mogę lepiej wychować dzieciaki, więcej im przekazać tzw.
                          mądrości życiowej, mieć bogatsze i ciekawsze wnętrze (wiem, że to trochę głupio
                          brzmi, ale wiecie, o co mi chodzi;) I ostatnio nawet mi brakuje tych dawnych
                          egzaltacji, tych rozważań nad sensem życia, bo zwyczajnie nie mam na nie czasu,
                          a ciągły pęd mnie wykańcza. Więc nie tłamście w sobie tych ciągot do dołów
                          egzystencjalnych, nauczcie się czerpać z nich siłę wzbogacającą osobowość, nie
                          poddawajcie się im za nadto i przeplatajcie je jak najczęściej spotkaniami w
                          miłym towarzystwie.
                          Noido droga! Wiem, ze to niełatwe (dla niektórych), ale może jednak mogłabyś
                          pokrótce nakreślić nam swój problem. Spójrz jak ja dobrze wychodziłam zawsze,
                          kiedy zwierzałam się Wam ze swoich problemów. Czerpałam z Waszych słów otuchy
                          mnóstwo siły i pogody ducha. To naprawdę działa:)))))
                          Pozdrawiam serdecznie, acz z lekkim niepokojem:)
                          • olahabe Re: A poza tym... 14.09.05, 17:37
                            Dario! Byłyśmy bardzo podobnymi panienkami! Gdzie te czasy, kiedy mogłam, po
                            obudzeniu się o 11, celebrowaniu kawy przez godzinę z książką i udaniu się na
                            jakiś niezobowiązujący wykładzik lub randkę, zasiadać na długie godziny nad
                            sekretnym dziennikiem, by w nim wylewać łzy rozpaczy nad swoją beznadziejną-
                            jak sądzilam wtedy- egzystencją! Trzymam ten dziennik ku przestrodze potomnych.
                            Zapisany piórem album z reprodukcją Klee na okładce, czeka na czasy, kiedy bez
                            zażenowania, a jedynie z ironicznym uśmieszkiem, będę mogła przeczytać swoje
                            ówczesne przemyślenia, bo teraz jest to niemożliwe- po prostu skręca mnie, jak
                            mogłam być tak głupia. Może nie jestem teraz mądrzejsza, ale przynajmniej mam
                            co robić (czy też zaharowywać się po pachy), co bardzo skutecznie oducza
                            trwonienia czasu na użalanie się nad sobą.Masz rację jednak, że pomimo całej
                            swojej złudności, jest to piękny i potrzebny czas w życiu.
                          • kawa_malinowa Re: A poza tym... 14.09.05, 17:42
                            Więc nie tłamście w sobie tych ciągot do dołów
                            > egzystencjalnych, nauczcie się czerpać z nich siłę wzbogacającą osobowość,
                            nie
                            > poddawajcie się im za nadto i przeplatajcie je jak najczęściej spotkaniami w
                            > miłym towarzystwie.

                            I chyba tak trzeba robić. Co jednak, gdy te myśli napadają całą chmarą i
                            obsiadają głowę? Po jakimś czasie przesiadają się i żerują gdzie indziej. Ode
                            mnie jakoś chyba poleciały...
                            (A butów wciąż nie ma :))


                            Spójrz jak ja dobrze wychodziłam zawsze,
                            > kiedy zwierzałam się Wam ze swoich problemów. Czerpałam z Waszych słów otuchy
                            > mnóstwo siły i pogody ducha. To naprawdę działa:)))))

                            Tu się zgodzę od pierwszej do ostatniej litery!
      • dr.krisk No i prosze - potwierdza sie moja teoria... 14.09.05, 18:18
        Mianowicie uwazam (a jestem doktorem, co chcialbym podkreslic, wiec jak cos
        uwazam to musi byc to prawda) ze ludzie sympatyczni przewaznie miewaja okresy
        okropnych cierpien egzystencjalnych! Miast radowac sie dniem nowym,
        mozliwosciami rozmaitymi fundowanymi nam przez zycie, leza w rozgrzebanym wyrku
        i rozpaczliwie wpatruja sie we wlasna stope odziana w dziurawa skarpetke... I
        mysla: a ta dziura to po co? I w jakim celu? Czy ma sens? Czy istnieje naprawde
        czy tylko mi sie tak wydaje? Oraz innych milion pytan w tym guscie.
        Oczywiscie po pewnym czasie wstaja, biora prysznic, odziewaja nowe skarpety i
        ida na miasto.
        I tak przez lata cale, az sie zestarzeja i umra, ale na szczescie rzesze nowych
        egzystencjalistow tylko czekaja aby zawrzasnac "pieklo to inni!", hycnac do
        lozka i przykryc glowe koldra.
        To wszystko normalne jest i mija. Zreszta wszystko mija.
        I tym optymistycznym akcentem chcialbym zakonczyc dzisiejsza pogadanke.

        Doktor KrisK, czyli ja.
        • broch diagnoza 14.09.05, 18:22
          "ludzie sympatyczni przewaznie miewaja okresy okropnych cierpien egzystencjalnych!"
          Nie doznaje cierpien egzystencjalnych. Nie jestem sympatyczny. :)
          • dr.krisk Nie da sie ukryc. 14.09.05, 18:27
            broch napisał:

            > Nie doznaje cierpien egzystencjalnych. Nie jestem sympatyczny. :)
            To prawda, brochu drogi - sympatyczny nie jestes :)
            • braineater Re: Nie da sie ukryc. 14.09.05, 18:29
              Kurce
              A ja myślałem, że jestem a też cierpień nie doznaję:(

              braineater idzie się załamać
              • dr.krisk W twoim przypadku... 14.09.05, 18:35
                . cierpienia egzystencjalne zagluszane sa konsumpcja napojow wyskokowych oraz
                nadczynnoscia intelektualna. Sprobuj przez tydzien-dwa bez, a zobaczysz jaki
                sartr sie z ciebie zrobi!
                Wiem co pisze, bo tez tak mam.
            • broch Re: Nie da sie ukryc. 14.09.05, 18:44
              "To prawda, brochu drogi - sympatyczny nie jestes :)"
              Nie usiluje, tyle ze powatpiewam iz przyczyna jest tak prosta :)
              Uwazam, ze jesli ktos wpatruje sie w dziure w skarpetce, szukajac ROZWIAZANIA,
              to jest o.k., ale jesli osoby produkujace trupia atmosfere zakazaja tym innych,
              tez sympatyczne nie sa, tyle ze paradoksalnie cechuje je nadmierna milosc
              wlasna, stad wydaja sie sobie sympatyczne :))
              • dr.krisk Bronie jednak mojej teori... 14.09.05, 18:54
                broch napisał:

                > "To prawda, brochu drogi - sympatyczny nie jestes :)"
                > Nie usiluje, tyle ze powatpiewam iz przyczyna jest tak prosta :)
                Z punktu widzenia logiki formalnej - ja twierdze, ze ludzie sympatyczni miewaja
                doly psychiczne. Natomiast nie wynika z tego wcale, ze zrzedy zatruwajace
                atmosfere sa osobnikami sympatycznymi! Jezeli A to B, co nie oznacza ze jezeli
                B to A.
                • broch Re: Bronie jednak mojej teori... 14.09.05, 19:08
                  he,he:
                  "Z punktu widzenia logiki formalnej" ...
                  doly psychiczne maja ludzie sympatyczni i niesympatyczni.
                  Tzn bronie sympatyczne osoby "uposledzone w dziedzinie dolow" :)
                  • dr.krisk he, he.... 14.09.05, 19:12
                    Zabezpieczylem sie, uzywajac w opisie moje teorii slowa "przewaznie". Co
                    pozwala mi zgrabnie odpierac wszelkie zarzuty co do jej niescislosci.
                    • broch Re: he, he.... 14.09.05, 19:26
                      zauwazylem, ale nie moglem sie powstrzymac :))
                • nienietoperz Re: Bronie jednak mojej teori... 15.09.05, 11:48
                  Drogi Krisku,
                  nienietoperz zajety ostatnio glownie oporzadzaniem kocykli i innych podobnych
                  zwierzatek, i stad niezbyt aktywny, wyraza wdziecznosc w imieniu wzietej w
                  obrone logiki.
                  A jesli chodzi o sympatycznosc, to mam wrazenie, ze nie ma specjalnych regul.
                  Bronilem juz tu kiedys teorii o nieuchronnosci dolow i humorow, i wyrazalem
                  podziw dla niezlomnosci Brochowego dobrego samopoczucia. Nie wplywa to jednak w
                  najmniejszym stopniu na stopien sympatycznosci - przeciez rzeczony Broch w swej
                  niezlomnosci, kategorycznosci i marudnosci jest wrecz uroczy.

                  Bole egzystencjalne maja swoje wady i zalety, trudno mi sie wypowiadac we
                  wlasnym imieniu (zazwyczaj mijaja szybko i bezbolesnie, glownie przy uzyciu
                  technik podanych przez Stelle - myslec duzo i intensywnie), mam za to spore
                  domowe doswiadczenia w wysilkach zwalczania takowych u wspolmieszkanki. I wcale
                  nie narzekam. Moze czasami.
                  Pozdrawiajac
                  nienietoperz
              • daria13 Re: Nie da sie ukryc. 14.09.05, 19:02
                Kocham Was chłopaki!!!
                Bóle egzystencjalne nie są Wam już dane, ponieważ wyrośliście z nich czas jakiś
                temu. Nigdy w życiu nie uwierzę, że Braineater w młodości nie doznawał. Tu po
                prostu sprawdza się moja teza, że z tego typu przypadłości skutecznie leczy
                życie pełne obowiązków i wyzwań, których nam wszakże nie brakuje.
                Myślę, że osoby cierpiące z powodu bólu istnienia mogą być i są sympatyczne,nie
                tylko w swoim mniemaniu, czego żywymi przykładami są nasze młodsze nieco
                koleżanki:)))
                Pozdrawiam najserdeczniej nieco zazdrosna o te bóle, na które już nie mam czasu.
                • broch Re: Nie da sie ukryc. 14.09.05, 19:22
                  Daria,
                  oczywiscie ze dziewczyny na tym forum (i nie tylko) sa sympatyczne (niezaleznie
                  od rozterek natury egzystencjalnej).
                  Nie jestem pewien czy obowiazki powoduja zanik tychze rozterek:
                  1) grupa pierwsza zwiazana z okresem burzy hormonalnej ktora przechodzili wszyscy
                  2) grupa druga o podlozu roznym na ktora jest dosc powszechna i dotyka bez
                  wyjatku osoby z obowiazkami, bez obowiazkow. Choc wydaje mi sie ze bardziej
                  kobiety niz mezczyzn (tylko wydaje mi sie oczywiscie).

                  O bole osobiscie zazdrosny nie jestem. Wole wycieczke w gory, albo dobra
                  ksiazke, lub film. Bol egzystencjalny (podobnie jak fizyczny) powoduje
                  unieruchomienie.

                  Zycze sobie Dario, abys nie przezywala rozterek egzystencjalnych, poniewaz
                  byloby mi przykro.

                  egoistyczny i niesympatyczny broch :)))
                  • daria13 Re: Nie da sie ukryc. 14.09.05, 20:31
                    Ja może źle się wyraziłam. Nie tęsknię za bólami istnienia, ale ubolewam z
                    powodu braku czasu na zatrzymanie się w biegu, na chwile sam na sam ze swoimi
                    myślami,czasu na przemyślenia różnorakie, na przyjrzenie się swojemu życiu.
                    Jestem strasznym śpiochem i w momencie, gdy przykładam głowę do poduszki
                    natychmiast odpływam w niebyt senny, jakby ktoś wyłączył dopływ energii. Każdą
                    wolną dziurkę w rozkładzie dnia (a jest ich zastraszająco mało) spędzam na
                    lekturze. Sprzątanie i inne prace domowe nie sprzyjają głębszym myślom, choć są
                    wykonywane automatycznie. Wyjątek w moim przypadku stanowi czynność prasowania;
                    wtedy jakoś udaje mi się skupić na myśleniu, ba nawet może lekkim
                    filozofowaniu;)
                    Kategorycznie brakuje mi czasu na przyglądanie się płynącym patykom, buuu...
                    Pozdrawiam niewyżyta egzystencjalnie:)
          • eva.68 Re: diagnoza 14.09.05, 19:12
            Hmm... Może to nie takie oczywiste? W końcu wyjątkowo zdarzają się odstępstwa
            od wszystkich reguł. Podobno? :-)

            Czytam sobie i myślę, że TWA to jednak Magiczne Miejsce.
            :-)
            • stella25b Re: diagnoza 14.09.05, 21:50
              Moja maksyma bylo zawsze nie myslec za duzo i za intensywnie. Stad ten moj
              ciagly ruch, ostatnio niestety coraz powolniejszy. Moze wlasnie przychodzi
              chwila na zastanowienie sie czy aby ta maksyma jest jeszcze dla mnie aktualna.
              Ja wpadne w dola-napewno Was o tym poinformuje.
              • stella25b Re: diagnoza 14.09.05, 21:52
                errata: Jak wpadne...
    • nienietoperz Virgin Suicides 18.10.05, 18:27
      Ze specjalna dedykacja dla frakcji pesymistow rekomenduje 'Virgin suicides'
      J.Eugenidesa. Nie dlatego, jakoby to sie czytalo ciezko (alez skad!), nie bylo
      zabawne (wrecz przeciwnie), czy chodzilo o samobojstwa (wcale nie sa straszne,
      poza tym wcale o nie nie chodzi).
      Po przeczytaniu ogarnela nienietoperza powazna tesknota do
      dziecinstwa/nastoletniosci/przeszlosci, robienia rzeczy po raz pierwszy,
      strachu i ekscytacji z tym zwiazanych. A najgorsze jest to, ze juz nigdy nie
      bedzie sie pamietac czy rozumiec lepiej tamtych dni, w miare czasu zostana
      tylko kawalki ewidencji w postaci zdjec czy kartek. To co sie wydarzylo
      naprawde, pozostanie tajemnica. W miare uplywu czasu coraz wieksza.
      W sam raz dla FP
      goscinnie z FO,
      nntpz
      • staua Re: Virgin Suicides 20.10.05, 02:02
        Nooo, juz sobie Ciebie wyobrazam jako jednego z tych chlopcow-podgladaczy!
        Dla mnie ten film dobrze uchwycil roznice miedzy tym okresem (dojrzewania :-)) u kobiet i mezczyzn...
        • nienietoperz Re: Virgin Suicides 20.10.05, 10:01
          Od razu podgladaczy...
          Nie moge sobie jakos wyobrazic, zeby dziewczyny czasem nie chcialy sie
          dowiedziec, jak to bylo naprawde kiedys, czy Maciek/Janek z przeciwka sie Toba
          interesowal czy nie, czy slynne wydarzenie podworkowe (chocby w moim przypadku
          bitwa miedzy sasiednimi blokami) naprawde wygladalo tak powaznie, czy bylo
          tylko dziecieca zawierucha.
          W wieku chlopcow z VS zreszta dowolne wersje kontaktow damskomeskich omijaly
          mnie z daleka, jak to bywa kiedy ktos nie dosc, ze jest bardzo gruby i
          niezgrabny, to na domiar zlego ma niezle oceny. Brrrrrr.
          Pozniej bylo juz troche lepiej.

          Pozdrowienia,
          nntpz




          staua napisała:

          > Nooo, juz sobie Ciebie wyobrazam jako jednego z tych chlopcow-podgladaczy!
          > Dla mnie ten film dobrze uchwycil roznice miedzy tym okresem (dojrzewania :-
          ))
          > u kobiet i mezczyzn...
          • braineater Re: Virgin Suicides 20.10.05, 10:07
            róznice i owszem i to ogromną - chłopcy grupowo nie popełniają smaobójstwa -
            najwyżej wywołuja wojnę.:)
          • staua Re: Virgin Suicides 20.10.05, 16:20
            Na zdjeciu (jak przypuszczam mniej wiecej z chwili obecnej) nie wygladasz na zbyt grubego :-)
            Oczywiscie, ze jako nastolatka podgladalam z kolezanka chlopca z przeciwka, do ktorego wzdychala.
            Nawet przez lornetke :-) Sama tez mialam czasem problemy ze wzgledu na oceny, niestety
            podstawowka nie zachecala do wielu kontaktow towarzyskich (mam jednego przyjaciela z klasy w
            podstawowce, z nikim innym kontaktu nie utrzymuje w ogole)
            O/T: teraz chyba pozostane na zawsze w tej frakcji albo w ogole przestane pisac na forach otwartych,
            bo po raz pierwszy ktos mi osobiscie dokuczyl w watku o zabawie na FK. Jakos mnie to dotknelo.
            Pozdrowienia!
            • nienietoperz Re: Virgin Suicides 20.10.05, 16:32
              Wszystko przez pamietne lato 92, kiedy to schudlem 13 kg i uroslem 7cm.
              A osobnikiem/bniczka o wdziecznym nicku i niewdziecznych postach nie przejmuj
              sie wcale. Szkoda jesieni.
              Nienietoperz
              • staua Re: Virgin Suicides 20.10.05, 16:41
                Nigdy nie udalo mi sie tyle schudnac (ani tak szybko urosnac).To chyba tez cecha meska. Moj kuzyn
                takze urosl w jedne wakacje 10 cm (tak samo, jak w tym samym wieku jego ojciec).
                Co do tej osoby - zastanawiam, kto pisze na forach tylko w celu dokuczania innym, to raczej nudne...
                Pozdrawiam!
            • broch Re: Virgin Suicides 20.10.05, 16:58
              "O/T: teraz chyba pozostane na zawsze w tej frakcji albo w ogole przestane pisac
              na forach otwartych, bo po raz pierwszy ktos mi osobiscie dokuczyl w watku o
              zabawie na FK. Jakos mnie to dotknelo."

              Nieslusznie, glupota ludzka, zawisc, proznosc to niskie uczucia. Nie daj sie.
              Zawsze (nie tylko na forumach) spotkasz gnidy. Musisz po prostu (i niestety)
              ignorowac, lub walic bez leb. Oczywiscie walenie bez leb nie zmieni wiele (jak
              ktos durny, to nic zmienic sie nie da)... ale moze przyniesc ulge :))
              • staua Re: Virgin Suicides 20.10.05, 17:02
                Zignoruje... tym razem jeszcze.
                Podejrzewam, ze malo jeszcze takich spotkalam na swojej drodze.
                Ja lubie, jak ktos rozni sie ode mnie pogladami i dyskutujemy, nie zgadzajac sie ze soba, ale takie
                posty... po co? (tym bardziej, ze IP swiadczyloby, ze to nie ta sama osoba, co lilka60, ale tez sie na tym
                nie za dobrze znam, pamietam kiedys Twoje posty o jakichs serwerach z Meksyku)
                Bardzo dziekuje za wsparcie duchowe.
                • braineater Re: Virgin Suicides 20.10.05, 17:10
                  proponuje terapię która sam podkradłem yomie i 3promilowi - wycieczki
                  relaksacyjne po forum Społeczeństwo, i wygłaszanie niczym nie uzasadnionych
                  opinii na tematy różne. Tyle wiader pomyj co tam na moją skromną a bezczelną
                  osobe wylano tamże uodparnia na wszelkie możliwe przejawy sieciowego szaleństwa
                  (któreg moje trolowanie na Społeczeństwo, też jest chyba jakąs oznaką:)

                  P:)
                  • staua Re: Virgin Suicides 20.10.05, 17:12
                    Nigdy nie odwazylam sie napisac niczego na forum Spoleczenstwo, Kraj, Gospodarka itd. Jak tam
                    zagladam (nawet ostatnio po Twoim linku) ty zaraz zmykam...
                • broch Re: Virgin Suicides 20.10.05, 17:11
                  adres IP Tiscali UK Ltd (Londyn). Za kazdym razem ta sama osoba. Poniewaz to
                  plec piekna, zakladam ze "komputerowa noga" :)

                  Jestes mila dziewczyna, powinnas o tym wiedziec. Ludzie (zwlaszcza zgozkniali z
                  przyczyn nieznanych) zazdroszcza tego.
                  Z reszta ludzie zazdroszcza rzeczy czesto smiesznych. Nie warto sie przejmowac.
                  • staua :-)) 20.10.05, 17:14
                    Jak to wiesz, o tym adresie? Bo to nie ten, co sie tam przy ich postach pojawia...
                    Zreszta, moze nie chce wiedziec, spotegowaloby to moja paranoje.
                    • nienietoperz Re: :-)) 20.10.05, 17:20
                      Broch the Private Investigator.

                      Az mi wstyd, ze to paskudztwo nadchodzi z tej samej wyspy.

                      Uklony.
                    • broch Re: :-)) 20.10.05, 17:39
                      :)) no dobra, nie powiem jak, ale powiem ze wystarczy bardzo niewiele (nie jest
                      to zadna szczegolna wiedza) do rozszyfrowanie czyjegos ISP.
                      W sumie w ochrony prywatnosci nie ma to (poznanie czyjegos ISP) wielkiego
                      znaczenia (to na uspokojenie :)). Aby kogos faktycznie zidentyfikowac trzeba
                      znacznie wiecej.
                      • staua Re: :-)) 20.10.05, 17:43
                        Ale jakby byli zalogowani, to trudniej, prawda? Nie wiem, dlaczego takie osoby sie nie loguja. Moze
                        chca spowodowac poszukiwania?
                        • broch Re: :-)) 20.10.05, 17:52
                          fakt, jak sie zaloguje, to faktycznie nic zrobic sie nie da :)
                        • monikate staua! 20.10.05, 18:27
                          Posty tej osóbki b. mnie w Twoim imieniu dotknęły. Jej o to chodziło. Żeby
                          komuś dokuczyć i żeby ten ktoś zaprzestał wyrażania swoich sądów. Tu Ci już
                          mądrzy ludzie kwestię wyjaśnili! Zignoruj, i proszę, pisz, pisz!!! :)))
                          • staua Re: staua! 20.10.05, 18:29
                            Dziekuje Wam - mam nadzieje, ze on nie ponowi tych atakow, bede ja ignorowac, no i zobaczymy...
                    • mamarcela Re: :-)) 20.10.05, 17:44
                      Jako osoba dociekliwa usiłowałam dotrzeć do sedna sprawy, ale w natłoku lilki
                      60 w wielu wątkach na fk ostatnio, nie bardzo wiem, o które posty chodzi. I
                      chyba nie chcę wiedzieć. W każdym razie :))). Nie przejmaj się.
                    • noida Dzięki staua :) 21.10.05, 11:21
                      Że się za mną ujęłaś w tym wątku. Już kiedyś tu pisałam o moich popisach w
                      stylu "maglina" i "kataflak", jak widać biednego Castorpa też to nie ominęło...
                      Swoją drogą tak to jest, jak się człowiek w kwestii książek wypowiada wyłącznie
                      na piśmie. Słowo daję, że nikt z mojego otoczenia tego nie czytał i nie mogł
                      mnie poprawić. A mózg niereformowalnym narzędziem jest- tyle razy widziałam to
                      nazwisko i ani razu nie przyjrzałam mu się dokładnie...
                      • staua Re: Dzięki staua :) 21.10.05, 16:14
                        Noida, nie przejmuj sie, ta lilka tylko wszystkich poprawia (takze na innych forach to zauwazylam) a
                        sama napisala "Mrs DOLLOWAY" w watku o latach 20. No wlasnie, chyba kazdy robi bledy, zwlaszcza
                        piszac na komputerze i na forum, dlatego takie poprawianie troche nie ma sensu, kiedy wiadomo, o co
                        chodzi.
        • nienietoperz Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 10:36
          Dopiero teraz mnie oswiecilo - przeciez pierwsze zdjecie zamieszczone przez
          Staue w TWArzach jest ewidentna ilustracja do ksiazki Eugenidesa. Bylaby panna
          (wowczas) S. najmlodsza siostra Lisbon jak znalazl.
          Uklony,
          nntpz
          • noida Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 11:07
            A co sądzicie o filmie? Ostatnio ktoś się wyraził na FKino, że filmy Coppoli są
            denne i mielizny scenariusza są zamaskowane niby- intelektualnymi przerwami, w
            których można sobie dopowiedzieć, co kto chce, a im ktoś inteligentniejszy, tym
            więcej sobie dopowiada i tym bardziej film mu się podoba (to moja osobista
            interpretacja ;). Mnie się na przykład oba filmy podobały. Moim zdaniem "Virgin
            suicides" jest dość wierną ekranizacją książki, na dodatek z zachowaniem całego
            nierealnego klimatu, gdzie to wszystko dzieje się nie wiadomo dlaczego i te
            dziewczęta są niczym czarowne zjawy...
            A już "Między Słowami" to w ogóle w swojej naiwności uznałam za jeden z
            lepszych filmów ostatnich 5 lat.
            No ciekawa jestem, co wy na to?
            • nienietoperz Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 11:28
              My na to Noido szybko i chetnie mowimy pani Coppoli tak.
              'Virgin suicides' zachowuja z ksiazki bardzo wiele (inscenizacja wierna nie
              tylko literze, ale i duchowi), tocza sie powoli i mgliscie. Nie jest to
              moze 'Piknik pod wiszaca skala', ale 'Piknik' byl absolutnie genialny i trudno
              mu dorownac.
              'Miedzy slowami' jest rewelacyjne, potrafilem sie bardzo dobrze odnalezc w
              sytuacji czlowieka samotnie spacerujacego po nieznanym miescie, kiedy obcosc
              jezyka czy obrazow wywoluja gleboka swiadomosc wlasnej odrebnosci, izolacji
              wewnetrznej. Tak samo prawdziwa byla scena imprezowania z obcymi ludzmi, kiedy
              na chwile pojawia sie bardzo powierzchowne, nioeomal pozorne, a jednak
              przewrotnie potrzebne uczucie wspolnego doswiadczenia, chocby przy spiewaniu
              tych samych piosenek. Po czym znika.
              Nie mowiac juz o tym, ze byla w 'Miedzy slowami' rozmowa dwojga glownych
              bohaterow, ktora nieomal idealnie powtarzala pewne rozmowy nienietoperze. I to
              bylo dla nas znow autentyczne i wzruszajace.

              Znajomy zarzucal 'Lost in Translation' niewiarygodnosc, twierdzac, ze w miescie
              takim jak Tokio czlowiek inteligentny nie moze sie nudzic. Przy calym szacunku
              do niego, uwazam, ze taki punkt widzenia wynika z tego, ze nigdy duzo nie
              podrozowal i w takich obcych sytuacjach sie nie znalazl.

              Na koniec jeszcze jedna refleksja - polskie tlumaczenie VS ukazalo sie pod
              beznadziejnym tytulem 'Przeklenstwa niewinnosci'. To stwierdziwszy, zaczalem
              sie zastanawiac nad dobrym przekladem i ... klapa. Mam pare pomyslow, ale zaden
              nie jest satysfakcjonujacy. Pomozecie?

              Wasz
              nntpz
              • noida Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 11:49
                Uff, to dobrze, że ktoś podziela moje zdanie :-)
                A może po prostu "Samobójczynie"? Choć nie brzmi ten tytuł może doskonale, to
                przynajmniej jest w miarę nie nadęty, w przeciwieństwie do "Przekleństw
                niewinności".
            • daria13 Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 11:49
              Virgin suicides niestety nie dane mi było ogladać, ale może to i lepiej, bo
              wolę kolejność książka-film, a nie odwrotnie, więc chyba najpierw przeczytam.
              Natomiast Między słowami bardzo lubię. Jest w tym filmie tak ogromna dawka
              niewysłowionej tęskonoty nie wiedzieć do końca za czym, że obieram go bardzo
              osobiście, bo sama czasami miewam takie stany. A zarzut, że mielizny maskowane,
              wydaje mi się dość idiotyczny, bo tak można by podsumować większość filmów tzw.
              ambitnych, dla motłochu niezrozumiałych;). Dobry film z założenie musi zawierać
              niedopowiedzenia, bo na tym często polega jego siła. Wczoraj drugi raz
              obejrzałam (tym razem z Julka) Powrót i nadal twierdzę, że to arcydzieło, a tam
              aż roi się od niedomówień. I o to chodzi!
              Ale faktem jest, że część moich znajomych bardzo się przejechała na tym filmie,
              znaczy na Coppoli, choć nikt właściwie nie umiał uzasadnić swojego
              zdegustowania. Czepialstwo zwykłe;)
              No i dla mnie aktorstwo w Między słowami było jednym z największych atutów, ale
              o tym już kiedyś pisałam. Wdzięk Murray'a jest, jak dla mnie, powalający:)
              Pozdrawiam i jestem ciekawa, czy ktoś z Trupy może odebrał Między słowami
              negatywnie, a jeśli tak, to dlaczego?
            • mamarcela Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 12:27
              Podpisuję się pod wszystkim, co dobrego poprzednicy napisali. VS oglądałam
              zupełnie bez przygotowania - jako filmik do obejrzenia i też mi się z Piknikiem
              od razu skojarzył (a to u mnie numero uno od zawsze).
              Dla mnie te "dłużyzny" to zaleta, bo to jest styl "pisania" Coppoli. Filmy
              naprawdę przemawiające do widza powinny mieć moim zdaniem widoczny
              rozpoznawalny "warsztat". Oprócz opowiadania historii powinny opowiadać o
              filmie jako takim. Tak jak dobra książka nie jest tylko zawartą w niej
              historią. Filmy Coppoli mogą byc drażniące dla odbiorców fabuły opowiedzianej
              za pomocą sprawnie zmontowanych obrazków.
              • braineater Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 12:52
                również się dorzucam do kręgu wyznawców, choć bardziej Lost in'a niż Samobójstw
                w czystości:)
                Podoba mi się własnie ten rozwlekły, na szczegółach skupiony styl opowieści,
                rewelacyjny sposób opowiadania głównie za pomocą dużych zbliżeń na twarze,
                gdzie każde drgnięcie, każde skrzywienie ust może momentalnie zmienić wyźwięk
                całej sceny. W Dziewiczych przewinach dodatkowy atut jak dla mnie to totalnie
                odjechana w kosmos muzyka Air - na żadnej regularnej płycie nie udało im się
                tak zagrać jak w OST do tego filmu. No i dziewczęta z Niepokalanych śmierci,
                też sa dobrane tak, by cieszyć zarówno oko, jak i nie dać się wpisać w prostą
                szufladkę 'ładne'.
                A w Loście podoba mi sie totalnie wszystko, a sceny Bill M. vs karaoke, oraz
                jak sprzedac japończykom łiskacza, zdecydowanie lądują w mojej prywatnej
                historii kina.

                Pozdrowienia:)
                • mamarcela Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 13:01
                  Niepokalane śmierci - kupuję. A może Niepokalane odejście?
                  • braineater Re: Virgin Suicides, czyli szosta siostra Lisbon 21.10.05, 13:27
                    odejście zdecydowanie lepiej, bo coś mi zawsze krzywo brzmi w liczbie mnogiej
                    od 'śmierć' - jakieś to płaskie po polsku jest
    • crazy.berserker Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 09:17
      O jak dobrze sobie od rana ponarzekać i pomarudzić! Że zimno,że lenistwo od
      rana ogarnia i spać się chce, że w autobusach jeszcze nie grzeją...Uuuu,
      lenistwo ze mnie dzisiaj od rana wszystkimi otworami ciała wychodzi i jeść
      woła - najchętniej naleśniki ze świeżymi truskawkami...(oczywiście nierealne
      marzenie)
      Ze świata wieści też jakieś smętne - a to ptasia grypa (akurat na czasie - bo
      to i Kaczyńscy ostatnio popularni i Donald), a to się process Hussajna zaczyna-
      nic wesołego znaczy.
      W robocie też duch przygnębienia i lenistwa się nad wszystkimi unosi (prawie
      jak w jednym z odcinków Kajka i Kokosza)- przeżywamy przeprowadzkę i siedzimy
      sobie grzecznie na pudłach nic nie robiąc.
      Super byloby gdyby ludzie na zimę zapadali w sen zimowy - moglibyśmy jak
      Muminki objadać się igliwiem (chociaż smaczniej na pewno byloby bigosem) i
      przechrapać calą zimę aż do wiosny. Mnie taki wariant by pasował bo ostatnio
      sportem który z lubością uprawiam jest jak najdłuższe wysypianie się. Mam nawet
      pewne sukcesy - nikt z domownikow w długości snu mnie jeszcze nie pobił.

      • beatanu Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 09:39
        crazy.berserker napisała:

        > O jak dobrze sobie od rana ponarzekać i pomarudzić!

        Cudownie! Marudzę więc dalej. Mgła - zamiast opadać - spłynęła sobie właśnie na
        naszą ulicę, nie dając słońcu beledziuchnemu żadnych szans. Za chwilę zniknie
        pewnie i Jesion Tracący Liście W Przerażającym Tempie. Może to nawet lepiej?
        Tylko, że ja za chwilę wychodzę z domu i będę musiała założyć czapkę, buuuuu :(

        > Ze świata wieści też jakieś smętne

        Dlatego profilaktycznie wyłączyłam radio i wsłuchuję się w szalejącego za oknem
        Pana Z Dmuchawą, który miast liście grabić jak bozia przykazała, zdmuchuje je
        zagłuszając ptactwo i inne mruczanda kocie (jemu to nie przeszkadza, bo ma
        ochronne nauszniki, tzn nie kotu tylko Panu z D) w w dodatku zatruwa atmosferę
        spalinami, bo dmuchawa napęd takowy ma. Łooooo jak mi się fajnie marudzi! Dawno
        tego nie uskuteczniałam!!!

        > Super byloby gdyby ludzie na zimę zapadali w sen zimowy - moglibyśmy jak
        > Muminki objadać się igliwiem (chociaż smaczniej na pewno byloby bigosem

        Moje marzenie od dawien dawna... Chociaż zamiast igliwia/bigosu wolałabym słone
        paluszki z mlekiem :)

        > Mam nawet
        > pewne sukcesy - nikt z domownikow w długości snu mnie jeszcze nie pobił.

        A możesz zdradzić długość rekordu?

        Pozdrawiam marudnie!
        B
        • crazy.berserker Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 10:03
          > A możesz zdradzić długość rekordu?

          Ha - najdłużej zdarzyło mi się jakieś dwa miesiące temu - skok do łóżka o
          godzinie 08.00 wieczorem (tak, tak - właśnie tak wcześnie) - a wyczołganie się
          (bo wstawaniem tego nazwać nie wypada) - około południa. W sumie wychodzi około
          16 godzin snu. Najgorsze bylo to że po wytoczeniu się z cieplego wyrka czułam
          sie jakby walec drogowy po mnie przejechał. No ale tytuł rodzinnego śpiocha na
          razie nie zagrożony ;)

          I jeszcze mi się na narzekanie zebrało - przeglądałam sobie wczoraj forum
          Twarzy i po pierwsze:
          Doszłam do wniosku że jenteligencja w jakims momencie o mnie chyba zapomniała -
          bo za diabła nie umiem załadować swojego zdjęcia na forum
          a
          Po drugie - przeglądająxc swoje zdjęcia doszłam do wniosku ze ostatnio
          podobałam się sobie jak miałam 5 lat - co oczywiście pogodnie i szczęśliwie
          mnie nie nastraja

          Pozdrawliaju smętnie - c.b


          • noida Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 11:07
            Oooo, to pobiłaś mój rekord :-) Mój najdłuższy notowany rekord to było 14 bite
            godzin snu, które wykonałam po wielce wyczerpującym 10-dniowym spływie
            kajakowym, gdzie a. niedobory snu miałam, b. nadmiar enegrii musiałam zużywać.
            Zazwyczaj jednak sypiam po ok. 10 godzin, to znaczy tyle śpię, jeśli nie
            nastawię budzika, ale mnie to frustruje, bo to ponoć bardzo dużo. Zastanawiałam
            się nawet, czy by się z tym nie przejść do lekarza? Ale jeśli więcej osób tak
            ma to nie pojdę ;)

            A pomysł z zasypianiem na zimę jak Muminki i mnie dawno chodzi po głowie!
            Mogłabym się tylko budzić na dwa tygodnie w styczniu, żeby sobie pojeździć na
            nartach, a potem znów do marca podrzemać :)
            • stella25b Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 11:14
              Czytam tak sobie Was i stwierdzam, ze ostatnio to zdrowo niedosypiam. Dzisiaj
              znow sie nie wyspie, gdyz musze odwiezc polowe rodziny na lotnisko a wyruszac
              bedziemy o 3- tej w nocy.
              • beatanu Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 11:26
                stella25b napisała:

                > Czytam tak sobie Was i stwierdzam, ze ostatnio to zdrowo niedosypiam. Dzisiaj
                > znow sie nie wyspie, gdyz musze odwiezc polowe rodziny na lotnisko a wyruszac
                > bedziemy o 3- tej w nocy.

                O Stello! To pomyśl o tej 3 w nocy o mnie, tak jak ja o Tobie cieplutko i ze
                współczuciem pomyślę! Dziś w nocy (albo jutro nad ranem, jak kto woli:)
                dokładnie o 3.30 córka ma zbiórkę pod szkołą, skąd ruszają na lotnisko tanich
                linii lotniczych, by stamtąd udać się do Zurychu (wymiana międzylicealna) - i
                samodzielnie zgłosiłam chęć odwiezienia latorośli :)

                Beata Z Niedoborami Snu (bo któż ich nie ma pracując na trzy zmiany...)
                Beata Zazdroszcząca Rekordów Crazy Berserker i Noidy
                • stella25b Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 11:31
                  Beato:)) bede myslec!!!
                  Mam nadzieje, ze kiedys wybierzesz sie do mnie tymi tanimi liniami:).
                  Moj maz i Mlodszy leca takze taniochami do Hiszpanii.
                  • braineater Krecia robota... 19.10.05, 11:54
                    wstrętnego karła optymizmu na tyłach wrogiej ideologicznie frakcji:)

                    Sobie wstałem 6:15, do czego po roku pracy zaczynam sie powoli już
                    przyzwyczajać i paląc przedwyjściemzłóżkowego papierosa pierwszego na dobrych
                    pare minut zapatrzyłem się na księżyc, który o tej godzinie idealnie lokuje się
                    w centrum mojego okna, zamieniając na chwil parę cały pokój w obłędna jaskinię
                    pełną jasnego miękkiego szarego światła, przełamanego gdzieniegdzie odbitymi
                    refleksami z ksiązkowych grzbietów srebrzeniami lub złoceniami zdobionych.
                    Cudny widok i az się chce dalej leżeć i patrzeć i pozytywnie do dnia mnie
                    nastawił maksymalnie. Potem połaziłem 20 minut z piesami patrząc na dzielnicę
                    wymarłą o tej porze, i na ruiny huty wokół której kłebiła się delikatna mgła i
                    opary z pobliskich zakładów Azotowych, nadal w tym dziwnym świetle wszystko
                    malowane i doszedłem do rewolucyjnego wniosku, że życie jest jednak obłędnie
                    fajne.
                    A co - i co z tego, że zimno, skoro fajnie?:)

                    Pozdrowienia:)
                    • beatanu Re: Krecia robota... 19.10.05, 12:28
                      braineater napisał:

                      > wstrętnego karła optymizmu na tyłach wrogiej ideologicznie frakcji:)
                      >
                      Nie wiem czy ten karzeł na tyłach to Ty czy ja, czy i Ty i ja... jeżeli ja to:
                      kajać się nie będę, bo mnie jeszcze jak Mamarcelę zabanujesz i po ptokach...

                      Ale! Gdy już sobie tak po tym marudzeniu na pole (dwór dla was - dla mnie pole:)
                      wyskoczyłam (bez czapki) coby lodówkę tym i owym wypełnić stwierdziłam co
                      następuje:
                      - na polu owym panował nastrój z krainy trolli, tajemniczo, cichutko (pan z
                      dmuchawą miał chyba przerwę śniadaniową, bo już nie hałasował)
                      - przekolorowe liście drzew różnych, jeszcze nie suche ale już nieżywe ożywiały
                      jednak szarości na tyle, że gęba mi się sama zaczęła radować
                      - wcale nie było tak zimno! Mgła osiadała sobie wesoło na rzęsach i innach
                      odkrytych częścich ciała (a nie wiele ich było, bom opatulona szalem długaśnym
                      była), wiatru zero albo jeszcze mniej - no po prostu CUDOWNIE!!!

                      Podsumowując: Brainy - masz rację. Co z tego, że zima się zbliża jak jest
                      fajnie? Jesienna buźka :-)))

                    • noida Re: Krecia robota... 19.10.05, 12:29
                      Jak księżyć świeci w okna to się powinno spać a nie chodzić! Właśnie dlatego
                      postuluję zapadnięcie w sen zimnowy, bo w zimę to własciwie księżyc świeci na
                      okrągło. Człowiek wstaje rano- księżyc jeszcze świeci. Człowiek wraca do domu-
                      ksieżyc już świeci.
                      Protestuję przeciwko przetrzymywania człowieka w ciemnościach przez większość
                      roku wbrew jego woli!
                      Eee... nie rozmwawiajmy o pogodzie, bo mi się humior psuje...
                      • aaneta Re: Krecia robota... 19.10.05, 12:44
                        A u mnie właśnie zaświeciło słonko - prosto w okno, aż musiałam zasłonić, żeby
                        coś widzieć na ekranie. W takim razie u Ciebie, Noido, też powinno być
                        słonecznie :) dlaczego więc Ci się humor psuje? Czyżby Twój pesymizm był
                        kompletnie bezwarunkowy?
                        A na obiad dzisiaj u mnie truskawki, prawdziwe, letnie, wyciągnięte rano z
                        zamrażarki!
                        • noida Re: Krecia robota... 19.10.05, 12:54
                          U mnie też słonko. Humor mi się psuje na wyrost, po wyobrażeniu sobie, co się
                          będzie działo w listopadzie.
                    • mamarcela Re: Krecia robota... 19.10.05, 12:50
                      mamarcela na pomysł ze snem zimowym wpadła juz dawno. Jak również na pomysł
                      odczepiania całego ciała od głowy przed snem zasadniczym, bo owe ciało czasami
                      we snie przeszkadza, a i potem rano czuje się dyskomforty różne. Szczególnie
                      gdy sypia się w okolicznościach nieszczególnie komfortowi snu sprzyjających.
                      Jak to miała w zwyczaju mamarcela niegdyś. Teraz mamarcela ma tak, że jak sie
                      położy to niemal natychmiast zasypia. Co czasami owocuje koszmarami sennymi,
                      bo mamarcela jako dystrakt i leniwiec funkcji sleeper nie używa prawie nigdy.
                      Np. jak sie położy do łóżka z zamiarem obejrzenia "Godfathera" i zasypia przed
                      czołówką, to ją rano dziecka budzą, a tu "Godfather III" leci, a mamarcela
                      niewyraźna czegoś. Kiedyś, kiedy mamarcela była osobą imprezującą i niedospaną,
                      łóżko do funkcji spania mamarceli nie było potrzebne. Toteż sypiała w zaiste
                      dziwnych okolicznościach, a także w najrozmaitszych towarzystwach. Podsypiała w
                      kinie, w teatrze, w środku imprezy. A potem okrutni koledzy dworowali
                      publicznie z mamarceli (która nią zreszta jeszcze nie była), że w teatrze takim
                      to a takim spała z ... I tu np. padało nazwisko, no, nie noblisty, ale laureata
                      oskara, prosze bardzo. Za całokształt, zresztą.
                      pozdrawiam wszystkich spaczy
      • staua Re: Frakcja pesymistów! 20.10.05, 02:05
        Bardzo chetnie objadlabym sie bigosem i zapadla w sen zimowy... A niestety, siedze jeszcze w pracy i
        do domu musze dojechac, jedzenia nie mam w ogole (mam niedokonczona zupe z dyni, ale nie bedzie
        mi sie chcialo jej dosmaczac), nie mowiac o bigosie, i wszystko to moja wina, bo kilkugodzinne
        doswiadczenie zaplanowane na dzis zamiast rano, zaczelam o trzeciej po poludniu (z lenistwa i
        glupoty). Dlatego (ufam, ze chwilowo) dolaczam do frakzji pesymistow...
    • kwiecienka1 Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 14:14
      :-)))
      oj, spać to ja zawsze mogłam i mogę długo...
      niestety, ostatnio mam strasznie bezsensowny (z punktu widzenia śpiocha) plan
      zajęć - często zaczynam lekcje nawet przed 8 (prywatne), potem mam przeeeerwę,
      zajęcia w okolicach 13-14-15 i ostatnie zajęcia kończę w porywach o 20-21...
      nie umiem spać w dzień :-(
      pochłaniam straszne ilości kawy & red bulla i ciągle chce mi się spać
      wiem, wiem, to dlatego, że chodzę spać około 1-2 w nocy, ale inaczej też nie
      umiem
      księżyc mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bardzo go lubię i jako że nie mam
      firanek codziennie go widzę w wielkim formacie bo akurat wędruje tuż za moim
      oknem - razem z neonami BP, Geanta i hotelu Campanile rozświetlają mi pokój al
      giorno :-)))
      pozdrawiam
      Kwiecienka Zawsze Niedospana
      • aaneta antyreklama 19.10.05, 14:21
        Kwiecieńko, zrób to dla mnie i nie pochłaniaj strasznych ilości red bulla, ja
        Cię bardzo proszę!
        I zazdroszczę Ci, że możesz spać przy księżycu, bo ja za żadne skarby, nawet
        pomimo mojego chronicznego niedospania od lat dwudziestu.
      • braineater internetowa paranoja - suplement 19.10.05, 14:44
        JUŻ WIEM GDZIE MIESZKASZ!
        HA HA

        :)
        • kwiecienka1 Re: internetowa paranoja - suplement 19.10.05, 17:30
          już kiedy pisałam wiedziałam, że się domyślisz - w końcu to mała mieścina...

          a propos spania: mogę jeszcze dodać, że zasypiam bez względu na panujący
          dookoła hałas :-))) Braineater może potwierdzić (bo się w miarę orientuje): mam
          za oknem kolejno przystanek autobusowy, dość ruchliwy dojazd do autostrady i
          aeroklub... jak już zasnę to nic nie jest w stanie mnie dobudzić :-))))
          helikopter? jaki helikopter...
          dlatego mam trzy budziki i często zdarza mi się zaspać
          pozdrawiam
          Kwiecienka z Wielkomiejskim Hałasem
          • noida Re: internetowa paranoja - suplement 19.10.05, 20:17
            Najlepsze, że mi się wydaje, że też wiem ;-)
            Noida Po Katowicach Błądząca 2 Razy Do Roku.
      • daria13 Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 14:51
        Rekordu snu nieprzerwanego nigdy nie mierzyłam, ale rekord snu z krótkimi
        przerwami z pewnością pobiłam. Spałam od 10 wieczór do 16 dnia następnego.
        Miałam pewnego razu straszny kryzys w pracy i było to nawet gołym okiem
        widoczne, bo wszyscy pytali, czy nie jestem aby chora. Ktoś nawet powiedział,
        że powinnam się zresetować, co postanowiłam uczynić i wzięłam wolne na następny
        dzień. Rano po wyprawieniu dzieci do szkoły zasnęłam ponownie, ok. 13 obudził
        mnie głód więc zjadłam śniadanie i poszłam spać dalej. I gdyby nie powrót
        dzieci ze szkoły i przeświadczenie, że dłużej spać nie wypada, kto wie jak
        długo bym jeszcze spała.
        Mogę spać zawsze i wszędzie i nigdy nie mam problemów z zaśnięciem. Bez
        wzgledu na porę pójścia spać, rano zawsze jestem niewyspana. W porze roku,
        kiedy za oknem rano jest ciemno, dźwięk budzika kojarzy mi się z ciosem
        sztyletu w serce i jestem głeboko przekonana, że każdorazowo odbierany jest mi
        fragment życia przez ten cholerny budzik, bo z pewnością przez to bedę krócej
        żyła. Nie żartuję:(
    • noida Re: Frakcja pesymistów! 19.10.05, 21:56
      Nie mogę już! Jeszcze jedna noc nad tymi wywiadami i oszaleję... I coraz
      zimniej! I jak tu być optymistą?
      • crazy.berserker Re: Frakcja pesymistów! 20.10.05, 10:00
        > Nie mogę już! Jeszcze jedna noc nad tymi wywiadami i oszaleję... I coraz
        > zimniej! I jak tu być optymistą?

        Nie gryź się tak tymi wywiadami malutka - dasz radę. Ja tam w ciebie wierzę. I
        pamiętaj - ten świat jest piękny tylko dlatego że ty na nim żyjesz.

        Pozdrawia - całkiem dziś nie pesymistyczny - c.b
    • crazy.berserker Re: Frakcja pesymistów! 21.10.05, 13:38
      Do wyjścia z biura wciąż jeszcze 2 godziny 14 minut. Boszzz, jak ten czas się
      wlecze
      • braineater Re: Frakcja pesymistów! 21.10.05, 13:42
        4h 23m.

        to się chyba nazywa bezwzględnośc czasu:)
        • stella25b Re: Frakcja pesymistów! 21.10.05, 14:03
          Proponuje ten czas przeliczy na metry i centymetry ale litry i hektolitry to
          napewno szybciej zleci;)
          • kwiecienka1 Re: Frakcja pesymistów! 21.10.05, 14:14
            a ja już skończyłam na dziś :-)))
            teraz zostało mi mniej więcej pół litra kawusi do odjazdu osobowego do Krakowa -
            wg innego sposobu odmierzania czasu: osiem machów klepsydrą
            tera jadem sie óczyć
            pozdrawiam
            Pakująca się Kwiecienka & Die Arzte
    • kawa_malinowa Re: Frakcja pesymistów! 21.10.05, 14:14
      A ja jestem dzisiaj mega-pesymistką. I tak mi pewnie zostanie....
      A najlepsze, ze powod jest tak trywialny w sumie, ze az mnie skreca na samą
      myśl o tym, jakie to żałosne.

      A Do autobusu do domu mam ponad godzinę....
      • noida Re: Frakcja pesymistów! 21.10.05, 14:54
        Jeszcze tylko 100 ankiet do zakodowania...
    • noida Do dupy z tą zimą!!! 10.02.06, 15:52
      Mam już dość tej zimy!!
      Tego latania okutanym jak mumia egipska, tego, że ciągle mam mokre buty i
      spodnie, że ciągle albo mi zimno, albo jestem zgrzana, tego, że ciągle mi się
      chce żreć, przez co mam już dupę jak kobyła, tego, że ciągle jest ciemno i coś
      się z nieba sączy (co prawda mniej niż jeszcze niedawno, ale co tam), tego, że
      nie ma żadnych warzyw, tylko niedobra kapusta kiszona, bo po dobrą nie chce mi
      się jechać pod Halę Mirowską i niedobre ogórki kiszone, bo mi się samej nie
      chciało kisić!

      I w ogóle- nie mam pracy, nie piszę pracy, nie wiem, co zrobić ze swoim życiem,
      nic mi się nie chce, nie mogę patrzeć na swoją gębę w lustrze i w ogóle
      wrRRRRRRrrrrrrrrrr.
      • ben-oni Re: Do dupy z tą zimą!!! 10.02.06, 16:16
        Podziwiając szczegóły anatomiczne (odnośnie d...y - gratulacje!), mimo wszystko
        muszę się z tobą nie zgodzić. Z nieba pada śnieg, a zamiast spodni załóż
        spódnicę - będzie bardziej sexy.
        Ale ma być pesymistycznie... codzienna zmiana przepoconej koszuli i spocony łeb
        pod czapką.
      • eva.68 Re: Do dupy z tą zimą!!! 10.02.06, 16:36
        Może trochę słońca z "puszki"? Podobno działa. I sauna. Pisali w gazecie.
        Doraźnie dorzucę jeszcze do porad Bena [faceci to jednak potrafią... ;)] - nie
        patrzeć w lustro. Bo ono nie cyganka - prawdy nie powie ;)(przynajmniej Tobie o
        Tobie).
        Pozdrawiam :)
      • kawa_malinowa Re: Do dupy z tą zimą!!! 10.02.06, 21:57
        Ostatnio granice republiki totalnego chaosu i wewnętrznego rozpieprzenia we
        mnie i koło mnie wyznaczają różne takie oczywistości. Banalne kamienie
        graniczne ukradzione zwyczajnej i powszedniej jak amen w pacierzu wierzących
        rzeczywistości Wszystko jak za szybą. Jak przez folię. Indeks gotowych
        odpowiedzi na zadawane pytania, zestaw rodzinny, zestaw dla tych-i-innych, że
        tutaj w porządku, że na zachodzie bez zmian. W sąsiedztwie indeks odowiedzi
        zakazanych. W indeksie wciąż białe dziury. W głowie tak jak pogoda za oknem,
        pogoda jaka jest każdy widzi Sufit, szafa (lwów brak, ale czarownica się
        odmeldowuje), zielona koszula co ma odpowiednio za długie rękawy, coraz
        dłuższe, koc w kratkę, kiepskie książki ściągane nocami z półek, okna, kubek z
        Puchatkiem -ale to tam, kubek z żyrafą - to tutaj, bilety autobusowe studenckie
        z domu i do domu, przerwy w spaniu, kuriozalne opowieści nad szklankami piwa.

        I niezborność wszystkich myśli na dokładkę.
        • daria13 Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 10:56
          Chciałam trochę pocieszyć Noidę, ale przypomniała mi się wczorajsza poranna
          rozmowa z mężem i znowu zrobiło mi się smutno:
          Ja: "Kochanie, źle się dzisiaj czuję,muszę po pracy jechać na pocztę, kup sobie
          coś sam na kolację, może flaki."
          Mąż (ostrym tonem): Sam zdecyduję, co sobie kupię na kolację".
          Po minucie:
          Mąż: "Wiesz, te Arabki są niesamowite. Wyobraź sobie, że Laila, moja szefowa
          codziennie rano wstaje o 5 i gotuje obiad dla całej rodziny. Wracają z pracy i
          już wszystko mają gotowe do zjedzenia."

          No cóż, nie jestem Arabką:(
          Czy uważacie, że przesadzam z tym smutkiem?
          Pozdrawiam wciąż rozgoryczona.
          • annabellee1 Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 11:50
            EE tam. Czy ta Laila ma blysk w oku??Mąz cie podkreca.POdpuszca. W kazdym razie
            arabki sa malo dostepne to pewna pociecha..
            Ja mam dyzurnego rywala dla mojego partnera.Jak czuje ze cos przygasa zaraz go
            wyciagam jak diabla z pudelka..polecam..to najlepszy afrodyzjak.Prawdziwe
            samczyki sa rywalizacyjne.Na ciebie dziala Laila wiec ..bo to w obie strony
            dziala.Pzdr..
            • agni_me Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 12:02
              Jesteś może pracownicą działu porad Cosmo?
              • daria13 Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 12:45
                agni_me napisała:

                > Jesteś może pracownicą działu porad Cosmo?

                :))))

                Nie mogę stosować sztuczek na rywala, bo mąż jest chorobliwie zazdrosny i w
                atakach zazdrości budzą się w nim najgorsze instynkty. Przerabiałam przez wiele
                lat, nie, dziękuję.
                Zresztą jestem już na tyle duża, że znudziły mi się gierki i podchody. Pragnę
                tylko zrozumienia, spokoju, szacunku i partnerstwa z prawdziwego zdarzenia.
                Beata kiedyś wspominała, że brakuje jej odrobiny romantyzmu ze strony męża.
                Mojego wciąż jeszcze stać na romantyzm, ale też stać na takie odzywki jak
                powyżej.Z reguły nie stać go na pomoc w domu, na wyrozumiałość wobec moich
                słabości, na zrozumienie moich problemów, więc odruchy romantyczne, na jakie go
                stać czasami jakoś niewiele mi rekompensują. Może jestem przyziemna, może za
                wiele wymagam, ale burze mam za sobą, teraz chcę jedynie spokoju i łagodności.
                Tak mało i tak wiele.
                Ufff, ale się wyżaliłam.
                Pozdrawiam:)
                • eva.68 Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 12:56
                  Pozdrawiam Cię Dario ciepło w ten zimowy dzień. I życzę jak najmniej takich
                  poranków jw.
                  P:)
                • olahabe Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 13:04
                  Dario, poruszyłaś mnie. Może to ta zima, widzę spadek formy we wszystkim, u
                  wszystkich. Zwłaszcza poziom pogody ducha zdaje popadać w ruinę. Niepokoi mnie,
                  jak wiele dziewczyn zaczyna się żalić na obcesowość i brak świętego spokoju w
                  relacjach z mężczyznami. Mam wrażenie, że coś niepokojącego się z nimi
                  (chłopami) dzieje. Czyżby dezorientacja co do roli? Może lans partnerskiego
                  modelu związku jest nie do zniesienia i zaczyna im ciążyć? Pokój z nimi,oby się
                  pozbierali! Uściski!:))
                  • daria13 Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 13:46
                    A jeśli nie partnerstwo, to co? W dzisiejszych czasach, kiedy pracujemy równie
                    ciężko, a często ciężej niż oni, kiedy wracamy do domu i nie możemy sobie
                    pozwolić na odpoczynek, bo dzieci, bo dom? Rozumiem, że smutno jest stracić
                    służącą, że czas zmienił świat na niekorzyść dla mężczyzn, ale stało się,
                    raczej nie wrócimy już do niewolnictwa kobiet, więc najwyższa pora pogodzić się
                    z losem i jeśli zależy facetowi na związku, musi podjąć trud partnerstwa.Jeśli
                    tego nie rozumie, znaczy że wciąż jest gówniarzem. Sorry:(
                    P:)
                    • aaneta Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 13:54
                      daria13 napisała:
                      > A jeśli nie partnerstwo, to co?

                      Rozwód :)
                      • olahabe Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 14:06
                        Pewnie, że od modelu partnerstwa nie ma już odwrotu. Ja ich kryzysu nie
                        usprawiedliwiam, tylko współczuję i staram się być wyrozumiała, jak do dzieci,
                        które się jeszcze dużo muszą nauczyć, zanim do nich dotrą pewne zasady. Mają za
                        sobą kilka stuleci władzy absolutnej
          • beatanu Re: Do dupy z tą zimą!!! 11.02.06, 14:13
            daria13 napisała:
            > No cóż, nie jestem Arabką:(

            > Czy uważacie, że przesadzam z tym smutkiem?
            > Pozdrawiam wciąż rozgoryczona.

            I całe szczęście, że nie jesteś Arabką :)))

            Dario, nie uważam, że przesadzasz ze swoim smutniem, tak jak nie przesadzasz z
            każdym innym odczuciem. Bo nie można przesadzać z uczuciami... One po prostu
            są! To są TWOJE uczucia i reagujesz adekwatnie do sytuacji, tak jak TY ją
            interpretujesz i czujesz. I nikt Ci tych uczuć nie może zabrać i a już na
            pewno nie powinien komentować "Eh, przesadzasz! Eh, nie histeryzuj!" i w tak
            dalej w tym stylu. Uczucia po prostu są, czy się to komuś podoba, czy nie :)
            Możemy je próbować tłumić albo racjonalizować. Ale możemy też po prostu
            pozwolić im wypłynąć na powierzchnię. Przeżyć je w 112% i... iść dalej. Mam
            nadzieję, że Twoje rozgoryczenie i smutek powolutku zmienią się w coś
            jaśniejszego i pozytywnego.

            Myślę o Tobie ciepło!

            Beata



            • daria13 Już mi lepiej:) 11.02.06, 14:27
              Dzięki dziewczyny! Jak to dobrze, że jesteście:)
              Bardzo lubię naszych tutejszych facetów, bez wyjątku, i przez chwilę bałam się,
              że się im narażę, ale od razu odewzał się dzwoneczek: koniec z obawami, koniec
              z ukrywaniem uczuć i przemyśleń, bo komuś mogą się nie spodobać! O! Wyzwalam
              się z okowów pokory i nieustannego liczenia się z opinią innych! Ale jestem
              dzielna:)))))
              A tak na poważnie; mam wszystkich tutejszych facetów za osoby myślące i wierzę
              głęboko, że oni tak jak dziewczyny, dobrze rozumieją, co mam na myśli. A jeśli
              nie rozumieją, to trudno:)
              Pozdrawiam wszystkich, już mi lepiej:)
              • annabellee1 Re: Już mi lepiej:) 11.02.06, 15:00
                Ja jako pracownica Cosmo (choc nigdy Cosmo nie czytalam) uwazam ze gierki sa
                potrzebne.Zmeczenie i potrzeba spokoju prowadza zwiazek do smierci.Takie mam
                doswiadczenie a do tego by pracowac w Cosmo jestem za stara. Gieki to zabawa dla
                obu stron.Spokoj w zwiazku to nuda, brak emocji,kapcie i takie rozne.Wariackie
                pomysly dają licencjei na zwyczajne nierobienie obiadow(tylko to trzeba
                sprzedac jakos) i pomysly zupelnie odlotowe. Partner moze wiedziec ze to
                gra.Moj wie.I go to bawi.Ale oczywiscie ludzie sa rozni.Dobra.Nie bede radzila.W
                koncu nie jestem normalna. Ale knucie czyli wymyslanie jest podniecajace
                szanowna Dario/u(?)
                • daria13 Re: Już mi lepiej:) 11.02.06, 15:56
                  Teoretycznie jestem w stanie się z Tobą zgodzić, ale wierz mi, że są osobniki,
                  z którymi wszelkie gry kończą się tragicznie. Moje małżeństwo to związek
                  burzliwy, to klasyczny przykład dwojga na huśtawce. Sama powiedz, jak długo
                  można się huśtać? Mnie już naprawdę mdli od tego huśtania i dla odmiany
                  pragnęłabym na chwilę posiedzieć u boku miłego, na ławce w parku, albo nad
                  rzeką popatrzeć sobie z nim na przepływające patyki.
                  Gry - tak, ale nie każdy umie grać:( Albo nie każdy umie stosować w grach
                  zasadę fair play. Mój małżonek niestety nie umie:(
                  Dario, jak Mario, już kiedyś tłumaczyłam:)))
                  Pozdrawiam w bojowym nastroju, niemniej jednak wdzięczna za rady, które w
                  normalnym układzie, pewnie byłyby ok.
                  • annabellee1 Re: Już mi lepiej:) 11.02.06, 17:11
                    My sie nudzimy to sobie wymyslamy..
                    Ale Laila i tekst o obiedzie to taki z gat.zart -lekka podpucha.Naprawde bym z
                    lekkim dystansem podchodzila.Tylko jak czlek omotany,zamotany to mu trudno o
                    dystans.
                    To tez przerobilam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka