olahabe
05.09.05, 23:56
Będzie to skarga kobiety w rozpaczy, kobiety spętanej kablem. Wygląda to tak:
mój mąż, gdyby pojawiła się możliwość wszczepiania ludziom czipów w mózg
byłby pierwszym chętnym do udziału w tym eksperymencie. Dawno już
zrozumiałam, że nie mam co konkurować z jego miłością do kabli, układów
scalonych, monitorów, telefonii komórkowej i oprogramowań przerzucających
dane z portu na komputer, z komputera na laptopa, z laptopa na i-poda i z i-
poda na telefon.Piszę te słowa z prawicą uwięzioną wśród sześciu odnóg
gigantycznego usb, z którego wychodzą: srebrna z wstawką na przezroczyste
okienko z układem scalonym w środku, czarna z końcówką prostokątną, czarnym z
końcówką obłą i szarym z wtyczką irdy. Nie wiem w czym żyję! Za co?? Te nasze
podróże,w których obowiązuje całkowity zakaz używania głowy i map z papieru,
bo prowadzi nasz wszechwiedzący nawigator satelitarny! To dzięki niemu,
błądząc w odmętach województwa świętokrzyskiego i skręcając w drogę III kat.
z tabliczką o wdzięcznej nazwie "Świniary", znaleźliśmy się na opuszczonym
poligonie i dojechaliśmy do samego brzegu Wisły, gdzie powitał nas -zamiast
mostu- ostatni w RP rzeczny prom. Za jedyne 3zł mieliśmy okazję wykąpać w
rzece swój samochód. Czy udałoby się to gdyby nie nasz gps? Lecz jego nie
wolno krytykować. Wolno natomiast sprowadzać elektroniczne towarzystwo do
domu z pracy i oplatać nim moje książki i dywany, przyklejać włączniki od
radia do kuchennej szafki, niszczyć najlepszą deskę do krojenia lutownicą i
przyczepiać antenę radiową do mojej głowy tylko żeby sprawdzić, czy lepiej
słychać. W tej rozpaczy pociesza mnie jedynie fakt cudzego nieszczęścia: los
przyjaciółki, która żyje z wielkim gumowym pontonem górskim swojego męża i
kolega z pracy poddający się co wieczór bienergoterapii spod rączek swojej
połowicy. Tak więc- niewiele mnie już zdziwi.
Jednak nie mogę żyć w domu z kablem zamiast męża. Zgłaszam protest i
rewolucję mentalności.Partnerzy fanatyków- łączmy się!