riese44
07.09.05, 00:49
Bylem dzis na kawie, siedze i czytam knige. Raptem widze kobiete ktora
powoduje zacisniecie sie gardla i kawa nie chce splywac do zoladka. No istny
promyk:) I co tu robic, co tu robic??? Mysl chlopie, mysl... Wreszcie zebralem
sie w sobie co by podejsc do jej stolika (siedzi sama). Wstalem, a nogi jak z
waty. Ale co tam, te kilka krokow dam rade... mysle. Podchodze by wypowiedziec
slowa zachwytu nad jej pieknem. Zaczynam, jestem w trakcie... I stalo sie cos
czego nawet w tvn meteo by nie przewidzieli... Dziewczyna mowi do mnie w
narzeczu do zludzenia przypominajacym jezyk Adolfa H. Zglupialem:)
Wybelkotalem cos po angielsku, uklonilem sie, odwrocilem na piecie i dalem
dluga! Byle dalej...
Ot i zezowate szczescie Michała co przelamal sie i zmusil...
Bogatemu to i byk sie ocieli, a mi...? :)))