lynx.rufus
27.09.05, 11:24
w dzisiejszej rzepie - pokrzepiajaca i optymistyczna kartka z kalendarza.
cytuje, bo milo mi bylo poczytac.
Kircholm - uskrzydlona szarża
Kircholm to wioska leżąca niedaleko Rygi, stolicy dawnych Inflant, lenna
Rzeczypospolitej. 400 lat temu usiłował ją zdobyć szwedzki król Karol IX, W
sukurs miastu ruszył hetman litewski Karol Chodkiewicz. W ciągu półtorej doby
przebył 80 kilometrów.
Dowodził niespełna czterema tysiącami żołnierzy, z których tysiąc stanowili
piechurzy, a większość jazdy tworzyła husaria. Ta uskrzydlona formacja (dla
efektu i przeciw tatarskim arkanom), mimo półpancerzy, kirysów i kopii, była
zwrotna, zdolna do błyskawicznych uderzeń. Szwedzi, których było trzy razy
więcej, zajęli obronną pozycję na pagórkach za strumieniem. Pozorowany odwrót
skłonił ciężkie czworoboki wrogów do natarcia, a kiedy ich główne siły
znajdowały się w najbardziej niedogodnej sytuacji, spadło na nich kilkuset
uskrzydlonych jeźdźców. Tylko 13 zginęło, mimo salwy i najeżonych pik. Szarże
kolejnych chorągwi zmiotły rajtarów na skrzydłach. Walczyli oni tzw.
karakolem: pierwszy rząd oddawał strzały, truchtem zjeżdżał na boki, strzelał
drugi szereg i tak dalej. Pod Kircholmem zanim szeregi wystrzeliły, już były
rozrywane pikami, cięte szablami oraz koncerzami i w panice tratowały własnych
piechurów. Klęskę Szwedów przypieczętował zagon dwustu husarzy pod Teodorem
Lackim na tyły. Trwało to wszystko niespełna trzy godziny owego dnia - 27
września 1605 roku.
Naszych zginęło stu kilkudziesięciu. Wrogów - 6 tysięcy. Stracili wszystkie
działa i chorągwie. Z wyższych dowódców ocalał tylko sam król, który -
poraniony - zdołał uciec na okręt. O niebywałym zwycięstwie mówiono na
wszystkich dworach Europy. Potem przyszedł Kłuszyn, Beresteczko, Chocim,
Wiedeń... Dużo słyszeliśmy i czytaliśmy, zwłaszcza za PRL, o naszych
przegranych wojnach, o siedemnastowiecznym zmierzchu Rzeczypospolitej. Może
właśnie jest czas, aby przypominać, że niekiedy bywaliśmy jednak górą.
Maciej Rosalak