Dodaj do ulubionych

brak współczucia

01.10.05, 16:04
Zaczynam u siebie obserwować otępienie na nieszczęścia lludzkie - takie, które
w bezpośredni sposób nei dotyczą mnie, mojej rodziny czy znajomych. Mam
uczucie wypalenia. Tsunami kosztowało mnie strasznie dużo emocji, potem
Biesłan - za bardzo sie wczuwam. Może to wina nerwicy lękowej - i bez tych
wszystkich tragedii boję się o moich bliskich. Ale co zrbić: zamknąć ich na
klucz? To zjedzą zakażonego kurczaka (ptasia grypa) lub zakażoną wołowinę.
(BSE). Jak wiadomo: niektórych nieszczęść uniknąć się nie da. A życie w stałym
lęku... można oszaleć.
To chyba jakaś samoobrona (z małej litery). Wyłączam telewizor gdy mówią o
Katrinie, wczoraj odwróciłam się gdy mówili o autokarze z licealistami z
Białegostoku. Nie mam po prostu siły.
Jak z Wami? Współodczuwacie? Interesujecie się? A może macie jakieś lekarstwo
dla mnie?
Obserwuj wątek
    • maria421 Re: brak współczucia 01.10.05, 16:35
      Najbardziej mnie boli, doslownie fizycznie boli, kiedy czytam czy ogladam
      wiadomosci na temat porwanych, zgwalconych i zabitych dzieci.
    • hiperrealizm Hmmm... A co śadzisz o czymś takim? 01.10.05, 16:39

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=29194641
      • maria421 Re: Hmmm... A co śadzisz o czymś takim? 01.10.05, 17:02
        Niewiele o tym sadze, Hiper. Pomimo tego, ze lubie koty.
        • mamalgosia Re: Hmmm... A co śadzisz o czymś takim? 02.10.05, 11:42
          ja jeszcze mniej niż maria
          • cechatehace Re: Hmmm... A co śadzisz o czymś takim? 04.10.05, 09:11
            a ja się poryczałam i to w pracy :(
    • fnoll wyrzuć telewizor... 01.10.05, 18:08
      i w ogóle ogranicz media (także filmy) które "jadą" na emocjach, bo one są jak
      narkotyk - w końcu znieczulają

      a robić medialną rozrywkę z nieszczęść świata, to... dość nieetyczne, czyż nie?
      • mamalgosia Re: wyrzuć telewizor... 02.10.05, 11:43
        chyba faktycznie telewizor należałoby wywalić. Aczkolwiek lubię naszą polską
        politykę. Chciałam pooglądać Tuska i Kaczorów, a tu Otylia spowodowała wypadek i
        zabiłą brata. I znów mam dołek
    • isma Re: brak współczucia 03.10.05, 13:13
      Hmmm. No, wiec ja na nieszczescia medialne sie uniewrazliwilam juz spory czas
      temu.
      Po pierwsze dlatego, ze wiem, jak mozna spekulowac informacja, w tym liczbami:
      wypadek autobusu, w ktorym zginelo kilkanascie osob - pelno newsow, w tym tych,
      pokazujacych - prawdziwie - rozpacz osieroconych rodzicow. Ale np. odnotowanych
      w statystyce medycznej samoistnych poronien, z ktorych znaczna czesc jest dla
      rodzicow rowniez przezyciem straty dziecka, osieroceniem - w Polsce, w
      medialnym milczeniu, 40 tys. rocznie...
      Po drugie dlatego, ze ja jestem raczej typ dzialacza, niz kontemplatyka, wiec
      jakos wole, zeby moje wspol-czucie moglo miec tez jakis osobisty wymiar
      praktyczny. Jakos nie odpowiada mi ronienie lezek w cieplym domu w bamboszach ;-
      ))). Sila rzeczy nie przywiazuje wiec nadmiernej wagi do zjawisk, ktorym nie
      moge przeciwdzialac.

      A co do leku o bliskich... Mamalgosiu, o mnie (i o mojego ciezko chorego ojca)
      sie bano panicznie, zaborczo, dziesiecioleciami. Przezylam ;-))). Efekt jest
      taki, ze moja chyba znacznie gorszym zdrowiem niz ja sama obdarzona corka - nie
      jest hodowana pod kloszem, zwlaszcza jesli chodzi o kontakty z ludzmi. Na razie
      przyplaca to kolejna choroba (ostatnio zapalenie pluc na przelomie sierpnia i
      wrzesnia, teraz, mysle, na oskrzelach sie moze skonczy). Ale sadze, ze i jedna,
      i druga postawa, w sumie nie zaszkodzi, jesli wyplywa z milosci ;-))).
      • mamalgosia ronienie łez w bamboszach 03.10.05, 14:22
        MOże nie uwierzysz, ale ja te łzy potrafię ronić działając. I działąnie nie
        zagłusza mojego smutku.
        Bardzo już ze mną źle
    • e_wok Re: brak współczucia 03.10.05, 21:02
      Kiedys ryczalam jak bobr ilekroc ogladalam programy, w ktorych krzywda dziala
      sie dzieciom albo psom. Kiedy zaczelam pracowac w firmie, w ktorej zdjecia
      zwlok, tortur i klesk zywiolowych sa na porzadku dziennym (wiekszosc z nich jest
      zbyt drastyczna, zeby mozna bylo je opublikowac w gazecie), przez dlugi czas
      przynosilam te obrazy w glowie do domu, snily mi sie, ciagle widzialam te urwane
      konczyny,te przerazone dzieciece oczy, cale to ludzkie nieszczescie, ktore
      ciagle sie gdzies na swiecie odbywa. W tej pracy, ze tak powiem, stracilam
      niewinnosc. Teraz juz patrze inaczej, poziom wrazliwosci bardzo mi sie
      przesunal. Stalam sie taka fatalistka, ze sklonna jestem uwazac, ze jedynie
      niezwykle szczesliwy przypadek sprawil, ze funkcjonuje w miare stabilnej
      rzeczywistosci, no bo jak inaczej o tym myslec, skoro codziennie serwisy prasowe
      przynosza coraz to nowe obrazy nieszczescia i smierci.
      • mamalgosia Re: brak współczucia 04.10.05, 11:34
        no dobrze, ale jak zyć z takim przessiwadczeniem?
        P.S. Czytałaś "Kwietniową czarownicę"? OT
        • e_wok Z takim przeswiadczeniem 04.10.05, 13:32
          calkiem niezle sie zyje. W moim przypadku objawia sie to radoscia z mojego
          zycia. Jestem strasznie zadowolona z kazdej codziennej sprawy, ktora mi sie
          przytrafia - wczoraj zamowilam firanki do salonu i ciesze sie z nich jak
          glupia, siedzialam wieczorem naprzeciwko okna i gapilam sie na nie, wyobrazajac
          sobie firanki. Dzis rano okazalo sie, ze pies nie zlal sie w nocy, wiec od rana
          mam super humor. A jeszcze na dodatek okazalo sie, ze sie nie poklocilam z
          kolezanka z pracy, z ktora atmosfera byla od jakiegos czasu dosc napieta -
          kolejny powod do radosci.
          • mamalgosia Re: Z takim przeswiadczeniem 04.10.05, 14:03
            stara prawda: cieszyć się z drobiazgów
    • herbarium Re: brak współczucia 04.10.05, 00:09
      Trudno mi właściwie powiedzieć, jak to jest ze moim wzruszaniem się sprawami
      medialnymi, bo jest bardzo różnie.

      Generalnie wzruszam się różnymi rzeczami dopiero po pewnym czasie:), tzn. jak
      mam czas sprawę przyswoić sobie, wmyśleć się w nią i wczuć. I zwykle nie są to
      nagłe katastrofy. No bo to może jest okrutne, co powiem, ale ludzie bez przerwy
      umierają, nie tylko w wypadkach i zamachach.

      Telewizję rzadko oglądam, nie ciągnie mnie. Ale nie boję się znieczulicy, tylko
      raczej bezradnej żałości. Najgorsze dla mnie jest w mediach takie zło, które
      jest stałe, postępujące i nieuchronne. Zjawia się w mediach częściej albo
      rzadziej, ale tego nie chcę oglądać. To nic nie da, że ja to obejrzę i zęby
      mnie zabolą od patrzenia.

      Ponieważ często czytając gazety czy słuchając radia skupiam się na tym, "jak to
      dziennikarze obrobili", to raczej odbieram rozmaite enuncjacje dość chłodno.
      Nie z tych przyczyn, które wymieniła Isma, ale po prostu często za bardzo mnie
      interesuje forma, żeby się wzruszać treścią:)

      Tak szczerze mówiąc, wzruszanie się do łez filmem - to jest dla mnie naprawdę
      fajne przeżycie, takie "inne", bo bardzo rzadko mi się zdarza...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka