mamalgosia
01.10.05, 16:04
Zaczynam u siebie obserwować otępienie na nieszczęścia lludzkie - takie, które
w bezpośredni sposób nei dotyczą mnie, mojej rodziny czy znajomych. Mam
uczucie wypalenia. Tsunami kosztowało mnie strasznie dużo emocji, potem
Biesłan - za bardzo sie wczuwam. Może to wina nerwicy lękowej - i bez tych
wszystkich tragedii boję się o moich bliskich. Ale co zrbić: zamknąć ich na
klucz? To zjedzą zakażonego kurczaka (ptasia grypa) lub zakażoną wołowinę.
(BSE). Jak wiadomo: niektórych nieszczęść uniknąć się nie da. A życie w stałym
lęku... można oszaleć.
To chyba jakaś samoobrona (z małej litery). Wyłączam telewizor gdy mówią o
Katrinie, wczoraj odwróciłam się gdy mówili o autokarze z licealistami z
Białegostoku. Nie mam po prostu siły.
Jak z Wami? Współodczuwacie? Interesujecie się? A może macie jakieś lekarstwo
dla mnie?