Dodaj do ulubionych

O roznych takich zwierzatkach

24.10.05, 15:30
Zainspirowana tematem o kotach i psach oraz Kaczorach w krzaczorach,
stwierdzilam ze warto by rozpoczac nowy watek o przedziwnych spotkaniach ze
zwierzetami. Jak najbardziej zachecam do wynurzen z zycia wzietych oraz
opowiastek z krainy snow.
Obserwuj wątek
    • nienietoperz O roznych takich zwierzatkach 24.10.05, 15:41
      Moze pasuje do tematu:

      www.pbfcomics.com/temporary/PBF054ADLoveLizard.html
      • stella25b Re: O roznych takich zwierzatkach 24.10.05, 15:56
        Czy wypada sie przyznac, ze sie tych owych komiksowach gado-plazow nigdy nie
        widzialo??
        Jesli tak: to sie przyznaje
        Jesli nie: to sie przyznaje
        • nienietoperz Re: O roznych takich zwierzatkach 26.10.05, 11:16
          Plazogady sa moim nowym odkryciem, pochodza z serii rysunkow zwanej Perry Bible
          Fellowship. Do watku Frakcja Optymistow podrzucilem tez pochodzacy z PBF link
          do rysunku z superbohaterami. Polecam.
          Nienietoperz
    • griszah Re: O roznych takich zwierzatkach 24.10.05, 15:52
      Jak o zwierzakach to będzie o psach pasterskich. Miejsce akcji: Bieszczady,
      okolice Tworylnego. Czas: zamierzchły. Pierwszy pobyt w górach ceprów w wieku
      wczesnolicealnym. Pogoda śliczna, góry, ogólnie natura pełną gębą. Łączka ze
      stadkiem owieczek milusich okrytych wełenką puchatą. Koniecznie trzeba cyknąć
      fotkę pt. „Bohaterscy górołazi w morzu wełny”. Aparat radziecki marki Fed 5
      przygotowany. Akcja...... (...) Pół kilometra dalej czas na złapanie tchu po
      szybkim biegu promienistym byle dalej od łączki. Z daleka słychać pożegnalne
      szczekanie najlepszych przyjaciół człowieka (i okazuje się owcy). THE END.
      Pozdrawiam.
    • brunosch Opowieść pewnego malarza 24.10.05, 15:53

      malarze spędzali sobie letni plener w okolicach Pińczowa na kielecczyznie i jak
      to na plenerach - abstynentów nie było. Wracają więc małą grupką przez las
      (anturaż sami sobie wyobraźcie - noc, księżyc), wąska ścieżka wyprowadziła ich
      na polankę w lesie. Patrzą w milczeniu - po polance najspokojniej spaceruje
      kilka słoni. Srebrne od księżyca, dookoła czarny las, a one trawę żrą, uszami
      się wachlują - jak to słonie. Problem w tym, że to Pińczów, a nie Kalkuta.
      Jeden artysta drugiego szturcha:
      - widzisz to co ja?
      - a ty co widzisz?
      - no wiesz, na myszy to wyglądają...
      - Jeśli ty widzisz słonie i ja widzę słonie, to znaczy, że to naprawdę MUSZĄ być
      słonie. I ani słowa więcej.
      • yoma Re: Opowieść pewnego malarza 24.10.05, 16:08
        - Nie ma słonia! Nie ma żadnego słonia!

        Chmielewska, 'Lesio".
      • stella25b Lasica lub kuna albo jeszcze cos innego 24.10.05, 16:25
        Bralam kiedys udzial w nielegalnym przezucie zwierzat furterkowych z Wloch do
        Szwajcarii. Wracalismy z Bergell i po dlugiej jezdzie postanowilismy zatrzymac
        sie na parkingu aby cos zjesc. Znaleznlismy ladny parking taki zielono-
        zalesiony i spokojnie oddalismy sie posilkowi. Auto bylo cale otwarte,
        bagazniki, wszystie drzwi. Kiedy tak spokojnie posilalismy sie w pobliskiej
        gestwinie slychac bylo jakies szuranie, lamanie galezi. W zasadzie nie
        zwracalismy na ten halas uwagi. Po posilku zapakowalismy rzeczy do auta i
        ruszylismy. Nagle uslyszelismy chrobot w aucie. Tak jakby halas odchodzil z
        bagaznika. Na najblizszym parkingu zatrzymalismy sie i wypakowalismy wszytkie
        rzeczy z bagaznika, czyli caly nasz szpej wpspinaczkowy (bylo tego troche) i
        nic nie znalezlismy. Pojechalismy dalej. Przekroczylismy granice wlosko-
        szwajcarska i znow uslyszelismy chrobotanie. Powtorzylismy manerw z parkingiem
        i ....przy rozpakowywaniu auta ujrzelismy ogon! W miare duzy (wiekszy od
        wiewiorkowego), taka kite wlasciwie. Moj maz wrzasnal: mysz! i Ogon uciekl.
        Wypakowalismy wszystko z auta ale zwierzatka nie znalezlismy. Stwierdzlismy ze,
        w Niemczech rozpakujemy cale auto i damy wylezc temu zwierzeciu bo mysz to nie
        byla. Jechalismy dalej. Ja zasnelam i nagle poczulam delikatne lapki na moim
        ramieniu. Odwrocilam glowe i zobaczylam je! Sliczne zwierzatko futerkowe, bialo-
        rude z takim smiesznym nieco kwadratowym pyszczkiem. Oczywiscie wrzasnelam i
        zwierzatko ucieklo na tylnie siedzenie pod lezacy tam karimat. Mielismy
        szczescie, ze zwierze nie skoczylo do przodu na nasze kolana bo
        spowodowalibysmy pewnie wypadek, tylko wycofalo sie do tylu. Zaraz tez
        zatrzymalismy sie i maz zlapal je do plastikowej puszki. Biedne miotalo sie
        strasznie i bylo wyjatkowo wystraszone. Wypuscilismy je od razu w zarosla ale
        juz we Wloszech. W ten sposob przemycilismy, sami nie wiemy dokladnie "co" ze
        Szwajcarii do Wloch. W kregach znajomych uznano nas za przemytnikow zwierzat
        futerkowych.
      • yanga Re: Opowieść pewnego malarza 24.10.05, 17:46
        Myszy, myszy. DUŻE myszy.
        • stella25b Re: Opowieść pewnego malarza 24.10.05, 18:14
          Jak w "Kysiu", na pytanie co to jest kon? Odpowiedz brzmiala: taka mysz, duza
          mysz.
          • yanga Re: Opowieść pewnego malarza 03.11.05, 22:36
            Mysza, nie mysz. Mysza to podstawa.
    • e.mes Re: O roznych takich zwierzatkach 24.10.05, 17:32
      To ja może ani prawdziwą, ani wyimaginowaną, jeno dowcipną historię przytoczę:

      "Spotyka się dwóch kolegów, jeden zaczyna opowiadać o swojej niesamowitej
      wyprawie na północ:
      - Słuchaj, wiesz jak było zimno? Czego ja nie widziałem! Wilki, jelenie, noce
      polarne, lasy, słuchaj, przyroda taka dzika, wszędzie pełno niedźwiedzi...
      - A widziałeś fiordy?
      - Stary, fiordy to mi z ręki jadły!"
      • broch Re: O roznych takich zwierzatkach 24.10.05, 17:48
        "Stary, fiordy to mi z ręki jadły!""

        he, he ale gupi. Kazde dziecko wie, ze fiordy z reki nie jedza poniewaz maja
        sysafki.
      • 3promile Re: O roznych takich zwierzatkach 24.10.05, 18:26
        A mnie szkoda pciem i murkiew, bezpowrotnie przez lekkomyślność Trurla i
        Klapaucjusza utraconych...
    • diffie Re: O roznych takich zwierzatkach 29.10.05, 17:20
      Ostatnimi czasy troszkę za dużo w TWA polityki, więc może dla równowagi wspomnę
      o gęsi imieniem Dziubek. Gęś imieniem Dziubek mieszka w Świdnicy, w rodzinie
      pana Zdzisia. Razem wychodzą na spacery, Dziubek krok w krok za panem Zdzisiem,
      przechodząc przez ruchliwą ulicę Dziubek patrzy najpierw na prawo, potem na lewo.
      Bardzo lubi oglądać telewizję. Gęga wtedy do siebie.
      • brunosch Diffie, 29.10.05, 23:13
        Twoja opowieść o gęsi przypomniała mi scenki z ogródka (w takim moim Bolejowie)
        gdzie funkcjonował Kot, Pies i Kaczka. Na uciechę widowni zgromadzonej przy
        Płocie, urządzały zwierzęta gonitwy - Kaczka goniła Psa, Kot stawał w jego
        obronie, poczem Kaczka goniła Kota, a Pies biegł za wszystkimi. Ukoronowaniem
        był marsz w wykonaniu Psa z Kaczką w paszczy i Kotem u boku, jak znikają za Rogiem.
        Zwierzęta żyją własnym życiem, a my malutcy, że nic nie rozumiemy...
      • quarantine Re: O roznych takich zwierzatkach 29.10.05, 23:22
        Jak długo żyję na tym dziwnym świecie, największe wrażenie zrobiło na mnie
        opowiadanie o pewnym wężu, imieniem Boaś. Boasia zakwaterował ktoś, nie wiem
        czy do końca legalnie, w prywatnym mieszkaniu. Boaś uwielbiał zaszywać się w
        najdziwniejszych miejscach, a krytycznego dnia wlazł na półkę z książkami.
        Żadna ze mnie Agata Ch., więc nie oddam grozy sytuacji na piśmie, mogę tylko
        prosić tu obecnych, żeby wyobrazili sobie książki spadające z półek samoczynnie
        niekoniecznie w środku nocy.
    • mamarcela Re: O roznych takich zwierzatkach 30.10.05, 21:19
      Kronikarka swojego podwórka donosi uprzejmie, że chodziły dzisiaj po nim nomen
      omen dwa kaczory (takie zielone jak w Łazienkach) i jedna kaczka. Związek w/w z
      parapeciarą nie został zaobserwowany.
      Chodziły, chodziły, a po zmierzchu przestały chodzić.
      • yoma Re: O roznych takich zwierzatkach 03.11.05, 22:51
        Miało nie być o polityce... :P
        • mamarcela Re: O roznych takich zwierzatkach 03.11.05, 22:56
          To była prawda najprawdziwsza, a nie żart polityczny. U mnie na podwórku to się
          zdarza, bo niedaleko parku to podwórko. Wiewiórki za oknem w środku Warszawy
          też bywały widziane. A że te kaczory akurat teraz przyszły...? Kto pojmie kaczą
          logikę?
          :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka