tom1111
31.10.05, 20:40
wczoraj wieczorem (z moją drugą połową) wróciłem z weekendu w górach ,
spacerowaliśmy z Korbielowa , przez Miziową , Rysiankę , do Węgierskiej Górki ,
ale chcę Wam opowiedzieć o sobotnim wieczorze ,
otóż , po dotarciu na Halę Miziową udaliśmy się do goprówki w celu uzyskania
noclegu , zawsze będąc pod Pilskiem wolałem spać u goprowców niż w schronisku,
(po pierwsze , taniej , i atmosfera bardziej mi odpowiadająca)
podszedłem do drzwi chatki gopr , na drzwiach kartka : goprowiec na patrolu
była godz. ok 17 , więc pomysleliśmy , że zaraz zmrok zapadnie to ratownicy
wrócą , usiedliśmy ,przed w/w domkiem , cos przekąsiliśmy i czekamy ,
po ok godzinie , (ciemno się zrobiło) stwierdziliśmy , że idziemy do
schroniska , posiedzimy , piwko wypijemy i poczekamy ,
przez następne trzy godziny , kilka razy dreptałem do goprówki i dzwoniłem , z
nadzieją , że ktoś otworzy (w międzyczasie zapaliło się małe swiateko na
zewnątrz goprówy) ,
kiedy zdecydowaliśmy , że z noclegu u ratowników nic nie wyjdzie , zapaliło
się światło w oknie dyżurki na parterze (z okien schroniska widać budynek
gopr, to ok. 200m ) pomyślałem : no doczekaliśmy się
plecaki na grzbiet i maszerujemy ,
podchodzę do drzwi i dzwonię , ,, cisza (na drzwiach cały czas kartka:
ratownik na patrolu)
zaglądam w okno , i co widzę , siedzi ratownik gopr przy stole , pijany jak
świnia i trzyma się za głowę !!!
dzwonię dalej , a facet wstaje od stołu , trzymając się czego się da ,
wychodzi z pomieszczenia , gasi swiatło i znika ,
dzwoniłem jeszcze kilka razy , lecz bez odzewu ...
i co mnie przeraziło , że ten gość nie wiedział czy przyszliśmy po pomoc , czy
w innym celu , normalnie zgasił światło i uciekł !!
także jeśli wybieracie się w nasze góry , liczcie na siebie
pozdrawiam ...