stephen_s
17.11.05, 12:09
"Niemiecki rząd chce zakazać dzieciom grania w brutalne gry komputerowe, by
skuteczniej walczyć z przemocą wśród młodzieży. - To przesada i czysty
populizm - protestują liberałowie z FDP, Zieloni i przedstawiciele przemysłu
informatycznego
Młodzi Niemcy nie będą mogli grać nie tylko w klasycznego "Dooma", w którym
można szlachtować przeciwników piłą łańcuchową. Na indeks trafi pewnie
też "Tomb Raider" (gra o przygodach ponętnej pani archeolog) i strzelanki
science-fiction osadzone w świecie "Gwiezdnych wojen". Właściwie zakazana
zostanie większość tytułów, bo według rządowego projektu niemieckim dzieciom
nie będzie wolno grać w gry, w których uczestnicy za pomocą broni zabijają
przeciwników.
W ten sposób według środowego "Die Welt" wspólny rząd chadeków i
socjaldemokratów chce ograniczyć przemoc wśród nieletnich. "Konkretnego
projektu ustawy jeszcze nie ma, ale jest zapis w umowie koalicyjnej CDU/CSU-
SPD" - pisze dziennik.
Dyskusja o kontrolowaniu dostępu do gier komputerowych trwa w Niemczech od
kilku lat, a wywołała ją tragedia w gimnazjum Gutenberga we
wschodnioniemieckim Erfurcie. Rankiem 26 kwietnia 2002 r. 19-letni Robert
Steinhäuser uzbrojony w pistolet wszedł do szkolnego budynku i zaczął
strzelać do napotkanych nauczycieli. Zabił 13 osób, w tym kilku uczniów i
policjanta, po czym popełnił samobójstwo. Do dziś nie jest jasne, jakie były
motywy zbrodni. Wiadomo, że Steinhäusera pół roku wcześniej wydalono ze
szkoły, podejrzewano też, że mógł mieć problemy osobiste. Prokuratura
ustaliła, że zabójca był fanem komputerowej gry "Counterstrike", w której
gracze wcielają się w terrorystów lub walczących z nimi policjantów. To mogło
wystarczyć, by chłopak w realnym świecie rozpoczął walkę z wirtualną
rzeczywistością.
Po tym zdarzeniu bawarscy chadecy - premier landu Edmund Stoiber i jego szef
MSW Günther Beckstein - zażądali ograniczenia dostępu do brutalnych gier
komputerowych, które ochrzcili mianem "Killerspiele" [niem. mordercze gry].
Nowe prawo jest bardziej surowe - gracze będą mogli wirtualnie zabijać
przeciwników dopiero wtedy, gdy sami ukończą18 lat. Niewykluczone też , że -
jak twierdzi szef brandenburskiego MSW Jörg Schönbohm - mordercze gry zostaną
całkiem "wyklęte". Na razie według "Die Welt" po nowelizacji ustawy o
ochronie młodzieży od marca 2008 r. filmy i gry komputerowe będą poddawane
bardziej skrupulatnej kontroli. Obecnie na każdym opakowaniu znajduje się
informacja o ograniczeniach wiekowych, ale teraz mają one znajdować się także
w serwisach internetowych. Sprzedawcy łamiący nowe przepisy czy rodzice
przymykający oko na dziecięce szaleństwa w wirtualnym świecie będą musieli
liczyć się z grzywną w wysokości nawet 50 tys. euro.
Sęk w tym, że nie wiadomo, czy pomysł przyniesie efekty. W większości
niemieckich wypożyczalni filmów i gier działają całodobowe automaty. Coraz
popularniejsze są też gry internetowe. W obydwu przypadkach kontrola wieku
jest trudna, jeśli nie niemożliwa. Pomysłodawcy ustawy się tym nie przejmują
i zapowiadają "podniesienie standardów kontroli i zabezpieczeń" zarówno w
cyberprzestrzeni, jak i w rzeczywistości. - To czysto populistyczne
posunięcie, które nie przyniesie efektów - twierdzi jednak Hans Joachim Otto
z FDP wspierany przez Grietje Bettin z Zielonych, partii, która zarzuca
rządowi, że usiłuje wprowadzić cenzurę. - Już mamy najbardziej restrykcyjne
przepisy w tej sprawie. Nie potrzebujemy nowych ustaw - dodaje Peter
Gerstenberger, szef USK, niemieckiej instytucji opiniującej filmy i gry
komputerowe.
Pomysły rządu irytują też przedstawicieli niemieckiego przemysłu
komputerowego, który na produkcji i sprzedaży gier zarabia krocie. - Zapisy w
umowie koalicyjnej są nieszczęśliwe. Spróbujemy wyjaśnić politykom kilka
spraw. Przede wszystkim to, że nie ma "morderczych gier", są tylko gry dla
dorosłych - mówi dziennikarzowi "Der Spiegla" Olaf Wolters z Niemieckiego
Związku Producentów Gier Komputerowych."
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3018677.html
"Tomb Raider" na indeksie..? To chyba przesada...