18.11.05, 12:26
:-)
wiem, że dopiero listopad, ale już pewnego czasu krewni & znajomi molestują
mnie pytaniami "gdzie?" & "z kim?" no i przede wszystkim "dlaczego nie?!"

otóż to, średnio podoba mi się zwyczaj wrzasku o północy.
wolałabym tego uniknąć i (na szczęście) najczęściej osoby molestujące dają
wreszcie za wygraną i mogę spędzić tę noc tak jak chcę (tzn. często z
osobami, które tak jak ja nie lubią Sylwestra & imprez -> robimy sobie
normalny wspólny wieczór, nie mówię, że bez toastów, ale bez szampańskiej
zabawy...)
ale nie zawsze mi się udawało wymigać, asertywność moja przechodziła bowiem
wiele prób i nie wszystkie zdała...
w tym roku jeszcze nie wiem co i gdzie będę robić, czym wprawiam w osłupienie
otaczające mnie społeczeństwo
a wy? lubicie Sylwestra? spędzacie go? olewacie? co robicie z posiadanymi
dziećmi? (w sytuacji gdy babcia chce się bawić jednak bez nich)
pozdrawiam
Kwiecienka Mocno Zainteresowana i Wsparcia Poszukująca
Obserwuj wątek
    • mamarcela Re: Sylwester 18.11.05, 13:05
      Odpowiadam pokrótce, bo różne sylwestrowe przypadki opiszę później, a więć
      olewam
      gardzę
      niecierpię
      mam w nosie
      czasami o 18 w sylwka nie wiem, co będę robiła wieczorem
      marzę, żeby się wszyscy odchrzanili i zostawili mnie samą
      na szczęście jako matka dzieciom nie jestem już az tak mocno molestowana jak to
      drzewiej bywało
      zdarza się, że się ukrywam
      pięć lat temu przeżyłam naprawdę bardzo smutny sylwester, podczas którego
      przewartościowałam swoje życie i od tej pory gardzę po dziesięciokroć.

      mamarcela rozumiejąca Kwiecieńkę i wsparcia udzielająca

      PS. a jak jest śnieg to zawsze chodzę na sanki

      "od dzieciństwa lubiłem syreny"
      • braineater Re: Sylwester 18.11.05, 13:15
        Baluję.
        Albo domowo, czyli w duecie z Marysieńką popadamy w alkoholizm i inne
        schorzenia społeczne, oglądając przy tym żelazny sylwestrowy zestaw filmowy, w
        skład którego wchodzi Casablanca, Śniadanie u Tiffany'ego oraz film dowolny, a
        także pląsy do muzyki pląsanej typu Manu Chao, albo inne latino z przytupem.

        Albo zewnętrznie, czyli na dwa dni przed Sylwestrem wpadamy na pomysł, że zima
        jest do (biiiiiiiiip) dupy i wybywamy na tydzień, gdzieś gdzie cieplej. I taki
        jest tez plan na tegorocznego sylwestra (pod warunkiem otrzymania zaliczki
        +premii:)
        A raz w życiu zrobiliśmy sobie klasycznego, snobistycznego polskiego sylwestra
        w Zakopanem, z wielkim planem, co by na Krupówki iśc, z narodem się bratać,
        okrzyki wznosić, mosskowskoje igristoje sączyć z plastiku i wmawiac sobie, że
        to szampan, ale niestety skończyliśmy oboje zatrzaskując się o godzinie 23 w
        szafie. I tak sobie przesiedzieliśmy do 1 szej w nocy zajmując się sobą oraz
        popijaniem wina, ktore przezornie wzieliśmy ze sobą do szafy.

        P:)
    • nienietoperz Re: Sylwester 18.11.05, 13:09
      Ogolnie obchodzimy, czasem z radoscia, wracajac nad ranem tramwajem i spiewajac
      radosne piosenki, nie zwazajac na nieuchronny bol glowy kolejnego dnia.
      W zeszlym roku zrealizowalismy natomiast marzenie odwrotne, to znaczy
      przespalismy grzecznie i gleboko nie jedna, a trzy polnoce
      sylwestrowo/noworoczne! Wynik chyba nie do poprawienia.

      W tym roku plany byly najpierw spokojne (i.e. alkoholizowanie sie kameralne,
      niezorganizowane w gronie najblizszych znajomych Nottinghamskich, ew.
      przyjezdnych, w lokalu blizej nieokreslonym - najprawdopodobniej domowym). Potem
      przez chwile pojawily sie niespodziewane wolne dni w okolicy Nowego Roku i wreaz
      z nimi plany nieco szalone w postaci wyskoku na Hogmanay na jakies odlegle
      polnocne szkockie wyspy. Pomysl upadl w zwiazku z szokujacymi cenami biletow w
      tzw. sezonie oraz w zwiazku z uswiadomieniem sobie, ze moze jak sie gdzies
      zawsze bardzo chcialo pojechac, to moze zrobic to niekoniecznie wtedy, kiedy
      dzien trwa tam 2-3 godziny. Wyjazd zostal przelozony na lato przyszloroczne, i
      teraz czekamy na to, co nam do lbow nienietoperzych przyjdzie, majac w zapleczu
      plany pierwotne.

      Uklony,
      nntpz
    • beatanu Re: Sylwester 18.11.05, 13:11
      Przybiegam ze wsparciem zatem :)

      Mnie też nie rajcują (i nigdy nie rajcowały) szaleństwa sylwestrowych balów.
      Odkąd pamiętam, spędzałam ten ostatni wieczór i noc roku w niewielkim gronie
      przyjaciół, a od 17 lat - w gronie rodziny i przyjaciół. W domu u nas,albo w
      lesie/na wsi, albo u przyjaciół, najczęściej w Sztokholmie. Dzieci zawsze nam
      towarzyszyły, i dawniej zasypiały - albo w swoich łóżkach albo na jakimś
      prowizorycznym posłaniu, gdy byliśmy na występach gościnnych. Od wielu już lat,
      w okolicach północy Zaby są o wiele mniej zmęczone niż my i czasami to właśnie
      dorośli idą spać ciut wcześniej... Nie wiem jak będzie w tym roku, dziewczyny
      są już tak duże, że zdziwiłabym się gdyby nie poszły na jakąś imprezę
      młodzieżową...

      Zdążyliśmy w każdym razie wypracować sobie fajną tradycję - za pięć dwunasta
      włączamy radio, program 1, gdzie zawsze odczytywany jest wiersz tutejszego
      romantyka wielkiego, a później zawsze ten sam pan radiowiec (co to będzie, gdy
      pójdzie na emeryturę, albo jeszcze dalej - do nieba?) pozdrawia wszystkich i
      składa życzenia noworoczne, zawsze w ten sam wzruszający sposób, bo nie
      zapomina o tych mniej szczęśliwych, o tych co na morzu, w więzieniu czy
      szpitalu... A później pijemy sobie jakieś wino musujące przy dźwiękach
      wszystkich dwunastu (chyba!) dzwonach katedralnych z całego kraju. Dzwonią
      dalej z radia, donośnie, majestatycznie a przecież tak różnorodnie... Kończy
      ten koncert zawsze odpowiednik naszego Zygmunta - potężny dzwon katedry
      uppsalskiej...

      Kilka razy zdarzyło mi się w Sylwestra pracować. Na przełomie 1999 i 2000 w
      ramach protestu przeciw histerii tzw. końca wieku, świata i innych, z własnej
      nieprzymuszonej woli wpisałam w grafiku swoje imię. Opieka nad ciężko chorymi i
      umierającymi (na oddziale zostali pacjenci w najcięższym stanie, kto tylko mógł
      uciekał na przepustki :) wydawała mi się najgodniejszym sposobem spędzenia tej
      zżartej przez media i skomercjalizowanej do bólu nocy...

      Beata na co dzień nieprzesączona dobrem, miłością i patetyzmem
      (patetycznością?)- to tak tylko gwoli wyjaśnienia. Ale raz na tysiąc lat ?
    • noida Re: Sylwester 18.11.05, 13:40
      Hehe, ależ my jesteśmy alternatywni. Ja na przykład mam wstręt do wszystkiego,
      co się robi na hurrra, czyli: Sylwestra, wyjazdu na weekend majowy, Świąt
      Bożego Narodzenia, Dnia Zmarłych itp. Poza tym od dawna uważam, że Sywestra
      powinno się obchodzić z 31 lipca na 1 sierpnia, bo wtedy można by urządzić
      przyjemne garden party z drinkami z palemką, a nie marznąć w cienkich
      sukienkach oglądając fajerwerki.
      W związku z powyższym staram się, jeśli to możliwe, wyjeżdżać na Sylwestra w
      góry. Na nartach jeździć lubię, więc korzystam z okazji. W tym roku jedziemy
      minimalną grupką 8 osób na jakieś zadupie w pobliżu granicy ze Słowacją (gdzie,
      jak wiadomo, tanie piwo i inne alkohole).
      Nawiasem mówiąc moim zdaniem Sylwestry są katalizatorem wydarzeń dramatycznych
      i podobnie jak Mamiemarcela przyszło mi przewartościować kwestie przyjaźni i
      miłości i innych temu podobnych w Sylwestra, kiedy Beata siedziała na oddziale
      z ciężko chorymi. Zresztą to już kolejna taka Sylwestrowa opowieść. A więc coś
      w tym jest.

      Noida w Depresji Jesiennej.
      • jottka re 18.11.05, 13:42
        beatanu napisała:

        włączamy radio, program 1, gdzie zawsze odczytywany jest wiersz tutejszego
        romantyka wielkiego


        i nazwisko tego pana poprosze:)
        • beatanu Re: re 18.11.05, 14:17
          jottka napisała:
          > i nazwisko tego pana poprosze:)

          JezusieM i Jottko, wystraszyłam się i zaczęłam w pamięci przelatywać te resztki
          wiedzy na temat romantyzmu w szwedzkiej literaturze i pustka...

          Pan nazywa się Esaias Tegnér a odczytywany wiersz - "Det eviga" (The eternal).
          Wiersz sławi trzy wieczne wartości - prawdę, prawość i piękno, czyli 3xp z
          początku wieku dziewiętnastego :)

          Pozdrawiam ciekawam czy posługujesz się jakimś językiem skandynawskim.

    • eva.68 Re: Sylwester 18.11.05, 14:39
      Domowo i kameralnie. Wielkie fety, z różnych względów są mi wstrętne.
      Od lat 5 urodzinowo jeszcze.
      Sylwester 2000 był dla mnie Przewartościowującym, w mniej dramatycznym zapewne
      kontekście. W ostatnich (dosłownie) godzinach tego roku na świat przyszło moje
      dziecko.
      :-)
      • mamarcela Re: Sylwester 18.11.05, 14:56
        Czyli masz grudniową kózkę - uwielbiam grudniowe kózki. Spędzałam dwa sylwestry
        w szpitalu - raz jako noworodek, a raz jako, ble co za słowo, położnica.
        p.:)))

        mamarcela oraz jej córka też grudniowe choć nie sylwestrowe koziorożce

        "od dzieciństwa lubiłem syreny"
        • eva.68 Re: Sylwester 18.11.05, 15:05
          Możemy więc założyć Frakcję Grudniowych Kózek ;-)
          Bo ja mam urodziny jeden dzień przed moim dzieckiem. Zdecydowanie nie piąte.;-)
          • mamarcela Re: Sylwester 18.11.05, 15:12
            Super. To Ty tez dostałaś córeczke prawie na urodziny, bo my dzień przed Toba i
            dwa dni przed Tobą. :)))

            "od dzieciństwa lubiłem syreny"
          • aaneta Re: Sylwester 18.11.05, 15:34
            O! O! O!
            Mój Młody i (jeszcze) piękny też z 30 grudnia! I chyba z tego samego rocznika co
            Młoda Mamarcelówna! 1988?
            • mamarcela Re: Sylwester 18.11.05, 15:38
              W samej rzeczy. Tak jest. W koncu ktoś od niej młodszy z tego samego rocznika.
              Ona 28.:)

              mamarcela grudniowa

              "od dzieciństwa lubiłem syreny"
    • ash3 Re: Sylwester 18.11.05, 16:47
      Sylwester w tym roku: albo będę tuż po, albo tuż przed, albo w najlepszym razie
      jakis czas po rozwiązaniu. Czyli kolejna domówka (jak rok temu, dwa lata temu)
      tylko własnie nie wiem, czy już we troje czy jeszcze we dwoje;-)
      • mamarcela Re: Sylwester 18.11.05, 16:50
        Czyli pewnie będzie kolejny koziorożec:)

        "od dzieciństwa lubiłem syreny"
        • staua Re: Sylwester 18.11.05, 18:45
          Ash, bo wlasnie mialam Ciebie pytac: a na kiedy masz termin?
          • ash3 Re: Sylwester 20.11.05, 11:41
            Staua, odpisalam w mailu, ale omylkowo wyslalam z poczty redakcyjnej, wiec nie
            badz zdziwiona... Pozdrawiam!
    • staua Re: Sylwester 18.11.05, 18:48
      Na ogol bojkotuje, lub prawie bojkotuje, bo moj maz lubi obchodzic jak najhuczniej, wiec musi byc
      kompromis. I poniewaz bojkot byl kompletny dwa lata temu (spalismy) i czesciowy rok temu
      (obchodzilismy we dwoje, w domu), to w tym roku niestety chyba przyjdzie mi ogladac opadajaca kule
      na Times Square, bo juz sie nie wymigam. W praktyce oznacza to stanie w tloku, na zimnie, i
      wyciaganie szyi, zeby zobaczyc cokolwiek (a prawdopodobienstwo bedzie nikle).
      • marquis Re: Sylwester 18.11.05, 20:53
        Sylwester w domku lub w kameralnym gronie, bez wielkiego zadęcia. A w Nowy Rok
        koncert filharmoników wiedeńskich o 13.00, tradycyjnie w jedynce :-)
        W ubiegłym roku sylwestra spędziłem oglądając z markizą "Władcę pierścieni" -
        całą trylogię w jedną noc w wersji dvd, czyli trochę dłuższej niż kinowa. I nie
        żebym ja był jakims wielkim fanem, bo nigdy Tolkiena nie czytałem, miałem jednak
        takie malutkie pragnienie, by obejrzeć całość za jednym razem. I udało się.
        Trwało do rana, bo co pół "odcinka" chciało się jeść ;-)
        • daria13 Re: Sylwester 18.11.05, 23:59
          A u mnie duch chętny, ale kasy nie staje;) Noc sylwestrowa jest jednakowoż
          wyjątkowa. Zwłaszcza jeśli wiedzie się życie mało wyjątkowe, chciałoby się w tę
          jedną noc zamienić z Kopciuszka w królewnę;) Przez lata całe z racji ograniczeń
          dziecięco-finansowych tę noc spędzaliśmy a to w gronie znajomych w naszym
          domku, a to u nich. Nuuuuuuuuuda, Panie. Bo i znajomi do szczególnie ciekawych
          nie należą, niestety. Może to nasza wina, bo gdybyśmy ciekawi byli, to pewnie
          ciekawych byśmy przyciągali. Tak czy inaczej, znudzeni sztampą rokrocznych
          Sylwestrów na łonie znajomych, w zeszłym roku spędziliśmy Sylwka
          niekonwencjonalnie, bo w klubie, bez stolika, bez przyjaciół, tańcząc do ca 3
          nad ranem. Tańcząc bez przerwy, bo bez stolika;). Ja tańczyć uwielbiam.
          Oczywiście nie tak, jak to opisał nasz doktor, bo taniec towarzyski, pokazowy
          jest jedną z najgorszych form kiczu, jaki znam, tylko na luzie, solo i
          spontanicznie. A że mimo zaawansowanego wieku, lubię muzykę bujakowo-klubową i
          jak mniemam poczucie rytmu posiadam, bawiłam się świetnie.
          Niewykluczone, że w tym roku powtórzymy ten manewr, nawet mam zamiar dowiedzieć
          się, czy w Browarmii organizują i jest szansa na wejściówkę, z tym
          zastrzeżeniem wszak, że fajniej byłoby dokooptować jeszcze przynajmniej jedną
          parę. Choć w sumie gdyby nie to, że tańczyć lubię, a okazji mało, to spędzenie
          Sylwka w domu z najbliższymi też nie wydaje mi się najgorszą opcją:)
          • marquis Re: Sylwester 19.11.05, 00:05
            A mnie się marzy jakas taka dekadencka impreza, ze stara muzykja wszelaką, w
            szczególności przedwojenną, w porywach nawet klasyczną, w przebraniach
            wypożyczonych z opery... Tylko że ja nie mam takich znajomych, dla nich byłoby
            to dziwactwem... A ci, którzy byliby chętni, powyjeżdżali daleko. :(
            • hrabalek Re: Sylwester 19.11.05, 00:19
              ..to ja skoczę do opery po ciuchy, a Ty przygotuj muzykę,he,he...
              pozdrawiam...

              ;)
              • marquis Re: Sylwester 19.11.05, 00:25
                Dostałaś mojego maila, jak widzę?
                No to dalej, tylko że ja sobie wymarzyłem, że wystapię na balu w przebogatych
                szatach Turandot - mrocznej księżniczki o sercu jak lód ;-)
                • hrabalek Re: Sylwester 19.11.05, 00:30
                  marquis napisał:

                  > Dostałaś mojego maila, jak widzę?
                  > No to dalej, tylko że ja sobie wymarzyłem, że wystapię na balu w przebogatych
                  > szatach Turandot - mrocznej księżniczki o sercu jak lód ;-)



                  ..pasuje, może być ,pierwszy śnieg dzisiaj za oknem...no to musi być i lód...
                  • marquis Re: Sylwester 19.11.05, 01:02
                    a u mnie śniegu niet, jeno wiatr hula po zamczysku ;-)
    • marquis Przyjęcia 19.11.05, 00:18
      W powieściach - przyjęcia. W filmach - przyjęcia. A w życiu jakoś nie :( Czy wy
      chodzicie na jakieś przyjęcia? Czy organizujecie jakieś przyjęcia? Nie myślę o
      imprezach typu "zaproszę Kasię i Tomka i wypijemy flaszkę", tylko właśnie o
      przyjęciach, choćby w wersji mini, na kilka osób? Czy tradycja przyjęć wymiera?
      Bardzo bym chciał czasem zaprosić parę osób do siebie, upichcić dla nich różne
      smakowitości, zaserwować drinki i spędzić całą noc na rozmowach, słuchaniu
      muzyki, oglądaniu filmów czy zabawie (a nawet wszystko razem)... Tylko jakoś nie
      widzę zainteresowania ze strony znajomych. Może dlatego, że coraz bardziej
      rozluźniają się kontakty ze studiów, ludzie wyjeżdżają, układaja sobie własne
      życia, ze współpracownikami jakoś niespecjalnie mam ochotę się spotykać poza
      pracą, a nowych znajomych (poza światem wirtualnym) nie przybywa?
      • monikate Re: Przyjęcia 19.11.05, 00:33
        Teraz mało kto tak ma. Jakie przyjęcia, u kogo przyjęcia. Czasu nie ma, kasy
        nie ma, albo jak już, to kiedy jedni mogą, inni nie mogą. Metraże za małe, duch
        w narodzie nie ten. Odrodziła się ta świecka tradycja. Jeśli zaliczałam
        ostatnio jakieś przyjęcia, to były to wyłącznie przyjęcia weselne.
        A Sylwester? W domu najpewniej. Lecz od pewnego czasu z chęcią, bo dotarło do
        mnie to, że nic nie muszę! Tym zaś bardziej poddawać się tradycji, że Sylwestra
        trzeba spędzić hucznie, wesoło i w sporym gronie. Skąd tak ma być, kiedy na co
        dzień kontakty towarzyskie słabe i w nielicznym gronie? Nie ma czegoś takiego,
        że jakiś dom "przyjmuje w czwartki". Sylwester jest pochodną tego.
        • marquis Re: Przyjęcia 19.11.05, 00:46
          Kiedy ja właśnie chciałbym "przyjmować w czwartki" (choćby skromnie)...
          • monikate Re: Przyjęcia 19.11.05, 00:53
            Zacznij, może tradycja wróci!
            • marquis Re: Przyjęcia 19.11.05, 00:56
              To nie wypali, bo znajomi "nie mają czasu". (Pomijam fakt, że na przyjęcia
              jeszcze trochę za wcześnie, bo mieszkanie nie wykończone i chyba musiałoby to
              być stojące przyjęcie). A za komuny to się ludzie integrowali (powtarzam za
              starszymi). ;-)
              • monikate Re: Przyjęcia 19.11.05, 01:02
                Już nic nie chciałam mówić. Ja za starszymi to samo powtarzam, co Ty. Tak i
                było, że nie wspomnę o czasach dawniejszych, kiedy do pracy się nie chodziło
                (co wielu było dane) i ludzie byli zajęci wzajemnym bywaniem u siebie,
                integracją, itd. Ale ja to znam z powieści...
                • marquis Re: Przyjęcia 19.11.05, 01:09
                  No własnie, o to mi chodziło, że każdy o tym czytał, o tym słuchał, ale tak
                  naprawdę mało kto tego doświadczył. Toż mnie jest trudno umówić się choćby na
                  kawę (że o wieczorze w knajpie nie wspomnę), bo znajomi już dzieci bawią i nie
                  niespecjalnie wizje porannego powrotu z wyczerpującej dyskusji całonocnej im
                  odpowiadają. A tak pieknie było na studiach... No żeby chociaż na mieście się
                  spotkać bez pośpiechu pogadać. No po prostu się nie da. Trzeba tydzień wcześniej
                  się umawiać i potem jeszcze dostaje cztery telefony, że zmiana planów, i że może
                  najlepiej przełożyć jeszcze na następny tydzień itd. A mnie z tym źle. Ja chcę
                  znowu mieć przyjaciół, którzy mają czas!

                  PS. Przestałem już się zastanawiać, dlaczego nie mogę już zadzwonić do kogoś o
                  północy, BO TAK i się umówić na natychmiastowego drinka. ;-)
                  • noida Re: Przyjęcia 19.11.05, 15:03
                    Możesz się zaprzyjaźnić ze mną. Ja mam dużo czasu, można do mnie zadzwonić w
                    środku nocy (chociaż na drinka mnie nie wyciągniesz, bo mieszkam na zadupiu i
                    albo drink albo dojazd samochodem...) i urządzam przyjęcia. Z jedzeniem. Albo z
                    winem. Ostatnio założyliśmy Frakcję Kominkową i będziemy w ramach rozrywki grać
                    w RPG, choć kominek na razie tylko w nazwie, bo nas nie stać na wybudowanie.

                    Przyjmować gości co czwartek to by mi się nie chciało, bo to dużo pracy wymaga
                    (zauważ, że kiedyś ludzie mieli służących od tego, a teraz trzeba by samemu w
                    kuchni postać pół dnia), ale cały czas myślę nad tym, żeby ludzi przekonać do
                    tego Sylwestra w lato... Podobno chcieć to móc...
                    • marquis Re: Przyjęcia 19.11.05, 15:14
                      No racja, co czwartek to jednak przesada, służby nie posiadam, jeno tytuł się
                      ostał ;)
                      A co to jest RPG? No dobra, wiem, ale nigdy nie miałem okazji pograć. Nie wiem,
                      czy ja jestem zacofany? ;)
                      Noido, zaprzyjaźnimy się, w to nie wątpię.
                      • noida Re: Przyjęcia 19.11.05, 15:28
                        Nie jesteś zacofany. To raczej my, zgodnie z infantylizmem zapoczątkowanym na
                        tym forum przez Darię i jej Przyjaciół ;-) cofamy się do czasów liceum. Ja
                        grałam parę razy i mam wrażenie, że teraz, jak już jesteśmy trochę starsi i nie
                        będziemy podchodzić do RPG tak śmiertelnie poważnie to możemy się nieźle
                        ubawić :-)
                        • marquis Re: Przyjęcia 19.11.05, 15:32
                          To może za parę lat też spróbuję ;)
                          • noida Re: Przyjęcia 19.11.05, 15:34
                            Wydaje mi się, że jesteś już w odpowiednim wieku, o ile Twoja wizytówka nie
                            kłamie :-)
                            • marquis Re: Przyjęcia 19.11.05, 15:41
                              Ależ gdzie tam, prawda i tylko prawda. Tylko że tutaj zdaje się sporo osób po
                              czterdziestce, więc czuję się przy Was bardzo młodo :)
                              • noida Re: Przyjęcia 19.11.05, 15:43
                                To ja Ci tylko powiem, że ja przy Tobie mogę się czuć młodo :-p
                                • blue.berry mlodo nie mlodo 20.11.05, 14:59
                                  tutaj chyba wszyscy czuja sie mlodo. niezaleznie od wieku:))
                                  a rpg przy kominku - mmmmm - zacny pomysl
                                  • marquis Re: mlodo nie mlodo 20.11.05, 15:25
                                    A czy gra przygodowa (jedna z dwóch jakie znam) "The Longest Journey" jest grą
                                    RPG? Bosze, ale ja jestem zacofany, płonę ze wstydu.
                                    • beatanu rpg? 20.11.05, 15:31
                                      Ponieważ nie wiem co to rpg oznacza, wrzuciłam hasło do wyszukiwarki, a
                                      ponieważ google mam z reguły nastawione na język i szwedzki i polski na
                                      pierwszym miejscu wyświetliło się: Riksförbundet PensionärsGemenskap co po
                                      naszemu oznacza mniej więcej Krajowy Związek Wspólnoty Emerytów....

                                      Czy ktoś mi wytłumaczy co to, bo leniwe stworzenie jestem i nie chce mi się
                                      więcej w sieci czytać?
                                      B
                                      • marquis Re: rpg? 20.11.05, 15:33
                                        No to jest niby Real Player Game, ale co to oznacza w praktyce? Że widzimy
                                        wszystko oczami bohatera i strzelamy do wszelkich poruszających się stworzeń??
                                        • beatanu Re: rpg? 20.11.05, 15:41
                                          A czy w to się gra w realu rzeczywistym czy w realu wirtualnym?

                                          B, której wiedza na temat gier komputerowych jest tak nikła jak wiedza na temat
                                          koniugacji we francuskim :(
                                        • mamarcela Re: rpg? 20.11.05, 15:51
                                          nie real a ROLE
                                          i to tłumaczy wszystko
                                          gra fabularna a nie strzelanka

                                          mamarcela, która jak zwykle wie wszystko chociaż sie tym nie chwali
                                          "od dzieciństwa lubiłem syreny"
                                    • blue.berry rpg coś tam 20.11.05, 15:44
                                      nie jestes zacofany ino sie nie interesujesz po prostu.
                                      LJ jest typowa gra przygodowa nastawiona na opcje jednego bohatera. fabula
                                      prowadzona jest kierunku odkrywania swiata i rozwiazywania zagadek. bohater
                                      jest tutaj bardziej prowadzacym przez gre narratorem. najbardziej klasyczna i
                                      znana gra przygodowa jest seria Myst>
                                      typowy erpeg to przede wszystkim dzialanie w grupie oraz budowanie postaci
                                      swojego bohatera przez zdobywanie doswiadczenia (rozwoj umiejetnosci i
                                      zdobywanie punktow potrzebnych do przechodzenia na kolejne poziomy). fabuła
                                      zazwyczaj jest jednym lub sekwencja questow.
                                      oczywiscie mowa tu o typowym rpg na komputer czyli cRPG ze wymienie tutaj
                                      klasyke czyli Baldurs Gate (jest ona oparta na zasadach D&D i dzieje sie w
                                      świecie Forgotten Realms.)
                                      sam skrot rpg czyli role-playing game pierwotnie dotyczyl glownie gier
                                      rozgrywanych bez pomocy komutera w tz czasie realnym przez grupe osob (min
                                      dwie:) wcielajacych sie w wymyslone przez siebie postacie funkcjonujace w
                                      swiecie z ktoregos z systemow lub wymyslonym przez Mistrza Gry.
                                      eeeee
                                      strasznie duzo by mowic a dzis taki leniwy dzien.
                                      cos rozjasnilam??
                                      • blue.berry Re: rpg coś tam 20.11.05, 15:45
                                        eee widze ze w miedzyczasie pojwily sie pytania:)) czy moj wpis cos rozjasnil
                                        czy mam dalej nawijac?
                                        • beatanu Re: rpg coś tam 20.11.05, 15:50
                                          Rozjaśniłaś, przynajmniej mnie i przynajmniej w kwestii: gra komputerowa vs gra
                                          w RR.
                                          Dziękuję :)
                                          • blue.berry Re: rpg coś tam 20.11.05, 16:00
                                            o a tutaj to w ogole mamy bardzo ladnie i jasno wyjasnione (czyli niepotrzebnie
                                            sie wiłam mogłam od razu tak zapodać i z klasą:)
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Komputerowa_gra_fabularna
                                            pl.wikipedia.org/wiki/Gra_fabularna
                                            dodam jedynie ze wiekszosc gier z listy KGF znam i mam za soba. jestem
                                            niepoprawnym fanem (a wlasciwie bylam) tgo typu rozrywki:)
                                            • mamarcela Re: rpg coś tam 20.11.05, 16:03
                                              To nic dziwnego, że sie tak Młodemu podobasz. Bo my też.
                                              A najlepsza?
                                              :)

                                              "od dzieciństwa lubiłem syreny"
                                              • blue.berry milo sie podobac Mlodemu:) 20.11.05, 16:12
                                                najlepsza?
                                                ciezko stwierdzic

                                                emocjonalnie - BG 1
                                                dlatego ze trafila sie akurat wtedy kiedy bylam pomiedzy jedna praca a druga.
                                                dzikei temu mialam miesiac tylko dla siebie. i wlasnie czesc tego miesiaca
                                                spedzilam grajac iles godzin dziennie. nawet p[otrafilo snic mi sie to w nocy.

                                                merytorycznie - Planescape Torment
                                                chyba byla to pierwsza gra w ktorej mozna bylo wybrac opcje "niełojenia"
                                                wszystkich. i naprawde bylo warto rozmawiac. bo jedna zle poprowadzona rozmowa
                                                i byles w plecy cala zagadke. moj TZ nie zdzierzyl tej gry.

                                                wspomnieniowo - Diablo I i II
                                                najmilej wspominam walke finalowa z wielkim czerwonym szatanem. opcja na
                                                wygranie okazal sie portal i strategia "łoimy ile popadnie i zwiewamy do
                                                portalu, regenerujemy sie, wypadamy z portalu, łoimy ile popadnie i zwiewamy do
                                                portalu":))))

                                                scenograficznie - arcanum
                                                uwiodl mnie tam pieknie pokazany cyberpunk
                                                • braineater Re: milo sie podobac Mlodemu:) 20.11.05, 16:20
                                                  Arcanum cudo, szcególnie jesli się gra gnomem:)
                                                  Ale jedankowoz on screen nic nie przebija Falloutów, a w wersji stolikowej
                                                  oczywiście Cyberpunka 2020
                                                  Cholera, chyba bym zagrał:)
                                                  P:)
                                                  • blue.berry Re: milo sie podobac Mlodemu:) 20.11.05, 16:21
                                                    tia... Fallout wizualnie wspanialy. aczkolwiek w jego wypadku pierszenstwo
                                                    oddalam mojemu TZ. bylam tylko wielce kibicujacym widzem:))
                                                • mamarcela Re: milo sie podobac Mlodemu:) 20.11.05, 18:07
                                                  Podobnie, podobnie.
                                                  Ostatnio bardzo rzadko, prawie nie. Chociaz czasami w sacred cos pozabijam, nie
                                                  wczuwając się specjalnie w fabułę.

                                                  planetscape - wielki - tylko wkurzające rozmowy długie przed walką - przegrasz
                                                  walke musisz gadać od nowa - najgoezej w labiryncie tej tam nie pamietam
                                                  imienia.

                                                  młody właśnie gothica po raz nie wiem który.

                                                  "od dzieciństwa lubiłem syreny"
                                            • marquis Re: rpg coś tam 20.11.05, 16:08
                                              Dżi!!! Przeczytałem i chyba zaczynam kojarzyć. Kiedyś znajomi w akademiku
                                              kupowali namiętnie jakies takie dziwne karty, z fantastycznymi rysunkami i
                                              spędzali po pół nocy na rozgrywkach. Mnie to jakoś nigdy nie zachęciło, wydawało
                                              mi się strasznie skomplikowane :( Ale nie wiedziałem, że to właśnie się nazywa
                                              gra fabularna.
                                              Ciekawi mnie jedno, ci mistrzowie gier to sami wymyślają te fabuły?
                                              • blue.berry oj wymyslaja 20.11.05, 16:14
                                                i to jakie:))
                                                ja mialam przyjemnosc kiedys miec takiego MG. (grywalismy w systemie
                                                Wampir:Maskarada). czasem poziom jego wyobrazni mnie zadziwial. tworzyl swiete
                                                fabuly.
                                                szkoda ze poznalam go kiedy juz praca zajmnowala mi za duzo czasu i szybko sie
                                                skonczylo:(
                                      • marquis Re: rpg coś tam 20.11.05, 15:50
                                        Mniej więcej wiem o co chodzi, bardzo dziękuję za wyjaśnienie. Ale ja chyba do
                                        takich gier sie nie nadaję. Pasjans to owszem ;)
      • 3promile Re: Przyjęcia 19.11.05, 18:31
        1. W kwestii "przyjęć". Do urządzania przyjęć przede wszystkim potrzebny jest
        salon, więc z racji nieposiadania tegoż niedawno szarpnęliśmy się z Mychą na
        "homing&cooking" - zgodnie z obowiązującymi tryndami. Jako że kuchnię posiadamy
        w formie aneksu-półwyspu bezczelnie wdzierającego się w niekonsumpcujną część
        powierzchni mieszkalnej, tedy wszelkie usiłowania dotyczące transformacji
        fizykochemicznej nieszczęsnych surowców spożywczych były w czasie tego
        "cookingu" wszem i wobec widoczne. Po mniej więcej kwadransie nie zdzierżyłem -
        widok maltretowanych warzyw i sponiewieranych perwersyjnie zwłok zwierzęcych
        wywołał u mnie niekontrolowany napad omniagresji, więc całkiem grzecznie
        wypieprzyłem całe towarzystwo ze strefy kuchennej, w ciągu pół godziny uporałem
        się z tematami "chili con carne" oraz "flan porowo-selerowy" i zaprawdę,
        zaprawdę powiadam wam - nigdy więcej!!!
        2. W kwestii Sylwestra, cóż - banalnie. Ostatnie pięć Sylwestrów spędziłem, z
        racji wykonywanego zawodu, w pracy, więc z nieukrywaną radością czekam w tym
        roku na telewizornię, sporą butelczynę prosecco i niewinny balkonowy fajerwerk w
        domowych pieleszach...

        trzechpromili stęsknione za ksywencją "safanduła"
        • brunosch Przyjątka 20.11.05, 00:51
          robię raz do roku, w ściśle określonym terminie. Pojawiają się znajomi i znajomi
          znajomych (raz jeden pojawił się jakiś rudy Wiking ze swoją damą z Korei, chyba
          nikt go nie znał), bywa do 30 osób na małej przestrzeni i tosą już spotkania
          rytualne.
          Co do Sylwestra - NIE ZNOSZE! Zabawy na gwizdek, całowania na gwizdek, składania
          sobie nawzajem banalnych życzeń, obserwowania systematycznego nasiąkania
          alkoholem u przedstawicieli płci obojga (chichotliwe niewiasty, lepcy panowie).
          Tango-przytulango.
          Najpiękniejszy, to ten z trójką przyjaciół, gdy jako bilet miał być limeryk.
          Skończyło się na napisaniu opasłego poematu limerycznego z czasów Średniowiecza
          i kompulsywnego rymowania, w którym się tak zapamiętaliśmy, że o szampanie
          przypomnieliśmy sobie dopiero około godziny 2 nad ranem.
          • griszah Re: Przyjątka 23.11.05, 11:00
            brunosch napisał:
            > Skończyło się na napisaniu opasłego poematu limerycznego z czasów
            Średniowiecza
            Zamieścisz na łamach TWA czy to była poezja ulotna?
            • brunosch Re: Przyjątka 23.11.05, 11:07
              stanowiliśmy grupę twórczą, więc wypada zapytać o zgodę na publikację etc.
              • griszah Re: Przyjątka 23.11.05, 11:12
                Z tego wnoszę,że utwór jednak nie zaginął. A czy Grupa Twórcza funkcjonuje
                tylko okazjonalnie-sylwestrowo czy częściej?
                • brunosch Re: Przyjątka 23.11.05, 11:14
                  bardzo rzadko, a szkoda...
      • kubissimo Re: Przyjęcia 30.12.05, 18:18
        niemalze od roku kazdy czwartek to przyjecie w gronie przyjaciol
        taka nasza nowa swiecka tradycja
        zeby bylo zabawniej kazdy sie rwie do gotowania, wiec czasami manu przekracza
        nasze moce przerobowe
        swietna sprawa :)))
    • mamarcela Sylwester i zadrutowana brama - uwaga BPP 23.11.05, 10:38
      Dawno, dawno temu, a może jeszcze dawniej, pewna mamarcela sześć godzin przed
      rozpoczęciem nowego roku pokłóciła się dramatycznie ze swoim ówczesnym
      fiancem. Nikt juz nie pamięta czego owa kłótnia dotyczyła, ale wiadomo, że
      finałem jej było trzaśnięcie drzwiami i pozostawienie mamarceli w pełnym
      wieczorowym rynsztunku na pastwę samotnego sylwestra. Ale mamarcela wcale nie
      miała zamiaru się smucić, niedoczekanie tego palanta, miała zamiar bawić się do
      rana. Wzięła więc psa, posmarowanego na tę okoliczność żelem z brokatem, a co
      jak się bawić to się bawić, i udała się na zaimprowizowaną balangę do owego psa
      najlepszego przyjaciela (imieniem Berry, ale nie Blue tylko Red). Pies ten
      rzecz jasna posiadał właścicieli, właściciele zaprosili jakichś gości,
      niektórzy z nich przyprowadzili psy , bo to psiarskie towarzystwo było. I jak
      to bywa na takich zaimprowizowanych domówkach wszyscy bawili sie po prostu
      świetnie. Aż do mniej więcej 22.45, kiedy to pani domu (osoba duża, obszerna i
      bardzo nazwijmy to asertywna) zarządziła, że teraz panie idą na spacer z
      pieskami (najlżejszy był sznaucerem olbrzymem), a panowie doglądają bigosu i w
      ogóle przygotowują wszystko na przywitanie nowego roku i powracających ze
      spaceru zmarzniętych dziewczyn(oraz psów w ilości cztery).
      No i poszły. Przewodniczką stada była gospodyni, która zaprowadziła je w sobie
      tylko znajome (chociaz nie bardzo, bo to nowe mieszkanie było) miejsca. Noc
      była ciemna, bezgwiezdna, okolice jakieś kompletnie bezludne, ścieżka wyboista,
      ale właścicielki psów bawiły się świetnie, a ich psy jeszcze lepiej, latając po
      chaszczach najrozmaitszych i taplając się w śniego-błocie. Nagle na drodze
      wędrowniczek stanęła brama. Wielka, żelazna i zaddrutowana. Trzy z czterech
      spacerowiczek zdecydowane były wobec takiego obrotu sprawy zawrócić, ale
      właścicielka Berusia (ta mocno asertywna i takoż obszerna) postanowiła
      oddrutować ową bramę, bo jej zdaniem tędy było znacznie bliżej do domu (gdzie
      jak przypomnę czekali faceci z szampanem, bigosem i innymi atrakcjami).
      Drut był gruby - tak na palec - oddrutowywanie szło więc nad wyraz opornie. Na
      próżno trzy biedne dziewczyny (znacznie mniej obszerne i asertywne) jęczały, że
      może lepiej zawrócić, albo poszukać dziury (bo psy jakoś przelazły i biegały po
      drugiej stronie), gospodyni przyjęcia była nieprzejednana - nie będzie byle
      brama pluła jej w twarz. Oddrutowywała więc wolno, ale systematycznie ("o
      popatrzcie, jeszcze tylko jedna pętla"), podczas gdy koleżanki jęczały, tupały
      z zimna i wieszczyły, że już na pewno niedługo zacznie świtać, psy natomiast
      bawiły się świetnie. Proces oddrutowywania był już niemal ukończony, gdy nagle
      niebo rozświetliło się petardami, które nie tylko zaanonsowały przybycie nowego
      roku, ale również pokazały, że brama owa jest praktycznie bramą wolnostojącą -
      po każdej stronie doczepione do niej były li i jedynie trzy segmenty płotu.
      Kiedy zmęczone, wściekłe i nieco pokłócone spacerowiczki dotarły na przyjęcie
      okazało się, że bigos jest mocno spalony,a faceci mocno nietrzeźwi. Psy
      natomiast podczas aktu oddrutowywania najadły się w krzakach jakichś świństw,
      czego konsekwencją było naprzemienne rzyganie do rana.

      mamarcela, która zdecydowanie nie lubi sylwestra

      "od dzieciństwa lubiłem syreny"
      • blue.berry :))) 23.11.05, 11:19
        mamarcela to jest jedna z cudniejszych sylwetrowych opowiesci
        jestes wielka i w ogole cudna:))
        i normalnie jakos tak wielce Cie polubilam i w ogole:)))

        b.b ktore po spedzeniu najpiekniejszego sylwestra w londynie gdzies tutaj
        opisywanego (i zarazem bardzo nostalgicznosmutnego) stwierdzilo ze juz nigdy
        taki sylwester sie nie przydazy i polozylo przyslowiwoa "lagę" na daną imprezę.
        a od 4 lat i tak spedza ja w domu z paskudnym psem ktorego nie ma gdzie
        zutylizowac a wysmarowac brokatem i w gosci tez srednio:)
        • mamarcela Re: :))) 23.11.05, 20:03
          Droga Jagodowa Borówko,
          1. :))) i jeszcze więcej
          2. to niestety też opowieść z cyklu "very old T-shirt", czyli "a gdzież są
          niegdysiejsze śniegi"
          3. Pozdrawiam serdecznie
          mamarcela, którą uczące się genetyki dziecko przegania od kompa

          "od dzieciństwa lubiłem syreny"
          • dr.krisk Genetyka kompa???? 23.11.05, 20:05
            Zawsze uczono genetylki na fasolkach....
            Jak ten czas pedzi.
            • mamarcela Re: Genetyka kompa???? 23.11.05, 20:14
              Oj dottore, może nie kompa ta genetyka, ale pewnym jest, że ja jej nie
              rozumiem. Proszę bardzo oto cytat;
              "Po rozpoczęciu transkrypcji jest ona kontynuowana aż do miejsca, w którym się
              kończy." Koniec cytatu.
              Czy to jest mtak zwane masło maślane, czy może jest w tym jakis głębszy sens?

              mamarcela, która wie, że nic nie wie, a lubi wiedzieć

              "od dzieciństwea lubiłem syreny"
              • dr.krisk Re: Genetyka kompa???? 23.11.05, 20:21
                Sensu w tym ni ma, ale prosze nie mowic dziecku, bo jeszcze zwatpi. A od
                zwatpienia do degrengolady moralnej tylko krok!!! I co wtedy?
                • mamarcela Re: Genetyka kompa???? 23.11.05, 20:27
                  Kłopot w tym, że dziecko po pierwsze samo wie, że to nie ma sensu, a po drugie
                  dawno zwątpiło. Nas szczęście wie, że niestety trzeba przez to przejść. Nie
                  wiem jak to się stało i czemu mogę to zawdzięczać, ale mam mądre dziecko.

                  "od dzieciństwa lubiłem syreny"
                  • stella25b Moje gory moj sylwester 25.11.05, 20:56
                    Ja tam wole w gorach, w malym towarzystwie, daleko od cywilizacji. Alpy maja to
                    do siebie, ze na calym ich terenie leza tzw. Winterräume- czyli schroniska
                    zimowe bez obslugi. To male domki, przewaznie jedno lub dwa pomieszczenia,
                    zaopatrzone w opal, prycze i puszke- kase uczciwosci. Polozone dosc wysoko w
                    gorach dostepne dla narciarzy turingowych, wspinaczy czy turystow
                    wysokogorskich. Raz spedzalismy takiego sylwestra w Dachstein pod Bischofsmütze
                    i rezydowalismy we czworke w takim schronisku (wspinajac sie)pare dni przed
                    sylwestrem. W samego sylwestra pozno wieczorem, kiedy bylismy przekonani, ze do
                    tej puszki juz nikt nie dotrze, zawitala grupa narciarzy (Skitouring)
                    austriackich. Oni byli takze bardzo zdziwieni naszym pobytem. Razem spedzilismy
                    sylwestra a o polnocy, po wzajemnym zlozeniu sobie zyczen, zaczeli tanczyc (w
                    butach narciarskich) walca wiedenskiego (calkiem powaznie)na sniegu.
                    Innym razem to akurat my bylismy Skitouringowcami i postanowilismy spedzic
                    sylwestra w Winterraum pod Zugspitze. Kiedy dojechalismy do schroniska okazalo
                    sie ze bylo one kompletnie nie przygotowane na zime- zadnego opalu. Innego
                    wyjscia i tak nie mielismy bo bylo juz pozne popoludnie wiec zaczelismy
                    rozgaszczac sie w zimnym Winterraumie. Az tu nagle uslyszelismy glosy. Okazalo
                    sie, ze w pobliskim schronisku letnim (ktore zima nie funkcjonuje) miala odbyc
                    sie olbrzymia impreza na 80 osob. Odwolano ja ze wzgledu na zagrozenie
                    lawinowe. Jednak zagranicznych gosci (4 Anglikow) nie udalo sie zawiadomic o
                    czasie i organizator imprezy wraz ze swoja dziewczyna przyjechali do tego
                    schroniska wlasnie z tymi 4 Angolami. Wlasciwie z trojka bo po 4- tego
                    zorganizowalismy akcje ratunkowa, gdyz zaslabl gdzies po drodze. Organizator
                    byl zszokowany naszym pomyslem spedzania sylwestra w Winterraum wiec zaprosil
                    nas do schroniska letniego i w takiej miedzynarodowej trupie dotrwalismy do
                    rana.
    • kawa_malinowa reaktywacja 30.12.05, 14:10
      z Najlepszą i z kumplem u niej w domu. Mama Najlepszej zdziwila sie, ze tak
      malo osob bedzie, i ze dziwnie, bo dwie dziewczyny, chlopak jeden. Nic to.
      Wiemy, gdzie jest promocja na alokhole. Spędzimy Sylwestra przed telewizorem -
      to nie ja ukladalam repertuar - Fight Club, Pi, Requiem dla snu, 21 gramów...
      dalej nie pamiętam :)
      • marquis Re: reaktywacja 30.12.05, 14:13
        We własnym domu w kameralnym gronie (znaczy się ja i markiza).
        • aaneta Re: reaktywacja 30.12.05, 14:41
          A może w Wawie, w kameralnym gronie TWAczy niektórych?
          • braineater Re: reaktywacja 30.12.05, 16:11
            tańce hulanki swawole przy muzyce Pink Freud z Mika Urbaniak w goscinnych
            nawijkach i Niewinnych Czarodziei, a także Fisza z Buniem.
            Cos mi sie zda, ze najlepszy koncert roku trafię na sam koniec:)

            A potem saniami przez zaspy do dom (inna komunikacja w Katowicach przestała
            działac:)

            P:)
      • kubissimo Re: reaktywacja 30.12.05, 16:16
        hesus, to bedzie impreza tematyczna pt. ZŁAPMY DOŁA?
        juz lepiej wlaczcie sobie AXN i obejrzyjcie calonocny maraton LOST :)

        a ja nadal nic nie wiem o moim sylwestrze, ale to tak programowo, bo generalnie
        to ja czniam ten OBOWIAZEK celebracji :)
      • dr.krisk Ja tradycyjnie... 30.12.05, 16:29
        . zrobię remanent zawartości półek alkoholowych w piwnicy. Mam już na oku parę
        ciekawych buteleczek, do tego oliwki wygrzebywane nożem z puszki.
        Nienawidzę fajerwerków, bo wpadają mi do ogrodu i potem trzeba sprzątać.
        Jakoś pewnie przetrwam tę noc (no i co z tego że sylwester??????).
        • diffie Re: Ja tradycyjnie... 30.12.05, 17:49
          że nie wspomnę o tym, iż fajerwerki płoszą psy. Zwierzak może nawet zawału
          dostać. Pewnego sylwestra spędziłem z czarnym kundelkiem o imieniu Gucio, na
          okrągło musiałem go przytulać, w końcu do piwnicy zeszliśmy, tam już ciszej
          było. Gucio się trząsł, a ja wino owocowe popijałem.
        • stella25b Re: Ja tradycyjnie... 30.12.05, 17:52
          Ja prawie tradycyjnie bo na pakowaniu rzeczy na wyjazd narciarski. Wyruszamy
          wczesnie rano w Nowy Rok z nadzieja,ze autostrady beda puste po sylwestrowych
          tancach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka