Dodaj do ulubionych

TWA na drodze

24.11.05, 15:24
Dziś wyjeżdżałem z podporządkowanej i w trakcie zmiany pasa usłyszałem za
sobą pisk opon i ujrzałem kątem oka gwałtownie zmieniający pas samochód
(patrzyłem w lusterko ale on był akurat w martwym kącie). Kiedy się
zrównaliśmy widziałem co kierowca myśli o mnie a moje przepraszające gesty
raczej go nie udobruchały. No ale tym razem nic się nie stało. W swojej
raczej nie długiej karierze za kółkiem (no bo prawko mam już 16 lat ale
jeżdżę właściwie od może 3) nie spowodowałem na razie wypadku i nikt też
jeszcze na mnie nie wpadł ale dzisiejsze zdarzenie utwierdza mnie w
przekonaniu żem raczej marnym kierowcą. A przy 120km/h włącza mi się
czerwona lampka i nawet przy pustej drodze nie jeżdżę szybciej (inna sprawa,
że mój wozik nie wyciągnie wiele więcej :)) co nie znaczy, że nie zostałem
nigdy ustrzelony z pistoletu (zostałem). A wy TWAcze zmotoryzowani jak się
sprawujecie na drodze?
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • crazy.berserker Re: TWA na drodze 24.11.05, 15:45
      Jazdę smochodem lubię i to nawet dośc szybką - ale bez przesady. Życie nauczyło
      mnie że glupie szarżowanie = 99 procent prawdopodobieństwa śmierci na drodze.
      Tu - sytuacja sprzed 3 lat - skręt w prawo na mokrej nawierzchni przy prędkości
      30 km/h - teoretycznie predkośc malutka - ale i tak wyrzucilo mnie na przeciwny
      pas - szcześciem z naprzeciwka nic nie jechało. Póżniej szybki powrót na swój
      pas, jeszcze szybszy zjazd na pobocze i pieciominutowy ryk - wyładowanie
      strachu i szoku.
      Od czasu tego zdarzenia - bardziej rozsądne podejscie do samochodu i swoich
      mozliwości jako kierowcy (czytaj - 2 razy mniejsze zaufanie)
      A jesli chodzi o klopotliwe sytuacje na drodze - to niestety nerwy ponoszą mnie
      często - jeśli ktoś zajedzie drogę albo wymusi przejazd - wtedy klakson w
      ruch...i bezmyślnej osobie robi sie przykro
    • dr.krisk KrisK kierowca.. 24.11.05, 16:56
      Jezdze raczej powoli i ostroznie. Nie widze potrzeby pedzenia przed siebie jak
      szalony, skoro i tak sie dojedzie. Wyprzedzajac przezywam katusze niepewnosci,
      czy aby zza dalekiego zakretu nie wyprysnie jakies Ferrari, i nie zdaze
      powrocic na moj pas.
      Szybka jazda mnie w ogole nie "kreci". Moze dlatego nigdy nie mialem (odpukac!)
      zadnego wypadku?
      Czego i wam zycze.
    • beatanu schizofreniczne zachowania beaty na drodze 24.11.05, 17:47
      1.Użytkowniczka drogi jako kierowca samochodu - spokojna, nie wadzi wielu (bo
      na pewno komuś kiedyś ;), na terenie zabudowanym i o zmroku/zmierzchu na
      drogach innych zawsze przestrzegająca dozwolonej prędkości (ludzie + łosie),
      pozwalająca sobie chwilami na "brawurę" na autostradach (wielopasowość, świetna
      nawierzchnia, płynność ruchu, siatki przeciwłosiowo-sarnie. Tutaj zdarza mi się
      jechać trochę szybciej (w Szwecji najszybsza dozwolona prędkość to 110 km/h)
      ale pod presją ekologicznie świadomej do bólu córki ( i swoim jakimś tam
      ekologicznym sumieniem)robię to coraz rzadziej:)

      Najpoważniejszym wypadkiem było obtarcie lakieru jednemu niesympatycznemu
      taksówkarzowi podczas parkowania obok stacji benzynowej. To było lat temu
      wiele, teraz mam ciut więcej wprawy we wciskaniu się w wąskie szczeliny do
      parkowania...

      2. Jako rowerzystka jestem szałaputem i tzw. rowerowym chuliganem.
      Lubię ostrą, szybką jazdę, wyprzedzam nagminnie maruderów, robię brzydkie
      manewry, olewam czerwone światła (ale tylko o świcie, albo późnym wieczorem,
      kiedy ruch znikomy) Moja kilkukilometrowa droga do pracy jest w zasadzie jedną
      wielką ścieżką rowerową, ale pewne jej fragmenty przechodzą w ulice, po których
      również poruszają się samochody i tam kluczę między nimi i wyjeżdżam na przód
      na skrzyżowaniach (nie lubię stać bezpośrednio ZA rurą wydechową, wolę czekać
      na zmianę świateł PRZED :)

      I irytuję się czasami okrutnie i wykrzykuję niegrzeczności, gdy kierowcy
      olewają fakt, że w pewnych sytuacjach właśnie rowerzystwa ma pierwszeństwo. Już
      kilka razy zatrzymywał się przed moimi kolanami samochód, który ni stąd ni
      zowąd zamierzał skręciź w lewo, nie uprzedzając o tym nikogo... O tym, że
      Szwedzi generalnie są okropni, jeżeli chodzi o używanie (tzn. NIEUZYWANIE)
      kierunkowskazów, to może innym razem...

      pozdrawiam!
      • stella25b Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 24.11.05, 18:08
        Przezylam powazny wypadek samochodowy gdzie kierowca byl maz, wowczas
        narzeczony i powiedzialam sobie wtedy, ze jesli ja kieruje autem i na dodatek
        kogos jeszcze w nim wioze, to jade spokojnie i bezpiecznie. Jesli jade sama to
        najczesciej przejezdzam na pomaranczowym swietle.
      • braineater Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 24.11.05, 20:23
        beatanu napisała:


        > 2. Jako rowerzystka jestem szałaputem i tzw. rowerowym chuliganem.
        > Lubię ostrą, szybką jazdę, wyprzedzam nagminnie maruderów, robię brzydkie
        > manewry, olewam czerwone światła (ale tylko o świcie, albo późnym wieczorem,
        > kiedy ruch znikomy) Moja kilkukilometrowa droga do pracy jest w zasadzie
        jedną
        > wielką ścieżką rowerową, ale pewne jej fragmenty przechodzą w ulice, po
        których
        >
        > również poruszają się samochody i tam kluczę między nimi i wyjeżdżam na przód
        > na skrzyżowaniach (nie lubię stać bezpośrednio ZA rurą wydechową, wolę czekać
        > na zmianę świateł PRZED :)
        >
        > I irytuję się czasami okrutnie i wykrzykuję niegrzeczności, gdy kierowcy
        > olewają fakt, że w pewnych sytuacjach właśnie rowerzystwa ma pierwszeństwo.

        O. I to tez powód (prócz manualnego uposledzenia, wygodnego zresztą w wielu
        innych zyciowych sytuacjach:) dla którego świadomie nie podejmuję sie robienia
        prawa jazdy. nie daj buk, a przenisłbym swoje obyczaje rowerowe, na samochód i
        skończyłoby sie normalną rzezią. Na rowerze jeżdże po wariacku, w dodatku z
        słuchawami na uszach najczęsciej, wciskam się w kazda międzyautową szczelinę,
        wyskakuje im jak debil spod maski, lawiruję w korkach i w ruchu ulicznym
        ciagłym.
        I w szoku jestem, że prócz jednokrotnego, na szczęscie niegroźnego oberwania
        bokiem autobusu komunikacji miejskiej - na szczęscie obaj jechaliśmy wolno, a
        ja miałem po prawej sporo chodnika by sie na nim bezpiecznie wywalić, nic mi
        sie jeszcze nie stało.
        Rowerzysta w mieście jest straszny jednak:)

        P:)
        • crazy.berserker Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 09:18
          braineater napisał:
          > Rowerzysta w mieście jest straszny jednak:)

          To smutna prawda - raz omal udało mi się szalonego i wariujacego na drodze
          rowerzystę rozjechać - przemiły ów Pan jechał sobie slalomem między samochodami
          i za nic miał trąbienie oburzonych kierowców. Do dzis nie wiem co sprowokowało
          go do takiego zachowania - wybujała fantazja kozacka czy spożyte procenty.


          • braineater Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 09:32
            Jeszcze prościej - ucieczka przed spalinami. Jesli nie jechał w masce, a pewnie
            nie, to wleczenie się za autem jest zerową przyjemnością, bo się obrywa taką
            dawką spalin, że wypalenie kartonu Marlboro byłoby juz o wiele zdrowsze.
            A poza tym jest jeszce radocha z prostego faktu, że ty sie przemieszczasz a ci
            maniacy gotuja się w tych puszkach tkwiąc w korku:)

            P:)
            • beatanu Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 09:39
              braineater napisał:

              > Jeszcze prościej - ucieczka przed spalinam.

              Potwierzam. Właśnie tak! Też się przedzieram, aczkolwiek staram się
              konsekwentnie jechać tylko z jednej strony a nie zygzaczkiem...

              Beata Rowerująca Bez Maski Gazowej
            • crazy.berserker Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 09:52
              E tam, dlaczego zaraz puszki - samochód to piękna maszyna (jeśli karoserii nie
              ozdabia ptasia grypka)
              • braineater Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 10:09
                Dwa auta które kiedykolwiek zachwycały mnie estetycznie:
                Hispano suiza 1936 rocznik:
                www.vintageweb.net/ccpa/francais/35hisp-1.gif
                i reminscencje socjalistycznego dzieciństwa:
                www.labfoto.pl/dyna/imgp.mhtml?id=10831;gid=425
                reszta to puszki bez wyrazu:)


                P:)
          • nienietoperz Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 10:54
            To rowerzystow obowiazuja jakiekolwiek przepisy drogowe?
            Eeeeee, to by juz byla przesada.

            Tym bardziej, ze nie ma jak nocny powrot z imprezy rowerem, w stanie wskazujacym
            (rowerzysta, nie rower). Nie dosc, ze ma sie poczucie mocy, to jeszcze po 40
            minutach jazdy mozna isc w domu spac po trzezwemu.
            • mamarcela Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 11:03
              Niestety. Osobiście znam człowieka, któremu za jazdę w stanie wskazującym na
              rowerze zatrzymano prawo jazdy. Żeby było śmieszniej rzecz miała miejsce na
              wsi. Zabrakło alkoholu i gospodarz przyjęcia postanowił uzupełnić zapasy w
              sklepiku miejscowym jakies dwa kilometry od swej działki. Był naprawdę zaledwie
              po trzech piwach (byłam przy tym to wiem) i zamierzał nawet pojechać
              samochodem. W końcu zadecydował, że rowerem będzie bliżej, bo można skrócić
              drogę przez pole. Wrócił po pół godzinie bez alkoholu za to radiowozem. :)
              • nienietoperz Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 25.11.05, 12:03
                Nie maja mi co zabierac :-)
        • ydorius Re: schizofreniczne zachowania beaty na drodze 12.12.05, 14:25

          miałem dokładnie to samo, zanim miasto nie przysponsorowało (tak to sobie
          tłumaczę) jakiś łebków, którzy podprowadzili mój rower. Pro publico bono :-)
          Z tego samego powodu nie robię prawa jazdy. Wiem, że do prowadzenia samochodu
          potrzebna jest pewna doza bezczelności (zwłaszcza w mieście) bo jeśli się jej
          nie ma to można i tydzień spędzić na prawym pasie, kiedy chciałoby się zjechać w
          lewo ;-). Ale jak tak sobie przypominam co wyprawiałem na rowerze to musiałbym
          chyba jeździć monstertruckiem albo turbowalcem, by zapewnić sobie bezpieczeństwo :-)

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wzgórza jak słonie chore na łuszczycę
    • crazy.berserker Re: TWA na drodze 25.11.05, 09:56
      A tak z ciekawości - czy ktoryś TWAczyk jeździ na motorze?
      • griszah Re: TWA na drodze 25.11.05, 10:51
        Dr.KrisK jest szczęśliwym posiadaczem piekielnej maszyny radzieckiej produkcji.
        Patrz:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34289&w=30455109&v=2&s=0Pozdrawiam.
        • crazy.berserker Re: TWA na drodze 25.11.05, 11:12
          Fajny motur :))))))
      • brunosch Re: TWA na drodze 25.11.05, 15:39
        > A tak z ciekawości - czy ktoryś TWAczyk jeździ na motorze?

        Jeździł. W swej młodości durnej i chmurnej.
        Na piekielnej maszynie. Przedwojennej, niemieckiej, strasznej i wojskowej.
        • dr.krisk Re: TWA na drodze 25.11.05, 18:18
          brunosch napisał:

          > > A tak z ciekawości - czy ktoryś TWAczyk jeździ na motorze?
          >
          > Jeździł. W swej młodości durnej i chmurnej.
          > Na piekielnej maszynie. Przedwojennej, niemieckiej, strasznej i wojskowej.
          A co to bylo? BMW, DKW czu Zundapp????
          Ja mojego IZ-a musialem sprzedac. Do dzis zaluje.
          • brunosch Re: TWA na drodze 25.11.05, 18:20
            NSU 350, potem (krótko) Zundapp
    • broch Re: TWA na drodze 25.11.05, 19:42
      "(patrzyłem w lusterko ale on był akurat w martwym kącie)."
      Blad, ktory mnie tez denerwuje: panienka w ten sposob trzasnela mi samochod tez
      nie obejrzala sie przez ramie do tylu.
      W przeciwienstwie do drKK jezdze szybko (poza terenami zamieszkalymi). Mandatow
      nie place poniewaz ich nie dostaje. Nigdy nie spowodowalem wypadku czy wymusilem
      (swiadomie lub nieswiadomie) pierwszenstwo. Nie uwazam abym jezdzil dobrze, ale
      wiem ze na drogach sa ludzie jezdzacy gorzej :)
      Nadmierna szybkosc to jedyny przepis ktory lamie. Ale naprawde szybko jezdze bez
      pasazerow.

      Na drodze nie lubie niezdecydowanych i ostroznych (nadmienie).
      Samochodem jezdzic lubie i do niedawna jezdzilem duzo (~9 lat temu przejechalem
      ponad 5 tys kilometrow w trzy dni). Lubie jezdzic w nocy i w deszczu.
    • marquis Nie mam prawa jazdy 26.11.05, 15:57
      Podejrzewam, że byłbym kierowcą dość niebezpiecznym, a to z tej przyczyny, że
      nie zniósłbym łamania przepisów przez innych. Poza tym jechałbym specjalnie i na
      złość wszystkim śpieszącym się z przepisową prędkością, stawałbym przed
      wszystkimi pasami, światłami itp. Ale oczekiwałbym tego samego od innych. Biada
      temu, ktoby mi zatrąbił z tyłu, że za wolno jadę!!
      Poza tym, nie ciągnie mnie za kółko. Mam kierowcę :)
      • stella25b Trabienie za plecami 26.11.05, 16:01
        Mam kolezanke ktora dosc odpornie znosi poganianie w formie klaksonu. Poprostu
        wychodzi z auta, podchodzi do "trabiarza" i ze spokojem pyta w czym moze pomoc.
        • marquis Re: Trabienie za plecami 26.11.05, 16:19
          Ooo, doskonale. Ja pewnie też bym zastosował taką metodę :)
          • quarantine Re: Trabienie za plecami 27.11.05, 20:41
            Zastanawiam się, jak ująć to, co chcę powiedzieć, żeby nie narazić się
            rowerzystom. W zasadzie nie mam nic przeciwko rowerzystom, ale nie lubię kiedy
            nie jeżdżą po ścieżkach rowerowych. W Krakowie jest bardzo mało ścieżek, a te
            które są, prowadzą donikąd. Do rozpaczy doprowadzają mnie rowerzyści jadący w
            szczycie np. Alejami. Stwarzają po prostu realne zagrożenie i utrudniają ruch
            samochodowy. To tak, jak gdybym jechała na słoniu i oczekiwała zrozumienia.

            Lubię prowadzić samochód. W mieście zazwyczaj nie rozrabiam. Natomiast poza
            miastem bardzo szybko przyzwyczajam się do prędkości i często przekraczam
            dozwoloną. Pokonuję znane trasy i jestem chytrym lisem, wiem gdzie zazwyczaj
            stoją patrole.

            Zauważyłam pewne zjawisko, które nazwaliśmy z mężem zagęszczeniem zdarzeń.
            Jedziemy jakimiś odludziami, gdzie teoretycznie nie powinno się nic dziać i w
            pewnym momencie wszystko się spiętrza; ostry skręt, z naprzeciwka TIR
            zachodzący na zakręcie, z bocznej drogi wyjedża traktor, wybiega pies, zjawia
            się nieoświetlony rowerzysta i pijany pieszy. Potem znowu długo, długo nic i
            powtórka.

            Jadąc, zazwyczaj słucham radia na full i mam kłopot z lokalizacją pojazdów
            uprzywilejowanych. Ze dwa razy wymusiłam pierwszeństwo na ambulansie. O mało
            nie zapadłam się pod ziemię ze wstydu.
    • braineater Informuję 12.12.05, 11:55
      jednoczesnie nie unikając przechwałki, że do grona zmotoryzowanych TWArzyszy
      dołaczyła moja duzo lepsza połowa, zdawszy w dniu dzisiejszym egzamina
      wszelakie:)

      P:)
      • beatanu Re: Informuję 12.12.05, 12:05
        Gratuluję!
        Uciskaj Marysię od Beaty, proszę :)
        • beatanu korekta 12.12.05, 12:07
          miało być: uściskaj, bo uciskać nikogo nie masz zamiaru, czyż nie?

          ;)
        • mamarcela Re: Informuję 12.12.05, 12:07
          ja też
          ode mnie też
          mamarcela wylogowywana ciągle, łaj?
      • stella25b Gratuluje! 12.12.05, 12:07
        Niech zyje Marysienka i jej nowe prawojazdy!

        To teraz atlas samochodowy jako prezent pod choinke. Do mnie macie niecale 1000
        km: Najpierw na Breslau, pozniej na Dresden, Erfut po drodze i w koncu na
        Frankfurt: Z FRankfurtu to juz rzut beretem.
        • mamarcela Re: Gratuluje! 12.12.05, 12:20
          stella25b napisała:


          > To teraz atlas samochodowy jako prezent pod choinke. .

          rozumiem, że atlas jako dodatek do gustownego autka, najlepiej z napędem
          ... na cztery koła. :)
          • stella25b Re: Gratuluje! 12.12.05, 12:22
            konkurencja dla Schumachera?
            • braineater Re: Gratuluje! 12.12.05, 12:31
              Pojazd juz jest - zreszta to była motywacja do zdawania egzaminów.
              Ale na konkurencje dla Schumachera średnio się chyba nadaję (pojazd znaczy się,
              bo Maryś obawiam się, że może pozagrażać:)

              P:)
              • stella25b Re: Gratuluje! 12.12.05, 13:16
                No dobra, to jak nie Mainz zima to latem dom na wsi pod Krakowem:)
      • brunosch fiufiu! 12.12.05, 12:09
        pogratuluj Lepszej Połowie :D
      • dr.krisk Gratulacje & wyrazy współczucia... 12.12.05, 14:16
        Bo w Polszcze woznice mają ciężko: drogi wąskie, lud zamieszkuje tu dziki i w
        podróży gwałtowny, nierzadko trakt okrutnie wybity i dziurawy....
        Roztropności w powożeniu życzę, niskiego zużycia paliwa, dobrej przyczepności
        do jezdni, refleksu, trzeźwych traktorzystów, wyrozumiałych kierowców
        ciężarówek, itp.
        Ja osobiście będę jeździł jeszcze bardziej wyrozumiale i kurtuazyjnie niż
        dotychczas!
        Pozdrawiam i gratuluję!
        Krisk

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka