Dodaj do ulubionych

Historia przemocy.

06.12.05, 22:51
Byłam dziś na filmie pt. "Historia przemocy". Dziwny był to film, bardzo
amerykański. Ale tak się złożyło, że wpasował się w moje przemyślenia na
temat, nazwijmy to szumnie, natury ludzkiej. Otóż pod wpływem kilku ostatnio
przeczytanych książek i obejrzanych filmów (m.in. Jabłka Adama ;-) zaczęłam
się zastanawiać, na ile możliwa jest resocjalizacja. A raczej może odwrotnie-
na ile człowiek, który odsiedział w więzieniu mnóstwo czasu, odpłacił za
swoje winy, może rozpocząć normalne życie?

Akurat w tym filmie facet miał szansę- rozpoczał nowe życie, nikt go nie
oceniał, nikt go nie rozliczał z dawnych zbroni. I udało mu się. Okazało się,
że potrafi być wspaniałym facetem. Ale czy dałby radę, gdyby wszyscy
wiedzieli? Czy gdyby wszyscy go podejrzewali za plecami, nie czułby się
podle? Czy nie wzbudziłoby to w nim agresji potrzebnej do zabijania?

A teraz jeszcze cięższy kaliber- pedofile. Zastanawiałam się dużo nad tym.
Pedofilia to jedna z najgorzej ocenianych zbrodni. Nawet mordercy nie dają
żyć pedofilom. Pedofile to najgorsze szmaty, niegodne niczyjej litości,
niczyjej pomocy. Ich należy kastrować i zostawić, żeby zgnili. Tak uważa
wielu ludzi. W pewnym sensie ja też.

Ale... zawsze jest to "ale". Czy ci ludzie nie potrafią sobie zdać sprawy z
faktu, że błądzili? Czy wiedząc, że są winni czyjegoś cierpienia dalej będą
folgować swoim chorym żądzom? Czy nie zasługują na szansę? Trochę mi się
wydaje, że to tak, jak z gejami (nie piszę tego, żeby kogokolwiek obrazić i
nie porównuję gejów do pedofili, w żadnym razie, chodzi mi tylko o mechanizm
działania)- niektórzy tak bardzo nie mogą pogodzić homoseksualizmu ze swoją
religią, że żyją w celibacie. Są tacy. Niektórzy zostają księżmi i
niekoniecznie wykorzystują potem ministrantów. Jakoś muszą sobie radzić i
radzą sobie.

I co teraz zrobić z listami pedofili mieszkających w sąsiedztwie? Czy
naprawdę one są usprawiedliwione? Co im wtedy pozostaje? Jeśli popełnią tę
samą zbrodnię po raz kolejny- okazuje się, że to dobrze, wsadza się ich do
więzienia i spokój. Ale jeśli nie? Jeśli postanowili już nigdy nie tknąć
żadnego dziecka? Czy ktokolwiek da im żyć? Czy takie listy mogą naprawdę
zapobieć nieszczęściu? A czy jeśli nie mogąc wytrzymać takiego życia ci
ludzie popełnią samobójstwo (choć odsiedzieli już za swoje grzechy i nie
powtórzyli ich), to czy w pewien sposób nie jesteśmy winni morderstwa?

Co wy na to?
Czy jeśli złodziej może dostać druga szansę, to pedofilowi nigdy nie można
jej dać?
Czy ludzie mogą się nie tyle zmienić, co zdecydować świadomie, że pewne
aspekty ich osobowości powinny na zawsze pozostać uśpione?

Takie mi chodzą myśli po głowie po obejrzeniu "Historii przemocy".
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Historia przemocy. 07.12.05, 08:41
      Pobierznie się mogę do dość dawno temu czytanego Foucaulta odwołać, bo stąd
      najwięcej pomysłów o resocjalizacji pochodzi, z którymi w ten czy inny sposób
      się zgadzam. Otóż pan Michał w 'Nadzorować i karać' stawia tezę, że coś takiego
      jak 'resocjalizacja', jest li jedynie drobnomieszczańskim marzeniem, fikcją
      całkowitą i myśleniem życzeniowym. Wszelakie systemy penitencjarne stworzone są
      jedynie po to by izolować niebezpieczeństwa od zdrowej tkanki społecznej. I tu
      pojawia się mechanizm kary - właśnie to o czym piszesz przy okazji pedofili w
      więzieniach (swoja drogą jeśli dobrze pamietam z lektur o przedwojennych
      więzieniach w Polsce, w ten sam sposób jak pedofile traktowani byli zdrajcy
      ojczyzny i dzieciobójcy)- właśnie ten wewnątrzwięzienny ostracyzm. To nie samo
      zamknięcie jest karą - to tylko środek prewencyjny. Natomiast katami stają się
      współwięźniowie, przy cichej zgodzie władz. Doskonale to pokazuje 'Symetria'
      Niewolskiego, gdzie kilku ludzi wsadzonych mniej lub bardziej za niewinność,
      decyduje się na zwiększenie swojego wymiaru kary, zabijając osadzonego wraz z
      nimi mężczyznę podejrzanego o pedofilię. Doskonale to jak dla mnie pokazuje
      brak możliwości resocjalizacji, przynajmniej w takim środowisku. Cała wiara w
      resocjalizację natomiast wydaje mi się być bardzo mocono oparta, na silnym
      pierwiastku wiary w to, że po pierwsze człowiek z natury dąży do dobra i po
      drugie, że człowieka da się zmienić ('wyleczyć'). A to już są tezy, na co
      dowodów sporo, dość mocno utopijne. Jak dla mnie jednostki typu pedofile (i tu
      faktycznie bardzo mi cięzko wyobrazić czyn bardziej obrzydliwy), powinny być
      nawet po jednorazowym 'wybryku' izolowane dozywotnio od reszty społeczeństwa,
      bez prawa powrotu. Po prostu dokonując swojej zbrodni sami automatycznie sie z
      tego społeczeństwa eliminują, pozbawiają wszelkich praw. I przykro mi, ale nie
      wierze w możliwość 'zresocjalizowania' tego typu ludzi, tak jak i nie wierzę we
      wszelakie nagłe nawrócenia, czy gwałtowne zmiany całego stylu zycia. Takie
      rzeczy, przynajmniej w mojej rzeczywistości po prostu się nie zdażają. Jeśli
      naturalne skłonności da się jeszcze jakoś sublimować, bądź jak sama piszesz,
      stłumić celibatem, to tak już skłonności typu obsesyjnego (a pedofilia jest
      chyba obsesją łamiącą wszelakie hamulce społeczne i kulturowe naszej
      cywilizacji) raczej nie podda się tym mechanizmom.
      To tyle lekko nieposkładanych przenmyśleń porannych w temacie.


      Pozdrowienia
    • aaneta Re: Historia przemocy 07.12.05, 13:26
      Strasznie ciężki temat zadałaś, w sam raz na zimowe doły ;) I trudny, głównie ze
      względu na kompletny brak doświadczeń i bezpośrednich obserwacji chyba
      wszystkich z nas. Można tylko spekulować albo podpierać się literaturą czy
      filmami, ewentualnie informacjami prasowymi czy statystykami, można by napisać
      na ten temat kilka tomów albo skwitować jednym zdaniem, ale chyba nie o to chodzi.

      "Historii przemocy" nie widziałam i nie mam zamiaru oglądać, po tym, co
      przeczytałam w recenzjach, ale to szczegół, bo Twoje pytania dotyczą zagadnień o
      wiele bardziej skomplikowanych niż to, o czym jest film.

      Resocjalizacja w ogóle, czyli założenia i teoria, to jeden problem,
      resocjalizacja w realnych więzieniach i poprawczakach to zupełnie inna historia,
      tzn. w praktyce działa to całkowicie na odwrót niż w założeniach. Natomiast
      zdarzają się podobno "nawrócenia", w sensie całkowitej przemiany wewnętrznej,
      żalu za popełnione czyny itp., w przypadku skazanych na karę śmierci, na tym
      opierają się jej przeciwnicy. Znam co namniej dwa filmy na ten temat, ale każdy
      z nich kończy się wykonaniem wyroku, więc trudno powiedzieć, czy skazany byłby
      zdolny do normalnego życia po wyjściu na wolność.

      Natomiast pedofilia to zupełnie odrębny problem, ponieważ wynika z
      patologicznego popędu seksualnego, nad którym chyba trudno jest zapanować, tzn.
      nie każdy jest w stanie, nawet jeżeli wie, że to draństwo. Dlatego w przypadku
      pedofilii rozważa się czy nawet stosuje tzw. farmakologiczną kastrację, bo
      istnieje naukowy pogląd (czy słuszny, tego nie wiem), że jest to jedyny sposób
      na to, żeby pedofil nie popełnił przestępstwa ponownie.
    • nienietoperz Re: Historia przemocy. 07.12.05, 13:47
      Po pierwsze przyznaje, ze nie czytalem calego Noidowego maila - Historia
      przemocy jeszcze przede mna, i nie chce za duzo wiedziec. W sprawie
      'resocjalizacji' pedofili proponuje odnalezc film, ktorego w Polsce na pewno w
      kinach nie bylo, ale mozna go pewnie gdzies dostac do obejrzenia (choc chyba nie
      dolaczonego do gazetek kobiecych): 'The Woodsman', z Kevinem Swinka Baconem w
      roli glownej (oraz jako producentem). Bardzo wiarygodnie portretuje wlasnie
      moment powrotu(?) pedofila do spoleczenstwa, reakcje dawnych/nowych znajomych,
      rodziny, policji, wreszcie reakcje samego skazanego. Niewiele odpowiedzi - moze
      oprocz tej podstawowej, ze jesli komus sie nie da szansy, to na pewno sie z
      takiego dolu nie wygrzebie. Co oczywiscie nie znaczy, ze mozna latwo stwierdzic,
      ze nalezy szanse dac; wiaze sie z tym konkretne ryzyko.

      Ogolniej, dyskusje zwiazane z odpowiedzialnoscia za swoje zycie i szansa
      ucieczki od przeszlosci nienietoperze toczyly burzliwie w weekend po '25th Hour'
      Spike'a Lee. Pozniej sie postaram zebrac mysli i podsumowac tamta dyskusje.
      Uklony,
      nienietoperz
      • mamarcela Re: Historia przemocy. 07.12.05, 13:59
        Jeśli chodzi o pana świnkę to biegiem do mamarceli póki jest w nastroju
        uszczęśliwiania
    • broch Re: Historia przemocy. 07.12.05, 16:11
      1) na tym polega Hollywood (wszystko sie dobrze konczy) :))
      2) spojrzenie na pedofilie pewnie sie zmieni gdy bedziesz miala wlasne dzieci
      3) nie ma absolutnie zadnego zwiazku miedzy pedofilia a homoseksualizmem. Rownie
      dobrze moglabys porownac pedofilow do heteroseksualistow (cyt,cyt)
      4) pedofilia jest zbrodnia wyjatkowa: popelniana na osobach bezbronnych, czesto
      nie zdajacych sobie sprawy z tego co sie dzieje.
      5) ofiary zostaja ofiarami do konca zycia
      6) psychologia to wynalazek dla naiwnych (i sprytnych), szczegolnie dotyczy to
      prawa. Przykladem jest unikanie prawa dzieki teorii chwilowej niepoczytalnosci w
      momencie popelniania przestepstwa. Nawet najwieksi spece nie sa w stanie
      powiedziec czy ktos udaje czy nie. Jesli wiec tak malo skuteczna jest diagnoza,
      najlepiej sie za nia nie zabierac. Innymi slowy, kto gwarantuje ze pedofil jest
      "wyleczony"? Gdyby za zle postawiona diagnoze do wiezienia trafial rowniez
      psycholog, nie sadze aby pojawila sie diagnoza o wyleczeniu.
      7), jesli ofiara zyje z konsekwencjami zbrodni do konca zycia, dlaczego
      pedofilowi ma sie udac?

      Wiele innych objekcji
      • mamarcela Re: Historia przemocy. 07.12.05, 16:39
        Chociaż jako osoba nieco w dziedzinie przemocy kształcona powinanm teoretycznie
        polemizować, ale nie
        bo jako matka i człowiek po prostu zgadzam się z Tobą Brochu
        i publicznie daję temu wyraz :)
        nawet jesli znowu się komuś narażę.
        • stella25b Re: Historia przemocy. 07.12.05, 17:10
          Problem resocjalizacji polega na tym, ze w 99% nie skutkuje
          i "zresocjalizowany" pedofil ponawia przestepstwo. I jak juz slusznie Broch
          zauwazyl jego ofiarami sa osoby, ktore nie maja absolutnie ZADNEJ szansy
          obrony. I tu lezy cala perwersja.
          Poza tym ile z tych dzieci,ktore staly sie ofiara pedofila moze prowadzic
          normalne zycie? Przed wejsciem tutaj przeczytalam notke Charlize Theron:

          "Theron otrzymała ubiegłorocznego Oscara za najlepszą rolę kobiecą w
          filmie "Monster". Zagrała w nim seryjną zabójczynię Aileen Wuornos. Filmowa
          historia była oparta na faktach - mieszkająca na Florydzie Wuornos porzucona
          przez matkę i zgwałcona przez dziadka w wieku 9 lat została zmuszona do
          prostytucji. W 1990 r. zastrzeliła siedmiu klientów, za co w 2002 r. została
          stracona za pomocą śmiertelnego zastrzyku".
          • noida Re: Historia przemocy. 07.12.05, 17:45
            No i czy to wina dziadka, że jego wnuczka zabiła 7 osób? Bo mnie się wydaje, że
            to nie takie proste.

            Kiedyś była taka kartka na postsecret "Ja też byłem krzywdzony w dzieciństwie,
            ale nie uważam tego za pówód, żeby krzywdzić innych".

            Ofiary gwałtów czy morderstw też nie mają zazwyczaj żadnej szansy obrony. Jaką
            szansę obrony ma człowiek idący ulicą wieczorem do domu przed grupą bandziorów?
            Jaką szansę obrony ma człowiek atakowany przez seryjnego mordercę, zazwyczaj
            starannie planującego swoje zbrodnie przez wiele miesięcy wstecz?

            Zaraz mnie pewnie zapytacie, o co mi w ogóle chodzi i kogo ja bronię.
            Ja nikogo nie bronię. Ja się tylko pytam, czy nie jest tak, że każdy medal ma
            dwie strony. I że przestępca to też człowiek i jako taki też może być ofiarą. I
            czy to, że ktoś jest zbrodniarzem daje nam przyzwolenie na zbrodnie wobec niego.
            • broch Re: Historia przemocy. 07.12.05, 21:20
              " Kiedyś była taka kartka na postsecret "Ja też byłem krzywdzony w dzieciństwie,
              > ale nie uważam tego za pówód, żeby krzywdzić innych"."
              Noida, o czym Ty piszesz? Nikt nie sugeruje ze jest to jakies usprawiedliwienie
              zbrodni. Chodzilo o pokazanie, jak bardzo tego typu przemoc niszczy czlowieka,
              chodzi rowniez o to (czego wyraznie nie dostrzegasz) ze dorosli znacznie lepiej
              (pychicznie) radza sobie z przemoca.
              Morderstwa nic nie usprawiedliwia. Bys moze jednak do nieszczescia nigdy by nie
              doszlo gdyby nie straszliwe dziecinstwo.

              mysle ze jest olbrzymia roznica miedzy dziecmi i doroslymi. Sadze ze to jest
              wystarczajaco oczywiste.
              Poza tym, nie uwazam ze morderca powinien wyjsc na ulice.

              "Ja się tylko pytam, czy nie jest tak, że każdy medal ma dwie strony. I że
              przestępca to też człowiek i jako taki też może być ofiarą."

              Nie, jest roznica miedzy Hollywoodem a rzeczywistoscia. Osobiscie uwazam, ze
              Hollywood powinien zostac zamkniety poniewaz widzowie placza rzeczywistosc z
              Kevinem Baconem. Czy wiesz ze dzisiaj przestepcy w wiezieniach maja lepiej niz
              bezdomni na ulicach? Gym, TV, psycholog, biblioteki, cieplo i.t.p.
              Innymi slowy mordercy zyje sie lepiej w wiezieniu niz biedakowi na ulicy.

              Powiedz Noida: kto gwarantuje ze zbrodniarz nie popelni przestepstwa kolejny raz?
              W latach siedemdziesiatych policja w Polsce zlapala z wielkim sukcesem
              wielokrotnego morderce, po xlatach leczenia, facet zostal wypuszczony na wolnosc
              i zamordowal kolejna osobe. Co by sie stalo gdyby takie wydarzenie dotknelo
              Ciebie osobiscie? Facet znowu trafilby do wiezienia i po kolejnycg latach
              zostalby wypuszczony i kolo sie zamyka.

              Osobiscie nie wierze w dobra ludzkosc. Uwazam iz spoleczenstwo absolutnie nie
              panuje nad swoimi odruchami. W zwiazku z czym odwolywanie sie do moralnosci
              spolecznej nie ma sensu, poniewaz jest to czysta abstrakcja.
    • noida Re: Historia przemocy. 07.12.05, 17:37
      Hm. Ja co prawda nie mam dzieci, ale mam brata, będącego akurat w wieku, kiedy
      pada się ofiarą pedofili. Zgadzam się, że jest to zbronia okrutna. Nie bronię
      pedofili jako "gatunku". Naprawdę. Zastanawiam się tylko, czy, skoro jesteśmy
      skłonni dać szansę powrotu do społeczeństwa mordercom czy gwałcicielom, to nie
      powinniśmy jej dać także pedofilom? Czy człowiek, który skrzywdził dziecko w
      taki sposób, że to dziecko nie jest tego świadome jest naprawdę gorszy od
      kolesia, który zgwałcił? A co to za różnica? Ofiary były dokładnie tak samo
      niewinne. Tak samo muszą z tym żyć. Że jak jestem dorosła to sobie łatwiej
      poradzę? A gówno prawda!! A ktoś, kto zabił dziecko? Czy jest lepszy od tego,
      kto pozwolił mu żyć?

      Zresztą to wszystko jest nieważne. Każda zbrodnia jest złem i nie ma co do tego
      wątpliwości. Ale dla mnie to jest tak, jak z karą śmierci- nie ma
      usprawiedliwienia dla niej. Bo zawsze może być ktoś, kto został niewinnie
      skazany. I tak samo z pedofilami- zawsze może się okazać, że będziemy mieli na
      sumieniu życie człowieka, który zrozumiał swój błąd i chciał go naprawić.
      Zawsze może się zdarzyć sytuacja, jak z "Minority report". Poza tym pedofile
      często sami są ofiarami podobnych praktyk. Czy nie może być tak, że pamiętają
      swój ból? Może to ich czasem powstrzymuje? Czy to wiadomo, ilu pedofili chodzi
      po ulicach, ale pamiętając, jak bardzo sami byli skrzywdzeni, nigdy nie
      ujawniają się?

      Broch- masz rację co do homo i pedofili oczywiście. Zresztą zdaje mi się, że
      wyraźnie zaznaczyłam, że ich nie porównuję. Pewnie, że mogłabym podać przykład
      hetero, tylko zdecydowanie rzadziej zdarzają się hetero, dla których własna
      seksualność jest aż tak obmierzła, że postanawiają żyć w celibacie. O ile się
      to oczywiście nie wiąże z powołaniem.

      Pozostawmy zresztą pedofili, bo jest to prawdopodobnie problem nie do
      rozwiązania. I tak źle i tak niedobrze. Zajmijmy się resztą przestępców.

      Zdaję sobie sprawę, że proces resocjalizacji jest mżonką. Zresztą ten aspekt
      sprawy akurat w ogóle mnie nie interesuje. Nie chodzi mi o to, że człowieka
      może zresocjalizować, tylko o to, że niektórzy ludzie po wyjściu z więzienia
      może nie mają specjalnej ochoty tam wrócić. I że oni jakoś chcą ułożyć sobie
      życie bez przestępstw. Nie powiecie mi, że takich ludzi nie ma. Gdyby tak było,
      to np. program ochrony świadków nie miałby zupełnie żadnego sensu. Przecież
      zeznają nie tylko ofiary przestępstw, ale ludzie związani np. ze zorganizowaną
      przestępczością. Raczej nie dawałoby się im szansy, gdyby było wiadomo, że w
      nowym miejscu założą od razu nową siatkę przestępczą, nie?

      Czy jest tak, jak mówi Brain, że jeśli człowiek raz popełni zbrodnię, to do
      końca życia zostaje kryminalistą? A jeśli tak, to czy może działać zasada, jak
      u alkoholików- jestem kryminalistą, ale od x lat nie popełniłem żadnej zbrodni?

      Moim zdaniem może.

      Ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest proste, i że kiedy jest się ofiarą
      perspektywa się zmienia. Pytanie tylko, czy perspektywa ofiary jest jedyną
      słuszną? I mówiąc szczerze- pojęcia nie mam.
      • stella25b Re: Historia przemocy. 07.12.05, 18:13
        Tak szczerze to Cie teraz nie rozumiem. Przeciez wlasnie przez resocjalizacje
        daje sie przestepcy szanse na prowadzenie normalnego zycia. Niestety, w
        wiekszosci przypadkow taki zresocjalizowany czlowiek powtarza przestepstwo.
        Pytanie brzmi: jak dlugo mozna dawac mu kolejna szanse i czy w ogole dawac mu
        taka szanse?
      • quarantine Re: Historia przemocy. 07.12.05, 18:17
        Wyłażę z dołu, żeby wydać głos protestu. Noido, włos mi się na głowie zjeżył,
        kiedy przeczytałam Twoje słowa. Wolałabym być ja zgwałcona, aniżeli miałaby to
        być moja córka. Jestem dorosłą osobą, wiem czym jest seks, rozumiem dewiacje.
        Oczywiście, że byłoby to dla mnie katastrofą zupełną. Dla dziecka to jest
        koniec życia. Taka jest różnica. Ono na wstępie zostaje zabite. Ja mogę
        próbować wrócić do rzeczywistości właśnie chociażby dla bliskich, dziecko nie
        ma żadnych szans na nic.
        Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla pedofili, gwałcicieli, zabójców dzieci i
        całej tej zgrai.
        Jestem za karą śmierci. Sprawiedliwy proces i kara śmierci.
        • monikate Re: Historia przemocy. 07.12.05, 18:53
          Podpisuję się pod tym.
        • beatanu NIE! 07.12.05, 19:12
          A ja jestem przeciwniczką kary śmierci i pewnie jej przeciwniczką umrę.
          Uważam, że NIKT nie ma prawa zabijać drugiego człowieka, nawet w majestacie
          prawa.

          Proponuję obejrzenie "Krótkiego filmu o zabijaniu" Kieślowskiego...

          Pozdrawiam!
          • beatanu Re: NIE! 07.12.05, 19:13
            Znśw zapomniałam napisać, że i na "Jabłka Adama" i na "Historię przemocy " się
            wybieram :)
            • monikate Beatko! 07.12.05, 21:43
              Chyba znowu Ci podpadłam. Widziałam "Krótki film o zabijaniu", owszem. Ja
              doskonale wiem, co masz na myśli. Ale co odpowiesz Quarantine??? Jakie są Twoje
              argumenty? Ktoś mógłby powiedzieć: a gdyby to spotkało twoje dziecko?
              • stella25b Inny tor 07.12.05, 22:19
                Wiem, ze tym postem skrece dyskusje na inny tor,przypominajac wszystkim, ze
                istnieje jeszcze profesja kata, a sprawila to Monika przypominajac "Krotki film
                o zabijaniu". Kupilam kiedys ksiazke o rodzie katow, w ktorym profesja
                egzekutora przekazywana byla z ojca na syna "Z woli boskiej i katowskiej "
                Michel Folco. Byl to debiut dobrze zapowiadajacego sie francuskiego pisarza.
                Jest to powiesc historyczna, ktora opisuje dzieje tego zawodu wraz z
                technikami, ceremoniami z ktorymi wiazala sie publiczna egzekucja od drugiej
                polowy XVII wieku we Francji. Folco ciekawie przedstawia zycie prywatne kata i
                jego pozycje w owczesnym spoleczenstwie.
              • beatanu Re: Beatko! 07.12.05, 22:27
                monikate napisała:

                > Chyba znowu Ci podpadłam. Widziałam "Krótki film o zabijaniu", owszem. Ja
                > doskonale wiem, co masz na myśli. Ale co odpowiesz Quarantine??? Jakie są
                Twoje
                >
                > argumenty? Ktoś mógłby powiedzieć: a gdyby to spotkało twoje dziecko?

                Moniko, nie podpadłaś, bo każdy ma prawo do swojego zdania. Z tego założenia
                wychodzę. I Ty masz inne zdanie na temat kary śmierci niż ja. I możemy na ten
                temat kulturalnie porozmawiać.

                A co odpowiem Quarantinie?

                Nie wiem.

                Po prostu nie potrafię sobie wybrazić sytuacji, w której śmierć sprawcy
                przestępstwa przynosi ulgę czy satysfakcję mnie, czyli matce potencjalnej
                ofiary. No nie potrafię... Coś okropnego stało się faktem i niczyja śmierć tego
                okropieństwa nie uczyni mniejszym.

                Nie wierzę w możliwość "nawrócenia" pedofila przy pomocy terapii. Wierzę w
                chemiczne lub chirurgiczne pozbawianie go popędu płciowego. Nawet wbrew jego
                (pedofila, nie popędu) woli. Tak jak wbrew woli leczy się psychicznie chore
                osoby, które stanowią zagrożenie dla otoczenia.

                Pozostałe argumenty przeciwko karze śmierci?
                Humanitarne widzenia świata. Wiem, to żaden argumnet - ale dla mnie ważny
                aspekt. Jak już wcześniej napisałam, nikt nie ma prawa do zabijania innych osób.
                Badania wykazujące, że kara śmierci nie odstrasza przestępców.
                Ryzyko nieodwracalnej pomyłki.

                Więcej mi nie przychodzi do głowy...

                Pozdrawiam!








                • quarantine Re: Beatko! 08.12.05, 07:22
                  Jak zwykle uprościłam swoją myśl do tego stopnia, że stała się niezrozumiała.
                  Nie pisałam o karze śmierci jako zemście za moje ewentualne krzywdy.
                  Pisząc, że jestem za karą śmierci, miałam na myśli funkcjonowanie tej kary w
                  prawie. Jestem po prostu za eliminowaniem skrajnie groźnych osobników ze
                  społeczeństwa. Nie mam ochoty ich utrzymywać, chociażby. Kara śmierci nie ma
                  działać jak straszak, tylko po prostu zmniejszać prawdopodobieństwo popełnienia
                  przestępstwa przez tego samego gnoja.
                  Ciekawe jak wygląda to statystycznie: pomyłki w wymierzaniu tego rodzaju kary,
                  a recydywa.
                  • dr.krisk Kara śmierci.... 08.12.05, 08:56
                    Jestem zdecydowanym przeciwnikiem. Co nie oznacza oczywiście, że (być może)
                    zatłukłbym osobiście jakąś kanalie.
                    Ale co innego moja rozżarzona do białości wściekłość, a co innego wymiar
                    sprawiedliwości... jakoś z przerażeniem myślę o ustawowym wysyłaniu ludzi
                    (nawet jeżeli to bestie) na śmierć. O instytucji kata. O sądzie,od którego
                    decyzji zależy życie lub śmierć. O pomyłkach sądowych - nieuniknionych.
                    Nie wierzę absolutnie w resocjalizację "państwową", przestępcy powinni odbywać
                    odbywać zasądzone kary w całym wymiarze (przecież ich "wzorowe" zachowanie w
                    więzieniu nie zmniejsza ciężaru zbrodni, która popełnili). Nawet jeżeli mają do
                    odsiadki kilkaset lat....
                    Jeżeli nie potrafimy, moi drodzy, na zimno zabić człowieka (a mam taką
                    nadzieję) nie żądajmy kary śmierci. Bo to jakaś hipokryzja jest....
                    • quarantine Re: Kara śmierci.... 08.12.05, 09:13
                      Czyż nie jest hipokryzją zgoda na odsiadywanie dożywocia przy jednoczesnym
                      sprzeciwie wobec kary śmierci?
                      • aaneta Re: Kara śmierci 08.12.05, 10:03
                        Dlaczego? Nie rozumiem...
                      • dr.krisk A skąd! 08.12.05, 23:23
                        Obie te kary dzieli przepaść; tak jak różni sie życie od śmierci.
                        Pomyśl zresztą o aspektach praktycznych wykonywania kary śmierci: o budowie
                        szafotu, projektowaniu instalacji elektrycznej oraz stosownego krzesła,
                        próbach.... To urzędowe uśmiercanie jest dla mnie przerażajace, właśnie przez
                        swoje sformalizowanie: "damy trochę wiecej woltów, to szybciej mu sie mózg
                        ugotuje". Dośc to straszne jest.
                        I tak łatwo jest o pomyłkę. O uśmiercenie w majestacie prawa niewinnego
                        człowieka.
                        • quarantine Re: A skąd! 09.12.05, 08:07
                          Instytucja kata jest poważnym argumentem przeciwko karze śmierci, już to
                          przyznałam.
                          Natomiast wcale nie uważam, że dożywocie jest bardziej humanitarne dla
                          skazanego. Myślę o dożywociu realnym, bez żadnej nadziei na amnestię.
                          Pomyłkowo także można odsiedzieć ze dwadzieścia lat. To już makabryczne
                          kalkulacje, ale chyba lepiej pomyłkowo umrzeć, niż odsiedzieć dwadzieścia lat
                          bez winy.
                          • stella25b Re: A skąd! 09.12.05, 09:24
                            Dla niewinnego czlowieka juz samo oskarzenie jest ciosem w plecy a co dopiero
                            jakakolwiek kara za niepopelnione morderstwo.

                            Dla mnie tylko te wszytkie kary sa nieadekwatne do popelnionego czynu. Czy
                            zycie ludzkie jest naprawde tak niewiele warte, ze ten ktory je odbiera
                            drugiemu czlowiekowi dostaje za to 15 lat a z amnestia 7?
                          • aaneta Re: A skąd! 09.12.05, 10:33
                            Quarantino droga, ja Cię bardzo proszę, przemyśl to jeszcze raz. Tylko nie
                            zastanawiaj się, czy to makabryczne czy nie, tylko pomyśl racjonalnie. Moim
                            zdaniem stwierdzenie, że "lepiej pomyłkowo umrzeć, niż odsiedzieć dwadzieścia
                            lat bez winy" jest kompletnie nieracjonalne. Wybacz, że to mówię, ale nie mogę
                            inaczej. No przecież to jest bez sensu. Dwadzieścia lat w pierdlu to dla mnie
                            byłaby niewyobrażalna trauma, ale w skali całego życia to wcale, wbrew pozorom,
                            nie jest tak dużo i potem można dalej żyć. Jakie byłoby to życie to zupełnie
                            inna historia, ale jednak życie.
                  • beatanu Quarantino! 08.12.05, 10:33
                    Przepraszam, jeżeli poczułaś się urażona moim postem. Nie miałam zamiaru
                    imputować Ci żądzy zemsty itd. Pisałam jedynie o swoich odczuciach.
                    Tylko, że kara śmierci, wykonana z innych pobudek niż żądza odwetu, też
                    pozostaje dla mnie morderstwem w majestacie prawa.

                    quarantine napisała:
                    >Kara śmierci nie ma działać jak straszak, tylko po prostu zmniejszać
                    >prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa przez tego samego gnoja.

                    Uważam, że kara dożywocia, tudzież przymusowe leczenie w zamkniętym zakładzie
                    psychiatrycznym zmniejsza ryzyko recydywy w bardziej humanitarny sposób.

                    > Ciekawe jak wygląda to statystycznie: pomyłki w wymierzaniu tego rodzaju
                    kary,
                    > a recydywa.

                    Nie znam stytystyki. Podejrzewam, że oczywiście większe jest ryzyko recydywy
                    niż pomyłki sądu. Ale to nie zmienia mojego nastawienia. Nawet jeżeli skazano
                    na śmierć "tylko" jedną niewinną osobę, to wydano wyrok śmierci o jeden raz za
                    dużo.

                    I wybacz - ale sformułowania typu "eliminowanie skrajnie groźnych osobników"
                    kojarzą mi się bardzo brzydko z działalnością dwóch wąsiastych panów w Europie
                    sprzed lat kilkudziesięciu.

                    Pozdrawiam!

                    • quarantine Beatko, 08.12.05, 10:49
                      W bojowym stanie ducha, jakim obecnie jestem nie powinnam zabierać głosu w
                      dyskusji, ale już zabrałam.
                      Mam okropne poglądy, nie te jedyne.
                      Czym innym chyba jednak jest holocaust, a czym innym eliminacja zbrodniarzy ze
                      społeczeństwa. Jestem też za dożywociem, a propos.
                      Uważam, że w przypadku wielkiej zbiorowości, jaką jest społeczeństwo, powinny
                      panować jasne zasady, właśnie jeśli chodzi o najcięższe przestępstwa. Nie mogę
                      czekać na to, aż gwałciciel się zresocjalizuje. Nie chcę na to czekać.
                      Mam bardzo skrajne poglądy. Jestem w związku z tym apolityczna i bezwyznaniowa.
                      Szanuję poglądy innych ludzi i ich chęć wybaczania. Ja tak nie potrafię.
                      Beatko, nie uraziłaś mnie w żadnym momencie. Daj spokój:)
                    • mamarcela kara smierci raz jeszcze 08.12.05, 10:59
                      Jak juz napisałam jestem przeciwniczką kary śmierci.
                      Chociaż kiedy słyszę o "wyczynach" najrozmaitszych dewiantów często mówię
                      głośno: takiego to ja bym po kawałeczku żywcem tępym nożem poczynając od .... I
                      tak w tym momencie czuję. A nawet być może gdybym takiego dewianta złapała na
                      gorącym uczynku np. katowania dziecka to wzięłabym pierwszą z brzegu patelnię i
                      przywaliłabym mu w łeb, nie myśląc, ani o skutkach, ani o konsekwencjach
                      swojego czynu.
                      Ale...
                      No właśnie, ale...
                      Proste ćwiczenie dla zwoleników kary śmierci - zrób to sam, wyobraź sobie
                      wykonanie egzekucji własnymi rękami, na zimno, po sprawiedliwym procesie
                      idziesz bierzesz siekierę, pistolet, truciznę, cokolwiek, ale nie czerwony
                      guziczek w trzecim pokoju, patrzysz bezbronnemu już w tym momencie człowiekowi
                      (nawet jeśli jest najgorszym psychopatą) w oczy i wykonujesz sprawiedliwy
                      wyrok.
                      Ja sobie tego po prostu nie potrafię wyobrazić i dlatego jestem przeciwniczką
                      kary śmierci.
                      Chociaż jestem za wprowadzerniem surowszych kar, zdecydowanie mniej luksusowych
                      więzień i obowiązku ciężkiej pracy w tychże.
                      pozdrawiam
                      • quarantine Re: kara smierci raz jeszcze 08.12.05, 11:03
                        To jest dobry argument Mamarcelo. Przemyślę to.
                        • braineater Re: kara smierci raz jeszcze 08.12.05, 11:43
                          Now me again:
                          Karze smierci również zdecydowane nie. Tyle, że na odwrót niż u Beaty i Ewy, u
                          mnie nie wynika to z humanitaryzmu, a z jego kompletnego braku. Szczerze mówiąc
                          piana mi na pysk występuje i włos się jeży wszędzie, gdy słysze o humanitarnym
                          traktowaniu pedofili czy dzieciobójców (a także gwałcicieli). Humanitaryzm mogę
                          stosować wobec wilka, ktory wparuje w stado owiec i pozagryza, czy
                          niedźwiedzia, który zaatakuje człowieka wkraczającego na jego teren. One nie sa
                          świadome swoich czynów, istnieją poza dobrem i złem. Człowiek natomiast, i to
                          jest głóny mój powód niezgadzania się z Nietzschem, nie ma mozliwości istnieć
                          poza systemami wartości. Gdy popełnia taką zbrodnię jak gwałt na dziecku, dla
                          mnie automatycznie pozbawia się miana człowieka i można, albo nawet trzeba,
                          traktować go jako przedmiot. Jako coś niebezpiecznego, coś co trzeba w jakiś
                          sposób zneutralizować. I tu byłby argument za karą śmierci, gdyby nie to, że
                          smierć nie spełnia jednego warunku, dla mnie bardzo ważnego. Nie ma
                          zadośćuczynienia, nie ma kary, nie ma ZEMSTY. A - i to właśnie jest ten
                          wybitnie niewspółczesny antyhumanitaryzm, byłaby mi w takiej sytuacji
                          niezbędna. Do tego by w jakiś sposób odzyskać równowagę psychiczną, musiałbym
                          wiedzieć, a nawet widzieć, że dany sukinsyn cierpi, i to cierpi potwornie.
                          Możecie mnie wysmiac, wykląć i w ogóle, ale ja naprawdę wierzę w terapeutyczna
                          moc zemsty, w to, że odpłacenie za krzywdy, jest w stanie wyrównać rachunki,
                          uspokoić ofiarę. Nie poradzę, ale 'oko za oko' jest jedną z nielicznych zasad z
                          którą się zgadzam, tyle że w wersji hardkorowej: oko, głowa i inne członki za
                          oko. I nie smierć a ból i cierpienie - wtedy według mnie jest sprawiedliwość, a
                          przynajmniej jakies odkupienie win.

                          Tyle.
                          Może kiedys mi się podejście zmieni.
                          • beatanu Re: kara smierci raz jeszcze 08.12.05, 12:27
                            braineater napisał:
                            >Człowiek natomiast, i to
                            > jest głóny mój powód niezgadzania się z Nietzschem, nie ma mozliwości istnieć
                            > poza systemami wartości. Gdy popełnia taką zbrodnię jak gwałt na dziecku, dla
                            > mnie automatycznie pozbawia się miana człowieka i można, albo nawet trzeba,
                            > traktować go jako przedmiot.

                            Hmmm. Wkraczam na niepewny grunt, bo zbyt mało mam wiedzy filozoficznej ale
                            spontanicznie zaprotestuję... No bo kurdę, którędy przebiega granica
                            człowieczeństwa? Osoby, którym brak VIM (violence inhibiting mechanism) - a
                            takimi zapewne jest wielu zabójców - tracą swoje człowieczeństwo? Dlatego, że w
                            pewnym momencie przekroczyli nieprzekraczalną dla większości granicę? Dlatego,
                            że nie mają w sobie umiejętności wczuwania się w innych (empatii?). Dlatego, że
                            zabrakło im fantazji? Czy mianem człowieka nie obdarzymy wtedy osoby chorej
                            psychicznie (ale niekoniecznie agresywnej!) tylko dlatego, że nie jest w stanie
                            wczuć się w sytuację bliźniego?

                            Zaczynam mącić i w końcu nie wiem do czego zmierzam, na pewno nie chodzi mi o
                            zrobienie z pedofila łagodnego baranka, któremu czegoś tam w główce zabrakło.
                            Muszą niedługo wyjść z domu. Może napiszę coś więcej po powrocie z pracy. Może
                            poukładają mi się myśli?

                            > Możecie mnie wysmiac, wykląć i w ogóle, ale ja naprawdę wierzę w
                            terapeutyczna
                            > moc zemsty, w to, że odpłacenie za krzywdy, jest w stanie wyrównać rachunki,
                            > uspokoić ofiarę.

                            Ani Cię nie wyśmieję, ani nie wyklnę. Sama wielokrotnie zastanawiałam się nad
                            terapeutyczną rolą zemsty. Pewnie coś w tym jest. Ale ja w to nie wierzę...
                            Sorry za głupawe może porównanie - ale przedwczoraj w wiadomościach oglądałam
                            reportaż ze spotkania ofiar ubiegłorocznego tsunami. Nie wiem, czy pamiętacie -
                            rok temu w tej katastrofie, głównie w Tajlandii zginęło ponad 500 Szwedów. Rząd
                            z panią minister spraw zagranicznych na czele zostali niemiłosiernie
                            skrytykowani za marazm, za braki w podejmowaniu decyzji co do udzielenia
                            pomocy, ot, po prostu za olanie biednych rodaków za granicą w potrzebie. Coraz
                            silniejsze są głosy, żeby panią minister zmusić do dymisji. Reporter przyciskał
                            jednego z uczestników spotkania, który w tsunami stracił dziewczynę. Ale
                            na pytanie - czy odejście pani F. przyniesie Ci ulgę, czy pomoże w żałobie, czy
                            będzie zadośćuczynieniem krzywd? - rzeczony osobnik odpowiedział
                            nieprzekonywująco. Powiedział: "no.. tak!" ale jego mowa ciała wyrażała coś
                            zupełnie innego.

                            A może mi się tylko zdawało? Może wstawiłam tylko swoje przekonanie, że
                            przecież żadne odejście jakiegokolwiek ministra nie wróci mi mojej
                            dziewczyny/chłopaka/siostry/matki itd...

                            Beata mącąca i ciut zestresowana

                            • braineater Re: kara smierci raz jeszcze 08.12.05, 12:36
                              Nie pokłócę się z Tobą Beatko o filozofię, bo tez nie na jakiś filozoficznych
                              założeniach swoją ocenę opieram. Możesz to nazwac intuicją, wyczuciem, zwidem
                              lub halunem, ale podejrzewam, że wiekszośc z nas ma coś takiego, że jesli są
                              świadkami jakiejś drastycznej sytuacji, potrafi sobie w głębi rozumu
                              odpowiedzieć - 'to jest skurwysyństwo najczystszej wody', a to 'to zwykłe
                              świństwo'. Są po prostu sytuacje zmuszające do natychmiastowej reakcji,
                              napiętnowania i ukarania, gdzie nawet przez chwilę, o ile ktoś wierzy, nie
                              zadrży sumienie, że robi się coś niewłasciwego.
                              Ja wiem, że to strasznie prymitywny, wręcz atawistyczny jest mechanizm, ale w
                              moim wypadku on funkcjonuje. Wiem po prostu, wiedzą niepodważalną, bo
                              niesprawdzalną w żaden sposób, kiedy w akcie zemsty mógłbym komuś zrobic
                              krzywdę. I starałbym się opierać na racjonalnych przesłankach, ale mam
                              świadomośc, że emocje mogłyby przeważyć. Dlatego, pozostańmy przy tym, że jest
                              to po prostu system na mój własny użytek, bynajmniej nie nadający się do
                              szerokiego rozpropagowania.

                              Pozdrawiam
                      • griszah Re: kara smierci raz jeszcze 08.12.05, 11:32
                        Mamarcelo wkleję to co pisałem chyba równolegle z Tobą - chociaż to będzie
                        trochę powielanie tego co Napisałaś w kwestii "zrób to sam".
                        Myślę, że prawdziwy stosunek do kary śmierci wyjść może dopiero przy
                        bezpośrednim zetknięciu się ze zbrodnią, mordercą. Przeciwnicy kary śmierci
                        powinni sobie odpowiedzieć, czy są w 100% pewni, żę w przypadku kiedy ofiarą
                        jest np. własne dziecko będą konsekwentni w poglądach. Zwolennicy powinni się
                        postawić w roli osoby, która własnoręcznie naciska guzik zapadni, uruchamia
                        fotel elektryczny czy strzykawkę z trucizną mającą na celu uśmiercenie mordercy
                        kogoś im nieznanego. Ja, mimo że jestem chrześcijaninem, katolikiem co powinno
                        (zgodnie z doktryną) jednoznacznie określać mnie jako przeciwnika kary śmierci,
                        nie potrafię jednoznacznie się zdeklarować, bo naprawdę nie wiem jak bym się
                        zachował zarówno w jednej jak i w drugiej sytuacji. I mam wielki dylemat
                        moralny, którego mam nadzieję nigdy nie będę musiał rozstrzygać w praktyce.
                        Pozdrawiam.
                        • quarantine Re: kara smierci raz jeszcze 08.12.05, 11:50
                          To bardzo mądry post, Griszah.
                          Uświadamia mi on jednak, że kara śmierci jest elementem prawa, które należy
                          ustanowić albo nie, niezależnie od światopoglądu.
      • mamarcela Re: Historia przemocy. 07.12.05, 22:19
        Ja może jako jedyna wśród Was nie tylko byłam szkolona na okoliczność przemocy,
        ale jeszcze na dodatek miałam z przestępcami osobiście do czynienia. Ba, z
        niektórymi z nich łączył mnie nawet stosunek emocjonalny. Mieli wówczas po 12-
        15 lat. A poniewaz było to ponad 17 lat temu więc przypuszczalnie teraz
        większość z nich jest wielokrotnymi recydywistami. Chociaż mam nadzieję, że nie
        wszyscy. Niektórzy z nich to były naprawdę kochane dzieciaki, aich bagaż
        doświadczeń był taki, że większość z dorosłych nie jest w stanie sobie tego
        nawet wyobrazić. Kto jest temu wszystkiemu winien? Dorośli? A może raczej
        spirala przemocy, której oni byli produktem, choc pewnie nie finalnym, bo oni
        też mają, czy będą mieli dzieci.
        Osobiście wierzę w możliwość tzw. resocjalizacji,ale nie wierzę w
        resocjalizację instytucjonalną. Powiem inaczej - przypadki resocjalizacji
        oczywiście się zdarzają, ale są to nadal jedynie przypadki.
        Niedawno oglądałam dokument o wielokrotnych recydywistach, ktorzy zajmowali się
        upośledzonymi mieszkającymi w domu pomocy społecznej. Znakomicie i z wielkim
        sercem sie zajmowali. Ale byli to "normalni" przestępcy",bo w resocjalizację
        pedofili i inych psychopatów po prostu nie wierzę.
        Zdecydowanie jestem przeciwko karze śmierci, ale nie wiem, czy gdyby ktos
        zrobił krzywdę moim dzieciom sama nie użyłabym przemocy. Jest to zresztą jedyna
        okoliczność, w której mogłabym sie do niej posunąć.
        pozdrawiam
        mamarcela bardzo nieskładna i na dodatek z zepsuta klawiaturą
    • eva.68 Trochę off ale niezupełnie 08.12.05, 08:37
      wiadomosci.onet.pl/1299640,2677,kioskart.html
      To chyba właśnie ta spirala przemocy, o której pisała Mamarcela, w jednej z
      odsłon.
      • daria13 Re: Trochę off ale niezupełnie 08.12.05, 10:50
        Wczoraj chorowałam tak bardzo, że tylko w łóżku, pod dwiema kołdrami nie było
        mi zimno, więc nie mogłam się włączyć w dyskusje zarówno w tym wątku, jak i w
        pozostałych. Kiedy dziś przeczytałam Wasze wypowiedzi uświadomiłam sobie, że
        nic chyba nowego ani mądrego nie wniosę, ale może zaprezentuję swoje
        stanowisko.
        Pokrótce: Jako matka dzieciom podpisuję się pod wypowiedzią Beaty na temat
        farmakologicznych środków zaradczych wobec pedofili, bo w ich nawrócenie nie
        wierzę, nie umiem też wzbudzic w sobie współczucia wobec ich chorych zachowań.
        Chyba rozumiem Noidę, bo sama też zawsze staram się zrozumieć pobudki bandytów,
        co nie zawsze mi się zresztą udaje, bo są zbrodnie tak niezrozumiałe i tak
        potworne, że nijak nie da się ich rozpracować. Jestem też bardzo naiwna i
        wierzę jednak w to, że resocjalizacja odpowiednio poprowadzona (jak choćby
        właśnie praca z dziećmi czy z osobami upośledzonymi)w niektórcyh (pewnie
        nielicznych) przypadkach może odnieść skutek.
        Ludzie, którzy katują maleńkie dzieci są dla mnie bestiami, jak to zostało
        nazwane w przytoczonym artykule i muszą być przykładnie karani, bo temu
        zjawisku koniecznie trzeba dać odpór. Nie umiem tego pojąć i chyba nigdy nie
        będę umiała.
        Jestem przeciwniczką kary śmierci z dokładnie takich samych powodów, z jakich
        jest przeciwnikiem dottore.
        Czy ktoś w Was widział film Parkera Życie za życie (Life of David Gale) z
        Kevinem Spacey'em? To dobry przyczynek do dyskusji wokół kary śmierci. Dla mnie
        bardzo poruszający, choć chłodno przyjęty przez krytyke. Tym, którzy nie
        widzieli gorąco polecam.
        • mamarcela zupełnie off 08.12.05, 11:22
          Czy niektórzy forumowicze w tym Daria numero treize, do których wyłałam
          wxczoraj maile, mogliby na nie w łaskawości swojej odpowiedzieć, a nie zmuszać
          mnie do ciągłego latania do skrzynki. Jednocześnie umacniając mnie swoją
          obojętnością (że nie powiem pogardą) w dominującym we mnie przekonaniu, że
          jednak jestem do d... w w wirtualu i realu.
          to nie kokieteria
          • mamarcela Re: zupełnie off cd. 08.12.05, 11:23

            • mamarcela Re: zupełnie off cd. 08.12.05, 11:24
              cd. więc uprzejmie uprasza się o niezaprzeczanie
              mamarcela, która swoje wie, z szalejącą klawiaturą, nabijającą licznik postów
              sorry
    • nienietoperz Re: Historia przemocy. 08.12.05, 11:23
      Postaram sie po kolei pisac, co mi sie w glowie uklada.

      Karze smierci jestem przeciwny w sposob zdecydowany. Quarantine - czyzbys
      domagala sie kary smierci dla wszystkich "pedofili, gwałcicieli, zabójców dzieci
      i całej tej zgrai."? Gdzies jest granica? Moze w wieku lat 14 ofiary? 12? A
      kiedy ktos probowal, a mu sie nie udalo - zabic profilaktycznie, zgodnie z idea
      nieistniejacej resocjalizacji? A jesli ktos ogladal zdjecia erotyczne dzieci w
      sieci - to juz jest pedofil, czy jeszcze nie? Likwidujemy, czy tylko publikujemy
      adres i dane osobowe?

      Cytujac znow: "Kara śmierci nie ma
      działać jak straszak, tylko po prostu zmniejszać prawdopodobieństwo popełnienia
      przestępstwa przez tego samego gnoja." - jesli nie mamy ochoty utrzymywac
      bandytow (a nie mamy), to najlepiej likwidowac dowolnych skazanych, albo chociaz
      obcinac rece, zamiast zamykac w wiezieniach.

      Monikote - "Ktoś mógłby powiedzieć: a gdyby to spotkało twoje dziecko?".
      Pytanie jest bez sensu, jasne, ze w takich sytuacjach trudno liczyc na trzezwy
      osad. A gdyby spotkalo to Twoich rodzicow? Siostre? Jestem przekonany, ze gdyby
      ktos skrzywdzil moich bliskich, bylbym go gotow powiesic a nastepnie
      pocwiartowac. Wlasnie po to sa sady, w odroznieniu od samosadow.

      Uwagi Brocha o Hollywoodzie jak rozumiem byly skierowane do mnie. Nadal polecam
      'Woodsmana', bo, jak z uwag rozumiem, maestro Broch go nie widzial. Roznice
      miedzy dziecmi i doroslymi rozumiem, niemniej jednak olbrzymia wiekszosc ofiar
      zbrodni jest relatywnie bezbronna, niezaleznie od wieku. Uwagi Quarantine
      dotyczace "rozumienia seksu, dewiacji, etc." sa lagodnie mowiac bez zwiazku -
      czy naprawde uwazasz, ze pomogloby Ci to, kiedy bylabys ofiara? Rownie dobrze
      mozan pisac: 'Dziecko nic nie rozumie, wiec mu nie zaszkodzi' - idiotyczne, prawda?

      Ogolnie - przekonuje mnie wylacznie surowosc, a przede wszystkim nieuchronnosc
      kary; kary, a nie wakacji w osrodku resocjalizacyjnym; dozywocia bez prawa laski
      zamiast kary smierci; ograniczenie 'psychologicznych technik' unikania
      odpowiedzialnosci. Jesli zdiagnozowane chore tendencje - byc moze leczenie
      farmakologiczne.

      Gorace pozdrowienia dla Noidy za uczciwe rozpoczecie sensownej dyskusji, za
      przedstawienie swoich watpliwosci bez (albo mimo) obaw o krytyke.
      Uklony dla wszystkich dyskutantow,
      Nienietoperz
      • broch Re: Historia przemocy. 08.12.05, 19:14
        "Uwagi Brocha o Hollywoodzie jak rozumiem byly skierowane do mnie. Nadal polecam
        'Woodsmana', bo, jak z uwag rozumiem, maestro Broch go nie widzial. Roznice
        miedzy dziecmi i doroslymi rozumiem, niemniej jednak olbrzymia wiekszosc ofiar
        zbrodni jest relatywnie bezbronna, niezaleznie od wieku."

        Primo bylo do noidy (moj post w zadnym momencie nie pojawil sie pod Twoim
        (Marceli jest pod Twoim)
        Secundo film to tylko film. Nawet najbardziej wstrzasajacy (ogladasz w fotelu a
        potem (lub w trakcie) przezywasz. Zawsze po kawe siegnac mozna)
        Tertio nie idzie o bezbronnosc fizyczna. Dzieci nie radza sobie dorosli moga.
        Ze dwa lata temu ogladalem program poswiecony pedofilii oraz generalnie
        kradzeniu dzieci. M.in. wyszlo na to ze dorosli duzo lepiej znosza tego typu
        zdarzenia. Nie ma w tym absolutnie nic odkrywczego. Obawiam sie jednak ze
        roznice miedzy doroslymi a dziecmi sie sa dla Ciebie oczywiste. :)))

        Argument o bezbronnosci doroslych jest bledny. Po pierwsze nie idzie o
        bezbronnosc fizyczna, po drugie dziecko racjonalizowac nie potrafi po trzecie
        dorosli znacznie skuteczniej niz dzieci radza sobie w skrajnych sytuacjach. Jak
        wspominalem, statystyka jest rowniez przeciw argumentowi stawiania znaku
        rownosci miedzy dziecki ofiarami przestepstwa a doroslymi ofiarami przestepstwa.

        Poniewaz psychologia nauka nie jest, w zwiazku z czym prewencji stosowac nie
        mozna, mozna za to zamknac do wiezienia bez prawa apelacji. Powinno to dotyczyc
        kazdego przestepstwa z premedytacja przeciw zyciu i zdrowiu.


        "Jesli zdiagnozowane chore tendencje - byc moze leczenie farmakologiczne."
        Leczenie farmakologiczne? A skad wiesz ze bylo skuteczne? Czym to sie rozni od
        leczenia mordercow ktorzy popelnili zbrodnie "w stanie niepoczytalnosci" i po 10
        latach wychodza na wolnasc (i robia to samo co dawniej).


        "A jesli ktos ogladal zdjecia erotyczne dzieci w sieci - to juz jest pedofil,
        czy jeszcze nie"
        Oczywiscie ze jest. W Anglii jakis czas temu mial miejsce skandal ze slawa
        artystyczna: facet mial na dysku cala kolekcje dzieciecej pornografii.
        Moim zdaniem powinien pojsc do wiezienia.
        Oczywiscie jest roznica miedzy ogladaniem a uczestniczeniem. "Ogladacz" po
        odsiadce powinien byc wypuszczony na wolnosc ale kontrolowany do konca zycia.

        Utrzymywanie przestepcow? Ja sie na to godze jesli jest zachowana jakas logika
        (tzn ludzie na wolnosci zyja lepiej niz przestepcy w wiezieniu). Przeciez czesc
        z mojej pensji idzie na policje. Godze sie na utrzymywanie przestepcow w
        wiezieniu, poniewaz to gwarantuje bezpieczenstwo na ulicach.
    • mamarcela Przemoc a... 08.12.05, 16:10

      • mamarcela Re: Przemoc a... 08.12.05, 16:16
        u niektórych sam sie rozgryza orzech, a u mnie się same posty wysyłają
        a potem okaże się, że Braina w ilości przeskoczyłam

        No, ale revenons a nos moutons - trochę off topic to postu Noidy, ale jak
        naibardziej in topic jeśli chodzi o przemoc. Tematy do zastanowienia na
        popołudnie:
        przemoc a władza
        przemoc a bezsilność

        pozostawiam szanowne TWArzystytwo z tymi topicami
        sama udaję się na zebranie połączone z kiermaszem, na którym sprzedawane będzią
        między innymi moje wyroby cukiernicze, czyli jest szansa, że wrócę jeszcze
        grubsza
        pozdrawiam
        mamarcela in the travel
    • naked_royal_family_member Re: Historia przemocy. 08.12.05, 21:07
      no kiedys pojawila sie w mojej glowie taka idea, i nie wiem, jak sie jej pozbyc, ze trzebaby bylo ulatwic
      samobojstwo w wiezieniach, zwlaszcza w przypadku osob skazanych na dozywocie.

      wiecie, facet wchodzi do wiezienia, i mowi mu sie: panie, prosze wiedizec, ze moze pan prosic o taki
      pakiecik, jak w Szwajcarii [tu rozmowa ewentualna z psychologiem, etc], i to panu umozliwi przyzwoite
      zejscie.

      ja nie rozumiem dlaczego sie tym ludziom zabiera sznurowadla i krawaty, no nie rozumiem (ach,
      pamietacie te scene w Petli Hasa??! no, tu Fijalkowskiego by mi bylo zal)

      no mowie na serio, tak.

      argument przeciwko karze smierci: no instytucja kata glownie, prawde mowiac. z braineaterem w
      kwestii zemsty nie zgadzam sie wcale, swoja droga, i wydaje mi sie, ze quarantine ma dobre intuicje,
      jesli chodzi o zrozumienie pojecia kary, a nietoperz ma racje, jesli chodzi o instytucje sadu.

      czesc!
    • noida Jeszcze jeden trudny przypadek. 14.12.05, 13:06
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,3065440.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka