Dodaj do ulubionych

wątek dla schłodzenia emocji

15.12.05, 19:27
Tak jakoś konfliktowo się zrobiło a ja właśnie umyłam ręce ubabrane burakami,
(robiłam zakwas na święta, bo tutaj nie mogę sobie pobiec do najbliższego
sklepu spożywczego i barszcz kiszony kupić:( i wpadłam na pomysł wątku pod
tytułem: bez jakiej potrawy nie jesteś sobie w stanie wyobrazić wigilijnego
stołu?

Dla mnie jest to barszcz z uszkami :)

Beata o amatorskich zapędach etnograficznych
Obserwuj wątek
    • noida Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:29
      Jakbym miała wybrać tylko jedną, to bez pierogów z kapustą i grzybami.
      • beatanu Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:33
        noida napisała:

        > Jakbym miała wybrać tylko jedną, to bez pierogów z kapustą i grzybami.

        Może być więcej! Mnie to szalenie interesuje :)
        A kapusta w pierogach kiszona czy nie?

        • noida Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:36
          Pojęcia nie mam. Moja ciotka je zawsze robi i przywozi gotowe. Ale chyba
          kiszona.
          A poza tym kompot z suszu. Reszta może być wymiennie, to znaczy zamiast
          barszczu może być grzybowa (chociaż lubię barszcz, bo lubię uszka ;), nie mam
          sentymentu do karpia smażonego, ani do śledzi w różnych postaciach, jak dla
          mnie mógłby być łosoś i koktail z krewetek. Tylko pierogi muszą być.
      • braineater Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:33
        pełna zgodnośc z Noideczką, ale w sumie brak karpia tez by mnie zabolał.
        Natomiast nie napiszę, czego z potraw Wigilijnych nie lubię, bo zajęło bo to ze
        3 posty:)

        P:)
        • monikate Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:35
          Zupa grzybowa z suszonych grzybów z lanymi kluseczkami autorstwa mojej mamy
          • staua Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:38
            Zaczynam juz w ten weekend, bo musze gromadzic produkty. Wczoraj, o dziwo, udalo mi sie kupic w
            zwyklym supermarkecie mak, po ktory zazwyczaj musialam jezdzic do polskiego sklepu.
            Planuje (na cale Swieta):
            pasztet
            piernik
            makowiec
            salatke jarzynowa
            zupe - pewnie grzybowa, jak uda mi sie dostac suszone grzyby
            bigos
            sledziki rozmaite
            rybe (nie karpia, niestety) w galarecie. Pewnie catfish albo halibut....
            • beatanu święta wielonarodowościowe 15.12.05, 19:45
              Stauo, a macie jakieś wtręty rumuńskie?
              Przyznam, że nie wiem nic a nic o tradycjach bożonarodzeniowych z kraju Twojego
              męża. Mogłabyś ciut opowiedzieć?

              Podziwiam Cię za makowca. I zazdroszczę, że masz na tyle samozaparcia. Mnie od
              wielu lat odeszła ochota na papranie się z mieleniem maku. Często dostaję kawał
              domowego makowca od przyjaciółki :) Sama robię za to pyszny sernik. chociaż
              twarogu tutaj nie ma...


              • staua Re: święta wielonarodowościowe 15.12.05, 19:53
                A ja robie makowca od dwoch lat i odkad go robie, wydaje mi sie juz latwy! Moja mama nidgy nie
                robila, jedynie babcia ze strony ojca piekla makowce dla calej rodziny i byla uwazana za boginie
                wypiekow, a teraz wydaje mi sie to przesadzone! Moj makowiec to kombinacja przepisow z ksiazki
                Marka Lebkowskiego "Najlepsze przepisy kuchni polskiej" i Musierowicz "Lasuch literacki". Sernika
                Mihai nie lubi, a szkoda, bo ja lubie bardzo i twarog mozna tu kupic, ale zrobilam tylko raz.
                Rumunska tradycje bozonarodzeniowa znam duzo mniej niz wielkanocna - jakos tak sie skladalo, ze w
                Rumunii bywalismy na Wielkanoc tylko. Pieczemy cozonac, taka babke drozdzowa, ktora mi nigdy nie
                wyszla (jest ona tradycyjnym wypiekiem na obydwa swieta). Duzo jedza wieprzowiny, np. swinska skore
                pieczona na chrupko! Niestety, nie robie tego, wiec swieta mamy raczej polskie...
                Inne, nie-jedzeniowe tradycje sa podobne - chodza kolednicy w przebraniach, jest msza w nocy (nie
                wiem, czy mozna ja nazwac pasterka), choinka...
                A jak Wy laczycie tradycje?
                • beatanu Re: święta wielonarodowościowe 15.12.05, 23:37
                  staua napisała:
                  > A jak Wy laczycie tradycje?

                  Chyba jednak bardziej po szwedzku niż po polsku... Pierwszy szok dla Polaka, to
                  fakt, że w Wigilię je się specjalnie na ten dzień przygotowaną szynkę :)
                  Gotowaną, panierowaną, z musztardą, przecierem jabłkowym (sic!) i suszonymi
                  śliwkami. I z maczanką w wywarze z szynki - patrz post pod wigilijnymi
                  propozycjami Zapalniczki. Je się śledzie i łososia na sposoby przeróżne - na
                  słodko-kwaśno, wędzone, solone, jako składniki sałatek. To na lunch. Wieczerzę
                  zaczynamy od barszczu z uszkami, potem wjeżdza ryba suszona, moczona w
                  roztworze ługowym, później moczona w wodzie i w końcu pieczona. Galaretowata
                  (odstraszająca wielu) konsystencja, smak nierybi-niezydentyfikowany, do tego
                  pyszny sos beszamelowy. ziemniaki, groszek albo coś innego zielonego. Na deser -
                  sernik, i szwedzki odpowiednik kutii(?) ryż gotowany na mleku na słodko, z
                  cynamonem (coś dla Noidy?) i ukrytym migdałem. Kto znajduje migdała - albo
                  zmienia stan cywilny w te pędy , albo tak w ogóle będzie miał szczęście w
                  mnadchodzącym roku :)

                  Już nie przynudzam. Dobranoc!
                  • marquis Re: święta wielonarodowościowe 15.12.05, 23:43
                    > Kto znajduje migdała zmienia stan cywilny w te pędy"

                    Czyli jak mężatka znajdzie migdała, to znaczy że się rozwiedzie albo owdowieje?
                    • beatanu Re: święta wielonarodowościowe 16.12.05, 00:03
                      marquis napisał:
                      > Czyli jak mężatka znajdzie migdała, to znaczy że się rozwiedzie albo
                      owdowieje?
                      Enochybanie :) Chodzi o zamążpójście/ożenek ale nie chciało mi się pisać, bo to
                      po polsku takie długaśne... Od ładnych paru lat nie wkładamy żadnego migdała i
                      problem z głowy! Ani córki za mąż się za szybko nie wydadzą (nic nie wiem o
                      wpływie migdała na zawiązanie się konkubinatu :), ani nikt nie będzie bardziej
                      szczęśliwy niż inni. Nie pisałam już kiedyś, że Szwecja to kraj bardzo
                      egalitarny?

                      ;)
                      • marquis Re: święta wielonarodowościowe 16.12.05, 08:47
                        Chyba nie pisałaś, ale doszły nas juz słuchy o owym egalitaryzmie. I to się
                        rozgrywa pod okiem króla (sic!). Czase monarchie są bardziej cywilizowane niż
                        republiki :)
                  • staua Spojrz Beata 16.12.05, 17:54
                    taki watek byl na rumunskim forum, to w zasadzie jedyny szerszy wpis:
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25616&w=33038915&a=33209031
                    • beatanu Re: Spojrz Beata 16.12.05, 20:56
                      Dziekuje!

                      :)
        • beatanu Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:38
          braineater napisał:
          > ale w sumie brak karpia tez by mnie zabolał.
          > Natomiast nie napiszę, czego z potraw Wigilijnych nie lubię, bo zajęło bo to
          >ze 3 posty:)

          A karp gotowany, smażony, w galarecie?
          A mnie właśnie tej rybki w ogóle nie brakuje :) Zawsze śmierdziała mułem, a w
          dodatku często nie miał jej kto uśmiercać.

          :)

          • braineater Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:44
            smażony oczywiście, do tego kiszona kapucha z grzybami - nie suszonymi, tylko
            takimi białymi.
            • mamarcela Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:48
              Takie białe to albo pieczarki, albo sromotniki. Smacznego
              mamarcela in the mood for kill
              • staua Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:53
                Jestem za sromotnikiem. Przypomnial mi sie tez tort z muchomorow (Tokarczuk, ktos mowil, ze jets
                nudna...)
                • eva.68 O muchomorach 15.12.05, 22:05
                  ... znam historię prawdziwą. Opowiadała ją moja babcia. Otóż dawno, dawno temu
                  (na pewno przed II wojną, a może nawet przed I, ale to nie takie istotne),
                  kiedy babcia była małą dziewczynką, została na świecie sama (wtedy jakoś często
                  się takie rzeczy zdarzały). "Zaopiekowała" się nią ciotka i robiła to tak
                  skutecznie, że babcia postanowiła zakończyć swój smutny żywot na tym padole. W
                  tym celu nazbierała sobie muchomorów, ugotowała w rondeleczku, spożyła i udała
                  się do obowiązków (pasła gęsi). W niedługim czasie zmorzył ją sen. I pomyślała
                  sobie, że to już ostatni sen, w jaki zapada... I BARDZO BYŁA ZDZIWIONA, kiedy
                  się obudziła.
                  • noida Re: O muchomorach 15.12.05, 22:09
                    Ojej. Biedna babcia. A swoją drogą zapewne uratowało ją to, że muchomory
                    ugotowała. Jakby nie ugotowała to mogłoby być gorzej. Albo to nie były takie
                    całkiem muchomory ;-) Albo też babcia miała końskie zdrowie...

                    Z kolei moja prababcia podawała na stół grzyby powszechnie uznawane za
                    niejadalne, już nie pamiętam jakie, i nikomu nie szkodziły. W ogóle twierdziła,
                    że każdego grzyba można zjeść, jeśli go odpowiednią ilość razy
                    wcześniej "wygotować".
                    • eva.68 Re: O muchomorach 15.12.05, 22:16
                      Też mi się zdaje, że gotowanie odebrało im moc.
                      Moja druga babcia też zbierała grzyby, których normalni ludzie nie zbierają.;)
                      Mieszkała na Suwalszczyźnie, prawie w lesie i wiedziała na ten temat sporo. Ja
                      natomiast zupełnie się na tym nie znam. I całkiem mi z tym dobrze. Mogłabym
                      mieć mniej szczęścia od babci nr 1.
                      P:)
                  • brunosch O muchomorach 16.12.05, 13:53
                    Brr, strasznie jej musiało być w życiu, skoro obmyślała samobójstwo. Całe
                    szczęście że pewnie wzięła najpospolitsze muchomory, te czerwone w białe cętki.
                    One w zasadzie nie są mordercze. Mogą przeczyścić, wywołac torsje, w sytuacji
                    ekstremalnej uszkodzić wątrobę lub nerki, ale niewiele więcej, zwłaszcza po
                    ugotowaniu. W Polsce jest tylko jeden śmiertelnie trujący muchomor sromotnikowy.
                    Podstępna to bestia - z jednej strony podobna do kani, a z drugiej do pieczarki.
    • marquis Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:41
      Musi być kutia, którą sam przyrządzam od ponad 10 lat (wedle starych receptur -
      jakby kogo interesowało, to opowiem).

      A poza tym nie może zabraknąć (i jeszcze nigdy nie brakło):
      - uszeczek z grzybkami plus barszczyk,
      - pierożków z kapustką i grzybkami (ewentualnie rogaliczków czy jak kto woli
      pasztecików),
      - karpiątka smażonego z krążeczkami cebulki,
      - sosiku greckiego (choć co to za sosik, który jest właściwie sałateczką).
      • marquis a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:13
        jak widzę po odzewie, wszystkich to wali, za przeproszeniem :(((
        • staua Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:16
          Mnie nie wali :-) chcialam zapytac o Twoj przepis na kutie (znam jeden, z wyzej wspomnianej ksiazki
          Lebkowskiego), ale utkwilam w polemikach okolozapalniczkowych. Nie wiem co prawda, czy udaloby mi
          sie dostac pszenice, ktora, jak mi sie wydaje, jest nieodzowna?
          • marquis Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:23
            Pszenica jest nieodzwona. Ja w ogóle nie rozumiem, jak można robić kutię z ryżu
            (jak to niektórzy czynią). To jest profanacja!
            • staua Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:28
              To podaj ten przepis, bo jestem ciekawa. Moze pszenica bedzie w sklepie ze zdrowa zywnoscia (a Ty
              skad ja bierzesz?)
              • marquis Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:34
                Do Stauej:
                No powinna byc w sklepach ze zdrową żywnością, ale można przed Świętami dostać w
                spożywczakach również. Co do przepisu, to myślę, że jest bardzo klasyczny - i
                bardzo dobrze, bo też nie o awangardę tutaj idzie. Pszenica, miód, orzechy,
                migdały, rodzynki, mak mielony trzykrotnie, trochę aromatu migdałowego (wiem, że
                to sztuczne, ale ja tam lubię konretny aromat, a nie udawanie, że "tak pieknie
                migdałami pachnie"). Na drugi dzień, czyli w Wigilię, jak się już trochę
                przegryzie, dodaję gęstą śmietanę (ale nie za dużo, tylko dla "zabielenia", nie
                można zrobić z tego zupy). Ostatecznie to musi mieć dość zwartą konsystencję,
                jak sałatka mniej więcej.

                Do Beaty:
                Tak czy owak, mnie chodziło w ogóle o sam fakt, że jest kutia. Jak już Beata o
                zapędach etnograficznych zazęła, to mogła się zainteresować, w końcu nieczęsto
                się podaje kutię. Wrrrrrr ;)))) Ale Beatko, ja bardzo Cię lubię, tylko
                ponarzekać sobie czasem muszę :)
                • noida Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:46
                  Beata o zapędach etnograficznych najwyraźniej zajęła się burakami, bo nie
                  odzywa się od dłuższej chwili i chyba temu "zadzięczasz" jej brak
                  zainteresowania :-)
                  • marquis Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:48
                    No tak, buraki, teraz wszystko jasne ;)
                • staua Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 20:50
                  W Stanach moze byc problem... Ale jak znajde, to zrobie i kutie, czemu nie. Proporcje dowolne, czy
                  pszenicy najwiecej?
                  A ta smietana gesta, to kremowka, czy rzadsza?
                  Wszystko (oprocz pszenicy, ktorej nie probowalam) smakuje swietnie. I ja sie to je? Z czym? Sama kutia
                  nakladana na talerz jak salatka, z herbata?
                  • marquis Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 21:04
                    Ale pszenica jest najlepsza, bo np. ryż jest miękki, a pszenica jest taka
                    bardziej no wiesz, kaszowata i bardziej "chrupiąca" (nie wiem, jak to
                    zepitetować, ale wiesz, co mam na mysli?). Proporcje na oko, ale oczywiście
                    pszenicy najwięcej, bo inaczej będzie za słodkie. Śmietana kremówka, a jakże
                    (chociaż mama załatwia taką ze wsi). Nie wiem, jak się powinno jeść, ale ja jem
                    normalnie tak jak sałatkę, czyli nakładam sobie na talerzyk deserowy i jem
                    (łyżeczką, ale jak ktoś woli, to niech sobie je widelczykiem). Do kawy albo herbaty.
                    • staua Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 21:05
                      Pszenice ugotowac? Dlugo?
                      • brunosch Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 21:10
                        jak nie dostaniesz pszenicy to użyj pęczaku. To też pszenica :) gotuj do
                        miękkości al dente. Potem miesza się z mielonym przegotowanym makiem, miodem i
                        bakaliami. U nas podaje się bez śmietany. Konsystencja podobna do dobrych lodów,
                        czyli zwarta.
                        • marquis Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 21:12
                          Ludzie, no toż ja mówię o pęczaku. To jest pszenica, jak słusznie zauważyłeś.
                          Przecież nie będę się z ziarnami pszenicy bawić.
                          • staua Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 21:21
                            A, OK, peczak jest w polskim sklepie. To zrobie.
                            • marquis Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 21:23
                              No! Składniki dodawaj na oko i smak. Tak najlepiej wychodzi.
                          • brunosch pęczak! 15.12.05, 21:35
                            znam taką jedną tradycjonalistkę,która kupuje pszenicę, parzy ją, potem owija w
                            płócienny worek i tak długo tłucze i wałkuje, aż zejdzie łuska z ziaren. Potem
                            dopiero gotuje ziarno do miękkości. Robota dla robota. Człowiek przy tym wymięka.
                            • marquis Re: pęczak! 15.12.05, 21:46
                              Jestem pełen podziwu, mnie nie starczyłoby chyba cierpliwości :)
                      • marquis Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 21:11
                        Ugotować. Nie wiem dokładnie, bo zawsze zlecam to mamie, która jako jedyna umie
                        obsłużyć enerdowski szybkowar :) Tak, żemy była zjadliwa, ale nie rozmemłana.
                        Lepsza al dente ;)
                • beatanu Re: a ja robię kutię i.. 15.12.05, 22:51
                  marquis napisał:
                  >Do Beaty:
                  > Tak czy owak, mnie chodziło w ogóle o sam fakt, że jest kutia. Jak już Beata o
                  > zapędach etnograficznych zazęła, to mogła się zainteresować, w końcu nieczęsto
                  > się podaje kutię. Wrrrrrr ;))))

                  Ło jezu, gdybym wiedziała, że tak się przejmiesz...
                  Od kompa odstawiono mnie parę godzin temu, córki też mają prawo do pogadania z
                  wirtualnymi (i nie tylko) przyjaciółmi :)

                  Raczej nie buraki mnie zajęły, jak sugerowała Noida, bo te już pływają w wodzie
                  z czosnkiem i kawałkiem chleba na zakwasie, tylko lektura przedprzedostatniej
                  Polityki:)
                  A kutii nigdy nie jadłam, nie ze wschodu moje korzenie - ale zawsze mnie
                  fascynowała. Może kiedyś zrobię na próbę? Dzięki za wskazówki w przyrządzaniu
                  takowej!

                  Beata, której nieobca potrzeba ponarzekania sobie od czasu do czasu


      • noida Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 20:16
        U mnie kutię robi siostra, zapewne też według starych receptur, więc
        przepraszam, że się nie interesuję ;-)
        • marquis Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 20:21
          Ale ja głównie do Beaty piję, bo innych to się dopytuje czy rybka smażona czy
          gotowana, czy pieorżki z kapuistą kiszoną czy nie, a mnie się olewa! ot co, mam
          dzisiaj duże potrzeby "społeczne" (czytac: proszę łechtać moje "ego"). Proszę
          bardzo, taki Brainy (a może kto inny) to mi w myślach poczytał, że mi trza
          ciepła i dostałem znienacka administrację forum w prezencie :)
          • beatanu Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 22:55
            marquis napisał:

            > Ale ja głównie do Beaty piję, bo innych to się dopytuje czy rybka smażona czy
            > gotowana, czy pieorżki z kapuistą kiszoną czy nie, a mnie się olewa! ot co,
            mam
            > dzisiaj duże potrzeby "społeczne" (czytac: proszę łechtać moje "ego").

            Połechtałam Twoje ego ciut wyżej :) I nie olewam Cię ani odrobinkę...

            Beata zapewniająca o swojej niewinności w sprawie domniemanego olewania TWAcza
            o nicku Marquis
            • marquis Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 22:58
              No to wypijmy, jak to śpiewali w Traviacie w pierwszym akcie: "Libiamo, libiamo!"
    • brunosch Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 19:49
      no, z pewnością bez kapusty z grzybami nie można sobie wyobrazić Wigilii. Bo
      zamiast karpia może być wszelka inna ryba (byle panierowana i z masła!), barszcz
      z uszkami i tak występuje zamiennie z zupami grzybową i rybną, ale bez kapusty,
      brunatnej od grzybów - nie ma świąt.
      Za to bez trudu wyobrażam sobie święta BEZ karpia po żydowsku, niestety reszta
      rodziny uważa że jego brak unieważniłby Święta. W dodatku wmówili sobie, że
      tylko ja potrafię go odpowiednio przyrządzić ;)
    • blue.berry Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 20:05
      ja w ogole jestem gigantycznym fanem wigilijnego stolu:))
      ale najwazniejsze sa dwa dania: barszcz z uszkami ( a uszka u nas sa cudne,
      malutkie i z grzybami, opienkami oraz !! sledziami!!) oraz pierogi z kapusta i
      grzybami. w zadnym innym czasie tak nie smakuja jak wtedy:))
      • noida Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 20:08
        A ja je tak lubię, bo tylko wtedy mogę je zjeść. Ja nie umiem robić pierogów, a
        mojej mamie się nie chce. A kupne to co innego.
      • beatanu o uszkach ze śledziami 15.12.05, 22:58
        Niesamowite! Nigdy o takich nie słyszałam! Masz jakiś przepis?

        Beata nieświadoma uszek z farszem innym niż grzybowo-cebulowym :)
        • blue.berry Re: o uszkach ze śledziami 18.12.05, 19:38
          przepraszam za brak odpowiedzi ale nie zauwazylam pytania. przepisu nie mam ale
          oczywiscie moge sie zapytac. tak ze smaku to sa po prostu zwykle sledzie
          zmielone i juz:)) smak jest swietny bo ze slodkim barszczem tworzy to niezly
          melanz. ja je bardzo lubie.
    • zapalniczka Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 21:28
      pozwolicie ze sie przylacze?
      jako ze mieszkam na Slasku to jestem wielka fanka regionalnej kolacji wigilijnej :) pewnei niewiele Wam mowia takie potrawy jak siemieniotka, moczka i makowki... ze wzgledu na moj lokalny patriotyzm musze chwalic wszystko ;P ale nie musze wszystkiego lubiec... siemieniotka raczej jest niezjadliwa, moczka to takie byle co, natomiast za makowki dalabym sie zakopac ale tylko po szyje, zeby ktos z miska przy mnie czuwal do Pasterki i karmil ;P
      • staua Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 21:39
        Mnie nic nie mowia. Co to sa chociaz te makowki?????
        • zapalniczka Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 21:42
          jak sama nazwa wskazuje to potrawa z maku... nieskomplikowana ale pyszna :) gotuje sie mak na mleku, dorzuca cukier, maselko, bakalie, nastepnie macza sie w cieplym mleku bulke, chociaz ja takich nie jadam, bo wole z sucharkami - sa slodsze i smaczniejsze :) i przeklada sie raz warstwe maku, sucharki z mlekiem itd. nastepnie przystraja sie :) najlepiej smakuja dobrze schlodzone :) bardzo lubie i polecam
          :)
      • beatanu Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 23:11
        zapalniczka napisała:
        >pewnei niewiele Wam mowia takie potrawy jak siemieniotka, moczka i makowki

        Czy moczka to kawałki chleby moczone w jakimś wywarze?

        To na zasadzie skojarzenia z jednym z podstawowych dań na szwedzkim stole
        wigilijnym tzw "dopp i grytan" czyli coś w rodzaju "maczanka w garnku". A
        specjalny słodowy chleb z rodzynkami moczy się w bardzo gorącym bulionie, który
        powstał w czasie gotowania świątecznej szynki. Konsystencja taka sobie ale smak
        wyśmienity! Uwaga! w protestanckiej kulturze szwedzkiej nie istnieje wymóg
        bezmięsnej Wigili.

        Pozdrawiam!
        • zapalniczka Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 23:27
          nie nie... moczka to kompot z suszonych owocow... do tego wrzucane sa bakalie i piernik... to taka gesta i bardzo slodka potrawa... dla amatorow bo ja odpadam po pierwszej lyzeczce :)
          • jottka Re: wątek dla schłodzenia emocji 15.12.05, 23:36
            bo to jest świetna potrawa dla dzieci:) synek koleżanki pożera ze szczęściem w
            oczach, a babcia ślązaczka przypatruje sie ze łzami w oczach - reszta rodziny
            twardo kontestuje
    • eva.68 Barszcz 15.12.05, 21:56
      ...z uszkami koniecznie być musi. I pierogi. Ruskie i z kapustą i grzybami.
      Mogą być jeszcze z kaszą gryczaną. Reszta... może nie istnieć.
      Dla mnie w ogóle jedzenie mogłoby nie istnieć. Mogłabym sobie jakieś pastylki
      łykać albo coś, jak kosmonauci...[z wyłączeniem Wigilii, bo to już byłaby
      Profanacja];)
      Bo strasznie dużo roboty przy tym pichceniu, nie mówiąc o ilości naczyń do
      umycia, a samo spożywanie tak krótko trwa!
      P:)
      • marquis Re: Barszcz 15.12.05, 22:00
        A ja kocham jeść!
        Zgadzam się, że przy pichceniu strasznie dużo roboty. Najbardziej lubię gotować
        dla kogoś (obojętnie kogo, byle nie wyłącznie dla siebi, bo wtedy jakoś nie chce
        mi się starać). Inna sprawa, że jak juz coś ugotuję, to mi się odechciewa jeść,
        najchętniej podałbym to gościom, a sam wyszedł zapalić papierosa i wypić kawę
        lub jakiś procent :)
        • noida Re: Barszcz 15.12.05, 22:06
          Ja też kocham jeść, niestety, dlatego wyglądam jak wyglądam. Bardzo też lubię
          gotować, chociaż akurat potrawy Wigilijne są szczególnie upierdliwe. A ja
          najbardziej lubię, żeby było w miarę szybko i efektownie ;-)
          • marquis Re: Barszcz 15.12.05, 22:15
            Taaaak, ja też najczęściej wybieram te opcję: szybko i efektownie, bo wtedy nie
            zdążę stracic apetytu :)
        • eva.68 Re: Barszcz 15.12.05, 22:11
          Optuję za procentem.;)
          Ja dla kogoś też się staram. Ostatnio zrobiłam ruskie pierogi dla mojego
          ulubionego kolegi [dzięki Bogu odwiedza mnie dość rzadko;)]. Nie zmienia to
          faktu, że gotować nie lubię. Sprzątać też nie. Dlatego czasy nierówności
          społecznej bardzo by mi odpowiadały. Pod warunkiem, że znajdowałabym się po
          właściwej stronie tej nierówności.;)
          P:)
          • marquis Re: Barszcz 15.12.05, 22:14
            Czyli albo płeć mądra albo odpowiednia wartswa społeczna (np. markiza).
            • noida Re: Barszcz 15.12.05, 22:17
              Czyżby to była jakaś propozycja? ;-)
              • eva.68 Re: Barszcz 15.12.05, 22:26
                Sugestia li i jedynie, jak mniemam.:)
              • marquis Re: Barszcz 15.12.05, 22:27
                No nie, bo jeszcze mi Stella odmówi wyprawy do wiedeńskiej opery na bal
                sylwestrowy. Suknia purpurowa juz spakowana, złoto i tiule przygotowane, cóż ja
                bym jej powiedział! :)
                • eva.68 Re: Barszcz 15.12.05, 22:29
                  Nie wystraszaj się Marquisie, nie zapukam do drzwi z ręką do wzięcia.;)
            • eva.68 Re: Barszcz 15.12.05, 22:23
              W czasach minionych kobiety nieczęsto były identyfikowane z mądrością.;) Poza
              tym życie takiej niewiasty lekkim nie było.
              P:)
              • marquis Re: Barszcz 15.12.05, 22:25
                Wrrrrrrrrrrr
                :)
            • jottka ooo 15.12.05, 22:28
              jakoś dziwnie mało wśród was osób, które rodziny kiedyś ze wschodu przypełzły,
              bo to one kutię wyznają:)


              no to jest rzecz podstawowa, choć rodzina dzieli sie na fanatycznych wielbicieli
              i osoby 'obrzydliwe', ale na stole jest i zjeść troszke każdy musi - należę do
              pierwszej grupy i nadmienie, że kutia z pęczaku to herezja:( pszenicy nie trzeba
              łuskać osobiście, w kraju przodków można dostać odp spreparowaną (tj.
              obłuszczoną) pszenicę cały rok w sklepach ze zdrową żywnością, a na lokalnych
              rynkach przed świętami - poza tym mak, miód, dowolne bakalie (w tym
              niewymienione dotąd figi i daktyle), zostawić w chłodnym miejscu, żeby sie
              przegryzło i najlepiej postawić obok psa na straży, bo wielbiciele wyżerają
              ukradkiem:) aha, bez śmietany, choć słyszałam o takich, co ją dodają


              poza tym makówki zapalniczki dziwnie mi przypominają coś, co ja znam pod nazwą
              makiełek:) czyli kawałeczki obsuszonej bułki w słodkim maku, no i jeszcze kluski
              z makiem, i muszą być uszka z grzybami (zasadniczo mogę nawet na sucho, ale z
              barszczem lepsze:), i kapusta z grochem oraz kapusta z grzybami, smażony karp
              mnie niespecjalnie nęci, ale rozumiem siłę tradycji
              • marquis Re: ooo 15.12.05, 22:34
                No herezja, zgoda, ale - jak to herezja - ułatwia życie :)
                Bardzo ciekawe spostrzeżenie - i zgadzam się z nim w zupełności - że biesiadnicy
                nie wiedzieć czemu zawsze dzielą się na zapalonych degustatorów i
                zacietrzewionych zdegustowanych (co nawet nie próbowali).
                Co do śmietany, to ja dodaję zawsze (ale niewiele, tylko po to, żeby nieco
                złagodzić smak - nie robię zupy, jak moja babcia, której kutia, niestety, była
                okropna, bo oszukiwana ;)
                • jottka Re: ooo 15.12.05, 22:42
                  marquis napisał:

                  > No herezja, zgoda, ale - jak to herezja - ułatwia życie :)


                  naprawde? historia uczy, że heretycy mieli zwykle życie trudne, ale za to krótkie:)



                  > Bardzo ciekawe spostrzeżenie - i zgadzam się z nim w zupełności - że
                  biesiadnicy nie wiedzieć czemu zawsze dzielą się na zapalonych degustatorów i
                  > zacietrzewionych zdegustowanych (co nawet nie próbowali).


                  anie, to moja rodzina odpowiednio przez babcie wyszkolona - każdej potrawy
                  wigilijnej należy spróbować, babci nikt nie podskoczył:) ale jakoś kutia budzi
                  gwałtowne emocje, a to taaaaakie dobre


                  > Co do śmietany, to ja dodaję zawsze (ale niewiele, tylko po to, żeby nieco
                  > złagodzić smak - nie robię zupy, jak moja babcia, której kutia, niestety, była
                  > okropna, bo oszukiwana ;)


                  to są zdaje sie wpływy lokalne - widywałam kutię u znajomych, która wyglądała
                  jak zupa z miodu, na której powierzchni pływał mak, a pod spodem rodzynki:(
                  obrzydliwość, nie bójmy sie tego słowa

                  a poza tym to ja sie domyslam, po co dodajesz śmietanę, ale jak sie zrobi odp
                  proporcje (czyli nie pcha miodu bezmyślnie bez spróbowania, no i nie za dużo
                  rodzynków i daktyli, za to mnóstwo orzechów:) i zostawi na co najmniej pół dnia
                  w chłodzie, to nie trzeba kombinować:)

                  bożeee, jeszcze tydzień do chwili, kiedy znowu przez ładnych pare dni będę sie
                  mogła żywić kutią, uszkami i kapustą z grzybami, och och
                  • noida Re: ooo 15.12.05, 22:49
                    Och, przypomniało mi się! Jeszcze lubię kluski z makiem :-)
                    • marquis Re: ooo 15.12.05, 22:51
                      Ale w jaki sposób robione? Bo moja mama to rozwałkowuje suchy mak na cieście
                      kluskowym i gotuje takie kokardki piegowate :)
                      • aaneta kluski z makiem 16.12.05, 09:19
                        O takim sposobie jak Twojej mamy nigdy nie słyszałam i wydaje mi się trochę
                        dziwny, choć z pewnością efektowny.
                        Kluski z makiem to robione ręcznie kluski w formie takich wałeczków turlanych
                        pomiędzy dłońmi (nie wiem, jak to opisać)albo jakikolwiek gruby makaron z makiem
                        najlepiej ucieranym ręcznie w makutrze, razem z cukrem. Taki jest
                        najsmaczniejszy, niestety, nie mam teraz makutry, więc kupuję gotowy mak
                        mielony, do którego dodaję trochę wrzącego mleka i cukier, ale to nie to samo.
                  • marquis Re: ooo 15.12.05, 22:50
                    Oj, no Ty pisałas o heretykach a ja pomyślałem o heterykach i stąd mój wniosek o
                    łatwiejszym życiu ;)

                    Ale przecież herezja (o ile nie wykryta przez inkwizycję) pozwalała oczyszczać
                    sumienie, bo jak sobie kto dobrze wytłumaczył, że np. piekła nie ma, to i się
                    mógł bardziej życiem doczesnym cieszyć.

                    Tak, takie zupy kutiopodobne sa obrzydliwe. Moja babcia taka robiła, fuj!!

                    PS. Zgadza się, czasem oko zawodzi i potem trzeba śmietaną ratowac smak. Ale ja
                    chyba nawet wolę z odrobina śmietany, jakoś się przyzwycaiłem.
                  • yanga Re: Jottka 18.12.05, 19:08
                    U nas też zawsze - z dziada-pradziada była kutia, ale ostatnio po prostu nie ma
                    komu jej jeść. Bo my mało jedzące są, a po barszczu z uszkami, kotletach z
                    czapek od prawdziwków i kapuście białej na smaku z grzybów już nikt nie ma
                    miejsca, a tu jeszcze koniecznie trzeba choćby skubnąć gołąbka z ryżem i
                    grzybami. Robi się tych gołąbków więcej i potem wykańcza w święta. Ale my z
                    mężem nienawykli do wieczornego jedzenia, więc taka kolacja to dla naszych
                    organizmów spory wysiłek jest i potem trzeba ratować się orzechówką alebo i
                    fernetem branca. Córka też małojadka, młody przychodzi już po jednej wigilii u
                    swojego taty, a niezięć też tylko na ciasta, bo główną kolację zalicza u swoich
                    rodziców.
                    Wracając do kutii, to jeszcze moja mama i wujek za młodu rzucali nią o sufit.
                    Cała rodzina pochodziła ze Lwowa, tylko ja urodziłam się już w Warszawie, choć
                    duch we mnie galicyjski, więc i kuchnia nasza obfituje w tamtejsze potrawy,
                    zapisywane jeszcze przez babcie w specjalnym kajeciku.
                    Aha, żeby nie wyszło, że zapomniałam: ryb u nas żadnych nie ma, bo żadne z nas
                    nie lubi, no chyba że cóś zostało przemianowane na nierybę (do tej kategorii
                    zalicza się m.in. tuńczyk, łosoś, sardynka)odkąd umarła ciocia, co przynosiła
                    wypreparowane z ości kawałeczki karpia w galarecie z rodzynkami - pyszne
                    wielce. W zasadzie to najbardziej nie znosimy zapachu rybnego w domu, bo
                    restauracji - to i owszem, byle nie śledzie i nie zupa.
                    Może to i skomplikowane, ale funkcjonuje od ponad 40 lat ku zadowoleniu całej
                    rodziny.
    • kubissimo Re: wątek dla schłodzenia emocji 16.12.05, 13:24
      jestem wielkim fanem polskich potraw wigilijnych i z reguly co roku wymuszam
      powtorke niektorych dan w okolicach lutego :)

      moi faworyci to kapusta z grzybami oraz smazone rydze (panierowane, lub nie)
      za to nie mam problemow z wyobrazeniem sobie wigilii bez karpia, bo od dawno go
      nie serwujemy :)

      kiedys, spedzajac swieta w gorach jadłem tez łamańca (łamańce?). wyglądało jak
      rozmoczony makowiec i smakowało obłędnie :)))

      a marquise'owa kutie przetestuje w czwartek na przyjaciolach i jak wyjdzie, to
      zapodam tez w wigile :)
      • griszah Łamańce 16.12.05, 13:41
        W wersji mazurskiej łamańce to maca rozmoczona w mleku z makiem i miodem. W
        jakiej postaci ten mak jest to nie kojarzę zbyt dobrze bo te łamańce to nie
        jest to co tygrysy lubią najbardziej.
        A dla mnie chyba ten karp w galarecie jest najbardziej kojarzony ze stołem
        wigilijnym. Może dlatego, że od wielu lat trwała "rywalizacja" mojej mamy z
        ciotką o miano "Królowej Karpia W Galarecie" co siłą rzeczy skutkowało
        wzbijaniem się na wyżyny kunsztu w przyrządzaniu tegoż.
        Pozdrawiam smakowicie
    • kawa_malinowa Re: wątek dla schłodzenia emocji 16.12.05, 17:59
      I to mi przypomina o tym, że idą święta, a ja mam silne postanowienie
      niejedzenia.
      Ale nei wyobrażam sobie świąt bez:
      ryby w galarecie.
      barszczu z uszkami.
      kutii.
      • olahabe Re: wątek dla schłodzenia emocji 16.12.05, 21:50
        Monikate! Zainspirowałaś mnie totalnie lanymi kluskami do grzybowej! Kluseczki
        lane, których jestem fanką, robię tylko z jajkiem pozbawionym odrobiny białka,
        a i tak wychodzą ciut za twarde, więc bądź tak dobra i spytaj mamę, w jakich
        proporcjach wyrabia ciasto?!
        A teraz pozwólcie, że podzielę się z Wami przepisem na śledzika litewskiego,
        którego moja znajoma strzegła przez kilka lat, aż wyjechała na wieczną
        emigrację i nie musiała już w tym kraju mieć tajemnic:
        -podsmażamy cebulkę z czosnkiem, wrzucamy w to pokrojone na drobno, namoczone
        suszone grzybki, dodajemy pokrojony drobno ogórek konserwowy, parę
        rozdrobnionych sardynek z puszki i zalewamy to taką ilością przecieru
        pomidorowego, żeby nie zabić pozostałych smaczków. Proporcji nie podaję, bo
        wszystko w kuchni robię na oko, a kuchnia to sztuka wyczucia, którego wszystkim
        nam serdecznie życzę z okazji nadchodzących Świąt!
        O. na wielkim głodzie i w nastroju gastronomicznym.
        • monikate Olahebe! 18.12.05, 19:35
          Właśnie osobiście odpytałam mamę na okoliczność lanych kluseczek:
          Całe (tak!) jajko, 3-4 łyżeczki mąki (w zależności od kalibru jajka), szczypta
          soli. To wszystko rozmieszać. Ciasto ma mieć lejącą konstystencję. Jeśli jest
          za gęste, dodać odrobinę ciepłej wody. Ciasto brać na łyżeczkę i lać na
          gotującą się zupę. Kluseczki lane mojej mamy to pychotka!
          Na razie, dokończę oglądać "Jane Eyre" w tv. Dość stylowa adaptacja, role
          dobrze obsadzone, ale poddziadziały William Hyrt jakoś mi się nie widzi jako
          demoniczny pan Rochester...
          • olahabe Re: Moniko! 18.12.05, 23:38
            Dziękuję bardzo za przepis. Czy z tej ilości wystarcza na zupkę dla rodziny?
            Mam nadzieję, że powielenie proporcji nie zaszkodzi kluseczkom. W tym roku moja
            kolej na ugotowanie zupy. Upiekę też keksa, tylko dla siebie, bo nikt z rodziny
            nie lubi he, he, taka będę egoistka!
            • marquis Re: Moniko! 18.12.05, 23:45
              Nie lubią keksa??? Co za dziwolągi! ;)
              • olahabe Re: Moniko! 19.12.05, 00:31
                Dziwolągi w postaci "małża" nie lubią nie tylko keksa, ale też żadnych
                ciast "litych", tzn. takich, które nie zawierają żadnego kremu. Małż jest
                przekonany, że karpatka jest jedynym ciastem na świecie nadającym się do
                jedzenia. Ponadto uważa, że ziemniaki w 100 możliwych postaciach są jedynym
                dodatkiem do mięs, nie tolerując kasz, makaronów i klusek rozmaitych. Przemycam
                czasem pyzy. Ale to nic w porównaniu z kumplem moim, który odżywiał się
                wyłącznie pizzą z Pizza Hut i batonikami mars (nie przesadzam!). Wpędzał mnie w
                paranoiczny wręcz stres, kiedy goszcząc u mnie miał być czymś poczęstowany.
                Naprawdę, nie rozumiem, skąd w ludziach się biorą upodobania kulinarne.
                Wytłumaczenie, że "nie lubię sałatki jarzynowej, bo zatrułem się w przedszkolu"
                kompletnie do mnie nie przemawia.
                • eva.68 O zatruciu sałatką jarzynową 19.12.05, 10:17
                  Ja strułam się niedawno i chwilowo nie jem, chociaż lubię bardzo [pewnie
                  zjadłam za dużo, wypiłam za mało;)]. Ale pamięć od przedszkola to chyba
                  przesada lekka. Chociaż... Bitą śmietaną strułam się ładnych parę lat temu
                  (będzie już 8?) i do tej pory mnie trzyma niechęć do tejże.
                  P:)
                  ---
                • beatanu Oluhabe! 19.12.05, 10:25
                  olahabe napisała:

                  > Dziwolągi w postaci "małża" nie lubią nie tylko keksa,

                  Pocieszę Cię (chociaż marna to pociecha, wiem), że u mnie też nikt za keksem
                  nie przepada, oprócz mnie of course :) Mąż je, ale z zachwytu nie pieje, on je
                  w zasadzie wszystko. Córki nie uznają żadnych bebłochów w cieście. Pozostaje
                  mieć nadzieję, że szwagierka tradycyjny keks jednak upiecze i kawałek nam
                  (=mnie ) podaruje!

                  > Naprawdę, nie rozumiem, skąd w ludziach się biorą upodobania kulinarne.
                  > Wytłumaczenie, że "nie lubię sałatki jarzynowej, bo zatrułem się przedszkolu"
                  > kompletnie do mnie nie przemawia.

                  Ewolucję upodobań kulinarnych obserwuję od lat u córek... Z wszystkożernych
                  berbeci zmieniły się w dość wybredne panny, choć kuchnia od lat u nas taka sama
                  (jezu, a może tylko tak mi się wydaje?), głównie wegetariańska (ale mięsa i
                  przetworów mięsnych dziewczyny posmakowały i częściowo zaakceptowały, częściowo
                  nie). Wpływ rówieśników? Stołówki szkolnej? No bo trudno mi uwierzyć w ewolucję
                  samych kubków smakowych... Rozumiem, że niektóre potrawy jemy z większą ochotą
                  niż inne, ale totalne odrzucenie czegoś z założeniem, że TO JEST NIEJADALNE
                  wydaje mi się niepoważne. Z jednym wyjątiem wszakże:) Budyń w różowym kolorze
                  z wielką ilością soku malinowego. Na samo wspomnienie podnosi mi się poziom...
                  Ot, taka traum(eczk)a przedszkolna właśnie....

                  Beata (z zasadzie) wszyskożerna


                  • kubissimo Re: Oluhabe! 19.12.05, 10:30
                    ale taki budyn jest najlepszy :)
                    • beatanu o budyniu 19.12.05, 10:35
                      kubissimo napisał:

                      > ale taki budyn jest najlepszy :)

                      Niewykluczone, że dla 99,9% ludzkości taki budyń jest najlepszy.
                      Ale ja sobie chwalę fakt, że Szwedzi budyniów nie znają i ni dzieci ni
                      dorosłych nimi nie męczą ;)

                      Beata z lekkimi mdłościami, bo o budyniu rozprawiająca...
                      • kubissimo Re: o budyniu 19.12.05, 10:47
                        heh, no to trzeba bedzie wypromowac u naszych polnocnych braci
                        juz pisze do producenta, ze znalazem nowy, chlonny rynek ;)
                        • beatanu Re: o budyniu 19.12.05, 11:06
                          kubissimo napisał:

                          > heh, no to trzeba bedzie wypromowac u naszych polnocnych braci

                          I pewnie masz duże szanse, bo takieekspresowe desery z torebki mogą się przyjąć
                          w społeczeństwie, które na gotowanie nie poświęca zbyt dużo czasu :)

                          O ile wiem jedynym deserem przypominającym ciut nasz budyń,fuj! jest coś o
                          nazwie créme caramel (albo brylé pudding). A przygotowanie tegoż zajmuje sporo
                          czasu, bo wszystko robi się od podstaw, a później jeszcze na parze dopieszcza...

                          Powodzenia!
                      • eva.68 o traumie przedszkolnej 19.12.05, 10:52
                        Po przemyśleniach krótkich i wycieczce w głąb pamięci kulinarnej uznawam
                        niechęć kogoś do czegoś od przedszkola właśnie. Ja mam taką awersję
                        przedszkolną do owsianki. Zdarzyło mi się jeść ją w życiu już dorosłym i
                        zgadzam się, że jadalna jest, ale... A na samo wspomnienie tej przedszkolnej
                        (wspomnienie staaare) robi mi się... niemiło.
                        P:)
                        • beatanu o owsiance 19.12.05, 11:17
                          eva.68 napisała:
                          >Ja mam taką awersję
                          > przedszkolną do owsianki. Zdarzyło mi się jeść ją w życiu już dorosłym i
                          >zgadzam się, że jadalna jest, ale...

                          Ewo! Rozumiem doskonale, bo wsianka też mi gdzieś w górnych poziomach przewodu
                          pokarmowego stawała... Nie w przedszkolu, a w domu, bo mama wykorzystując
                          niecnie moją miłość do Janka z czterech pancernych prosiła mnie stanowczo o
                          zjedzenie owsianki PRZED filmem. Teraz takie prośby nazwałabym szantażem, he
                          he - "jak nie zjesz śniadania, to nie obejrzysz Janka" ale wtedy połykałam tę
                          bryję oślizgłą z myślą - oh, dla Janka - wszystko!

                          I znów muszę pochwalić Szwedów - bo oni dali owsiance szansę i uczynil ją
                          jadalną i powiem więcej - naprawdę smaczną! Gotują płatki owsiane na wodzie, z
                          odrobiną soli. Mleko (surowe i zimne) i ew. dosładzacz (cukier, miód, dżem z
                          brusznicy, przecier jabłkowy) dodają PO ugotowaniu płatków. Pyszne,
                          bezkożuchowe i w ogóle polecam!

                          Beata owsiankę zajadająca ze smakiem
                          • eva.68 Re: o owsiance 19.12.05, 11:46
                            Brzmi nieźle. Może też dam jej szansę? (owsiance)
                            P:)
                            Ewa na drodze do polubienia owsianki.
                            • beatanu Re: o owsiance 19.12.05, 12:12
                              eva.68 napisała:

                              > Brzmi nieźle. Może też dam jej szansę? (owsiance)

                              Spróbuj, naprawdę warto! A szczególnie polecam coś kwaśno-słodkiego
                              jako "dosładzacz". Właśnie przetwory z borówki brusznicy, żurawinę, przecier
                              jabłkowy.

                              Smacznego!
                  • aaneta Re: Oluhabe! 19.12.05, 11:19
                    beatanu napisała:
                    > Rozumiem, że niektóre potrawy jemy z większą ochotą
                    > niż inne, ale totalne odrzucenie czegoś z założeniem, że TO JEST NIEJADALNE
                    > wydaje mi się niepoważne.

                    I tu się nie zgodzę, bo sama mam tak z pewnymi potrawami albo tylko ich
                    poszczególnymi składnikami (np. tatar, kminek, oliwki), po prostu robi mi się
                    niedobrze na samą myśl o nich, i myślę, że to organizm w ten sposób odrzuca to,
                    co jest mu niepotrzebne albo nawet szkodliwe, np. uczulające. A upewniłam się w
                    tym przekonaniu, kiedy okazało się, że mój syn, który w ogóle jest strasznym
                    łakomczuchem i żarłokiem, za żadne skarby nie zje surowego pomidora. Próbowałam
                    przemycać pod innym składnikami na kanapce - zorientował się, zanim spróbował.
                    To było jeszcze w dzieciństwie i tak mu zostało do tej pory, nawet zdarzało się,
                    że wychodził z kuchni, kiedy robiłam coś z surowych pomidorów.
                    • beatanu Re: Oluhabe! 19.12.05, 11:44
                      aaneta napisała:

                      > I tu się nie zgodzę, bo sama mam tak z pewnymi potrawami albo tylko ich
                      > poszczególnymi składnikami (np. tatar, kminek, oliwki), po prostu robi mi się
                      > niedobrze na samą myśl o nich, i myślę, że to organizm w ten sposób odrzuca
                      to,
                      > co jest mu niepotrzebne albo nawet szkodliwe, np. uczulające.

                      Aneto, zgadzam się z Tobą - jeżeli chodzo o alergie (co do potrzeby jedzenia
                      surowego mięsa możemy dyskutować, ale czyż nie jemy go w postacci
                      zmodyfikowanej - wędzone, solone ryby, sushi itp?) - oczywiście nikomu nie
                      wciskam deseru z truskawek, czy orzechowych pyszności, gdy ten ktoś na te
                      właśnie składniki jest uczulony. Ale jak wyjaśnić nagłą awersję córki do brokuł
                      (-ów?) albo mangoldu gdy przez ładnych kilka lat te piękne i zdrowe warzywa
                      pałaszowała pod różnymi postaciami?

                      Wczoraj zrobiłam zmodyfikowaną wersję zupy z soczewicy. Zamiast zakwaszającego
                      przecieru pomidorowego/pomidorów z puszki (coby żelazo z żelaznego garnka się
                      wydzieliło i zupę wzbogaciło) dodałam trochę soku z kiszonej kapusty. Dziecię
                      jedno bardzo wybredne od razu się zarzekło, że takiego ohydztwa z kapustą
                      kiszoną nie weźmie do ust. A po chwili z własnej nieprzymuszonej woli zjadło
                      cały talerz tej zupy i... przyznało, że była i jadalna i nawet dobra. No i co z
                      takimi kulinarnymi widzimisię robić?

                      Pozdrawiam ciepło!
                      • kubissimo Re: Oluhabe! 19.12.05, 11:50
                        wydaje mi sie, ze nie nalezy zmuszac
                        bedzie chcialo to zje

                        ale to takie moje 'widzimisie', bo wszystkie moje zaprzyjaznione dzieci sa
                        jeszcze w wieku wszystkozernym
                        • beatanu o zmuszaniu do jedzenia 19.12.05, 12:01
                          kubissimo napisał:

                          > wydaje mi sie, ze nie nalezy zmuszac
                          > bedzie chcialo to zje

                          I chwała Ci za to Kubissimo! Więcej takich rozsądnych głosów, please!

                          Wyrosłam w kraju, w którym i w domu i w przedszkolu do jedzenia zmuszano i mnie
                          i moje koleżanki/kolegów. Nie wszystkich zapewne, ale całkiem sporą grupę. To
                          była jedna z rzeczy, którą sobie, z myślą o potencjalnych własnych dzieciach,
                          dawno temu obiecałam. Nigdy nie zmuszać do jedzenia ( o karach cielesnych,
                          ślepym posłuszeństwie i wychowaniu przez zastraszanie nie wspomnę...). Więc nie
                          zmuszam. I córki jakoś przeżyły :) A już niedługo będą pełnoletnie i niebawem
                          z domu wyfruną. Problem z głowy?

                          Beata problemów z niejadkami większych nie posiadająca. Jednak.
                          • aaneta Re: o zmuszaniu do jedzenia 19.12.05, 12:28
                            Zmuszanie do jedzenia jest torturą. Mnie na szczęście nigdy do jedzenia nie
                            zmuszano, ale potrafię sobie wyobrazić, co bym wtedy czuła, zarówno kiedy
                            musiałabym zjeść coś, czego nie znoszę (patrz wyżej), jak i gdybym musiała zjeść
                            więcej niż mam ochotę.
                            Jestem przekonana, że niejadki to dzieci, które kiedyś zmuszono do jedzenia
                            wtedy, kiedy nie miały na to ochoty. Tzn. bycie niejadkiem nie jest wrodzone,
                            tylko nabyte. Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że mniej więcej do trzydziestego
                            roku życia nie lubiła jeść, w ogóle, a to dlatego, że zmuszano ją do jedzenia,
                            kiedy była mała.
                      • aaneta niejadalne 19.12.05, 12:15
                        Jeśli chodzi o alergie to tylko moja hipoteza, bo nie wiem na pewno i pewnie
                        nigdy się nie dowiem, czy mój Cezar jest uczulony na pomidory czy to tylko
                        widzimisię. Tak sobie tylko spekuluję. Na pewno nie jest tak we wszystkich
                        przypadkach, bo ten sam Cezar uwielbia miód, chociaż jest na niego uczulony.
                        Więc to pewnie kwestia smaku, a może raczej węchu, bo o tym, czy nam smakuje to,
                        co jemy, decyduje węch przede wszystkim. Pytanie tylko, dlaczego niektórzy
                        potrafią zjeść nawet to, co im nie smakuje, a inni nie. Przyznaję, że nie wiem,
                        chociaż sama należę, jak już powiedziałam, do tych "wybrednych". Użyłam
                        cudzysłowu, bo tak naprawdę to nie polega na wybrzydzaniu, to jest całkowicie
                        niezależne od mojej woli i nie do pokonania, ale dlaczego tak się dzieje, to
                        doprawdy nie mam pojęcia.
                        • beatanu Re: niejadalne 19.12.05, 12:28
                          aaneta napisała:
                          >Pytanie tylko, dlaczego niektórzy
                          > potrafią zjeść nawet to, co im nie smakuje, a inni nie. Przyznaję, że nie
                          wiem,

                          Ja też nie wiem... Na pewno znalazłaby się jakaś teoria o ewolucyjnym
                          przystosowaniu jednostek do czegoś tam :) A może to pomysł na nowy wątek?
                          Bo z tymi budyniami i widzimisię kulinarnymi zboczyliśmy ciut z tematu... Niby
                          bardzo po twaczowsku, ale chyba męczące dla tych, co wątek chcą prześledzić od
                          początku do końca. A są w ogóle tacy??!!!

                          Beata japaczką i klawiaturę zamykająca, bo za oknem już tylko -7(!), pora wyjść
                          z domu.
                    • marquis Re: Oluhabe! 19.12.05, 20:40
                      Niewiele jest rzeczy, które wzbudzają mój wstręt. Jedną z nich jest kminek. Na
                      widok bułeczek oblepionych kminkiem dostaję mdłości a jak sie gdzie zawieruszy
                      ziarenko kminku w chleb (bez kminku) to potem czuję go przez pół dnia, mimo
                      potrójnego mycia zębów i płukania jamy ustanej ;)
                      • stella25b Re: Oluhabe! 19.12.05, 20:41
                        A jak jesz buraki? wybierazs kminek? czy moze uzywasz mielonego?
                        • marquis Re: Oluhabe! 19.12.05, 20:45
                          A co ma kminek do buraków? Bosze, o czym ty mówisz??? Czy ja o czymś nie wiem?
                          • stella25b Re: Oluhabe! 19.12.05, 21:01
                            Buraki przyrzadza sie z kminkiem. Przynajmniej ja znam taka wersje.
                            • marquis Re: Oluhabe! 19.12.05, 21:35
                              O nie, nie ja tak robię :) Buraczki najbardziej lubię w następującej wersji:
                              gotujemy buraki w całości (w łupinach), wystudzamy (coby rąk nie poparzyc),
                              obieramy ze skórki, trzemy na tarce (na takie farfocle). Dodajemy podsmaażoną za
                              złoto cebulkę, sól, pieprz, trochę oliwy (czasem wystarczy ta, w której pływa
                              cebulka). I żadnego kminku, brrrr!
                              • stella25b Re: Oluhabe! 19.12.05, 21:41
                                Moja wersja burakow zgadza sie z Twoja do momentu potarcia na tarce.
                                Przyprawiam jednak inaczej. Dodaje soli, pieprzu, troche cukru, octu i kminku.
                                I najwazniejsze- moje buraki zjada sie na zimno.

                                Wyprobuje buraczana wersje a la marquis napewno:)
                                • marquis Re: Oluhabe! 19.12.05, 21:56
                                  Odrobina cukru może byc. kminek stanowczo odpada z racji mojej fobii. A octu w
                                  buraczkach strasznie nie lubię (choć rzeczywiscie często się z tym spotykam). I
                                  jeszcze jedno: MOJE buraczki spożywa się koniecznie na CIEPŁO, pamiętaj!!! :)))
                                  • marquis Jeszcze jedno - knieczne uzupełnienie 19.12.05, 21:57
                                    Jak juz wymieszam buraczki z cebulką to je trochę zasmażam (no i podaję na
                                    gorąco, jak juz wspomniałem).
                • marquis Re: Moniko! 19.12.05, 20:36
                  Jezu, ten kumpel to dopiero dziwoląg ;)
                  Ja lubię ciasta lite, także babkę piaskową, tak znienawidzoną przez mojua
                  rodzinkę, które z kolei nie toleruje ciast bez owoców (wyjątkiem jest makowiec).
    • kubissimo Re: wątek dla schłodzenia emocji 18.12.05, 17:10
      a tak wlasciwie, to czy jest oficjalna lista 12 wigilijnych dan?
      • marquis Re: wątek dla schłodzenia emocji 18.12.05, 18:22
        W moim rodzinnym domu liczy się następująco:
        1. karp smażony
        2. rybka po grecku
        3. rybka w galarecie
        4. śledzie w oleju
        5. uszka
        6. pierożki z kapustą
        7. barszczyk
        8. sałatka jarzynowa
        9. kompot z suszonych owoców
        10. sernik
        11. makowiec
        12. kutia

        ;)))
        • kubissimo Re: wątek dla schłodzenia emocji 18.12.05, 18:34
          chich, nr 2-8 to tak zgodnie z najnowsza kampania reklamowa heyah, tak? :)
          • marquis Re: wątek dla schłodzenia emocji 18.12.05, 18:38
            Nie, po prostu jakos lubie zdrobnienia w kulinariach.
            • stella25b Re: wątek dla schłodzenia emocji 19.12.05, 11:17
              Swiatecznie sie juz zrobilo w TWA, wszyscy zakasali rekawy i potrawy wigilijne
              przygotowuja;)
              Wyglada to na proby zorganizowania TWA-owskiego stolu wigilijnego. Kazdy rzuca
              potrawa ktorej nie moze zabraknac 24.12 w czasie kolacji.

              Ja przenioslam troche zmodyfikowane slaskie wigilijne meni na niemiecki grunt.
              Tak wiec mamy moczke i makowki, karpia i kapuste z grzybami a co do zupy to za
              kazdym razem jest konferecja rodzinna ale wygrywa przewaznie grzybowa. Do tego
              wszystkiego jest sernik i ciasto wybraniec oraz ciasteczka bozonarodzeniowe.
              • olahabe Re: wątek dla schłodzenia emocji 19.12.05, 14:25
                Co do sernika chciałam podyskutować.
                Nigdy nie był u mnie w rodzinie ciastem bożonarodzeniowym, a typowo
                wielkanocnym. Ciekawe, czemu?
                Co do nawyków żywieniowych i różnych upodobań- nie jestem wcale pewna, czy są
                wyłącznie nabyte. Na palcach jenej ręki mogę policzyć rzeczy, których nie lubię
                i nie są to żadne traumy z przeszłości, tylko wiktuały, których odkąd sięgam
                pamięcią po prostu nie jadłam. Np. rodzynki- ich konsystencja, zgrzyt, który
                wydają w zębach, obrzydza mnie. Nigdy żadnych rodzynek nie tknę!
                Beato! Popieram Cię z owsianką! Uwielbiam, podobnie jak wszystkie inne możliwe
                zupki mleczne, w każdej postaci. Do słodkiego mleka mogłabym dodać wszystko, co
                się z nim nie kłóci. Jedzmy owsiankę!
                • stella25b Re: wątek dla schłodzenia emocji 19.12.05, 20:40
                  Sernik , ktory pieke z prawdziwego bialego sera przywiezionego z Polski jest
                  dla mnie bardzo wyjatkowym ciastem, wlasnie z powodu tego sera. W Niemczech
                  takiego sera nie ma. Mozna jedynie piec sernik z serka homogenizowanego ale to
                  nie to samo. Stad wlasnie ten sernik na wszelkie swieta!
                  • beatanu o serniku 20.12.05, 09:19
                    stella25b napisała:
                    >Mozna jedynie piec sernik z serka homogenizowanego ale to
                    > nie to samo. Stad wlasnie ten sernik na wszelkie swieta!

                    Ja też piekę sernik Boże Narodzenie, głównie dlatego, że nie mam ochoty na
                    mielenie maku (w domu mama piekła i sernik i makowiec na BN) a chcę bardzo,
                    żeby jakieś "odświętne" polskie ciasto zdobiło wigilijny stół. Twarogu tutaj
                    też nie uświadczysz, ale mam świetny przepis na sernik z serka homogenizowanego
                    właśnie. I śmiem twierdzić, że jest lepszy niż domowy ;) Służę przepisem,
                    gdybyś Stello chciała!

                    B
                    • stella25b Re: o serniku 20.12.05, 10:17
                      Beato:)) jasne, ze chce!!! Slij prosze na adres gazety:)
                      • beatanu Re: o serniku 20.12.05, 10:49
                        Zrobione! Zajrzyj do skrzynki pocztowej, proszę!

                        B:)
                • marquis rodzynki 19.12.05, 20:47
                  Bo trzeba kupować drogie, tłuste rodzynki, które nie strzelają w ustach tylko sa
                  mięciutkie jak kaczuszka :) Ewentualnie można tez namoczyc przez dodaniem do
                  czegokolwiek (zalewa się wrzącą wodą i zostawia na trochę).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka