Dodaj do ulubionych

Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby

12.01.06, 23:51
Są takie sytuacje, które mogą nosić miano normalnych a mimo to potrafią
sprowadzić człeka o mózgu wydelikaconym do: rozpaczy, furii, stanu
spienienia, demontażu psychicznego żyro, parowania beretki.
U mnie te reakcje wywołują:
1. mokry piasek w majtkach (koszmar)
2. cukier rozsypany na stole lub podłodze
3. komar bzykający sobie tylko po zgaszeniu światła (nieuchwytny po zapaleniu
lampki nocnej)

Czy to nerwica? Pytam nie tylko medyków.
Obserwuj wątek
    • noida Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 00:06
      Przeczytałam "mokry piesek w majtkach" i wyobraziłam sobie takiego małego
      kudłatego w czerwonym ubranku, ociekającego wodą :-)

      Tylko nie rozumiałam, dlaczegóż doprowadził Cię on do demontażu psychicznego
      itp.
      • ben-oni Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 00:13
        Piesek? To wykluczone, w domu mam kotkę. Ona mnie potrafi stresować siadając w
        kuchni na półeczce między kubkami i GAPI SIĘ. Zachowuje się jak mebel z oczami.
        • quarantine Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 07:19
          Tak, masz nerwicę.
        • aaneta kot na kuchennej półce 13.01.06, 11:53
          To zupełnie jak moja Balbina kiedyś, nawet mam takie zdjęcie, niestety nie w
          wersji elektronicznej, ale może coś wymyślę, jak nie zapomnę do jutra :)
      • beatanu Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 11:51
        A ja przeczytałam Twój post Noido i śmiałam się porannie zdrowo i długo :) I
        całe szczęście, że wypiłam wcześniej kawę, a nie przytrgałam jej przed kompa,
        bo musiałybym zacząć dzień od sanacji klawiatury i ekranu...

        Podrawiam pieskowo-majtkowo!

        Beata odsypiająca ostatnie dyżury nocne i dlatego budząca się w okolicach
        południa...
    • dr.krisk Te cholerne śruby... i inne takie ustrojsTWA. 13.01.06, 07:18
      Typowa sytuacja: cos tam odkręcam z jakiegoś urządzenia mechanicznego -
      wszystkie 9 śrub bez problemu - natomiast dziesiąta okazuje się indywidualistką
      i nie ma zamiaru. Najczęsciej jest to ta, do której jest ograniczony dostęp,
      nie można jej rozwiercić w cholerę, albo złapać za łeb jakimś wielkim kluczem.

      Do szału doprowadzają mnie także rozbudowane menu w elektronicznych
      sterownikach urządzeń AGD i RTV. Oczywiście każde z nich ma hierarchiczne menu,
      inne przyciski i dwustustronicową instrukcję obsługi, napisaną maluśką
      czcionką. Moja pralka umożliwia wszystko - za wyjątkiem chwilowego przerwania
      programu pralniczego i dorzucenia zapomnianej skarpetki...
      Czy sa w ogóle ludzi , którzy sobie z tym radzą?
      Bo mam wątpliwości..
      • daria13 Re: A propos skarpetek 13.01.06, 09:07
        Mnie zaś irytuje a jednocześnie nieodmiennie wprawia w zakłopotanie odwieczny
        problem ginących skarpetek, znaczy jednej skarpetki od pary. Moja koleżanka
        twierdzi, że te zaginione skarpetki służą za pokarm pralce, ale mnie to
        wyjaśnienie nie satysfakcjonuje. Czy Wy macie jakieś sensowne wytłumaczenie tej
        zagadki?
        Aha, moja dawna, perfekcyjna przyjaciółka twierdziła, że jej skarpetki nie
        giną, ale ja jej i tak nie wierzę, bo każdemu przynajmniej raz w życiu jakaś
        skarpetka zginęła, jestm o tym głęboko przekonana. Ale mi zdarza się to
        notorycznie. Czy jest ze mną coś nie tak?
        Pozdrawiam:)
        • stella25b Re: A propos skarpetek 13.01.06, 09:11
          Przypomniala mi sie anegdota o Einsteinie. Einstein nie uzywal skarpetek bo tez
          mu ginely.
        • aaneta Re: A propos skarpetek 13.01.06, 09:25
          Kiedyś był cały artykuł albo i dyskusja na ten temat w GW, ściśle mówiąc w
          "Gazecie Na Plażę" (eh, stare, dobre czasy...) To tam właśnie pojawiła się
          teoria o zjadaniu skarpetek przez pralkę.
          • blue.berry Re: A propos skarpetek 13.01.06, 09:54
            bo pralki zjadaja skarpetki. jest to stara i dobrze znana prawda. i do tego
            niepodwazalna.
            • mamarcela Re: A propos skarpetek 13.01.06, 09:57
              pralka zjada pojedyncze skarpetki :)
              skarpetki w parach (moje i Młodego) zjada moja córka. W związku z tym
              zastanawiam sie nad trzymaniem skarpetek w sejfie,
        • dr.krisk Rozwiązanie (częściowe) problemu skarpetek! 13.01.06, 10:57
          Oto kupuję skarpety w worku: tzn. sześć par identycznych. Ignoruję całkowicie
          fakt istnienia lewych/prawych, piorę razem, potem z powrotem do wora i wyciągam
          po dwie. I rzecz ciekawa - nie giną! Może ich ilość oraz identyczność
          dezorientuje pralkę????
          • beatanu o skarpetkach jeszcze 13.01.06, 12:04
            dr.krisk napisał:

            > Oto kupuję skarpety w worku: tzn. sześć par identycznych. Ignoruję całkowicie
            > fakt istnienia lewych/prawych, piorę razem, potem z powrotem do wora i
            wyciągam
            >
            > po dwie. I rzecz ciekawa - nie giną! Może ich ilość oraz identyczność
            > dezorientuje pralkę????

            Coś w tym jest! Mam podobny system, funkcjonuje be zarzutu. Tylko, że ja NIE
            CIERPIę NOSIć SKARPET! Muszę je mieć w pracy, przez cały rok. Przepisy BHP czy
            jakoś tak. I tuzin takich skarpet, w kilku kolorach ale tego samego sznytu,
            kupuję raz na jakiś czas. Ale poza pracą odziewam stopy w tekstylia tylko w
            zimie... Mam koleżankę w pracy, która - jako jedyna chyba na świecie (?)
            rozumie o co mi chodzi, bo też tak ma! Gdy tylko temperatura podskoczy powyżej
            zera i gdy tylko stopnieją śniegu wyrzucamy skarpety w niebyt, na dno szafy i
            na pożarcie pralkom. Won! Od mniej więcej marca do początków grudnia (czasami
            tylko do listopada)jestem wolną obywatelką bezskarpetową! Zmieniam wkładki w
            półbutach, resztę roku przechadzam się w sandałach. Ooooo, tęsknię za wiosną!
            Chociaż dzisiaj jest +4 i śniegu jak na lekarstwo, czyli....hurrra! Ja wiem,
            niektórzy uważają mnie za wariatkę, która w kasku, w rękawiczkach, i z
            szalikiem, ale bez karpet. Każdy ma jakiegoś fioła...

            Beata chwilowo bezskarpetowa
        • noida Re: A propos skarpetek 13.01.06, 11:00
          Zaginione skarpetki zamieniają się w metalowe wieszaki. Nie jest tak u was? U
          mnie jest- skarpetek zawsze za mało, a wieszaków coraz więcej!
      • stella25b piasek 13.01.06, 09:09
        Ja nie znosze piasku miedzy palcami u nog, a najgorzej jest jak juz mam buty na
        nogach. I jeszcze jak cos jem i nagle zaczyna mi chrzescic miedzy zebami. Bo
        okazuje sie, ze to zarelko wczesniej walalo sie gdzies w piachu.
    • blue.berry Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:17
      1. kapiaca woda (nie wazne czy z kranu czy z balkonu powyzej)
      2. pozapalane swiatla w innych pokojach w ktorych nikogo nie ma
      3. otwarte drzwi do szafy w sypialni
      4. komary w nocy bzyczace nad uchem i znikajace po zapaleniu swiatla
      5. sol lub cukier pod paznokciami
      6. ginace rzeczy ktore powinny byc w okreslonym miejscu ale ich tam nie ma i
      nie wiadomo dlaczego ich tam nie ma i niewiadomo kto ich tam z powrotem nie
      odlozyl i gdzie polozyl je zamiast.
      7. rzeczy poukladne krzywo lub w zlej kolejnosci
      8. błedna świadomosc lodowkowa czyli przekonanie o tym ze w lodowce ma sie cos
      dobrego co bedzie mozna skonsumowac po przyjsciu do domu. oczywiscie po
      przyjsciu do domu okazuje sie ze tego w lodowce nie ma bo jakas swinia to
      zezarla i nie zostawila ani kawaleczka. w wersji pracownianej – poranny brak
      mleka do kawy lub tez samej kawy.
      9. i jeszcze okolo kilkudziesieciu innych rzeczy ktorych nie mam sily
      wypisywac: ))))))
      • aaneta Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:22
        Ad 7. Witaj w klubie.
        Dorzucę jeszcze naruszanie przez obce osoby mojego klosza, czyli jeśli ktoś stoi
        zbyt blisko mnie, a już niedajboże jeśli mnie dotyka.
        • blue.berry Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:25
          w kwestii obcych osob nie ma w ogole mowy o dotykaniu:)))
          ja w ogole z wiekiem coraz bardziej unikam zatloczonych miejsc czasemi nawet
          rezygnujac swiadomie z czegos tam co mnie inetresuje:(
          • aaneta Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:27
            No to tym bardziej witaj w klubie.
            A zauważyłaś, że większości ludzi to nie przeszkadza? I oburzają się strasznie,
            jak proszę, żeby się odsunęli parę centymetrów. A prosić muszę, bo inaczej robię
            się agresywna i mam ochotę zrobić komuś krzywdę.
            • daria13 Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:41
              Pkt 6 Jagódkowej listy - to rzecz, która denerwuje mnie tak bardzo, że czasami
              doprowadza mnie do łez złości. Jest sporo takich wiecznie wędrujących rzeczy,
              ale najczęsciej są to nożyczki.
              P:)
            • braineater Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:43
              oooooo to. dokładnie. Ludzie którzy wbijają sie w strefe intymną, machając przy
              tym ręcami, odczuwający zdrozna potrzebe potrzymania rozmówcy za reke,
              dotknięcia go w ramię itd. Momentalnie mi poziom agresji podskakuje. Koszmar -
              w dodatku mając do czynienia z zagramanicznymi ludźmi koszmar niewytłumaczalny,
              bo chyba kazda nacja ma inne granice 'strefy intymnej' - dla mnie to jest
              minimum 70 centymetrów, co dla znajomej Hamerykanki jest nie do przejścia, bo
              ona musi byc bliżej niz 30 centymetrów, zeby wogole z kims porozmawiać - chyba
              nie widzi, jak stoi dalej... (pytanko - czy wszystkie Hamerykany tak mają [z
              moich kontaktow wynika, że wszycy} To samo u Włochów z którymi sie wogóle nie
              da rozmawiac bo stoją tak blisko, ze zaczynają mi się rozmywac szczególy
              twarzy...
              Brrrr


              P:)
              A z rzeczy które w sekundzie sa w stanie wytoczyc ze mnie potok bluzgów to brak
              papierosa i zapalniczki obok siebie w momencie jak sie budzę. NMPP ma tendencję
              do rozrzucania zapalniczek po całym domu i zabierania tych które sa najblizej,
              wiec kilka razy doprowadziło to do sytuacji pre-rozwodowych...
              • stella25b Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:51
                Mnie strasznie denerwuje jak rozmowca stoi naprzeciwko mnie, bardzo blisko i
                patrzy mi prosto w oczy. Ja rozmawiajac z kims to kraze po calej sylwetce,
                okolicy, panoramie....
                • braineater Patrzenie w oczy 13.01.06, 09:55
                  a sprawa Polska.
                  Moje wieloletnie hobby - łażenie po ulicy i patrzenie kazdej mijanej osobie w
                  oczy. Dziewczeta sie płosza, faceci się dziwią - sporo razy reaguja agresją
                  momentalną - co sie k.wa gapisz!
                  I tak sie zastanawiam, czy na przyklad to, że wielu osoba ciężko sie ze mna
                  rozmawia, nie jest tez tym spowodowane, ze zawsze i ciagle patrzę ludziom w
                  oczy. Mam swiadomośc, że mnóstwo ludzi się wtedy peszy, plata i trudno im
                  mowic, ale nie wiem dlaczego.

                  P:)
                  • stella25b Re: Patrzenie w oczy 13.01.06, 10:01
                    Ale masz chlopie hobby.
                    • ben-oni Re: Patrzenie w oczy 13.01.06, 10:42
                      Ryzykowne hobby. W Serbii długo by nie pożył.Oj, nie pożył.
                  • kawa_malinowa Re: Patrzenie w oczy 13.01.06, 12:52
                    A to ja bym sie jeszcze bardziej schowala tak na ulicy... nie znosze, kiedy mi
                    sie ktos przyglada, wtedy naciagam szalik pod oczy, daje glosniej muzyke i
                    szybko znikam we wroclawskiej mgle :)
              • aaneta Hamerykanie 13.01.06, 09:54
                A to ciekawe, co twierdzisz odnośnie Hamerykanów, bo wszędzie piszą, że to
                właśnie w Hameryce dopuszczalne odległości w kontaktach międzyludzkich są
                największe. Nawet ma to odbicie w mocy perfum - wszystkie hamerykańskie są
                cięższe niż europejskie, żeby można je było wyczuć z większej odległości.
                • braineater Re: Hamerykanie 13.01.06, 09:57
                  Kurcze. Kazdy z którym rozmawiałem (nie ze były to jakies nieprzebrane tłumy i
                  w większości jakies nas tam kontakty rodzinne po 50 mieczach i kądzielach
                  łączyły) miał właśnie taka tendencję do macanki i ziania prosto w twarz z
                  bardzo bliskiej odległości.
                  Moze mam pecha po prostu:)

                  P:)
                  • mamarcela Re: Hamerykanie 13.01.06, 09:58
                    a może to te korzenie po anglijsku roots?
                    • aaneta Re: Hamerykanie 13.01.06, 10:42
                      Też mi się wydaje, że takie WASPy na przykład mają inaczej.
                      • noida Re: Hamerykanie 13.01.06, 13:13
                        Moi Hamerykanie pochodzenia niewiadomego nie obściskiwali się i rozmawiali z
                        normalnej odległości, w żadne czułości zbytnie się nie angażując.
              • kawa_malinowa Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 12:53
                ja sie zgodze z brakiem papierosow. i z brakiem zapalek, jako ze zapalniczki
                psuje w kilka dni i jakos tak pozniej wychodzi (dwei sobie zostawilam na
                pamiątkę, bo się odpalało nimi papierosy w pewnych okolicznosciach pewnym
                ludziom, to były czasy....)
          • mamarcela Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:41
            W kwestii granic osobistym jestem kompletnie popieprzona.
            Nigdy, ale to przenigdy nie usiądę na ławce w parku, albo kanapie jeśli siedzi
            tam więcej niz jedna (znajoma ofkorz)osoba - siadam na ziemi, albo stoję.
            Kiedyś wyleciałam za to z roboty. Ciągle odbywały się zebrania twórcze w
            gabinecie szefostwa. Wszyscy siadali na ogromnej skórzanej kanapie. W trakcie
            zebrań dowoływano kolejne osoby i robiło się coraz ciaśniej. Horor. Przy
            czwartej wstawałam i siadałam na dywanie po turecku. Zaznaczam chodzę w
            spodniach, na płaskim obcasie, rzadnego zgorszenia nie siałam. Mimo to
            koleżanki psycholożki (nota bene), które powiny sobie zdawać sprawę z różnych
            dziwactw osobniczych doprowadziły do mojego odejścia. "Czy poważna osoba
            siaduje w gabinecie szefa na podłodze!?!"
            aA swoja drogą, kto mówił, że ja poważna osoba jestem?
            W związku z dotykaniem jestem w ustawicznym konflikcie z własną matką, która
            bez przerwy mnie tyrpie bez uprzedzenia. A to włos zdejmuje, ato paproch
            strzepuje. Nauczyłam się w związku z tym uprzedzać" Sory, ale masz na głowie
            grzechotnika, czy mogę ci go zdjąc?"
            Zawsze cierpię niewymowne katusze we Francji podczas zwyczajowych i codziennych
            powitań i pożegnań avec tout le monde za pomocą czterech pocałunków w oba
            policzki. I to czasami z osobami, które się poznało dosłownie parę minut temu.
            Horror.
            W ogóle nie cierpię w stosunkach towarzyskich egzaltacji. Ciuciania.
            Kochaniowania na siłę. Wolę zdrowe męskie stosunki. Kontakt fizyczny z drugą
            osobą jest dla mnie sprawą intymną.
            pozdrawiam
            • mamarcela ŻADNEGO! zgorszenia nie było 13.01.06, 09:43
              ŻADNEGO ! oczywista
              z czego się śmiejecie? sami z siebie się śmiejecie, towarzyszko mamarcelo
            • daria13 Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 10:05
              Dobrze, że napisałaś, to już będę wiedziała, żeby się dzisiaj z Toba nie
              całować na przywitanie:)
              A ja z całowaniem i dotykaniem nie mam problemów, pod warunkiem, że robie to z
              osobami lubianymi i znanymi sobie dobrze. Jak inaczej wyrazić większą i głębsza
              sympatię wobec lubianych ludzi, jeśli nie całując się z nimi na przywitanie, po
              dłuższym niewidzeniu się? Wiem, wiem, zaraz mi powiecie, że ludzie, z którymi
              się lubimy wiedzą o tym doskonale i nie trzeba manifestować swoich uczuć wobec
              nich.
              Anetko, czy w takim razie nie powinnam Cię całować na powitanie, wydawało mi
              się, żę Ty też to lubisz i chętnie wyciągasz mordkę:)))
              Komon, nie bądźmy tacy sztywni.
              I ogłaszam, że jeśli kiedyś na jakieś nasze spotkanie da się namówić KrisK,
              żadna ludzka siła nie powstrzyma mnie przed ucałowaniem go z dubeltówki!!
              Ydoriusowi i Brunoszowi podam zatem dzisiaj tylko łapkę:)
              Pozdrawiam coraz bardziej podekscytowana z powodu naszego dzisiejszego
              spotkania:)
              • aaneta całowanie a ściskanie 13.01.06, 10:13
                Prawdę mówiąc, preferuję uściski.
                Polecam "Księgę uścisków", czy jakoś tak, przy okazji. Zmienia życie. Na lepsze.
                • aaneta "Mała księga uścisków" 13.01.06, 10:16
                  www.merlin.com.pl/frontend/towar/390492
                • mamarcela Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 10:16
                  Wizja Darii całującej na przywitanie Ydoriusa jest jedną z najpiekniejszych
                  wizji, jaka widzę przed oczami duszy mojej.!!! Brunosch uprzedzał, że będzie
                  miał obolałą paszczęke to może go jednak lepiej faktycznie nie całować, albo
                  zapytać o pozwolenie. Ale Ydoriusa całować, jak najbardziej!!!
                • daria13 Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:30
                  Ale jak się ściskać na powitanie bez całowania? Toż to breżniewowski
                  niedźwiadek wtedy wychodzi:)
                  Chodzi Ci o ściskanie całego korpusu, czy tylko dłoni, bo wtedy to rozumiem,
                  ale korpus bez całowania, jakoś tak mi się nie widzi:)))
                  Pozdrawiam nieco skonfudowana:)
                  • aaneta Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:33
                    Będzie szkolenie :)
                  • aaneta Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:34
                    A poza tym już się ściskałyśmy bez całowania, i to nie raz :)
                    • mamarcela Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:38
                      No dobra już. :)
                      Planowane szkolenie odbędzie się przy uzyciu pozotanta o imieniu Ydorius.
                      Spocznij.
                      • aaneta Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:41
                        Jestem za. Chociaż Brunoscha też bym chętnie.
                        Łomatko, co ja gadam. To wszystko przez tę politykę, cholera.
                        • mamarcela Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:48
                          Myslę, że brunosch miał przeczucie, co go czeka i dlatego profetycznie zapisał
                          sie do dentysty. Ze strachu. i ja mu się nie dziwię. :)
                      • stella25b Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:42
                        Czy to szkolenie ma byc z calowania i sciskania?

                        • aaneta Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:43
                          Ze ściskania bez całowania :)
                          • stella25b Re: całowanie a ściskanie 13.01.06, 11:45
                            Aaaa to najpierw szkolenie a pozniej egzamin?

                            To koniecznie zrobcie zdjecia do wgladu na Twarzach.
                • beatanu całowanie a ściskanie i osobiste granice i klosze 13.01.06, 12:22
                  Czytam sobie o różnych sposobach powitań i uświadamiam, że zupełnie
                  nieświadomie (wiem, powtórka, ale potraktujmy ją jako SWIADOMY zabieg
                  stylistyczny) przywitałyśmy się z Anetą na Okęciu tak jak lubimy - właśnie
                  takim przyjacielskim uściskiem całego ciała, nie tylko ręki.

                  Uwaga, znów będzie porównanie polsko-szwedzkie:

                  Wbrew stereotypowi chłodnego i zdystansowanego do bólu skandynawa Szwed (i
                  Szwedka) chętnie witają się właśnie uściskiem ciepłym (coby się ogrzać?) Nikt
                  nie obślinia mi tutaj policzków, i przyznam, że na tyle się zeskandynawiłam, że
                  polskie obcałowywanie mnie zaskakuje i... no nie lubię. Ale okazuje się, że nie
                  ja jedna.
                  Szwedzi sami o sobie mówią, że mają ogromną potrzebę zachowania osobistych
                  granic, i poza nielicznymi wyjątkami, nie spotkałam się tutaj z
                  fizycznym "nacieraniem" na rozmówcę. W autobusie, metrze, zawsze wybierane są
                  miejsca jak najdalej od współpasażera. Zagęszczane tylko w razie konieczności.
                  Z moich obserwacji wynika, że w Polsce - przynajmniej w Krakowie, bo tam
                  namiętnie jeżdżę tramwajami i autobusami - wygląda to ciut inaczej. Ale
                  TWArzystwo bardziej przypomina mi społeczność skadynawską niż polską ;) Hmmm.

                  Pozdrawiam ściskając bardziej niż całując!
                  • stella25b Re: całowanie a ściskanie i osobiste granice i kl 13.01.06, 12:32
                    beatanu napisała:

                    >
                    W autobusie, metrze, zawsze wybierane są
                    > miejsca jak najdalej od współpasażera. Zagęszczane tylko w razie
                    konieczności.
                    > Z moich obserwacji wynika, że w Polsce - przynajmniej w Krakowie, bo tam
                    > namiętnie jeżdżę tramwajami i autobusami - wygląda to ciut inaczej. Ale
                    > TWArzystwo bardziej przypomina mi społeczność skadynawską niż polską ;) Hmmm.

                    Polskie tloki w autobusach czy innych srodkach komunikacji miejskiej uodpornily
                    niektorych rodakow na usciski, przytulanki i inne takie.
                    >
                    • aaneta Mnie nie uodporniły. 13.01.06, 12:55
                      Dla mnie to jest codzienny horror.
                    • daria13 Re: całowanie a ściskanie i osobiste granice i kl 13.01.06, 13:04
                      Żeby wszyscy nie myśleli, że ja taka niewyżyta jestem i skora do całowania,
                      przyponę (bo pisałam już o tym w wątku światecznym), że w ostatnie święta byłam
                      inicjatorką i wykonawcą apelu o nie dzieleniu się opłatkiem podczas pracowej
                      kolacji wigilijnej, właśnie w celu uniknięcia całowania z byle kim.
                      A Brunosch nie wiedział, że ktoś go będzie chcial całować, bo to wyszło dopiero
                      teraz, więc jestem głęboko przekonana, że ta wizyta u dentysty, to czysty
                      przypadek, najczystszy;)
                      Jak piszecie o tych uściskach, to ja chyba zaczynam rozumieć jak to ma wyglądać
                      i nawet dochodzę do wniosku, że to moje całowanie, to takie bardziej zawsze
                      pozorowane było, bo obślinianie to rzeczywiście jest błeee.
                      Poćwiczymy, zobaczymy.
                      P:)
                      • aaneta mała poprawka, jeśli pozwolisz 13.01.06, 13:08
                        Nie całować, a ściskać.
                        Brunoscha, rzecz jasna.
                        :)
      • stella25b Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 09:53
        Punkt 2- ciagle latam po domu i gasze te zapalone lampy.
        Punkt 6- potrafie zrobic niezla awanture o takie balaganiarstwo.
      • ben-oni Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 10:36
        Otwarte drzwi do łazienki, to jest przeżycie!
    • 3promile Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 10:34
      1. Brak papierosów i/lub nie daj Boże kawy po porannym bolesnym powrocie z
      zaświatów,
      2. Skądinąd śliczne włosy mojej TŻ w umywalce albo gdzie nie bądź poza jej
      główką kształtną,
      3. "Meduza" - czyli człowiek chce się z człowiekiem przywitać, a ten zamiast
      ręki podaje mu taką galaretowatą mackę, łeee...
      4. Sąsiad, który przez cztery lata po wprowadzce ciągle się jeszcze nie
      zagospodarował był , albo - co bardzo prawdopodobne - jest etatowym
      pilotem-oblatywaczem wszelkich urządzeń wiercąco-hałasujących,
      5. Obecność posła Cymańskiego w mediach dowolnych,
      6. Masło w idiotycznym papiórku - czy nasza cywilizacja nie może opanować
      technologii pakowania masła w jakieś sensowne pudełko, pytam?
      7. Analizy polityki bieżącej w wykonaniu imć pana Zaremby,
      8. Zima jako taka.
      • blue.berry Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 10:43
        > 6. Masło w idiotycznym papiórku - czy nasza cywilizacja nie może opanować
        > technologii pakowania masła w jakieś sensowne pudełko, pytam?

        moze;)
        jest to np przedmiot zwany maselniczka:))) trzeba tylko przemoc sie w momencie
        rozpakowywania sliskiej tlustej bryly z papieru ktory uporczywie do niej
        przywiera i umieszczania jej w maselniczce. no i kupowac takie maslo ktore
        idealnie do naszej maselniczki pasuje, bo jak niedajboze jest wieksze to robi
        sie paskudnie.

        bb czyli wlascicielka wypasionej szklanej maselniczki ze srebrna pokrywka i
        takimz nozykiem:)
        wyglada zabawnie w lodowce pelnej kolorowych plastkowych rzeczy:)
        • 3promile Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 10:53
          no i kupowac takie maslo ktore
          > idealnie do naszej maselniczki pasuje

          Czyli nos dla tabakiery? Never!
          • aaneta masło do maselniczki 13.01.06, 11:00
            Maselniczka fajna rzecz, najlepiej dwie na zmianę, a z wymiarami nie ma
            problemu, jeśli kupuje się masło w kostce po prostu, osełkowe wbrew pozorom
            zazwyczaj są z chemią.
            • 3promile Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:07
              Aneto, mnie nie chodzi o fajną maselniczkę; mnie chodzi o przeprowadzenie
              procesu maselniczkowania w fazie produkcji, bo nie cierpię ręcznego
              odpapiórkowywania!
              • braineater Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:15
                Rama jest w fajnym poręcznym opakowaniu.
                Masmix tyż.



































                zaraz mnie zabije, normalnie zaszlachtuje i rozmaże po scianach
                P:)
                • 3promile Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:22
                  Będę udawał, że nie widzę tej chamskiej prowokacji ;-)
                • mamarcela Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:23
                  że się podczepię
                  benecol, czy jak mu tam też ma fajne.
                  Opakowanie.









                  A on dobrze robi na różne takie tam.
                  I jeszcze dobrze podobno robi na to, jakby kogoś krew miała zalać ze złości.

                  psyt. witaj brain. :)
                  • 3promile Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:42
                    "Benecol"? To brzmi jak jakiś weterynaryjny specyfik chuć wzmagający u buhajów!

                    Tak niewinnie się ten wątek zapowiadał - fobijki, obsesyjki, paranojki, a my
                    znowu na tematy zasadnicze wkraczamy...
                    • mamarcela Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:46
                      benecol to jest takie cuś, co to baba w telewizornii reklamuje
                      słowami "zmieniłam męża na lepsze".

                      podobno żyły zatkane otwiera.
                      więc gdybys chciał to widziałam w sklepie w maselniczce fabrycznej. a jakże.
                      P:) ustawicznie
                      • 3promile Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:48
                        "zmieniłam męża na lepsze".

                        No i znowu jakaś feministyczna propaganda!
                        :-)))
                        • mamarcela Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:51
                          eeee tam., jaka feministyczna propaganda. nie dorabiaj ideologi do czystej
                          podłej babskiej złośliwości.
                          i podłości takoż
                          podpis
                          mamarcela damska szowinistyczna świnia
                          :)
                        • aaneta żadna feministyczna propaganda 13.01.06, 12:03
                          Chociaż jestem feministką.
                          Ale nie każdy facet jest mężem, na szczęście.
                          Bo najlepszy mąż to cudzy mąż.
                          I nie mam nic przeciwko żadnemu facetowi, który nie jest moim mężem.
                          • mamarcela Re: żadna feministyczna propaganda 13.01.06, 12:07
                            a czy ja mówię, że mam?
                            coś przeciwko facetom
                            never
                            my sie z Promilem tylko tak kiziamy po brzuszkach :)
                            • 3promile Re: żadna feministyczna propaganda 13.01.06, 12:08
                              Nie "kiziamy po brzuszkach"!



                              Się smyramy po narządach!

                              ;-)
                    • beatanu o kompromisie maślanym 13.01.06, 12:34
                      a nie można, chociaż raz, i rybki i akwarium?

                      Masło prawdziwe w papierku, albo maselniczce, jak kto woli i masło masłopodobne
                      masmixowate (masło + olej rzepakowy w moim przypadku) do smarowania kanapek, w
                      pudełeczku plastikowym producenta?

                      Zauważmy też, że maselniczka jest rozwiązaniem ekologicznym - nie produkujemy
                      więcej śmieci, niż musimy :)

                      Beata próbująca pogodzić frakcje parówkową z frakcją szynki bejcowanej. Mission
                      Impossible, wiem - ale ja lubię z motyką na słońce :-)
                      • 3promile Re: o kompromisie maślanym 13.01.06, 12:43
                        Ależ Beato, mnie nie chodzi o przewagę cholesterolu nad kwasami erukowymi - mnie
                        po prostu niemożebnie wku... ten cholerny papiórek, z chtórego trzeba gołymi
                        rękami masło wydobywać - niechby i do maselniczki miśnieńskiej, ale trzeba wyjąć
                        z tego świństwa! Obrzydlistffo!
                        • aaneta Re: o kompromisie maślanym 13.01.06, 13:01
                          Promiś, na szkolenie! Tym razem nie ze ściskania bez całowania, tylko z
                          wypakowywania masła do maselniczki :)

                          Beato, gdybyż to było masło tylko z olejem, ale do tego (a może zamiast?) musi
                          być tona jakichś świństw, od sztucznych aromatów począwszy do niewiadomoczego,
                          od czego robi się po prostu niedobrze.
                          • beatanu o świnstwach w masłopodobnym maśle 13.01.06, 16:48
                            aaneta napisała:
                            > Beato, gdybyż to było masło tylko z olejem, ale do tego (a może zamiast?) musi
                            > być tona jakichś świństw, od sztucznych aromatów począwszy do niewiadomoczego,
                            > od czego robi się po prostu niedobrze.

                            No aż sobie wyjęłam z lodówki moje masłopodobne "bregott" i czytam co następuje:
                            śmietana i mleko odtłuszczone (razem 65%), olej rzepakowy (35%), sól (1%),
                            kultura mleka kwaśnego (jest coś, co się tak nazywa? nie chce mi się
                            sprawdzać), witamina A i D.

                            No chyba nie tak strasznie dużo świństw?
                            Kiedyć widziałam szwedzkie "bregott" w Nowej Hucie, ale to może tylko przez
                            pomyłkę?

                            Coś mi się nie chce wierzyć, że wszystkie masłopodobne mixy w Polsce mają pełno
                            emulgatorów i innych E-ileśtam. Ale nie kłócę się, bo nie sprawdzałam :)

                        • beatanu o masłowatości masła już chyba po raz ostatni 13.01.06, 13:04
                          3promile napisał:

                          > po prostu niemożebnie wku... ten cholerny papiórek, z chtórego trzeba gołymi
                          > rękami masło wydobywać - niechby i do maselniczki miśnieńskiej, ale trzeba
                          wyjąć
                          > z tego świństwa! Obrzydlistffo!

                          To może rękawiczki gumkowo-plastikowe ?
                          B :)
                          • blue.berry Re: o masłowatości masła już chyba po raz ostatni 13.01.06, 13:45
                            dokladnie
                            gumowe rekawiczki i dwa widelce -
                            powinno sie w miare bezbolesnie udac:)))
                            • mamarcela Re: o masłowatości masła już chyba po raz ostatni 13.01.06, 13:50
                              ja nic nie rozumiem.
                              Bo to podobno faceci rad udzielają, a kobiety lubią być wysłuchane i
                              zrozumiane. a Twa masz, - facet cierpi, a kobiety każą mu rękawiczki gumowe
                              wkładać. :)
                              A przecież to wcale nie o to chodzi.
                              Ja tam łączę się z Promilem w bólu. Rozumiem i podzielam jego żałość wielką z
                              powodu obeności papierka na maśle i konieczności tegoż masła z tegoż papierka
                              wyjęcia.
                              Toż to ból egzystencjalny, a wy mu tak w rękawiczkach gumowych w duszę. Fe.
                              Promiś jestem z Tobą. :)
                              • 3promile Re: o masłowatości masła już chyba po raz ostatni 13.01.06, 13:54
                                Taaa, te rękawiczki beznadziejne są. Beznadziejnie odtwórcze...

                                ;-)))
              • aaneta Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:30
                Ależ rozumiem o co Ci chodzi :)
                Ja tak sprytnie rozpakowuję masło, że dotykam tylko papierka, i ten papierek
                nigdy mi się do masła nie przykleja, pod warunkiem, że jest schłodzone oczywiście.
                I wolę szklaną albo fajansową maselniczkę niż plastik.
                • stella25b Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:41
                  Ja nie uzywam maselniczek, jakos ich nie lubie. Laduje maslo na taki maly
                  zgrabny porcelanowy talerzyk.
                  • aaneta Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:43
                    Ale masło musi być przykryte, coby się witamina A czy inna pod wpływem światła
                    nie rozkładała na czynniki pierwsze.
                    • stella25b Re: masło do maselniczki 13.01.06, 11:48
                      O qurcze, to sobie musze sprawic maselniczke. A co sie dzieje z taka rozlozona
                      witamina A? Jest juz niewitaminowa?
                      • aaneta Re: masło do maselniczki 13.01.06, 12:00
                        Pewnie tak. Podobnie wszystkie tłuszcze, oleje też, dlatego powinny być
                        przechowywane w ciemnych butelkach, najlepiej szklanych, bo na dodatek coś
                        niedobrego się dzieje z tłuszczem w kontakcie z plastikiem, tylko nie wiem co.
                        To nie jest tylko kwestia witamin, ale też tego, że tłuszcze jełczeją pod
                        wpływem światła, czyli jakaś przemiana chemiczna w nich zachodzi, tylko za żadne
                        skarby nie pamiętam jaka, ale robią się wręcz toksyczne, a już przynajmnniej
                        niesmaczne.
      • beatanu jeszcze raz o formach powitań 13.01.06, 12:41
        3promile napisał:
        > 3. "Meduza" - czyli człowiek chce się z człowiekiem przywitać, a ten zamiast
        > ręki podaje mu taką galaretowatą mackę, łeee...

        Ja to nazywam rybką (śniętą) i nie cierpię! Od razu nabieram do tej
        nowopoznanej osoby brzydkich uprzedzeń :(
        Wolę jak ktoś mi nadłamie kości śródręcza (no, z lekka przesadziłam,
        masochistką nie jestem!) niż poda takie niewiadomoco.

        ad 7. Chodzi Ci o Macieja Zarmbę, publicystę Dagens Nyheter, ostatnio w GW
        rukowanego, czy też o jakiegoś innego pana Z.? Ja akurat pana Z. ze Szwecji
        lubię, choć nie zawsze do końca się nim zgadzam :)

        Pozdrawiam zimowo jako tako, wiosny wyczekując!


        • 3promile Re: jeszcze raz o formach powitań 13.01.06, 12:49
          Piotr Zaremba z polskiej edycji niusłika, który ostatnio połyskuje często-gęsto
          w telewizorze, ale stosuje tak skandaliczne uproszczenia (o których zapewne sam
          ma wysokie mniemanie, że niby błykotliwe skróty i wolty), że się mnie
          norrrmalnie obsadka z pióra sama odkręca... Faceta można by najtrafniej
          scharakteryzować jako kawałek styropianu, sprytnie przez dziesięciolatka z
          izolacji elewacyjnej wydłubany, a następnie przez tegoż (...)latka pośliniony i
          po szybie, i po szybie...
          • beatanu O Zarmbach różnych 13.01.06, 13:10
            Ożesz! Z tym styropianem trafiłeś nie tyle w dziesiątkę, co na osobę wrażliwą.
            To ja już chyba wiem, dlaczego nie kwapię się do czytania Newsweeka po polsku.

            Dzięki!
    • mamarcela Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 10:42
      Dodatkowo jestem osobą wysoce aspołeczną. Nienawidze spędów wszelakich, na
      których to obowiązkiem jest dobrze się bawić i uczestniczyć w small talk (a
      Gienkowie kupili sobie nowy dom. No, coś ty?)
      Najgorsze są tego typu spędy w plenerze np. grille na działce. Wymiękam.
      Normalni, wykształceni ludzie, artyści!!!, a tak pieprzą. Nawet jeśli o sztuce
      to w kontekscie towarzyskich ploteczek. Paranoja. Zwykle biorę ogary i idę w
      las. A na drugi dzień mam kaca i to może dlatego mam to przeświadczenie o
      uczuleniu na alkohol.
      W tragicznych latach mojego małżeństwa z OMD odbywały się pickniki np. na polu
      golfowym w Rajszewie. Kurczę, stamtąd to się nawet uciec nie da.
      Zresztą moja aspołeczność była jednym z koronych dowodów przeciwko mnie by OMD.
      Trudno. Taka już jestem. Aspołeczna.
      Z drugiej strony uwielbiam osoby, które plotkują w sposób absolutny. Mam
      takiego kumpla, który niestety daleko mieszka. Ale każde spotkanie z nim to
      rozkosz dla mej duszy. Te plotki, ploteczki, intryżki najrozmaitsze, które on
      kolekcjonuje i sprzedaje jako sztukę dla sztuki, bo nie ma to podtekstu
      złośliwości. Uwielbiam. A najbardziej lubię plotki o sobie.
      P;)
      mamarcela osobniczka aspołeczna
      • aaneta plotki 13.01.06, 10:51
        Uuuuu, a ja plotkowania nienawidzę, a już zwłaszcza plotkujących facetów, są
        tysiąc razy gorsi niż baby plotkary :( Miałam takiego w pracy, czyli prawie
        codziennie przez kilka lat. Zgroza.
        • mamarcela Re: plotki 13.01.06, 11:18
          Też zasadniczo nie cierpię.
          Ale w wykonaniu kolegi W. wszystkie plotki to małe dzieła sztuki. Thrillerki.
          On świetnie pisze i świetnie opowiada może dlatego. W każdym razie pozdrawiam
          go serdecznie :)
          • ben-oni Re: plotki 13.01.06, 11:46
            Popieram artystów a ponoć w dawnych wiekach byli nawet artyści wśród katów.
            Pięknie wieszać lub kołem łamać - oto wyzwanie dla prawdziwego artysty! :)))

            Ale plotka powtórnie usłyszana i w dodatku w "nowej wersji" to przekręt
            obezwładniający. Coś takiego zabija ideę plotki. Jest jak drugi żołądek i
            ponowne trawienie.
            • stella25b Re: plotki 13.01.06, 12:02
              ben-oni napisał:

              > Popieram artystów a ponoć w dawnych wiekach byli nawet artyści wśród katów.
              > Pięknie wieszać lub kołem łamać - oto wyzwanie dla prawdziwego artysty! :)))
              >

              Kat zbieral tzw "katowe" od poddanych. Kazdy mogl mu dac tyle (nie tylko
              monety, najczesciej produkty zbozowe), ile miescilo sie w kata dloni. A
              dotykanie kata przynosilo pecha stad kat chodzil po "katowe" z taka sztuczna
              dlonia, wykonana najczesciej z jakiegos metalu. Im wieksza dlon byla, tym
              bardziej sie bogacil kat. Wsrod takich dloni zdarzaly sie czesto dziela sztuki.
              • beatanu o katowym 13.01.06, 13:06
                stella25b napisała:

                > Kat zbieral tzw "katowe" od poddanych

                A chętnie mu poddani owo katowe wręczali? Czy tylko z bojaźni, że kiedyś
                klientami pana kata zostaną?

                Beata dociekliwa czasami
                • stella25b Re: o katowym 13.01.06, 14:50
                  Czuli przed katem olbrzymi respekt i dlatego tez placili. Ale kat niestety nie
                  mial latwego zycia. Byl odizolowany od reszty spoleczenstwa. Mieszkal
                  najczesciej za miastem (w czasach nowozytnych kazde miasto mialo swojego kata)
                  a mieszkancy ze strachu nie utrzymywali z nim kontaktow towarzyskich. Zony
                  musial sobie szukac wsrod czlonkow innych rodzin katowskich. Najgorsze w tym
                  wszystkim bylo to, ze urzad kata przechodzi z ojca na syna.
                  • brunosch Re: o katowym 13.01.06, 15:07
                    Szacunek do kata wynikał stąd, że jego zawód wymagał solidnej wiedzy z anatomii.
                    Na tym właśnie polegała trudność tego fachu - wydobyć zeznania, nie mordując
                    podejrzanego zbyt prędko. Podobnie było z egzekucjami - jeśli skazywano kogoś na
                    wielostopniowe umieranie - trzeba było tak dawkować kolejne jego stadia, aby do
                    ostatniej chwili skazaniec był nie tylko żywy, ale najważniejsze - przytomny.
                    Katem nie zostawało się na ochotnika - pamiętajmy, że były szkoły katowskie
                    (europejską sławę zdobyła nasza, w Bieczu) której ukończenie dawało tytuł
                    Mistrza (Mistrza Małodobrego).
                    ***
                    "Izolacja towarzyska" kata brała się zarówno z mieszaniny strachu i obrzydzenia,
                    ale nie lekceważmy i tego, że był to człowiek nieczysty i choć społecznie
                    uzyteczny, to jednak działający zbyt blisko opętanych przez diabła, heretyków,
                    apostatów i ludzi wyklętych.
                    ***
                    PS no to cześć, lecę do dentysty! ;)))
                    • stella25b Re: o katowym 13.01.06, 15:55
                      brunosch napisał:

                      > Katem nie zostawało się na ochotnika - pamiętajmy, że były szkoły katowskie
                      > (europejską sławę zdobyła nasza, w Bieczu) której ukończenie dawało tytuł
                      > Mistrza (Mistrza Małodobrego).
                      > ***

                      Na ochotnika katem sie nie zostawalo ale czesto zostalo sie zmuszonym do
                      wykonywania tego urzedu, np. bylym skazancom. Taki delikwent nie mial w
                      zasadzie innego wyjscia wiec przyjmowal te propozycje.
                • ben-oni Re: o katowym 13.01.06, 14:57
                  Dociekliwej powiem, że kat miał przewalone ale i całkiem wygodnie. Ludzie go
                  omijali a więc miał święty spokój. Dotyczyło to całej jego rodziny (dlatego
                  zawód ten się dziedziczyło). Gorzej było z rozrywkami. Na dyskotekach kat miał
                  prawo tylko do jednego (pierwszego) tańca (z własną żoną gdy wszyscy inni nie
                  tańczyli - takie sredniowieczne tabu) - nazywano to "Tańcem kata". Po tym tancu
                  był bezceremonialnie wypraszany.
                  • beatanu Re: o katowym 13.01.06, 16:37
                    A tak już zupełnie poważnie - przypomniało mi się, że w zamierzchłych czasach
                    czytałam książeczkę Pära Lagerqvista "Bödeln" czyli "Kat" właśnie (na polski
                    przetłumaczona w latch 70-tych) Taka alegoria, protest przeciwko nazizmowi, ale
                    o ile pamiętam tytułowy kat żył sobie w średniowieczu. Przerażające - nic nie
                    pamiętam :( Czytał ktoś?
                    Zacznę sobie zapisywać, co mam w biblitece sprawdzić następnym razem. Bo
                    inaczej zapomnę.

                    B z lekka przerażona swoją niepamięcią
                    • ben-oni Re: o katowym 13.01.06, 17:22
                      A to pech, (ojej, przecież dziś 13-ego, piątek!), przeczytałem "Sybillę",
                      pożarłem "Karła", i w zbiorze tylko "Kat" czeka... Ale jak to brzmi!
                      Ben-oni, Kat czeka!
          • noida Re: plotki 13.01.06, 13:06
            Też mam takiego kolegę-plotkarza. Od niego to usłyszałam rewelacyjną plotkę na
            swój temat- podobno na którychś z kolei swoich urodzinach siedziałam mu na
            kolanach całując się namiętnie z Agnieszką Włodarczyk. Urodziny urodzinami, ale
            na pewno nie byłam aż tak znietrzeźwiona, żeby czegoś takiego nie pamiętać ;-)

            A ogólnie plotek nie cierpię i nie toleruję. Plotkujące koleżanki mają u mnie
            na dzień dobry -10 punktów. Od spotkań na ploteczki od wielu lat wykręcam się
            symulując rodzinne problemy oraz przeróżne choroby (dodatkowy temat do plotek
            na mój temat). Nienawidzę plotek głównie z powodu, że plotkujący zawsze lepiej
            niż ja wie, co ja czuję, myślę i czego bym chciała. A to mnie do szału
            doprowadza. Z tego też powodu o zmianach życiowych u bliższych i dalszych
            znajomych dowiaduję się zawsze ostania ;-)
    • kawa_malinowa zachowania ludzkie 13.01.06, 12:55
      1. przytulanki na powitanie i w ogóle kontakty fizyczne z ogromną częścią
      społeczeństwa. Nie i koniec. Przytulić się mogą przyjaciółki. Reszta nie!

      2. denerwują mnie próby grania mi na emocjach i udawania pana boga, co to moze
      sie bawic kim chce.

      i chyba tyle....
      • ben-oni Re: zachowania ludzkie 13.01.06, 15:10
        A propos tych bogów...

        Do kur...icy doprowadzają mnie opakowania o poj. 0,9 l. Bo czuję się
        potraktowany jak bezmózgi żołądek na dwóch nogach. Jakiś pan w krawacie gdzieś
        w jakimś dziale marketingu został olśniony "boskim planem" wyd...ania mnie na
        10% i ten pan jest święcie przekonany, że ja - prostaczek - dam się na to
        złapać. To obraza mojej inteligencji. I to mnie wkurza.
        • kawa_malinowa Re: zachowania ludzkie 13.01.06, 17:39
          fakt. tez irytujace. zakupy w ogole sa "be".
          Ale mi chodzilo o codzienne relacje miedzyludzkie....
          .
    • brunosch Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 13:06
      Nie lubię gdy mi mówią po imieniu
      Gdy w zdaniu jest co drugie słowo - brat
      Nie lubię gdy mnie klepią po ramieniu
      Z uśmiechem wykrzykując - kopę lat!
      Nie lubię gdy czytają moje listy
      Przez ramię odczytując treść ich kart
      Nie lubię tych co myślą, że na wszystko
      Najlepszy jest cios w pochylony kark

      Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza
      Nie znoszę gdy na litość brać mnie chce
      Nie znoszę gdy z butami lezą w duszę
      Tym bardziej gdy mi napluć w nią starają się
      Nie znoszę much co żywią się krwią świeżą
      Nie znoszę psów co szarpią mięsa strzęp
      Nie znoszę tych co tępo w siebie wierzą
      Gdy nawet już ich dławi własny pęd!

      Co można do tego dodać? Nie znoszę, gdy ktoś trzeci wpina się w moją rozmowę,
      pieprząc jak potłuczony - tylko po to, żeby zaistnieć.
      do furii doprowadzają mnie niespełnione obietnice (np że coś zostanie zrobione,
      a potem okazuje się, że "tak mi się nie chciało"), brak słowności, czyjaś
      beztroska rozwalająca moje plany.
      • monikate Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 18:46
        Trochę się znajdzie:
        1. Nie znoszę wszelkich awarii domowych, braku wody i prundu z uwzględnieniem
        szczególnym zaniku sygnału internetowego;
        2. Kiedy deszcz pada, a ja musze wyjśc z domu, wilgoć "wchodzi " w moje włosy i
        fryzurę diabli biorą;
        3. Nie cierpię plotkarstwa, plotkarzy a szczególnie starych, moherowych
        plotkar, których zatrzesienie występuje w mojej kamienicy;
        4. Ordynarnego zachowania się, chamstwa i agresji;
        5. Spoufalania się, włażenia z butami w moje życie prywatne;
        6. Kiedy staranne plany biorą w łeb na skutek siły wyższej i nie ma przeproś...
        • ben-oni Re: Jak śnieg biała gorączka, szewskie hobby 13.01.06, 20:28
          A "wielkie" gazety, których stronnice rozmiarów stolika kawiarnianego nie
          nadają się do rozłożenia w miejscu publicznym? Rozlatują się gdy próbujesz to
          jakoś przełożyć, zgniatają się, ręce bolą itd. I ma to 50 stron co najmniej.
          "Oni" to robią celowo. Podejrzewam spisek.
          • braineater Ten natomiast 19.09.06, 19:47
            ma sporo fajnych momentów:)
            P:)
            • monikate Re: Ten natomiast 20.09.06, 17:04
              Oj, ma...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka