Dodaj do ulubionych

Ludzkie uczucia, część VII: pogarda

01.02.06, 23:27

Kiedyś, dawno temu, chodziłem na zajęcia prowadzone przez pana Roberta Piłata
(fenomenalny wykładowca i człowiek) dotyczące krzywdy i zadośćuczynienia.
Rozpatrywaliśmy rozmaite aspekty tego, czym jest krzywda, jak się objawia, czy
może być zdarzeniem zupełnie obiektywnym, czy do poczucia krzywdy, podobnie
jak to jest w przypadku występowania konfliktu, potrzebne są obie strony
przekonane, że coś się stało, czy też wystarczy jedna i tak dalej.
Rozpatrywaliśmy także możliwość zadośćuczynienia. Warunków koniecznych ect.
Z tego, co pamiętam nikt nie wpadł na to, że tym, co uniemożliwia pojednanie
czy też zadośćuczynienie właśnie jest pogarda. Gdy strona skrzywdzona nie
tylko nie chce wyjść ze sojego poczucia krzywdy, ale w dodatku zaczyna gardzić
krzywdzącym.

Zastanawiałem się - z czysto osobistych pobudek - dziś nad tym, że pojęcie
pogardy jest chyba rozumiane bardzo pejoratywnie. Człowiek, który gardzi drugm
człowiekiem, choćby miał ku temu szczere powody, nie jest postrzegany zbyt
dobrze. Przyznam szczerze, że jeśli tak rzczywiście jest, upatrywałbym
przyczyn w etyce chrześcijańskiej, która nakazuje nam przebaczenie wrogom i
pojednanie się z nimi. Ale może się mylę i złe postrzeganie człowieka
gardzącego innym człowiekiem ma swe źródła gdzie indziej.

A oprócz tego - a może pogarda jest dobra? Znaczy na pewno jest potrzebna i
stanowi swoisty mechanizm obronny, ale może po prostu od czasu do czasu jest
WŁAŚCIWYM sięgnięcie po ten środek wyrazu? Jak sądzicie?

m,
.y.

----------------------------------
What is home without Pinezka's Potted
Meat? Incomplete.
wypielęgnowany harmider w duszy
Obserwuj wątek
    • itek1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 00:03
      > Człowiek, który gardzi drugm
      > człowiekiem, choćby miał ku temu szczere powody, nie jest postrzegany zbyt
      > dobrze.
      Co to sa szczere powody??

      > A oprócz tego - a może pogarda jest dobra?
      Pogarda => agresja || autoagesja => zniszczenie.
      Moja definicja: pogarda- szkodliwy stan przejsciowy (gorzej jesli permanentny).
    • dr.krisk Pogarda... 02.02.06, 00:31
      ydorius napisał:

      > A oprócz tego - a może pogarda jest dobra? Znaczy na pewno jest potrzebna i
      > stanowi swoisty mechanizm obronny, ale może po prostu od czasu do czasu jest
      > WŁAŚCIWYM sięgnięcie po ten środek wyrazu? Jak sądzicie?
      Jak najbardziej. No bo co czuć w stosunku do postępków małych a podłych?
      Rzeczywiście, obecnie wolimy zagłaskiwać rzeczywistość, i porządna pogarda
      powoli odchodzi w niepamięć. Zamiast niej mamy jakieś histeryczne popiskiwania,
      stresy, humory jakieś...
      Ja osobiście rzadko kimś pogardzam - ale jak już, to na całego. Solidnie i do
      końca.
    • beatanu Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 09:07
      ydorius napisał:
      >A oprócz tego - a może pogarda jest dobra? Znaczy na pewno jest potrzebna i
      > stanowi swoisty mechanizm obronny, ale może po prostu od czasu do czasu jest
      > WŁAŚCIWYM sięgnięcie po ten środek wyrazu? Jak sądzicie?

      Im bardziej zastanawiam się nad pojęciem pogardy, tym mniej jestem pewna
      czegokolwiek...

      Boję się pogardy. Tej okazanej mnie, i tej, którą mogłabym okazać komuś
      innemu . Albo czuć ją wobec siebie samej. Bo pogarda łączy się nieodzownie
      (przynajmniej w moim odczuciu)z poczuciem braku szacunku, a w konsekwencji z
      odebraniem pogardzanej osobie jej człowieczeństwa. Może idę w swoich poglądach
      za daleko, może idealizuję i naciągam brudną rzeczywistość do przeczystych
      ideałów. Ale tak sobie spontanicznie myślę.
      Mogę wobec kogoś czuć ogromną niechęć, ktoś może swoim zachowaniem wkurzać mnie
      do ostateczności, mogę zacząć odczuwać mordercze instynkty... ale nie wiem, czy
      nawet czując w porywach nienawiść czuję jakąś pogardę...

      Wiele razy próbowałam ogarnąć uczucia wobec człowieka, który przez dłuższy czas
      poniewierał psychicznie i fizycznie bliską mi osobą. Nie znalazłam wsród tych
      uczuć pogardy... przynajmniej tak jak ja ją rozumiem. Może dlatego, że to nie
      JA zostałam skrzywdzona? Nie wiem.

      Kiedyś, dawno, podczas pierwszego dłuższego pobytu w Szwecji ze zdumieniem
      odkryłam, że w pewnych sytuacjach bliska jestem przekonania, że JA jako
      mieszkanka kraju o historii o wiele bardziej pokręconej niż historia poczciwych
      Szwedów jestem jakaś taka lepsza i bardziej "wartościowa", bo naznaczona
      cierpieniem przodków itp itd. Teraz się tego wstydzę... Może dlatego, że
      zahaczyłam o uczucie pogardy właśnie?

      Plątam się w zeznaniach. Pora na kolejną kawę, by obudzić się naprawdę :)
    • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 09:41
      Dzięki Ydorius za rozpoczęcie tego wątku. Bo już sie osamotniona w noramalnych
      ludzkich uczuciach poczułam. Diablica w stadzie aniołów. Oberwało mi się
      solidnie w wątku o cechach ludzkich, których nie lubimy.
      I to mnie bardzo zmartwiło i to nie dlatego, że mi się oberwało, ale to
      niestety powiało "nieautentycznością", ktorej tak nie lubię i z którą mam
      problem. Niestety nie ma tak dobrze, że wszyscy są wspaniali, a my pozbawieni
      złych uczuć najwspanialsi. Takie podejście jest naprawdę groźne i to nie ja to
      wymyśliłam tylko znacznie mądrzejsi przede mną.
      Ten ktoś, albo to coś, co nas stworzyło wyposażyło znakomita większość z nas w
      cały komplet ludzkich cech i uczuć - także tych niedobrych i wręcz złych. I
      wszyscy je odczuwamy, choćbyśmy się nie wiem jak tego wypierali. Choćbyśmy nie
      wiem jak zakładali, że są nam one obce. Zresztą to wypieranie jest niezdrowe i
      groźne nie tylko dla nas, ale dla naszych dzieci, którym w ten sposób
      przekazujemy w darze nierozpracowane emocje, a także dla bliźnich, bo czasami
      to co wyparte i ukryte wybucha ze zwielokrotnioną siłą. Odczuwamy więc niechęć,
      zazdrość, pogardę, pychę, wściekłość, agresję itp. Nie ma mocnych - wszyscy to
      mają. Tylko w różnym stopniu i różnie sobie z tym radzą. Nie można odcinać się
      od emocji, chociażby z tego powodu, że nauka radzenia sobie ze złymi emocjami
      stanowi niezbędny etap rozwoju naszej osobowości. którego niestety przeskoczyć
      się (przez wyparcie tych emocji) nie da, bo to sie prędzej, czy później odbije
      na nas, czy naszych dzieciach. I dlatego tytułowa pogarda jest "dobra" ponieważ
      jest najzupełniej normalna i jak najbardziej ludzka.
      Co nie zwalnia nas oczywiście z obowiązku radzenia sobie z nią i innymi
      paskudnymi uczuciami, które w nas tkwią.
      P:)
      • mamarcela mamarcela a pogarda 02.02.06, 10:12
        Po głębokiej autoanalizie doszłam do wniosku, że akurat pogarda jest mi
        osobiście ze wszystkich tych żłych cech najbardziej obca. Tu przychylam się do
        zdania Beaty jeśli chodzi o moralną strone pogardy, ale nie tylko o to chodzi.
        Po prostu pogarda wymaga czasu i istnienia w czasie, a ja jestem typowym
        cholerykiem i gwałtownikiem. Wszystkie złe emocje pojawiają się we mnie szybko
        i gwałtownie i równie szybko odchodzą. Dlatego też znacznie bliższe są mi
        seanse nienawiści, zemsty okrutne i strasznie sophisticated wymyślone w
        najdrobniejszych szczegółach, z których żaden nigdy nie został zrealizowany,
        oraz wizualizacja tego, co zostanie z tego z nieszczęśnika po tych wszystkich
        psychicznych torturach, których go podałam we własnej wyobraźni. I już.
        Chwatit. Seans nienawiści konczy sie częśto obśmianiem całej sytuacji i po
        takich zabiegach większa część pogardy zmienia się w ironiczne politowanie.
        Doktor to kiedyś ładnie nazwał inaczej, ale już nie pamiętam jak.
        Pozdrawiam
        mamarcela, która homo sum etc.
        • beatanu Re: mamarcela a pogarda 02.02.06, 10:47
          mamarcela napisała:
          >Seans nienawiści konczy sie częśto obśmianiem całej sytuacji i po
          > takich zabiegach większa część pogardy zmienia się w ironiczne politowanie.
          > Doktor to kiedyś ładnie nazwał inaczej, ale już nie pamiętam jak.

          Ja też nie pamiętam. Ale mój przyjaciel (a od niego nauczył się tak z
          politowaniem mówić mój mąż) mawia: "Pan Bóg już go/ją ukarał..."

          :)
      • beatanu Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 10:43
        mamarcela napisała:
        >Bo już sie osamotniona w noramalnych
        > ludzkich uczuciach poczułam.

        Uderz w stół, Beata się odezwie :)

        Ależ nie jesteś osamotniona! Diabeł siedzi w każdym z nas, zgadzam się z Tobą
        jak najbardziej. Zresztą chyba wczoraj (przedwczoraj) podpisałam się pod postem
        o fascynacji nagłą śmiercią jako "nieaniołopodobna", bo czasami mam wrażenie,
        że mnie tak niektórzy postrzegają (niekoniecznie na TWA - bo tutaj mogę kreować
        się jak mi się podoba, weryfikowanie w realu przyjdzie później albo nigdy;)

        Obwieszczam więc tym, którzy jeszcze mnie nie przejrzeli - nie jestem aniołem,
        siostrą miłosierdzia a już na pewno nie Matką Teresą (nie dość, że konfabuluję
        to jeszcze mam manię wielkości:) Nieobce mi są uczucia zazdrości (takiej z
        zawiścią pewnie też), niechęci ogromnej, obrzydzenia, wściekłości, pychy i
        chęci udowodnienia światu (i samej sobie, że k... teraz ja! czyli właśnie
        beatanu) Tylko nie widzę powodów, dla których miałabym się tym wszystkim
        chwalić właśnie tutaj... O wzrastającej we mnie agressji, o
        uczuciach "brzydkich" rozmawiam z moimi najbliższymi przyjaciółmi. Z mężem. Z
        dziećmi. Kiedyś przerabiałam je u psychoterapeutki. To mi wystarcza.

        Kiedyś w luźnej rozmowie zapytałam koleżankę w pracy (nie bliską, po prostu
        koleżankę) czy ona też, w przypływie wściekłości i bezsilności, miała ochotę
        wyrzucić przez balkon swoje dziecko. Popatrzyła na mnie tak przerażonym
        wzrokiem, że nie musiałam czekać na odpowiedź, by domyślić się jak ta odpowiedź
        będzie brzmiała. I nigdy więcej już takich pytań "przygodnie poznanym" osobom
        nie zadawałam.

        Oczywiście, że nosimy w sobie uczucia, tak "brzydkie", że nie ukazują się nam
        nawet w snach. Szkoda wielka, że w procesie socjalizacji - i w domu i w szkole
        i wszędzie indziej (w kościele?) tak mało, albo w ogóle, mówi się o tym jak
        sobie z takimi negatywnymi rakcjami i odczuciami radzić. Bo rację masz,
        Mamarcelo, że wypieranie, intelektualizowanie i "stosowanie" jeszcze innych
        mechanizmów obronnych może funkcjonować tylko na krótką metę. Ale na pewno nie
        na całe życie. I szkodę wyrządzić dużą po drodze.

        Negatywne reakcje i uczucia obarczone są z defnicji nieomalże poczuciem winy,
        wstydu i wrażeniem, że łojezu wszyscy są tacy dobrzy a tylko ja jedna mam
        ochotę zamordować tego pana... Tym bardziej dzięki za Twój post Mamarcelo!

        To tyle. Idę zadzwonić do człowieka, którego jeszcze nigdy nie spotkałam, ale
        do którego żywię raczej negatywne odczucia za niewywiązanie się z umowy. Ale
        czuję też respekt, bo on ma władzę a ja niekoniecznie. I boję się ciut i
        jeszcze bardzej. Proszę o trzymanie kciuków!
        • mamarcela Beato, 02.02.06, 11:26
          a wiesz, że akurat Ciebie zupełnie o "matkoteresizm" w złym tego słowa
          znaczeniu nie podejrzewałam w ogóle.:) Chociażby z tego powodu, żwe każdy
          zawodowu "pomagacz" musi się nauczyć radzić sobie z emocjami, a żeby sobie
          radzić to najpierw trzeba je zidentyfikować i w sobie odnaleźć. Nie można sobie
          radzić z czymś, czego nie przyjmuje się do wiadomości, nieprawdaż?
          A poza tym dziękuję. Wyrazy będa w małpie jeśli pozwolisz.
          oczywiście pozdrawiam nieustająco
          ps. na radzenie sobie z nieznanymi facetami, wzbudzającymi to i tamto naprawdę
          serdecznie polecam "oczy smoka' i "wizualizację na klozecie" - to mądrzy ludzie
          wymyślili, nie ja brońcie bogi. :)
          • beatanu Re: Beato, 02.02.06, 12:06
            mamarcela napisała
            > ps. na radzenie sobie z nieznanymi facetami, wzbudzającymi to i tamto
            naprawdę
            > serdecznie polecam "oczy smoka' i "wizualizację na klozecie" - to mądrzy
            ludzie
            >
            > wymyślili, nie ja brońcie bogi. :)
            >

            Dzięki za oczy i klozet. Zwizualizowałam, nie wiem czy pomogło, ale
            przeżyłam :) Sukces połowiczny, bo ludzie mający z władzę są z reguły trudni do
            uchwycenia, a ja zbyt bojaźliwa, żeby sprawę postawić na ostrzu noża :(
            Za wyrazy w małpie z góry dziękuję!
      • itek1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 10:54
        > Bo już sie osamotniona w noramalnych
        > ludzkich uczuciach poczułam.
        Dorzuce jeszcze pare "normalnych" ludzkich uczuc, a niezbednych dla rozwoju
        osobowosci (bez nich mamy niepelna osobowosc- taka nieautentyczna):
        prawdziwa nienawisc
        krzywdzenie Drugiego (dla przyjemnosci)
        znecanie sie fizyczne i psychiczne
        opojenie wladza
        ponizanie
        deptanie ludzkiej godnosci
        I pare innych.

        Przy okazji polecam lekture Szalamowa.
        • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 11:09
          A skąd wiesz, że nie czytany?
          krzywdzenie, poniżanie i deptanie to nie są UCZUCIA. To jest wynik nie
          przepracowania pewnych emocji w dzieciństwie.
          Też parę lektur polecam.
          I jeśli Twój post nie wynikał ze złych uczuć to ja jestem anioł.
          Pozdrawiam :)
          • itek1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 11:27
            > A skąd wiesz, że nie czytany?
            Ja nic o Tobie nie wiem.
            > krzywdzenie, poniżanie i deptanie to nie są UCZUCIA.
            > To jest wynik nie
            > przepracowania pewnych emocji w dzieciństwie.
            1+1=2 ?
            > I jeśli Twój post nie wynikał ze złych uczuć to ja jestem anioł.
            Nie wynikal z uczuc.
            Niepotrzebnie sie dasasz:)
            Po prostu sie nie zgadzam z tym co napisalas.
            Pozdrawiam:)
            • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 11:45
              Nie dąsam się.
              Jeśli nie zgadzasz się z tym, co napisałam to 1=1 w Twoim poście nie równa się
              dwa. Naprawdę.
              Czyli także nie zgadasz się z niektórymi naukami humanistycznymi (nie będę ich
              wymieniać). Masz prawo. Ty nie masz w sobie żadnych żłych uczuć - wierzę Ci na
              słowo. Nie znam Cię.
              Tylko zastanó się, czy autorytarno-ironiczny i mocno złośliwy ton, który
              przybierasz w niektórych swoich postach (także w tym poprzednim do mnie o
              Szałamowie) nie jest przypadkiem właśnie próbą tychże uczuć skanalizowania i
              odreagowania?
              Też pozdrawiam :)
    • brunosch cytując tytuł wątku założonego przez Breina: 02.02.06, 11:22
      KURWAMAĆ!!!

      Plamy na słońcu? Ciśnienie spadło, czy zatruliśmy się fosgenem?
      • annabellee1 Re: cytując tytuł wątku założonego przez Breina: 02.02.06, 11:51
        :) :);)

        moze to zima i wyjscia nima ..
        ale wpadam tu tylko w przerwach..
      • daria13 Re: Żle się dzieje:( 02.02.06, 12:18
        Doprowadziliśmy (niektórzy z nas) do tego, że teraz boję się już odezwać w
        takich wątkach jak ten. Boję się polemizować z Mamarcelą, bo komuś może to
        przeszkadzać, że to takie nudne. Zastanawiam się, gdzie jest Agni, która tak
        nie lubi posponowania rozmów kontrowersyjnych, trudnych i dzięki temu
        ciekawych. Studzenia emocji też nie lubi.
        Teraz sama już nie wiem, pisać nie pisać. Przyznam się, że nigdy nie chciałam
        dziecka wyrzucić za okno, zrobię z siebie matkę Teresę. Napiszę, że miarą
        naszego człowieczeństwa jest panowanie nad złymi instynktami, to zrobię z
        siebie świętą. Powiem, że nie wszyscy mordercy, tyrani i oprawcy, byli w
        dzieciństwie nieodpowiednio traktowani, wyjdzie, że nie rozumiem problemu.
        Ludzie miewają złe instynkty, w to nikt nie wątpi, a właściwie jest to truizm,
        w moim odczuciu nawet nie wart podkreślania. Ale nie wiem dlaczego wszystkim
        bez wyjątku ludziom przypisywac najgorsze z nich i dlaczego potepiać tych,
        którzy nie do wszystkich się przyznają i wierzę w to święcie, że nie odczuwają.
        Nie możemy tak generalizować. Oczywiście, że odczuwam często złość, nienawiść
        rzadziej, pogardę, hmmm pewnie się zdarzyło, ale nie rozumiem pytania co
        dobrego jest w pogardzie, tego niemal gloryfikowania negatywnych emocji.
        Pozwalam dzieciom płakać z krzykiem włącznie, dzieci bez ogródek mogą opisywać
        jak bardzo ktoś ich denerwuje, albo jak bardzo kogoś nie cierpią, ale nie
        rozumiem dlaczego miałabym uczyć je, że pogarda to w sumie nie taka zła rzecz.
        Wiem doskonale o co chodzi Beacie, zgadzam się ze wszystkim co napisała, ale
        nie możemy dać się zapędzić za daleko w tej aprobacie dla każdego przejawu
        negatywnych emocji.
        Bardzo mi zależy, żebyście mnie dobrze zrozumieli, bo bardzo mi na Was zależy,
        ale tak jak ja szanuję podlądy osób, które mają inne poglądy, tak spróbujcie
        zrozumieć, żę mogę mieć inne spojrzenie i wyznawać inne wartośći.
        Pozdrawiam:)
        • beatanu Re: Żle się dzieje:( 02.02.06, 12:47
          daria13 napisała:
          > Wiem doskonale o co chodzi Beacie, zgadzam się ze wszystkim co napisała, ale
          > nie możemy dać się zapędzić za daleko w tej aprobacie dla każdego przejawu
          > negatywnych emocji.

          Dario, ależ tutaj właśnie chodzi o NIE-aprobatę dla przejawów nagatywnych
          emocji!
          Chodzi o to, żeby się nauczyć z tymi negatywnymi emocjami żyć, nie plując na
          innych, nie depcząc ich godności, nie upokarzając. Zeby nad tymi negatywnymi
          i "brzydkimi" reakcjami zapanować, nie dać się im zniszczyć. I w zupełności się
          zgadzam z Tobą, że miarą naszego człowieczeństwa może być umiejętność panowania
          nad negatywnymi emocjami. Ale żeby nad nimi zapanować, najpierw trzeba je sobie
          uzmysłowić... A to przecież nie jest jednoznaczne z gloryfikacją agresji n
          przykład.

          > Doprowadziliśmy (niektórzy z nas) do tego, że teraz boję się już odezwać w
          > takich wątkach jak ten.

          I proszę nie bój się:), pomyśl o SOBIE, pomyśl o tym, co Ty masz do
          powiedzenia. Zapomnij o wszystkich innych, którzy być może zarzucą Ci
          przynudzanie, niezrozumienie problemu, studzenie i co tam jeszcze. Dopóki
          właśnie panujesz nad negatywnymi emocjami, dopóki nie ranisz innych - masz
          prawo do wypowiedzenia się na każdy interesujący Cię temat :)

          Ciągle mam wrażenie, że na TWA szanujemy nawzajem swoje poglądy :)


        • aaneta Re: Żle się dzieje:( 02.02.06, 12:53
          Dario, po pierwsze nie rozumiem, skąd wzięłaś pomysł, że ktoś tu nie rozumie czy
          nie szanuje Twojego innego spojrzenia czy wartości, które wyznajesz. Ani one
          specjalnie kontrowersyjne, ani trudne do zaakceptowania. Jest tu trochę
          większych heretyków, niż Ty (na przykład ja, nie chwaląc się ;))
          Poza tym nikt nie powiedział, że każdy PRZEJAW negatywnych emocji należy
          aprobować. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że chodzi raczej o
          świadomość tych emocji i ich przyczyn, nie o przyzwolenie na wyładowywanie ich w
          dowolny sposób.
          • daria13 Re: Żle się dzieje:( 02.02.06, 13:57
            Bardzo dziękuję za słowa otuchy Anetko, ale obawiam się, że jednak nie wszyscy
            mnie rozumieją, bo jak inaczej rozumieć taki fragment:
            >Oberwało mi się
            >solidnie w wątku o cechach ludzkich, których nie lubimy.
            >I to mnie bardzo zmartwiło i to nie dlatego, że mi się oberwało, ale to
            >niestety powiało "nieautentycznością", ktorej tak nie lubię i z którą mam
            >problem.

            I proszę, nie mówcie, że biorę wszystko do siebie, bo nie ja jedna zauwazyłam,
            że Mamarcela ma coś do mnie;) Cały czas się zastanawiam, co zrobiłam, czy
            powiedziałam, co sprawiło, że zarzuca mi nieautentyczność, hmmmm. Doprawdy nie
            wiem.
            Pozdrawiam:)
            • mamarcela Re: Żle się dzieje:( 02.02.06, 14:10
              O widzisz Dario, a ja mam dokładnie odwrotne uczucia.
              Bo jak inaczej można zrozumieć Twoje
              "Mam jeszcze tylko jedno, maleńkie pytanko do Mamarceli. Dlaczego, skoro tak
              jej nie po drodze z bliską, jak napisała koleżanką, nie skończy tego, nie
              powie, co jej przeszkadza, nie wytknie tego braku autentyczności? Przecież
              powinniśmy być szczerzy w stosunkach międzyludzkich. Po co się męczyć? Hmmmm."
              jak nie czystą, wykoncypowaną złośliwość.? Do której masz oczywiście prawo i
              którą wcale nie czuję się dotknięta.
              I przypominam, że to jest forum i tylko forum.
              pozdrawiam serdecznie :)
            • aaneta Re: Żle się dzieje:( 02.02.06, 14:26
              A to wcale nie miały być słowa otuchy, wręcz przeciwnie :)
              Bo odniosłam wrażenie, że nie wiesz, co napisać, bo nie wiesz, co się wszystkim
              spodoba. A mnie się takie podejście nie podoba. Nie spekuluj, jak zostaniesz
              odebrana, jeśli napiszesz to czy coś innego, bo i tak zawsze znajdzie się ktoś,
              komu podpadniesz. Pisz, co myślisz, a jak nie wiesz, co napisać, to nie pisz, i
              już, bez kombinowania.
              • daria13 Re: Do Mamarceli i Anety w jednym 02.02.06, 15:15
                Nidgy się nie wypierałam, że nie zdarzają mi się złośliwości, zwłaszcza jeśli
                jestem sprowokowana. Jestem raczej ugodowa, ale do czasu. Irytuje mnie ciągłe,
                graniczące z manią prześladowczą, podkreślanie niechęci wobec
                nieautentyczności, czego wprost nie sposób nie przyjąć do siebie i bardzo
                dobrze o tym wiemy. Jeśli Ty zarzucasz mi brak autentyzmu, a sama popełniasz
                niekonsekwencje, to mam prawo bronić się ukazując Ci te niekonsekwencje. Proste.

                Stwierdzenie, że nie wiem co pisać, bo nie wszystkim to się spodoba, też jest
                trochę bez sesnu, bo gdyby tak było, nie pisałabym, a jednak to zrobiłam,
                wyrażając jasno i przejrzyście jak mniemam swoje racje, a że krygowałam się
                trochę z tym strachem, to tylko po to, żeby pokazać niektórym, że nie powinno
                się tego typu dyskusji podsumowywać: to już jest nudne. Przecież, na Boga swoje
                powiedziałam i nadal mam zamiar mówić, tylko użyłam nieco sarkazmu, jakby ktoś
                tego nie zauważył;)
                Pozdrawiam nieodmiennie:)
                • mamarcela Re: Do Mamarceli i Anety w jednym 02.02.06, 15:39
                  Sorki Dario, ale znowu robisz z siebie ofiarę prześladowań. Kto Ci zarzuca
                  nieautentyczność? Nie rozumiem. Ja pisałam o koleżance, która do mnie dzwoniła.
                  Mam podać imię, nazwisko, pesel? To Ty wysnułaś daleko idące wnioski, co do
                  mojego funkcjonowania w realu i ja tylko TO Ci zarzuciłam. Nic więcej. Ty
                  odbiłaś złośliwie i dobrze. Nie skomentowałam tego w tamtym wątku, bo i po co.
                  Oberwało mi się tam zresztą nie tylko od Ciebie, ale od kilkorga innych twaczy,
                  a inni sie nie wypowiedzieli. No i co się stało?
                  I jeszcze jedno to nie ja odpowiadam na każdy Twój post, ale ty tłumaczysz
                  każde moje odezwanie po swojemu. Nie mam mani prześladowczej. Nic nie mam do
                  Ciebie.
                  Nie tak dawno NNtoperz zarzucił mi niemal gloryfikację pogardy i co się stało?
                  Czy to znaczy, że on ma coś do mnie? Mam nadzieję, że nie, bo ja żywię do niego
                  takie same uczucia, jak przedtem (czyli przed zrobieniem ze mnie klona Hitlera -
                  just kidding, żeby nie było).
                  Pozdrawiam nieustająco :)
                  • daria13 Re: Do Mamarceli 02.02.06, 16:10
                    Post Annabellee unaocznił mi z całą jasnością, że szereg dyskusji między nami
                    nie jest tak całkiem neutralny i że to nie ja jestem przewrażliwiona, ale że
                    zdecydowanie część Twoich opinii jest skierowanych w moją stronę. Gdybym tylko
                    ja tak myślałą, to może rzeczywiście starałabym się to zracjonalizować i
                    wytłumaczyć sobie. Nie rozumiem, dlaczego przy całej swoje potrzebie bycia
                    autentyczną, nie chcesz przyzać, że irytują Cię pewne moje zachowania i że
                    Twoje opinie o panującej tu nieautentyczności dotyczą w dużej mierze mnie. Masz
                    prawo tak uważać, więc możesz to powiedzieć wprost.
                    Chciałabym też zwrócić Twoją uwagę na to, że skoro "oberwało Ci się" od
                    niektórych Twaczy (nie przesadzajmy) to coś musiało być na rzeczy. I to też w
                    pewnym sensie tłumaczy, że nie tylko ja czasami nie do końca rozumiem Twoje
                    intencje i zamysły.
                    Tyle.
                    Pozdrawiam starannie:)
    • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 12:59
      A ja zupełnie nie rozumiem, dlaczego kurwamać i dlaczego źle się dzieje.
      Przypominam,że to jest forum internetowe (w założeniu dyskusyjne chyba, a nie
      adoracyjne jedynie) i trudne tematy muszą sie pojawić. Zresztą dlaczego akurat
      ten temat ma byc trudny skoro jest tematem zajęć uniwersyteckich na różnych
      kierunkach, a także toposem literackim ?
      "Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto" - przypominam szanownemu
      TWArzystwu. Nikt chyba w tym wątku nie gloryfikował pogardy, ale jeśli założymy
      (tu posunę się bardzo daleko w gdybaniu, ale co tam), że człowiek jako taki
      jest dobry, a pogarda jest częścią człowieczeństwa to...
      Pogarda jest takim samym uczuciem, jak złość, zazdrość,czy np. strach przed
      tym, jak mnie inni postrzegają. Powiedzmy, że w dziedzinie emocji nie jest
      kotkiem, ale krokodylem. Ale jest i czasami jej (pewnie niestety) doświadczamy.
      I jeszcze jedno - każdy psychoterapeuta, terapeuta uzależnień itp powienien
      (przynajmniej teoretycznie) zanim zacznie sie tykać "dusz" ludzkich przejść
      długotrwały proces (w lata idący)- własnej terapii, treningów
      najrozmaitszych, "kotowania' itd. Po to właśnie, żeby nauczyć się radzić sobie
      także z własnymi emocjami. A żeby radzić sobie to trzeba je sobie uzmysłowić -
      to mnie drażni, to mnie rani, to mnie wkurza, a wobec takich czuje pogardę.
      Moim zdaniem taki proces (no, może trochę krótszy) powinien przejść każdy
      nauczyciel, lekarz, pielęgniarka, każdy kto pracuje z ludźmi i może nawet każdy
      człowiek. A póki co sami musimy sobie z tym jakoś radzić jnajlepiej jak
      potrafimy.
      pozdrawiam
      mamarcela, która się naprawdę bardzo stara
      • beatanu Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:10
        mamarcela napisała:

        > A ja zupełnie nie rozumiem, dlaczego kurwamać i dlaczego źle się dzieje.

        A ja to Brunoszowe "kurwamać" zrozumiałam jako wyrażenie negatywnych emocji...
        Ot, takie radosne "danie upustu" (jak to fatalnie brzmi!) jakiejśtam
        frustracji, niekoniecznie w związku z dyskusją na temat...

        A sam autor miał pewnie jeszcze coś innego na myśli :)

        Piękny przykład na nieporozumienia w komunikacji wirtualnej?
      • quarantine Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:10
        Pogarda jest, moim zdaniem, uczuciem nieco innym, niż przytoczone przez Ciebie
        zazdrość, agresja, wściekłość.
        Pogarda wymaga racjonalnej obróbki pogardzanego materiału. Wymaga porównania go
        chociażby ze sobą, lub przyjętymi przez siebie wartościami. Większość uczuć
        dobrych i złych pojawia się bezrefleksyjnie. Pogarda, nie. Pogarda jest
        wypracowanym stanowiskiem wobec czegoś.
        Dlatego, nie zgadzam się, że jest czymś "dobrym", mimo, że jak rozumiem, dobre
        w Twoim Mmlu poście, znaczy ludzkie.

        Nie bardzo rozumiem też, co miał na myśli ydorius, pisząc o sposobie wyrażania
        siebie poprzez pogardę.

        Absolutnie zrozumiałe są dla mnie najniże ludzkie instynkty, właśnie dlatego,
        że są instynktami. Pogardy nie mogę zrozumieć z powodu wyłuszczonego wyżej.

        Sama sobie wydaje się nienormalna pisząc te słowa: nigdy w życiu, nikim ani
        niczym nie pogardzałam.
        • ydorius Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:17
          quarantine napisała:

          > Nie bardzo rozumiem też, co miał na myśli ydorius, pisząc o sposobie wyrażania
          > siebie poprzez pogardę.

          Czegoś takiego nie napisałem. Napisałem, że pogarda stanowić może mechanizm
          obronny (będąc wówczas przejawem słabości, bo jeśli człowiek nie potrafi sobie
          poradzić ze swoim życiem inaczej jak gardząc - może być postregany jako człowiek
          słaby). Pragnę jednak podkreślić, że pogarda _może_ tak być rozumiana, natomiast
          wcale nie musi.
          Napisałem również o 'szczerych powodach', które to szczere powody mniej
          abstrakcyjnie wyłuszczył Krisk.

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wypielęgnowany harmider w duszy
      • noida Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:23
        Tak sobie czytam to, co tu napisane i sobie myślę, że stawiamy się w sytuacji
        człowieka, który udaje, że nie robi kupy. Ja rozumiem, że kupa śmierdzi i że
        nikt nie ma jej ochoty oglądać, włącznie z nami samymi, ale nie zmienia to
        faktu, że kupa jest i każdy ją robi.

        I niestety, jak bardzo byśmy się starali, nie zmienimy tego, że zdarza nam się
        ludzi nie lubić, nie kochać, nienawidzieć nawet czasem. Ja się często
        zastanawiam nad tym, czy przypadkiem nie wychodowałam sobie pogardy do innych
        ludzi, bo sama uważam siebie za fajną, a mnóstwa ludzi nie uważam. Czyli de
        facto uważam się za lepszą. Czyli niedaleko już stąd do pogardy.

        No i co mogę teraz zrobić? Mogę udawać, że wcale nie jest tak, że ich lubię,
        ubóstwiam wręcz, mogę z nimi rozmawiać i uśmiechać się miło i cacy, cacy.

        Mogę się zapędzić w swojej pogradzie dla nich i patrzeć na nich z góry, niczym
        pan Darcy w "Dumie i uprzedzeniu".

        A mogę też pracować nad sobą, żeby się nie dać pogardzie. Nie zmienię tego, że
        mi z tymi ludźmi "nie po drodze" jak mawia Mamarcela, ale nie oznacza to
        koniecznie muszę ich zaraz chcieć powsadzać do obozów koncentracyjnych.
        Pogarda, wbrew temu, co napisała Beatanu, moim zdaniem nie musi wcale prowadzić
        do nienawiści ani do pozbawiania drugiego człowieka człowieczeństwa. Poza tym
        nie jest zbyt przyjemnym uczuciem, tak samo jak np. zazdrość, więc raczej
        kiepsko się z nią żyje.

        Ale jakbym powiedziała, że nigdy w życiu nikim nie pogardzałam i nikt mną nie
        pogardzał to bym skłamała okrutnie i piorun z jasnego nieba powinien mnie
        trafić na miejscu. Niestety, pogarda, tak samo jak kupa, istnieje. I jakbyśmy
        się jej nie zapierali, jest wszechobecna.
        I tą optymistyczną metaforą...
        N.
        • itek1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:32
          Mylisz 2 kategorie:
          materie
          i
          ducha.

          Nie mozesz nie jesc, bo umrzesz.
          Mozesz nie nienawidziec, nawet bedzie Ci z tym moze lepiej.
          P:)
          • noida Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:38
            Niczego nie mylę. Dla mnie nie istnieje taki podział.

            A nienawiść i pogarda to są dwie różne rzeczy.
            Poza tym nigdzie nie napisałam, że pogarda jest dobra, tylko, że mnóstwo ludzi
            ją odczuwa, a jeśli nie ją to inne negatywne uczucia i można z tym walczyć, ale
            nie można się tego całkowicie pozbawić.
        • quarantine Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:33
          Nic na to nie poradzę, że regularnie robię kupę oraz nigdy w życiu nie
          odczuwałam pogardy. Od dawna podejrzewałam, że jestem potforem.
          • noida Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:40
            No i chwała Ci za to. Ja niestety odczuwałam, z czego wcale nie jestem dumna.
            Ale pracuję nad sobą. Czy może powinnam się iść powiesić, bo jestem nieludzka?
            • quarantine Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:44
              noida napisała:

              > No i chwała Ci za to. Ja niestety odczuwałam, z czego wcale nie jestem dumna.
              > Ale pracuję nad sobą. Czy może powinnam się iść powiesić, bo jestem nieludzka?
              >
              --------------------------------------------
              Nie będę opowiadać, co w swoim życiu zdążyłam odczuwać względem bliźnich i
              wcale nie czuję wyrzutów sumienia, co gorsza.
            • daria13 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:25
              >noida napisała:
              >No i chwała Ci za to. Ja niestety odczuwałam, z czego wcale nie jestem dumna.
              >Ale pracuję nad sobą. Czy może powinnam się iść powiesić, bo jestem nieludzka?

              Nie Noida, w myśl tego, że nic co ludzkie nie jest nam obce, to Quarantina jest
              nieludzka, więc możesz żyć spokojnie dalej;) A tak na serio, najważniejsze,
              żeby tą swoją podardą starać się nikogo nie ranić, a o to Cię nie
              podejrzewam.Ot, cała filozofia:)
              P:)
    • nienietoperz Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:10
      Pogarda nie jest dobra. Podobnie jak dobre nie sa niechęć, zazdrość, pycha,
      wściekłość, agresja.

      A teraz ad dyskusja ogolna.

      Wszystkie powyzsze wystepuja, wszystkie sie nam w mniej (lepiej) lub
      wiekszej(gorzej) ilosci zdarzaja. Jesli uzywamy takiego argumentu, to uzywajmy
      tez stosownej nomenklatury. O ile nie oceniamy paskudnosci jakiegos uczucia, a
      dyskutujemy jego egzystencje w nas i wokol nas, to dlaczego mamy uzywac
      okreslenia 'dobra'?

      Nie widze wielkiej roznicy miedzy uczuciami podanymi przez MM, a aktywnosciami
      opisanymi przez Itka (o ile oczywiscie te drugie zamienic na 'ochota do
      krzywdzenia', 'pragnienie ponizania', etc.). Czy jesli te ostatnie w nas sie
      pojawiaja, to nadal mamy przygladajac sie nim swoja osobowosc ksztaltowac?

      Ponawiam wiec apel: ustalmy, czy rozmawiamy o uczuciach dobrych, uzytecznych w
      komunikacji spolecznej, czy takich, ktore odczuwamy. To sa trzy rozne kategorie.
      Mam wrazenie, ze o ile co do drugiej i trzeciej nie mamy watpliwosci, to wizje
      dotyczaca obiektywnego istnienia pierwszej mamy w TWA bardzo rozne.
      I swietnie. Tyle tylko, ze aby kontynuowac dyskusje, musimy uzgodnic temat i
      punkt wyjscia. Aktualnie MM i Y. dyskutuja o uczuciach ulatwiajacych
      funkcjonowanie spoleczenstwa, Itek o uczuciach dobrych, Beata o uczuciach w nas
      siedzacych. A Daria boi sie pisac, co mysli :-)

      Uklony,
      nienietoperz
      • annabellee1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:31
        Kobiety jako takie maja jedna specyficzna wade ktora utrudnia wszelkie dyskusje
        teoretyczne - widza wszystko pzez pryzmat siebie.Ich odczucia czy nasze
        odczucia są zawsze przewaznie przefiltrowane przez nasze ja,przez nasze
        codzienne doswiadczenie.Męzczyzni czasem tez tak maja ale duzo rzadziej i umieją
        wylączyc ten mechanizm.Stad pewnie problem tej dyskusji i wielu innych..
        • noida Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:35
          A od kiedy to forum jest po to, żeby na nim prowadzić akademickie dyskusje
          teoretyczne?
          Fajne jest w Nietoperzu to, że zawsze uściśla, na jakim poziomie toczy się
          dyskusja, ale nie zmienia to faktu, że teoretyczna pogarda do praktycznej ma
          się tak jak przepis na ciasto do ciasta.
        • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:40
          A ja Cię bardzo przepraszam, Annabellee, od kiedy to np. John Cleese - ten od
          Monthy Pytona i Rybki zwanej Wandą, jest kobietą? A właśnie jego śmieszna
          ksioążęczkę dokładnie o tym mam przed sobą. Że nie wspomne o tych co najmniej
          kilkudziesięciu, które czytałam, a które nap[isałi mądrzy ludzie o budzących
          szacunek powszechny nazwiskach. I też przeważnie mężczyźni.
          P:)
          • annabellee1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:57
            Akurat Cleese jest oblakanym wnętrzarzem ,ze sie wyraze..
            I napisalam ze faceci tez tak mają ale znacznie rzadziej...
            Stad wlasnie problem np z Tadem On teoretycznie i kostycznie a dziewczyny
            uczuciowo.. Inne poziomy rozmowy i to nie przystawalne.
            Pisarze sa zlym przykladem Tez uprawiaja wnętrostwo zawodowo i są osobnikami
            wsobnymi,ze sie znowu wyraze.
            Ja pisalam o meskich meżczyznach, pozbieranych i niezlym iq..
            Nie literatach i ich podmiotach.
            Jesli mam to przepuscic przez swoj filtr to ja znam w zasadzie tylko takich-
            normalnych i myslacych,ale nie o tym co im w duszy...Przynajmniej nie w nadmiarze.
            O! Z Marsa.
            • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:01
              To nie była złosliwość żadna. :)
              A Cleese akurat w tym kawałku jest, bo razem ze swoim psychoterapeutą pisał.
              Polecam serdecznie, bo śmiesznie i niegłupio. I tak dla ludzi. :)
              I ja nie o pisarzach tylko o psychologach, filozofach, socjologach i różnych
              takich.
              Pozdrawiam. :)
            • aaneta Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:05
              Ojeżu! A skąd Ty bierzesz takich facetów? Męskich, pozbieranych i z niezłym iq?
              Ty w jakimś innym świecie żyjesz?
              Z drugiej strony, czy mam rozumieć, że normalny facet to ten, co myśli, ale nie
              czuje, przynajmniej w nadmiarze?
      • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 13:41
        Nienietoperzu,
        przepraszam, ale teraz ja nie rozumiem. W którym to momencie napisałam o
        pogardzie jako o rzeczy dobrej? Cudzysłów był chyba, nieprawdaż? O pogardzie
        jako o dobrej rzeczy pisał Krisk i ja jego rozumowanie rozumiem. Ja pisałam o
        pogardzie jako części człowieczeństwa. Ja mamarcela odczuwam ją niezmiernie
        rzadko, ale za to odczuwam różne negatywne emocje, co NIE ZNACZY, że je
        pochwalam i daję im wyraz w postaci zdefiniowanej przez Itka.
        Czy ktoś tu napisał, że te uczucia należy pochwalać? Na pewno nie ja, ale one
        istnieją w każdym z nas. Najwięcej świętych najpierw było grzesznikami, prawda?
        Nienawiść, pogarda itd. nie ułatwiają komunikowania społeczeństwa, ale ich
        uświadomienie sobie i zlokalizowanie w sobie ułatwia nam komunikowanie się ze
        swoim, nazwijmy to sobie szumnie, wewnętrznym ja. Tak poczułem złą emocję, tak
        zdaję sobie z tego sprawę, tak wiem, że ona jest paskudna i dlatego nic z nią
        nie zrobię dalej, a co najwyżej przeklne, walnę pięścią w stół, albo wymyślę
        zemstę wszechczasów (bez realizacji). I tyle.
        To naprawdę nie ja wymyśliłam, że więcej ludzkich nieszczęść wynika z
        zaprzeczania złych uczuć niż z ich oswojenia w sobie. Jak już powiedziałam to
        wymyślili znacznie ode mnie mądrzejsi.
        Zapytaj naprawdę złego człowieka, czy odczuwa paskudne emocje - mogę się
        założyć, że zaprzeczy. Co nie oznacza, że każdy, kro zaprzecza jest złym
        człowiekiem, broń boże. Do każdej niemal zbrodni jerst dorabiana "dobra"
        ideologia.
        pozdrawiam serdecznie
        mamarcela, wierząca całą sobą w twórczą moc miłości, a destrukcyjną nienawiści,
        ale niestety tak jak czerń i biel obie istnieją.

        • nienietoperz Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:11
          Chere MMrcelo,
          nie pisalas bezposrednio o pogardzie jako uczuciu dobrym, co staralem sie tez,
          moze nieudolnie, zaznaczyc. Niemniej jednak odpisywalas w entuzjastycznym duchu
          na pytanie Ydoriusa, ktore to pytanie brzmialo: czy pogarda jest (czasem) dobra?
          Stad pewnie seria nieporozumien z Itkiem.
          Nie wiem, czy 'popieralas' pogarde w znaczeniu drugim (postulowana przez
          Ydoriusa uzytecznosc spoleczna) czy trzecim (impuls)?

          Juz bezposrednio na temat reakcji na odkrywane w sobie potrzeby czy emocje:
          miedzy dwoma podanymi przez Ciebie rozwiazaniami - zaprzeczac ich istnieniu albo
          oswajac, sa na pewno drogi posrednie.
          Poza tym w istocie pogarda niesie w sobie zbyt duzy ladunek rozsadkowy i
          intelektualny, zeby traktowac ja na tym samym poziomie co zlosc, czy niechec.

          Nieco off-topic znow w obronie logiki (pewnie bede winien Noidzie ciasto, a Ona
          mi przepis:-).
          Argument:
          'Do każdej niemal zbrodni jest dorabiana "dobra" ideologia.'
          bywa regularnie uzywany jako argument antyideologiczny, czy antyideowy. Obie
          sprawy sa rzecz jasna bez zwiazku.

          Uklony,
          nntpz
          • noida Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:20
            Za to Cię właśnie lubię, Nienietoperzu- że wprowadzasz odrobinę porządku w ten
            emocjonalny chaos ;-)
          • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:26
            to ja Ci na to odpowiem ćwiczeniem praktycznym, Nienietoperzu. Bo o takie
            pojęcie "dobra" w odczuwaniu pogardy i inych takich chodziło Ydoriusowi i jego
            wykładowcy.
            Wyobraź sobie, że ktoś Ci zrobił wielkie zamierzone, niewyobrażalne świństwo.
            Nie świństewko, ale ZBRODNIĘ na Twojej osobie - uwiół Ci żonę, pozbawił Cię
            pracy, okradł ze wszystkiego, zamordował z premedytacją kogoś z Twoich
            bliskich, przejechał złośliwie psa, czy kota, to, co Ty wobec kogoś takiego
            poczujesz zanim mu przebaczysz, albo się z nim po chrześcijańsku pojednasz? Tu
            jest miejsce na to "dobre" odczucie pogardy, nienawiści i wszystkiego, co
            najgorsze, bo jeśli to poczujesz, a potem to "przepracujesz" i wyrzucisz z
            siebie to po pierwsze nie dasz upustu czynnej agresji (czyli temu wszystkiemu,
            o czym pisał Itek), a po drugie będziesz mógł żyć dalej.
            I dokładnie tak samo jest z tymi złymi emocjami w skali mikro, a nie makro.
            I jeszcze jedno - ja wierzę Kwarantynie, że akurat pogardy nie odczuwała, ale
            to nie dlatego, że postanowiła jej nie odczuwać. To przeciwko takim
            postanowieniom kja protestuję - nie ma tak wmówiłem sobie i nigdy nie odczuję
            pogardy, czy nienawiści. Juz o tym pisałam, że chyba jestem organicznie
            niezdolna do przemocy - nie umiem, nie potrafię, ale nie mogę założyć sobie,m
            że nigdy tej przemocy wobec nikogo nie użyję, bo to byłoby kłamstwo. Jeśli ktoś
            zagrozi , naprawdę zagrozi, moim dzieciom to ... No właśnie. I tu jest cały
            pies pogrzebany.
            Oswajanie to znaczy uświadomienie sobie, że mogą we mnie być i że w razie vzego
            sobie umiem z nimi poradzić,a nie dopuszczenie ich do łask. :)
            pozdrawiam
            mamarcela
            • itek1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:59
              > Tu
              > jest miejsce na to "dobre" odczucie pogardy, nienawiści i wszystkiego, co
              > najgorsze, bo jeśli to poczujesz, a potem to "przepracujesz" i wyrzucisz z
              > siebie to po pierwsze nie dasz upustu czynnej agresji (czyli temu wszystkiemu,
              > o czym pisał Itek), a po drugie będziesz mógł żyć dalej.

              W przykladzie powyzszym pogarda sama w sobie nie jest dobra, ani zadne jej
              odczucie, ale jedynie Twoj wysilek, zeby ja okielznac.
              Czy choroba jest dobra?
              Czy nieszczescie jest dobre?
              Pozdrawiam:)
              • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 15:08
                Ale się zdarza i jest ludzkie. A dobre było w tak zwanych skowkach. I "dobre"
                jest (znowu w skowkach sic0 w tym znaczeniu, że często występuje zamiast
                prawdziwej agresji - odczuwam złe emocje, ale nie biorę bejsbola, czy kałacha.
                Czy nie uważasz, że ludzie, których bliscy zginęli w Katowicach nie mają prawa
                do całej gamy najgorszych uczuć wobec domniemanych winowajców ich tragedii.
                Nawet jeśli nikt nie działał z premedytacją. Mają i po to cały sztab
                psychologów z ośrodków interwenckji kryzysowych z nimi pracuje, żeby sobie z
                nimi poradzili. Samemu czasami trudno.
                Pozdrawiam:)
                • itek1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 15:16
                  > Czy nie uważasz, że ludzie, których bliscy zginęli w Katowicach nie mają prawa
                  > do całej gamy najgorszych uczuć wobec domniemanych winowajców ich tragedii.
                  Zeby tylko do nich...
                  To dobre pytanie, ale na nowy watek.
                  Pozdrawiam:)
            • nienietoperz Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 03.02.06, 13:09
              MMarcelo,
              ktora na szczescie nie przypominasz mi niczyjego klona, otoz tak: cwiczenia
              intelektualne dotyczace wielkich zbrodni wydaja mi sie z definicji niepraktyczne
              - po prostu o tyle sie nie znam na 'Nienietoperzu w sytuacjach ekstremalnych',
              ze uczciwosc prosta nie pozwala mi podejmowac w jakikolwiek sposob przewidywac
              jego zachowania. To samo zreszta stwierdzilas poniekad w ostatnim zdaniu swojego
              posta. Do odczuwania zlosci, zlosliwosci czy lekcewazenia wobec innych
              wystarczaja mi poniekad drobne swinstewka:-) Potrzeba 'przepracowywania' zlych
              emocji budzi zdecydowanie moja sympatie; moze to jest wlasnie cos czego
              szukalbym pomiedzy negowaniem ich istnienia a ich oswajaniem.

              Nadal jednak pogarda nie pasuje mi do uczuc 'spontanicznych', naturalnych - o
              tych ostatnich zreszta postaram sie napisac na watku milosnym.

              Uklony
              z uczuciami wylacznie pozytywnymi,
              NN
              • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 03.02.06, 13:23
                Nntoperzu, pół nocy nad tym "pracowałam" i wiele mam nowych spostrzeżeń. Które
                będą tylko zasygnalizowane póki co, bo zaraz będę gości miała i muszę coś tam.
                Jak zwykle w niedoczasie.
                Ale tematy do przemyślenia dla Ciebie też.
                1. pogarda wobec człowieka a wobec czynów (kawałka jego postępowania) to o czym
                pisała Noida. Znalazłam przykład "autopsyjny".
                2. teoria, czyli pogarda jako uczucie (np. "głęboko gardzę X", "gardzę tymi,
                co."), a praktyka, czyli okazywanie pogardliwości - czasami robimy to zupełnie
                en passant i nawet nie wiemy, że to czynimy - o tym zreszta pisała Daria w
                wątku o skromności i dlatego się z nią nie do końca zgadzałam.
                3. "złe" uczucia psychologicznie i etycznie.
                4. jeszcze pewnie o czymś w pośpiechu zapomniałam

                Naprawdę przeczytaj, już to radziłam i powtarzam książki R.Skynera i J.Cleesa
                po polsku to "Żyć w rodzinie i przetrwać' i "Żyć w tym świecie i przetrwać", po
                angielsku "Families and how to survive them" i "Life and how to survive it".
                To sa na pierwszy rzut oka poradniki jak żyć, ale tak naprawdę to poważna
                psychologia pokazana po montypytońsku. A poza tym czyta sie jak powieść.
                To nie jest o pogardzie, ale między słowami chyba też o niej.
                pozdrawiam najserdeczniej jak potrafie
                wybacz pospiech i błędy. :)
                • nienietoperz Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 03.02.06, 13:41
                  Milego goszczenia zycze.

                  Z poradnikami psychologicznymi, chocby przystemplowanymi lapka Boskiego Johna
                  C., bedzie trudno. Mam czysto Pawlowowski odruch alergiczny, absolutnie
                  nieuzasadniony, na cokolwiek, co ma ochote wyjasnic mi jak zyc w sposob
                  poradniczy. Tak wiec nie obiecuje.
                  NN
                  • mamarcela Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 03.02.06, 13:46
                    to spróbuj podejść do tego nie jak do poradnika jak żyć, ale jak do "Modern
                    psychology for dummies". Nie obrażać sie proszę. :)
                    nieustająco
                    • mamarcela cd. 03.02.06, 13:56
                      i żebyś absolutnie nie poczuł się przeze mnie spostponowany to zaznaczam, że w
                      książkach za kretyna robi Boski John C. :)
                      • nienietoperz Re: cd. 03.02.06, 14:04
                        MM, coraz gorzej :-)

                        Na widok podrecznika, ktory ma napisane 'for Dummies', robi mi sie przed oczami
                        na przemian zielono, czerwono i pomaranczowo. Kiedy ktos ksiazkowo probuje mi
                        wyjasnic cos powoli, na balonikach i kwiatuszkach, dostaje szewskiej pasji;
                        kiedy autor pisze: a teraz sprobujmy to zrozumiec razem, ogarnia mnie
                        niekontrolowana zadza zniszczenia i slepa pogarda. W dziedzinie manuali
                        wszelakich im mniej zrozumiale tym lepiej, im trudniej tym cudowniej, im
                        skomplikowaniej tym euforyczniej.

                        Wasz NN

                        P.S. Wiem, ze jest to calkowicie nielogiczne, nie ma sensu i powoduje, ze
                        niepotrzebnie marnuje mase czasu. Taki defekt genetyczny.
                        • mamarcela Re: cd. 03.02.06, 14:14
                          Dobra juz sie zamykam. Postaram sie o e-booka i przyślę Ci go pod jakims mądrym
                          tytułem.
                          Albo po prostu w wolnej chwili sporządzę Ci listę mądrych książek
                          psychologicznych, w których jest to samo. Tylko mądrzej.:)
                          A Twoja niechęć dla poradników i książek "uproszczonych" i skreślanie ich a
                          priori ze względu na tytuł, nie jest przypadkiem rodzajem pogardy? I
                          wywyższania się nad nas dummies = maluczkich? I brakiem prostoty, szczeroty i
                          skromnoty, jakby to powiedział jeden mój kumpel?
                          tu Cię mam ! :)
                          P:)
                          mamarcela, która złapała nntoprterza w jego własne sidła :)
                          • mamarcela Re: cd. 03.02.06, 14:16
                            I nie tłumacz się. :) Bo już sie nie wytłumaczysz.
                            Stało się.
                            P:))))
                            • nienietoperz Re: cd. 03.02.06, 14:24
                              Za pozno. Juz sie wytlumaczylem.

                              Nn
                          • nienietoperz Re: cd. 03.02.06, 14:21
                            MM,
                            alez wcale nie zycze sobie ani nikomu innemu, zebys sie zamykala byla. Tym
                            bardziej, ze z roznych przyczyn wokolrzeczywistosciowych stracilem wczoraj
                            gwaltownie zapal do pracy.

                            Niechec do poradnikow dla dummies, jak juz podkreslalem wyzej, nie swiadczy o
                            pogardzie, swiadczy wylacznie o scisle ukierunkowanej dumminess (tepocie?)
                            rozwinietej w stopniu nie nadajacym sie do zaleczenia. Absolutnie mi nie
                            przeszkadza, kiedy ktos poradniki czyta (troche bardziej, kiedy sie przejmuje
                            tym co w nich jest napisane); uwazam, ze swiadczy to o nim bardzo dobrze, kiedy
                            umie sobie przefiltrowac sfere kwiatuszkowobalonikowa i dotrzec do sedna.

                            Niepotrafiacy
                            Nntoprterz
                            (bardzo mi sie spodobala ta wersja)
    • noida Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 14:43
      Przyszło mi jeszcze coś do głowy, a o czym, jak sądzę, mówił doktor. Otóż
      pogarda jest źle widziana. A dlaczego? Bo pogarda zależy od czasów, w jakich
      się żyje. Przypomniało mi się, że dwa dni temu w audycji w Trójce wypowiadała
      się pewna pani, która pisała książkę o szychach komunizmu (niestety, ani
      nazwiska tej pani, ani tytułu książki nie podam, bo słyszałam tylko fragment
      dyskusji) i ona powiedziała, że rozmawiała z Jaruzelskim, z Ochabem, z wieloma
      osobami i miała też telefon do człowieka, który torturował ludzi, wyrywał im
      paznokcie. I nie poszła do niego, bo się brzydziła podać mu rękę. I jak to
      nazwiemy? Czy nie pogardą właśnie? Ale czy nazwalibyśmy ją osobą złą, podłą?
      Czy raczej rozumiemy ją?

      A dziś? W dobie poprawności politycznej nie wypada gardzić nikim. Podziały
      klasowe nie istnieją, niepełnosprawni i wariaci są pełnoprawnymi członkami
      społeczeństwa. Jesteśmy oświeceni i racjonalni i nie możemy pozwolić sobie na
      pogardę. Ja nie mówię, że to źle. Po prostu tak jest.

      Poza tym chyba trzeba by jeszcze oddzielić pogardę dla człowieka od pogardy dla
      czynów. Pogarda dla ludzi wynika z poczucia wyższości. Ale pogarda dla
      zachowań? Wydaje mi się, że jest o wiele bardziej powszechna i często
      uzasadniona.
      • annabellee1 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 15:19
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=36055123
        Taki kawalek ktos przed chwila wrzucil na judacach,Czy to nie jest skazone pogardą?
        A ta pani to byla Teresa Toranska.
    • braineater Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 15:50
      Za dużo roboty. Żeby kims pogardzać, musiałbym mu poswięcić zbyt wiele energii
      i uwagi, przejmowac sie jego/jej kolejnymi posunięciami, knuć i mataczyć. A po
      co to wszystko? Żeby jakiemus nieznanemu bęcwałowi zrobic jakąś krzywdę? Toż są
      o wiele szybsze i skuteczniejsze metody, jak perfidna szydera, drobne
      złosliwości czynione od niechcenia, a ostatecznie ostrzegawczy strzał w pysk.
      Jesli kogos pryncypialnie uznam za idotę, niegodnego mego olśniewającego i
      boskiego towarzystwa, to po prostu leje nań szerką struga, miast w ciemnych
      kątach, knuc, jak tu takiej nieporzadanej jednostce życie uprzykrzyć. Za dużo
      czasu musze poświęcać sobie, by jeszcze marnować go na poświęcanie go ludziom,
      których mam w dupie.

      P:)
    • ydorius już za chwię zobaczycie burzę w szklance wody 02.02.06, 16:17

      mówiła mała dziewczynka z rysunku Lutczyna, wrzucając granat do trzymanej w ręce
      szklanki. Pamiętacie? :-)

      Pozwolicie, ze odniosę się do tych postów, które wniosły coś do dyskusji o
      pogardzie.

      Itku, wydaje mi się, że prezentujesz to stanowisko, które twierdzi, że każda
      agresja jest de facto autoagresją (a idąc za ciosem: każde dobre uczucie jest
      dobrym uczuciem wobec siebie). Trudno mi się z tym zgodzić. Być może układ
      limbiczny jest przeżytkiem, ale te 'złe' uczucia wciąż w nas są. Tak, jak
      napisała mamarcela w swoim przykładzie: trudno jest - wręcz uważam to za
      nienormalne (w pierwotnym znaczeniu nienormalności, czyli odbiegającym od normy)
      - zareagować w sposób całkowicie stoicki w sytuacji, gdy zaczyna działać cała
      machina związana z hormonami ect. Można sobie rozmaicie swoją agresję
      kanalizować (można ją rozmaicie odczuwać), ale ona i tak istnieje. Wydaje mi się
      jedynie, że trzeba sobie z destrukcyjnymi uczuciami jakoś radzić, ale pytanie -
      wciąż nośne - jest takie, czy 'złe' uczucia zawsze pozostają (auto)destrukcyjne?
      A jeśli tak to dlaczego?

      Beata pisała o niechęci i o wkurzaniu. Pragnę zauważyć, ze pogarda jest uczuciem
      _pasywnym_, wkurzanie się i agresja - aktywnymi. Pogardzać kimś to nie chcieć
      mieć z nim nic wspólnego, nie chcieć rozmawiać, widzieć, dotykać, nawet myśleć.
      Jeśli tak, to rzeczywiście - Teresa Torańska z przykładu Noidy gardziła swoim
      niedoszłym rozmówcą. Podmiot poddany działaniu pogardy traci swoją podmiotowość
      - w tym sensie rzeczywiście odbieramy człowiekowi, którym pogardzamy osobowość,
      traktujemy go nieludzko. Wydaje mi się - dottore, skoryguj w razie czego - że
      Krisk twierdzi, iż od czasu do czasu jest to działanie, które da się usprawiedliwić.

      Ciekawą kwestię poruszyła Kwarantanna, twierdząc, że pogarda jest stanowiskiem
      wypracowanym. OK, zgoda, ale stanowiskiem wypracowanym będzie także wstręt
      (który - IMO - jest z pogardą współbieżny). Czy wstręt (do kogoś) jest również
      niewybaczalny? Nie możemy czuć wobec kogoś tak silnej (nie irracjonalnej)
      niechęci, by się nim brzydzić?

      Noido, rzeczywiście nie zwróciłem uwagi na jedną sprawę: odróżnienie pogardy dla
      człowieka od pogardy dla czynów. Zastanawiam się jednak w tej chwili nad tym,
      czy nie jest to takie 'sztuczne rozróżnianie' jak w przypadku duszy i ciała.
      Czyny są przecież przypisane do ludzi, same się nie robią. Oczywiście, gardząc
      człowiekiem gardzimy nim w całości, gardząc czynem - tylko w części. Co jednak
      dalej z tym zrobić. Pójść i powiedzieć: to, co zrobiłeś było obrzydliwe i
      najchętniej naplułbym ci na buty, ale w gruncie rzeczy przez cały czas kiedy się
      znaliśmy byłeś dobrym człowiekiem? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć (wiem,
      nntprzu, znów zakrada się niejasność, czy chodzi o samo uczucie, czy też o to,
      co się z nim robi :-)

      I jeszcze tak:
      Z tego, co pisał Itek, ale nie tylko, rzeczywiście wypływa - przeczuwany
      intuicyjnie, jak sądzę, dość powszechnie - wizerunek pogardy jako czegoś, co co
      prawda istnieje, ale w gruncie rzeczy istnieć nie powinno. Nietzsche,
      konstruując pojęcie resentymentu przypisał tego typu stawianie sprawy do
      zakłamywania skali wartości. Oczywiście resentymentem obarczone miałoby być
      głównie chrześcijaństwo ze swoim drugim policzkiem, wybaczaniem winowajcom ect.
      Jak mi się wydaje - aczkolwiek to już dla mnie bardzo cienki lód - współczesna
      psychologia również byłaby obarczona takim resentymentem. Ktoś mógłby pokusić
      się o potwierdzenie/zaprzeczenie temu akapitowi?

      Na koniec tego Piszemy Przydługie Posty chciałbym zauważyć, ze mam dużo więcej
      pytań niż z początku miałem. W gruncie rzeczy o to chodziło :-)

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
      • itek1 Re: już za chwię zobaczycie burzę w szklance wody 02.02.06, 17:04
        > Itku, wydaje mi się, że prezentujesz to stanowisko, które twierdzi, że każda
        > agresja jest de facto autoagresją (a idąc za ciosem: każde dobre uczucie jest
        > dobrym uczuciem wobec siebie). Trudno mi się z tym zgodzić. Być może układ
        > limbiczny jest przeżytkiem, ale te 'złe' uczucia wciąż w nas są. Tak, jak
        > napisała mamarcela w swoim przykładzie: trudno jest - wręcz uważam to za
        > nienormalne (w pierwotnym znaczeniu nienormalności, czyli odbiegającym od normy
        > )
        > - zareagować w sposób całkowicie stoicki w sytuacji, gdy zaczyna działać cała
        > machina związana z hormonami ect. Można sobie rozmaicie swoją agresję
        > kanalizować (można ją rozmaicie odczuwać), ale ona i tak istnieje. Wydaje mi si
        > ę
        > jedynie, że trzeba sobie z destrukcyjnymi uczuciami jakoś radzić, ale pytanie -
        > wciąż nośne - jest takie, czy 'złe' uczucia zawsze pozostają (auto)destrukcyjne
        > ?
        > A jeśli tak to dlaczego?

        Agresja i dobre uczucia realizowane sa niejako przy okazji, bo cali niejako
        jestesmy na zewnatrz w momencie jak cos niszczymy czy budujemy.
        Jezeli spotyka nas nieszczescie wowczas nie jest jedynie sluszna
        (normalna-BTW.jestem zdania, ze nikt nie jest normalny) reakcja ta, ktora
        Mamarcela uzyla jako przyklad. Wydaje mi sie nawet, ze zachodzi taki zwiazek, ze
        male porazki moga nas roztroic bardziej, niz prawdziwa tragedia, bo wobec niej
        nasze uczucia sa po prostu niewystraczajace i prowokuja do zadania sobie pytan
        egzystencjalnych. Oczywiscie nie twierdze, ze prawdziwe nieszczescie jest lepsze
        niz zwykla porazka.
        Pozdrawiam
      • eva.68 Re: już za chwię zobaczycie burzę w szklance wody 02.02.06, 17:24
        A ja (może mam myślenie wypaczone przez światopogląd chrześcijański) myślę, że
        jednak można pogardzać czynami a nie czuć pogardy do człowieka. A może po
        prostu nie wiem o czym mowa, bo nigdy nie znalazłam się w sytuacji, która
        wywołałaby we mnie taką postawę?
        Nie potrafię sobie wyobrazić co musiałoby się stać, żebym odczuwała pogardę w
        stosunku do kogoś. I wcale nie dlatego, że pozbawiona jestem negatywnych cech i
        emocji. Zdarzyło mi się nie chcieć kogoś widzieć, nie chcieć mieć z kimś do
        czynienia ale nie odczuwałam w tych sytuacjach pogardy. Raczej strach. Nawiasem
        mówiąc nie wiem co jest gorsze.
        P:)
      • mamarcela Ydoriusie 03.02.06, 09:45
        czy kontynuujemy, bo ja mam parę nowych przemyśleń, przegadań i przeczytań, ale
        nie wiem?

        "Robię wdech i wiem, że jest we mnie złość
        Robię wydech i wiem, że ta złość jest mną
        Robię wdech i wiem, że ta złość jest nieprzyjemna
        Robię wydech i wiem, że to uczucie minie
        Robię wdech i jestem spokojna
        Robię wydech i mam dość siły by zatroszczyć sie o swoje uczucia."

        Thich Nhat Hanh

        A podstawić pogardę??? Nie wiem.
        pozdrawiam
    • ydorius + OT 02.02.06, 16:21

      Kilka uwag (tym razem krótko) o forach internetowych:
      1. uważam, że forum internetowe służy wymianie myśli
      2. nie widzę sprzeczności między wymianą myśli a konstruowaniem wątków akademickich
      3. trudno jest się wyrażać tak, by każdy zrozumiał więc konflikty są
      nieuniknione, ale to tylko elektroniczny papier przeca
      4. wy wójta się nie bójta. podyskutujemy i w dalszym ciągu będziemy mieć do
      siebie szacunek. Przecież nie jesteśmy bandą mentalnych dresiarzy.
      5. niektóre głosy trafiają do mnie bardziej, inne mniej, co jeszcze nie oznacza,
      że te, które mniej olewam szeroką strugą :-)

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
    • ash3 Re: Ludzkie uczucia, część VII: pogarda 02.02.06, 17:32
      Ydoriusie, niesamowite, ja też chodziłam na to seminarium, tylko chyba kilka
      lat poźniej (i na innej uczelni). Potem powstała z tego książka pana dokora. a
      właściwie my na konwersatorium dyskutowalismy kolejne partie tekstu (cały tekst
      był dostępny w czytelni).
      B. stymulujące zajęcia. Co ciekawe, dość często (także?) wracam do nich
      myślami, ostatnio po przeczytaniu eseju Brodskiego w Rzepie (21-22 stycznia) o
      nadstawianiu drugiego policzka... Myślę, że byłby to ciekawy potencjalnie
      materiał do kolejnych zajęć (a sądze, że taka sytuacja między krzywidzicielem a
      krzywdzonym oraz krzywdą nie była analizowana).

      O pogardzie - musze przemyślec. Ale wydaje mi się, ze to jedno z tych uczuć,
      jak nienawiść, jak w słowach tej piosenki, które robia wiecej szkody temu ktory
      je zywi niż temu który je doświacza... To tak na pierwszy rzut oka.

      PS Nie zdążyłam się zapoznać z wątkiem, a on juz urosł do wymiarów tasiemca!
      Kurczę!
    • summa i niech cię nie opuszcza twoja siostra pogarda 02.02.06, 18:57
      dla szpiclów katów tchórzy...

      czy nie ma tu nikogo, kto by kiedys recytował te słowa?

      Noida chyba ma rację, że postrzeganie pogardy zależy od czasów, w jakich się
      żyje. W 'tamtych' czasach pogarda była pewnego rodzaju bronią, jak myślę, i była
      raczej alternatywą dla nienawisci.
      Mnie i teraz zdarza sie odczuwać pogardę dla pewnego rodzaju małych ludzi i nie
      czuję, zeby to było szczególnie destrukcyjne uczucie, raczej pewien rodzaj
      niechętnego dystansu. Nie uważam zatem, żeby należało z zasady potępić pogardę w
      czambuł ;)

      A w ogóle, to witam Towarzystwo :)

      summa dotychczas podczytująca
      • daria13 Re: i niech cię nie opuszcza twoja siostra pogard 02.02.06, 19:58
        Może to zabrzmi trochę jak wyparcie się swoich poglądów, jak chwiejność
        emocjonalna, ale tym postem Summo pozwoliłaś mi spojrzeć na problem z innej
        strony i uświadomiłaś mi, że rzeczywiście są rzeczy czy uczucia z pozoru
        zasadniczo złe, ale nie zawsze należy je potępiać do imentu. Jeśli pogardę
        potraktować jako broń w słusznej sprawie i jako rezerwuar dla nienawiści, to
        faktycznie nie jest ona tak zła. Co nie znaczy, że jest bezwzględnie dobra.
        Witaj na forum, jeśli masz więcej takich przemyśleń, to się nie krępuj, prosimy
        jeszcze:)
        Pozdrawiam serdecznie:)
        • summa dziękuję za zaproszenie :) 02.02.06, 21:42
          a przemyslenia miewam od czasu do czasu, więc mogę się dzielić, czemu nie :))
          • dr.krisk Zobaczone w TVP... 06.02.06, 10:33
            Przyciskałem ja niedawno guziczki w pilocie aby wreszcie coś ciekawego
            zobaczyć, i jakoś wlazłem na Okropnie Śmieszny program pana Drozdy (tylko
            dlaczego on mnie nie śmieszy..). Nieważne.
            Taki jakiś tokszoł to był, znaczy gość zaproszony + Drozda. Patrzę ja i kogo
            jako gościa widzę: pan Jacek Kurski, człowiek co resztki swych "zdolności
            honorowych" (patrz kodeks Boziewicza) dawno temu utracił. Siedzi, paszcza mu
            się śmieje, opowiada, w jupiterach świetle się pławi. Takoż Drozda.
            Toż ja bym mu ręki nie podał, a co dopiero do programu jakiegoś zapraszać!
            I tu poczciwa pogarda bardzo by się przydała......
            • daria13 Re: Zobaczone w TVP... 08.02.06, 19:58
              Też po wczorajszym oglądaniu telewizora, zalała mnie fala może nie całkiem
              pogardy, ale politowania chyba. Obejrzałam przypadkowo (daję słowo;)kawałek
              transmisji z ogłoszenia werdyktu na najpiękniejszą Polkę i najpiękniejszego
              Polaka, wybieranych spośród czytelników Viwy bodajże. Totalna żenada po prostu.
              I tak sobie właśnie pomyślałam z politowaniem o tym całym jarmarku próżności, o
              tych wszytkich artystach przez bardzo małe a, o gwiazdeczkach odkrytych przez
              programy Tańczące gwiazdy, czy jakoś tam. A jeszcze większe politowanie
              poczułam w stosunku do tych wszystkich ludzi, którzy tak bardzo pchają się do
              róznego rodzaju realityszołów. Żeby tylko choć na chwilę pokazać się w
              telewizorze, marzenie życia, za każdą cenę, zrobię z siebie idiotę, kretyna,
              szmatę, ale zobaczy mnie cała Polska. Zawsze się zastanawiam, jak oni potem
              funkcjonują w swoich środowiskach. A może te środowiska, tak same?
              To dla mnie jest zagadkowe mocno i zniesmaczające. Jak daleko jest od
              politowania do pogardy? Hmmm....Nie jestem jednak takim dobrym człowiekiem, na
              jakiego się kreuję;)
              Pozdrawiam:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka