Dodaj do ulubionych

Pierwsze w życiu naleśniki ;)

12.02.06, 12:31
No właśnie, pochwalę sie - dziś usmażyłem pierwsze w życiu naleśniki ;) Co
prawda trochę nieforemne mi na razie wychodzą, ale jednak... ;)

W połączeniu z tym, że w piątek z kolei ugotowałem pierwszą w życiu zupę (OK,
wedle poleceń mamy stojącej obok ;))), czuję się z siebie dumny... Stephen
wreszcie uczy się gotować :)
Obserwuj wątek
    • hiperrealizm Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 12:53
      etam naleśniki... problem polega tylko na przygotowaniu ciasta o odpowiedniej
      konsystencji.
      =====
      Pierogi!!! To jest prawdziwe wyzwanie! (jak to zrobić by w czasie gotowania
      zawartość pozostała w środku!? :)
      PS
      A jaka to zupa była?
      • maika7 Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 12:55
        >Pierogi!!! To jest prawdziwe wyzwanie! (jak to zrobić by w czasie gotowania
        > zawartość pozostała w środku!? :)

        ZAlepia się brzegi :-)))))))

        M.
        • hiperrealizm Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 14:37
          maika7 napisała:

          > >Pierogi!!! To jest prawdziwe wyzwanie! (jak to zrobić by w czasie gotowan
          > ia
          > > zawartość pozostała w środku!? :)
          >
          > ZAlepia się brzegi :-)))))))
          ==============================================
          tia... to i ja wiem... tylko dlaczego sklejone brzegi rozklejają sie w czasie
          gotowania!?
          > M.
          • maika7 Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 17:40
            > tia... to i ja wiem... tylko dlaczego sklejone brzegi rozklejają sie w czasie
            > gotowania!?

            a) za słabo sklejasz
            lub
            b) za dużo na raz gotujesz
            lub
            c)za szybko się gotują
            lub
            d) za długo się gotują
            lub
            e) za cienko wałkujesz ciasto
            lub
            dowolna kombinacja powyższych

            :-)
            M.
            • hiperrealizm Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 18:38
              maika7 napisała:

              > > tia... to i ja wiem... tylko dlaczego sklejone brzegi rozklejają sie w cz
              > asie
              > > gotowania!?
              >
              > a) za słabo sklejasz
              > lub
              > b) za dużo na raz gotujesz
              > lub
              > c)za szybko się gotują
              > lub
              > d) za długo się gotują
              > lub
              > e) za cienko wałkujesz ciasto
              > lub
              > dowolna kombinacja powyższych
              >
              > :-)
              > M.
              ==========================================
              AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              Teraz pierogi będą mi sie sniły................
              • maika7 Przyjemnych snów z pierogami niezbuntowanymi :-)) 12.02.06, 18:48
                a może jeszcze wrzucasz do niegotującej się wody??????

                Dzisiaj i wczoraj mieliśmy na obiad właśnie pierogi :-))))
                Ruskie i z truskawkami.

                Pozdrawiam
                Pierogowa Maniaczka
      • stephen_s Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 13:15
        > etam naleśniki... problem polega tylko na przygotowaniu ciasta o odpowiedniej
        > konsystencji.

        ... i rozlaniu równomiernie po patelni, z czym miałem niejaki problem :)))))

        > A jaka to zupa była?

        Grzybowa, ale z mrożonki :)
      • maria421 Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 17:15
        hiperrealizm napisał:

        Pierogi!!! To jest prawdziwe wyzwanie! (jak to zrobić by w czasie gotowania
        > zawartość pozostała w środku!? :)


        Kupic gotowe :-)
    • maika7 Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 12:54
      Gratulacje :-))))

      Przywróciłeś mi nieco wiary w to, że mój syn nie będzie się żywił wyłącznie
      zupkami z torebki, jak się wyprowadzi :-)))
      Bo do kuchni się nie garnie (mam w tym swój udział niestety)

      :-)
      M.
    • mamalgosia Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 15:09
      nalesniki to dobra rzecz. Coraz bardziej zasługujesz na certyfikat przydatności
      do ożenku.
      I dusza pięknieje...:))
      • stephen_s Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 15:21
        > nalesniki to dobra rzecz. Coraz bardziej zasługujesz na certyfikat
        > przydatności do ożenku.

        Mam nadzieję, że wraz z certyfikatem pojawią się i konkretne oferty, bo na
        razie coś ich brak ;))
        • maria421 Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 12.02.06, 17:14
          Gratuluje!:-)

          Gotowanie to duza przyjemnosc, prawie tak samo duza jak zjadanie tego, co sie
          ugotowalo.
          • sion2 o tacie którym był naleśnikiem 12.02.06, 21:37
            Czasami oglądam "Od przedszkola do Opola" i mi sie przypomniało jak raz
            prowadzący opowiedział ze kiedyś na eliminacjach miał b.niesmiałą dziewczynke
            lat 4. No więc próbował ją jakoś rozruszac i zaczął jej zadawać pytania

            - a jak masz na imię
            - Ola
            - Olu a ile masz latek?
            - cztery
            - a moze powiesz mi kim jest twoja mamusia?
            - uczycielką!
            tu wtrąciła się mamusia:
            - Olu tyle razy ci mówiłam żebyś mówiła NAuczycielką!
            - moja mama jest nauczycielką - powtórzyła grzecznie Ola.
            - a kim jest twój tatuś w takim razie - indagował dalej prowadzacy program
            - mój tatuś... mój tatuś jest NAleśnikiem!

            to tak a propos nalesników ;)
    • kora3 gartulacje :) 12.02.06, 22:52
      Pamietam moje pierwsze :) Mniammmmm z czekoladą były i bitą amietaną , tyż
      trochu nieforemne :)
      • a000000 Re: gartulacje :) 13.02.06, 18:17
        No cóż moje kochane słoneczka, osoba która zjadła zęby na pierogach odezwać się
        musi.
        Aby pierogi się nie rozlepiały, należy:

        ciasto dosyć twarde bardzo staranie ugnieść . Następnie ABSOLUTNIE KONIECZNIE
        pozostawić na godzinkę conajmniej, aby "odpoczęło".

        To samo z naleśnikami - konsystencja gęstej smietany i ma odpoczywać, nawet
        kilka godzin.

        DO ZAPAMIĘTANIA:::

        caisto na pierogi i na naleśniki MUSI poleżeć na boku conajmniej godzinę.

        Wówczas dodana woda rozpuszcza substancję której nie umiem nazwać a która jest w
        mące i powoduje kleistość.

        Aby ciasto na pierogi nie obeschło, należy je zawinąć w ściereczkę i włożyć do
        szczelnego zamkniętego pojemnika.

        Brawo, Stefciu! I jak się coś przypali czy zasoli, nie przejmuj się. Nauka
        kosztuje hehehe.
        • stephen_s Dziękujemy :) 13.02.06, 18:43
          Teraz tylko poradźcie, gdzie jakąś robotę znaleźć, bo na razie byłem na dwóch
          rozmowach, w trzecie miejsce wysłałem CV... i chyba nic z tego nie wyjdzie. I
          co dalej..?
          • maika7 Re: Dziękujemy :) 13.02.06, 19:00
            > Teraz tylko poradźcie, gdzie jakąś robotę znaleźć, bo na razie byłem na dwóch
            > rozmowach, w trzecie miejsce wysłałem CV... i chyba nic z tego nie wyjdzie. I
            > co dalej..?

            Szukaj nadal, po drodze - kursy, wolntariat, stowarzyszenia - znajdziesz. Nie ma
            siły.
            Powodzenia.

            M.
            • maika7 jeszcze dodatek :-) 13.02.06, 19:00
              • maika7 oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:04
                kiedys kolezanka (psycholog na ostatnim roku wtedy) znalazła się w dośc ciezkiej
                sytuacji. Maz odszedł, roczne dziecko, mieszkania brak, pracy też. Wysłała ze
                200 listów - (książka telefoniczna- wszystkie placowki w Polsce, jakie wydały
                jej sie odpowiednie). Szukała pracy z mieszkaniem. Po kilku miesiącach znalazła.

                Poszukaj - nie tylko w Warszawie :-)

                M.
                • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:05
                  Problem w tym, że ostatnio dochodzę do wniosku, że nie wiem, czy chcę pracować
                  jako psycholog... :(( I co teraz? Łaaaaaaaaaaaaa!!!
                  • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:12
                    > Problem w tym, że ostatnio dochodzę do wniosku, że nie wiem, czy chcę pracować
                    > jako psycholog... :(( I co teraz? Łaaaaaaaaaaaaa!!!

                    To zależy czy masz jakiś inny pomysł na życie czy jeszcze nie.
                    Masz?
                    M
                    • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:18
                      No właśnie tak niezbyt mam... :\\\
                      • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:22
                        A z hobby? Nie możesz zrobić zawodu?
                        A może wyjedź na jakiś czas (nazywa się to 'wyjazdem w celu podszlifowania
                        języka" ;-)), popracuj nawet w jakiejś knajpie, ale z dala od domu - nabierzesz
                        perspektywy i może znajdziesz coś swojego. Pomysł na życie.

                        M.
                        • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:25
                          Ba! Ja nie mam nawet pieniędzy, żeby wyjechać...

                          Poza tym, jak teraz oświadczę rodzinie, że 1.5 roku po obronie wyjeżdżam w
                          celu "nabrania perspektywy", to dopiero będę mieć przerąbane...
                          • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:32
                            > Ba! Ja nie mam nawet pieniędzy, żeby wyjechać...

                            Zarób - myjac okna czy cos innego robiąc, co daje jakieś pieniądze (kilkaset
                            złotych - na bilet w obie strony, albo tylko w jedną.

                            > Poza tym, jak teraz oświadczę rodzinie, że 1.5 roku po obronie wyjeżdżam w
                            > celu "nabrania perspektywy", to dopiero będę mieć przerąbane...

                            No przecież jedziesz podszlifowac język..... To Twoje życie, a nie rodziny
                            (chociaż jedno zależy od drugiego), Ty będziesz albo szczęśliwym, spełnionym
                            człowiekiem, albo życiowym frustratem. Rodzina pogodzi się z decyzja - nie za
                            bardzo ma inne wyjscie. Optymalnie by było, gdyby uznała Twoją decyzje za dobrą
                            i "pobłogosławiła z życzliwością na drogę".

                            :-)
                            Myślę, że czas na odpępnienie.
                            M.
                            • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:37
                              > Zarób - myjac okna czy cos innego robiąc, co daje jakieś pieniądze (kilkaset
                              > złotych - na bilet w obie strony, albo tylko w jedną.

                              Ale ja nie chcę wyjeżdżać! Sam mam do obcego kraju jechać? Brrrrrrr... Ja jak
                              zostaję sam na pare dni w mieszkaniu w Wawie to głupieję, a co dopiero o
                              wyjeździe za granicę mówić...

                              > No przecież jedziesz podszlifowac język.....

                              Rodzina powie, że podszlifowywać język trzeba było parę lat temu, a teraz
                              trzeba szukać "poważnej" pracy, bo rynek pracy się zapełnia, wiedza ze studiów
                              się ulatnia, kredyt na mieszkanie siostry trzeba spłacać itd...

                              > Rodzina pogodzi się z decyzja - nie za bardzo ma inne wyjscie.

                              No, może jeszcze wyrzucić mnie z domu...
                              • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:48
                                Stephen :-)
                                Możesz wyszukiwać przeszkody i tkwić w miejscu - ile to juz dni? 500? Od obrony?
                                A przed obroną - nie szukales pracy?

                                Jesli nie chcesz wyjeżdżac - nie wyjeżdżaj - tu też możesz znaleźć pracę. Masz
                                rozmowę, zacznij staż, jeśli go dostaniesz. Będziesz miał i nowe doświadczenie,
                                i zobaczysz czy Ci ta praca pasuje.

                                Jesli ogladasz sie na zdanie rodziny w tak waznej sprawie jak zawód, charakter
                                pracy - to ja sie wycofuje z radzenia. Bo niewazne jest co 'trzeba było zrobić"
                                ważne jest co TERAZ można zrobić.

                                > No, może jeszcze wyrzucić mnie z domu...

                                Przepraszam, ale nie planujesz się usamodzielnić??

                                :-)
                                M.
                                • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:56
                                  > A przed obroną - nie szukales pracy?

                                  Przed obroną byłem zajęty pisaniem pracy...

                                  > Jesli nie chcesz wyjeżdżac - nie wyjeżdżaj - tu też możesz znaleźć pracę. Masz
                                  > rozmowę, zacznij staż, jeśli go dostaniesz. Będziesz miał i nowe
                                  > doświadczenie,
                                  > i zobaczysz czy Ci ta praca pasuje.

                                  Racja, ale co będzie, jeśli się okażę niekompetentny? Dla mnie to wstyd, a poza
                                  tym - w tym zawodzie każda porażka może odbić się na pacjencie...

                                  Poza tym, nawet jeśl sobie poradzę - to nie znaczy, że ta praca mi się spodoba.
                                  A nie rzucę jej, bo rodzina stoi mi nad głową. A nie usamodzielnię się, bo ta
                                  praca jest darmowa - więc finansowo będę wciąż zależny od zdania rodziny...
                                  Która nie przyjmie do wiadomości, że rzucam dobra pracę, bo jej "tylko" nie
                                  lubię. Moi rodzice nie myślą o pracy w kategorii "czy się ona podoba". Mam
                                  wrażenie, że oni wysłaliby mnie do Iraku na wojnę, gdyby tylko ktoś mi tam
                                  zaoferował pracę...

                                  > Przepraszam, ale nie planujesz się usamodzielnić??

                                  Planuję, ale mnie na to nie stać. Bo nie mam pracy. Finansowo jestem kompletnie
                                  zalezny od rodziców - a oni to wykorzystują do tego, by wywierać na mnie
                                  nacisk...

                                  Słuchaj, ja nie mogę w domu zdecydować, o któej chodze spać... Co dopiero o
                                  swobodzie w wyborze pracy mówić :\\
                                  • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 20:12
                                    > Przed obroną byłem zajęty pisaniem pracy...

                                    Przeciez nie pisałes 12 godzin na dobę.
                                    Stephen, może dlatego odezwałam się z radami, że własnie miedzy innymi z powodu
                                    nadmiernie ingerującej w moje zycie rodziny, po 4 - tym roku studiów wyniosłam
                                    sie z rodzinnego miasta. Magisterke pisałam jednoczesnie pracujac zawodowo i
                                    dojeżdżając 150 km na uczelnię.

                                    > Racja, ale co będzie, jeśli się okażę niekompetentny? Dla mnie to wstyd, a
                                    poza tym - w tym zawodzie każda porażka może odbić się na pacjencie...

                                    Samoocena? Jak tam z nią? Niekompetencji pozbywasz się w trakcie zdobywania
                                    doświadczenia. Nikt nie jest od razu "kompetentny". Pacjent. To zalezy z kim
                                    pracujesz i czego od Ciebie oczekują. Nie musisz prowadzić terapii
                                    indywidualnych - jesli uwazasz, ze się do tego nie nadajesz. Psycholog może
                                    robic mnóstwo roznych, satysfakcjonujacych rzeczy - pomyśl o tym.

                                    > Poza tym, nawet jeśl sobie poradzę - to nie znaczy, że ta praca mi się spodoba.

                                    Tak, ale będziesz wiedzial czy Ci sie podoba czy nie, i będziesz wiedzial czego
                                    NIE SZUKAć jak Ci się nie spodoba.

                                    > A nie rzucę jej, bo rodzina stoi mi nad głową. A nie usamodzielnię się, bo ta
                                    > praca jest darmowa - więc finansowo będę wciąż zależny od zdania rodziny...
                                    > Która nie przyjmie do wiadomości, że rzucam dobra pracę, bo jej "tylko" nie
                                    > lubię. Moi rodzice nie myślą o pracy w kategorii "czy się ona podoba". Mam
                                    > wrażenie, że oni wysłaliby mnie do Iraku na wojnę, gdyby tylko ktoś mi tam
                                    > zaoferował pracę...


                                    Możesz sie usamodzielnić. MOZESZ! To tylko kwestia organizacji.


                                    > Planuję, ale mnie na to nie stać. Bo nie mam pracy. Finansowo jestem kompletnie
                                    > zalezny od rodziców - a oni to wykorzystują do tego, by wywierać na mnie
                                    > nacisk...

                                    Im dłużej będziesz tkwil w tej zależności tym trudniej będzie Ci z niej wyjśc.

                                    > Słuchaj, ja nie mogę w domu zdecydować, o któej chodze spać... Co dopiero o
                                    > swobodzie w wyborze pracy mówić :\\

                                    Stephen - przepraszam, ale ja tego nie rozumiem. Rodzice Cie nie szanują? Twoich
                                    wyborów? Twojego czasu, żeycia, decyzji? Dorosłego Człowieka? TYm bardziej "cos
                                    z tym zrób". Z relacjami.

                                    M.
                                    • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 21:56
                                      > Przeciez nie pisałes 12 godzin na dobę.

                                      Eeee... Owszem, pisałem tak :)

                                      > Pacjent. To zalezy z kim
                                      > pracujesz i czego od Ciebie oczekują. Nie musisz prowadzić terapii
                                      > indywidualnych - jesli uwazasz, ze się do tego nie nadajesz.

                                      No właśnie rzecz w tym, że oni w tym szpitalu ode mnie tego oczekują...

                                      > Stephen - przepraszam, ale ja tego nie rozumiem. Rodzice Cie nie szanują?
                                      > Twoich
                                      > wyborów? Twojego czasu, żeycia, decyzji? Dorosłego Człowieka? TYm
                                      > bardziej "cos z tym zrób". Z relacjami.

                                      Ale co? Jakbym zarabiał, to bym się wyprowadził... Ale nie zarabiam :\\

                                      A relacje są takie, że jak składam gdzieś papiery o pracę, to rodzice nawet
                                      potrafią zaglądać mi w listy motywacyjne i próbować narzucać mi, co mam
                                      pisać... A jak im odpowiaam, że to ja się ubiegam o pracę i to ja decyduję, co
                                      napiszę, to oni na to "Ty nei filozofuj, ty się słuchaj, co masz robić"...
                                      • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 22:05
                                        > Eeee... Owszem, pisałem tak :)

                                        Przez jaki czas???

                                        > No właśnie rzecz w tym, że oni w tym szpitalu ode mnie tego oczekują...

                                        Będziesz tam jedynym psychologiem? czy w zespole?

                                        > Ale co? Jakbym zarabiał, to bym się wyprowadził... Ale nie zarabiam :\\

                                        Jesli to kluczowe, to stan na rzęsach, żeby zacząć zarabiać - niekoniecznie w
                                        zawodzie. Nie bój się wyzwań. I daj sobie prawo do pomyłek.

                                        > A relacje są takie, że jak składam gdzieś papiery o pracę, to rodzice nawet
                                        > potrafią zaglądać mi w listy motywacyjne i próbować narzucać mi, co mam
                                        > pisać... A jak im odpowiaam, że to ja się ubiegam o pracę i to ja decyduję, co
                                        > napiszę, to oni na to "Ty nei filozofuj, ty się słuchaj, co masz robić"...

                                        To po co mówisz, ze składasz właśnie papiery? Muszą wiedzieć? Powiedz im po
                                        fakcie :-)

                                        M.


                                        • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 22:15
                                          > Przez jaki czas???

                                          7 miesięcy?

                                          > Będziesz tam jedynym psychologiem? czy w zespole?

                                          W zespole. Ale wiem, że już na wstępie oczekują rzeczy, których ja nie umiem...

                                          > Jesli to kluczowe, to stan na rzęsach, żeby zacząć zarabiać - niekoniecznie w
                                          > zawodzie

                                          No ja staję na rzęsach, ale niewiele z tego wychodzi...

                                          > To po co mówisz, ze składasz właśnie papiery? Muszą wiedzieć? Powiedz im po
                                          > fakcie :-)

                                          Ale jeżeli akurat dostaję cynk od cioci, że gdzieś można złożyć papiery, to oni
                                          o tym też się dowiadują...
                                          • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 22:34
                                            > 7 miesięcy?

                                            codziennie po 12 godzin, przez 7 miesięcy - nie CYGANISZ????

                                            > W zespole. Ale wiem, że już na wstępie oczekują rzeczy, których ja nie umiem...

                                            To przekonaj się czy jest to prawda - to znaczy czy faktycznie oczekują tego,
                                            czego nie umiesz i czy faktycznie ich nie umiesz. Zawsze mozesz poprosic o pomoc.

                                            > No ja staję na rzęsach, ale niewiele z tego wychodzi...

                                            Widac trzeba poszukać innych możliwości, innych dróg, innych metod, innego
                                            podejścia do problemu "praca"

                                            > Ale jeżeli akurat dostaję cynk od cioci, że gdzieś można złożyć papiery, to
                                            oni o tym też się dowiadują...

                                            Stephen- to Ty ustawiasz granice, do jakich dopuszczasz Rodziców. Jak sie
                                            dowiadują, to nie muszą wiedzieć, że JUZ napisałeś, albo, że WLASNIE idziesz
                                            złożyc papiery itd.....

                                            M.


                                            • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 22:48
                                              > codziennie po 12 godzin, przez 7 miesięcy - nie CYGANISZ????

                                              No mniej więcej... Wstawałem, 12 - 13 siadałem do kompa, pisałem po kawałku
                                              pracę, kończyłem 20, 23 niekiedy...

                                              > To przekonaj się czy jest to prawda - to znaczy czy faktycznie oczekują tego,
                                              > czego nie umiesz i czy faktycznie ich nie umiesz. Zawsze mozesz poprosic o
                                              > pomoc.

                                              Ba! Mam ten porblem, że proszenie o pomoc odczuwam jako wstyd... Poza tym,
                                              głupio mi po prostu przyznać, że nic nie umiem...

                                              > Widac trzeba poszukać innych możliwości, innych dróg, innych metod, innego
                                              > podejścia do problemu "praca"

                                              Tyle że właśnie już tych innych możliwości nie widzę...

                                              > Stephen- to Ty ustawiasz granice, do jakich dopuszczasz Rodziców. Jak sie
                                              > dowiadują, to nie muszą wiedzieć, że JUZ napisałeś, albo, że WLASNIE idziesz
                                              > złożyc papiery itd.....

                                              No weisz, trudno, żeby nie wiedzieli, skoro mi stoją nad głową i kontrolują...
                                              Wprost powiedzieli, ze oczekują dokładnych sprawozdań, co i kiedy zrobiłem w
                                              spraiwe szukania pracy.
                                              • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 09:56
                                                > No mniej więcej... Wstawałem, 12 - 13 siadałem do kompa, pisałem po kawałku
                                                > pracę, kończyłem 20, 23 niekiedy...

                                                To ile ona miała stron?????

                                                > Ba! Mam ten porblem, że proszenie o pomoc odczuwam jako wstyd... Poza tym,
                                                > głupio mi po prostu przyznać, że nic nie umiem...

                                                To proś o konsultacje..., a nie o pomoc. Stephen - nie "NIC nie umiem" , tylko
                                                "mam problem z tym KONKRETNYM problemem". To ogromna różnica. TYm bardziej, ze
                                                nie ma na świecie człowieka, który nie ma z czymś problemow.

                                                > Tyle że właśnie już tych innych możliwości nie widzę...

                                                Herbarium, nie otworzyła Ci oczu na kilka konkretnych dzialań???

                                                > No weisz, trudno, żeby nie wiedzieli, skoro mi stoją nad głową i kontrolują...
                                                > Wprost powiedzieli, ze oczekują dokładnych sprawozdań, co i kiedy zrobiłem w
                                                > spraiwe szukania pracy.

                                                Zamknij drzwi od pokoju, wyjdź pisac CV do kumpla, sprawozdania zdawaj z rzeczy
                                                dokonanych, a nie planowanych.

                                                Odnoszę wrażenie, ze nie ma w Tobie chęci zdobycia pracy - patrzysz bardzo na
                                                "nie" i widzisz piramidy przeszkod. SAmospełniająca sie przepowiednia. Nie
                                                widzisz tego, ze w niej jesteś, że ją nakręcasz?

                                                M.

                                                • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 11:59
                                                  > To ile ona miała stron?????

                                                  Ok. 60... Wolno mi się pisała :)

                                                  > To proś o konsultacje..., a nie o pomoc. Stephen - nie "NIC nie umiem" , tylko
                                                  > "mam problem z tym KONKRETNYM problemem". To ogromna różnica. TYm bardziej, ze
                                                  > nie ma na świecie człowieka, który nie ma z czymś problemow.

                                                  Tylko że ja właśnie mam poczucie (przynajmniej odnośnie tej pracy w szpitalu),
                                                  że właśnie nic nie umiem :\\ Rozmawiałem o tym, czym tam miałbym się zajmować -
                                                  i niespecjalnie wiedziałem, o czym mowa...

                                                  > Odnoszę wrażenie, ze nie ma w Tobie chęci zdobycia pracy - patrzysz bardzo na
                                                  > "nie" i widzisz piramidy przeszkod. SAmospełniająca sie przepowiednia. Nie
                                                  > widzisz tego, ze w niej jesteś, że ją nakręcasz?

                                                  JA bym bardzo chętnie dostał pracę... Tylko żeby to była praca, w której dobrze
                                                  się czuję. Natomiast w tej chwili mam poczucie, że utknąłem z wyuczonym
                                                  zawodem, w którym dobrze się nie czuję - i bez szans na zdobycie czegoś
                                                  innego...
                                                  • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 12:12
                                                    > Ok. 60... Wolno mi się pisała :)

                                                    :-))))) 7 miesięcy po 12 godzin, 60 stron - wyliczyć Ci wydajność? Na Nobla była
                                                    czy jak???

                                                    > Tylko że ja właśnie mam poczucie (przynajmniej odnośnie tej pracy w szpitalu),
                                                    > że właśnie nic nie umiem :\\ Rozmawiałem o tym, czym tam miałbym się zajmować
                                                    -> i niespecjalnie wiedziałem, o czym mowa...

                                                    Dowiesz się w "praniu" i będziesz mial czas na douczenie się. I nawet jest pewne
                                                    prawdopodobieństwo, ze Ci sie spodoba......

                                                    > JA bym bardzo chętnie dostał pracę... Tylko żeby to była praca, w której dobrze
                                                    > się czuję. Natomiast w tej chwili mam poczucie, że utknąłem z wyuczonym
                                                    > zawodem, w którym dobrze się nie czuję - i bez szans na zdobycie czegoś
                                                    > innego...

                                                    Skąd mozeez wiedziec w czym sie dobrze czujesz, skoro jigdy nie pracowałes???
                                                    I jak mozesz zmienic zawód skoro nie wiesz na jaki??? Poszukaj praktycznie -
                                                    próbując pracowac gdzie tylkko się da - jest wtedy większa szansa na znalezienie
                                                    czegoś interesującego dla Ciebie. Tak jakbys nie wiedzial o tym.....

                                                    M.
                                                    >
                                                  • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 14:15
                                                    > :-))))) 7 miesięcy po 12 godzin, 60 stron - wyliczyć Ci wydajność? Na Nobla
                                                    > była czy jak???

                                                    No mówię, że trudno się pisała... ;)) Poza tym, w skłag tego czasu wliczam
                                                    liczenie statystyki, myślenie, poprawki...

                                                    > Dowiesz się w "praniu" i będziesz mial czas na douczenie się.

                                                    A jeśli pokażą mi drzwi, jak okaże się, że nie umiem tego, co oni by chcieli?

                                                    > Skąd mozeez wiedziec w czym sie dobrze czujesz, skoro jigdy nie pracowałes???

                                                    No wiesz, do wojska też nie muszę iść, by wiedzieć, że to mi się nie podoba...
                                                  • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 14:21
                                                    Ja nie moge ;-))). Jak Ci pokaza drzwi, to wyjdzie na to samo, jak gdybys nie
                                                    probowal. Tyle, ze przynajmniej bedziesz wiedzial, czy rzeczywiscie nie umiesz
                                                    tego, o czym myslisz, ze nie umiesz.
                                                  • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 16:18
                                                    Ale wstyd mi będzie i czyjeś oczekiwania zawiodę... Nie lubię tego...
                                                  • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 16:22
                                                    Piotr, ale na dluzsza mete tak sie zyc nie da ;-(((.
                                                    Wiecej za chwile na privie.
                                                  • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 16:36
                                                    To czekam w takim razie :)
                                                  • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 16:41
                                                    Poszlo.
                                                  • a000000 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 18:36
                                                    Sefciu mój złoty, cierpisz najwyraźniej na "syndrom sekatora".
                                                  • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 18:54
                                                    Co to jest "syndrom sekatora"??? ;))
                                                  • a000000 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 19:25
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > Co to jest "syndrom sekatora"??? ;))

                                                    To jest taki stan umysłu, w którym się wierzy we własnego pecha i niepowodzenia.
                                                    I dlatego nic nie warto robić, bo i tak na pewno się nie uda.

                                                    Źródło:

                                                    Pewien Szkot musiał zrobić porządek z żywopłotem. Ale jak to Szkot, szkoda mu
                                                    było forsy na narzędzia. Więc sobie myśli tak: pójdę do sąsiada i pożyczę. Jak
                                                    pomyślał tak zrobił.
                                                    Idzie, idzie .....i myśli.
                                                    A jak mi otworzy syn sąsiada? Powie: tak? mojego sekatora Ci się zachciewa? A
                                                    jak ja prosiłem abyś mi pożyczył pompkę do roweru to powiedziałeś, że zepsuta, a
                                                    widziałem jak pompowałeś swój rower! Nie pożyczę sekatora.

                                                    Tu nasz Szkot nieco się zdenerwował, ale mówi: e tam! syn sąsiada jest w pracy,
                                                    w domu siedzi żona.

                                                    Nagle do głowy mu wpada myśl. Jak potrzebowała dużego gara do gotowania, to moja
                                                    powiedziała, że właśnie co się przepalił i nie ma. A przecież miała, stał na
                                                    kuchni i tamta to widziała! Teraz się pewnie odkuje i nie pożyczy sekatora!
                                                    Jeju, jeju, co robić? co robić?

                                                    Minął co furtkę i wszedł na posesję. Załamany. Nagle!!! oj, jak dobrze! przecież
                                                    widziałem jak zona sąsiada szła do sklepu! nie ma jej. Pewnie jest córka.

                                                    Nie, nie, nie ma szans. Córka też ma z nami na pieńku, nie pożyczy, na pewno.
                                                    Wczoraj prosiła o ładowarkę do akumulatora, nie pożyczyłem, jeszcze by zepsuła!
                                                    Nie, nikt nie pożyczy!!! Co robić, co robić....

                                                    I tak zamyślony i zmartwiony, przekonany że każdy kto tylko otworzy drzwi -
                                                    odmówi, staje przez drzwiami i dzwoni. Otwiera sąsiad: cześć Stefan, czego chcesz???
                                                    A nasz Szkot na to: w dupie mam twój sekator. Obraca się na pięcie i odchodzi.


                                                    Tak samo Ty Stefciu, z góry wiesz, że nic ci się nie uda.
                                                  • maika7 Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 14:51
                                                    > No mówię, że trudno się pisała... ;)) Poza tym, w skłag tego czasu wliczam
                                                    > liczenie statystyki, myślenie, poprawki...

                                                    No bardzo trudno :-)))) i wyglada, że "statystyke to "na piechote" liczyłeś, bo
                                                    przy pomocy komputera to idzie piorunem.

                                                    > A jeśli pokażą mi drzwi, jak okaże się, że nie umiem tego, co oni by chcieli?

                                                    Bedziesz wiedział, dokładniej czego nie wiesz. A zanim pokaza Ci drzwi, to może
                                                    uznają, żeś zdolny do 'przyuczenia" - bo na inteligentnego człowieka wyglądasz :-)))

                                                    > No wiesz, do wojska też nie muszę iść, by wiedzieć, że to mi się nie podoba...

                                                    Ale pracować chesz - przynajmniej tak mi od wczoraj piszesz :-)))) Więc TRZEBA
                                                    sprobować, a nie wymyslać niedogodności.

                                                    M.

                                                  • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 16:15
                                                    > No bardzo trudno :-)))) i wyglada, że "statystyke to "na piechote" liczyłeś,
                                                    > bo przy pomocy komputera to idzie piorunem.

                                                    Tia, idzie piorunem, jak się wie, o co chodzi i co chce się policzyć ;)

                                                    A i wnioski z wyników wyciągnąć samemu trzeba...
                                                  • stephen_s Ciąg dalszy 14.02.06, 16:17
                                                    > Bedziesz wiedział, dokładniej czego nie wiesz. A zanim pokaza Ci drzwi, to
                                                    > może
                                                    > uznają, żeś zdolny do 'przyuczenia" - bo na inteligentnego człowieka
                                                    > wyglądasz :-)))

                                                    Oj, nie wiem, czy akurat tego jestem w stanie się nauczyć...

                                                    > Ale pracować chesz - przynajmniej tak mi od wczoraj piszesz :-)))) Więc TRZEBA
                                                    > sprobować, a nie wymyslać niedogodności.

                                                    Ale jak tu próbować, jak cała intuicja mi mówi, że to zły pomysł i że nie chcę
                                                    tego próbować..?
                                                  • maika7 Re: Ciąg dalszy 14.02.06, 19:22
                                                    > Oj, nie wiem, czy akurat tego jestem w stanie się nauczyć...

                                                    Masz szansę się dowiedzieć, a nie wymyślać :-)))

                                                    > Ale jak tu próbować, jak cała intuicja mi mówi, że to zły pomysł i że nie chcę
                                                    > tego próbować..?

                                                    Bo intuicyjne wrażnia warto poprzeć EMPIRYCZNYMI doznaniami.


                                                    :-)
                                                    M.
                  • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:25
                    Jak nic dojrzewasz do pracy w public relations ;-))).
                    A powaznie, to madrze kobiety radza. Trzeba wyjechac (wiem, wiem - ale wlasnie
                    dlatego trzeba).
                    • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:27
                      > Jak nic dojrzewasz do pracy w public relations ;-))).

                      Nie cche, nie umiem zmyślać i koloryzować ;)

                      > A powaznie, to madrze kobiety radza. Trzeba wyjechac (wiem, wiem - ale
                      > wlasnie dlatego trzeba).

                      Ale za co wyjechać??? Poza tym, miałem ponad 1.5 roku na "odnalezienie się".
                      Teraz to trzeba do pracy iść.

                      Do licha, niedługo koniec miesiąca, miałem wtedy zgłosić się do tego szpitala
                      wojskowego w sprawie stażu... Rodzina mnie rozszarpie, jak powiem, że
                      rezygnuję :\
                      • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:33
                        Popatrz na to z innej strony: to nie chodzi o zmyslanie, to chodzi o
                        doskonalenie komunikacji ;-))).

                        Jak to, za co. Za nic. Mowilam juz chyba z rok temu, ze mozemy Ci zalatwic
                        darmowa mete w Dublinie oraz przewodnikow po tamtejszej rzeczywistosci -
                        jezykiem wladasz, jakas prace znajdziesz, i staniesz na nogi. Przyjemne z
                        pozytecznym, odnalezienie z zarabianiem.

                        Chyba, ze wolisz Londyn, to tez sie cos znajdzie ;-))).

                        A do szpitala wojskowego - skoro to bylo cos w miare konkretnego - idz, w koncu
                        sprobowac nie zaszkodzi.
                        • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:40
                          > Jak to, za co. Za nic. Mowilam juz chyba z rok temu, ze mozemy Ci zalatwic
                          > darmowa mete w Dublinie oraz przewodnikow po tamtejszej rzeczywistosci -
                          > jezykiem wladasz, jakas prace znajdziesz, i staniesz na nogi. Przyjemne z
                          > pozytecznym, odnalezienie z zarabianiem.

                          Ja naprawdę ejstem b. wdzięczny za propozycję ;)))) Ale nie sądzę, bym sobie
                          poradził ze znalezieniem pracy za granicą, skoro tu na miejscu jej nie
                          znalazłem.

                          Poza tym, naczytałem się w Itace o niewesołych przejściach naszych rodaków, co
                          sami jadą w ciemno za granicę... Wolę się w coś takiego nie pakować.

                          > A do szpitala wojskowego - skoro to bylo cos w miare konkretnego - idz, w
                          > koncu sprobowac nie zaszkodzi.

                          Tyle, że ja się nie czuję na siłach po prostu... Miałem ostatnio "wgląd" i
                          widzę, że ja się do tego zawodu chyba nie nadaję...
                          • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 19:55
                            No nie, ja nie twierdze, zebys od razu znalazl satysfakcjonujaca i rozwijajaca
                            prace, jasne. Ale jakas, nieuwlaczajaca ludzkiej godnosci, to nie widze
                            problemu (nie dalej jak tydzien temu meta meldowala, ze na sezon letni sa
                            potrzebni przewodnicy do muzeum - wkuwasz broszurke, praca pod dachem, malo
                            stresu, zyc sie z tego na miejscu da).

                            A co do aktualnego wgladu - no, to sie nie dziwie, trudno zeby, na dluzsza
                            mete, "wiodl slepy kulawego"...
                            Sam jednak doskonale wiesz, ze czlowiek sie zmienia, jak malo ktore stworzenie
                            na ziemi ;-))).
                            • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 20:01
                              Praca przewodnika w muzeum, kiedy trzeba masie obcych ludzi w obcym języku
                              płynnie opowiadać o nieznanym mieście, jest mało stresująca..? ;))
                              • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 20:05
                                Akurat nie o miescie, tylko o piwie ;-))). Bo to takie, ekhem, nie bardzo
                                akademickie muzeum jest ;-))). Ale tez i w zwiazku z tym, jak sie domyslasz,
                                poziom konwersacji nie musi byc nazbyt wyrafinowany...

                                Ale jednak, kurcze, no, masz racje, jednak czlowiek przyklada wlasna miare -
                                zapomnialam, ze sama mam jaka-taka praktyke w produkowaniu sie do dowolnego
                                audytorium i na dowolny temat i ta sytuacja mnie nie stresuje, o ile wiem, ze
                                znaczna wiekszosc sluchaczy widze po raz pierwszy i ostatni w zyciu ;-))).
                                • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 13.02.06, 21:57
                                  No sama widzisz :)))
                                  • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 09:10
                                    Tylko poniekad widze. Skoro ja moge, to Ty tez ;-))).
                                    O ile rozumiem i nawet czasem podzielam Twoja obawe przed skompromitowaniem sie
                                    w gronie osob, na ktorych Ci zalezy (w sensie, koedzy z pracy, czy, na innej
                                    zasadzie, pacjent), to nijak nie moge rozgryzc, co by mialo obciachowac w
                                    sytuacji, kiedy zwiedzajacy sa Ci obcy i juz ich wiecej nie zobaczysz. Robi sie
                                    swoje, lepiej lub gorzej, i tyle.

                                    PS. Chcialam nadmienic, ze (nie tylko jak na osobe deklarujaca ww. obawy) w
                                    rozmowach z osoba widziana pierwszy raz w zyciu jestes swietny, i niestety nie
                                    mozesz mi skutecznie wmowic, ze jest inaczej ;-))).
                                    • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 11:54
                                      > O ile rozumiem i nawet czasem podzielam Twoja obawe przed skompromitowaniem
                                      > sie
                                      > w gronie osob, na ktorych Ci zalezy (w sensie, koedzy z pracy, czy, na innej
                                      > zasadzie, pacjent), to nijak nie moge rozgryzc, co by mialo obciachowac w
                                      > sytuacji, kiedy zwiedzajacy sa Ci obcy i juz ich wiecej nie zobaczysz. Robi
                                      > sie swoje, lepiej lub gorzej, i tyle.

                                      Powiedzmy, że jestem perfekcjonistą i albo coś robię dobrze, albo w ogóle...

                                      > PS. Chcialam nadmienic, ze (nie tylko jak na osobe deklarujaca ww. obawy) w
                                      > rozmowach z osoba widziana pierwszy raz w zyciu jestes swietny, i niestety
                                      > nie mozesz mi skutecznie wmowic, ze jest inaczej ;-))).

                                      No nie wiem... Sytuacje towarzyskie to trochę co innego, niż praca...
                                      • isma Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 13:54
                                        Steph, na mily Bog! Skoro idealnie albo wcale, to ja sie dziwie, ze Ty w ogole
                                        jeszcze cokolwiek robisz ;-))).

                                        Nalesniki byly za grube i kiepsko sie rozlewaly po patelni, tak? Ale jednak
                                        zadowolony jestes? To dlaczego z praca zawodowa mialoby byc inaczej?
                                        • stephen_s Re: oj, enter nie w tym momencie co trzeba :-( 14.02.06, 14:03
                                          Ale zbyt grune naleśniki sam zjem, a za porażkę w pracy inni też będą mieć
                                          kłopoty...
                          • herbarium If I were you... 13.02.06, 20:49
                            Co TY masz zrobić ze swoim życiem, to Ci nie doradzę, bo tylko sam możesz sobie
                            na to pytanie odpowiedzieć. Natomiast ja osobiście, będąc w podobnej sytuacji
                            do Twojej, zapewne zrobiłabym tak:

                            Zastanowiłabym się, co najbardziej chcę robić zawodowo. Gdybym doszła do
                            wniosku, że nie ma takiej rzeczy, odpowiedziałabym sobie na pytanie, co
                            najmniej mnie odrzuca/zniechęca/obrzydza. Gdyby odpowiedzią była "praca w
                            zawodzie wyuczonym - psycholog", to:

                            Znalazłabym w internecie (i realu) wszystkie "do zaakceptowania" na dłuższą
                            metę potencjalne miejsca pracy, związane z "najbardziej pożądanym zawodem", we
                            własnym mieście i na zadupiach. Następnie wysłała do nich wszystkich maile z
                            ofertami pracy. Zajmuje to mało czasu i energii. Jak widać, trochę takich
                            miejsc może się w wirtualnym świecie znaleźć:

                            www.google.pl/search?hl=pl&q=poradnia+psychologiczno+pedagogiczna&lr=
                            Zarejestrowałabym się w urzędzie pracy (o ile nie byłabym zarejestrowana) i
                            sprawdziła ofertę stażów i szkoleń.

                            Zarejestrowałabym się we wszystkich możliwych serwisach pośrednictwa pracy:

                            www.google.pl/search?hl=pl&q=praca&lr=
                            Zorientowałabym się, ile czasu trwa cała procedura związana z przygotowaniami
                            do wyjazdu do pracy za granicą, w pośrednictwie zorganizowanym (tj. tak, żeby
                            nie jechać w ciemno)
                            www.google.pl/search?hl=pl&q=praca+za+granic%C4%85&btnG=Wyszukaj+w+Google&lr=lang_pl

                            Mając te wszystkie dane, wyznaczyłabym sobie czas na znalezienie pracy
                            w "pożądanym zawodzie" w kraju, np. trzy miesiące lub pół roku. W tym czasie
                            czekałabym na odpowiedź od którejś z "wymarzonych" instytucji. Jednocześnie, w
                            zależności od sytuacji:
                            a)Załapałabym się na staż lub jakieś szkolenie w PUP, coby nie siedzieć
                            bezczynnie w domu. Poza tym, na stażu trochę płacą.
                            b) Szukałabym jakiejkolwiek, nawet bardzo kiepskiej pracy tymczasowej, żeby
                            mieć choćby "kieszonkowe" własne, i zaoszczędzić na ewentualny wyjazd. Ot,
                            choćby jako ankieter - jest to praca pomagająca doskonalić umiejętności
                            interpersonalne, ważne w zawodzie psychologa;))
                            www.tns-global.pl/kariera
                            Wiem, że np. w Pentorze ankieterzy mają dość przyzwoite warunki pracy.

                            Jeśli w danym czasie (np. pół roku) nie udałoby mi się znaleźć tej wymarzonej
                            pracy, lub jakiejś innej, wyjechałabym do pracy za granicę. Wróciłabym z
                            wyszlifowanym językiem, pięć razy bardziej pewna siebie, wiedząca czego chce i
                            z odłożoną kasą na kawałek mieszkania. Amen.;))))
                            • stephen_s Re: If I were you... 13.02.06, 22:18
                              No dobrze, a co byś zrobiła, jakbyś właśnie uznała, że w wyuczonym zawodzie
                              pracować nie chcesz / nie możesz? A nic innego nie umiesz?

                              BTW. Na staż w PUP się nie załapię. Próbowałem - za dawno temu się obroniłem...
                              • herbarium Re: If I were you... 13.02.06, 22:34
                                > No dobrze, a co byś zrobiła, jakbyś właśnie uznała, że w wyuczonym zawodzie
                                > pracować nie chcesz / nie możesz? A nic innego nie umiesz?

                                1. Uznałabym, że mam straszne kompleksy, bo jeszcze nie spróbowałam, a już
                                wiem, że nie mogę;)
                                2. Pomyślałabym, że mogę się nauczyć w praktyce, jak wszyscy, którzy zaczynają
                                pracę...
                                3. Zastanowiłabym się, co jest możliwie bliskiego zawodowi wyuczonemu - bycie
                                HR-em, np.? I, np. poszłabym na kurs dla kadrowców w PUP, o ile bym się dostała
                                a takowy. Następnie zarobiłabym kilkaset złotych gdziekolwiek, żeby mieć za co
                                wyjechać do Irlandii, i tam, zajmując się nieskomplikowaną robotą fizyczną,
                                myślałabym dalej, co zrobić ze sobą.

                                > BTW. Na staż w PUP się nie załapię. Próbowałem - za dawno temu się
                                obroniłem...

                                Na staż absolwencki zapewne nie. Ale - po pierwsze, są w Urzędzie staże
                                dofinansowane z EFS dla wszystkich, po drugie są też staże specjalnie dla osób
                                długotrwale bezrobtnych. Również płatne, choć niewiele.
                                Po trzecie - nawet wtedy, gdy kwalifikują Cię na szkolenie, dostajesz jakiś tam
                                zasiłek w trakcie trwania szkolenia - bardzo niewielki, fakt.
                                • stephen_s Re: If I were you... 13.02.06, 22:49
                                  Chyba żyjemy w różncyh krajach... Kursy w PUP? W Warszawie nic takiego nie
                                  organizują...
                                  • herbarium Re: If I were you... 13.02.06, 23:59
                                    Organizują, organizują:)
                                    www.up.warszawa.pl/index.php?n=18
                                    • stephen_s Re: If I were you... 14.02.06, 00:02
                                      Hm. Szkoda, że przez ponad rok chodzenia tam, żaden z pracowników mnie o tym
                                      nie poinformował...
        • maika7 Re: gartulacje :) 13.02.06, 18:57
          > ciasto dosyć twarde bardzo staranie ugnieść . Następnie ABSOLUTNIE KONIECZNIE
          > pozostawić na godzinkę conajmniej, aby "odpoczęło".

          Moje nie czeka - lepię od razu - nie rozklejają się. NaleSnikowego teZ nie
          odstawiam do "poczekalni" :-)

          > Wówczas dodana woda rozpuszcza substancję której nie umiem nazwać a która jest
          > w mące i powoduje kleistość.

          gluten - białko takie


          :-)
          M.
    • gumpel Re: Pierwsze w życiu naleśniki ;) 14.02.06, 14:16
      Gratulacje. Od czegoś przygodę kulinarną trzeba zacząć. Naleśniki to juz coś
      (!) A ja miałem dzisiaj na obiad naleśniki ze szpinakiem. Polewane roztopionym
      serem. Na ostro rzecz jasna. Ale robiła żona ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka