Dodaj do ulubionych

Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną historię

14.02.06, 15:44
ze swojego życia, to co to by była za historia?
Obserwuj wątek
    • ydorius Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 16:00

      Jechałem kiedyś autobusem. W wózku spała moja córka, zaś na jej kolanach spał
      lew. Ja szykowałem się do wygrzebania z kieszeni książki, bo zwykłem czytać w
      środkach komunikacji. Koło mnie stał pan, nawet zadbany i gdyby nie alkoholowy
      oddech mógłbym stwierdzić, że pan jakich wielu.
      - syn? - zapytał
      - córka - odparłem
      - tak po tym lwie sądziłem, że syn. Ale tak panu powiem, że może córce jeszcze
      bardziej się przyda. Dziewczyny muszą być silne w dzisiejszych czasach.
      Odrzuciłem pomysł czytania książki.
      - Dzieci - tymczasem ciągnął mężczyzna (mówił bardzo wyraźnie, alkohol w
      oddechu był naprawdę delikatnie wyczuwalny) - w ogóle dużo siły potrzebują, wie
      pan i o dzieci trzeba dbać. Tak, dbać, bo jeśli się nie zadba zawczasu, to potem
      często się okazuje, że jest już za późno.
      - Tak - powiedziałem nie wiedząc co powiedzieć
      - Ja też miałem dziecko, syna, wie pan. Jego matka umarła i musiałem się nim
      sam zająć i wie pan, ja go pochowałem dwa tygodnie temu i tak sobie myślę, że
      może za mało o niego dbałem i nie wiem, czy on wiedział, jak bardzo się starałem
      o niego dbać. Dorosły był już, radził sobie, ale widzi pan, nie można tak po
      prostu przestać przejmować się dzieckiem, tylko dlatego, że jest dorosłe, wie
      pan? - przerwał.
      - Ale ja już nie wiem, nie wiem, co mam teraz zrobić, bo już nic nie mogę
      powiedzieć, chodzę na grób i milczę, bo nic już nie mogę mu opowiedzieć. I piję,
      wie pan, piję od tamtego czasu bez przerwy, bo jak piję to przynajmniej chwilowo
      zapominam o tym wszystkim, o świecie i o nim.

      Wysiedliśmy razem na tym samym przystanku. Ruszyłem w kierunku przejścia dla
      pieszych, mała cały czs spała. Zatrzymałem wózek, zawróciłem.
      Potem go przytuliłem do piersi (choć był wyższy) i powiedziałem kilka banałów
      dotyczących rozpaczy, picia i dzieci. A on mi powiedział, żebym dbał o córkę, bo
      to najważniejsze i nigdy nie wiadomo, co się powie, a co przemilczy.
      Płakaliśmy wtedy jak dzieci na przystanku na placu bankowym.

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
      • stella25b Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 16.02.06, 09:33
        Pieknie to napisales:)
    • kawa_malinowa Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 17:03
      To by to była historia bez zakończenia obecnie, choc z zakonczeniem do
      przewidzenia, mimo ze chcę zeby zakonczenie bylo inne. Historia o tym jak
      dziecko poszlo na studiach i w wieku lat 19 przezywalo to co powinno miec za
      sobą lat kilka juz temu. i takie tam.
      • staua Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 20:18
        Kawa, rozwin, bardzo prosze - historia wyglada na ciekawa :-) I podaj
        alternatywne zakonczenia...
        U mnie bylaby to historia momentu, gdy poznalam mojego meza, oraz kilku
        miesiecy po tym wydarzeniu. Calkowicie wszystko mi sie wtedy przewartosciowalo.
    • 3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 20:28
      To było jakieś dziesięć lat temu, może -naście. Dużo wtedy jeździłem po Polsce.
      Szczecin. Fajne miasto - dziesięć (lub -naście) lat temu to właściwie tylko
      w Szczecinie można było poczuć powiew Europy; no, może jeszcze we Wrocławiu. W
      każdym razie hotel ten, co zwykle, na Krzekowie. Około północy dosyć gwałtowne
      pukanie do drzwi. Wstałem zaspany, otwieram - goła baba. Tak po prostu.
      Pomyślałem w tym momencie, że chyba potrzebuję urlopu, bo coraz dziwniejsze
      rzeczy mi się śnią. Ale baba nawet odgłosy z siebie wydaje.
      - Przepraszam pana, ja wiem, że to trochę wygląda jak z filmu, ale czy
      mógłby mi pan pożyczyć jakieś ubranie, bo ten skurwiel wyrzucił mnie z pokoju,
      zamknął drzwi i chyba śpi teraz, a jak tak pójdę do recepcji, to panu Heniowi z
      recepcji ten jego generał będzie stał do rana...
      - No tak - pomyślałem - dziwka miała niefart. Swoją drogą panu Heniowi też
      się coś od życia należy, ale niech tam.
      Dałem jej t-shirta i szorty. Bidula poczłapała do recepcji, trzymając się
      nieporadnie za opadające spodenki, bo drobnica taka z niej była, że aż żal było
      patrzeć. Pewnie nie była jeszcze za stara na tę robotę, ale nocne zmiany trochę
      ją nadwerężyły. Może nawet coś brała - nie wiedziałem. Powiedziałem jej, że jak
      taksówkarz przywiezie jej szmatki, to niech te moje zostawi w recepcji i
      wróciłem do łóżka - czekał mnie dosyć ciężki dzień.
      Znów pukanie.
      - No wie pan, pan się tak po dżentelmeńsku zachował, że ja nie mogłam tego
      tak zostawić. Taksówka czeka. Marta jestem.
      - Wiesz, Marto, to bardzo miło z twojej strony, ale jestem zmęczony, a jutro też
      nie będzie z górki, więc zostawmy to na inną okazję.
      - Nie da rady. Stolik już jest przygotowany. Moi przyjaciele też czekają, bo
      chcą poznać takiego muszkietera, jak ty.
      Uśmiechała się zupełnie nie jak kurwa. Zmiękłem.
      Knajpa nazywała się "10 muz", albo dwanaście... nie pamiętam. Wchodzimy, a
      tam... Boże, to wyglądało na zlot statystów z gangsterskich filmów. Same
      zakazane gęby, czarne skórzane kurtki opięte na byczych karkach i nieodłączne
      pety w niedźwiedzich łapach.
      - Czego się napijesz?
      - O tej porze to nic oprócz whisky nie przychodzi mi do głowy - odpowiedziałem,
      bacznie rozglądając się po sali. - Kurwa, pomyślałem, to mi się śni. W tym
      mieście nie może być aż tylu bandziorów!
      Podszedł do nas facet. Koło czterdziestki. Barczysty, ale nie przesadnie, w
      dobrym garniturze z staromodnie zawiązanym fularem. Zanim się odezwał, już
      wiedziałem, że będzie miał głos przypominający o tych tysiącach wlanych w gardło
      kieliszków.
      - Witam bohatera - po przyjacielsku poklepał mnie po plecach - Jestem Jerzy
      i rządzę tą bandą przygłupów. Jak o mnie chodzi, to nieważne, skąd jesteś i co
      robisz, ale masz szacunek, bo w tych kurewskich czasach rzadko się zdarza, żeby
      ktoś dziwce rękę podał.

      Dalej potoczyło się szybko. Ściskanie wielkich łap, szybkie toasty - po
      godzinie byłem kompletnie zalany. Drobna Marta zlitowała się w końcu nade mną i
      zawiozła mnie z powrotem do hotelu.

      Następnego dnia obudziłem się z głową jak koszmar producenta leków na
      migrenę. Coś mo świtało w głowie, że Marta próbowała mnie zerżnąć tej nocy -
      pewnie jako premię z dobry uczynek, ale biorąc pod uwagę, w jakim byłem stanie,
      nie sądzę, żeby osiągnęła sukces...

      PS. Cholerna dziwka! Nie oddała mi ciuchów!
      • awo_omama Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 21:44
        Opowiedziałabym, jak wyprowadziłam się ze Szczecina i wskoczyłam do dziwnej
        bajki, a potem o tym, jak przeskoczyłam do innej bajki, w której ciągle tkwię.
        I bajczę. Bo to jest jedna wielka opowieść, która się toczy.

        PS:Ciekawe, bo klub "13 muz" to bardzo kulturalne miejsce...Ale może te
        dziesięć, może naście lat temu lubiły się tam "ukulturalniać" zakazane gęby i
        skórzane kurtki? Ciekawe...Chociaż pamiętam, że jakieś naście lat temu byłam
        tam na wieczorku poetyckim księdza Twardowskiego. :)
        • 3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 14:43
          No nie wiem - ja pamiętam te "Ileśtam muz" jako z lekka podupadłą knajpę
          utrzymaną w manierze późnego Gierka - rachityczne stoliki obłóczone
          prawie-że-białymi obrusami, beznadziejnie leniwi kelnerzy w wytłuszczonych
          przyciasnych kołnierzykach, zero klimatyzacji i nadspodziewanie dobre,
          polskokuchenne zimne przekąski w rodzaju "półjajo na sałatce" albo "ozór wołowy
          pod auszpikiem"
          ;-)
      • daria13 Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 09:09
        3promile napisał:

        > To było jakieś dziesięć lat temu, może -naście. Dużo wtedy jeździłem po Polsce

        Czyj to jest tekst? Mam wrażenie, że niedawno to czytałam, ale nie mogę sobie
        przypomnieć gdzie i czyje to? Nawet dość zabawne:)
        P:)
        • 3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 14:39
          Czytałaś to zapewne na moim blogu, którego zaniechałem jakiś czas temu, bom
          leniwy...
          • mamarcela Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 14:54
            Ja tam nie wiem, ale na Twoim Promisiu miejscu przeprowadziłabym dochodzenie
            (śledztwo, albo wręcz lustrację), czy aby ktoś tej gangsterskiej historii z
            życia Twojego wziętej (jak rozumiem?) nie wykorzystał i nie opublikował gdzieś
            jako swojej. Mógł nawet po prostu skopiować i wkleić - jakis swołocz wredny. A
            może juz nawet Twoja osobista historia z życia szczecińskiego półświatka nie
            krąży gdzieś po telewizorni jako scenariusz to Kryminalnych, Wydziałów
            śledczych, Rutkowskich patrolów, czy wielu innych arcydzieł tego typu.
            Moje dziecko ściągnęło Alfabet mafii - mam sprawdzić? bo się jeszcze okaże, że
            Promil de tutti promile. Aż się boję. :-)
            pozdrawiam
            mamarcela - godmother (after hours)
            • 3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 15:00
              Jakoś pan Gugiel splagiacenia nie znajduje...
              • mamarcela Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 20:27
                "Moskwa nie wierzy guglom", a juz szczególnie od wczoraj, gdy zostały
                zbojkotowane. :-(
                • eeela Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 21:01
                  Zdarzylo sie tak kiedys jednej blogowo-emigracyjnej siostrzanej duszy, ze
                  wynalazla najzupelniej przypadkowo blog, w ktorym od wielu miesiecy byly
                  zamieszczane jej wlasne osobiste teksty. Malo co jest w stanie mnie zdenerwowac
                  w wirtualnym swiecie, ale wowczas bylam lekko poirytowana ;-)
          • daria13 Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 16:19
            Jest niewykluczonym, że na blogu czytałam, acz uciąć sobie nic nie dam za to.
            Ale ze mnie podła osoba, że podejrzewałam Cię o plagiat. A tak naprawdę,
            myślałam że na taki żarcik sobie pozwoliłeś i zaraz sprostujesz. Dziwnie to się
            wszystko plecie;) Chyba za dużo czytam, bo wiem, że gdzieś dzwoni, tylko nie
            pamiętam gdzie. Starość nie radość:(
            Pozdrawiam i wybaczenia mimo wszystko proszę:)
    • quarantine Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 08:41
      To było dawno, jeszcze przed erą telefonów kieszonkowych.
      Umówiłam się z kolegą w Zakopanem. Każde z nas miało dojechać ze swojego miasta
      pod umówiony adres. Nie wiedzieć czemu byłam przekonana, że kiedy już dojadę na
      miejsce, kolega będzie czekał na mnie z pękiem czerwonych róż na przykład.
      Oczywiście zdziwienie me siągnęło zenitu, kiedy po przyjeździe na miejsce
      dowiedziałam się, że owszem pokój jest zarezerwowany, ale nikogo w nim nie ma.
      Czekałam chyba 15 minut, co i tak jak na mnie było czasem niewyobrażalnie
      długim, po czym, jak się to obrazowo dzisiaj mówi, zabrałam pupę swą w troki i
      powróciłam do Krakowa. W akademiku ujrzałam rozdziawioną ze zdziwienia buzię
      swojej współspaczki, ktora zakomunikowała mi, że kolega jakąś godzinę temu był
      tutaj poszukując mnie oraz, że właśnie odjechał był do Zakopanego.
      Zrobiłam w tył zwrot i udałam się na dworzec autobusowy. Nie trudno zgadnąć, że
      w ciągu najbliższej godziny nie było żadengo autobusu do Zakopanego, a czekanie
      dłużej niż godzinę bardzo zaszkodziłoby mojemu już i tak nadwyrężonemu
      systemowi nerwowemu. Udałam się zatem na tzw. autostop. W zasadzie od razu
      zatrzymał się jakiś samochód i w bardzo przyjemnej atmosferze dotarłam na samo
      miejsce. Do dzisiaj dziwię się swojej głupocie, ale to były inne czasy. Po
      przyjeździe na miejsce bardzo przyjemna gospodyni, którą już wtedy
      nienawidziłam całym swym sercem poinformowała mnie, że owszem był tutaj jakąś
      chwilę temu sympatyczny młody człowiek, pytał o mnie i kiedy dowiedział się, że
      wróciłam do Krakowa, zrobił to samo. Zmęczenie chyba dało o sobie znać (to było
      bardzo upalne lato), ponieważ po prostu nie miałam siły wykonać żadnego
      gwałtownego ruchu. Musiałam przy okazji pomysleć. Wymyśliłam, że mogę przecież
      zadzwonić do akademika, co uczyniłam. Kolega jeszcze tam nie dotarł i nie
      wiedziałam w zasadzie czy dotrze. Powiedziałam koleżance, że czekam na kolegę w
      Zakopanem do skutku. Nie ruszę się stąd, dopóki nie zobaczę go na własne oczy.
      Czekałam i czekałam i czekałam. Mniej więcej koło północy zjawił się.....

      p.s.

      z kolegą owym miałam zresztą wiele przygód, ale największą przygodę życia
      przeżywam ze swoim mężem:)
    • beatanu Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 22:02
      Historia o przemyceniu nocnika przez granicę RP

      Był rok 1990. Wiosna, początek lata. Zaczęliśmy czynić przygotowania do
      przeprowadzki za morze. Mężowi, po siedmiu latach pobytu w Polsce nazbierało
      się trochę rzeczy (głównie kupowanych za grosze wspaniale wydanych radzieckich
      i DDR-owskich książek :) Ja zbierałam swoje graty przez całe
      dwudziestoośmioletnie życie...
      Jedną nogą w nowej, postperelowskiej rzeczywistości, drugą ciągle w starym
      systemie. Przekraczając po raz pierwszy próg Urzędu Celnego na ul. Kamiennej w
      Krakowie nie zdawaliśmy sobie sprawy, że przez kolejne kilka tygodni spędzimy
      tam dziesiątki godzin... Wywóz tzw. mienia przesiedleńczego jest proszę państwa
      sprawą na tyle poważną, że nie można jej załatwić ot tak, hop siup w pięć minut.
      Co dzień nowe dyrektywy, co dwa dni wykluczające się informacje. Kolejki
      ciągnące się dziesiątkami metrów. Rosnąca irytacja i zmęczenie. I nasza i
      naszej niespełna dwuletniej córki ( która dzielnie nam w tych wyprawach na
      Kamienną towarzyszyła), i rosnącej jak na drożdżach w brzuchu dzidzi numer dwa.

      Programowo, dla zasady, nigdy nie wchodziło w grę zapłacenie jakielkolwiek
      łapówki, to tak gwoli wyjaśnienia.

      Co do jednego pracownicy Urzędu Celnego byli zgodni: należało sporządzić listę
      wywożonych rzeczy. Samo spisanie tytułów, autorów i roku wydania kilkuset
      książek zajęło parę dni :) A później liczenie każdej pary majtek, skarpet,
      kubeczków i innych prześcieradeł. Koszmar!

      A ponieważ przyłożyliśmy się starannie, lista była długa, piękna i bogata :) I
      zgodnie z prawdą zawierała wszystkie wywożone sprzęty. Między innymi plastikowy
      nocnik córki (zakupiony zresztą wcześniej w Szwecji). I o ten nieszczęsny,
      najnormalniejszy nocnik poszło...

      Bo sporządzone przez nas listy nie zostały przez urzędników z góry na dół
      olane, o nie! Przeczytano je skrupulatnie i poddano wnikliwej analizie.
      Zaakceptowano bezcłowy wywóz wszystkich rzeczy oprócz nocnika, suszarki do
      pieluch (takich z tetry) i... cymbałków. Bo okazało się, że niepełnoletnia
      córka nie posiada prawa do wywozu swego mienia przesiedleńczego :))) Nikt nie
      przejął się wymienionymi na liście książkami o misiach i ptysiach, klockami i
      innymi samochodzikami. Ale przy nocniku zaczęły się problemy. Jedna sympatyczna
      pani celniczka była skłonna uznać nasze "oprotestowanie" decyzji, ale
      towarzyszący jej groźny, wąsaty i chyby upojony władzą pan celnik stanowczo
      powtarzał NIE! I w końcu, przy kilku rzeczach należących do córki, przywalił na
      spisie piękną pieczątkę ZAKAZ WYWOZU.

      Na początku lipca, załadowanym do granic możliwości samochodem ruszyliśmy z
      Krakowa ku Gdańsku. Na przejściu granicznym przy bazie promowej, celnik jak
      gdyby nie widząc złożonych tylnych siedzeń i zapchanego na maxa auta, poprosił
      o otworzenie okna, wpakował do środka głowę i - uderzając lekko o zrolowany
      dywan - zapytał radośnie - "Państwo coś z Polski wywożą?" "No... to co w
      samochodzie, rzeczy osobiste i tak dalej" - zaczęłam pełna najgorszch przeczuć.
      No, to miłej podróży życzę!" - huknął jeszcze bardziej radośnie i machnął ręką.

      I w ten sposób doszło do nielegalnego przewozu czerwonego nocnika i jego
      powrotu do macierzy...

      PS. Zdecydowanie większa część tego nieszczęsnego mienia przesiedleńczego
      została zapakowana w drewnane skrzynie, które zaplombowano i nadano koleją na
      nasz nowy adres w Szwecji. Po drodze jednak przestała istnieć NRD i Niemcy
      mieli ważniejsze sprawy na głowie niż transport czyjegoś mienia. Dosłownie w
      ostatnim tygodniu doszły do nas do Szwecji plątające się miesiącami po
      postenerdowskich bocznicach skrzynie, zawierające m.in. pralkę, ciuszki,
      łóżeczko i tetrowe pieluchy dla mającej się narodzić lada dzień córki no.2. Ale
      to już inna historia :)

    • kwiecienka1 Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 22:18
      buuuuu
      ja chcę wiedzieć co stało się z nocnikiem!
      jak potoczyły się jego dalsze losy?
      czy dzidzia nr dwa również z niego korzystała? a może ona miała swój własny,
      dla odmiany polski?
      od tej przeprowadzki minęło sporo czasu i nie sądzę aby się zachował
      (chociaż...?), więc zapytuję: jak skończył?
      pozdrawiam
      Kwiecienka Losami Przemycanego Nocnika Zainteresowana
      (wciąż mam swój Kocyk, a był to suwenir z Olimpiady w Moskwie (taki z podobizną
      misia-ówczesnej maskotki) - mam ojca zapalonego kibica, pojechał, pokibicował,
      suwenirów nazwoził...)
      • beatanu dalsze losy nocnika 15.02.06, 22:34
        kwiecienka1 napisała:

        > buuuuu
        > ja chcę wiedzieć co stało się z nocnikiem!
        > jak potoczyły się jego dalsze losy?
        > czy dzidzia nr dwa również z niego korzystała? a może ona miała swój własny,
        > dla odmiany polski?

        Z nocnika korzystała również córka numer dwa. Najprawdopodobniej nocnik
        znajduje się na wsi/w lesie, dokąd zwozimy rzeczy, które nie mieszczą się w
        mieszkaniu. Nie sądzę żebyśmy go wyrzucili, właśnie chociażby ze względu na tę
        absurdalną z lekka historię :)

        A wygląda mniej więcej tak:
        www.berner.fi/ainu/images/tuotekuvat/babybjorn/potta_klassinen.jpg
        Chociaż ten z obrazka to jakaś podróba, bo "nasz" nie miał z przodu misia ;)

        A misia z Moskwy pamiętam dokładnie chociaż (a może właśnie dlatego?)
        kibicowałam tylko przed telewizorem :)
        • kwiecienka1 Re: dalsze losy nocnika 15.02.06, 23:02
          :)
          nocnik - śliczny, jestem prawie zazdrosna bo mój był taki siermiężny, PRLowski,
          bez ozdobień...
          oprócz kocyka z Moskwy miałam jeszcze małego misia-maskotkę w wersji hmmm,
          gumowej (?) - nie pamiętam dokładnie, ale dobrze się gryzło :-)))
          pozdrawiam
          Kwiecienka i Wspomnienia z Dzieciństwa
          • stella25b Samowar 16.02.06, 09:30
            Na Twoim miejscu Beato ten nocnik zachowalabym koniecznie dla wnukow. Moze
            troche dziwna rzecz w posagu dla corek ale przeciez tchnaca nostalgia.


            • stella25b Re: Samowar 16.02.06, 10:22
              Wspinajac sie w roznych gorach bylam swiadkiem roznych dziwnych rzeczy. Jedne
              bardziej pozostaly w mojej pamieci inne juz zostaly zapomniane. Pamietam jednak
              doskonale pobyt w Kaukazie. Nie tyle zakwaterowanie w bazie Ozon u podnoza gor
              rojacej sie od karaluchow i "wykwintnego zarcia", ktore nam serwowano ale ludzi
              spotkanych w gorach. Pamietam, ze poszlismy sie wspinac w dwoch zespolach na
              Uzbe. Piekna gora, ambitny cel nic wiecej do szczescia nie bylo potrzebne. W
              czasie podchodzenia pod gore spotkalismy 3 Rosjan. Okazalo sie, ze tez podazaja
              pod Uzbe. Zaczelismy isc razem. Powoli zaczelo robic sie jasno, slonce
              zaczynalo wschodzic, my bylismy coraz to bardziej zmeczeni i Rosjanie
              zaproponowali odpoczynek. Narzucalo sie to, gdyz bylismy juz prawie pod sciana.
              Znali doskonale ten rejon gdyz zaprowadzili nas do skalnej koliby gdzie mozna
              bylo wygodnie usiasc i zaczac sie szpeic. Z plecakow zaczelismy wyciagac sprzet
              i butelki z piciem. Na widok naszych butelek jeden z Rosjan zareagowal, mowiac
              zaraz bedzie dobra herbata i z plecaka wyciagnal samowar. Dla mnie to byl szok.
              Targac w pleckau samowar na wspinaczke- nie do pomyslenia!! A bylismy juz na
              okolo 3000 metrow. Facet ze spokojem zaparzyl herbaty. Wszyscy napislismy sie i
              nastepnie schowal samowar do plecaka. Na pytanie, czy on sie teraz bedzie z tym
              samowarem wspinal. Odpowiedzial, ze zostawia go kolibie ale zaraz po wspinaniu
              bedzie parzyl herbate wiec jesli mamy ochote to on nas zaprasza. Niestety juz
              nie spotkalismy sie. Po skonczonej drodze gotowalismy herbate na wlasnych
              juwlach ale wspomnienie zostalo.
    • diffie Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 16.02.06, 12:53
      Jedna historia. O tym, jak państwo Lemke przy pomocy projektora filmowego i
      niemieckich pornografii rozjaśniali noc stanu wojennego. Państwo Lemke
      mieszkali w wielkim gdańskim osiedlu, na drugim piętrze. W Niemczech mieli
      rodzinę, coś stamtąd przywozili, któregoś dnia przywlekli projektor i walizkę
      filmów porno. W owym czasie posiadanie pornograficznych filmów i projektora było
      oznaką wyższego statusu społecznego. Co sobotę państwo Lemke urządzali imprezki
      dla znajomych. Żadne tam seks-party, pełna kultura, drinki, rozmowy, no i kino.
      W mieszkaniu nie było ekranu, ktoś wpadł na pomysł, że przecież obraz można
      skierować na białe zasłony w oknach. No i się zaczęło. Generał Jaruzelski
      wystąpił w telewizji na tle flagi. Ulicami zapierniczały czołgi w te i we w te.
      Żołnierze grzali się przy koksownikach. Państwo Lemke po staremu urządzali swoje
      imprezki. Naprzeciwko ich okna była górka. Szybko się okazało, że okoliczni
      obywatele akurat na tę górkę muszą wyprowadzać swoje psy. Zwłaszcza w soboty. W
      sobotę wieczorem każdy pies musiał się wysikać na tej górce. Potem na górkę
      zaczęli wpadać milicjanci z pobliskiego posterunku, po cichutku. Którejś soboty
      stoją sobie ludzie, wpatrują się w okno w salonie Lemków, a tu nagle chrzęst
      czołgowych gąsienic słychać. Coraz głośniej. Pod górkę wjechał T-72. Stał
      spokojnie, nie można powiedzieć, nie kręcił lufą. Takie kręcenie lufą przez
      czołg zawsze mnie denerwowało, odkąd raz pod stocznią taki jeden za mną kręcił.
      Po chwili otworzył się górny właz. Z dziury wyłonił się żołnierz w hełmofonie,
      siadł sobie wygodnie, papieroska zapalił, potem obgryzał kiełbasę i popatrywał,
      co tam akurat w oknie Lemków porabia panna Orlowski, orliczka ta nasza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka