noida 14.02.06, 15:44 ze swojego życia, to co to by była za historia? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ydorius Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 16:00 Jechałem kiedyś autobusem. W wózku spała moja córka, zaś na jej kolanach spał lew. Ja szykowałem się do wygrzebania z kieszeni książki, bo zwykłem czytać w środkach komunikacji. Koło mnie stał pan, nawet zadbany i gdyby nie alkoholowy oddech mógłbym stwierdzić, że pan jakich wielu. - syn? - zapytał - córka - odparłem - tak po tym lwie sądziłem, że syn. Ale tak panu powiem, że może córce jeszcze bardziej się przyda. Dziewczyny muszą być silne w dzisiejszych czasach. Odrzuciłem pomysł czytania książki. - Dzieci - tymczasem ciągnął mężczyzna (mówił bardzo wyraźnie, alkohol w oddechu był naprawdę delikatnie wyczuwalny) - w ogóle dużo siły potrzebują, wie pan i o dzieci trzeba dbać. Tak, dbać, bo jeśli się nie zadba zawczasu, to potem często się okazuje, że jest już za późno. - Tak - powiedziałem nie wiedząc co powiedzieć - Ja też miałem dziecko, syna, wie pan. Jego matka umarła i musiałem się nim sam zająć i wie pan, ja go pochowałem dwa tygodnie temu i tak sobie myślę, że może za mało o niego dbałem i nie wiem, czy on wiedział, jak bardzo się starałem o niego dbać. Dorosły był już, radził sobie, ale widzi pan, nie można tak po prostu przestać przejmować się dzieckiem, tylko dlatego, że jest dorosłe, wie pan? - przerwał. - Ale ja już nie wiem, nie wiem, co mam teraz zrobić, bo już nic nie mogę powiedzieć, chodzę na grób i milczę, bo nic już nie mogę mu opowiedzieć. I piję, wie pan, piję od tamtego czasu bez przerwy, bo jak piję to przynajmniej chwilowo zapominam o tym wszystkim, o świecie i o nim. Wysiedliśmy razem na tym samym przystanku. Ruszyłem w kierunku przejścia dla pieszych, mała cały czs spała. Zatrzymałem wózek, zawróciłem. Potem go przytuliłem do piersi (choć był wyższy) i powiedziałem kilka banałów dotyczących rozpaczy, picia i dzieci. A on mi powiedział, żebym dbał o córkę, bo to najważniejsze i nigdy nie wiadomo, co się powie, a co przemilczy. Płakaliśmy wtedy jak dzieci na przystanku na placu bankowym. m, .y. ---------------------------------- What is home without Pinezka's Potted Meat? Incomplete. wypielęgnowany harmider w duszy Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 16.02.06, 09:33 Pieknie to napisales:) Odpowiedz Link Zgłoś
kawa_malinowa Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 17:03 To by to była historia bez zakończenia obecnie, choc z zakonczeniem do przewidzenia, mimo ze chcę zeby zakonczenie bylo inne. Historia o tym jak dziecko poszlo na studiach i w wieku lat 19 przezywalo to co powinno miec za sobą lat kilka juz temu. i takie tam. Odpowiedz Link Zgłoś
staua Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 20:18 Kawa, rozwin, bardzo prosze - historia wyglada na ciekawa :-) I podaj alternatywne zakonczenia... U mnie bylaby to historia momentu, gdy poznalam mojego meza, oraz kilku miesiecy po tym wydarzeniu. Calkowicie wszystko mi sie wtedy przewartosciowalo. Odpowiedz Link Zgłoś
3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 20:28 To było jakieś dziesięć lat temu, może -naście. Dużo wtedy jeździłem po Polsce. Szczecin. Fajne miasto - dziesięć (lub -naście) lat temu to właściwie tylko w Szczecinie można było poczuć powiew Europy; no, może jeszcze we Wrocławiu. W każdym razie hotel ten, co zwykle, na Krzekowie. Około północy dosyć gwałtowne pukanie do drzwi. Wstałem zaspany, otwieram - goła baba. Tak po prostu. Pomyślałem w tym momencie, że chyba potrzebuję urlopu, bo coraz dziwniejsze rzeczy mi się śnią. Ale baba nawet odgłosy z siebie wydaje. - Przepraszam pana, ja wiem, że to trochę wygląda jak z filmu, ale czy mógłby mi pan pożyczyć jakieś ubranie, bo ten skurwiel wyrzucił mnie z pokoju, zamknął drzwi i chyba śpi teraz, a jak tak pójdę do recepcji, to panu Heniowi z recepcji ten jego generał będzie stał do rana... - No tak - pomyślałem - dziwka miała niefart. Swoją drogą panu Heniowi też się coś od życia należy, ale niech tam. Dałem jej t-shirta i szorty. Bidula poczłapała do recepcji, trzymając się nieporadnie za opadające spodenki, bo drobnica taka z niej była, że aż żal było patrzeć. Pewnie nie była jeszcze za stara na tę robotę, ale nocne zmiany trochę ją nadwerężyły. Może nawet coś brała - nie wiedziałem. Powiedziałem jej, że jak taksówkarz przywiezie jej szmatki, to niech te moje zostawi w recepcji i wróciłem do łóżka - czekał mnie dosyć ciężki dzień. Znów pukanie. - No wie pan, pan się tak po dżentelmeńsku zachował, że ja nie mogłam tego tak zostawić. Taksówka czeka. Marta jestem. - Wiesz, Marto, to bardzo miło z twojej strony, ale jestem zmęczony, a jutro też nie będzie z górki, więc zostawmy to na inną okazję. - Nie da rady. Stolik już jest przygotowany. Moi przyjaciele też czekają, bo chcą poznać takiego muszkietera, jak ty. Uśmiechała się zupełnie nie jak kurwa. Zmiękłem. Knajpa nazywała się "10 muz", albo dwanaście... nie pamiętam. Wchodzimy, a tam... Boże, to wyglądało na zlot statystów z gangsterskich filmów. Same zakazane gęby, czarne skórzane kurtki opięte na byczych karkach i nieodłączne pety w niedźwiedzich łapach. - Czego się napijesz? - O tej porze to nic oprócz whisky nie przychodzi mi do głowy - odpowiedziałem, bacznie rozglądając się po sali. - Kurwa, pomyślałem, to mi się śni. W tym mieście nie może być aż tylu bandziorów! Podszedł do nas facet. Koło czterdziestki. Barczysty, ale nie przesadnie, w dobrym garniturze z staromodnie zawiązanym fularem. Zanim się odezwał, już wiedziałem, że będzie miał głos przypominający o tych tysiącach wlanych w gardło kieliszków. - Witam bohatera - po przyjacielsku poklepał mnie po plecach - Jestem Jerzy i rządzę tą bandą przygłupów. Jak o mnie chodzi, to nieważne, skąd jesteś i co robisz, ale masz szacunek, bo w tych kurewskich czasach rzadko się zdarza, żeby ktoś dziwce rękę podał. Dalej potoczyło się szybko. Ściskanie wielkich łap, szybkie toasty - po godzinie byłem kompletnie zalany. Drobna Marta zlitowała się w końcu nade mną i zawiozła mnie z powrotem do hotelu. Następnego dnia obudziłem się z głową jak koszmar producenta leków na migrenę. Coś mo świtało w głowie, że Marta próbowała mnie zerżnąć tej nocy - pewnie jako premię z dobry uczynek, ale biorąc pod uwagę, w jakim byłem stanie, nie sądzę, żeby osiągnęła sukces... PS. Cholerna dziwka! Nie oddała mi ciuchów! Odpowiedz Link Zgłoś
awo_omama Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 14.02.06, 21:44 Opowiedziałabym, jak wyprowadziłam się ze Szczecina i wskoczyłam do dziwnej bajki, a potem o tym, jak przeskoczyłam do innej bajki, w której ciągle tkwię. I bajczę. Bo to jest jedna wielka opowieść, która się toczy. PS:Ciekawe, bo klub "13 muz" to bardzo kulturalne miejsce...Ale może te dziesięć, może naście lat temu lubiły się tam "ukulturalniać" zakazane gęby i skórzane kurtki? Ciekawe...Chociaż pamiętam, że jakieś naście lat temu byłam tam na wieczorku poetyckim księdza Twardowskiego. :) Odpowiedz Link Zgłoś
3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 14:43 No nie wiem - ja pamiętam te "Ileśtam muz" jako z lekka podupadłą knajpę utrzymaną w manierze późnego Gierka - rachityczne stoliki obłóczone prawie-że-białymi obrusami, beznadziejnie leniwi kelnerzy w wytłuszczonych przyciasnych kołnierzykach, zero klimatyzacji i nadspodziewanie dobre, polskokuchenne zimne przekąski w rodzaju "półjajo na sałatce" albo "ozór wołowy pod auszpikiem" ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 09:09 3promile napisał: > To było jakieś dziesięć lat temu, może -naście. Dużo wtedy jeździłem po Polsce Czyj to jest tekst? Mam wrażenie, że niedawno to czytałam, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie i czyje to? Nawet dość zabawne:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 14:39 Czytałaś to zapewne na moim blogu, którego zaniechałem jakiś czas temu, bom leniwy... Odpowiedz Link Zgłoś
mamarcela Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 14:54 Ja tam nie wiem, ale na Twoim Promisiu miejscu przeprowadziłabym dochodzenie (śledztwo, albo wręcz lustrację), czy aby ktoś tej gangsterskiej historii z życia Twojego wziętej (jak rozumiem?) nie wykorzystał i nie opublikował gdzieś jako swojej. Mógł nawet po prostu skopiować i wkleić - jakis swołocz wredny. A może juz nawet Twoja osobista historia z życia szczecińskiego półświatka nie krąży gdzieś po telewizorni jako scenariusz to Kryminalnych, Wydziałów śledczych, Rutkowskich patrolów, czy wielu innych arcydzieł tego typu. Moje dziecko ściągnęło Alfabet mafii - mam sprawdzić? bo się jeszcze okaże, że Promil de tutti promile. Aż się boję. :-) pozdrawiam mamarcela - godmother (after hours) Odpowiedz Link Zgłoś
3promile Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 15:00 Jakoś pan Gugiel splagiacenia nie znajduje... Odpowiedz Link Zgłoś
mamarcela Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 20:27 "Moskwa nie wierzy guglom", a juz szczególnie od wczoraj, gdy zostały zbojkotowane. :-( Odpowiedz Link Zgłoś
eeela Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 21:01 Zdarzylo sie tak kiedys jednej blogowo-emigracyjnej siostrzanej duszy, ze wynalazla najzupelniej przypadkowo blog, w ktorym od wielu miesiecy byly zamieszczane jej wlasne osobiste teksty. Malo co jest w stanie mnie zdenerwowac w wirtualnym swiecie, ale wowczas bylam lekko poirytowana ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 16:19 Jest niewykluczonym, że na blogu czytałam, acz uciąć sobie nic nie dam za to. Ale ze mnie podła osoba, że podejrzewałam Cię o plagiat. A tak naprawdę, myślałam że na taki żarcik sobie pozwoliłeś i zaraz sprostujesz. Dziwnie to się wszystko plecie;) Chyba za dużo czytam, bo wiem, że gdzieś dzwoni, tylko nie pamiętam gdzie. Starość nie radość:( Pozdrawiam i wybaczenia mimo wszystko proszę:) Odpowiedz Link Zgłoś
quarantine Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 08:41 To było dawno, jeszcze przed erą telefonów kieszonkowych. Umówiłam się z kolegą w Zakopanem. Każde z nas miało dojechać ze swojego miasta pod umówiony adres. Nie wiedzieć czemu byłam przekonana, że kiedy już dojadę na miejsce, kolega będzie czekał na mnie z pękiem czerwonych róż na przykład. Oczywiście zdziwienie me siągnęło zenitu, kiedy po przyjeździe na miejsce dowiedziałam się, że owszem pokój jest zarezerwowany, ale nikogo w nim nie ma. Czekałam chyba 15 minut, co i tak jak na mnie było czasem niewyobrażalnie długim, po czym, jak się to obrazowo dzisiaj mówi, zabrałam pupę swą w troki i powróciłam do Krakowa. W akademiku ujrzałam rozdziawioną ze zdziwienia buzię swojej współspaczki, ktora zakomunikowała mi, że kolega jakąś godzinę temu był tutaj poszukując mnie oraz, że właśnie odjechał był do Zakopanego. Zrobiłam w tył zwrot i udałam się na dworzec autobusowy. Nie trudno zgadnąć, że w ciągu najbliższej godziny nie było żadengo autobusu do Zakopanego, a czekanie dłużej niż godzinę bardzo zaszkodziłoby mojemu już i tak nadwyrężonemu systemowi nerwowemu. Udałam się zatem na tzw. autostop. W zasadzie od razu zatrzymał się jakiś samochód i w bardzo przyjemnej atmosferze dotarłam na samo miejsce. Do dzisiaj dziwię się swojej głupocie, ale to były inne czasy. Po przyjeździe na miejsce bardzo przyjemna gospodyni, którą już wtedy nienawidziłam całym swym sercem poinformowała mnie, że owszem był tutaj jakąś chwilę temu sympatyczny młody człowiek, pytał o mnie i kiedy dowiedział się, że wróciłam do Krakowa, zrobił to samo. Zmęczenie chyba dało o sobie znać (to było bardzo upalne lato), ponieważ po prostu nie miałam siły wykonać żadnego gwałtownego ruchu. Musiałam przy okazji pomysleć. Wymyśliłam, że mogę przecież zadzwonić do akademika, co uczyniłam. Kolega jeszcze tam nie dotarł i nie wiedziałam w zasadzie czy dotrze. Powiedziałam koleżance, że czekam na kolegę w Zakopanem do skutku. Nie ruszę się stąd, dopóki nie zobaczę go na własne oczy. Czekałam i czekałam i czekałam. Mniej więcej koło północy zjawił się..... p.s. z kolegą owym miałam zresztą wiele przygód, ale największą przygodę życia przeżywam ze swoim mężem:) Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 22:02 Historia o przemyceniu nocnika przez granicę RP Był rok 1990. Wiosna, początek lata. Zaczęliśmy czynić przygotowania do przeprowadzki za morze. Mężowi, po siedmiu latach pobytu w Polsce nazbierało się trochę rzeczy (głównie kupowanych za grosze wspaniale wydanych radzieckich i DDR-owskich książek :) Ja zbierałam swoje graty przez całe dwudziestoośmioletnie życie... Jedną nogą w nowej, postperelowskiej rzeczywistości, drugą ciągle w starym systemie. Przekraczając po raz pierwszy próg Urzędu Celnego na ul. Kamiennej w Krakowie nie zdawaliśmy sobie sprawy, że przez kolejne kilka tygodni spędzimy tam dziesiątki godzin... Wywóz tzw. mienia przesiedleńczego jest proszę państwa sprawą na tyle poważną, że nie można jej załatwić ot tak, hop siup w pięć minut. Co dzień nowe dyrektywy, co dwa dni wykluczające się informacje. Kolejki ciągnące się dziesiątkami metrów. Rosnąca irytacja i zmęczenie. I nasza i naszej niespełna dwuletniej córki ( która dzielnie nam w tych wyprawach na Kamienną towarzyszyła), i rosnącej jak na drożdżach w brzuchu dzidzi numer dwa. Programowo, dla zasady, nigdy nie wchodziło w grę zapłacenie jakielkolwiek łapówki, to tak gwoli wyjaśnienia. Co do jednego pracownicy Urzędu Celnego byli zgodni: należało sporządzić listę wywożonych rzeczy. Samo spisanie tytułów, autorów i roku wydania kilkuset książek zajęło parę dni :) A później liczenie każdej pary majtek, skarpet, kubeczków i innych prześcieradeł. Koszmar! A ponieważ przyłożyliśmy się starannie, lista była długa, piękna i bogata :) I zgodnie z prawdą zawierała wszystkie wywożone sprzęty. Między innymi plastikowy nocnik córki (zakupiony zresztą wcześniej w Szwecji). I o ten nieszczęsny, najnormalniejszy nocnik poszło... Bo sporządzone przez nas listy nie zostały przez urzędników z góry na dół olane, o nie! Przeczytano je skrupulatnie i poddano wnikliwej analizie. Zaakceptowano bezcłowy wywóz wszystkich rzeczy oprócz nocnika, suszarki do pieluch (takich z tetry) i... cymbałków. Bo okazało się, że niepełnoletnia córka nie posiada prawa do wywozu swego mienia przesiedleńczego :))) Nikt nie przejął się wymienionymi na liście książkami o misiach i ptysiach, klockami i innymi samochodzikami. Ale przy nocniku zaczęły się problemy. Jedna sympatyczna pani celniczka była skłonna uznać nasze "oprotestowanie" decyzji, ale towarzyszący jej groźny, wąsaty i chyby upojony władzą pan celnik stanowczo powtarzał NIE! I w końcu, przy kilku rzeczach należących do córki, przywalił na spisie piękną pieczątkę ZAKAZ WYWOZU. Na początku lipca, załadowanym do granic możliwości samochodem ruszyliśmy z Krakowa ku Gdańsku. Na przejściu granicznym przy bazie promowej, celnik jak gdyby nie widząc złożonych tylnych siedzeń i zapchanego na maxa auta, poprosił o otworzenie okna, wpakował do środka głowę i - uderzając lekko o zrolowany dywan - zapytał radośnie - "Państwo coś z Polski wywożą?" "No... to co w samochodzie, rzeczy osobiste i tak dalej" - zaczęłam pełna najgorszch przeczuć. No, to miłej podróży życzę!" - huknął jeszcze bardziej radośnie i machnął ręką. I w ten sposób doszło do nielegalnego przewozu czerwonego nocnika i jego powrotu do macierzy... PS. Zdecydowanie większa część tego nieszczęsnego mienia przesiedleńczego została zapakowana w drewnane skrzynie, które zaplombowano i nadano koleją na nasz nowy adres w Szwecji. Po drodze jednak przestała istnieć NRD i Niemcy mieli ważniejsze sprawy na głowie niż transport czyjegoś mienia. Dosłownie w ostatnim tygodniu doszły do nas do Szwecji plątające się miesiącami po postenerdowskich bocznicach skrzynie, zawierające m.in. pralkę, ciuszki, łóżeczko i tetrowe pieluchy dla mającej się narodzić lada dzień córki no.2. Ale to już inna historia :) Odpowiedz Link Zgłoś
kwiecienka1 Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 15.02.06, 22:18 buuuuu ja chcę wiedzieć co stało się z nocnikiem! jak potoczyły się jego dalsze losy? czy dzidzia nr dwa również z niego korzystała? a może ona miała swój własny, dla odmiany polski? od tej przeprowadzki minęło sporo czasu i nie sądzę aby się zachował (chociaż...?), więc zapytuję: jak skończył? pozdrawiam Kwiecienka Losami Przemycanego Nocnika Zainteresowana (wciąż mam swój Kocyk, a był to suwenir z Olimpiady w Moskwie (taki z podobizną misia-ówczesnej maskotki) - mam ojca zapalonego kibica, pojechał, pokibicował, suwenirów nazwoził...) Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu dalsze losy nocnika 15.02.06, 22:34 kwiecienka1 napisała: > buuuuu > ja chcę wiedzieć co stało się z nocnikiem! > jak potoczyły się jego dalsze losy? > czy dzidzia nr dwa również z niego korzystała? a może ona miała swój własny, > dla odmiany polski? Z nocnika korzystała również córka numer dwa. Najprawdopodobniej nocnik znajduje się na wsi/w lesie, dokąd zwozimy rzeczy, które nie mieszczą się w mieszkaniu. Nie sądzę żebyśmy go wyrzucili, właśnie chociażby ze względu na tę absurdalną z lekka historię :) A wygląda mniej więcej tak: www.berner.fi/ainu/images/tuotekuvat/babybjorn/potta_klassinen.jpg Chociaż ten z obrazka to jakaś podróba, bo "nasz" nie miał z przodu misia ;) A misia z Moskwy pamiętam dokładnie chociaż (a może właśnie dlatego?) kibicowałam tylko przed telewizorem :) Odpowiedz Link Zgłoś
kwiecienka1 Re: dalsze losy nocnika 15.02.06, 23:02 :) nocnik - śliczny, jestem prawie zazdrosna bo mój był taki siermiężny, PRLowski, bez ozdobień... oprócz kocyka z Moskwy miałam jeszcze małego misia-maskotkę w wersji hmmm, gumowej (?) - nie pamiętam dokładnie, ale dobrze się gryzło :-))) pozdrawiam Kwiecienka i Wspomnienia z Dzieciństwa Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Samowar 16.02.06, 09:30 Na Twoim miejscu Beato ten nocnik zachowalabym koniecznie dla wnukow. Moze troche dziwna rzecz w posagu dla corek ale przeciez tchnaca nostalgia. Odpowiedz Link Zgłoś
stella25b Re: Samowar 16.02.06, 10:22 Wspinajac sie w roznych gorach bylam swiadkiem roznych dziwnych rzeczy. Jedne bardziej pozostaly w mojej pamieci inne juz zostaly zapomniane. Pamietam jednak doskonale pobyt w Kaukazie. Nie tyle zakwaterowanie w bazie Ozon u podnoza gor rojacej sie od karaluchow i "wykwintnego zarcia", ktore nam serwowano ale ludzi spotkanych w gorach. Pamietam, ze poszlismy sie wspinac w dwoch zespolach na Uzbe. Piekna gora, ambitny cel nic wiecej do szczescia nie bylo potrzebne. W czasie podchodzenia pod gore spotkalismy 3 Rosjan. Okazalo sie, ze tez podazaja pod Uzbe. Zaczelismy isc razem. Powoli zaczelo robic sie jasno, slonce zaczynalo wschodzic, my bylismy coraz to bardziej zmeczeni i Rosjanie zaproponowali odpoczynek. Narzucalo sie to, gdyz bylismy juz prawie pod sciana. Znali doskonale ten rejon gdyz zaprowadzili nas do skalnej koliby gdzie mozna bylo wygodnie usiasc i zaczac sie szpeic. Z plecakow zaczelismy wyciagac sprzet i butelki z piciem. Na widok naszych butelek jeden z Rosjan zareagowal, mowiac zaraz bedzie dobra herbata i z plecaka wyciagnal samowar. Dla mnie to byl szok. Targac w pleckau samowar na wspinaczke- nie do pomyslenia!! A bylismy juz na okolo 3000 metrow. Facet ze spokojem zaparzyl herbaty. Wszyscy napislismy sie i nastepnie schowal samowar do plecaka. Na pytanie, czy on sie teraz bedzie z tym samowarem wspinal. Odpowiedzial, ze zostawia go kolibie ale zaraz po wspinaniu bedzie parzyl herbate wiec jesli mamy ochote to on nas zaprasza. Niestety juz nie spotkalismy sie. Po skonczonej drodze gotowalismy herbate na wlasnych juwlach ale wspomnienie zostalo. Odpowiedz Link Zgłoś
diffie Re: Gdybyście mogli/mieli opowiedzieć jedną histo 16.02.06, 12:53 Jedna historia. O tym, jak państwo Lemke przy pomocy projektora filmowego i niemieckich pornografii rozjaśniali noc stanu wojennego. Państwo Lemke mieszkali w wielkim gdańskim osiedlu, na drugim piętrze. W Niemczech mieli rodzinę, coś stamtąd przywozili, któregoś dnia przywlekli projektor i walizkę filmów porno. W owym czasie posiadanie pornograficznych filmów i projektora było oznaką wyższego statusu społecznego. Co sobotę państwo Lemke urządzali imprezki dla znajomych. Żadne tam seks-party, pełna kultura, drinki, rozmowy, no i kino. W mieszkaniu nie było ekranu, ktoś wpadł na pomysł, że przecież obraz można skierować na białe zasłony w oknach. No i się zaczęło. Generał Jaruzelski wystąpił w telewizji na tle flagi. Ulicami zapierniczały czołgi w te i we w te. Żołnierze grzali się przy koksownikach. Państwo Lemke po staremu urządzali swoje imprezki. Naprzeciwko ich okna była górka. Szybko się okazało, że okoliczni obywatele akurat na tę górkę muszą wyprowadzać swoje psy. Zwłaszcza w soboty. W sobotę wieczorem każdy pies musiał się wysikać na tej górce. Potem na górkę zaczęli wpadać milicjanci z pobliskiego posterunku, po cichutku. Którejś soboty stoją sobie ludzie, wpatrują się w okno w salonie Lemków, a tu nagle chrzęst czołgowych gąsienic słychać. Coraz głośniej. Pod górkę wjechał T-72. Stał spokojnie, nie można powiedzieć, nie kręcił lufą. Takie kręcenie lufą przez czołg zawsze mnie denerwowało, odkąd raz pod stocznią taki jeden za mną kręcił. Po chwili otworzył się górny właz. Z dziury wyłonił się żołnierz w hełmofonie, siadł sobie wygodnie, papieroska zapalił, potem obgryzał kiełbasę i popatrywał, co tam akurat w oknie Lemków porabia panna Orlowski, orliczka ta nasza. Odpowiedz Link Zgłoś