survey06
19.03.06, 15:17
W ostatni piątek tj. 17-go marca, Irlandzki Pub „Bangshee R.G.” w San Donato
wyjątkowo został otwarty o 18-ej, tj. pół godziny wcześniej niż zwykle. Lokal
był odświętnie udekorowany na zewnątrz i w środku serpentynami, lampionami,
wstążkami i kokardami utrzymanymi w różnych odcieniach zieleni. Całość
dekoracji uzupełniały porozwieszane dookoła liczne proporczyki z zielonymi
trójlistnymi koniczynkami oraz luźne obrazki, również stonowane na zielono,
przedstawiające dostojnego starca. Kelnerki założyły wyjątkowo zielone
firmowe t-shirty (na co dzień noszą białe). Nawet filipińscy barmani
przebrali się w jasno zielone koszule, do których dobrali muszki w
kontrastowo ciemnej zieleni. Zieleń całkowicie zdominowała pub. Ale nie ma
się czemu dziwić. Zieleń jest kolorem Irlandii. A 17-go marca każdego roku
od początków XVIII wieku Irlandczycy na całym świecie radośnie świętują dzień
świętego Patryka – Patrona Irlandii.
Pół godziny po otwarciu lokal już był pełen gości. Zjechali się Irlandczycy z
żonami, paniami i osobami towarzyszącymi – panie oczywiście przybrane w
zielone kapelusze, apaszki, spódnice, spodnie i rajstopy - z całego San
Donato Milanese oraz okolicznych miejscowości i przedmieść mediolańskich jak
San Giuliano, Mogiliano, Corvetto czy Rogoredo. Któżby pomyślał jak liczna
jest społeczność irlandzka w południowej części Mediolanu? Piwo, którego
tradycyjnie było do wyboru i do smaku spływało hektolitrami, tak że kelnerki
z trudem nadążały z realizacją zamówień od poszczególnych stolików. Wkrótce
też dały się słyszeć tu i ówdzie radosne śpiewy, klaskanie czy też rytmiczne
przytupywanie, które skutecznie zaczęły zagłuszać płynące z głośników występy
grupy U2, Sinead O’Connor i innych irlandzkich grup i popularnych artystów.
Dwie Irlandki nawet próbowały zademonstrować kilka celtyckich układów
tanecznych, jednak szybko dały spokój gdyż nie było aplauzu wśród widzów.
Wydaje się rownież, że zieleń nie jest właściwym kolorem, który umożliwia
stonowanie i/czy skuteczne ukrycie znacznej nadwagi i widocznych krągłości.
Około 22-ej najmłodsza z kelnerek wyciągnęła z wielkiego dzbana 5 kul z
numerkami przypisanymi numerom stolików w pubie. Gościom zasiadającym przy
wygranych stolikach pub zafundował po pincie piwa Beamish, co obdarowani
przyjęli z wielkim uznaniem a w rewanżu chóralnie wszyscy odśpiewali
triumfalną pieśń irlandzkich kibiców rugby i futbolu. Impreza i ogólna zabawa
trwała do późnych nocnych, czyli, do ostatniego klienta.
Irlandczykom można tylko pozazdrościć, że mają takiego „fajnego” patrona
swojej ojczyzny, którego dzień (święto?) obchodzą tak hucznie, radośnie
i „piwnie”. Czy w Polsce obchodzimy radośnie, z tańcami, śpiewem i „przy
piwie” dzień któregokolwiek naszego narodowego „świętego” lub którejkolwiek
narodowej „świętej”? Nie przypominam sobie.