Dodaj do ulubionych

obrażenie na własne dziecko

22.03.06, 20:31
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=38940793
albo jestem głupi, albo kosmita?
Obserwuj wątek
    • liberty_mike Re: obrażenie na własne dziecko 22.03.06, 23:41
      Niektóre osoby tak mają- nie dociera do nich, że to inny człowiek, życie, cele,
      emocje, charakter i że nie stanowi wiernego odbicia, tym bardziej będzie
      realizował swe cele wg własnej wizji. Opisany przypadek to próba
      ubezwłasnowolnienia, odebrania woli, możliwości samostanowienia, działania i
      rozwoju, nie tędy droga :))
    • zettrzy Re: obrażenie na własne dziecko 23.03.06, 03:18
      stosunki miedzy matkami i corkami sa bardziej skomplikowane niz stosunki np.
      miedzy mezem i zona; nie wiem czy mozna je sprowadzac do takich prostych w koncu
      emocji jak "obrazenie"
      oczywiscie, z punktu widzenia postronnego obserwatora, nawet kogos, technicznie
      rzecz biorac, bliskiego obu kobietom, sprawe mozna uproscic az tak, ale naprawde
      w tego rodzaju sytuacjach mamy do czynienia z cala gora rozmaitych uczuc,
      odczuc, interakcji, wzajemnych oddzialywan, ktorych nikt, z wlaczeniem obu pan,
      do konca nie jest w stanie zrozumiec
      • hedonista.oswiecony odpowiem harry potterem 23.03.06, 07:57
        niemożliwe, żeby jeden człowiek czuł tyle rzeczy na raz bo by pękł... jak
        skomentował Ron wypowiedź Hermiony ;)
        • zettrzy Re: odpowiem harry potterem 23.03.06, 20:30
          typowa odpowiedz mezczyzny na punkt widzenia kobiety
    • truten.zenobi Re: obrażenie na własne dziecko 23.03.06, 07:31
      no cóż wiele jest idiotyzmów na świecie, wojny, krwawe dyktatury nie najlepiej
      świadczą o naturze człowieka...

      ale zostawmy to mam weselszy temat!
      Jak pisze sie scenariusz do takich filmów?
      kiedyś w jakiejś podrzędnej knajpie miałem okazję podsłuchać jak się
      przygotowuje zarys scenariusza. dwóch gostków z laptopem zastanawiało co ma się
      zdarzyć w kolejnym odcinku...

      w zasadzie całość sprowadzała się tylko do prostych chwytów on chce to ona nie,
      ona już chce to on sie pogodził ze swoją byłą, w końcu zaczyna im coś
      iść "łapka w łapkę" już to panowie sie rozmarzyli jak to bedzie fajnie zobaczyć
      którąś aktorkę w scenie łóżkowej (oczywiście jak to faceci całośc okraszona
      odpowiednimi komentarzami) ale jeden z panów scenarzystów(?) przypomina sobie
      iż ma jakiś pomysł na jakiś następny odcinek i na razie on nie może odejść od
      tej byłej (w zasadzie take było założenie ich powtórnego się zejścia) więc
      kończą w momencie tak żeby nic nie zaszło..

      ja myślę że właśnie takie seriale nie propagują nic innego tylko mało pozytywne
      uczucia.
      by film trzymał w napięciu i przyciągał uwagę musi być niespełniona miłość
      zdrada zawiść zemsta konflikt itp.

      a przecież życie może być takie piękne czemu więc nie potrafimy z niego
      korzystać? czemu nie mają "wzięcia" pozytywne filmy?
      • hedonista.oswiecony ja bym tego serialem nie kwitował 23.03.06, 08:02
        to tylko zaczynek dyskusji... bo się zna takie sytuacje z życia przecież.
        Znacznie bliższe jest mi odwrotne postawienie sprawy. Co by się nie działo to
        moje dziecko i mam tylko to jedno życie dla niego i jak bym mógł w trudnościach
        zostawić je same sobie? Nie potrafiłbym i o to w tym chodzi.
        ukłony
        • zettrzy Re: ja bym tego serialem nie kwitował 23.03.06, 20:32
          alez dziecko idzie w swiat i nie ma zamiaru dzielic sie trudnosciami z rodzicami
          to sa jego trudnosci i samo musi ich doswiadczyc
          • hedonista.oswiecony Re: ja bym tego serialem nie kwitował 24.03.06, 09:39
            oj czasem idzie i się nie dzieli, ale jak się dzieli to nie można olać
        • truten.zenobi Re: ja bym tego serialem nie kwitował 24.03.06, 12:47
          dla mnie inną mało zrozumiałą rzeczą jest postawa "ja już musiałem od małego
          tyrać..."

          w skarajnych przypadkach oznacza to blokowanie dziecku możliwości nauki,
          kontaktów i zabawy z rówieśnikami, eskalację roszczeń i wymagań.

          myślę że to wszystko bierze się z flustracji, kompleksów, niespełnionej rządzy
          władzy i/lub dominacji.

          A co do tego o czym ty piszesz może jest to i podobne ale chyba bardziej
          dotyczy ludzi co coś osiągnęli i w dziecku widza swoją "druga szansę"
          w zasadzie wiedzą gdzie błędy popełnili i co należy robić więc chieli by
          wszystkim kierowac bo wiedzą lepiej
          w pewnym momencie przestają dostrzegac dobro dziecka a widza tylko własne
          ambicje i wtedy potrzeby i ambicje dziecka stają się przeszkodą w realizacji
          włąsnych celów.

          smutne to ale tak już cghyba jest jak ludzie nie potrafią się cieszyć tym co
          mają a władza prestiz pieniądze stają się celem samym w sobie.
          • aga_78 Re: ja bym tego serialem nie kwitował 24.03.06, 14:07
            otóż to
            trudno jest człowiekowi wypośrodkowywać, a najgorsze co może być to wpadanie w
            skrajności pt.:
            - albo: tyraj dziecko, od małego,
            - albo: mamusia ci zawsze da gotowe ;/
    • aga_78 Re: obrażenie na własne dziecko 24.03.06, 11:39
      nie oglądam tego serialu, więc nie do końca wiem o co konkretnie chodzi.
      niemniej jednak nie rozumiem, jak można obrażać sie na własne dziecko. i nie
      ważne, czy to dziecko jest małe, czy jest już dorosłą osoba.
      nie chodzi o to, aby cały czas bezmyślnie pomagać, bo przez takie zachowanie
      wyrabia się w dziecku postawę roszczeniową (hehe znam takie przypadki-dorosłe
      osoby liczące cały czas na rodziców-mama ugotuje, tata da kasę itd.).
      chodzi chociażby o to, żeby bezinteresownie kochać, wspierać w trudnych
      chwilach. z resztą - to działa w obie strony.
      oczywistym jest, że rodzice maja plany co do swoich dzieci. ale życie
      weryfikuje wszystko. każdy jest inny, każdy żyje swoim życiem. a obrażanie się?
      bezsens.
      jak byłam nastolatką (eh :)) bardzo podobał mi sie taki tekst, chyba po części
      oddający obrażanie się i inne relacje rodzice-dziecko - wklejam:
      Twoje dzieci nie są twoją własnością
      są synami i córkami tęsknoty za swym życiem
      Przychodzą przez ciebie lecz nie do ciebie należą.
      Możesz im dawać swoją miłość, ale nie Twoje zmysły, gdyż mają swoje.
      Jesteś ojczyzną ich ciał, lecz jedna nie ich dusz.
      Dusze ich zamieszkają w przyszłości,
      Której ty nie zobaczysz
      Nawet w snach twoich.
      Możesz się starać patrzeć jak one, Lecz nie czyń prób zrównania ich z tobą.
      Życie nie ogląda się za siebie
      I nie czeka na to, co już było
      • truten.zenobi Re: obrażenie na własne dziecko 24.03.06, 12:32
        > Twoje dzieci nie są twoją własnością
        > są synami i córkami tęsknoty za swym życiem ...

        Pikne...

        "ziemia (świat) nie jest nasza własnością dostaliśmy ja tylko na przechowanie
        dla naszych dzieci"
        (no może nie dokładnie pamiętam...
      • zettrzy Re: obrażenie na własne dziecko 24.03.06, 14:36
        czy to Khalil Gibran?
        • aga_78 Re: obrażenie na własne dziecko 24.03.06, 14:47
          zettrzy napisała:
          > czy to Khalil Gibran?

          tak. zapomniałam napisać autora ;/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka