Dodaj do ulubionych

Świąteczna Trzaskanina :)))))))))))

09.04.06, 20:18

Wesołych,wespłych,słonecznych i spokojnych - Robaczki kochane

kocham pana panie Sułku
Jacek Janczarski


W radosnym podnieceniu wszyscy ludzie na świecie szykowali się do spędzenia
Świąt Wielkanocnych.W takim samym,a może nawet większym podnieceniu,szykowali
się nasi mili bohaterowie.Właśnie szykowali tradycyjne świąteczne pisanki bez
których święta są naprawdę nie do pomyślenia.
- Mój ma chyba dosyć - powiedział pan Sułek poważnie.
- A mój,panie Sułku jedyny? - spytała pani Eliza nieporadnie.
- Niech Pani pokaże...ja bym go jeszcze potrzymał - zadecydował.
- Ojej jej jej jej! Jaki Pana jest piękny! - wykrzyknęła dziewczyna szczerze.
- A co,nie wolno? - spytał pan Sułek swobodnie.
Jest sinobrązowy. Udał się nie ma co...
- Ciekawe,jak wyjdzie mój,prawda?
- Nie sądzę,żeby był ładniejszy.Słowo honoru miał gorszy kształt.
- To prawda.Pana kartofel do złudzenia przypominał prawdziwe jajko.
- Był po prostu jajowaty.Musi pani wiedzieć,że jajowaty kartofel to prawdziwa
rzadkość.Zwykle kartofle są bezkształtne,kulfonowate...
- Ale nie ten pana,prawda?
- Od razu go wypatrzyłem w sklepie - powiedział chytrze pan Sułek.
Wypatrzyłem go i mówię:"Poproszę uprzejmie o dwa kartofle...o,tego poproszę"
I pokazałem właśnie na ten jajowaty.
- I co dalej,panie Sułku jedyny? - niecierpliwiła się pani Eliza.
- Nic.Sprzedawczyni zważyła i gotowe.Oto są.
- Zawsze mówię - mówiła pani Eliza - że mążczyzny i dziecka nikt nie oszuka.
- No,no... - pogroził palcem pan Sułek - tylko nie dziecka.
Myślę - spojrzał na kartofel pani Elizy - że może go już pani wyjąć...
Z tej farby...dodał.
- Z jakiej farby? Z jakiej znowu farby - zatrzepotała powiekami pani Eliza.
Przecież to zwykły atrament...
- Barwi lepiej - powiedział uroczyście i świątecznie pan Sułek - niż
prawdziwe barwniki do prawdziwych jajek.
O,mój kartofel - pokazywał - do złudzenia przypomina świąteczną pisankę.
Proszę spojrzeć.
- A mój - pokazała pani Eliza - a mój,co panu przypomina?
- Niech mi pani pokaże...bo ja wiem...jest kulfonowaty,parchowaty i sparciały
Oho - skrzywił się - robaczywy,fuu!
- Gdzie,panie Sułku kochany?
- O,tu...- pokazywał dziurę w kartoflu.
W tej dziurze napewno jest robak. Fuu! Brzydzę się.Niech pani to stąd
zabierze.
- Wykroję to świństwo,pani Sułku. O! - kroiła. W ten sposób...
A teraz wyrzućmy to do kosza. Fuuu! Prawda?
- Fuu! - prychnął chłopiec.
Już? zapytał,nie patrząc.
- Co już?
- Wyrzuciła go pani?
- Tak.Do kosza z tym. Fuu prawda? No,może pan otworzyć oczy.
Otworzywszy oczy pan Sułek zaniósł się śmiechem.
- Ha ha ha ha ha! Teraz pani kartofel przypomina....zakrztusił się.
- Co panu teraz przypomina mój kartofel? - spytała z nadzieją.
- On mi teraz - śmiał się głośno chłopiec - on mi teraz przypomina
ogryzek,pani Elizo.Ogryziony,szczerniały ogryzek ze zgniłego jabłka.
I to ma być pisanka,tak? Ha ha ha ha!!!
- Mógłby się pan opanować,panie Sułku - powiedziała dotknięta kobieta.
Mamy święta i wszyscy chłopcy powinni być uprzejmi dla swoich dziewcząt...
- A ja - powiedział na to pan Sułek - i tak obleję panią w lany poniedziałek.
- Naprawdę?
- Tak.Ja tak panią obleję,że nie wiem!
- No jak,panie Sułku najdroższy? - dopytywała się zadowolona z obrotu rzeczy.
No jak?...
- Ja panią tak zaskoczę...
- No czym,no czym? popiskiwała szczęśliwa. Czym mnie pan opsiuka?
- Ja na panią wyleję kubeł wody.Słowo honoru.
- O Boże,o Boże...naprawdę?
- Taki jestem. Jak zabawa,to zabawa. Na całego!
- Przecież mogę się utopić,panie Sułku. Wiem zachłysnę się i utopię.
- Się.
- Co się?
- Zapomniała pani dodać "się" Nie sądzę zresztą,żeby aż do tego doszło. Nie
będzie tak źle. Nie zależy mi akurat na tym. Słowo honoru!
- Więc jednak - wnioskowała nielogicznie - pan mnie kocha,panie Sułku?
Kocha pan swoją słodką kruszynę,prawda?...
- Cicho. No,do roboty!
- Do jakiej roboty,panie Sułku jedyny?
- Będziemy się trzaskać kartofla...to znaczy pisankami.
- Dlaczego,panie Sułku?
- Nie zna pani tego zwyczaju? - zdziwił się chłopiec.
W moim domu rodzinnym trzaskaliśmy się pisankami podczas świąt nieraz przez
cały dzień. A czasem i dłużej. Taki Cypis trzaskał się pisankami już w
styczniu tego roku. Trzaskał się zresztą w klasie. Głównie na matematyce.
- Już w styczniu?
- I słusznie - powiedział pan Sułek z zazdrością. Już w połowie stycznia był
trzykrotnie zawieszony w prawach ucznia. To jest ktoś!
- Aż trzykrotnie zawiesili go tylko za to,panie Sułku?
- Szczerze powiedziawszy nie tylko.
- A co on,jak to się mówi zmajstrował?
- Nic. Jak zwykle tylko oblał atramentem woźnego,zjadł dwa kilo kredy,obciął
krawat dyrektorowi,spalił wszystkie mapy w jego gabinecie
geograficznym,wrzucił zdechłego szczura do kotła zupy w stołówce,urwał
parapet w pokoju nauczycielskim i ogólnie...spluwał sobie...
- Energiczny chłopiec z tego Cypisa prawda?
- Jest moim najserdeczniejszym przyjacielem.Wszyscy za nim przepadają...
- Ja też go lubię - powiedziała pani Eliza - chociaż mało się znamy...
- A wszystko poszło o trzaskaninę jajkami - kontynuował opowieść chłopiec.
Cypis chciał się tradycyjnie trzaskać jajkiem z matematykiem. I wszystko.
- Nie wierzę,panie Sułku...Dlaczego,poza tym robił to już w styczniu?
- Cypis wie,co robi - wyjaśnił pan Sułek dobitnie.
Pech że matematyk nie miał akurat jajka. I drugi pech,że Cypis trochę o tym
zapomniał. I trzeci pech,że trzasnął matematyka,zanim sobie o tym
przypomniał. I ereszcie czwarty,najbardziej pechowy pech,że jajko nie
było ugotowane...Tak to wygląda!
- Swoją drogą,panie Sułku - zauważyła pani Eliza - tradycja ginie w
narodzie. Ot,choćby i my...Zamiast tradycyjnymi jajkami trzaskamy się
zwykłymi kartoflami zanurzonymi w atramencie. Nie tak wyobrażałam sobie
święta...
- Mówiłem pani sto razy - denerwował się pan Sułek - że jajek nie było.
No,trzaśnijmy się po razie...
Niech pani uważa...

Pan Sułek odmierzył rozbieg jak wytrawny trójskoczek.Rozpędził się i
trzymanym jak pika kartoflem trzasnął w kartofel swojej dziewczyny.

- Oh,panie Sułku - szepnęła pani Eliza,padając, - co pan wyprawia?
- Nic.No,jak tam?
Patrzył na skutki uderzenia.
...Bo mój - pokazał swój kartofel - cały. Nawet rysy nie ma. Słowo honoru.
- A mój - powiedziała pani Eliza,prostując zaciśniętą dłoń - jest właściwie
cały w strzępach.
- Aha. Rzeczywiście. Ma pani pełną garść miałkiej,bezkształtnej,powalanej
atramentem mazi...
Wygrałem w sposób druzgocący...
- Co było do przewidzenia,panie Sułku kochany...powiedziała uradowana jego
sukcesem dziewczyna.
- A teraz - poinformował pan Sułek - pójdę tradycyjnie trzasnąć się z
gajowym Maruchą.
- Niech pan pozdrowi Cypisa,panie Sułku.
- Cicho - powiedział w drzwiach - trzasnę się z gajowym.
Zobaczymy...zobaczymy...

Pan Sułek prędzej niż przypuszczał,trzasnął się z gajowym Maruchą.
Zdarzenie miało miejsce w drzwiach.Gajowy Marucha przyszedł właśniezłożyć
najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt i wszystkiego najlepszego od siebie
i od Cypisa...
Po trzaśnięciu się z panem Sułkiem gajowy zrezygnował jednak ze składania
życzeń.
Warknął tylko coś pod nosem i wyszedł przez okno.

konec


Ponieważ morfi może już w środę wyjechać na zawody spiningowe i rozpoczęcie
sezonu świąteczno - grillowego już dzisiaj składa życzenia szyćkim
przyjaciołom,he he he....to co stukniemy się???
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka