zo_h
06.06.06, 19:56
Totalny bunt białych fartuchów ... no cóż wydaje się to uzasadnione jednak
słysząc głosy padające z ust lekarzy i innego personelu medycznego można
poczuć lekki niesmak w ustach :/. Bo wszystko pięknie, ale rosnące apetyty
naszej służby zdrowia są porażające. Chodzi mi dokładnie o żądane podwyżki ...
"dziś" 30% "jutro" 100 % a pojutrze jak to powiedział jeden ze związkowców
dojście do płacy która osiągnie dwukrotność średniej pensji krajowej (obecnie
ok. 2400).
Państwo może podołać takim żądaniom jedynie w tedy gdy sięgnie do czyjejś
kieszeni. Pomyślmy do czyjej? Komu najłatwiej jest dobrać się do kieszeni?
Chyba wiadomo ...
Żeby jeszcze za tym wszystkim szła poprawa jakości obsługi, ale mam szczere
wątpliwości czy to cos zmieni. Grupa "psujących" ten zawód będzie sobie
pracować po staremu, dalej norma będzie słuchanie z ich ust tekstów w stylu
... rozbierze się ... położy ... a skąd wie że boli. O znajomości słów
"proszę", "pan", "pani" i "dziękuję" można zapomnieć, ale widać inteligencja
wychodzi z założenia że skoro "cham" przychodzi się do nich leczyć to trzeba
się z nim obchodzić stosownie. Po staremu godziny pracy będzie wyznaczać
pan(i) "doktor" ... jestem - kiedy przyjdę, kiedy wyjdę - to mnie nie ma, a
głupi pacjent jak ma czas to niech waruje pod gabinetem ... zresztą jak
pacjent jest chory to co innego ma do roboty?
Szpitale państwowe będą tak jak dawniej wykorzystywane jako hurtownie
prywatnych gabinetów, korzystających z "darmowych" medycznych drobiazgów.
Życzę aby wszyscy mieli zdrowie ... zapracować na tę służbę zdrowia.
Pozdrawiam.