Dodaj do ulubionych

casting na lidera -czyli jak się robi PiaR w PL :)

28.07.06, 21:51
poczytajcie
serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3509371.html
fantastyczne :) ja napewno pójdę zobaczyć:)

--------------------------

Jak to się robi" - polityczny film z prawdziwego zdarzenia

Pokazany w środę na festiwalu filmowym Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu
dokument Marcela Łozińskiego "Jak to się robi" to jeden z niewielu po 1989
roku współczesnych polskich filmów politycznych z prawdziwego zdarzenia.
Będzie się o nim ostro dyskutować


Polityczny znaczy w tym wypadku drażniący. Taki, który nie może spodobać się
żadnej partii. To film, w którym przyglądamy się grze o władzę okiem
zewnętrznego, ironicznego obserwatora. Wszystko razem śmieszne i przykre.
Krąży fama, że Łoziński zrobił film o Piotrze Tymochowiczu, specu od
wizerunku niektórych naszych polityków. Ale "Jak to się robi" nie jest filmem
o Tymochowiczu, choć nie powstałby bez jego udziału. Mamy tu do czynienia z
podwójną prowokacją: Tymochowicz uruchamia akcję, kreuje postacie, podczas
gdy ukryty za kulisami reżyser przygląda się efektom tej kreacji. Założenie
było następujące: czy da się dziś wykreować jako figurę polityczną człowieka
znikąd, bez własnych poglądów, bez jakiejkolwiek ideowej formacji? Znając
rzeczywistość, można było przypuszczać, że się to uda. I, niestety, się
udaje.

Dariusz K., sympatyczny chłopak ze śląskich Tychów, po treningu u
Tymochowicza, na który zgłosił się dobrowolnie, w ciągu trzech lat ląduje
jako czołowa postać młodzieżówki Samoobrony. Marzy, aby zostać kiedyś w
przyszłości liderem partii. Jak odbierze film o sobie samym? Demaskatorską
komedię o władzy rozegraną w rytmie dyskotekowej muzyki i patriotycznych
fanfar?

Wszystko zaczyna się od zabawy, która wygląda jak eliminacje do reality show.
Tymochowicz - bohater głośnego przed paru laty reportażu z "Gazety" Jacka
Hugo-Badera (on również występuje w tym filmie), "gwiazda polskich public
relations", "człowiek, który przeobraził Andrzeja Leppera" - przeprowadza
pierwszy w Polsce casting na politycznego przywódcę, przyjmując na siebie
rolę łże-polityka.

Casting na lidera

Zgłasza się ponad sto osób. Zakwalifikowano kilkanaście. Niektórzy po drodze
wycofują się z gry, widząc, jak grubymi nićmi jest szyta. Ale są i tacy,
którzy odkrywają w sobie powołanie. To, co wydawało się z początku zabawą w
kłamców i blagierów, powoli staje się polityczną rzeczywistością. Tymochowicz
wprowadza swoich uczniów na salony władzy, oferuje ich usługi. Ten
prowokator, happener, jest równocześnie powiernikiem i nauczycielem
polityków. "Czy dobrze gestykuluję?" - pyta go żartem zza stołu prezydialnego
premier Leszek Miller.

Już w pierwszych eliminacjach do szkółki można zaobserwować dwa typy
uczestników. Jednych, którzy nie przestają być sobą, i drugich, bardziej
plastycznych, którzy natychmiast załapują reguły gry. Jak w niektórych
teleturniejach, tak i tu wygrywa nie najuczciwszy, ale najbardziej
przebojowy. Darek podbił jury kwalifikacyjne odpowiedzią na pytanie: "Z czym
kojarzy ci się polityka?". "Władza, pieniądze, popularność" - wypalił. "A czy
będziesz dążyć po trupach do celu?". "Tak - powiedział z uśmiechem - Wydaje
mi się, że tak".

Następny krok to poznawanie języka gestów, techniki manipulowania emocjami
słuchaczy, prawideł zdobywania poklasku. Zapyta ktoś: co w tym złego? Czy
podobnego relatywizmu nie uczyli starożytni sofiści: że wszystkiego można
dowieść, że wszelkie poglądy są równie względne i równie prawdziwe? Więc
najpierw mamy trening politycznej pantomimy. Język ciała. Techniki perswazji.
Ręce rozłożone w geście konferansjera budzą zaufanie słuchaczy. Dłonie
złożone w wieżyczkę sugerują postawę intelektualną, głęboki namysł. Nogi
rozstawione szeroko, stopy na zewnątrz - to jest postawa męska, budząca
pewność i posłuch. Palce dłoni koniecznie złączone.

Dalszy etap to próby wystąpień publicznych. Jak przemawiać, żeby ludzie cię
zapamiętali? Jak mówić z przekonaniem o byle czym, nie mając żadnych
przekonań? Czy nie takiej właśnie beztreściowej szczerości, takiego
pseudoautentyzmu uczą dziś na każdym kroku reklama i media?

Trzeci etap - trzeba wyjść na ulicę, by odegrać role trybunów ludowych.
Zorganizować manifestację pod jakimkolwiek, byle chwytliwym hasłem. Raz
demonstrują w imieniu praw pacjentów pokrzywdzonych przez lekarzy, drugi raz
pod kolumną Zygmunta przeciwko wojnie w Iraku. Trzeci - w imieniu
niepełnosprawnych.

Gdybyśmy wtedy przechodzili obok i słyszeli ich żarliwe przemówienia, łatwo
dalibyśmy się nabrać. Tak dalece nie czuć w nich fałszu. Szkółka polityczna
uczy właśnie tego - jak zrobić, by ludziom (wyborcom) wydawało się, że
jesteśmy szczerzy.

Lekcja nieufności

Film Marcela Łozińskiego to lekcja politycznej nieufności, taka sama jak jego
klasyczne filmy z lat 70. i 80.: "Próba mikrofonu", "Jak żyć", "Ćwiczenia
warsztatowe". Ingerując w rzeczywistość, wprowadzając do niej podstawione
postacie, Łoziński wydobywa tkwiący w życiu politycznym fałsz. Lars von Trier
w "Idiotach" pokazał happeningową grupę destruktorów (udających
niepełnosprawnych umysłowo), którzy przenikali do instytucji społecznych i
badali granice tolerancji. Łoziński, posługując się uczniami ze szkółki
Tymochowicza, wstawia do życia politycznego swoich agentów, żeby sprawdzić,
jak dalece jest ono podatne na zakłamanie i manipulację.

Kapitalna jest scena pierwszego spotkania blagierów z przewodniczącym
Samoobrony Lepperem. Młodzi komplementują przewodniczącego, proponują mu
odnowienie jego młodzieżówki, tak aby "nie było w niej miejsca dla
karierowiczów". Przewodniczący świetnie przyjmuje zarówno krytykę, jak i
komplementy. Pod okiem reżysera Tymochowicza obie strony rozumieją się w mig,
bez mrugnięcia okiem. W rezultacie liderem młodzieżówki zostaje największy
blagier.

Darek zdaje się wierzyć w swoją charyzmę, choć jego końcowe wypowiedzi do
kamery wskazują, że jest takim samym świeżakiem jak przed trzema laty, na
początku zdjęć. Twierdzi, że ma poglądy "centrowe", ale nie wie jeszcze, czy
chce być centroprawicą, czy centrolewicą. Próbował z SLD, chciał wejść do PiS-
u albo PO, w końcu wylądował u "jedynego nieskompromitowanego lidera".
Poczucie kompromitacji polskiej elity politycznej pcha go w stronę
Samoobrony, którą traktuje niemal jak spadkobierczynię "Solidarności".

Nie usłyszymy od bohatera filmu żadnych konkretów, żadnych poglądów, za które
trzeba by wziąć odpowiedzialność, poza jednym: mniejsze podatki. Wie tylko
jedno - musi spełnić wszystko, czego od niego wymagają. "Świętej pamięci
Ojciec Święty..." - zaczyna któreś z przemówień, aby zaraz potem "oddać hołd
człowiekowi, który znalazł klucz do porozumienia międzypokoleniowego:
Andrzejowi Lepperowi".

Stare dekoracje

Ludzie jak za komuny albo tracą zaufanie do polityki, albo zaczynają
cynicznie korzystać z panujących reguł gry. Szkoda tylko młodego bohatera,
którego kariera została w pewnej mierze wykreowana na użytek filmu. Zamiast
politykiem powinien raczej zostać aktorem. Jest coś okrutnego w przyglądaniu
się, jak wchłania go partyjna gra, jak na kolejnych szczeblach kariery łamie
się jego charakter. Z jednej strony, jak kusiciel towarzyszy mu Tymochowicz,
podsuwając socjotechniczne chwyty zapewniające powodzenie. Z drugiej - Hugo-
Bader usiłuje pobudzić go do krytycznego myślenia. Bez skutku. Kamera
rejestruje na zimno cały proces, jakby czekając na bunt ze strony bohatera.
Ale Darek się nie buntuje, pnie się po partyjnych szczeblach.

Naiwnością byłoby gorszyć się wszelką manipulacją, politycznym makiawelizmem.
Ale w tym filmie chodzi o coś więcej niż o banalne odkrycie, że polityka jest
brudna.

Odraza do obecnej polskiej polityki, jaka bije z dokumentu Łozińskiego,
bierze się stąd, że staje się ona tak dalece beztreściowa, o
Obserwuj wątek
    • mnietka.kokietka cd 28.07.06, 21:51
      Odraza do obecnej polskiej polityki, jaka bije z dokumentu Łozińskiego, bierze
      się stąd, że staje się ona tak dalece beztreściowa, oderwana od rzeczywistości,
      skupiona na sobie samej, na grze o władzę, w której dowolnie żongluje się
      pomieszanymi pojęciami lewicy i prawicy. Żal pokolenia, któremu polityka,
      zupełnie jak za Gierka, będzie kojarzyć się jedynie z partyjnym posłuszeństwem
      i patriotyczną tromtadracją. Jak szyderstwo brzmią powtarzane w filmie "Jak to
      się robi" hasła: bądźmy kreatywni, zmieniajmy świat! Bo nasz świat, jak na
      złość, nie chce się zmienić. Na scenie politycznej zaczynają straszyć te same
      dekoracje, co kiedyś - stąd melancholia generacji Marcela Łozińskiego (rocznik
      1940).

      Jego film, utrzymany w szorstkim, reportażowym stylu, świadomie wyprany z
      liryzmu, ekspresyjności, symboliki, zawiera jednak dyskretnie ukrytą warstwę
      symboliczną. Zwróćmy uwagę, w jakiej scenerii odbywa się polityczny casting:
      Zamek Królewski, kolumna Zygmunta, Łazienki, teatr Na Wyspie. Historyczne
      miejsca wnoszą do filmu dramatyczny kontrapunkt. Chwilami wydaje się, że
      dzisiejsze polityczne gry i zabawy profanują święte miejsca przeszłości. Ale
      można pomyśleć inaczej - te miejsca nie są święte, a dzisiejsze polityczne
      błędy są powieleniem naszych dawnych błędów.


      "Jak to się robi", reż. Marcel Łoziński, Polska 2006

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka