Dodaj do ulubionych

Wake up Neo, the Matrix has you

01.10.06, 17:09
Prowokacyjnie tytułuję wątek cytatem z nielubianego przez braineatera
kiepskiego, choć popularnego filmu, bo akurat mi tak pasuje ;)

Spróbujcie sobie wyobrazić taką przedziwną sytuację, że przychodzi do was
nieznany wam do tej pory człowiek i mówi, że z czystej dobroci serca oferuje
wam dożywotnią pensję, która zapewni wam życie conajmniej na dotychczasowym
poziomie, więc nie musicie dalej pracować. W dodatku facet absolutnie nic w
zamian nie chce i nie zamierza się wtrącać w to, co z tą forsą zrobicie.
Wchodzicie w to? Rzucicie pracę, żeby rozwijać zainteresowania, zwiedzać
świat, albo po prostu nie robić kompletnie nic? Czy też może zostaniecie w
dotychczasowej firmie, odkładając dodatkowe dochody na inne cele albo
traktując je jako sposób na podniesienie swojego standardu życia? A może
zaczniecie pracować na zupełnie innych warunkach, nad czymś co w tej chwili
ciągle odkładacie na później?

Pytania najważniejsze: na ile to co robicie między 9-tą a 17-tą, czy też w
jakich tam godzinach pracujecie, definiuje was samych jako jednostki?
Wyobrażacie sobie swoje życie bez konieczności podbijania karty? Długo
bylibyście w stanie bezrobocia wytrzymać? :) Bylibyście w stanie rzucić robotę
w cholerę i żyć skromniej, ale wolniej (w obydwu znaczeniach tego słowa)?

Tak trochę z grubej rury przy niedzieli, ale wcześniej nie miałem czasu, bo...
zarobiony jestem ;) a zakładam wątek pod wpływem <a
href="https://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=48671683">pewnego
wątku</a> na forum Praca, który wprawdzie na 100% jest szytą grubymi nićmi
prowokacją, a i dyskutanci za wiele refleksji nie wykazują, ale właśnie...
Zastanawiający jest, bo na pewno nie zaskakujący, poziom agresji jaki wzbudza
w nas fakt, że ktoś pozostaje bezczelnie na czyimś utrzymaniu. Czyżbyśmy
jednak skrycie zazdrościli takim delikwentom beztroskiego życia? Czyż nie
czujemy się często lepsi od różnych utrzymanek i ludzi, którzy nie muszą
pracować, bo odziedziczyli mnóstwo kasy? Owa agresja jest dodatkowo podsycana
stwierdzeniem "you are a slave, Neo". Czujecie się nabici w butelkę,
wykorzystani, czy może wierzycie, że to, co robicie ma sens?

Wiem, że strasznie dużo pytań, ale każdy może sobie wybrać co chce i
odpowiedzieć. Wolna amerykanka ;)
Obserwuj wątek
    • noida Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 17:57
      Ale w sensie, że jeśli byśmy przyjęli te pieniądze to nigdy nie moglibyśmy już
      pracować?
      Bo jeśli nie to ja bym rzecz jasna wzięła te pieniądze a potem zajęła się tym,
      co bym zawsze chciała robić, ale się boję/nie mam czasu. Na przykład napisała
      książkę :) Pracowałabym tam, gdzie teraz, tylko za darmo. Urodziłabym dużo
      dzieci i nie martwiła się, jak je wykarmić. Mnóstwo rzeczy bym robiła. Nie mam w
      ogóle poczucia, że bez pracy jako takiej, czyli w godzinach 9-17 nudziłabym się
      i czuła bezużyteczna. Wręcz przeciwnie.

      A ci ludzie w dyskusji... myślę, że czują się w jakiś sposób zagrożeni. Bo dla
      nich praca jest jak religia. Nie pracować to znaczy być kimś bezużytecznym. A
      ten, co mówi, że jemu bezużyteczność nie przeszkadza, jest po prostu heretykiem.
    • braineater Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 18:05
      Natychmiast w to wchodzę.

      Ora et Labora to dwa pojęcia tak ideologicznie mi obce, że nawet chwilę bym się
      nad tym nie zastanawiał. Czas między 8 a 18, który teraz zajmuje mi udawanie
      kompetentnego i miłego wobec klientów księgarza natychmiast bym wykorzystał na
      spanie i czytanie i nic nie robienie i w sufit się gapienie i łażenie bezsensu
      po parku i dreptanie w kółko po okolicy i głaskanie kotów i psom patyków
      rzucanie i rozmawianie z ludźmi których spotkam i zbywanie ich milczeniem i
      słuchanie muzyki na okragło - czyli na to, co ważne. Te 10 godzin (poza sezonem
      podręcznikowym 8) to najbardziej idiotyczne godziny spędzane w moim zyciu, nic
      z nich nie wynoszę, niczego mi nie dają, rozpraszają się i zlewaja w jakąs
      kretyńska magmę powtarzalnych czynności, powtarzalnych schematów, powtarzalnych
      ludzi i powtarzalnych tytułów ksiązek, od czasu do czasu przerywanych radosnymi
      apoteozami fizolstwa z gatunku, a rozpakujmy sobie TIR'a po dach załadowanego
      kiązkami.

      Najbardziej idiotyczna sytuacja w jakiej się można znaleźć, bo ma się
      świadomość, że ten kretynizm, jak lata temu chodzenie do szkół i udawanie
      pilnego ucznia, tak naprawdę pozbawiony jest wszelakiego znaczenia i słuzy
      tylko ogłupianiu ludzi poprzez machanie im marchewą z metka praca i wmawianie,
      że tylko ten, co pracuje, zyc może godnie. A chuj tam, tylko ten, który ma czas
      dla siebie może zyć godnie a praca, jest chyba największym przeszkadzaczem,
      kradnie ten czas, nie dając praktycznie nic w zamian, prócz pffffff...
      piniendzy i pfffffff...phestiżu.

      Napieprzałem w róznych zawodach od 16 roku zycia, świadomie zreszta wybierając
      sobie wszelkiego rodzaju mutację macjobów, takich prac o których po odbębnieniu
      tej osmiogodzinnej dawki lasowania sobie mózgu, mozna zamknąć drzwi i
      natychmiast zapomnieć i przez te 13 lat, wszystko, co ważne odbywało się poza
      pracą, w godzinach kiedy robiłem coś sam dla siebie, dla własnej przyjemności -
      i w sumie z tego nadal mam większe profity, także prrestizowo piniondzowe, niż
      etatu, który jakoby czyni mnie pełnowartościowym obywatelem. Jedyna zaleta prac
      takich jak księgarz, czy uznawany za mnie idealny zawód dla kazdego, kto
      nienawidzi pracować, czyli cieć nocny (tu spełniałem się zawodowo przez 7 lat
      cięgiem:), jest to, że nie przeszkadzają w życiu (przynajmniej poza sezonem, bo
      we wrzesniu/pandzierniku ksiągarz zmienia się w automat do zapamiętywania
      tytułów rozlicznych podręczników) i pozwalają robić to co się lubi także, a
      nawet przede wszystkim w godzinach pracy:)

      Nienawidze pracować, nieznoszę kontaktowania się z ludźmi, którym wydaje się,
      że moga wydawac mi jakies polecenia, tylko dlatego, że przychodzą do pracy w
      gajerach, nie cierpię klientów, którym nie przyjdzie do głowy, że wszystko,
      czego szukaja znajda taniej i bez zawracania mi dupy, w internecie, rzucam
      rozpaczliwymi kurwami o 6:30 rano, kiedy przychodzi mi wstać z perspektywą
      przepierdolenia nastepnych 8 godzin na kretyńskich zajęciach i wiem, teraz juz
      wiem to na pewno, że kazda praca związana z przymusem bycia gdzieś przez
      okreslony okres czasu i wykonywania tych samych czynności, jest największym
      kurewstwem jakie dotknęło ludzkośc. Ludzie po prostu od tego głupieją, dostają
      cipca i popadają w jakiś amok, a co gorsza w sporej swojej masie daja sobie
      wmówić, że tak musi być, i że jest to dobre.

      Więc gdyby ktokolwiek zgłosił się z taką propozycją, o jakiej wspominasz,
      odpowiedź mogłaby byc tylko jedna
      .

      P:)
    • skajstop Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 18:14
      Wchodzę natychmiast, jak Brajny.
      Moim zdaniem każdy człowiek, który __wie__, co ze swoim życiem zrobić, ma swoje
      pasje etc, zadałby tylko jedno pytanie: czy pan sponsor nie rozmyśli się po
      miesiącu.

      Zresztą, ja kiedyś swojemu wydawcy zafundowałem głupią minę, powiadając, że w
      zasadzie za pensję tez bym pisał, bo to mnie kręci :) tylko byłbym
      spokojniejszy. Zacytuję Kamprada, który tu idealnie pasuje: "Wolę być wolny niż
      ważny". Akurat taka propozycja dałaby duuuużo wolności :)
      • beatanu trochę inaczej 01.10.06, 20:13
        skajstop napisał:
        > Zacytuję Kamprada, który tu idealnie pasuje: "Wolę być wolny niż
        > ważny"

        Też go chętnie zacytuję, chociaż dopasowując do swojej własnej sytuacji :)
        Lubię swoją pracę itrudno mi sobie wyobrazić, że z niej rezygnuję, ale może
        między innymi dlatego, że nie pracuję w pełnym wymiarze godzin, że pracuję
        bardzo nieregularnie, w systemie, który przy odrobinie dobrej woli można by
        nazwać systemem trzyzmianowym, a co daje mi dość sporo wolnego czasu. Który
        wypełniam tym, co lubię jeszcze bardziej :)

        Gdybym miała zrezygnować zupełnie z pracy zawodowej... Może na rok, ale nie na
        całe życie. Obawiam się, że z powodu kulejącej samodyscypliny przebomblowałabym
        swoje życie. A lubię mieć poczucie, że takowe nie przepływa mi przez palce tak
        zupełnie bez sensu.

        Podsumowując: mniej uwiązania pracą zawodową (z całą świadomością niższych
        dochodów, a co za tym idzie może ograniczeniem pewnych zachcianek), więcej
        czasu na życie. I fajnie się złożyło, że 1. w ogóle mam możliwość wyboru 2.mój
        facet, mężem zwany, ma podobne priorytety...

    • eeela Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 18:42
      Jesli tylko gwarancje bylyby odpowiednio solidne - bardzo chetnie!
      Doktorat pewnie bym chciala skonczyc - ot, tak, zeby miec zlote kalesony do
      powieszenia na scianie w salonie. Niewykluczone, ze kiedys bym usiadla do
      tlumaczen czy czegos takiego, ale bez zadnych terminow, zmuszania sie - ot,
      jedynie dla rozrywki. Tak jak Noida, urodzilabym sobie kilkoro dzieci i
      zajmowala sie czytaniem im bajek oraz wymyslaniem i pichceniem ciekawego menu.
      Zajelabym sie hobbystycznie lingwistyka i nauczylabym sie grac na harfie. W
      takim stanie bezrobocia moglabym wytrzymac cale zycie.

      W tym wszystkim jednak musialabym chyba zaprezentowac przeokropnie
      antyfeministyczna postawe zyciowa - mianowicie, musialabym, w tak zwany sposob
      siedzac w domu, posiadac partnera, ktory by z tego domu wychodzil w celu pracy
      od 9 do 17 - balabym sie, ze dziatwa moglaby nabyc przeswiadczenia, ze moj styl
      zycia jest naturalny, wrodzony, ze tak zawsze bylo, jest i bedzie.

      Tak wiec blogoslawione nierobstwo na czyims utrzymaniu byloby calkiem mile - dla
      mnie. Ale mogloby jednak sprawic pewne spustoszenie w charakterach moich
      przyszlych latorosli, i jesli bym nie miala mozliwosci zapewnienia im
      'pracowego' wzorca, chyba jednak bym sie nie zdecydowala...
      • braineater Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 18:56
        hej, ale wypełniając im 'pracowe' wzorce, przyczyniasz się do wytworzenia
        najprawdopodobniej kolejnego pokolenia mutantów, dla których praca jest jakąś
        tam wartością, mimo iz wiekszość z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że nie ma
        żadnej wartości.
        Cus mię to leci hipokryzją - ja bym wychowął leserów i póki im samym byłoby z
        tym dobrze, to dobrze.

        P:)
        • eeela Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 19:14
          > hej, ale wypełniając im 'pracowe' wzorce, przyczyniasz się do wytworzenia
          > najprawdopodobniej kolejnego pokolenia mutantów, dla których praca jest jakąś
          > tam wartością, mimo iz wiekszość z nas zdaje sobie sprawę z faktu, że nie ma
          > żadnej wartości.

          Praca ma wymierna wartosc materialna.
          Praca jest konieczna; skoro jest konieczna, trzeba postarac sie, zeby jak
          najmniej sprawiala przykrosci. Trzeba sie jakoks przyzwyczaic do mysli, ze jakos
          tam pracowac trzeba. Ja daleka jestem od wznoszenia idei pracy na piedestaly -
          ale mialam okazje widziec, co potrafi sie stac z dziecmi, ktore zostaly
          wychowane w pogardzie do niej. Nic dobrego. I nie objawia sie to jedynie
          niechecia do pracy.
      • monikate Założycielu wątku! 01.10.06, 19:02
        Teraz to odchodzi gdybanie. Ale jeśli rzecz będzie realna, to napisz do mnie
        zaraz, wchodzę w to!
        • pagaj_75 Re: Założycielu wątku! 01.10.06, 19:21
          Sam chciałbym, żeby mnie ktoś tak zasponsorował :)

          Dobra, tera ja. Z jednej strony jestem pewny, że gdyby nie ta zorganizowana
          praca, której niewolnikami jesteśmy, nie byłoby wielu rzeczy od których jestem
          wręcz uzależniony, jak choćby komputery i internet, czy masowo reprodukowalna
          sztuka (muzyka, filmy, ksiązki). Ale z drugiej strony, zgadzam się z puntem
          widzenia, że jakakolwiek praca na etacie absolutnie niczym nie różni się od
          prostytucji. Jest nawet scena w filmie "Human Traffic", w której pracodawca
          gwałci pracownika analnie zatykając mu usta pieniędzmi. Banał, ale kto z nas
          nigdy nie czuł się tak jak ów podwładny? Chyba tylko ci, którzy uwierzyli w to,
          że tak jest dobrze.

          Oczywiście, że sam bym w to wszedł, prawdobodobnie robiłbym coś tam, tworzył
          muzykę (kiepską, ale zawsze własną), ale spokojnie i bez nerw. Ba, pewnie nawet
          od czasu do czasu porobiłbym coś z mojej obecnej zawodowej działki, czyli
          machnąłbym jakiś program, ale tylko na własne potrzeby. Nie wierzę w tzw.
          satysfakcję z pracy, bo nawet jeśli robota ma swoje plusy, to zawsze składa się
          w większości z głupich, powtarzalnych i nudnych do wyrzygania czynności, które
          prędzej czy później obrzydzają człowiekowi cały ten interes. O ilości kurw,
          którymi rzucam rano gdy słyszę budzik nawet nie wspominam :)

          Mam taki zamiar, żeby w ciągu najbliższych czterech lat doprowadzić do sytuacji,
          w której nie będę musiał pracować w ten sposób jak teraz. Tylko na razie nie mam
          pomysłu jak to zrobić, ale spoko. Myśli się. ;)
          • obly Re: Założycielu wątku! 01.10.06, 19:56
            najważniejszy jest ciągły rozwój świadomości
            praca tutaj nei pomaga ani nie przeszkadza
            w sensie taka pensja będzie zleniwieniem dla łba tak sądzę
            nie mówcie ze napisalibyście książki zrobilibyscie mnóstwo fajnych rzeczy bo w
            sumie jak mieliscie wybór czy robic fajne rzeczy czy praca - wybraliscie pracę
            co z tego ze na instrumenta to był zarobek czy na książki
            nie ma znaczenia
            rozwój największy wydarza sie poza strefą komfortu
            to o czym my tutaj rozmawiamy jest o kokonie finansowym
            pamietajmy ze ludzie zarabiaja 2 dolary miesięcznie i za to żyja
            kazdy z was mógłby rzucić siena wodę np robiac tylo tłumaczenia, pomagać przy
            rąbaniu drewna i zarabiac tylko na swoje potrzeby, natomiast cała resztę na
            którą potrzebujecie pieniędzy i tak robicie za friko wiec po co ta kasa?

            śęk w tym zeby rzucic siez mostu zanim nam wyrosnąskrzydła

            gdybym wierzył ze mogę być niezłym muzykiem i pisać fajne piosenki to bym to
            zrobił wczesniej. zlbym jak maleńczuk po dworcach kilka lat i juz, grałbym ile
            wlezie, miałby dni trudne ale i te wspaniałe.. tak czekam az mi te skrzydła
            wyrosna i nagle mam lat 34 i dupa za przeproszeniem
            otoczka finansowa o którejtutaj mówimy jest jedynie materacykiem na którym było
            by wygodnie nic wiecej nie daje nam wiecej
            a sama wygoda to jesz zbyt mało aby nasze życie stało sie wartościowe dla nas
            samych.
            ja gdybym tak miał uległbym i zaczal bym najpierw pić, pewnie potem ćwać a
            potem i tak nikt by o mnie nie pamiętał bo zakułbym się gdzieś w 4 ścianach i
            oczekiwał wysuszeniu gnatów na proch a pieniądze pieniądze pieniądze....
            czułbym ze cos jest nie tak...
            nei to ze poczucie winy ale ze te wszystkie moje chcenia nagle by przestały
            miec znaczenie, kilka lat było by fajnie, zreszta ludzie tak żyja, ci co żyja z
            tantiemów albo z odsetek.. puste martwe skorupy i głowy jak popiół. i tak
            najfajniejsi byli jak byli młodz i chceli cos ze sobalub światem fajnego
            zrobić. najwazniejsze są pasje i miłość a te ani pieniedze im nie przeszkadzaja
            ani nie pomagają.
            w sensie nic nie muszą nic nie chcą
            nie mówię ze gadacie głupstwa kazdy siebie zna lepiej. na pewno bym nie odmówił
            ale to by mnie na dłuższą metę roleniwiło i uwiązało w jakissposób. byłbym od
            tych pieniędzy uzależniony. nie stanowiłbym swojego zycia sam tylko te
            pieniądze. one by mi dyktowały że zyjejak zyję. z takim materacem miekko sie
            spada ale zachuja do góry proszę państwa. zachuja.
            niemniej ...
            nie odmówię
            • braineater Re: Założycielu wątku! 01.10.06, 20:02
              Obły, królewiczu, ale ten materacyk własnie Ci to daje - daje Ci wybór czy
              chcesz się zapić, czy chcesz się zaćpać, czy zadziwczyć na smierć, a może dla
              odmiany robić coś pozytecznego na co nie masz szans spędzając po x godzin w
              pracy. To co z tym materacem zrobisz to już jest Twoja broszka, czy on cie
              rozleniwi, czy da ci kopa by zając się tym co chcesz robić.

              P:)
            • gaudia Re: Założycielu wątku! 02.10.06, 17:21
              ja wchodzę od zaraz
              i z rok się pozastanawiam co robic dalej:D
              bo pomysłów aż za dużo

              zgadzam się z brajnem w całej rozciągłości

              staram i wychowanam w tzw. socjalistycznym kulcie psudopracy, czyli schizie
              zupełnym plus zakodowana bieda
              rany, ilem się narobiła nad sobą, coby to se jakoś przekodować

              dziecięciem bym się nie przejmowała aż tak w sensie wzorców, bez kasy też mu
              daję srednie wzorce, np porzucając jedno zajęcie, nie mając jeszcze drugiego i
              tłumacząc, że pajdka z dżemem jest czadowym posiłkiem. Dzięcie wyrosło i jakos
              sobie radzi.

              A Oblym rozczarowanam. Czułam Obly w Tobie coś na kształt zazena, a Ty tak?
              Dziwne, dziwne...
              • obly Re: Założycielu wątku! 03.10.06, 08:06
                no cóż
                kaska kaską
                nie zrozumieliśmy się za bardzo
                smiem twierdzic ze jakbyśmy mieli cokolwiek do powiedzenia to bysmy powiedzieli.
                smiem twierdzic ze mówienie "jakbym nie musial siedziec w pracy to bym zdobył
                swiat" jest takim sobie mruczeniem pod nosem na równi z mikołajkowym tatąktóry
                mówi do syna "gdybym nie poznał twojej mamy to bym był mistrzem swiata w piłce
                nożnej"
                chodzi mi tylko o to ze rzeczy którymi bysmy sie zajeli (tzn smiertelnie
                jestesmy powazni w tym)podejrzewam ze bysmy się nie zajeli bo gdybysmy sie mili
                nimi zajmowac zajelimysmy się nimi.
                gdyz rzeczy ważne robi sie najpierw, a skoro najpierw wolimy zarobić parę
                złotych to nasze to zajecie sie sztuką (którym sieteraz nie paramy ale
                paralibyśmy się) jest czysto mówieniem życzeniowym i czymś gorszym niż
                gdybanie ;)))
                jedyne co by sięwydarzyło po takiej pensji to po psortu większa wygoda której
                nie odmawiam ;))
              • eeela Re: Założycielu wątku! 03.10.06, 13:59
                > dziecięciem bym się nie przejmowała aż tak w sensie wzorców, bez kasy też mu
                > daję srednie wzorce, np porzucając jedno zajęcie, nie mając jeszcze drugiego i
                > tłumacząc, że pajdka z dżemem jest czadowym posiłkiem. Dzięcie wyrosło i jakos
                > sobie radzi.

                Mnie nie chodzi o wzorzec kasy, tylko o wzorzec pracy. To znaczy o zrozumienie,
                ze bez niej nie ma nawet pajdki z dzemem. No trudno, taki nasz los, Bozia nas
                pokaral za grzech matki Ewy i pracowac trza, choc to nasze przeklenstwo. Dziecie
                moze miec trudnosci ze zrozumieniem, ze na pajdke trzeba sie naharowac, ze to
                nie jest stan naturalny, ze lodowka sama z siebie sie napelnia.
                Takie marzenia o dozywotniej pensji za nic piekne bardzo i przyjemne sa, i
                przerabialam je juz w kilkudziesieciu wersjach. Ale dopoki pensja nie wynosi
                tyle, zeby mozna wykupic siec hotelow Hilton i zapewnic potomstwu do dziesiatego
                pokolenia spokojny dochod, uwazam, ze nie wolno bachorom pozwolic myslec, ze
                stan robienia_co_sie_chce i niepracowania jest normalny.
    • nienietoperz Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 20:35
      Hej, hej Misie antyrobocze drogie,
      w ogole nie bierzecie pod uwage mozliwosci robienia tego, co sie lubi w formie
      zawodowej? Wstawania niekoniecznie o 6.30, ale niemniej wstawania do pracy,
      chodzenia do pracy bron Cie Panie Boze nie w gajerku, ale w swoim beloved T-
      shircie, i traktowania tego, jak to pisala Beata, jako motywacji do robienia
      tego lepiej, skuteczniej, sensowniej, i tak dalej?
      Nie wierze w opcje dostawania bytu za nic, zarelka, smaru do roweru, ksiazki do
      czytania, czy filmu do ogladania od Mamy/Taty/Sponsora/Stworcy bez konsekwencji
      dotyczacych chocby pokrzywionego pojmowania rzeczywistosci. Bylem kiedys na
      krotkim spotkaniu polskich studentow I roku angielskiego uniwersytetu; wszyscy
      oprocz jednego dziewczatka byli tam ewidentnie na wlasny koszt, pomysl,
      ewentualnie z drobnym poczatkowym wsparciem rodzicow - w efekcie jasne bylo, ze
      spora czesc swoich weekendow, czy popoludniow spedzali pracujac. Dziewczatko
      bylo ze sponsoringiem rodzicielskim maksymalnym, calkowitym, i przez duza czesc
      spotkania namawiala reszte towarzystwa na weekendowe wyjazdy charytatywne
      (czytaj podroz do innego miasta, dwie godziny poswiecone lazeniu z puszka na
      glownej ulicy, potem obiadek i do domu), tlumaczac jakie to jest ubogacajace
      wewnetrznie.
      Dzieki.
      To ja juz sobie w poniedzialek pojde na 11 do pracy.

      NN
      • braineater Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 20:50
        nie bierzemy.
        z jednego prostego powodu - nawet robienie tego, co się lubi, szczególnie jesli
        robi się to zawodowo i za pieniądze, po jakims czasie doprowadza do wyrzygu i
        do tego, że zaprzestaje się to lubić, a napewno lubi się to mniej, niżby się
        lubiło, robiąc to dal siebie i bez związania tegoż zajęcia z okreslonymi
        kontekstami, jakie wprowadza pojęcie pracy i etatu.

        P:)
        • skajstop Re: Wake up Neo, the Matrix has you 01.10.06, 21:01
          Brain, drugi raz w tym wątku ukradłeś mi kwestię! (Pierwszy to z tym materacykiem.)

          Nienietoperzu, w moim przypadku tak w zasadzie jest, że praca jest moją pasją.
          Ale zapewniam, że gdybym pisał bez przejmowania się np. terminem, albo mógł
          sobie wyjechać na rok na pewną wyspę, aby studiować tamtejsze realia, wszyscy by
          na tym skorzystali. Bo i tak bym napisał, to co chcę, ale mogąc poświęcić temuż
          dziełu więcej czasu, zapewne odrobiłbym swoją robotę lepiej. Ku satysfakcji
          swojej & ludzkości, I hope.

          Nie generalizując, dla mnie taki materacyk byłby jednak korzystnym rozwiązaniem.
        • obly Re: Wake up Neo, the Matrix has you 03.10.06, 08:08
          gupstwa gadasz drogi brajnie;))
          w sensie tak bywa
          ale nie zawsze
      • staua Re: Wake up Neo, the Matrix has you 02.10.06, 19:41
        Dziekuje, dziekuje, Toperzu :-) Napisales to, co ja mysle o swojej pracy.
        Robilabym to samo. Pracuje, bo lubie, specjalnie wybralam sobie zawod, ktory
        jest moim hobby, a nie macowe odmiany (tez wykonywalam podczas studiow,
        wlacznie z praca w ksiegarni). Nie moge tego robic w domu, ani mieszkac w
        pracy, bo byloby to niezdrowe. Gdybym miala pieniadze w ilosci nieograniczonej,
        robilabym to samo, moze tylko lepiej, bo mozliwosci finansowania by wzrosly. I
        uczylabym studentow (majac pieniedze moglabym dawac im stypendia, zeby
        pracowali w moim labie). Teraz tez nie musze chodzic do pracy rano, a chodze ;-
        ) moglabym wstawac o dwunastej, gdybym chciala... Zdecydowanie praca nie jest
        przymusem.
        A druga kwestia jest taka, ze sa ludzie odrzucajacy Matrix praktycznie
        calkowicie, mimo braku finansow. Jest ich malo, ale sa. Oczywiscie, wiekszosc z
        nas, na tym forum chyba wszyscy, akceptuje normy mimo roznych deklaracji, ze
        nie, i prob dowodzenia, jacy to sa niekonwencjonalni, ale jednak chodza do tej
        pracy, czy ja lubia, czy nie, mieszkaja w miastach, korzystajac z panstwowych
        udogodnien mimo narzekan na podatki czy nieuczestniczenia w wyborach, jedyne
        roznice to zarobki, posiadanie dzieci lub nie itd.
        Mam tylko jedna pare znajomych, ktora zrobila cos calkiem innego (chcialam juz
        o nich pisac, a moze kiedys wspomnialam? w kazdym razie napisze tutaj, zamiast
        zakladac osobny watek). Moja kolezanka ze studiow doktoranckich, absolutnie
        genialna dziewczyna, Rumunka, champion gry w Go, a jednoczesnie maniaczka (i to
        naprawde maniaczka, jak sie zaraz okaze, nie taka jak ci, co wraz ze mna
        wypowiadali sie pozytywnie o ekologicznym trybie zycia w watku Quar)
        naturalnego stylu, po doktoracie i urodzeniu synka (mniej wiecej w tym samym
        czasie) wyjechala z mezem i dzieckiem (Szwajcarem, w Szwajcarii mieli
        zapewnione normalne, stabilne zycie, ona pracowala naukowo, on zajomwal sie IT
        w instytucie uniwersyteckim) do Belize, gdzie kupili kawal opuszczonej przez
        kogos dzungli, wykarczowali go, posadzili ananasy i banany, nie majac prawie
        zadnych funduszy, tylko oszczednosci poczynione w czasie pracy (b. malo) i
        bawia sie w samowystarczalne rolnictwo (tylko dla siebie, bez zadnych celow
        komercyjnych). Ona odmowila szczepien obowiazkowych (teraz synek ma cztery lata
        i chowa sie niezle), przeszla wraz z niemowleciem (cala rodzina) na raw food
        diet itd (naprawde majac duza wiedze o biologii czlowieka i o roslinach
        przedtem, nie z powodu mody). Wszyscy wokol uznali ich za wariatow. No, bo nikt
        nie ma odwagi zrobic czegos tak radykalnego, aby przestac byc uwiklanym w
        spoleczne struktury systemu, w ktorym zyjemy. Ale to jest mozliwe, tylko wymaga
        zaciecia. I samodyscypliny, o ktorej sie tutaj wypowiadalismy kiedys. A malo
        komu sie chce, tak naprawde.
      • obly Re: Wake up Neo, the Matrix has you 03.10.06, 08:07
        o to to to...
    • kubissimo Re: Wake up Neo, the Matrix has you 02.10.06, 00:06
      natychmiast w wchodze i wynajmuje mieszkanie w Bibliotece Narodowej :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka