hedonista.oswiecony
20.10.06, 21:59
kolega opowiedział mi nast. historię:
jego znajomi przed powrotem z Tajlandii postanowili jeszcze wyskoczyć na targ
lokalny. Zagłębili się w uliczki straganów przeróżnych dóbr i dziwów, aż
trafili na miejsce gdzie sprzedawano kotki, pieski i wszelki inne stworzenie
w celach spożywczych. A żeby towar był świeży to był żywy. Dziewczyna wpadła
w szok i postanowiła z facetem wysupłać grosz ostatni aby uratować choć jedno
zwierzę. Wybrała najładniejszego, najsłodszego małego pieska. Wskazała go
sprzedającemy, który zwinnymi ruchami wyjął pieska, uciął mu szybciutko głowę
i zapakowanego podał z uśmiechem kupującym...
to się nazywa client service
ukłony
ed