miia1
01.12.06, 02:56
Prawdą jedyną i słuszną jest, iż z człowiekiem bez poczucia humoru nie da się
rozmawiać poważnie. Jego wszakże rodzaj, rodowód, subtelność bywają różne, jak
różna jest kuchnia. Od golonki zakrapianej piwem, przez pstrąga w migdałach i
białym winie, do trufli, kawiorów astrachańskich i innych abstrakcyjnych
uniesień podniebienia. Jedno porusza się w takt marszu Armii Czerwonej, inne w
rytmie flameco. Piękny fragment literatury znalazłam, temu poświęcony:
"Tocząc spór o istotę ironii i humoru, jedynie po dzbany z winem sięgano
łapczywie. Łogau znalazł się niebawem w osamotnieniu, ponieważ obok Rista
także Zesen odrzucił jego pomniejszające wizenie rzeczy, ludzi i okoliczności,
jako rozkładowe, obce, niewłasne, sfrancuziałe, a zatem ironiczne i potępił w
czambuł; bo Rist i Zesen, w tym jednym zgodni, nazywali dwuwierszowe
przeważnie utwory zawsze przewrotnego Logaua po prostu dziełem diabła.
Dlaczego? Poniewaz ironia od diabła pochodzi. Jak to od diabła? Ponieważ
francuzowata jest, a tym samym diabelska".
Gunter Grass -"Spotkanie w Telgte"