justak100
04.12.06, 15:22
Wczoraj moj szanowny moz dostal telefon od tescia, ktory sie nie odzywał do
niego ponad miesiac ( za namowa tej starej małpy na pewno) zeby ich zawiezc
do mieszkania jakiejs pani (dokładniej teściowej brata teścia) ktorej sie
umarlo a oni teraz sie o spadek kur...wa staraja i chca w tym pieprzonym
mieszkaniu posprzatac... bo im sie kutwa samochod popsul...Po prostu porazka,
wszedzie wsadzaja swoje brudne łapy, nikt sie kobieta za zycia nie przejmował
ale jak juz na wykonczeniu byla to sie im przypomnialo bo spadek jakis tam
marny został, bo nawet mieszkanie bylo nie wykupione, ale oni musza... ale
nie o tym ze zachlanni i obludni to ja juz dawno wiedzialam ale niech w to
nas nie mieszaja... A ten palant moj mąz oczywicsie powiedzial ze pojedzie,
mamusi dupe przewiezc, a co.. nie wazne ze ma nas w dupie, do mnie nawet na
imieniny nie zadzwonili z zyczeniami... ale trzeba pomagac... Tylko czemu my
mamy im zawsze pomóc??? Czemu im nawet ciezko do dziecka na urodziny
przyjsc... Wypinaja sie na synka jak moga, a on lata kolo nich... aaaaa nie
wytrzymam... i pojechal... jak pojechal to zabłądzil...bo mamusia jeszcze do
jednego sklepu musiala pojechac potem do drugiego...potem do innej cioci po
klucze ale jej nie bylo, to z powrotem do domu bo w domu tez mieli klucze ale
zapomnieli wziac... a moj sznowny maz podobno chory i dwie godziny tak
krazyl...ale jak ja mu powiedzialam zeby pojechał z dzieckiem do kosciola to
on nie moze bo chory... zwarjuje chyba...ale juz mi troszke lepiej