Dodaj do ulubionych

Partia Kobiet :)

15.12.06, 18:23
W poniedziałek w Poznaniu spotkanie. Idę :)
Obserwuj wątek
    • raduch Re: Partia Kobiet :) 17.12.06, 10:56
      Liczysz na legitymację z dwucyfrowym numerem? ;-)
      • the_dzidka G*** będę miała, a nie legitymację :-/ 17.12.06, 13:26
        Sobotę spędziłam bardzo miło, na eskapadzie na Stary Rynek, w celu obejrzenia
        festiwalu rzeźby lodowej. Rzeźby były niczego sobie, mimo niezbyt sprzyjającej
        temperatury, parę widoczków można obejrzeć tu:
        www.album.com.pl/album.php?id=16160
        Po drodze była jeszcze rosyjska herbata z konfiturami, no - miodzio. Na
        kiermaszu kupiłam sobie korale i bransoletę, i fajną świeczkę. Miłe, milutkie
        popołudnie i wieczór.
        Wieczorem nastawiłam pranie, chcąc przy okazji przeanalizować, czy pralka mi
        cieknie tam, gdzie ja sądzę, że cieknie, i dlatego cieknie, że ja sądzę,
        dlaczego cieknie. W tym celu lekko odsunęłam pralkę od ściany.
        Kiedy po jakimś czasie ruszyłam do łazienki, żeby zobaczyć, co z tym
        cieknięciem, wody w przedpokoju było na 3 cm, i właśnie wpłynęła do pokoju. O
        łazience nawet nie wspominam.
        Potop, z pomocą sąsiadki Doroty wezwanej z góry telefonem alarmowym, został
        opanowany po pół godzinie.
        Okazało się, że odsunięcie pralki od ściany obluzowało mocowanie rury, która
        przedtem była utrzymywana we właściwym położeniu właśnie przez dociskającą ją
        pralkę, i tylko trochę z niej kapało. Kiedy pralka przestała rurę dociskać, a
        poleciała nią woda, rura wyskoczyła z mocowania i wszystko poooszło!!...
        Ale to niestety nie był koniec :-/ Najgorsze dopiero było przede mną.
        Kiedy prowizorycznie umocowałam rurę w kibelku, żeby woda miała gdzie odpływać,
        i dokończyłam pranie (to, co było w pralce, + zalane brudną wodą ciuchy, które
        przygotowane do prania numer dwa leżały na kupce na podłodze w łazience, +
        szmaty i ręczniki), zabrakło mi odrobiny miejsca na rozwieszenie tego
        wszystkiego na suszarce i kaloryferach. Wracając do łazienki z miednicą w
        rękach, pośliznęłam się na odrobinę wilgotnej podłodze i, nie mając się jak
        czegoś złapać, rąbnęłam jak długa. Prosto na swoją, podwiniętą lewą stopę.
        Ponadto wykręciłam kolano (na szczęście bez konsekwencji). Rąbnęłam jak wór
        gruzu, cudem omijając głową kant komody.
        Siedzę teraz z obandażowaną nogą, wściekła jak nieszczęście, bo jutro czeka
        mnie wyprawa do lekarza - obawiam się, że to cud, jeśli niczego sobie nie
        złamałam po raz kolejny :-/ Dorota poszła do apteki i po moje kule do
        samochodu. Jak sobie pomyślę, co to jutro będzie za masakra....

        Jestem wkurzona jak wszyscy diabli!!
        • raduch Re: G*** będę miała, a nie legitymację :-/ 18.12.06, 09:04
          O kurwa...
        • konradbryw Re: G*** będę miała, a nie legitymację :-/ 18.12.06, 14:05
          Kurde, aleś się urządziła. Jak dziś zdrowie?
        • raduch Re: G*** będę miała, a nie legitymację :-/ 18.12.06, 22:19
          No mów!
          • the_dzidka No mówię 19.12.06, 08:51
            Dzięki, Chłopaki. Byłam wczoraj u lekarza. Cud się jednak zdarzył, to "tylko"
            stłuczenie. Stłuczenie paskudne, brzydkie i bardzo bolesne, ale nie złamanie (w
            co trudno mi uwierzyć, zważywszy okoliczności). Mam zakaz opuszczania domu i
            prowadzenia samochodu. I mam łazić o kulach, co dla mnie i tak jest
            oczywistością, bo ta cholera tak mnie boli, że bez dwóch kul nie jestem w
            stanie zrobić kroku.
            Dzisiaj jest odrobinkę lepiej, tylko bardziej fioletowo ;)

            Wasza Dzidka z łoża boleści
            • raduch Re: No mówię 19.12.06, 08:53
              Aha, no to trzym się. :-)
            • konradbryw Re: No mówię 19.12.06, 10:12
              the_dzidka napisała:

              > Dzięki, Chłopaki. Byłam wczoraj u lekarza. Cud się jednak zdarzył, to "tylko"
              > stłuczenie. Stłuczenie paskudne, brzydkie i bardzo bolesne, ale nie złamanie
              > (w co trudno mi uwierzyć, zważywszy okoliczności).

              A, to szczęście w nieszczęściu. Ja też ostatnio myślałem już, że złamałem palec u nogi, a ortopeda pomacał, sprawdził, gdzie boli, a gdzie nie i orzekł, że złamania nie ma, tylko trza Altacetem smarować, żeby kolorki odpuściły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka