Dodaj do ulubionych

walentynkowe przegięcie?

14.02.07, 09:10
Właśnie przyczytałam w DN, że jedna ze sztokholskich szkół podstawowych (tzn
jej część, od czwartej do dziewiątej klasy) już od kilku lat 14 lutego zamyka
podwoje dla dzieci i młodzieży, bo walentynkowe świętowanie wymknęło się spod
kontroli... Obok lubianych, popularnych i "pięknych" ucznów & uczennic z
naręczami kwiatów (w skolnym sklepiku możny było tego dnia kupić róże)
egzystowali ci mniej lubiani i mniej "piękni", bez kwiatów, całusów i
tajemnych bilecików. Niesprawiedliwie jak w życiu, ale w ten dzień widoczne
jak na dłoni. Frustracja, żal, deprechy, działania na granicy mobbingu.
Dyrekcja szkoły postanowiła proceder ukrócić, po prostu robiąc dzieciom wolne
a nauczycieli wzywając do dbałości o duszę i ciało.

O decyzji dyrekcji można dyskutować, ale nawet chyba nie o to mi tutaj
chodzi. Chociaż przyznam, że sama nie wiem o co mi chodzi:(
O to jak bardzo jesteśmy podatni na zmasowaną kampanię pt. "trzy cztery,
teraz się kochamy!" ? O siłę bezrefleksyjnych zachowań stadnych? O?

Czym dla Ciebie TWAczu jest walentynkowe szaleństwo?


Obserwuj wątek
    • braineater Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 09:46
      no bo ja wiem?
      W szkole to sie mi podobało, bo sie mozna było poocierac o dziewczynki, wobec
      których ocieranie w inne dni było raczej verboten, wierszyk jakiś wręczyć
      dyskretnie i patrzeć tęsknie jak dziewczę sunie korytarzem, tając w duszy
      skryta radochę, że się wiersza znowu komuś wmusiło (cel w sumie miał
      drugorzędne znaczenie:), a potem z oddali obserwować procesy myslowe na twarzy
      ofiary - co to za gówno?!, co za idiota mi dał?! i kolejne ekstazy z tego
      powodu przeżywać, normalnie sie egzystencjalnie relaksowac, jako Nierozpoznany
      & Odrzucony (TM).
      W latach ciut późniejszych święto stało się synonimem wesołego seksu, no bo co
      za dziewczynka sie oprze w takich romantycznych okolicznościach (no dobra,
      większość, ale parę nie:), jeszcze spojona winem i ubogacona seansem kinowym.
      So, to wspomnienia sa miłe.
      a potem się ożeniłem i w sumie mam walentynki 24/d i 365/r,
      pasimito.

      P:)
      • daria13 Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 10:31
        W Polsce to święto zdecydowanie dla nastolatków. Jestem nawet nieco zdziwiona,
        że Brain już się na nie załapał (jak ten czas leci). Jestem skądinąd ciekawa, w
        jakim czasokresie zaczęła się u nas ta moda. Większość moich znajomych,
        zaczynając powiedzmy od 25 roku życia wzwyż uważa to święto za odrażające, bo
        a. nie nasze, b. okrutnie skomercjalizowane. Zdecydowanie większą niechęcią
        pałają panowie.
        Dla mnie to święto w założeniu jest nawet ładne, od wielu lat korzystamy z
        niego, coby zjeść lepszą kolację i mieć okazję do napicia się czegoś
        wykwintniejszego, tudzież obdarowania się jakimś symbolicznym drobiazgiem, choć
        mąż nadal się nieco zżyma. Dzieci ulegają w całej okazałości; wczoraj do póżna
        rysowały, wymyślały i cyzelowały kartki walentynkowe. I miały przy tym masę
        radochy. Ich pokolenie z pewnością nie czuje żadnych oporów.
        To wszystko jednak nie przesłania mi smutnej refleksji, co do odczuć osób,
        które w żaden sposób nie zostaną tego dnia obdarowane i zauważone. I chyba ze
        względu na ten aspekt nie podoba mi się to święto, sama byłam mało atrakcyjną
        nastolatką i wiem, że gdyby za moich czasów było to święto, mogłabym naprawdę
        cierpieć.
        P:)
        • noida Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 10:38
          Te ryki o nie naszym i skomercjalizowanym to się pojawiają przy każdym święcie
          :) z wyjątkiem Bożego Narodzenia i Wielkanocy, kiedy są ryki tylko o
          skomercjalizowanym.
          Święto się zaczęło pojawiać u nas mniej więc w 1994 roku, albo może rok
          wcześniej. Ja byłam jeszcze w podstawówce.
          • braineater Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 10:41
            Wcześniej Noido chyba, bliżej poczatku l. 90. Najpierw eksperymentalnie, jako
            ciekawostka z lekcji angielskiego, a potem poooooooooooooooooooooszło:)

            P:)
            • eva.68 Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 10:48
              Nawet bliżej końca lat 80. Jeden pan w radiu, moim ulubionym wtedy, co się Marek
              Niedźwiecki nazywa, akcentował zawsze specjalnie. Z radia tego się w ogóle
              dowiedziałam, że coś takiego się święci. A zbiorowe szaleństwo to dużo później
              się zaczęło.
              :)
              • samica1 Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 11:12
                Kręgi zbliżone do "Filipinki", Niedźwieckiego i "Na przełaj" - 88/89 r., w
                każdym razie najstarsza kartka, jaką mam, jest z 1989 r. - ręcznie robiona
                przez człowieka płci męskiej - bo taka w ogóle była praidea p o d o b n o:
                wysyłanie anonimowych, ręcznie wykonanych kartek (co prawda to lekko wyklucza
                anonimowość).
                A może to rękodzielnictwo miało wynikać z tego, żeby nie kupować kartek
                paulińskich - bo przypadkiem taka moda wtedy, na pocz. 90., się rozpleniła.
                • paolo630 Moda na paolińskie... 14.02.07, 13:22
                  ...kartki nie nadejszła jeszcze. Ale osobiście obszedłem pierwszokrotnie święto
                  w 1990 roku. Potem starałem się je obchodzić jeszcze dalej. Nie dało się.
                  Zwłaszcza gdy jest to pretekst do choćby wirtualnego kontaktu z samicą. Ubrany
                  w skórę owczego pędu wilk rzuca się na kłebistą wełenkę...
                  • samica1 Paolińskie 14.02.07, 13:30
                    są ponadczasowe i wieczne, jak wieczna jest trawa itp. (acz kruche jak naczynia
                    kaolińskie).
                    • paolo630 Klasztor Paolin... 14.02.07, 13:33
                      ...serdecznie dziękuje ss. Samicy za odesłanie świętych skorupek i zwiędłych
                      traw. Niech żyje przyjaźń samo - paolińska! Niech zakwitnie tysiąć żdźbeł...
            • eeela Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 12:17
              Ja pamietam pierwsze Walentyny w roku 1992. Jakie szczescie, ze zanim wroslam w
              wiek buntu i kontestacji, udalo mi sie kilka rekodziel z jaskrawymi bazgrolami
              dostac :-)
    • noida Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 10:34
      Wcale nie przegięcie. Nie ma nic gorszego, niż być sfrustrowanym nastolatkiem ze
      skłonnością do depresji, z szalejącymi hormonami i niskim poczuciem wartości. W
      walentynki wszystkie te cechy odczuwa się sto razy bardziej. A walentynkę
      pocieszającą można dostać najwyżej od mamy albo koleżanki. To czasem bardziej
      upokarzające niż nie dostać jej wcale.

      Wydaje mi się, że szkoły nie powinny urządzać jakichś zbiorowych walentynek, z
      losowaniem serduszek na apelu prawie (jak to miało miejsce w mojej szkole). Bo
      niby co dobrego ma z tego wyniknąć? Wszyscy się zaczną bardziej kochać? Akurat.
    • skajstop Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 11:03
      Takie przegięcia, jakie opisałaś mi się nie podobają. Podobnie zresztą jak
      przegięcia w drugą stronę - "Cała szkoła organizuje Walentynki". To powinna być
      prywatna sprawa uczniów.

      Natomiast te niby naprawiające rzeczywistość nakazy i zakazy są bez sensu. Nigdy
      nie jest tak, że wszyscy ludzie w danej grupie coś obchodzą, wyznają czy jakieś
      inne tego typu praktyki uprawiają. Zakazać obchodzenia świąt, bo nie wszyscy
      wierzą w Boga, Allaha czy kogoś innego? Albo zakazać obchodzenia w szkole świąt
      państwowych, jeżeli trafi się akurat uczeń z wymiany zagranicznej?

      Kurka, umiar jest w tym wszystkim potrzebny, a nie ugrzecznianie na siłę :-)
      • noida Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 11:08
        Ale nikt chyba nie mówi o zakazywaniu? Tylko o ulżeniu dzieciom w walentynkowej
        niedoli ;)
        • skajstop Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 11:34
          Nie lubię takiej formy politycznej czy obyczajowej poprawności. Próba
          wygładzenia społeczeństwa, doprowadzenia, aby byli w nim sami "dobrzy", z
          definicji mi się nie podoba :)

          Mało jestem walentynkowy, ale tu już została przekroczona granica śmieszności.
          Jeżeli już, to walczyć należało ze skomercjalizowaniem tego "święta".
        • daria13 Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 11:51
          Indoktrynacja młodzieży przez starszyznę jest jednak wielka; dziś pewien
          chłopiec w wieku gimnazjalnym obdarowany przez wcale niebrzydką panienkę
          walentynką, mocno skonfudowany (co naturalne) orzekł: "ale to takie komercyjne
          święto". Trudno uwierzyć, żeby będąc w tym wieku i w takie sytuacji, samemu
          miec takie podejście;)
          Mając kilkanaście lat nie sposób podejść do upatrzonej, wybranej, wymarzonej
          osoby ot tak i nawiązać znajomość. Walentynki to jedyny w roku dzień, kiedy
          można w miarę bezpiecznie spróbowac zrobić ten pierwszy krok. Trochę się
          wczuwam, bo jestem na bieżąco:)
          • braineater Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 11:55
            ech,
            aż sie tesknota odzywa za czasami, kiedy wystarczyło pociagnąc za kudły i
            rzucić na barłóg w jaskini...

            śfiat się niepotrzebnie skomplikował...:)

            P:)
            • skajstop Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 12:03
              Ty maczu :)
          • kubissimo Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 12:18
            "Mając kilkanaście lat nie sposób podejść do upatrzonej, wybranej, wymarzonej
            osoby ot tak i nawiązać znajomość."

            hehe, majac mroczne widmo trzydziestki na karku nadal mam z tym problem :D
            • braineater Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 12:40
              Ożeń sie Kubu, to zdecydowanie leczy z niesmiałości wobec dam:)

              P:)
              • kubissimo Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 12:49
                sęk w tym, ze wzgledem dam to ja akurat mam duzo smialosci :P
    • nienietoperz Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 12:28
      Niespecjalnie zauwazam, przed ozenkiem nigdy kartki nie dostalem, po ozenku
      zdaje sie parokrotnie i owszem.

      Wszelkie bunty i protesty wobec komercjalizacji swiat i niesprawiedliwosci
      uczuc uwazam za smieszne i mijajace sie z celem. Jesli przeszkadza mi swieto
      supermarketowe, to do supermarketu nie ide, jesli zalamuje mnie samotnosc
      jakiegos rodzaju, to trudno, zebym winil za swoje przezycia calujaca sie pare z
      telewizji (tak samo, kiedy choruja bliscy, nie oburzam sie na zdjecia zdrowych
      ludzi w reklamach). Ruchy antywalentynkowe i ruchy prowalentynkowe sa mi
      zasadniczo obojetne.

      A frustracje mlodziencze i nie tylko zwiazane z brakiem uczuc i ogolna ludzka
      kondycja istnialy zapewne w identyczny sposob przedwalentynkowy. Co nie znaczy,
      ze sa teraz, czy byly kiedykolwiek proste do przetrawienia.


      Z uklonami,

      NN
      • mamarcela Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 12:43
        Oj nie, Nienietoperzu, to nie do końca jest tak, jak piszesz, bo Ty piszesz raz
        z pozycji dorosłego, a dwa faceta. Walentynki to sobie można miec gdzieś, ale
        nie jako uczennica większości szkół. Anonimowe pokładanie, wysyłanie kartek jest
        fajne, ale niefajne zdecydowanie jest wprowadzanie poczty walentynkowej, która
        roznosi jawnie listy podczas lekcji, a potem rozliczanie każdego z ilości
        walentynek. Wiesz mi, że w wieku późnogimnazjalnym i licealnym facet outsider
        gardzący walentynkami jest w porządku, natomiast w mrocznym dziewczyńskim
        świecie można sobie gardzic i kontestować, ale.... liczy się popularność
        mierzona ilością kartek walentynkowych. I koniec. Nieważne, że masz zajete
        serce, że jesteś szczęśliwie bądź nieszczęśliwie zakochana w kimś poza szkołą -
        nie dostałąś walentynki jestes brzydka i do dupy szczególnie we własnej opinii.
        Tak juz jest i nawet te najpiękniejsze, najmądrzejsze i najbardziej odklejone
        przeżywaja dodatkowe frustracje związane z tak obchodzonym swiętem. Chociaz sie
        do tego nie przyznają, a chociaz pewnie zaraz sie odezwie tłum oburzonych, ze to
        wcale nieprawda. Prawda, prawda tylko może sie wydawać inaczej.
        A obchodzenie walentynek w niektórych szkołach graniczy z absurdem: jakies
        losowanie serduszek, jakieś amorki latające po korytarzach. Horror.
        • mamarcela PS 14.02.07, 12:57
          Obchodzenie walentynek w niektórych szkołach jest dla mniej popularnych panienek
          równie frustrujące jakby facetom zafundować powszechne i jawne mierzenie fiutów
          z ogloszeniem wyników na tablicy na korytarzu szkolnym.
          A także dla tych całkiem popularnych, które gustują w kontestujących walentynki
          outsiderach, których nikt nie roalicza z kartek, bo faceci tak nie mają - na
          szczęście dla nich :)
          • eva.68 Re: PS 14.02.07, 13:15
            mamarcela napisała:
            > równie frustrujące jakby facetom zafundować powszechne i jawne mierzenie fiutów
            > z ogloszeniem wyników na tablicy na korytarzu szkolnym.

            Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jak mamarcela coś powie, to tak się stanie.
            Pozostaje tylko czekać...
            ;))
          • noida Re: PS 14.02.07, 18:03
            Mamarcelo, jesteś genialna. Dokładnie tak jest.
            • 3promile Re: PS 14.02.07, 18:05
              Mamarcela wykazuje ostatnio bardzo pogłębione znawstwo w zakresie fiutów...
              • mamarcela Re: PS 14.02.07, 18:09
                3promile napisał:

                > Mamarcela wykazuje ostatnio bardzo pogłębione znawstwo w zakresie fiutów...

                To nie ostatnio, Promisiaczki, to wieloletnie badania na ochotnikach i dobra
                pamięć. Powiedziałabym wręcz fotograficzna :)
                • 3promile Re: PS 14.02.07, 18:11
                  O Jesó, dobrze że nie trafiłem do grupy kontrolnej...
                  • mamarcela Re: PS 14.02.07, 18:35
                    3promile napisał:

                    > O Jesó, dobrze że nie trafiłem do grupy kontrolnej...

                    No, nie wiem...
                    A jesteś pewien? Tak na sto procent???
                    • 3promile Re: PS 14.02.07, 18:37
                      No jasne! Przecież gdybym był w grupie kontrolnej, to do końca życia plułbym
                      sobie w brodę, że się nie załapałem do grupy eksperymentalnej :DDD
        • skajstop Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 13:07
          Horror opisujesz, Mamarcelo... aż się zaczynam cieszyć, że jestem starym i
          zajętym piernikiem ;p
        • nienietoperz Re: walentynkowe przegięcie? 15.02.07, 13:39
          MM,
          ciagle sie nie zgadzam z tym, ze `szkola winna ciezkim przezyciom zwiazanym z
          organizacja Walentynek'. Tak juz jest, ze przebywanie w towarzystwie
          mlodo-rowiesniczym zawsze bedzie mniej lub bardziej stresujace, ze mniejsze lub
          wieksze powodzenie bedzie dotykac rownie dotkliwie.
          Nawiazujac do swoich doswiadczen szkolnych, nie wiem, czy bardziej bylo mi
          fatalnie, kiedy wyzywano mnie w podstawowce od grubasow tak po prostu (wersja
          prywatna), czy kiedy trzeba bylo biegac na czas na WFie i w ramach litosci pana
          nauczyciela biegalem dystanse dziewczece (wersja publiczna).

          Tak samo naprawde nie wierze w to, ze myslaca 18latke bardziej rusza brak
          Walentynki podczas oficjalnej uroczystosci szkolnej, chocby zauwazony przez 17
          kolezanek niz kolejna samotna impreza, widok pary wychodzacej z kina i tysiac
          naturalnych sytuacji, kiedy jest po prostu zle i smutno bedac samemu, kiedy inni
          sa razem.
          Szkola ma psi obowiazek eliminowania zachowan patologicznych - jesli tego nie
          robi (a jak sama wiesz, nie robi), to jest to skandal. Kiedy organizuje
          Walentynki - coz, moge sie w to bawic, albo nie, ale kiedy jestem chocby swiezo
          dorosly, to musze sobie radzic z takimi sytuacjami bez obrazania sie na zle
          urzadzony swiat.

          Uklony i pozdrowienia dla wszystkich zainteresowanych :-)

          Nienietoperz
          • mamarcela Re: walentynkowe przegięcie? 15.02.07, 14:34
            Nienietoperzu drogi, a ja nie rozumiem Twojej bohaterskiej obrony szkoły przed
            moja opinią. W zadnym miejscu nie napisałam, że szkoła jest winna niepokojom
            okresu młodzieńczego - chciałam tylko podkreslic, ze polskie szkoły organizując
            przesadne obchody walentynek i chcąc byc w ten sposób cool i trendy robią
            dzieciom, a szczególnie dorastającycm dziewczętom więcej krzywdy niż dostarczają
            radości. Moje rozmowy z dziewczynami w wieku dojrzewania pokazały mi, że co
            najmniej 80% wolałoby, żeby nie było w szkole tych całych "jaj". Bo jak któras
            ma dostac cichą walentynkę od nieznanego wielbiciela to i tak dostanie, a
            nieznany wielbiciel tez się może tych "jaj" przestraszyć. I tyle. Dorastające
            dzieciaki mają dość stresów związanych z życiem w ogóle, żeby im szkoła w dobrej
            wierze musiała jeszcze coś takiego idiotycznego dokladać. W imię czego zresztą
            skoro przeciez szkoła na tym nie zarabia?
            Z Twojej wypowiedzi zreszta wyraźnie widać, że nigdy nie byłes szesnastoletnią
            panienką, bo zdecydowanie, co innego jest czuć się nieszczęśliwą z powodu braku
            sparowania na widok innych sparowanych, a co innego musiec znieść upokorzenie
            wobec całej klasy.
            Zreszta powiem szczerze, ze mnie wkurzają takie argumenty - każdy powienien, nie
            można obwiniać,ja nie rozumiem jak, co nas nie zabije to nas wzmocni, jak ja
            sobie z tym poradziłem to - niby szczera prawda, ale przecież każdy jest inny
            to, co mnie wzmocni może innego zabije. Skoro Ty sobie poradziłes z kłopotami na
            WFie w podstawówce to 17 letnie panienki powinny czuc to i to. Większość 15-17
            letnich panienek nie lubi szkolnych walentynek i nie musi lubić tylko dlatego,
            że ich lubienie kształtuje im lepszy charakter na przyszłość, a "obrażanie się
            na źle urządzony świat" jest dowodem głupoty i niedojrzałości.
            Zresztą chyba ta szkoła w Szwecji doszła do podobnych wniosków jak ja skoro się
            na walentynki zamyka. A i w Polsce coraz więcej szkół to święto po prostu olewa
            i niczego specjalnego nie urządza. Co wrózy dobrze na przyszłość.
            pozdrawiam serdecznie


            • nienietoperz Re: walentynkowe przegięcie? 15.02.07, 14:52
              Alez ja nie bronie bohatersko szkoly.
              Skoro 80% dziewczyn nie chce Walentynek, to na czym polega to, ze sie je
              organizuje? Chlopcy o tym marza? Jakos trudno mi w to uwierzyc. Nauczycielom
              strasznie zalezy? Przeciez to dodatkowa robota. Znowu tak jak z komercjalizacja
              swiat - wszyscy wzdychamy, jakie to okropne, ale nie widac kto zmusza nas, zeby
              sie temu poddawac.
              Zgadzam sie, ze argument `co nie zabije to wzmocni' jest glupi, zwlaszcza
              kiedy sie uzywa go do usprawiedliwiania przymykania oczy na trudne sprawy. Z
              drugiej strony naprawde uwazam, ze to nie jest tak, ze masz dwie opcje:
              entuzjastyczne branie udzialu (nota bene niewatpliwie bardzo szkodliwe dla
              charakteru) albo cierpietnicze obrazanie sie na glupio urzadzony swiat.
              Mitologizowanie instytucji jako takiej nic nie wnosi - ktos przeciez te zabawe
              organizuje, jakis zwykly czlowiek, nie wiem, nauczyciel, uczen, i z nim
              mozna/trzeba takie sprawy zalatwiac.

              Aha, i uwazam, ze prezentacje maturalne sa w zalozeniu bardzo dobrym pomyslem.
              A teraz ide przybic sie na drzwiach i narysowac sobie tarcze na twarzy.

              Uklony,

              Nienietoperz
              • mamarcela Re: walentynkowe przegięcie? 15.02.07, 15:18
                Po pierwsze - nikt nie pyta uczniów o takie rzeczy, szkoła decyduje o tym odgórnie.
                Po drugie - nikt, a juz ja szczególnie nie napisałam nigdzie "o cierpietniczym
                obrażaniu sie na świat". Podzieliłam sie swoimi obserwacjami z rozmów z
                panienkami w stosownym wieku. Znakomita większość, jesli nie wszystkie takie
                panienki, robia w szkole dobrą mine do złej gry, a co przeżyją to ich. Ja sie
                mogę zreszta dokładnych przeżyc tylko domyslać, bo żadna sie do tego nie
                przecież. Chyba, ze jak Noida po fakcie. Albo strategicznie choruja podczas
                walentynek.
                Zresztą nikt sytuacji chyba nie mitologizuje. Nie wiem, ale chyba protest tych
                mniej popularnych przeciwko walentynkom byłby równoznaczny z przyznaniem się do
                swojej niepopularności. Widzisz to jest taka rozmowa jak ze śliczna dziewczyna w
                analogicznym wieku, która wie lepiej, że jest brzydka. Nie ma na to mocnych i
                nie ma argumentów. :)
                Po trzecie - ja tez uważałabym prezentacje maturalną za dobry pomysł gdyby
                a) uczeń zostałby przyzwyczajony, nauczony takiej formy, a nie był to dla
                większości absolutny debiut w tej dziedzinie
                b) skoro matura ma zastępować egzamin na studia, a pisemny polski jest i tak
                obowiązkowy to prezentacja powinna być (z wszelkimi szykanami pracy naukowej) z
                przedmiotu kierunkowego na studia, a nie obligatoryjnie z polskiego i to wybrana
                pośród gotowych tematów. Co da taka prezentacja przyszłemu inzynierowi skoro
                nawet przyszłemu poloniscie nie daje nic (żadnych punktów na studia) oprócz
                satysfakcji i ewentualnego zaprawienia w bojach prezentacyjnych. Praktycznie
                więc jest ta prezentacja li i jedynie odwaleniem zadania i znakomita większość
                nie robi jej samodzielnie, chociazby dlatego, że czasu mało, a inne egzamiy
                umozliwiaja dostanie się na studia.

                pozdrawiam :)
                • skajstop W temacie prezentacji będzie :) 15.02.07, 15:40
                  Pomimo, że powinienem być dumny, że także korzystając z moich książek kilkoro
                  maturzystów przeszło przez te zasieki ogniste, akurat w temacie prezentacji
                  zgadzam się z Mamarcelą. Prezentacje w obecnej formie są zupełnie bez sensu.
                  Potem ktoś idzie na politechnikę - i co?
    • paolo630 Żądam Paolinek!!!! 14.02.07, 13:28
      dosyć mam dzielenia się z Piotrem swoim świętem! I na pewno dam za to lepszą
      pogodę niż dziś. Proponuję jako metodę obchodzenia Paolinek obowiązkowe
      ogólnopaństwowe prawo dla wszystkich Pawłów wyboru sobie obowiązkowo uległej
      jednostki płci przeciwnej lub tożsamej ( w zależności od upodobań). Obronić się
      można jedynie przed wyborem wykupując w Pawłowym Towarzystwie Ubezpieczeniowym
      polisy od zostania wybranką Pawła, o ile się kocha aktualnie innego co tego
      dnia wydaje się prawie niemożliwe. Cały naród tego dnia popija Paolicę
      (specjalna wersja palinki) i rusza stolcem w stolicę...

      Swoją drogą sprytni ten Cyryl z Metodym. Wymyślili Walentego, a sami w swoim
      komisariaciulku na Pradze wysyłają walentynkowe wezwania do osobistego
      stawania...
    • aaneta Re: walentynkowe przegięcie? 14.02.07, 22:23
      A tak w ogóle to ossochozi z tym wyznawaniem uczuć? To naprawdę takie ważne?
      Trzeba wyznawać, żeby było wiadomo, że się kogoś kocha? Bez tego ani rusz? I od
      tego się powinna zacząć każda miłosna historia?
      • sutekh1 Re: walentynkowe przegięcie? 15.02.07, 15:38
        tak, funkcja polegająca na kliknięciu w "POTWIERDŹ" jest niezwykle ważna, wręcz
        równoznaczna z identyfikacją tozsamości denata.
      • noida Re: walentynkowe przegięcie? 15.02.07, 15:46
        A od czego powinna się zacząć twoim zdaniem historia miłosna? Od zaprzeczeń? Od
        bezrefleksyjnego seksu? Chyba każda historia miłosna zaczyna się od wyznania w
        jakiejś formie? :)
        • daria13 Re: walentynkowe przegięcie? 15.02.07, 16:26
          Też jestem zwolenniczką okazywania uczuć czynami a nie słowami, ale chyba
          jednak w pierwszej fazie lepiej jest jasno określić uczucia. I w tych
          początkach chyba właśnie te słowa są najmilsze i najbardziej upragnione.
          Dopiero kiedy lepiej się poznajemy, wiemy jakie gesty, drobne miłe uczynki
          sprawiają drugiej osobie najwięcej radości i wtedy tak okazujemy sobie uczucie,
          czułość, ciepło.
          Myślę, że Walentynki mają głównie za zadanie umożliwienie osobom nieśmiałym
          uczynienia tego pierwszego kroku. Wyobrażam sobie jak fajnie jest obserwować
          reakcję osoby obdarowanej kartką anonimową. W klasie Kuby tylko jedna
          dziewczynka dostała walentynkę (nie powiem od kogo;) i podobno o mało nie pękła
          z radości. Jestem w stanie dokładnie sobie to wyobrazić. Nie znam przypaków
          przegięć w szkołach, ale jeśli jest to wszystko robione z sensem i umiarem, nie
          byłabym skłonna aż tak ostro występowac przeciw. Choć zakompleksioną i
          nieszczęśliwą młodość pamiętam aż nadto dobrze.
          P:)
          • sutekh1 Re: walentynkowe przegięcie? 16.02.07, 14:03
            jesli nie dość wam prawd głęboko skrywanych i tłumionych o tym , że nie wszyscy
            mają tak że mu się laska otwiera na machnięcie palcem albo facet czule szepce
            do ucha szybko ściągając majtki jej i swoje w pozycji znanej z zatółoczonych
            tramwajów to niech weźmie do łapy tego pipszonego Houellebecqa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka