diabollo
08.04.07, 17:46
czyli rzecz o raporcie Kampanii przeciw Homofobii i stowarzyszenia Lambda
autorstwa pana Pacewicza.
Kłaniam się nisko.
*********************************
Wstyd i hańba. Tak myślę, czytając raport o sytuacji osób homoseksualnych
przedstawiony w czwartek przez Kampanię przeciw Homofobii i stowarzyszenie Lambda
Procenty nie bolą, ale zamieńcie je na przeżycia ludzi: 85 proc. badanych
ukrywa swą odrębność w pracy, 79 proc. w szkole i na uczelni. To znaczy, że
muszą pilnować się na każdym kroku, nie powiedzieć, z kim byli w kinie, coś
tam ściemniać o wakacjach, przełykać w milczeniu homofobiczne żarty.
A ci, którym zwykle powierzamy największe troski? Wie połowa mam, ale tylko co
trzecia akceptuje swoje homoseksualne dziecko. Z ojcem katastrofa: wie co
trzeci, akceptuje - uwaga! - co szósty. Większość rodziców, gdy już nie może
udawać, że nie wie, wyrzuca nie-takie-dzieci ze swego życia.
Raport wymienia jako przykład pozytywny ojca, który córce lesbijce wysłał
SMS-a: "Do wszystkiego można się przyzwyczaić, rzekła myszka, całując jeża". I
co dalej? "Zachowuje się miło, ale o mojej partnerce nie wspomina i nie chce
się z nią spotkać".
Nieliczne są takie reakcje: "Jak miałem 24 lata, powiedziałem mamie, a także
młodszemu bratu, a jak miałem 26 lat - tacie. Byli rewelacyjni, wyściskali
mnie i życzyli szczęścia w chorym społeczeństwie".
Choć tak się ukrywają, potrafimy ich przecież wypatrzyć. Co piąty homo (geje
częściej niż lesbijki, bo wiadomo, kobiety nie bij nawet kwiatem) był
popychany, kopany albo sprawcy np. udawali "kopulację".
Jedną z lesbijek z małego miasta grupa sąsiadów wielokrotnie zaczepiała,
słownie i fizycznie, doszło do pobicia. „Straszono mnie gwałtem, bo »chłopa mi
trzeba «" - relacjonuje.
Aż połowa była prześladowana psychicznie, obrażana, nękana, szantażowana. "Gdy
idę z moją dziewczyna za rękę, słyszę: chyba nikt cię porządnie nie wyru...".
Inne odzywki: "Boga się nie boją", "O, idzie pedałek". Sąsiad poproszony o
pożyczenie młotka: "Ze zboczeńcami nie rozmawiam". Koledzy na szkolnym
korytarzu urządzają 17-letniemu gejowi "paradę równości", popychają go i
krzyczą: "Jesteśmy równi!", a na koniec walą wprost: "Zrób mi loda, cioto!".
Nietolerancją reaguje prawie połowa księży ("Ksiądz odmówił mi rozgrzeszenia i
kazał natychmiast opuścić kościół", "Pastor chciał, bym została uzdrowiona i
ostrzegał przede mną wiernych"). I prawie co czwarty lekarz.
Nasza homofobia wykorzystuje zdobycze techniki: SMS-y, maile, wpisy na
blogach: „Każdy post kończył się słowami »zabij się «".
Aż 85 proc. pobitych nie powiadomiło policji. Bali się, że policja ich
dodatkowo ośmieszy lub poniży. Maltretowani psychicznie w ogóle nie idą na
policję.
A może ankietowani przesadzają? Niestety, prawie na pewno jest gorzej, niż
wynikałoby z raportu. Badacze dotarli do osób homoseksualnych najbardziej
świadomych swych praw i żyjących w najbardziej światłych, tolerancyjnych
grupach: ludzi młodych, wykształconych, z większych miast. Tylko 5 proc.
badanych ma ponad 40 lat, tylko 5 proc. wykształcenie podstawowe lub zawodowe,
tylko 6 proc. mieszka na wsi. Ogromna większość osób homoseksualnych żyje w
całkowitym ukryciu i badacze do nich nie dotarli.
Ten raport jest właściwie o nas. O naszej homofobii, która przyjmuje formy
mniej lub bardziej wprost, od żarcików, przez jednoznaczne deklaracje
dyskryminacji ze strony polityków homofobów, jak ministrowie Giertych i
Orzechowski, jak działacze Młodzieży Wszechpolskiej, jak rzecznik praw dzieci
Sowińska, aż po agresję na ulicach, w internecie i napis na ścianie: "Pedały
do gazu".
Homofobicznie wychowuje nasze dzieci szkoła.
Homofobicznie wychowuje nasze dzieci szkoła. W podstawie programowej nie mówi
się - wbrew zaleceniom Światowej Organizacji Zdrowia - o różnych orientacjach
seksualnych. Męskość i kobiecość są i mają być oczywiste. Kwestię
homoseksualizmu da się omówić tylko przy okazji "zakłóceń i trudności w
osiąganiu tożsamości płciowej" oraz "braku akceptacji własnej płci".
Teresa Król w podręczniku dla szkoły podstawowej "Wędrując ku dorosłości"
wymienia "zniekształcone formy popędu seksualnego: homoseksualizm,
ekshibicjonizm, narcyzm, pedofilię, kazirodztwo, sadyzm, masochizm".
W styczniu 2006 r. tygodnik "Ozon" opublikował na okładce zdjęcie dwojga
sympatycznych młodych ludzi trzymających obsceniczny plakat w formie znaku
drogowego z napisem "zakaz pedałowania".
A na szczycie tej tolerancji, z której Polska słynie już w całej Europie,
zwłaszcza po występach Giertychów w Brukseli i Heidelbergu, są miłościwie nam
panujący bracia Kaczyńscy. Ich credo zdefiniował Lech, gdy jako prezydent
Warszawy zakazał Parady Równości: "jako obywatele mogą manifestować, jako geje
nie".
Nasz prezydent i nasz premier, odrzucani przez wiele środowisk, tu akurat są
powszechnie popierani. Jesteśmy społeczeństwem tolerancyjnym wobec naszych
homoseksualnych rodaków, pod warunkiem że oni będą udawać kogoś innego.
Na koniec dwie zagadki. W jakim kraju konstytucja stanowi, że "wszyscy są
wobec prawa równi (...) Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym,
społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny"?
W jakim kraju kodeks pracy stwierdza, że "pracownicy powinni być równo
traktowani (...) w szczególności bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność,
rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową,
pochodzenie etniczne, wyznanie i orientację seksualną"?
Środowiska homoseksualne przedstawiły swój raport w czwartek.
I co?
I nic. PAP, owszem, dał relację, skupiając się na liczbie dzieci wychowywanych
przez homoseksualistów. Telewizje przemilczały. Piątkowa "Rzeczpospolita" ani
słowa. Tabloidy? Tyle samo. "Dziennik" ani słowa.
Temat trefny i nikogo nie ciekawi. Niech nasi kochani geje siedzą cicho.
Zwłaszcza że okres świąteczny sprzyja zadumie nad prawdziwym cierpieniem,
prawdziwą nietolerancją i prawdziwym wyzwoleniem.
Te święta też nie są dla nich, chyba żeby zrezygnowali z życia w grzechu.
www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4044747.html
*************************