roborobi 10.05.07, 10:59 No własnie, czy tylko z miłości? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
anulek773 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 11:46 tak sobie myślę, ża samo to że wlaczymy już jest dobre, pozytywne bo gorsze jest tkwienie w nieudanym związku z obawy na zmiany.... a dlaczego walczymy? z miłości chyba przede wszystkim, ale także ze względu na całą wspólną przeszłość(wspomnienia, przeżycia, dobra materialne itd...) przywyczajenie do partnera i samego życia właśnie z tą konkretną osobą.... sama zadaję sobie pytanie, dlaczego walczę i czy warto wlaczyć? Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 12:57 Walczymy o własne życie, o to co zbudowaliśmy. Rozpad związku to z reguły także krach finansowy. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 15:42 Czasami myślę, że chodzi o włąsną naprawę, przyznanie się do błędów zdeptane własne ego Odpowiedz Link Zgłoś
helga1970 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 16:20 walczymy dla siebie koniec zwiazku to takze koniec jakiegos wewnetrznego rozdzialunie kazdy ma sile, zaczac wszystko od nowa choc paradoksalnie ciezej zyc w złym zwiazku i ciagle o cos walczyc niz odejsc i zaczac wszysko jeszcze raz. ale ten pierwszy raz jest czesto zaporowy i wiecej osob tkwi niz walczy o siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 16:33 Tak masz racje, nie każdy jest przygotowany na życie w samotności i ze wspomnieniami ;/ Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1102 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 17:50 Bo boimy się zmian ,samotności i wciąż mamy wrażenie ,że wszystko się ułoży.Różnie to bywa ,bo nie ma nic na siłę ...Muszą obie strony chcieć .... Odpowiedz Link Zgłoś
jowitta17 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 19:27 fantka napisała: > Walczymy o własne życie, o to co zbudowaliśmy. > Rozpad związku to z reguły także krach finansowy. Łatwiej chyba pogodzić się z tym krachem finansowym , niż , ze swiadomością ,ze coś się skończyło , i w sumie odnieśliśmy porażkę w życiu osobistym. Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Przegrałam!!!! 10.05.07, 22:00 Walczyłam jakies 5 lat. Znosiłam wiele i nadal walczyłam. Dostawałam razy od losu ale podnosiłam sie i nadal walczyłam. Dlaczego? Oczywiscie z miłosci. Walczyłam i przegrałam. Nie dała juz siły po 9 latach bycia ze soba, po roku małżenstwa, odeszłam razem z synkiem. I wiecie co? Jestem szczesliwa. Nie walcze! Dopiero teraz zrozumiałam że to on przegrała nie ja. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Przegrałam!!!! 11.05.07, 08:04 Ja jeszce mam nadzieję, że wygram :) Dobrze, że czujesz, że robiłaś wszystko co możliwe, widać tak miało być Odpowiedz Link Zgłoś
more.words Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 22:09 ... z miłosci ze strachu z przyzwyczajenia bo warto bo wypada.. ?? Odpowiedz Link Zgłoś
voker Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 22:25 z leku przed zmiana Odpowiedz Link Zgłoś
more.words Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 10.05.07, 22:41 no... tez aczkolwiek.. kazada zmiana jest dobra - bo przynajmniej nie tkwimy w miejscu ;) Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 To był strach- na pewno. 11.05.07, 08:43 Walczyć walczyłam swojego czasu przegrywałam ale jak juz pisałam to ja jestem zwycięzcą. Nie ma o czym mowic strach i obawa ze zostanie sie samemu wygrywa. Mysl ze może jutro bedzie lepiej. To nie ma sensu. Nie twierdze ze nie warto starac sie i robic wszystkiego co w naszych siłach by uratowac zwiazek ale czasem przychodzi moment kiedy warto sie zastanowic nie nad postepowaniem partnera ale swoim. Bo ten kto walczy to cierpi a ten o ktorego jest walka ma swietna zabawe. Mowie prawde. Kazdy uwaza ze lepiej samemu odejsc niz byc zostawionym. Opadajace rece i załamanie powoduje nasz upadek po ktorym czesto nie da sie rady wstac ponownie. Ja upadłam i to mocno. Ciezko mi bylo ale wstalam i teraz ide przez zycie bez tego ktorego kochalam ale za to z jedynym mezczyzna w moim zyciu- synkiem. Wiem wiem , potrafie czasem zanudzic. Mimo ze tak pisze jestem bardzo pozytywnie nastawiona do zycia. Po prostu teraz zyje. Pozdrawiam wszystkich walczacych. Probujcie, ale do czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: To był strach- na pewno. 11.05.07, 09:55 Wiesz, u mnie to poczatek walki, wiem, że to ja zawiniłem i chcę to naprawić, ale czy uczucia potrafia wracać? Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: To był strach- na pewno. 11.05.07, 16:47 Potrafia wracać. Jeżeli to ty zawiniłeś i o tym wiesz to twoja kobieta ma szcescie. Wystarczy chciec a wszystko bedzie dobrze. Tylko za chny nie popełniaj tych samych błedów. Nie pozwol by zaufanie ktorym na nowo cie obdarzy zniknelo jak banka mydlana. Wiem co mowie. Moj były nie potrafił przyznac sie do bledu a juz na pewno go naprawic i przeprosic. Zycze jak najlepiej i powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: To był strach- na pewno. 12.05.07, 15:53 Teraz jest etap taki - słowa mojej żony "przecież Ty tylko udajesz, że się zmieniłeś", "specjalnie taki słodki jesteś", "i tak Ci nie wierzę" itp. Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: To był strach- na pewno. 12.05.07, 21:38 Sama tak mówiłąm do swojego. Ale ja akurat miałam racje. Bądz cierpliwy. Ewentualnie porozmawiaj z nia. To bardzo wazne w zwiazku- umiec ze soba rozmawiac. W moim tego brakowało. Potrafilismy dniami sie nie odzywac bo nie było okazji albo jak juz doszlo do wymiany zdan to była kłotnia. Jezeli uwazasz ze warto to rozmawiaj nawet o dupie maryny. Pozdrawiam i dawaj znac jak leci u was. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: To był strach- na pewno. 13.05.07, 10:29 My rozmawiamy za dużo, bo nieraz za duzo się powie, tzn. jest odbierane nie tak jak chcemy ;/ Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: To był strach- na pewno. 13.05.07, 11:44 Znam to. Dlatego ja zawsze musiałam uwazać co mowie. Nie nawidziłam tego. zreszta teraz to juz mi to zlata.Jest mi dobrze i juz. Wiem ze to glupi pomysl ale staraj sie dobierac słowa jednoznacznie nie majacych zadnych podtekstow. Chyba ci zalezy na zonie. to dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: To był strach- na pewno. 13.05.07, 12:07 Podteksty rodzą się w głowie mojej żony, zresztą w mojej też ;/ Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: To był strach- na pewno. 13.05.07, 22:41 Uwierz mi. Już nie wiem co napisać zeby cie zadowolic:-) Wiem że podteksty to wytwor ludzkiej wyobraźni. Znam to doskonale. Napewno macie jeszce ocs takiego jak np. zrobiłeś to dlatego bo.....jakbys zrobił inaczej tez byłoby xle. Zreszta wszystko sie ułozy i bedzie dobrze. Ja zrozumiałam ze wiele rzeczy trzeba olać i nie podchodzic do wszystkiego na powaznie. Nie biore wszystkiego do serca i tłumacze sobie to. Mimo ze teraz jestem sama( bez faceta) wiem ze mimo ze to on mnie ranił i nie sznował to ja popełniałam błedy. Mozna powiedziec wychowawcze. Nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi. Zreszta chyba nie ważne bo sami decydujemy o tym co sie dzieje w naszym zyciu. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: To był strach- na pewno. 14.05.07, 07:49 Ja nie wypominam, niestety ona tak i to fakty archiwalne (12 letnie) Odpowiedz Link Zgłoś
redbugatti Re: To był strach- na pewno. 17.05.07, 00:41 Dała Ci dużo czasu i siebie, czy warto? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: To był strach- na pewno. 17.05.07, 08:14 wypominać? bo jak walczyć o Nią to wearto :) Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: To był strach- na pewno. 26.05.07, 11:25 Witaj Redbugatti na forum :) Kim jesteś? Odpowiedz Link Zgłoś
katja_24 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 11.05.07, 10:04 Moze tez dlatego, ze jest nam tak wygodnie? Odpowiedz Link Zgłoś
ziele.ninka Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 14.05.07, 09:04 Powiem brzydko, że czasem już sił brakuje żeby walczyć i starać się. Niem wiem skąd czasem sił nabrać na dalsze tłumaczenia i próby zrozumienia przez bliska przecież osobę. Rzygać się chce gdy wszystko i tak zostaje po staremu a MY zmieniamy się "pod związek" i dla kogoś. Odpowiedz Link Zgłoś
betina02 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 14.05.07, 11:14 a ja juz nie walczę, bo ile mozna ? kosztem dumy i ambicji walczyłam, poddałam się . Jak kogoś kochasz pusc wolno, jak wróci jest Twoj(a) jak nie, nigdy Twoj (a) nie był(a). Odpowiedz Link Zgłoś
ziele.ninka Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 14.05.07, 11:32 Jeśli wróci i tak nigdy twój/Twoja nie będzie. Jeśli poszedł, nigdy Twój nie był, niestety. Smutne to ale prawdziwe niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
burykrow Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 14.05.07, 12:04 Twój, nie Twój, fuj! A już myślałem że czasy niewolnictwa przeminęły :/ Odpowiedz Link Zgłoś
ziele.ninka Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 14.05.07, 13:16 Jeśli było się kiedyś w związku to osoby w nim tak właśnie siebie traktują, i nie nazywa si eto niewolnictwo a raczej przywiązanie. Nigdy nie traktowałem i nie będę traktował bliskiej sobie osoby jako niewolnika lub itp. Jeśli kogoś uraziłem to przepraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
burykrow Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 14.05.07, 13:27 Moja wypowiedź miała być w konwencji żartu, może mało przejrzystego. Więc nie czuję sie urażony. Mnie bardziej określenie bycia z kimś pasuje bliżej - dalej, bardzo blisko ot takie odcienie "posiadania" ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ziele.ninka Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 14.05.07, 14:51 Ok, najważniejsze że tak samo myślimy, a że dla każdego ma to inna nazwę to już tak być musi. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
wesola_kicia Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 17.05.07, 07:38 nowo przybyłych serdecznie witam :) teraz do Robiego : Robert ,walczymy bo kochamy,bo nie wyobrazamy sobie zycia bez tej 2-iej osoby ,bo dobrze nam z nia. Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 17.05.07, 08:15 Podejrzewam, że jest to bardziej zagmatwane ;/ Jak kochać jak się nie jest kochanym? Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 17.05.07, 08:34 Dokładnie! Ja kochałam i chciałam by mąż mnie kochał. Chyba go do tego zmuszałam- tak teraz mi sie wydaje. Jednak jestem teraz taka szcesliwa bez tego frajera ze nie potrzebuje juz drugiego takiego. Wrrrrrr, to przykre jak tak sie dzieje. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 17.05.07, 12:18 Mam nadzieję, że komuś jeszcze zaufasz :) U mnie powoli chyba zaczyna działać, ale ciiiii, jeszcze trochę cierpliwości muszę wykazać :) Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1102 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 17.05.07, 20:58 I tej cierpliwości Ci życzę:))bo czasem jednak warto....przeczekać...Pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 18.05.07, 09:23 i przeczekać :) Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 18.05.07, 09:14 mślę, że napewno zaufam, przynajmniej bede probować. Uwazam,że nie należy uciekać jeżeli raz sie sparzyłam. Nie podchodze do facetow w sposob taki że wszyscy to chamy, zdrajcy i swinie a i sa nie wdzieczni. Licze na to ze jeszcze spotkam fajnego faceta w koncu mam dopiero 25 lat. Na siłe nie szukam ale nie ukrywam ze bede ostrozniejsza i bede bardziej uwazała na to co sie dzieje wokoło. Tobie roborobi zycze jak najlepiej i powodzenia. Badz cierpliwy i czekaj ale nie bezczynnie. Pozdrawiam cie a właściwie was serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 18.05.07, 09:25 Fajne nastawienie :) Odpowiedz Link Zgłoś
martunia55 Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 27.05.07, 00:45 Dobre Pytanie ,,DLACZEGO".Byłam na każde skinienie męża, 11 lat małżeństwa a tu dowiaduje się ,że moj mężuś ( ten ideał) mnie zdradza.Wielki szok,żal i myśli co dalej! Gdy otrząsnęłam sie z pierwszego szoku oczywiście chciałam ratować związek. To ja się starałam mimo ,że mnie zraniono. Dlaczego - bo go kocham .Już nie muszę walczyć , teraz to on się stara żebym Ja mu wierzyła i była szczęśliwa z nim. Czy mi się udało ? Nie wiem............. Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: Dlaczego walczymy o własny związek? 27.05.07, 08:55 Witaj Martunia55 na forum :) Jak to zrobiłaś że to mąż zaczął się starać? Co się stało? Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 roborobi ☺ 27.05.07, 12:10 Co tam u ciebie jak sprawy sie maja. nie dajesz znaku. Pozdrowki Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 28.05.07, 00:23 hhhhhmmmmm czasem wątpię, czasem spijam śmietankę, myślę, że zrobiłem problem żonie czas oczekiwania chyba terac doskonale sie rozumiemy po alkoholu :( Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: roborobi ☺ 31.05.07, 08:34 Szkoda,że dopiero po alkoholu sie rozumiecie. Znam to trochę. Nie mart się może z czasem sie zmieni i polepszy wasza sytuacja. Pozdrawiam i bede cie molestowała bys zdawał relacje jak u was leci.Powiedziaąłbym żebys pozdrowił żone ale chyba sobie daruje...... Nie martw sie.... Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 31.05.07, 16:05 Robi na czym polega Twój problem? Chyba jeszcze nigdzie nie przeczytałam o istocie sprawy. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 01.06.07, 07:48 Może na MOCy coś wyczytasz :) W skrócie napiszę, że żonka zachochałą się w innym, a mnie uczuciowo porzuciła (oczywiście nie jestem bez winy). Teraz jestem na etapie walki o "swoje" Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 01.06.07, 07:51 magda210682 napisała: > Szkoda,że dopiero po alkoholu sie rozumiecie. Rozumiemy się zawsze, tylko sprawy cięższe po małym alkoholu lepiej się omawia :) Znam to trochę. Nie mart się może z czasem sie zmieni i polepszy wasza sytuacja. Sytuacja już jest lepsza, ale mam nadzieję, jeszcze na coś lepszego, ale blokują mnie trochę egzaminy żony i brak kasy ;/ Pozdrawiam i bede cie molestowała bys zdawał relacje jak u was leci.Powiedziaąłbym żebys pozdrowił żone ale chyba sobie daruje...... Nie martw sie.... Molestuj - jestem pełnoletni :) Pozdrawiam, Robert Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 01.06.07, 18:43 Robi, ostatnio z braku czasu ledwie nadążam czytać własne forum, więc gdybyś mógł tu tego linka odpowiedniego do MOC-y wkleić, to byłabym wdzięczna..., sama nie znajdę. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 01.06.07, 19:01 Dzisiaj już nie zdążę :( Niedługo do pracy i sporo tego było, duzo myśli i pragnień, takich pytań jak tutaj dusza pełna emocji i zwątpienia, dużo osiągnięć w stylu rozmów z żona na temat ten jaki zaistniał, ale jutro postram się napisać na priv, ale nie obiecuję - OK? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 02.06.07, 08:51 Komp by się znalazł, ale net nie :( Napisałem Tobie @. Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 03.06.07, 16:10 Robi jeszcze nie odpisałam, zastanawiam się co Ci poradzić. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 03.06.07, 16:27 Spokojnie, może napisz co na Ciebie by zadziałało :)? Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 03.06.07, 16:34 Rozmowa i szczere powiedzenie, że źle kiedyś postępowałeś, że nie doceniałeś tego co miałeś w ręku, że żałujesz, że prosisz o szansę, że nikt w życiu nie kochał jej tak jak Ty, że nikt w życiu nie będzie jej tak kochał, że bardzo kochasz ją nadal, że byłeś głupi, że taki cudowny związek jak Wasz to rzecz w świecie niespotykana, że ..... dalej sam się wysil... Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 03.06.07, 17:14 część już zrealizowałem, tylko ile można :) na początku mówiła, że juz ma dość dawania mi szansy i wyciągania pomocnej dłoni, a teraz chyba to robi :) Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 04.06.07, 19:54 Naprawianie popsutego jest bardzo trudne. Wcale się jej nie dziwię. Twoje zabiegi muszą być długotrwałe i konsekwentne. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 04.06.07, 20:04 tak i absolutnie nie zbliżać się do innych Kobiet :) Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 04.06.07, 20:14 Boli mnie to, że ona to postrzega zupełnie inaczej niż ja :) Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 05.06.07, 17:08 Robi, zachowujesz się jak zwyczajny facet, chciałbyś mieć całkowitą swobodę a w domu czekającą grzecznie, i bezkrytycznie kochajacą żonę ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 05.06.07, 17:40 Różnica polega na tym, że o każdym moim przypadkowym spotkaniu dowiadywała się ode mnie i to po powrocie do domu lub w czasie spotkania, o umówionych spotkaniach zawsze wiedziała dzień przed, a ona hhhmmm uważa że ma prawo się spotkać bez mojej wiedzy, no może i OK, tylko do czego to prowadzi, do kłamst, bo na pytanie co robiła odpowiadała, że dłużej w pracy jej się zeszło i to mnie boli a nie spotkanie. Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 09.06.07, 13:55 Czy to było takie "partnerskie" małżeństwo? Wystarczyło powiedzieć drugiemu o spotkaniach z inną/innymi? Wtedy miało być ok? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 09.06.07, 14:07 zaufanie ma być podstawą małżeństwa, a nie kłamstwo Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 10.06.07, 16:34 Wybacz Robi, ale ja czegoś nie rozumiem. O jakim zaufaniu mówisz? Ogólnie się zgadzam, ale w tym przypadku? Czy byłoby dobrze, gdyby Ci mówiła, że spotyka się z innym? Podobnie jak Ty mówiłeś jej, że spotykasz się z innymi? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 11.06.07, 18:25 Właśnie tego oczekuję :) Wiem naiwny jestem, może zauroczenie trwało już od dawna dlatego wolała kłamać, że nie rozmawiała z nim itp. Kłamstwo w związku bardzo boli :( Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 12.06.07, 19:00 Dziwne masz podejście do związku, pewnie że kłamstwo boli, ale bolą też inne rzeczy... Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 13.06.07, 08:33 Jeżeli ja swojej partnerki nie okłamuję, to tego samego oczekuję w zamian Wszystko inne mogę sobie wytłumaczyć, więc nie wiem czy inne bolą Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 13.06.07, 09:53 Z tym stwierdzeniem zgadzam się w całej rozciągłości. Ja tylko myślę o czymś innym. Mnie osobiście przeszkadzałoby, gdyby mój mąż spotykał się z innymi paniami... i uważał że wszystko jest w porządku, no bo on lojalnie mnie o tym informuje ?! Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: roborobi ☺ 13.06.07, 10:00 fantka napisała: > Mnie osobiście przeszkadzałoby, > gdyby mój mąż spotykał się z innymi paniami... > i uważał że wszystko jest w porządku, > no bo on lojalnie mnie o tym informuje ?! Dla mnie też to byłby zbyt nowoczesny układ, aczkolwiek nie byłoby w nim zdrady i kłamstw. Tylko czy razem z tym, co uwazamy za złe, nie wyrzucilibyśmy również miłości, bliskości, intymności? Chyba, że mówimy o takiej MIŁOŚCI, która zakłada pozwalanie osobie ukochanej na wszystko, co sprawia jej radość? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: roborobi ☺ 13.06.07, 14:37 fantka napisała: > Z tym stwierdzeniem zgadzam się w całej rozciągłości. > Ja tylko myślę o czymś innym. > Mnie osobiście przeszkadzałoby, > gdyby mój mąż spotykał się z innymi paniami... > i uważał że wszystko jest w porządku, > no bo on lojalnie mnie o tym informuje ?! Nigdy nie powiedziałą, że sobie tego nie życzy :) Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: roborobi ☺ 15.06.07, 22:20 Robi! ręce opadają na takie Twoje diktum ;( Robi! czy Ty wierzysz w to co mówisz? Odpowiedz Link Zgłoś
ostrra Re: roborobi ☺ 16.06.07, 08:21 roborobi napisał: > Nigdy nie powiedziałą, że sobie tego nie życzy :) > Robi, jestem tu nowa, więc nie wiem czy mi wolno :) ... ale chciałam trochę podrążyć temat. Wiedziała o spotkaniach z innymi kobietami i nie miała nic przeciwko???? I wiedziała co się na nich dzieje - czy to tylko kawka czy może coś jeszcze???? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Kobiety :))) 17.06.07, 09:06 Czy Wy myslicie o takich spotkaniach co ja? P.S. Cyba jednak muszę napisać coś więcej na temat tych spoykań :) Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Historia spotkań :) 17.06.07, 09:11 Chodzi tylko i wyłacznie o spotkania przyjacielskie, a zaczeło się to od doradzania pewnemu małżeństwu, które nie umiało sobie z tym poradzić. Najpierw zaangażowała się w to doradzanie żona, potem i ja chciałem dać im (a częściej jej) jakieś wskazówki. Teraz widzicie o jakie spotkania chodziło, widać u mojej żony spotkania przerodziły się w spółczucie jemu i pokochaniu jego i dlatego przestała mnie informować o tych spotkaniach, a jak wiedziałem, że były i pytałem się co tam u Tomka - to słyszałem, skąd ja mogę wiedzieć, przeciesz nie widziałam się, ani nie smsowałam (o takie kłamstwa mi chodzi). Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: Historia spotkań :) 17.06.07, 11:15 Oj, doskonale wiem o czym mówisz. Ja już nic nie sądzę i nie pozwolę by takie sytuacje mi się przydazyły. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 17.06.07, 12:48 czyźbyś miała podobną sytuację? Odpowiedz Link Zgłoś
magda210682 Re: Historia spotkań :) 18.06.07, 10:21 Dokładnie, miałam i to kilka razy. Zawsze kończyło sie tak samo. Najgorsze były moje dobre kolezanki ktore ladowały u niego w łożku. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 18.06.07, 13:40 Przykro mi, dobrze, że moja żona ma klasę :) Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Historia spotkań :) 17.06.07, 11:45 Robi, a ja już Cię za jakiegoś swingersa brałam o;) Jak się przestaje mężowi mówić, to może niekoniecznie oznaczać pokochanie innego, ale z pewnością coś jest na rzeczy i musisz być czujny. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 17.06.07, 12:47 czerwone.korale napisała: > Jak się przestaje mężowi mówić, to może niekoniecznie oznaczać pokochanie > innego, ale z pewnością coś jest na rzeczy i musisz być czujny. Niestety to tak się skończyło, oczywiście na początku było niewinnie i mówiła, że się widziała i co mniej więcej mówiła, aby poprawić ich małżeństwo, potem stwierdzaqła, że jest dorosła i nie muszę wiedzieć o każdym spotkaniu, bo to tylko przyjacielskie pogaduch, ech - czasami mam nadzieję, że już jest lepiej, zobaczymy po jej egzaminach, bo teraz mówi, że tylko nimi żyje :) Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Historia spotkań :) 17.06.07, 16:57 roborobi napisał: > Niestety to tak się skończyło, oczywiście na początku było niewinnie i mówiła, > że się widziała i co mniej więcej mówiła, aby poprawić ich małżeństwo, potem > stwierdzaqła, że jest dorosła i nie muszę wiedzieć o każdym spotkaniu, bo to > tylko przyjacielskie pogaduch, ech - czasami mam nadzieję, że już jest lepiej, > zobaczymy po jej egzaminach, bo teraz mówi, że tylko nimi żyje :) > > Jak to nie trwało zbyt długo, to może się "rozmyje". Dobrze, że się dowiedziałeś, mój mąż niestety nie i zrobił się mały problem. Wprawdzie sama siebie przywołałam do porządku, ale psychicznie zdążyłam się już bardzo od męża oddalić. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 18.06.07, 13:42 co było powodem Twojej "ucieczki"? Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Historia spotkań :) 18.06.07, 16:04 roborobi napisał: > co było powodem Twojej "ucieczki"? oddalenia od męża czy ucieczki od tamtego?;) na razie jestem w zawieszeniu i szukam mozliwości powrotu do stanu "sprzed" Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 18.06.07, 18:02 ucieczki od meża ucieczki od tamtego też możesz napisać (oczywiście jak masz ochotę) - choć to b ardziej potrafię zrozumieć :) Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Historia spotkań :) 18.06.07, 19:08 roborobi napisał: > ucieczki od meża > > ucieczki od tamtego też możesz napisać (oczywiście jak masz ochotę) - choć to b > > ardziej potrafię zrozumieć :) Mąż=stabilizacja, spokój, nuda Ktoś=przygoda, fascynacja, adrenalina Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 19.06.07, 11:06 liczyłem na trochę głębsze wyznanie :) widzisz - życie tak jak bracę - co 3 lata wypadało by zmieniać :) Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Historia spotkań :) 19.06.07, 11:21 roborobi napisał: > liczyłem na trochę głębsze wyznanie :) > > widzisz - życie tak jak bracę - co 3 lata wypadało by zmieniać :) mój ekshibicjonizm na forum ma swoje granice, poza tym ja się jeszcze w tym trochę gubię i trudno mi w jasny i logiczny sposób wszystko wytłumaczyć. natomiast nie wierzę, że z innym facetem byłoby mi lepiej, nie znam takiego, z którym chciałabym spędzić resztę zycia. kiedys uważałam, że miłość między nami bedzie już zawsze, bez wysiłku, naturalnie a teraz wiem, że trzeba na nią chuchać, strzec i pielęgnować:) Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: Historia spotkań :) 20.06.07, 09:12 Robi, jeszcze raz przejrzałam cały wątek. Wydaje mi się że powinniście zrezygnować z tych "przyjacielskich" spotkań, bo to one doprowadziły Was do kryzysu. Najlepiej wtedy usunąć przyczynę a nie wgłębiać się w dogłębne analizy... Może na początek zacznij od siebie... Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 20.06.07, 13:14 Fantko i tu jest własnie haczyk - nie moge o to prosić żony, bo ona kiedys nie żadała o to )przedawnione juz sprawy, ale wracają wspomnienia) Jesli o mnie chodzi to ja już dawno się nie spotykam z tamtą osobą (w cztery oczy oczywiście) Odpowiedz Link Zgłoś
fantka Re: Historia spotkań :) 22.06.07, 12:39 sam wiesz najlepiej... nie bardzo rozumiem, czy żona nie ma obiekcji do Twoich spotkań? nie bardzo w to wierzę, może tylko o tym nie mówi, a to jeszcze gorzej, bo wewnętrzny mur narasta. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Historia spotkań :) 22.06.07, 15:24 Fantko, nie bardzo moge (chcę) wszystko napisać z ta znajoma juz sie nie spotykam na osobności i nie doradzam, bo ja swoje, a ona swoje i w złym kierunku to szło, z przyciałkom owszem, ale często spotykamy sie w wiekszej grupie i chyba jest OK (zresztą sam juz nie wiem) Ona natomiast stara sie ukrywac swoje spotkania, a to juz mi przeskadza bardziej niz by powiedziała, Tomek znów prosił mnie o pogaduchy :( Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Robi 17.06.07, 12:01 A skąd wziął się pomysł doradzania innym małżeństwom? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Robi 17.06.07, 12:40 Bo my dobre duszyszki jesteśmy :) Prosili to im się podpowiadoło to i tamto :) Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Robi 17.06.07, 16:49 To w sumie nie jest takie proste, rozmawiać otwarcie o swoich problemach face to face. Uważasz swoje małżeństwo za udane? Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Robi 18.06.07, 13:46 wiesz nigdy chyba nie jest tak dobrze, ale hhhmmm jak to napisać, w jedności :). Naprawdę myślę, że samemu chyba bym się zagubił, zresztą żona też, chociaż jej by było łatwioej kogoś znaleźć :) Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Robi 18.06.07, 16:09 roborobi napisał: > wiesz nigdy chyba nie jest tak dobrze, ale hhhmmm jak to napisać, w jedności :) > . > Naprawdę myślę, że samemu chyba bym się zagubił, zresztą żona też, chociaż jej > by było łatwioej kogoś znaleźć :) Kogoś ... ale jeśli jedność budowało się przez lata to jest to jednak mocny fundament, mimo wszelkich zawirowań i musiałby się zdarzyć potężny huragan, by to zburzyć. Odpowiedz Link Zgłoś
roborobi Re: Robi 19.06.07, 11:08 tak - tylko sama wyżej napisałaś co Ciebie znudziło i jest pytanko - czy nowe Ciebie by też nie znudziło po jakimś czasie? Odpowiedz Link Zgłoś
czerwone.korale Re: Robi 19.06.07, 11:25 roborobi napisał: > tak - tylko sama wyżej napisałaś co Ciebie znudziło i jest pytanko - czy nowe > Ciebie by też nie znudziło po jakimś czasie? jeśli jednego faceta bym zmieniała na innego i z nim stworzyła rodzinę to ... tak. a mogłoby być jeszcze gorzej, ponieważ nie wiadomo jak "nowe" wyglądałoby w życiu codziennym. można się na chwilę zauroczyć, ale rozwalać wszystko i wierzyć, że będzie lepiej - nie. Odpowiedz Link Zgłoś