pam_pa_ram_pam
12.05.07, 21:58
Miał być ślub...
Przyjechałem na parę dni do Polski i usłyszałem piosenkę, której w szkockich
stacjach jakoś nie słychać, a przez internet polskiego radia nie słucham. Dla
mnie to nowość, choć dla mieszkających w Polsce zapewne nie. Tytuł tego
to: „Miał Być Ślub”. Śpiewa niejaka Monika Brodka, skądinnąd ładna góraleczka.
Treść jest mniej-więcej taka, że panienka opowiada, jak to wszystko sama do
ślubu przygotowała, włącznie z ludową orkiestrą i zaproszeniem gości,
umówieniem księdza itp, a jedynym problemem było to, że pan młody zbiegł spod
ołtarza. W całym tekście nie ma złamanego słowa o tym, że pacjent miał coś w
tych przygotowaniach do gadania. Osobiście nie dziwię się więc, że w
ostatniej chwili wrócił mu rozsądek i instynkt samozachowawczy przeważył...
Parę lat temu, w Brazylii poznałem gościa, który był ofiarą podobnych
zabiegów nadopiekuńczej rodziny z kraju. Bardzo rozsądny inżynier – technolog
chemik, pracował dla Chevrona, a wcześniej w Saudii dla Aramco. Jak na 30-
latka miał spore doświadczenie i „kapał forsą”, bo prawie nic nie wydawał,
chyba że na zwiedzanie, za to płacili mu dobrze, bo mieli za co. Gość przez 4
lata , właściwie od absolwenta PW-praktykanta pracował na największych
rafineriach w SA. Jego rodzina, znani w kraju humaniści bardzo bolała nad
tym, że jedyny syn nie robi kariery uniwersyteckiej, nie „publikuje”, a w
ogóle to jest niewykształconym chamem (dla nich „inteligent” zaczynał się od
stopnia doktora). To, że on po tych paru latach zarobił więcej niż cała ta
jego dość rozległa rodzina przez parę pokoleń, to nie miało znaczenia.
Anyway, zdarzyło się, że po jakichś problemach z rozpoczęciem prac na którymś
kontrakcie z Chevronem w Saudii gość dostał wraz z całym contract teamem 3-
miesięczne „suspension”. Takie „suspension” to marzenie niejednego, moje też.
Dostaje się co najmniej 25% stawki za gotowość do podjęcia pracy i można
robić, co się chce, byle mieć możliwość stawienia się do pracy w ciągu 72
godzin. A te 25% stawki w zupełności wystarcza na wygodne życie.
3 miesiące to trochę za długo na wakacje na Cyprze, tak więc mój kolega
zdecydował się na przyjazd do kraju. A tam czekała go niespodzianka: rodzinka
postanowiła go OŻENIĆ. Już drugiego dnia po powrocie przedstawiono mu
panienkę, nawet miłą, oczywiście naukowca, tato dzięki jakimś kontaktom
wykombinował mu pracę asystenta na jakiejś prywatnej uczelni technicznej z
możliwością otwarcia przewodu doktorskiego i wogóle wyobrażali sobie, że
gościa „schwytali”. Całe szczęście, że on sam od początki uważał, na to co
robi i nie poszedł z dziewczyną do łóżka przed ślubem, bo zaraz by była
sprawa, że „ona jest w ciąży” i nie miałby odwrotu. Ale on „poczuł pismo
nosem”, bo oświadczyła mu, że nie stosuje żadnych środków antykoncepcyjnych
(chciał użyć prezerwatywy) i wolał zrezygnować z tej przyjemności ku
niezadowoleniu partnerki. Opowiadał, że pierwszy raz w życiu wyszedł z łóżka
dziewczyny nie zrobiwszy NIC. Po tym, jak po tej aferze dziewczyna nie
wycofała się z zamiaru ślubu (trudno to sobie wyobrazić) zaczął mieć
podejrzenia. Po dwóch tygodniach rodzina zaczęła się dopytywać „kiedy się
oficjalnie oświadczy”, a po następnym miesiącu „kiedy ślub”. Jakieś ciotki
zaczęły na oficjalnych rodzinnych zjazdach głośno (żeby on słyszał) mówić, że
jest OSZUSTEM MATRYMINIALNYM i że WPĘDZA DZIEWCZYNĘ W LATA.
Na jego szczęście przypomniał sobie o nim Chevron. W dniu, gdy przymuszony
przez rodziców miał już iść się oświadczać (z miną skazańca) dostał telefon.
Kontrakt w Saudii został ostatecznie skreślony, ale była robota w Brazylii.
Oczywiście potwierdził. Ku zgrozie rodziców, nie informując panny oświadczył,
że dostał robotę i w 72 godziny musi być na miejscu (akurat to nie było
prawdą), spakował się, poleciał tego samego dnia Saudii rozmówić się o
zmianie „postingu” i po tygodniu był już w Brazylii. Tam go poznałem.
A panienka nawet do niego nie napisała złamanego e-maila...
Gdy wyjeżdżałem z Brazylii, nasz bohater miał tam bardzo ładną partnerkę
(Mulatkę) i żyli sobie szczęśliwie nawet nie myśląc o ślubie.