anna_sla
04.08.07, 15:40
Posłużę się pojęciem z encyklopedii:
kokieteria
1. «zachowanie osoby starającej się spodobać i wzbudzić zainteresowanie osoby
przeciwnej płci»
2. «zachowanie osoby starającej się zjednać sobie kogoś»
i muszę przyznać, że to dość pobieżne określenie. Kokietujecie? Lubicie być
kokietowanym (dobrze to odmieniłam)?
Mnie od zawsze kokieteria raziła. Jak widzę kogoś w akcji otwierają mi się
noże w kieszeni, gotuje mi się mózg i często nie potrafię nie docinać tym
osobom. Nie wiem dlaczego mnie to wkurza, może dlatego, że spotkało mnie to co
spotkało, chociaż pewnie nie, bo nie lubiłam tego na długo przedtem. To na
pewno nie zazdrość, nigdy nie miałam powodów do zazdrości i nigdy nie musiałam
posuwać się do kokietowania. Zwłaszcza takiego czepiania się każdego faceta
gdy tylko pojawi się na horyzoncie. A do tego kokietować kiedy obok stoi
mąż/żona, to co, gdy nie spełnia naszych oczekiwań, są inne metody rozwiązania
sytuacji, no nie rozumiem, kompletnie. Dla mnie kokieteria leży na półce
blisko "zezwierzęcenia" tylko seks, seks i seks. Zezwierzęcenie! Moralności
mamy coraz mniej, człowieczeństwo to nie tylko pieprzenie się, fizyczność, a
mniej więcej na podobnym podłożu, moim zdaniem, leży kokieteria.. A my ludzie
lubimy wymówki, lubimy szaleć, tylko nie wiem po co nam śluby.. przecież nauka
udowodniła nam już, że nie jesteśmy monogamistami..
wiadomosci.wp.pl/kat,1342,wid,8887269,wiadomosc.html?ticaid=1438f