s.dominika
16.08.07, 16:37
Aż się trzęsę tak się zdenerwowałam. Chłop miał wrócić o 12, ale po pracy miał
przegląd samochodu jeszcze pojechać zrobić. No dobra. Dzwonię o 12, czy duża
kolejka, czy jak, za ile będzie. Nie odbiera. Dzwonię za godzinę. Nie odbiera.
O 14 zaczęłam się lekko niepokoić, ale myślę nic to. Dzwonię o 15. Nie
odbiera.Ręce mi się z nerwów zaczęły trząść. Od razu tysiące wersji co się
mogło wydarzyć: wypadek samochodowy, mogli go napaść itd. No i nerw mnie
chwyta, bo nie odbiera telefonu, a nigdy się nie rozstaje z komórką. O 16 już
naprawdę zaczęłam się martwić. Dzwonię tam gdzie miał przegląd robić i pytam
czy już był (początki paranoi, wiem), no był o 13. No żesz kurwa i ile można
wracać 500 metrów do domu. Jeszcze się tylko zdenerwowałam bardziej. Dzwonię,
piszę sms-y - nie odbiera.
Dzwoni z łachą o 16.30 z mordą na mnie, że do niego dzwonię, a on nie ma
spodenek z kieszeniami tylko bez i nosi komórkę w torbie i to jest moja wina,
bo mu tych z kieszeniami nie uprałam (trzeba je prać ręcznie bo farbują jak
cholera i akurat tak się nie złożyło do tego prania). No i wyszło, że moja
wina. Szlag mnie trafił. Zaraz przyjedzie i mnie dalej będzie opieprzać. Czy
wszyscy faceci są tacy popieprzeni? Nie mógł zrozumieć, że ja się martwiłam
tylko mnie opieprzał przez telefon. wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Jak mi się kiedyś zdarzyło w torebce zostawić telefon i wyjść na godzinę, to
był potem obrażony przez 2 dni, bo nie odbierałam, jak on akurat miał do mnie
sprawę. Udusić to mało !!!!!!!!!!!!