aaa19795
03.09.07, 18:26
zwariowac mozna, bylam o krok od zdrady tzn brakowalo tylko
fizycznego kontaktu, bo emocjonalnie to juz poszlo...mimo ze kocham
mojego meza.meza ktory wciaz jest zdolowany.to jest wszystko tak
skomplikowane.odbiera mi sily.mowi ze nie bedziemy sie calowac i nie
bedziemy sie kochac. karze mnie za cos czego nie zrobilam.mine ma
taka jakby zabil kogos albo ktos zabil jego. taka przenosnia(?)nie
mam sil na jego ciagle doly. on z kolei czuje sie niedoceniony. ja
nie mam poczucia ze jestem z mezczyzna doroslym i odpowiedzialnym.on
znow czuje sie gorszy od kogos.jest wsciekly ale nie ma w nim
pokory. nie pomysli dlaczego stalo sie i dzieje tak jak sie dzieje.
a ja mam takie bloki, ze nie potrafie go przytulic ani powiedziec
nic dobrego.jak bysmy na cos czekali. czasami jestem zmeczona.czuje
sie jakbym siedziala po pachy w gestym blocie, w bagnie nie mogac
zrobic kroku w zadnym kierunku.