joannah31
26.12.07, 15:18
Z dwa dni mam trzydzieste urodziny. Wszyscy zapracowani, zajęci
Świętami, Sylewstrowym szałem, sobą, nikt nie będzie o mnie pamiętał.
Mój mąż umówił się na ten dzień na wódeczkę z kolegami z pracy.
Wróci późno i po kielichu co automatycznie wykluczy romantyczne
picie wina wieczorem czy cokolwiek innego. O kinie czy obiedzie w
knajpie nawet nie wspominam. Zapytałma, czy musi akurat w piątek?
Westchnął i powiedział, że dramatyzuję i że zawsze strzelam fochy.
Jest mi tak strasznie przykro, że chce mi się płakać.